Przypisy
Przedmowa
1 AWM: 3DRL/2206, dziennik A.G. Thomasa, (wpis z 21 VII 1916).
2 Statistics of the Military Effort of the British Empire during the Great War. 1914-1920, London 1922, s. 243.
3 J.B.A. Bailey, The First World War and the Birth of Modern Warfare, [w:] The Dynamics of Military Revolution, 1300-2050, red. M. Knox, Cambridge 2001, s. 132-153.
Prolog. "Akt wrogości"
1 Imperial German Legation in Belgium-Brussels, 2 August 1914, [w:] The Origins of the First World War. Diplomatic and Military Documents, red. i tłum. A. Mombauer, Manchester 2013, s. 532-533.
2 The Austro-Hungarian Ultimatum to Serbia; Serbia's Reply to the Austro-Hungarian Ultimatum, [w:] The Origins of the First World War, dz. cyt., s. 291-295, 352-356.
3 E.J. Galet, Albert King of the Belgians in the Great War. His Military Activities Set Down with His Approval, tłum. E. Swinton, London 1931, s. 46, 49-50.
4 4 August: Bethmann Hollweg's Reichstag Speech, [w:] The Origins of the First World War, dz. cyt., s. 571-572.
5 Message from M. Poincaré, Appendix II, [w:] R. Poincaré, The Memoirs of Raymond Poincaré (1913-1914), tłum. G. Arthur, London 1928, s. 309-310.
6 B. Whitlock, Belgium. A Personal Narrative, New York 1919, s. 63.
CZĘŚĆ PIERWSZA. "Wojna to nie manewry"
Rozdział 1. "Ujrzałem ucieleśnienie Attyli"
1 F. Fischer, Germany's Aims in the First World War, New York 1967, s. 50.
2 Comments by Moltke on the Memorandum, c. 1911, [w:] Alfred von Schlieffen's Military Writings, red. i tłum. R.T. Foley, London 2003, s. 179.
3 E.J. Galet, Albert King of the Belgians in the Great War. His Military Activities Set Down with His Approval, tłum. E. Swinton, London 1931, s. 73-74.
4 J. Lipkes, Rehearsals. The German Army in Belgium, August 1914, Leuven 2007, s. 39.
5 Germany's Western Front. Translations from the German Official History of the Great War, cz. 1: 1914, red. M.O. Humphries, J. Maker, Waterloo (Ont.) 2013, s. 104.
6 E.J. Galet, Albert King of the Belgians..., dz. cyt., s. 56; Commander-in-Chief of the Belgian Army, The War of 1914. Military Operations of Belgium in Defence of the Country to Uphold Her Neutrality, London 1915, s. 11-13.
7 E. Ludendorff, My War Memories 1914-1918, t. 1-2, London 1919, t. 1, s. 32-36.
8 E.J. Galet, Albert King of the Belgians..., dz. cyt., s. 80.
9 C. Donnell, Breaking the Fortress Line 1914, Barnsley 2013, s. 60-62.
10 E.L. Klekowski, Americans in Occupied Belgium, 1914-1918. Accounts of the War from Journalists, Tourists, Troops and Medical Staff, Jefferson (NC) 2014, s. 14.
11 German Letter from an Officer in the Assault, [w:] Source Records of the Great War, t. 2, red. C.F. Horne, National Alumni, USA 1923, s. 47-48.
12 A French Gunner, General Joffre, London, b.r., s. 13-14.
13 The French Plan of Campaign, Appendix 9, [w:] J.E. Edmonds, Military Operations. France and Belgium, 1914, t. 1-2, London 1933, t. 1, s. 445-449.
14 Ch. Lanrezac do J. Joffre'a, 14 VIII 1914, [w:] Les Armées françaises dans la Grande guerre, AFGG, Book 1/1 - Annexes, t. 1, nr 283, Paris 1922-1939, s. 290-291.
15 J. Joffre do Ch. Lanrezaca, 14 VIII 1914, [w:], AFGG, Book 1/1 - Annexes, t. 1, nr 283, s. 280.
16 General Instructions No. 1, 8 VIII 1914, Appendix IV, [w:] S. Tyng, The Campaign of the Marne 1914, London 1935, s. 362-364.
17 Note du général commandant..., 15 VIII 1914, [w:] AFGG, Book 1/1 - Annexes, t. 1, nr 319, s. 317.
18 R.A. Doughty, Pyrrhic Victory. French Strategy and Operations in the Great War, London-Cambridge (Mass.) 2005, s. 61.
19 J. Boff, Haig's Enemy. Crown Prince Rupprecht and Germany's War on the Western Front, Oxford 2018, s. 23.
20 R. Poincaré, The Memoirs of Raymond Poincaré 1914, tłum. G. Arthur, London 1929, s. 51.
21 J.C. Joffre, The Memoirs of Marshal Joffre, tłum. T. Bentley Mott, t. 1-2, London 1932, t. 1, s. 161-162.
22 6 August: Minutes of British War Council Meeting, [w:] The Origins of the First World War. Diplomatic and Military Documents, red. i tłum. A. Mombauer, Manchester 2013, s. 587-590.
23 Instructions to Sir John French from Lord Kitchener August 1914, Appendix 8, [w:] J.E. Edmonds, Military Operations, dz. cyt., t. 1, s. 499-500.
24 W.J. Philpott, Gone Fishing? Sir John French's Meeting with General Lanrezac, 17 August 1914, "Journal of the Society for Army Historical Research", t. 84, nr 339 (jesień 2006), s. 254-259.
25 Germany's Western Front, dz. cyt., s. 81.
26 BA-MA: RH 61/1235, H. Moltke do K. Bülowa, 11 VIII 1914.
27 I. Senior, Invasion 1914. The Schlieffen Plan to the Battle of the Marne, Oxford 2012, s. 366.
28 A. von Kluck, The March on Paris and the Battle of the Marne 1914, London 1920, s. 9.
29 A. Mombauer, Helmuth von Moltke and the Origins of the First World War, Cambridge 2001, s. 232-234; cesarz Wilhelm II, cyt. za: S. McMeekin, July 1914. Countdown to War, London 2013, s. 343.
30 W. Bloem, The Advance from Mons 1914, London 1930, s. 38.
31 BA-MA: N550/1, Die Operationen der 1 Armee bis zum Eintreffen in der Aisne-Stellung (vom 9 August bis zum 12 September 1914), s. 6.
32 H.H. Herwig, The Marne, 1914. The Opening of World War I and the Battle That Changed the World, New York 2011 (wyd. 1, 2009), s. 171-172.
33 A. Kramer, Dynamic of Destruction. Culture and Mass Killing in the First World War, Oxford 2007, s. 8.
34 J. Horne, A. Kramer, German Atrocities, 1914. A History of Denial, London-New Haven (Conn.) 2001.
35 S. Tyng, The Campaign of the Marne 1914, dz. cyt., s. 79-80; E.D. Brose, The Kaiser's Army. The Politics of Military Technology in Germany during the Machine Age, 1870-1918, Oxford 2001, s. 196; C. Delvert, From the Marne to Verdun. The War Diary of Captain Charles Delvert, 101st Infantry, 1914-1916, tłum. I. Sumner, Barnsley 2016, s. 36.
36 P. Lintier, My Seventy-Five. Journal of a French Gunner (August-September 1914), London 1929, s. 55.
37 H. Strachan, The First World War, t. 1: To Arms, Oxford 2003 (wyd. 1, 2001), s. 218.
38 H. Contamine, 9 Septembre 1914. La Victoire de la Marne, Paris 1970, s. 120.
39 A. Grasset, La Guerre en action. Surprise d'une Division: Rossignol-Saint-Vincent, Nancy 1932, s. 76.
40 E. Greenhalgh, The French Army and the First World War, Cambridge 2014, s. 41.
41 F. de Langle de Cary, Souvenirs de commandement 1914-1916, Paris 1935, s. 136-137.
42 P. Ruffey do GQG, 23 VIII 1914, [w:] AFGG, t. 1/1 - Annexes, cz. 1, nr 1088, s. 865.
43 H. Strachan, The First World War, dz. cyt., s. 207; R.A. Prete, Strategy and Command. The Anglo-French Coalition on the Western Front, 1914, Montreal 2009, s. 27-28.
44 S. Tyng, The Campaign of the Marne 1914, dz. cyt., s. 102.
45 E. Spears, Liaison 1914. A Narrative of the Great Retreat, London 1968 (wyd. 1, 1930), s. 110.
46 J.E. Edmonds, Military Operations, dz. cyt., t. 1, s. 68.
47 IWM: Documents 2304, Anonymous Account of the Battle of Mons, sierpień 1914.
48 H. Smith-Dorrien, Memories of Forty-Eight Years' Service, London 1925, s. 385-386.
49 F. Engerand, Lanrezac, Paris 1926, s. 40.
50 Germany's Western Front, dz. cyt., s. 239, 241.
Prolog
"Akt wrogości"
Na krótko przed godziną 7 wieczorem 2 sierpnia 1914 roku w belgijskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych zapanowało poruszenie. Poseł niemiecki w Brukseli Klaus von Below-Saleske wręczył ministrowi spraw zagranicznych Jeanowi Davignonowi kopertę opatrzoną klauzulą "Ściśle poufne". Wewnątrz znajdował się dokument, który miał zburzyć pokój w Europie. "Rząd cesarski otrzymał wiarygodne informacje o ruchu wojsk francuskich wzdłuż linii Mozy przez Givet i Namur. Doniesienia te nie pozwalają wątpić, że Francuzi zamierzają uderzyć na Niemcy przez terytorium Belgii... Kluczowe dla samoobrony Niemiec jest uprzedzanie nieprzyjacielskich ataków". W tych okolicznościach Niemcy są zmuszeni wkroczyć na terytorium Belgii, jednakże nie powinno to zostać potraktowane jako "akt wrogości". Wręcz przeciwnie: jeśli Belgia przyjmie postawę "życzliwej neutralności", Niemcy zobowiązują się opuścić jej ziemie natychmiast po zakończeniu wojny i zrekompensować wszelkie wyrządzone szkody. Gdyby jednak Belgia próbowała się sprzeciwiać swobodnemu przemarszowi wojsk niemieckich, zostanie uznana za nieprzyjaciela. "W takim wypadku Niemcy nie mogą podjąć żadnych zobowiązań względem Belgii, a przyszłe stosunki między obydwoma państwami rozstrzygnie oręż"1.
Dramatyczne wydarzenia w Brukseli były wynikiem bezprecedensowego kryzysu w europejskiej dyplomacji, który zapoczątkowało brutalne zabójstwo polityczne pięć tygodni wcześniej. 28 czerwca arcyksiążę Franciszek Ferdynand, następca tronu austro-węgierskiego, dokonujący inspekcji niespokojnych południowych dominiów imperium, przybył z oficjalną wizytą do Sarajewa. Tam zginął od kul wystrzelonych przez obłąkanego bośniackiego zamachowca, Gavriło Principa, powiązanego z serbską organizacją nacjonalistyczną Narodna Odbrana (Obrona Narodowa). Mord ten doprowadził do punktu kulminacyjnego tlący się od dziesięcioleci konflikt Austro-Węgier z Serbią. 23 lipca Wiedeń wystosował do Belgradu ultimatum ostrzegające Serbię, że jeśli ta nie zdławi "ruchu wywrotowego", który dokonał zamachu, i nie zaprzestanie "aktów terroru" wymierzonych w monarchię austro-węgierską, nie będzie ona miała innego wyjścia, jak "położyć kres owym knowaniom, stanowiącym nieustanne zagrożenie dla pokoju". Serbia pośpiesznie przystała na większość austriackich żądań, sprzeciwiła się jednak wnioskowi o przeprowadzenie śledztwa przeciwko uczestnikom spisku z udziałem organów delegowanych przez c.k. władze, uznając ten warunek za "naruszenie konstytucji i procedur postępowania karnego". Dało to Austro-Węgrom pretekst do odwołania swojego ambasadora i rozpoczęcia przygotowań do wojny2.
System sojuszy, który niczym gęsta sieć oplatał kontynent europejski, zaczął działać. Po jednej stronie stanęły państwa centralne: Austro-Węgry i Niemcy. Po drugiej - Serbia oraz jej dawny protektor Rosja, związana przymierzem z Republiką Francuską. Gdy Wiedeń szykował się do inwazji na Serbię, pragnąc raz na zawsze rozwiązać "kwestię bałkańską", jego główny sojusznik - Rzesza Niemiecka - miał mu ruszyć na pomoc. Dla Niemiec oznaczało to realizację tzw. planu Schlieffena - najnowszego z serii niemieckich planów operacyjnych opracowanych przez generała Alfreda von Schlieffena, szefa Sztabu Generalnego w latach 1891-1906. Po wnikliwej analizie geostrategicznego położenia Rzeszy Schlieffen uznał, że w razie wojny europejskiej Niemcy muszą skupić niemal całe siły na froncie zachodnim, pozostawiając jedynie kilka korpusów do obrony Prus Wschodnich przed spodziewaną inwazją rosyjską. Obawiając się wojny na dwa fronty, Schlieffen chciał wykorzystać powolną, ociężałą mobilizację rosyjską i zadać Francji klęskę w ciągu kilku pierwszych tygodni. Miało się to dokonać dzięki szerokiemu manewrowi oskrzydlającemu przez Belgię i Holandię, omijającemu silnie bronioną granicę francusko-niemiecką i prowadzącemu do decydującej bitwy gdzieś na wschód od Paryża. Po zakończeniu tej operacji Niemcy miałyby rozprawić się z Rosją wedle własnego uznania.
