Przedmowa
Czy widziałaś kiedyś mem: "Niech podniosą rękę te, które padły ofiarą swojej słabości do mężczyzn" i miałaś ochotę podnieść rękę? Jeśli tak, ta książka jest dla ciebie. To poradnik randkowania, ale nie taki, który obiecuje, że pomoże ci znaleźć ukochanego, tylko taki, dzięki któremu zidentyfikujesz toksycznych typów, zanim będzie za późno. Dzielę się w nim wiedzą, którą sama chciałabym mieć przed rozpoczęciem randkowania. Podchodzę do tego tematu zarówno zawodowo, jak i osobiście - tak się złożyło, że fatalnie wiązałam się czy też fatalnie randkowałam ze zbyt wieloma beznadziejnymi mężczyznami. I nie ja jedna. W 2017 roku zaczęłam anonimowo umieszczać na Instagramie porady dotyczące randek i relacji. Wieści o nich rozchodziły się pocztą pantoflową, a liczba odwiedzających moją stronę rosła wykładniczo. Okazało się, że wiele kobiet, które randkują z cis mężczyznami (to jest takimi, których tożsamość płciowa jest zgodna z płcią przypisaną im przy urodzeniu), odnajduje się w moich koszmarnych doświadczeniach z palantami, z którymi traciłam swój cenny czas.
Według danych statystycznych podawanych na stronie Derm Review, które niedawno czytałam, co piąty mężczyzna myje swoje jaja tylko dwa razy w tygodniu - lub rzadziej. Tak naprawdę wcale mnie to nie zdziwiło. To tylko kolejna informacja wzbogacająca obszerny materiał dowodowy, który wskazuje na to, że jeśli ze względu na swoją orientację seksualną jesteśmy skazane na umawianie się z mężczyznami, to słabo. Przy czym - szczerze mówiąc - śmierdzące krocze to jedynie drobiazg w porównaniu z innymi problemami, jakich doświadczamy.
Czy próbowałaś umawiać się z mężczyznami w ciągu ostatnich pięciu lat lub od czasu, gdy stworzono aplikacje randkowe? Jeśli tak, to myślę, że wiesz dokładnie, o czym piszę, a jeśli nie, to wyjątkowa z ciebie szczęściara.
To nie tak, że nienawidzę mężczyzn - wręcz przeciwnie, uwielbiam ich - ale faktem jest, że uważam randki za zadanie bojowe. Nikomu nie przychodzi to łatwo, ale randkowanie kobiet z mężczyznami to szczególnego rodzaju tor przeszkód, którego nie pokonasz bezpiecznie, jeśli nie będziesz na bieżąco i nie przejdziesz odpowiedniego treningu.
Popełniłam mnóstwo randkowych błędów: pijana nagrałam trzyminutową wiadomość głosową, w której łkając, wyjaśniłam pewnemu facetowi, który naprawdę mi się podobał, że szukam kogoś, kto zastąpiłby mi ojca, nieobecnego w dzieciństwie; innym razem wybrałam się na pierwszą - i ostatnią - randkę z typem, który napadł na ulicy na jakiegoś starszego mężczyznę; przez pół roku spotykałam się z kolesiem, który nie powiedział mi, że ma dziewczynę... Mogłabym ciągnąć tę wyliczankę przez następne dwadzieścia akapitów, ale myślę, że z grubsza wiadomo, o co chodzi. Nie zauważałam sygnałów ostrzegawczych, nie umiałam "odfiltrowywać" złych facetów, nie wiedziałam, jak sprawić, by moimi zachowaniami kierowało coś innego niż tylko serce i desperacka potrzeba bycia kochaną.
Powtarzałam pewien schemat: spotykałam się z mężczyzną, który wydawał się naprawdę serdeczny i wrażliwy, widywaliśmy się przez parę miesięcy, aż w pewnym momencie zadurzałam się w nim, sądząc, że częstotliwość jego wizyt świadczy o tym, że on również coś do mnie czuje. Przez cały ten czas prosiłam go, by bardziej się starał, przypisywałam znaczenie chwilom, gdy spaliśmy przytuleni, i czułam frustrację, że spotykamy się tylko w nocy, nie zdając sobie sprawy, że po prostu przypisał mnie do kategorii "przygodny seks". Mógł czerpać z naszego związku pełne korzyści, a ja traktowałam go jak partnera, bo czułam, że w ten sposób zrozumie, jak wspaniale jest mieć mnie przy sobie, i że w końcu wyzna mi miłość. I niektórzy rzeczywiście zdobywali się na takie wyznanie. Nie dostrzegałam jednak, że były to tylko deklaracje, niepoparte czynami, i zawsze kończyłam związki zraniona. To podejście uczyniłam swoim stylem życia; stawałam się tym wszystkim, czym myślałam, że muszę być, aby mężczyzna mnie pragnął: nimfomanką (ale bez orgazmów), przystanią, w której facet otrzymuje emocjonalne ukojenie po ciężkim dniu pracy taksówkarza lub dilera zioła lub po nocnych imprezach z kumplami, na które nigdy nie byłam zaproszona. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że stwarzam sytuację, w której facet jednocześnie ma ciastko i zjada je. Zawsze randkowałam sercem, a nie głową - prawdę mówiąc, mózg celowo zostawiłam w drzwiach, a wystawiałam moje ciało, ponieważ wierzyłam, że to najcenniejsze, co mam do zaoferowania.