Albert I, król Belgów, doskonale wiedział, o jaką stawkę toczy się gra. Miał wówczas 39 lat, stalowoniebieskie oczy i rumianą cerę. Tron objął w grudniu 1909 roku, już w cieniu zbliżającego się konfliktu. Wieczorem 2 sierpnia o godzinie 21.30, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, a fasady budynków jaśniały różowym blaskiem w zapadającym zmierzchu, król zwołał swoich ministrów. Przypomniał zebranym, że wezwał ich "nie tyle w celu podjęcia decyzji, jakiej odpowiedzi należy udzielić", ile raczej po to, by "uświadomić odpowiedzialnym przywódcom narodu powagę sytuacji". Nadciągająca wojna - prorokował - przyniesie ze sobą "przemoc, której nie są w stanie sobie wyobrazić", i postawi kraj przed "straszliwą próbą". Po tych słowach przygotowano odpowiedź, jednocześnie zwracając się do Wielkiej Brytanii i Francji z apelem o pomoc w obronie przed napaścią. Niemiecka nota stanowiła "głębokie i bolesne zaskoczenie" oraz niedające się niczym usprawiedliwić "rażące pogwałcenie prawa międzynarodowego". Wobec tego Belgia "postanawia stanowczo odeprzeć wszelkimi dostępnymi środkami każdą próbę naruszenia swych praw". O żadnym "swobodnym przemarszu" armii niemieckiej nie może być mowy3.
Wojna była już nieunikniona. Wieczorem 3 sierpnia Niemcy wypowiedziały wojnę Francji; odpowiedź nadeszła niemal natychmiast. W obliczu narastających niepokojów w europejskich miastach - wybuchowej mieszanki wiwatujących patriotycznie motywowanych tłumów i milczących, posępnych obserwatorów - europejscy przywódcy gorączkowo usiłowali uzasadnić swoje decyzje. W Berlinie 4 sierpnia o godzinie 15 kanclerz Rzeszy Theobald von Bethmann Hollweg wystąpił przed Reichstagiem, potwierdzając, że wojska niemieckie zajęły już Luksemburg, a "być może" wkroczyły także na terytorium Belgii. "Panowie, to jest sprzeczne z prawem międzynarodowym" - przyznał bez ogródek. "Choć rząd francuski oświadczył w Brukseli, że uszanuje belgijską neutralność, o ile przeciwnik uczyni to samo (...) wiedzieliśmy, że Francja była gotowa do ataku". Bethmann Hollweg przekonywał, że Niemcy musiały zacząć działać, by uprzedzić ofensywę francuską w dolnym biegu Renu. "Dlatego byliśmy zmuszeni zignorować uzasadnione protesty rządów Luksemburga i Belgii. Krzywdę - mówię otwarcie - krzywdę, którą w ten sposób wyrządzamy, naprawimy, gdy tylko osiągniemy nasz cel wojenny"4.
Tymczasem w parlamencie francuskim premier René Viviani odczytał orędzie prezydenta Raymonda Poincarégo: "Francja stała się właśnie obiektem brutalnego i z premedytacją zaplanowanego ataku, który stanowi zuchwałe pogwałcenie prawa międzynarodowego". Wyrażając pełne zaufanie do armii i marynarki wojennej, prezydent zapewniał, że w nadchodzącej walce Francja ma "po swojej stronie prawo" i że "bronić jej będą bohatersko jej synowie i nic nie złamie ich świętej jedności; dziś bowiem zjednoczeni są niczym bracia we wspólnym oburzeniu przeciwko agresorowi i patriotycznym uniesieniu". Francja miała raz jeszcze ruszyć do boju, broniąc własnej ziemi i wspierając wysiłek armii rosyjskiej, która już wkrótce miała się zmierzyć z Niemcami na froncie wschodnim. Poincaré przypomniał też zebranym, że Francja może liczyć na "lojalną przyjaźń Anglii", która wraz z innymi mocarstwami europejskimi była sygnatariuszem traktatu londyńskiego z 1839 roku, gwarantującego neutralność i niepodległość Belgii5.
Choć wojna miała swoje zarzewie na Bałkanach, nad głównymi uczestnikami konfliktu na Zachodzie ciążyło poczucie niewyrównanych rachunków. Niemcy zamierzały wykorzystać wojnę jako sposobność do znokautowania niebezpiecznego i nieprzejednanego rywala, Francja zaś pragnęła pomścić upokorzenie z roku 1870, kiedy to wojska pruskie rozgromiły armie Drugiego Cesarstwa Napoleona III w serii krwawych walnych bitew. Proklamacja Cesarstwa Niemieckiego w Sali Lustrzanej pałacu wersalskiego w styczniu 1871 roku, wieńcząca zjednoczenie państw niemieckich pod przewodnictwem Prus, przyniosła fundamentalną zmianę w europejskim układzie sił. Francja, już jako III Republika, utraciła Alzację oraz większość Lotaryngii i dodatkowo została zmuszona do zapłacenia olbrzymiej kontrybucji w wysokości pięciu miliardów franków w złocie, co odzwierciedlało jej nowy, umniejszony status drugiej potęgi na kontynencie. Ale Francja nigdy nie zapomniała o swoich "utraconych prowincjach", a wezwania do ich odzyskania stale przewijały się w debacie publicznej w latach poprzedzających rok 1914.
Dziwny niepokój ogarnął wszystkich w oczekiwaniu na to, co miało nastąpić. Obezwładniający letni skwar, który niczym koc spowijał Europę, tylko potęgował to wrażenie. Po południu w dniu, w którym doszło do wypowiedzenia wojny, w amerykańskim poselstwie w Brukseli ambasador USA Brand Whitlock spotkał się z Ferdinandem von Stummem, sekretarzem poselstwa niemieckiego. Von Stumm był "podenerwowany, wzburzony i roztrzęsiony", ciemne sińce pod oczami zdradzały, jak niewiele spał przez ostatni tydzień. "Łzy nieustannie napływały mu do oczu, aż nagle skrył twarz w dłoniach i się pochylił, opierając łokcie na kolanach, w geście rozpaczy". Po chwili, która zdawała się trwać wieki, powiedział: "Och, ci biedni, głupi Belgowie! Dlaczego nie zejdą nam z drogi! Dlaczego nie zejdą nam z drogi!".
Stojący przed nim Whitlock nic nie odpowiedział. Po chwili von Stumm wstał, otarł łzy i pożegnali się uściskiem dłoni. Tego samego wieczoru niemiecka delegacja wyjechała do Berlina6.
Rozdział 1
"Ujrzałem ucieleśnienie Attyli"
Odpowiedzialność za urzeczywistnienie niemieckich planów wojennych spoczęła na barkach następcy Schlieffena, 66-letniego generała pułkownika Helmutha Johannesa Ludwiga von Moltke. W Niemczech nazwisko to było opromienione sławą, jednak nominacja Moltkego młodszego (zwanego tak, by odróżnić go od jego słynnego stryja, który poprowadził wojska pruskie do wielkich zwycięstw w 1866 i 1870 roku) nie wywołała entuzjazmu - wielu przypisywało ją raczej przyjaźni z cesarzem Wilhelmem II, którego adiutantem był przez wiele lat, niż jakimś wybitnym przymiotom wojskowym. Zbyt wrażliwy jak na pruskiego oficera Moltke odznaczał się zawsze dziwną, nieco ospałą łagodnością. Łysiejący, z wydatnym brzuszkiem i obwisłymi policzkami opadającymi na sztywną stójkę munduru, był człowiekiem o wysokiej kulturze, który wyraźnie nie przystawał do Wielkiej Kwatery Głównej* hołdującej etosowi "krwi i żelaza". Moltke, miłośnik muzyki i sztuk pięknych, duchowości i wiedzy ezoterycznej, nie miał tych zasadniczych cech, które wyróżniają prawdziwie wielkich wodzów: tężyzny fizycznej i zdolności do myślenia dwakroć szybciej od przeciwnika. Jego spojrzenie na przyszłość zaciemniał ponury pesymizm co do przyszłości Niemiec - przekonanie, że jeśli Rzesza nie stanie do walki teraz, w przyszłej wojnie zostanie zmiażdżona przez Rosję i Francję. "Jesteśmy gotowi, a im prędzej to nastąpi, tym lepiej dla nas"1 - pisał 1 czerwca 1914 roku, niespełna miesiąc przed zamachem na arcyksięcia.
Jeśli armia niemiecka miała się posuwać naprzód w szybkim tempie, musiała zdobyć pas przygranicznych fortec, rozmieszczonych wzdłuż wschodniej granicy Belgii. Podczas gdy Schlieffen planował wtargnięcie zarówno do Belgii, jak i Holandii, dając wojskom niemieckim większe pole manewru, Moltke obstawał przy uszanowaniu neutralności Holandii. Miała ona odgrywać rolę - jak to ujął - "tchawicy", przez którą Niemcy mogłyby utrzymywać kontakt ze światem zewnętrznym2. W rezultacie prawe skrzydło wojsk niemieckich musiało przebić się przez wąski korytarz w okolicach miasta Li?ge. Położone w zalesionej dolinie rzeki Mozy Li?ge stanowiło węzeł drogowy i kolejowy o kluczowym znaczeniu dla tej części Europy. Jego znaczenie strategiczne jako wrót wiodących na Nizinę Belgijską dostrzeżono już wcześniej - w latach 1888-1891 wokół miasta wzniesiono pierścień z 12 betonowych fortów, otaczających miasto niczym godziny na tarczy zegara. Każdy z nich zbudowany był na planie trójkąta równobocznego i opasany szeroką fosą dodatkowo zabezpieczoną zasiekami z drutu kolczastego. Wewnątrz znajdowały się stanowiska karabinów maszynowych oraz pancerne wieże, w których rozmieszczono haubice stanowiące główne uzbrojenie twierdzy.
Dla króla Alberta i Belgów sytuacja rysowała się ponuro. Kraj nie był przygotowany do odparcia nadciągającej inwazji. Belgijska armia, licząca niespełna 120 tysięcy żołnierzy zawodowych, zorganizowanych w 5 dywizji, była słabo wyszkolona, niedostatecznie wyposażona w artylerię, pozbawiona nowoczesnych środków łączności, a w dodatku opierała się w dużej mierze na wojskach fortecznych, złożonych z mężczyzn w wieku 30-35 lat, którzy - jak ujął to jeden z obserwatorów - "nie przedstawiali żadnej wartości bojowej"3. Wszystkie te siły razem wzięte nie dawały nadziei na wygranie jakiegokolwiek większego starcia w polu z potęgą wojsk kajzerowskich koncentrujących się właśnie nad granicą, mogły jednak prowadzić działania opóźniające, pokrzyżować niemieckie plany operacyjne i dowieść swego męstwa. Ze względu na polityczną konieczność zachowania neutralności jeszcze 3 sierpnia wojska belgijskie pozostawały rozrzucone po całym kraju, osłaniając możliwe kierunki inwazji ze strony Brytyjczyków, Francuzów czy Niemców (gotowe wystąpić zbrojnie przeciwko każdemu, kto pierwszy naruszyłby neutralność Belgii). Gdy upłynął termin ultimatum wystosowanego przez Berlin, rozpoczęła się szybka koncentracja wojsk. 3. Dywizję skierowano w rejon Li?ge, gdzie wkrótce miała się zmierzyć z sześcioma wzmocnionymi brygadami X Korpusu generała Ottona von Emmicha.
Zadanie postawione przed Emmichem było proste: miał błyskawicznym uderzeniem zdobyć miasto, pozwalając niemieckiemu prawemu skrzydłu rozpocząć długi marsz ku Paryżowi. 4 sierpnia wieczorem czołówki X Korpusu dotarły na przedmieścia Li?ge, gdzie natknęły się na zagradzające im drogę oddziały belgijskie; obrońcy zajęli pozycje za naprędce wzniesionymi barykadami gęsto najeżonymi lufami karabinów. Pośpiesznie odczytano podpisaną przez Emmicha proklamację, powtarzającą twierdzenie rządu niemieckiego, jakoby wojska francuskie wtargnęły już na terytorium Belgii. Było to wierutne kłamstwo - w tamtym momencie oddziały francuskie miały zakaz zbliżania się do granicy na odległość mniejszą niż 10 kilometrów - lecz kłamstwo niezbędne, jeśli Niemcy miały znaleźć choćby pozory usprawiedliwienia swej agresji. Emmich zażądał przepuszczenia wojsk niemieckich. W zamian obiecał oszczędzić narodowi belgijskiemu "okropności wojny"4.
Niemieccy sztabowcy zakładali, że miasta bronić będzie nie więcej niż 6 tysięcy żołnierzy, tymczasem natrafili na przeciwnika liczniejszego i bardziej zdeterminowanego, niż się spodziewali. To właśnie ów opór miał spowodować pierwsze i najbardziej brzemienne w skutki opóźnienie w żelaznym harmonogramie planu Schlieffena5. Garnizonem Li?ge dowodził generał Gérard Leman, człowiek o surowym obliczu, głęboko osadzonych oczach, odznaczający się niezłomnym poczuciem obowiązku. Ten 63-letni były wykładowca belgijskiej Wyższej Szkoły Wojennej miał pod swoją komendą około 30 tysięcy żołnierzy. Król Albert wydał mu jasny rozkaz: "wytrwać do końca". Leman nakazał swoim ludziom okopać się na międzypolach, tworząc linie obronne łączące poszczególne forty. Pospiesznie gromadzono zapasy i amunicję - wszystko, co mogło się przydać w razie oblężenia. Czasu było jednak niewiele. Rankiem następnego dnia, 5 sierpnia, do jego sztabu, ulokowanego w dawnej cytadeli w centrum miasta, przybył parlamentariusz z kolejnym niemieckim ultimatum, w którym ponowiono żądanie przepuszczenia wojsk niemieckich. Belgijski dowódca zbył je machnięciem ręki. Nie zamierzał pertraktować z najeźdźcą6.
Natychmiast po odrzuceniu niemieckiego ultimatum rozpoczął się szturm na wschodni odcinek pierścienia fortów - składały się nań Fort d'Évegnée, Fort de Fléron oraz Fort de Barchon - poprzedzony intensywnym ostrzałem artyleryjskim. Pierwsze fale natarcia załamały się jednak w morzu krwi. Niemcy szli do ataku w zwartych kolumnach jak na defiladzie w czasach pokoju, wprost pod lufy belgijskich karabinów, i padali pokotem pod gradem kul. Wprawdzie jedna brygada, dowodzona przez nieustraszonego oficera sztabowego Ericha Ludendorffa**, zdołała przeniknąć do centrum miasta7, ale forty broniły się jeszcze przez dziesięć dni. Ostatnia rozmowa telefoniczna między belgijskim dowództwem a garnizonem odbyła się rankiem 6 sierpnia, kiedy to strapiony telefonista zdążył wyszeptać: "Niemcy już tu są", po czym połączenie zostało zerwane8. Forty nie zostały zaprojektowane z myślą o obronie okrężnej i były słabiej bronione od strony zaplecza. Nie były też w stanie oprzeć się artylerii najcięższej, którą Niemcy i Austro-Węgry rozwijały od lat, a którą teraz w pośpiechu ściągano na front. 11 sierpnia elementy czterech potężnych dział dotarły do Belgii i rozpoczęto ich montaż na stanowiskach bojowych. Były to dwie haubice M-Gerät kalibru 420 mm (zwane "Grubymi Bertami"), zdolne miotać pociski o masie niemal 900 kilogramów na odległość do 9 kilometrów, oraz dwa moździerze oblężnicze Škoda kalibru 305 mm. Rankiem 12 sierpnia działa te przemówiły9.
Odgłos wystrzałów z tych kolosów, rażących cele ogniem stromotorowym, przywodził na myśl nadjeżdżający pociąg ekspresowy: było to złowieszcze dudnienie przechodzące w miarę zbliżania się pocisku w opętańczy świst, kończący się ogłuszającym hukiem eksplozji. Forty upadały jeden po drugim; ich pancerne kopuły zapadały się do środka z łoskotem, wzbijając kłęby pyłu, który dławił pozostałych przy życiu obrońców. W Forcie de Loncin generał Leman wraz z topniejącą garstką podkomendnych trwał na posterunku aż do 15 sierpnia. Warunki panujące wewnątrz były niemal nie do opisania. Grzmot dział różnego kalibru, łoskot metalu uderzającego o beton i cegłę, drżenie ścian od eksplozji pocisków odłamkowo-burzących - wszystko to zlewało się w kakofonię dźwięków trwającą bez przerwy przez długie godziny. Pośród rozpadających się murów, w pogrążonych w półmroku korytarzach, wypełnionych unoszącym się w powietrzu drobnym pyłem i zapachem kordytu, Leman robił, co w jego mocy. Większość pozostałych fortów albo już skapitulowała, albo legła w gruzach. Fort de Loncin był ostatnim bastionem. Generał nie opuścił posterunku, nawet gdy spadający gruz zmiażdżył mu nogi - przewożono go na prowizorycznym wózku. Ostateczne słowo należało do budzących grozę "Grubych Bert". Kolejny potężny ostrzał przypieczętował los twierdzy. Rankiem 16 sierpnia nad dwoma ostatnimi punktami oporu pozostającymi jeszcze w rękach Belgów załopotały postrzępione białe flagi.
Sam generał Leman miał niebywałe szczęście, że uszedł z bombardowania z życiem. Większość załogi zginęła w potężnej eksplozji, która rozsadziła mury fortu, gdy pocisk trafił w magazyn amunicji. "Nie sposób opisać przerażających skutków tego wybuchu" - wspominał jeden z ocalałych Belgów. "Cała środkowa część fortu zapadła się w potężnej chmurze płomieni, dymu i pyłu"10. Gdy Leman odzyskał przytomność, powitał go Emmich, wyrażając w kilku słowach uznanie dla męstwa jego żołnierzy. Leman uśmiechnął się cierpko, podziękował generałowi, po czym wymruczał stare wojskowe porzekadło: "Wojna to nie manewry". Po chwili, jakby coś sobie przypomniawszy, zaczął odpinać szablę, która leżała pogięta u jego boku, by wręczyć ją zwycięzcy. Emmich jednak odmówił jej przyjęcia. Pochylił się nad rannym generałem i szepnął mu do ucha:
- To był zaszczyt skrzyżować z panem oręż11.
Choć zajęło to nieco więcej czasu, niż zakładano, niemiecki plan wojenny mógł wreszcie zostać w pełni wprowadzony w życie. Droga do serca Belgii stała otworem.
Szefem Sztabu Generalnego armii francuskiej, a z chwilą wybuchu wojny naczelnym wodzem, był wywodzący się z wojsk inżynieryjnych 62-letni Joseph Jacques Césaire Joffre, który większość kariery spędził we francuskich koloniach. Joffre był tęgim mężczyzną o zwalistej sylwetce, gęstych falujących siwych włosach, krzaczastych brwiach i sumiastym wąsie. Jeden ze współczesnych opisał go jako "bardziej masywnego niż eleganckiego", dodając, że "krótka szyja i szerokie ramiona nadają jego postaci wygląd świadczący raczej o sile niż o dystyngowaniu, jednak jego jowialność i życzliwość dodają mu nieodpartego uroku i przekładają się na obraz człowieka mądrego, silnego, dobrego, a nade wszystko męskiego w każdym calu"12. Być może Joffre nie należał do najbardziej błyskotliwych ani najbarwniejszych oficerów, jakich wydała armia francuska, ale w realiach politycznych III Republiki, rozdzieranej konfliktami klasowymi i nastrojami antyklerykalnymi, wybór tego pragmatyka o silnym charakterze wydawał się trafny. Nie był zbyt zaangażowany ani politycznie, ani religijnie, by budzić podejrzenia; wydawał się kompetentny i miał dar wyczucia, kiedy należy zabrać głos, a kiedy lepiej zachować milczenie. Stanowisko szefa Sztabu Generalnego objął w 1911 roku.
Francuski plan wojenny przyjęty w lutym 1914 roku był dziełem wielu autorów, efektem licznych kompromisów oraz odwiecznych dylematów strategicznych. Francja, ustępująca Niemcom pod względem potencjału ludnościowego i gospodarczego, musiała znaleźć sposób na odniesienie zwycięstwa - lub przynajmniej na zadanie wojskom kajzera na tyle dotkliwych strat, by dotrwać do momentu, gdy z odsieczą przyjdzie jej sojusznik, carska Rosja. Rezultatem tych starań okazał się Plan XVII, najnowszy z serii planów koncentracji, przewidujący zgrupowanie armii francuskich wzdłuż granicy wschodniej. Francja wystawiła 1,3 miliona żołnierzy w ramach pięciu armii: trzy z nich rozmieszczono wzdłuż granicy francusko-niemieckiej, na odcinku od Belfort po Longwy, a dwie kolejne - bardziej na północny zachód. Po zajęciu przez nie pozycji wyjściowych Joffre zamierzał rozwinąć natarcie w dwóch kierunkach: na prawym skrzydle, między Wogezami a Mozelą poniżej Toul (w celu odzyskania utraconych prowincji - Alzacji i Lotaryngii), oraz na północ od linii Verdun-Metz. Ataki te miały na celu przejęcie inicjatywy, pokrzyżowanie niemieckich planów operacyjnych, a także - zwłaszcza w przypadku Alzacji i Lotaryngii - "dopomożenie w oswobodzeniu tej części ludności (...), która pozostała wierna sprawie Francji"13.
Kluczową rolę miało odegrać prawe skrzydło, którego północny kraniec obsadzała 5. Armia generała Charles'a Louisa Lanrezaca, rozciągnięta między Hirson a Sedanem, wzdłuż zalesionej granicy francusko-belgijskiej. Lanrezac był niegdyś cenionym za błyskotliwość i oryginalność ulubieńcem francuskiej generalicji, protegowanym Joffre'a, wykładowcą École Militaire. W akademickich murach jego żołnierska postawa i lotny umysł sprawdzały się idealnie, lecz teraz, w ogniu walki, zaczął tracić pewność siebie. Zaniepokojony napływem pilnych raportów wywiadowczych z Belgii, 14 sierpnia udał się do francuskiego dowództwa naczelnego (Grand Quartier Général, GQG)*** i oświadczył Joffre'owi, że podejrzewa, iż Niemcy wykonują na północy wielki manewr oskrzydlający. Gdyby tak było w istocie, powinien natychmiast dokonać przegrupowania, przesuwając siły swojej armii na północny zachód, gdyż w przeciwnym razie ryzykował całkowite odsłonięcie swojego skrzydła. Po powrocie do swojej kwatery głównej Lanrezac otrzymał kolejne meldunki świadczące o tym, że niemieckie prawe skrzydło może liczyć aż 8 korpusów i 4 dywizje kawalerii. "Informacje te - pisał w depeszy do Joffre'a - o których dowiedziałem się już po naszym spotkaniu, zdają się wskazywać na groźbę manewru oskrzydlającego, realizowanego przez nader znaczne siły po obu brzegach Mozy"14.
Francuscy wojskowi bynajmniej nie wykluczali możliwości ataku przez Belgię, jednak ani Joffre, ani jego najbliżsi doradcy nigdy w pełni nie pojęli skali niemieckich zamierzeń. Przecież Niemcy nie odważyliby się pogwałcić belgijskiej neutralności. Plan Schlieffena był prawdopodobnie niczym więcej niż misterną mistyfikacją mającą zamaskować uderzenie na Francję; po prostu nie było możliwości, by Niemcy dysponowali wystarczającą liczbą wojsk, aby rozwinąć znaczne siły na północ od Mozy. A jeśli nawet wykonają manewr prawym skrzydłem i rzucą trzon swych sił do Belgii, czyż nie osłabią tym samym innych odcinków frontu? Joffre wysłał Lanrezacowi krótką depeszę, bagatelizując jego obawy: "W manewrze, o którym Pan wspomina, dostrzegam same korzyści. Zagrożenie jest jednak odległe, a pewność co do niego daleka od absolutnej"15. Joffre skupiał swoją uwagę na czymś innym. 8 sierpnia wydał "Instrukcję ogólną nr 1", w której nakreślił zamiar "dążenia do bitwy całością sił". Planował dwa szybkie uderzenia przez granicę, aby przejąć inicjatywę, zapewnić Francji szybkie zwycięstwo i zsynchronizować działania z planowaną ofensywą rosyjską na froncie wschodnim. 1. Armia na skrajnym prawym skrzydle miała nacierać w kierunku Sarrebourga, podczas gdy urzutowana na lewo od niej 2. Armia miała kierować się na Sarrebruck (Saarbrücken). Lanrezac musiał czekać16.