Moja najlepsza przyjaciółka też miała kłopoty sercowe, ale były to problemy innego rodzaju. Z łatwością rozkochiwała w sobie mężczyzn, ale trafiała tylko na takich, którzy mieli jakieś problemy. Po trzech miesiącach burzliwego romansu taki mężczyzna doświadczał nagłego załamania albo wprowadzał się do niej, bo nie miał gdzie mieszkać - lub uświadamiał sobie swój nierozwiązany konflikt z matką. Niektóre z moich przyjaciółek były mężatkami, ale nie oznaczało to, że wiodło im się lepiej: jedna musiała uciekać z domu przed przemocowcem, a trzy inne utrzymywały domy i dzieci, podczas gdy ich małżonkowie borykali się z kryzysem wieku średniego, popadając często w alkoholizm lub kokainizm.
W listopadzie 2016 roku zakończyłam związek z pewnym ruchaczem, który naprawdę przesadził. Był narcystycznym gamoniem, któremu udało się przekonać mnie, że wkrótce będzie milionerem, ale na razie mam doładowywać jego Oyster card1, jeśli tylko chcę się z nim zobaczyć. Był to mój ostatni nieudany romans, odkąd w 2013 roku zaczęłam randkować online. Wcześniej zaliczyłam jeden po drugim dwa długie związki - owocem drugiego był mój syn. Jego ojcem był facet, z którym spotykałam się od 2006 roku, ale od 2011 roku - od dnia narodzin dziecka - byłam samotną matką. Ponownie zaczęłam umawiać się z facetami, dopiero gdy mój syn miał jakieś półtora roku. To wtedy odkryłam, jak duże - wręcz drastyczne - zmiany zaszły od mojego ostatniego okresu samotności. Mężczyźni się zmienili. Nim nastały Tinder i Plenty of Fish, nie miałam trudności ze spotkaniem mężczyzn, którzy pragnęli związku, lecz teraz - ze swoim nowym statusem samotnej matki - czułam się, jakby każdy mężczyzna chciał tylko jednego - i uważał mnie za totalną idiotkę.
Kiedy sprawa z ruchaczem, który przesadził, zakończyła się, zdecydowałam, że muszę popracować nad sobą. Mocno wkręciłam się w prawo przyciągania2 i odkryłam dla siebie duchowość, co pomogło mi lepiej zrozumieć siebie i swoje zachowania w związkach. Doświadczyłam licznych objawień - stało się dla mnie jasne, dlaczego robiłam coś wbrew sobie, starając się zdobyć akceptację mężczyzn. Wcześniej latami zgłębiałam teorię więzi, nie przyszło mi jednak do głowy, by stosować jej zasady do własnego życia uczuciowego. Teraz zaczęłam rozumieć, dlaczego moja spowodowana niepewnością tendencja do przywiązania się prowadziła do lękowych relacji z mężczyznami. Zaczęłam dostrzegać, że sama daję sygnały ostrzegawcze i że w poprzednim związku posuwałam się do manipulacji i byłam nadmiernie kontrolująca. Musiałam skonfrontować się z tą nieprzyjemną wiedzą i zorientować, jak to zmienić. Zrozumiałam, gdzie popełniałam błędy.
Ale to nie wszystko. W trakcie moich studiów z zakresu pracy socjalnej zapoznałam się z myślą feministyczną, analizowałam zagadnienia mizoginii i toksycznej męskości, lecz moja naturalna skłonność do szukania winy w sobie i brania do siebie każdego odrzucenia lub złego traktowania sprawiła, że nie dostrzegłam związku tych tematów z tym, co działo się w moim życiu. Gdy obserwowałam siebie i moje przyjaciółki, zdałam sobie sprawę, że my, randkujące kobiety, borykamy się z problemami, których rzadko doświadczali moi przyjaciele randkujący z kobietami: przerażające doświadczenia z pierwszej randki, nadużycia seksualne i bycie traktowanym po seksie jak powietrze, trwanie w nienazwanej relacji lub pełnienie funkcji darmowej opiekunki/matki. Zaczęłam dostrzegać, że wiele problemów, których doświadczałam, było związanych z moją płcią.