14 sierpnia Francuzi przystąpili do działań zaczepnych. Przez pięć dni dwie francuskie armie posuwały się ostrożnie na wschód, obserwując, jak niemieckie straże tylne ustępują im pola, pozostawiając za sobą spalone wsie i nękając nacierających ogniem artylerii, by opóźnić ich pochód. To tutaj Francuzi po raz pierwszy zetknęli się z niszczycielską siłą niemieckich dział kalibru 77, 105 i 150 mm, które miały większą donośność niż ich francuskie odpowiedniki i skutecznie trzymały atakujących na dystans. Już drugiego dnia dowódca 2. Armii generał Noël Édouard Curi?res de Castelnau przyznał, że jego wojska uczestniczą w "bitwie na wyniszczenie", wymagającej "zastosowania metod zbliżonych do działań oblężniczych". Każdą kolejną pozycję obronną należało zdobywać, czyniąc "jak najszerszy użytek" z okopów, umocnień i schronów, aczkolwiek generał podkreślał, że "nie oznaczało to wyzbycia się ofensywnego ducha"17. Zaledwie kilka dni takich działań wystarczyło, by obnażyć słabości francuskiego planu wojennego. "Nasze wojska, zarówno piechota, jak i artyleria, zostały poddane ciężkiej próbie" - meldował 15 sierpnia sztab 2. Armii. "Nieprzyjacielska artyleria dalekonośna trzyma naszą na dystans; nie możemy podciągnąć dział wystarczająco blisko, by prowadzić skuteczny ogień kontrbateryjny. Nasza piechota atakowała z impetem, ale została zatrzymana głównie przez ogień artyleryjski oraz dobrze okopaną piechotę przeciwnika"18.
Niemieckim dowódcą na tym odcinku frontu był następca tronu bawarskiego, książę koronny**** Rupprecht, jeden z najwyższych rangą generałów królewskiej krwi w kajzerowskim wojsku. Dowodził on 6. Armią, a otrzymane instrukcje nakazywały mu wciągnąć nieprzyjaciela w "sieć", następnie wyprowadzić druzgoczące ataki flankujące. Było to zgodne z niemieckim planem koncentracji sił na prawym skrzydle; zadanie Rupprechta polegało jedynie na wiązaniu sił francuskich walką do momentu, aż z północy spadnie na nie główne uderzenie. Koncepcja ta była jasna i zrozumiała, lecz im głębiej wdzierali się Francuzi, tym większe zniecierpliwienie ogarniało Rupprechta i jego sztab - zwłaszcza gdy zaczęli podejrzewać, że górują nad przeciwnikiem. Towarzyszyła im obawa, że wojna może się zakończyć, zanim wojska bawarskie zdążą wykazać się czymś więcej niż tylko sprawnym prowadzeniem działań opóźniających. Rupprecht wystąpił o pozwolenie na kontratak i po serii burzliwych dyskusji z Moltkem otrzymał w końcu wolną rękę, by "postąpić tak, jak uzna za słuszne", jednak z zastrzeżeniem, że "weźmie na siebie odpowiedzialność"19 za skutki tej decyzji. Jego wojska ruszyły do natarcia 20 sierpnia, zaskakując Francuzów gwałtownością i impetem uderzenia. Rezultatem był pogrom. Do 23 sierpnia 1. i 2. Armia, mocno poturbowane, zostały odrzucone na pozycje wyjściowe. Nie zdobyły ani skrawka terenu, za to nabrały respektu dla potęgi swoich przeciwników.
Gdy francuski plan wojenny zaczął się rozsypywać, Joffre wpadł w wir narad i konferencji. W niedzielę 16 sierpnia spotkał się z marszałkiem polnym sir Johnem Frenchem, naczelnym dowódcą brytyjskich sił ekspedycyjnych. Sześćdziesięciojednoletni French był kawalerzystą, który w czasie wojny burskiej zasłynął brawurowym rajdem z odsieczą dla oblężonego Ladysmith. Choć bez wątpienia odważny, był niskiego wzrostu i miał nerwowe, drażliwe usposobienie. Gdy się złościł - co zdarzało się aż nazbyt często - policzki mu czerwieniały, oczy się zwężały, a pięść z hukiem uderzała w stół, siejąc popłoch wśród zebranych. Prezydent Francji Raymond Poincaré, który spotkał się z nim w Paryżu, nie był pod wrażeniem angielskiego dowódcy. "To człowiek niewysoki, spokojny w obejściu, w którego wyglądzie nie ma nic szczególnie wojskowego poza tym, że patrzy rozmówcy prosto w oczy. Policzki i podbródek ma gładko ogolone, wąsy siwe, nieco opadające". Po francusku mówi "z wielkim trudem"20.
Joffre nie podzielał opinii Poincarégo na temat Johna Frencha - oceniał jego kompetencje dowódcze znacznie łaskawiej - lecz już to pierwsze spotkanie dobitnie pokazało, jak wiele wysiłku będzie kosztować brytyjskiego dowódcę efektywne współdziałanie z sojusznikami. W tym samym czasie brytyjskie siły ekspedycyjne złożone z dwóch korpusów armijnych (każdy po dwie dywizje piechoty) oraz jednej silnej dywizji kawalerii - w sumie około 100 tysięcy ludzi - były właśnie przerzucane przez kanał La Manche, by zająć pozycje na lewym skrzydle ugrupowania wojsk francuskich w rejonie silnie ufortyfikowanego miasta Maubeuge. Joffre zamierzał rozpocząć szeroko zakrojoną ofensywę już 22 sierpnia, lecz French stanowczo zaznaczył, że nie będzie mógł rozwinąć swoich sił wcześniej niż 24 sierpnia. Francuski dowódca przedstawił swój plan kampanii i usilnie nalegał, by Brytyjczycy jak najszybciej weszli do akcji. Przyznał przy tym, że jego wiedza na temat rozmieszczenia niemieckich wojsk w Belgii była "tak mało precyzyjna, że nie mogłem nadać swoim zamiarom konkretnej formy". Mimo to chciał przeprowadzić "działania ogólne" na północ od rzeki Sambry, gdzie siły brytyjskie mogłyby uderzyć "na skrzydło wojsk niemieckich, w miarę możliwości wychodząc na ich tyły". French obiecał, że zrobi, co w jego mocy21.
Pomimo frustracji we francuskiej kwaterze głównej (GQG) i w Paryżu z powodu rzekomego powolnego tempa brytyjskiej mobilizacji przerzucenie Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych (BEF) na kontynent przebiegło szybko i sprawnie. 6 sierpnia, dwa dni po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez Wielką Brytanię, w siedzibie premiera przy Downing Street 10 odbyła się narada wojenna pod przewodnictwem Herberta Asquitha. Zdecydowano wówczas o wysłaniu sił ekspedycyjnych do Francji, choć nowo mianowany minister wojny, marszałek polny Herbert Horatio Kitchener - baron Kitchener z Chartumu, znany również jako "K of K" (Kitchener of Khartoum) - zgodził się jedynie na wysłanie 4 dywizji piechoty (oraz jednej dywizji kawalerii), pozostawiając dwie dywizje w kraju do ochrony przed ewentualną inwazją22. Kitchener - człowiek surowy i autorytarny, znany z centralistycznych zapędów - nie wierzył, by którakolwiek ze stron mogła odnieść szybkie i decydujące zwycięstwo. Dlatego też, mimo naglących apeli płynących z Paryża, nie zamierzał rzucać w tym momencie do walki wszystkich dostępnych sił. Ostrożność ta znalazła wyraz w wytycznych, jakie przekazał Johnowi Frenchowi. Choć "należy dołożyć wszelkich starań, by jak najżyczliwiej wychodzić naprzeciw planom i życzeniom naszego Sojusznika", Kitchener wyraźnie zastrzegł, że "liczebność sił brytyjskich oraz możliwości ich wzmocnienia" mają być "ściśle limitowane", a same wojska "należy traktować z należytą dbałością"23.
Owa trudna sztuka balansowania - polegająca na wspieraniu sojusznika, lecz jedynie do pewnego stopnia - nieustannie zaprzątała myśli Frencha, gdy szykował swoje dywizje do zajęcia pozycji na linii frontu. 17 sierpnia spotkał się z Lanrezakiem, który wywarł na nim nader korzystne i budujące wrażenie. "Lanrezac wydaje się żołnierzem niezwykle kompetentnym; zaimponował mi też swoim rozsądkiem i stanowczością" - zanotował French w swoim dzienniku. Lanrezac, co nie było dla niego typowe, wykazywał się pewnością siebie - oświadczył wręcz, że znajdują się o krok od wielkiego zwycięstwa, i to w dodatku tak blisko historycznego pola bitwy pod Waterloo! Dopiero później, gdy rozjechali się każdy w swoją stronę, relacje między obydwoma dowódcami zaczęły się psuć. Pod presją Wielkiego Odwrotu oskarżali się nawzajem o niesolidność i pozostawienie bez wsparcia. Lanrezac nie krył zniesmaczenia, słuchając, jak French kaleczy jego ojczystą mowę, podczas gdy sir John French z przekąsem mówił o "lepszym wykształceniu" Lanrezaca - byłego wykładowcy Akademii Wojskowej - które to stanowisko, jak cierpko zauważył Brytyjczyk, "dało mu niewielkie pojęcie o tym, jak prowadzić wojnę". Od tej chwili współpracę brytyjsko-francuską na tym kluczowym odcinku frontu naznaczać miały wzajemna nieufność i nieporozumienia24.
Szybkość, z jaką Joffre rozpoczął ofensywę, mogła zaskoczyć niemieckie dowództwo naczelne, lecz wszelkie obawy zniknęły, gdy prawe skrzydło wojsk niemieckich było już gotowe do wykonania wielkiego manewru oskrzydlającego. Armie niemieckie zakończyły koncentrację. Przez ostatnie dwa tygodnie setki pociągów codziennie zmierzały na zachód, przekraczając Ren i wyładowując mrowie oszołomionych, podekscytowanych i zaniepokojonych młodych żołnierzy odzianych w nowe szare wełniane mundury i sztywne skórzane buty. Błyskawicznie organizowano ich w kompanie, bataliony, pułki, brygady, dywizje i korpusy, jak przystało na najpotężniejszą machinę wojenną świata. Do 17 sierpnia sformowano siedem ogromnych armii rozciągniętych od Strasburga po Düsseldorf. Składały się one z 34 korpusów (w tym 11 rezerwowych), 10 dywizji kawalerii i 17 brygad landwery, o łącznej sile 1,6 miliona ludzi. Zaledwie 250 tysięcy żołnierzy pozostawiono w Prusach Wschodnich do ochrony przed spodziewaną inwazją rosyjską25.
Oczekiwania były ogromne. Powszechnie sądzono, że do decydującego starcia tej wojny dojdzie w ciągu kilku najbliższych tygodni. Moltke, którego samopoczucie wraz ze zbliżaniem się tej chwili wyraźnie się poprawiało, wystosował krótki list do swojego najstarszego rangą dowódcy polowego, 68-letniego generała Karla von Bülowa, stojącego na czele 2. Armii. Siwowłosy Bülow, jeden z najbardziej zasłużonych żołnierzy armii kajzerowskiej, z dumą nosił na piersi Order Orła Czarnego, najwyższe pruskie odznaczenie wojskowe. "Piszę do Pana tych kilka słów, by wyrazić zadowolenie, że to właśnie Pan będzie wodzem, za którego sprawą dokonają się pierwsze wielkie rozstrzygnięcia. Gdy tylko nasze armie zakończą koncentrację, rozwiniemy szyki. Rozkaz w tej sprawie wyda osobiście Jego Cesarska Mość. Bogu niech będą dzięki za zakończoną powodzeniem śmiałą akcję pod Li?ge. Generał Emmich spisał się znakomicie. Jedność naszego narodu jest imponująca (...). Teraz przed nami już tylko jeden cel - zwycięstwo!"26.
Oprócz relacji z Moltkem kluczowe znaczenie dla powodzenia operacji miała mieć współpraca Bülowa z generałem Alexandrem von Kluckiem, dowódcą 1. Armii - największego (i prawdopodobnie najważniejszego) spośród niemieckich związków operacyjnych w 1914 roku. Był to 250-tysięczny taran bojowy, który miał się rozwinąć na prawym skrzydle i wykonać główne uderzenie. Kluck uchodził za postać budzącą lęk - jego twarz potrafiła zastygnąć w groźnym grymasie, miał też w zwyczaju nosić przy sobie różnego rodzaju broń osobistą - pistolet, a niekiedy nawet karabin, którymi wymachiwał, sprawiając wrażenie człowieka ledwo kontrolującego swoją agresję. "Nikt nie śmiał się do niego zbliżyć" - wspominał przerażony francuski cywil, monsieur Fabre, którego dom generał zajął na kwaterę podczas kampanii. "Było w nim coś naprawdę przerażającego. Ujrzałem ucieleśnienie Attyli"27. 10 sierpnia Kluck wydał swoje pierwsze rozkazy, nakazując żołnierzom pozostawać w gotowości do wymarszu. Na dany sygnał mieli sforsować Mozę i przez okolice Li?ge ruszyć w kierunku Brukseli. Tak ogromna koncentracja wojsk na ograniczonej przestrzeni wymagała żelaznej dyscypliny i doskonałej organizacji. Dlatego Kluck ostrzegał swoich oficerów: "Od żołnierzy będzie się wymagać ogromnej wytrzymałości marszowej"28.
Niemiecka Wielka Kwatera Główna - w tym Oberste Heeresleitung (OHL)*****, czyli Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych - rankiem 16 sierpnia opuściła Poczdam, kierując się do Koblencji. Cesarz i jego świta, w tym Moltke, podróżowali w wygodnych wagonach, obserwując, jak za oknami przesuwa się sielski pejzaż niemieckiej prowincji. Wszystko przebiegało bez zakłóceń, poza chwilowym zamieszaniem, gdy do pociągu cesarskiego wsiadła żona Moltkego Eliza wraz ze swoją pokojówką po uzyskaniu zgody na towarzyszenie mężowi. Ta niecodzienna sytuacja - Eliza i służąca były jedynymi kobietami w pociągu - wywołała konsternację w szeregach Sztabu Generalnego i nową falę plotek na temat Moltkego. Szeptano pokątnie, że podupadł na zdrowiu, a być może nawet przeszedł załamanie nerwowe. Prawda była taka, że Moltke rzeczywiście był już schorowany, a 1 sierpnia popadł w konflikt z cesarzem w kwestii planów wojennych. Wilhelm chciał uderzyć jedynie na Rosję z pominięciem Francji. Gdy Moltke odpowiedział, że to niemożliwe, cesarz odparł poirytowany: "Twój stryj udzieliłby mi innej odpowiedzi!"29.
Dopiero 18 sierpnia - dzień po tym jak OHL rozlokowało się w Koblencji - prawe skrzydło wojsk niemieckich, złożone z 1., 2. i 3. Armii, mogło wreszcie ruszyć naprzód. Wchodzące w skład 1. Armii Klucka 4 korpusy regularne, a w ślad za nimi 3 rezerwowe, ominęły Li?ge i w palącym słońcu pomaszerowały na zachód. Na południe od nich 2. Armia Bülowa kierowała się ku ufortyfikowanemu miastu Namur, do którego dotarła 20 sierpnia. Podobnie jak Li?ge, ono również miało wkrótce poznać potęgę niemieckiej artylerii najcięższej. 3. Armia barona Maxa von Hausena posuwała się w szyku eszelonowym na południe przez Ardeny, zamierzając osiągnąć linię Mozy między Givet a Namur. Widok trzech niemieckich armii w marszu zapierał dech w piersiach. Niekończące się szare kolumny piechoty, wzbijające tumany gęstego brunatnego pyłu, a za nimi gigantyczne tabory sunęły przez belgijską równinę do wtóru tysięcy żołnierskich butów chrzęszczących na żwirowych drogach i nieustającego brzęku karabinów, bagnetów, menażek i hełmów. "Kolumna ciągnęła się aż po horyzont w obu kierunkach, niczym gigantyczny wąż wijący się przez krajobraz"30 - wspominał jeden z niemieckich żołnierzy.
Marsz stawiał przed żołnierzami ogromne wyzwanie - niekończące się kilometry przemierzane w sierpniowym skwarze, mijane po drodze wioski, jeszcze niedawno tętniące życiem, a teraz zamieszkiwane już tylko przez milczące grupki starców i kobiet, którzy nie zdołali uciec i w milczeniu wpatrywali się w przechodzących zdobywców. Przemieszczanie tak olbrzymiej liczby ludzi, koni, dział i zapasów wymagało skomplikowanej logistyki. 1. Armia korzystała z trzech głównych tras przemarszu. Każdą z nich podążały dwa korpusy, podporządkowane jednemu dowódcy, który odpowiadał za kwestie związane z zakwaterowaniem i zaprowiantowaniem31. Postępy były imponujące i - poza sporadycznymi, rozpaczliwymi akcjami opóźniającymi - żołnierze belgijscy mogli jedynie bezsilnie patrzeć, jak ich kraj pada ofiarą najazdu. Po upadku Li?ge resztki armii króla Alberta wycofały się na linię rzeki Gette (jedna dywizja wzmocniła garnizon Namur), a następnie schroniły się za fortyfikacjami Antwerpii. 20 sierpnia - w dniu kontrataku Rupprechta w Lotaryngii - Niemcy wkroczyli do Brukseli. Wkrótce potem Namur znalazło się pod ciężkim ostrzałem artylerii oblężniczej; nad miastem zaczęły wyć pociski z haubic i moździerzy. Do 24 sierpnia większość fortów została unieszkodliwiona lub zniszczona, a garnizon ewakuowano - obrońcy szczęśliwie zdołali dotrzeć do pozycji francuskich, zanim miasto ogarnęła, zdawałoby się, niepowstrzymana, fala niemieckiej ofensywy.
Dla zapewnienia ścisłej koordynacji działań trzech armii prawego skrzydła Moltke podporządkował Klucka dowódcy 2. Armii, Bülowowi, którego uważał za najbardziej kompetentnego ze swoich generałów. Kluck, pełen wojowniczego zapału, uważał tę podległość służbową za uciążliwy balast i z czasem zaczął postrzegać Bülowa jako przeszkodę w osiąganiu własnych sukcesów. Sytuację komplikowała dodatkowo fatalna jakość łączności, która od początku stanowiła piętę achillesową niemieckiej ofensywy. Niewytłumaczalnym błędem okazało się to, że OHL dysponowało tylko jednym nadajnikiem radiowym o zasięgu zaledwie 300 kilometrów. Choć w miarę posuwania się wojsk uruchamiano kolejne stacje przekaźnikowe, opóźnienia były nagminne, a wiadomości często przesyłano otwartym tekstem, gdyż szyfrowanie zabierało zbyt dużo czasu. Co gorsza, nie istniała łączność radiowa między 1. a 2. Armią, skutkiem czego każda z nich prowadziła w zasadzie własną wojnę, nie oglądając się zbytnio na plany sąsiada32. Był to kolejny dowód na to, jak "wojenne tarcie" wpływa na niemiecką ofensywę; zaczęły się uwidaczniać pierwsze oznaki napięcia i frustracji - czynników, które wkrótce miały pchnąć kajzerowskich żołnierzy do zbrodniczych czynów.
Trasę przemarszu przez Belgię znaczyły mogiły ofiar egzekucji i łuny pożarów, efekt szerzących się w szeregach armii niemieckiej pogłosek o partyzantach - tak zwanych franc-tireurs. Żołnierze, i tak już wyczerpani po tygodniu forsownych marszów, łatwo ulegali obsesji, że za każdym rogiem czają się wolni strzelcy i dywersanci, a okrutne belgijskie gospodynie domowe gotowe są okaleczać rannych. Wszyscy - od szeregowych po oficerów - mieli nerwy napięte jak postronki, wszak przemierzali wrogie terytorium pod ciągłą presją, by jak najszybciej osiągać kolejne wyznaczone cele. Centrum Louvain - zabytkowego średniowiecznego miasta uniwersyteckiego (w którym do pewnego momentu mieściła się kwatera główna króla Alberta) - zostało wieczorem 25 sierpnia podpalone, gdy padły tam strzały (choć wszystko wskazuje na to, że oddali je Niemcy). W kolejnych dniach żołnierze Klucka splądrowali miasto, wyłapując podejrzanych i rozstrzeliwując przerażonych cywilów. W powietrzu unosiły się płatki tlącego się papieru. Z jednej z największych bibliotek w świecie chrześcijańskim pozostały tylko "osmolone mury i żarzące się popioły"33.
Niemieccy żołnierze stracili panowanie nad sobą nie tylko w Louvain. Już od pierwszych dni sierpnia dochodziło do aktów przemocy wobec belgijskich cywilów i żołnierzy. Visé, jedno z pierwszych okupowanych miast, zostało 16 sierpnia puszczone z dymem, gdy rozniosła się pogłoska, jakoby ktoś strzelał tam do niemieckich żołnierzy. W ramach represji spalono sześćset domów i zabito dwudziestu trzech mieszkańców. W Aarschot, gdzie żołnierze belgijscy przez kilka godzin powstrzymywali Niemców, rozstrzelano dwudziestu wziętych do niewoli jeńców, a ich ciała wrzucono do rzeki. W innych regionach Belgii również dało się odczuć skutki brutalnej kampanii zastraszania. Miasto Dinant, do którego 23 sierpnia dotarły czołowe oddziały 3. Armii Hausena, stało się areną jednej największych zbrodni wojennych tej wojny - zamordowano tam 674 belgijskich cywilów. Po tym jak wycofujące się przez miasto oddziały francuskie wysadziły mosty na Mozie, niemieccy żołnierze wzięli odwet na ludności cywilnej: podpalali domy i w ciągu kilku godzin wymordowali około 10 procent mieszkańców34. Schlieffenowska "wolna droga" przez Belgię spływała krwią niewinnych ofiar.
Niezrażony niepowodzeniami w Lotaryngii Joffre był gotów do rozpoczęcia głównej ofensywy. W centrum francuskiego ugrupowania 3. i 4. Armia (dowodzone odpowiednio przez generałów Pierre'a Ruffeya i Fernanda de Langle de Cary'ego) miały nacierać na północny wschód w kierunku Arlon i Neufchâteau, z zamiarem uderzenia na skrzydło północnego zgrupowania wojsk niemieckich. Francuskie dowództwo naczelne szacowało, że w rejonie Ardenów Niemcy mają nie więcej niż 6 korpusów i kilka dywizji kawalerii. Zakładano więc, że siły francuskie uzyskają na tym kierunku znaczącą przewagę liczebną. Francuski wywiad był jednak w błędzie. Niemcy wcale nie byli słabi. Przeciwnie, w sektorze tym operowały dwie armie (4. i 5.), dysponujące w sumie 10 korpusami i szeregiem brygad landwery przeznaczonych do zadań obronnych. Wspierały je ponadto 42 baterie haubic kalibru 105 mm i 150 mm. Wojska niemieckie miały zatem dwukrotną przewagę w artylerii ciężkiej, co - jak trafnie zauważył pewien francuski oficer - dawało niemieckim piechurom "stalowy pancerz; nie muszą się nawet pokazywać, by zająć pozycje, których utrzymanie ogień ich dział czyni niemożliwym"35.
Świt 22 sierpnia przyniósł gęstą szarą mgłę, która zaległa nisko nad ziemią, skrywając tysiące żołnierzy maszerujących ku sobie z obu stron. Gdy mgła zaczęła się podnosić, a upał dawał się we znaki nawet w leśnej gęstwinie, na całej linii frontu rozgorzała seria zażartych, nieprzerwanych walk, setek chaotycznych starć, które zakończyły się potworną rzezią i obróciły spokojny zielony krajobraz Ardenów w pobojowisko rozszarpywane ogniem broni ciężkiej. "Z nieznanej krainy za wzgórzami dobiegał przerażający zgiełk bitewny" - zanotował pewien wstrząśnięty Francuz. "Trzaski wystrzałów i terkot karabinów maszynowych, niczym odgłos cofających się fal na kamienistej plaży, a w tle grzmot artylerii, łączący wszystkie te dźwięki w jeden głos burzy pośrodku oceanu, z kotłującymi się falami, głuchym dudnieniem i przeraźliwym świstem wiatru niosącym się nad morską kipielą"36.
Joffre pokładał wielkie nadzieje w 4. Armii Langle de Cary'ego, która miała zadać Niemcom druzgoczący cios w miejscu uważanym za najsłabszy punkt ich ugrupowania. Zamiast tego przyszła miażdżąca klęska - tragedia tak straszliwa, że doprowadziła do załamania się Planu XVII, a na polu bitwy legł kwiat armii francuskiej. Las Ardeński okazał się koszmarnym terenem do walki. Wzgórza i doliny błyskawicznie wyczerpywały maszerującą piechotę, gęsty drzewostan uniemożliwiał prowadzenie należytej obserwacji i rozpoznania, a wąskie drogi sprawiały, że jednostki rozciągały się w marszu, stając się łatwym celem zasadzek. 4. Armia posuwała się na północ urzutowana skośnie (niczym "schody opadające na południowy wschód"), mając prawą flankę odsłoniętą37. Słaba koordynacja działań w ramach armii i znikoma wiedza o położeniu wojsk niemieckich sprawiły, że oddziały francuskie, napotkawszy silne zgrupowanie nieprzyjaciela, szybko znalazły się w opałach.