Zrozumiałam, że mamy poważny problem z mężczyznami i ze sposobem, w jaki traktują oni kobiety.
Oczywiście, znajdziemy wśród mężczyzn wiele wspaniałych jednostek, lecz mężczyźni jako grupa stwarzają pewne problemy, które wymagają rozwiązania. Teraz rozumiem, że dopóki to nie nastąpi, kobiety, które z nimi randkują, muszą być w pełni przygotowane do radzenia sobie z ich zuchwałością.
Powinnam była to wszystko zauważyć dużo wcześniej, ponieważ byłam pracownicą socjalną ds. dzieci i rodzin - uzyskałam w tej dziedzinie licencjat z wyróżnieniem - przedtem zaś edukatorką ds. zdrowia seksualnego i związków w NHS3, ucząc w szkołach i placówkach dla młodzieży. Byłam też wykwalifikowaną nauczycielką w dziedzinie pracy socjalnej. Niemal dwadzieścia lat mojego życia zawodowego poświęciłam na uczenie kobiet rozpoznawania i wychodzenia z przemocowych związków oraz tworzenia zdrowszych relacji; wspierałam te kobiety, które próbowały wyrwać się z toksycznego kręgu, i chroniłam rodziny przed skrzywdzeniem. A potem wracałam do domu i błagałam facetów, którzy traktowali mnie z ambiwalencją, by bardziej mnie kochali. Zawsze potrafiłam dawać najlepsze rady innym, lecz z trudem stosowałam je do własnego życia uczuciowego.
Podjęłam decyzję, że pozbędę się przekonania, że celem mojego życia jest związek z facetem. Potrzebowałam przerwy, żeby się od tego uwolnić. Przeanalizowałam to, czego dowiedziałam się o mężczyznach i sobie w ciągu czterech lat randkowania online, i stopniowo wszystko nabierało sensu. Zainwestowałam w siebie całą energię i uwagę, które marnowałam na mężczyzn. Zaczęłam kochać siebie i swoje własne towarzystwo. Przestałam łaknąć męskiej uwagi i uznania. Zastanowiłam się raz jeszcze nad wszystkimi randkami, a powielane przeze mnie schematy i sygnały ostrzegawcze, które ignorowałam, nagle stały się dla mnie boleśnie widoczne. Kiedy już to zrozumiałam, chciałam głosić swoje odkrycie całemu światu. Pragnęłam, aby wszystkie kobiety dowiedziały się, że mają moc, aby naprawdę cieszyć się z bycia singielką. Rwałam się do pokazania im, jak już z daleka dostrzec sygnały ostrzegawcze i być na tyle pewną siebie, aby zablokować każdego, kto je wysyła. Zmotywowało mnie to do założenia mojej strony na Instagramie oraz bloga. Spotkanie z tak wieloma kobietami, które randkują z mężczyznami i mają do czynienia z tym gównem, sprawiło, że poczułam się silniejsza. Stało się dla mnie jasne, że wszystkie potrzebujemy wskazówek, jak poradzić sobie z randkowaniem we współczesnych czasach.
Dzisiaj znajduję się w miejscu, w którym jestem całkowicie zadowolona z bycia singielką, i chcę, aby ta książka pomogła innym również dotrzeć do tego punktu. Chcę jednak zaznaczyć, że napisałam tę książkę podczas lockdownu spowodowanego pandemią, kiedy to po raz pierwszy od dłuższego czasu odkryłam, że pragnę mężczyzny. Był to szczególnie trudny czas dla osób samotnych (a także tych, którzy ugrzęźli w nieszczęśliwych związkach), bowiem nagle dotarło do nas, że być może przegapiliśmy swoją szansę na znalezienie miłości. Samotność, którą tak wiele z nas odczuwało tylko w sobotnie wieczory, kiedy nasze przyjaciółki wychodziły gdzieś ze swoimi partnerami, stała się codziennością. Wiele osób uświadomiło sobie, że chce być w związku, a następnie wpadło w panikę, zastanawiając się, czy kiedykolwiek to nastąpi, wziąwszy pod uwagę, że żyliśmy w czasie, który wydawał się apokalipsą. Chociaż obecnie (mam nadzieję) wychodzimy z tej sytuacji, wpłynęła ona znacząco na randki w kontekście poczucia straconego czasu, mam zatem nadzieję, że niniejsza książka przyczyni się do zmniejszenia trochę tej zbiorowej paniki.