Za błędy przyszło zapłacić krwią. Szacuje się, że w ciągu zaledwie czterech dni - od 20 do 23 sierpnia - mogło zginąć nawet 40 tysięcy francuskich żołnierzy, większość z nich na ardeńskich polach śmierci, które zasłane zostały ciałami poległych w czerwono-niebieskich mundurach. Najtragiczniejszym dniem okazał się 22 sierpnia, który przyniósł śmierć 27 tysięcy ludzi. Było to - jak ujął to później pewien badacz - "apogeum koszmarów roku 1914"38. Do najkrwawszych walk doszło pod Rossignol, gdzie doborowe oddziały Korpusu Kolonialnego starły się na śmierć i życie z niemieckim VI Korpusem. Dowódca francuski, generał Jules Lef?vre, był przekonany, że ma przed sobą jedynie rozproszone patrole kawalerii. Zamiast tego natknął się na silne liczebnie i dobrze okopane oddziały niemieckiej piechoty. Mimo to rzucał swoich ludzi do kolejnych ataków, fala za falą - tylko po to, by widzieć, jak ogień nieprzyjacielski kładzie ich pokotem. "W powietrzu gęsto świstały kule" - zanotowano w jednej z relacji. "Szczególnie upodobały sobie oficerów, których łatwo można było rozpoznać po złotych galonach na kepi, i skutecznie stopowały wszelkie szarże na bagnety (...). Ludzie padali tuzinami, rażeni przez niewidzialnego wroga za każdym razem, gdy próbowali poderwać się do ataku"39. Co gorsza, w godzinach popołudniowych ludzie Lef?vre'a zostali oskrzydleni, a miejscami okrążeni i odcięci od sąsiednich jednostek pomimo desperackich prób wyrwania się z matni. Do końca dnia Korpus Kolonialny został de facto rozbity, utraciwszy ponad 11 tysięcy zabitych i rannych40.
Francuscy dowódcy niewiele mogli zrobić, by powstrzymać nadciągającą katastrofę. Langle de Cary przebywał w swojej kwaterze głównej w Stenay - oddalonym o ponad 45 kilometrów od linii frontu - i miał nikłe pojęcie o tym, w jak fatalnym położeniu znalazła się jego armia. Zresztą, polegając jedynie na gońcach i cywilnej sieci telegraficznej, miałby niewielki wpływ na przebieg bitwy, nawet gdyby podjął taką próbę. "Nowoczesna bitwa, ze względu na wielką liczbę zaangażowanych żołnierzy i rozległość frontu, nie pozwala już dowódcy na osobiste pojawienie się na polu walki w celu rozpoznania terenu" - skarżył się później. Pierwsze meldunki spłynęły około południa. Postępy były powolne, a zarówno XVII Korpus, jak i Korpus Kolonialny zostały zaskoczone przez "umiejętnie zamaskowane" stanowiska karabinów maszynowych. Gęsto zalesiony i pofałdowany teren sprawiał, że opuszczanie kwatery głównej przez generała mijało się z celem. "Zgubiłbym się w tych lasach!" - zanotował po latach. "Ale cóż to był za dzień pełen trwogi! (...) W obliczu nieustannie napływających złych wieści musiałem nie tylko zachować spokój, ale też okazywać moim oficerom i wszystkim, którzy się do mnie zwracali, owo opanowanie, jakim w krytycznych momentach musi cechować się dowódca"41.
Niewiele lepiej działo się na południu, gdzie 3. Armia generała Ruffeya nacierała w kierunku Longwy i Virton. Francuzi, natrafiwszy na niemiecką 4. Armię, która oczekiwała ich na dobrze przygotowanych pozycjach obronnych, próbowali przeć naprzód, ale nadaremnie. Rezultatem była seria dotkliwych porażek taktycznych; niemiecka artyleria masakrowała francuskie dywizje, pozostawiając pola zasłane zmasakrowanymi ciałami poległych. Całe bataliony szły w rozsypkę pod zmasowanym ogniem, a ranni tysiącami spływali z linii frontu. Tej nocy Ruffey wysłał do Joffre'a krótką depeszę: "Wczorajsze ataki zakończyły się niepowodzeniem wyłącznie dlatego, że teren nie został wcześniej przygotowany ani ogniem artylerii, ani piechoty. Niezmiernie ważne jest, aby piechota nigdy nie nacierała bez uprzedniego przygotowania ataku przez artylerię, która następnie powinna być gotowa, by wspierać natarcie. W warunkach, z jakimi dotychczas mieliśmy do czynienia, nie wolno zezwalać na ataki na bagnety"42. 24 sierpnia 3. i 4. Armia pozostawały już w pełnym odwrocie.
Prawdziwy sprawdzian na polu walki ujawnił cały szereg problemów trapiących armię francuską na wszystkich szczeblach dowodzenia. Choć Francja zdołała zmobilizować niemal tyle samo żołnierzy co Niemcy, zawdzięczała to przede wszystkim poborowi obejmującemu wyższy odsetek męskiej populacji, a więc ludzi często słabiej wyszkolonych i gorzej dowodzonych. Niemiecka armia dysponowała szeroką kadrą doświadczonych podoficerów, podczas gdy francuskie pułki od dawna zmagały się z trudnościami w zakresie werbunku i utrzymania wystarczającej liczby oficerów oraz kadry zawodowej, co przekładało się na brak inicjatywy i zdecydowania w boju. Przez dziesięciolecia niemiecki Sztab Generalny uchodził za najsprawniejszy na świecie, tymczasem Francja dopiero w 1911 roku wprowadziła analogiczne rozwiązanie, powierzając nowo ustanowionemu szefowi Sztabu Generalnego pełnię uprawnień w kwestii zawiadywania armią zarówno w czasie pokoju, jak i wojny. Reforma ta uprościła strukturę dowodzenia, likwidując archaiczne przepisy, które wcześniej zakazywały skupienia zbyt dużej władzy w jednym ręku. Choć kierunek zmian był słuszny, pozostawało pytanie, czy nie nastąpiły one zbyt późno, by przynieść owoce43.
Na niższych szczeblach armii uwidoczniły się inne bolączki. Francuska kawaleria miała niefortunny nawyk zbyt długiego pozostawania w siodle, co prowadziło do przemęczenia wierzchowców i sprawiało, że szwadrony nierzadko docierały na pole bitwy wyczerpane i niezdolne do akcji. Piechota była bitna, lecz nieostrzelana, często niezdolna do wykonania nawet stosunkowo prostych zadań i pozbawiona zmysłu taktycznego. Rozpoznanie okazywało się słabe lub w ogóle nie istniało, a gdy dochodziło do ataków, bywało, że przeprowadzano je bez odpowiedniego wsparcia artyleryjskiego, w sposób nieskoordynowany i chaotyczny, co skutkowało zatrważającymi stratami. Jeśli chodzi o uzbrojenie strzeleckie, podstawową broń piechoty francuskiej stanowił karabin powtarzalny Lebel wz. 1886, który wypadał marnie w porównaniu z bardziej niezawodnym i pozwalającym na szybsze prowadzenie ognia Mauserem Gewehr 98 na wyposażeniu piechoty niemieckiej. Wprawdzie Lebel miał ośmionabojowy magazynek rurowy (w porównaniu z pięcionabojowym magazynkiem pudełkowym w Mauserze), lecz ładowanie go było uciążliwe, a wraz z opróżnianiem magazynka zmieniało się wyważenie broni, co negatywnie wpływało na celność. Nawet powszechnie chwalona armata polowa kalibru 75 mm (canon de 75 Mod?le 1897), słynna "siedemdziesiątka piątka", miała istotne wady. Choć osiągała imponującą szybkostrzelność, do 16 strzałów na minutę, zasypując oddziały wroga gradem śmiercionośnych szrapneli, to płaski tor lotu pocisku ograniczał jej skuteczność w terenie pagórkowatym, a same granaty były zbyt lekkie, by niszczyć umocnienia polowe czy okopy. Gdy wojna przeszła w fazę pozycyjną, chroniczny brak ciężkiej artylerii okazał się dla Francji poważnym problemem, którego naprawienie miało zająć lata.
Kiedy w Ardenach trwały zażarte walki, oczy sztabowców zwróciły się w stronę lewego skrzydła wojsk francuskich. 20 sierpnia 5. Armia generała Lanrezaca, wykonawszy szybki forsowny marsz na północ, by wyjść naprzeciw nadciągającym siłom niemieckim, dotarła do południowo-zachodniego krańca Belgii i zajęła wysunięty, narażony na okrążenie występ frontu. Lanrezac nie mógł się zdecydować, czy zgodnie z rozkazem Joffre'a kontynuować manewr zaczepny, czy też czekać na nadejście nieprzyjaciela. Przez kolejne czterdzieści osiem godzin zwlekał, trzymając swoich podkomendnych w niepewności, wahając się, czy przyjąć bitwę na północnym czy południowym brzegu Sambry44. "Do tej pory w otoczeniu generała Lanrezaca wszyscy mieli wrażenie, że mocno trzyma on rumpel w ręku, a jego okręt szybko płynie naprzód" - zanotował jeden z obserwatorów. "Teraz jednak zdawało się, że żagle stanęły w łopocie. Zapanowała dziwna atmosfera wahania"45. Wobec braku zdecydowanych działań ofensywnych ze strony Francuzów inicjatywę przejął Bülow, wyprowadzając 22 sierpnia serię uderzeń przez rzekę z nadzieją na skoordynowanie ich z atakiem 3. Armii zmierzającej ku Mozie. Dopiero wtedy Lanrezac, jakby przebudzony z letargu, nakazał wykonanie kontruderzenia mającego odrzucić Niemców, było już jednak za późno. Musiałby wydarzyć się cud, żeby 5. Armia miała szanse na utrzymanie pozycji.
Tymczasem nieco dalej na zachód 23 sierpnia upłynął pod znakiem ciężkich walk, gdy 1. Armia Klucka uderzyła z impetem na II Korpus BEF generała sir Horace'a Smitha-Dorriena, który poprzedniego wieczoru zajął pozycje wzdłuż toczącego swe leniwe zielone wody kanału Mons-Condé. Do brytyjskiej kwatery głównej (GHQ)****** od jakiegoś czasu napływały coraz bardziej alarmujące doniesienia o obecności wojsk niemieckich gdzieś w pobliżu. John French (który tego ranka odwiedził sztab Smitha-Dorriena) nie był pewny, jak w tej sytuacji należy postąpić, więc nakazał, by działający w odosobnieniu II Korpus był przygotowany "na każdy rodzaj manewru, zarówno natarcie, jak i odwrót"46. Ostatecznie dylemat rozstrzygnął nieprzyjaciel. Około 10 rano do uszu Smitha-Dorriena dobiegł odgłos ognia karabinowego i artyleryjskiego dochodzący od strony kanału. W tym samym czasie generał Ferdinand von Quast pchnął naprzód swój IX Korpus, założywszy, że nie ma przed sobą żadnych poważniejszych sił nieprzyjacielskich, co najwyżej jakieś pododdziały kawalerii, które po oddaniu kilku strzałów pośpiesznie się oddalą. Zamiast tego jego korpus zderzył się z regularną brytyjską piechotą, która nie miała najmniejszego zamiaru ustępować.
Bitwa pod Mons była typowym bojem spotkaniowym - dwie armie zderzyły się nagle, nie w pełni rozwinięte i niegotowe do walki. Jedna z nich usiłowała rozwinąć szyki na tyle szybko, by utrzymać impet natarcia, druga - mimo przewagi przeciwnika - stawiła zaciekły opór. Walki trwały przez większą część dnia; niemieckie kolumny stopniowo przeprawiały się przez kanał pod gęstym ogniem piechoty brytyjskiej. Żołnierze Smitha-Dorriena sprawili się znakomicie, posyłając w stronę atakujących salwę za salwą. "Niemcy wylali się z okopów całą chmarą, bo ich taktyką było przytłoczenie nas liczebnością, ale my mierzyliśmy spokojnie i kosiliśmy ich równo (...) gdy tylko padł jeden szereg, nadciągał kolejny, niczym rój pszczół" - relacjonował jeden z brytyjskich żołnierzy. "Szli fala za falą, kryjąc się za ciałami swoich poległych, ale do naszych okopów zbliżyli się najwyżej na jakieś 200 jardów, a to i tak było już za blisko (...). Oficerowie kazali nam prowadzić ogień ciągły i tak też robiliśmy, zasypując wroga gradem kul"47. Jednak w miarę upływu dnia, gdy siła niemieckiego natarcia zaczęła być w pełni odczuwalna, Brytyjczykom nie pozostało nic innego, jak oderwać się od nieprzyjaciela pod osłoną zmroku. Ich morale wciąż pozostawało wysokie; wycofywali się - jak ujął to Smith-Dorrien - "pełni wiary w swą wyższość nad wrogiem" i dumni z "szybkiego, celnego ognia karabinowego", który zatrzymał Niemców. "To właśnie ów ogień karabinowy oraz mgła wojny, tak gęsta po obu stronach, były najważniejszymi wyróżnikami tego dnia"48 - wspominał później dowódca II Korpusu.
W czasie gdy Brytyjczycy odpierali niemieckie ataki pod Mons, 30 kilometrów na wschód położenie francuskiej 5. Armii zaczęło się pogarszać. Lanrezac wiedział, że Brytyjczycy toczą bój, ale nie kwapił się, by przyjść im z pomocą - być może się obawiał, że taki ruch naraziłby go na niemieckie kontruderzenie. Po południu 23 sierpnia oddziały 3. Armii Hausena przekroczyły wreszcie Mozę i zaczęły podchodzić do miejscowości Onhaye, grożąc obejściem prawego skrzydła wojsk Lanrezaca. Na szczęście gwałtowny atak na bagnety w wykonaniu żołnierzy 51. Dywizji Rezerwowej odrzucił Niemców. W swojej kwaterze w Philippeville Lanrezac uznał, że odwrót jest nieunikniony, i wydał stosowne rozkazy. "Jestem głęboko zaniepokojony" - zanotował w dzienniku.
Nie można powiedzieć, że moje obawy są bezpodstawne, bo choć niebezpieczeństwo wydaje się ogromne, to w rzeczywistości jest jeszcze większe, gdyż wróg jest wszędzie i jest znacznie silniejszy liczebnie, niż przypuszczałem. Charleroi leży niedaleko Sedanu [miejsca decydującej klęski Francuzów w 1870 roku]... Ucieczka przed nieprzyjacielem chwały nie przynosi, ale każda inna decyzja byłaby skazaniem mojej armii na całkowitą zagładę i uniemożliwiłaby naszym siłom otrząśnięcie się po ogólnej klęsce, jaką ponoszą obecnie na całym froncie - od Wogezów po Skaldę. Natychmiastowy odwrót jest konieczny; jestem zdecydowany go zarządzić49.
Wojska koalicyjne były w odwrocie. Takie wrażenie panowało w niemieckiej kwaterze głównej 23 i 24 sierpnia, gdy kolejne meldunki spływające z frontu donosiły o niemieckich zwycięstwach. W Ardenach 5. Armia następcy tronu księcia Wilhelma 23 sierpnia po południu zameldowała o "całkowitym zwycięstwie" i wzięciu "tysięcy jeńców, w tym generałów, i wielu nieprzyjacielskich dział". Kilka godzin później dowództwo 3. Armii zadepeszowało, że przeciwnik "znajduje się w pełnym odwrocie", a pościg trwa. 25 sierpnia generał adiutant Hans von Plessen spotkał się z szefem sekcji operacyjnej OHL, podpułkownikiem Gerhardem Tappenem. Po omówieniu ruchów wojsk i przejrzeniu najnowszych meldunków, ponownie wieszczących rychłe niemieckie zwycięstwo, Tappen utwierdził się w przekonaniu, że koniec jest bliski. Omiótłszy wzrokiem mapy rozwieszone na ścianach, zdjął okulary w stalowych oprawkach, odwrócił się do Plessena i z uśmiechem oznajmił: "W ciągu sześciu tygodni będzie już po wszystkim"50.
Dalsza część w wersji pełnej
* Wielka Kwatera Główna (Großes Hauptquartier) - oficjalna nazwa naczelnego organu dowódczo-sztabowego cesarza niemieckiego w okresie I wojny światowej, de facto Armii Cesarstwa Niemieckiego (Deutsches Heer).
** Gen. Erich Ludendorff, kwatermistrz 2. Armii niem., samorzutnie objął dowództwo XIX Brygady Piechoty, po tym jak jej dowódca poległ.
*** Grand Quartier Général (w skrócie GQG lub Grand QG) - Kwatera Główna Armii Francuskiej podczas I wojny światowej. Stanowiła wojenny odpowiednik Najwyższej Rady Wojennej (Conseil supérieur de la guerre), działającej w czasach pokoju. GQG została powołana do życia na mocy decyzji parlamentu 2 sierpnia 1914 roku, w następstwie naruszenia granic Francji przez wojska niemieckie, i funkcjonowała do 20 października 1919 roku.
**** Kronprinz, książę koronny, tytuł następcy tronu cesarskiego w Cesarstwie Niemieckim, Austrii i królestwach Rzeszy. W czasie I wojny światowej trzej ówcześni następcy tronu: Wilhelm Hohenzollern, następca tronu Prus i Niemiec, syn cesarza Wilhelma II, Rupprecht Wittelsbach, następca tronu bawarskiego, i Albrecht Wirtemberski, pełnili wysokie stanowiska dowódcze na froncie zachodnim.
***** W czasie I wojny światowej armią Cesarstwa Niemieckiego kierowało Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych (Oberste Heeresleitung, OHL). Choć nominalnie funkcję naczelnego wodza sprawował cesarz Wilhelm II, to w rzeczywistości cały ciężar planowania strategicznego i dowodzenia operacyjnego spoczywał na szefie Sztabu Generalnego i OHL.
****** >GHQ (General Headquarters) - Kwatera Główna BEF (Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych) na froncie zachodnim.
Przedmowa
21 lipca 1916 roku szeregowiec Arthur Thomas z 1. Dywizji Australijskiej wszedł do okopów pod Pozi?res nad Sommą. "Zajęliśmy miejsca na parterze teatru, w którym wystawiany jest ten wielki dramat (...) - zanotował w swoim dzienniku - i ogarnia nas fascynacja na myśl o straszliwej próbie, jaka nas czeka. Niebo wokół nas, w promieniu wielu mil, płonie; wielobarwne rozbłyski rac rozświetlają firmament, ziemia drży i kołysze się od wywołujących mdłości eksplozji - wypisz wymaluj typowe wyobrażenie piekła"1. Przebywszy długą drogę z Melbourne, przez Egipt, Thomas dotarł na front zachodni - decydujący teatr działań Wielkiej Wojny, gdzie armie czterech mocarstw: Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii oraz od 1917 roku Stanów Zjednoczonych, toczyły jedne z najkrwawszych bitew XX wieku, między innymi nad Sommą, pod Verdun, pod Ypres, w dolinie Mozy i w Argonnach.
Reakcja Thomasa - przerażenie, a zarazem podziw - była typowa dla tych, którzy na własne oczy oglądali ten bulgoczący wojenny tygiel, buzujące ogniem laboratorium śmierci, które zmieniło oblicze świata. Front zachodni stał się symbolem impasu i rzezi, nierozstrzygniętych walk na wyniszczenie toczonych w umęczonej scenerii, pokaleczonej drutem kolczastym i utopionej w błocie. A jednak to właśnie tam narodziły się jedne z najważniejszych dzieł literackich ubiegłego stulecia: Na Zachodzie bez zmian Ericha Marii Remarque'a, W stalowych burzach Ernsta Jüngera czy przejmująca poezja Wilfreda Owena, poległego w listopadzie 1918 roku. Przynajmniej w Wielkiej Brytanii legenda frontu zachodniego wrosła głęboko w zbiorową świadomość. Spośród 764 tysięcy brytyjskich ofiar Wielkiej Wojny niemal 85 procent zginęło we Francji i w Belgii2. To krwawe żniwo znacznie przewyższające straty w jakimkolwiek wcześniejszym (lub późniejszym) konflikcie nigdy nie zostało zapomniane i stało się głównym filarem opowieści o bezsensie i szaleństwie, która do dziś kształtuje społeczne postrzeganie wojny.
Niniejsza książka pomyślana jest jako pierwszy z trzech tomów historii I wojny światowej. Kolejne tomy poświęcone będą frontowi wschodniemu - z uwzględnieniem zmagań we Włoszech i na Bałkanach - oraz szerszemu aspektowi wojny (walki w Afryce i na Bliskim Wschodzie). Zdecydowałem się jednak rozpocząć od Francji i Belgii. Choć poszczególne teatry działań wzajemnie na siebie oddziaływały, powiązane ruchem flot, szlakami kolejowymi, przepływem ludzi i środków finansowych, chciałem skupić się na każdym z nich z osobna. Każdy front miał bowiem swoich bohaterów i czarne charaktery, każdy przynosił inne wyzwania rzucane przez naturę - błoto Flandrii, górzyste tereny Karpat, piaski Arabii czy trawiaste równiny Afryki Wschodniej. I wreszcie każdy z nich miał własną, wewnętrzną dynamikę, na tyle odmienną, by zasłużyć na odrębną opowieść, niezakłócaną dygresjami o teatrach pobocznych i działaniach drugoplanowych. To podejście wyróżnia tę książkę, pozwalając, by pełny obraz wojny wyłaniał się z niej w takim kształcie, w jakim jawił się jej uczestnikom. Razem te trzy tomy opowiedzą historię Wielkiej Wojny, owego wstrząsającego, apokaliptycznego momentu XX wieku, kiedy to stary porządek runął, a narodziła się nowa epoka, budząca trwogę ogromem swych możliwości.
Moim zamierzeniem od początku było opowiedzenie historii tych czterech i pół roku w formie narracji; opisanie rzeczywistości możliwie jak najwierniej, bez obciążania tekstu abstrakcyjnym teoretyzowaniem czy rozwlekłymi komentarzami na temat rozmaitych interpretacji (choć tych, rzecz jasna, nie brakuje). Zamiast tego starałem się przybliżyć czytelnikowi samą wojnę, posadzić go tuż obok głównych bohaterów, by mógł sobie wyrobić własny osąd. Książka została napisana przede wszystkim przez pryzmat dowódców wyższego szczebla prowadzących wojnę na poziomie, który w terminologii wojskowej zwany jest "operacyjnym". Polityka oczywiście wkraczała w tę domenę, a zmagania na zapleczu, mające na celu gospodarowanie zasobami i utrzymanie nastrojów społecznych, były kluczowe dla wysiłku wojennego, jednak moja uwaga skupia się głównie na "generałach frontowych", którzy musieli mierzyć się z realiami nowoczesnej wojny w całej jej grozie i złożoności. To, jak próbowali sobie z tym radzić, jak odnosili sukcesy lub (co zdarzało się częściej) ponosili porażki, stanowi sedno tej książki.
Przez lata ludzi tych określano mianem "osłów" lub "rzeźników": bezdusznych arystokratów w mundurach, toczących wojnę niewłaściwego rodzaju, niezdolnych do adaptacji czy zmiany w obliczu nowych realiów pola walki. Prawda okazuje się znacznie bardziej złożona - to obraz prób i błędów, sukcesów i porażek, gdzie każde obiecujące rozwiązanie kontrowane było przez równie skuteczny środek zaradczy. Na froncie zachodnim przejście do wojny pozycyjnej jesienią 1914 roku sprawiło, że państwa koalicyjne - Wielka Brytania i Francja - nie miały innego wyjścia, jak tylko atakować. Przeprowadziły więc serię wielkich ofensyw, z których każda była większa od poprzedniej i miała skutkować przełamaniem frontu i powrotem do wojny manewrowej w nadziei, że po jej wznowieniu Niemcy zostaną pokonane, a Francja wyzwolona. W kolejne ofensywy angażowano coraz większe masy żołnierzy i coraz nowsze zdobycze techniki tylko po to, by widzieć, jak te wysiłki stają się daremne, a danina krwi rośnie. W odpowiedzi Niemcy rozbudowywali swoje pozycje obronne, czyniąc z nich prawdziwe labirynty śmierci, i kontratakowali przy każdej nadarzającej się okazji. Dopiero w 1918 roku udoskonalone systemy uzbrojenia, nowa taktyka i świeże rezerwy ludzkie rzucone na front sprawiły, że aliantom udało się przełamać impas na froncie, odzyskać zdolność manewru i zwycięsko rozstrzygnąć wojnę.
Wysocy rangą dowódcy też zmagali się z wojennym żywiołem, który naznaczał ich życie równie brutalnie, co życie innych. Nie byli oni, jak to się często dziś przedstawia, nieprzystępnymi ludźmi z żelaza pozbawionymi ludzkich odczuć. Byli ludźmi z krwi i kości, mieli rodziny, a ich bliscy nieraz ginęli w bitwach, w których oni sami dowodzili. Jeden z największych bohaterów wielkiej wojny, Ferdinand Foch, już w pierwszych tygodniach walk stracił jedynego syna. Innemu francuskiemu generałowi, Noëlowi de Castelnau, poległo na polu chwały trzech synów. Erich Ludendorff, który w 1918 roku poprowadził niemieckie armie do ostatniej wielkiej ofensywy zakończonej druzgocącą klęską, kilka dni po jej rozpoczęciu dowiedział się, że jego pasierb zginął śmiercią lotnika. Generałowie też nie byli bezpieczni. Wbrew mitowi o "generałach z pałaców" setki oficerów najwyższego szczebla zginęło lub zostało rannych podczas wojny. Ginęli trafieni przez snajpera, od ognia artylerii lub w wyniku chorób i utraty zdrowia będących skutkiem trudów życia frontowego. Niewiele europejskich rodzin pozostało nietkniętych przez Wielką Wojnę, dowódcy nie stanowili tu wyjątku.
Armie, którymi przyszło im dowodzić, były bezprecedensowe pod względem liczebności i dysponowały systemami uzbrojenia o porażającej mocy i sile rażenia. Choć wiele innowacji w technice wojskowej kojarzonych z I wojną światową miało swój początek w latach wcześniejszych (pierwsza szybkostrzelna armata polowa* weszła do służby w 1897 roku, karabin maszynowy Hirama Maxima opatentowano w 1883 roku, a lotnictwo narodziło się w 1903 roku), to właśnie na froncie zachodnim zostały one udoskonalone i rozwinięte w brutalnie skuteczne machiny śmierci. Dołączyły do nich całkowicie nowe wynalazki: gazy bojowe (użyte po raz pierwszy w 1915 roku) i czołgi (zadebiutowały we wrześniu 1916 roku), nadając zmaganiom na zachodzie rewolucyjny charakter, niespotykany na innych teatrach działań, czy to w Europie Wschodniej, czy na Bliskim Wschodzie. To we Francji - jak pisał generał Jonathan Bailey, były dyrektor generalny do spraw rozwoju i doktryny armii brytyjskiej (2002-2005) - narodził się "nowoczesny styl prowadzenia wojny". W 1917 roku bitwy toczono już w trzech wymiarach, a artyleria i lotnictwo odgrywały kluczową rolę w planowaniu i realizacji operacji. "Rewolucja ognia pośredniego", umożliwiająca rażenie obrony przeciwnika, jego stanowisk dowodzenia i łączności oraz głęboko urzutowanych odwodów, przekształciła sztukę wojenną w coś zupełnie odmiennego od tego, czym była jeszcze w 1914 roku3.
Sprawą kluczową było dla mnie opowiedzenie tej historii z perspektywy wszystkich głównych uczestników dramatu: zarówno Niemiec, jak i Francji, Wielkiej Brytanii oraz Stanów Zjednoczonych. Jako że starałem się utrzymać neutralny ton opowieści, szybko stało się dla mnie jasne, że rola armii francuskiej bywała do tej pory systematycznie marginalizowana w angielskiej historiografii. Poza legendarną obroną Verdun w 1916 roku wysiłek wojenny Francji pozostaje dla anglojęzycznego odbiorcy w dużej mierze nieznany. Tymczasem to właśnie armia francuska - najliczniejsza spośród sił koalicyjnych na froncie zachodnim od pierwszego do ostatniego dnia wojny - dźwigała największy ciężar walk, często przodując we wdrażaniu rozwiązań technicznych i taktycznych, które złożyły się na ów "nowoczesny styl prowadzenia wojny". Jeśli niniejsza książka przyczyni się choćby w części do szerszego uznania ofiary poniesionej przez Francję, jak również niewątpliwej nieustępliwości i inwencji, z jaką walczyli francuscy poilus**, możliwe się stanie dokonanie znacznie bardziej wyważonej i sprawiedliwej oceny wkładu poszczególnych aliantów w zwycięstwo 1918 roku.
Spisanie tej wielowątkowej opowieści wymagało oparcia się na szerokim wyborze źródeł, poczynając od oficjalnych historii wojennych i zbiorów dokumentów publikowanych po zakończeniu działań zbrojnych. Na szczególne wyróżnienie zasługują: piętnastotomowe dzieło Der Weltkrieg, opracowane przez niemieckie Reichsarchiv w latach 1925-1944; czternastotomowa seria autorstwa Jamesa Edmondsa Military Operations. France and Belgium (ukazująca się od 1922 do 1947 roku); a także wielotomowa francuska historia oficjalna Les Armées françaises dans la Grande guerre. Choć żadne z tych opracowań nie jest pozbawione wad, każde zawiera jednak ogrom materiału faktograficznego, który pomaga uporządkować i ustrukturyzować przebieg walk toczonych niemal nieprzerwanie na froncie zachodnim w latach 1914-1918. Szczególnie cenne okazały się aneksy do francuskiej historii oficjalnej, obejmujące tysiące stron dokumentów, listów i raportów - prawdziwa kopalnia wiedzy dla historyka. Stany Zjednoczone nie opracowały jednej spójnej historii oficjalnej, ale ich dziełem jest siedemnastotomowy zbiór dokumentów dotyczących amerykańskich sił ekspedycyjnych United States Army in the World War, 1917-1919, dzięki któremu ogromny wkład amerykańskich doughboys w zakończenie wojny nie został zapomniany.
Front zachodni jest tematem obszernej i stale rosnącej literatury przedmiotu, a ja jestem wdzięczny rzeszom historyków, którzy zbadali jego kluczowe aspekty. Prace Elizabeth Greenhalgh i Roberta Doughty'ego stale mi towarzyszyły, gdy zgłębiałem losy armii francuskiej i jej epickie zmagania nad Marną i w Szampanii, pod Verdun i nad Aisne. Wiele zawdzięczam szczegółowej biografii marszałka Focha autorstwa Greenhalgh, jej monografii poświęconej armii francuskiej w czasie wojny oraz naukowym analizom natury koalicji alianckiej. Książka Doughty'ego Pyrrhic Victory. French Strategy and Operations in the Great War dostarczyła mi cennej wiedzy na temat sposobu, w jaki Francja prowadziła wojnę. Jeśli chodzi o stronę przeciwną, na specjalne wyróżnienie zasługują prace: Haig's Enemy. Crown Prince Rupprecht and Germany's War on the Western Front Jonathana Boffa, The Marne, 1914 Holgera Herwiga oraz German Strategy and the Path to Verdun Roberta Foleya, które pozwoliły mi lepiej zrozumieć niemiecką strategię i sztukę operacyjną na froncie zachodnim.
Pracownicy licznych archiwów i bibliotek, zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i poza jej granicami, za każdym razem udostępniali mi materiały. Niniejszym chciałbym więc podziękować brytyjskiemu Archiwum Narodowemu (The National Archives), Imperialnemu Muzeum Wojny, Bibliotece Brytyjskiej, Bibliotece Bodlejańskiej, Kanadyjskiemu Muzeum Wojny, Bibliotece i Archiwum Kanady, Australian War Memorial, Bundesarchiv-Militärarchiv we Fryburgu, Instytutowi Historii Wojskowości w Carlisle w Pensylwanii oraz Bibliotece Kongresu w Waszyngtonie. Szczególne wyrazy wdzięczności kieruję do zespołu Biblioteki Hobsona przy Akademii Połączonych Dowództw i Sztabów (Joint Services Command & Staff College) w ramach brytyjskiej Akademii Obrony. Jestem również niezmiernie wdzięczny dr. Timowi Gale'owi i dr. Jonathanowi Boffowi za przeczytanie maszynopisu; Danielowi Crewe'owi i całemu zespołowi wydawnictwa Viking; Danowi Gerstle'owi z wydawnictwa Liveright; Peterowi Robinsonowi oraz mojemu agentowi literackiemu Jonowi Woodowi. Wreszcie, dziękuję mojej rodzinie za miłość i wsparcie, jakimi mnie obdarzyła. Książkę tę dedykuję mojemu synowi Williamowi, który przyszedł na świat krótko po ukończeniu maszynopisu, a którego coraz wyraźniejsza obecność w naszym życiu stanowiła dodatkową motywację, by zdążyć na czas.
NL
Cheltenham, England
kwiecień 2020
* Słynna francuska "siedemdziesiątka piątka" (soixante-quinze), czyli Canon de 75 mle 1897, w Wojsku Polskim znana jako armata wz. 1897 (wszystkie przypisy dolne pochodzą od tłumacza).
** Poilu, w liczbie mnogiej poilus (fr. dosł. "włochaty", "zarośnięty") - potoczne, lecz nacechowane sympatią określenie francuskiego szeregowego żołnierza piechoty z I wojny światowej. Nazwa nawiązywała do wyglądu frontowców, którzy w warunkach okopowych rzadko mieli możliwość się golić.
Słownik terminów
A7V - niemiecki czołg ciężki wprowadzony do służby w 1918 roku.
Adiutant - oficer przydzielony do osobistej dyspozycji wyższego dowódcy.
Amalgamacja - koncepcja włączania niedoświadczonych żołnierzy amerykańskich do istniejących już jednostek brytyjskich lub francuskich.
Armia - związek operacyjny złożony z kilku korpusów.
Batalion (baon) - pododdział taktyczny piechoty składający się z kilku kompanii (etatowo liczący do 1000 ludzi).
Bateria - artyleryjski pododdział ogniowy (zazwyczaj składający się z czterech do sześciu dział).
Bosz (fr. boche) - pogardliwie o Niemcu.
Brygada - najmniejszy związek taktyczny wchodzący w skład dywizji lub działający jako samodzielna jednostka organizacyjna. W armii brytyjskiej brygada składała się z czterech batalionów (trzy brygady tworzyły dywizję). Brygady francuskie, niemieckie i amerykańskie, funkcjonujące w innym systemie, były dwupułkowe.
Chasseurs - strzelcy lub szaserzy, elitarna francuska lekka piechota.
Doughboy - slangowe określenie żołnierza amerykańskiego. Przydomek ten narodził się podczas wojny z Meksykiem (1846-1848), gdy pokryte pyłem mundury sprawiały, że żołnierze amerykańscy wyglądali jak ulepieni z ciasta (dough) i obtoczeni w mące.
Dywizja - podstawowy związek taktyczny na polu walki, liczący od 10 do 15 tysięcy ludzi, z własną artylerią, służbami inżynieryjnymi i medycznymi. Dywizje amerykańskie były znacznie liczniejsze, liczyły bowiem około 28 tysięcy ludzi.
Eingreifdivision (dosł. dywizja interwencyjna) - specjalnie wyszkolona jednostka odwodowa, trzymana poza zasięgiem nieprzyjacielskiej artylerii i wprowadzana do walki w celu wykonania natychmiastowego kontrataku.
Escadrille - eskadra we francuskim lotnictwie wojskowym.
GHQ - General Headquarters (Kwatera Główna Brytyjskich Sił Ekspedycyjnych).
Godzina zero - wyznaczony czas rozpoczęcia ataku.
Grupa Armii - wyższy związek operacyjny, tworzony zależnie od sytuacji i potrzeb do wykonania zadań operacyjno-strategicznych.
Groupement - (we francuskiej terminologii wojskowej) batalion czołgów lub formacja lotnicza złożona z co najmniej dwóch eskadr.
GQG - Grand Quartier Général (Kwatera Główna Armii Francuskiej).
Jagdgeschwader - pułk myśliwski w niemieckim lotnictwie wojskowym (złożony z czterech eskadr).
Jagdstaffel - w niemieckim lotnictwie wojskowym eskadra myśliwska (zazwyczaj licząca od 9 do 12 samolotów).
Korpus - związek taktyczno-operacyjny składający się z kilku dywizji (zazwyczaj od 2 do 5).
Landwera (niem. Landwehr) - obrona krajowa, rodzaj wojsk terytorialnych. Do służby w landwerze powoływane były w razie wojny starsze roczniki rezerwistów.
Linia Hindenburga - główny niemiecki system umocnień na froncie zachodnim wybudowany w latach 1916-1917, obejmujący szereg pozycji obronnych, takich jak pozycja Zygfryda (Siegfriedstellung) czy linia Drocourt-Quéant (Wotanstellung).
Materialschlacht (dosł. bitwa materiałowa) - niemiecki termin określający zindustrializowaną wojnę na wyczerpanie, opartą na masowym użyciu środków bojowych; wykształciła się na froncie zachodnim w 1916 roku.
Minenwerfer (dosł. miotacz min) - niemiecki ciężki moździerz okopowy.
Nowa Armia (ang. New Army) - ochotnicze formacje brytyjskie sformowane w czasie wojny (znane też jako Armia Kitchenera).
Ogień kontrbateryjny - ogień artyleryjski skierowany na stanowiska artylerii nieprzyjaciela w celu jej zneutralizowania.
OHL - Oberste Heeresleitung (Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych), naczelne dowództwo armii niemieckiej.
Pułk - oddział wojskowy składający się z kilku pododdziałów zasadniczego dla danego pułku rodzaju wojsk (np. batalionów piechoty w pułku piechoty). Francuskie i niemieckie dywizje składały się z czterech pułków (po trzy bataliony każdy). System brytyjski różnił się od kontynentalnego, traktując pułk (regiment) jako stałą jednostkę administracyjną i nośnik tradycji dla swoich batalionów (które łączono w brygady, często mieszając bataliony z różnych pułków).
Szef sztabu - oficer stojący na czele i kierujący całokształtem pracy w sztabie danej jednostki. W systemie niemieckim szef sztabu pełnił często funkcję faktycznego współdowódcy.
U-Boot - niemiecki okręt podwodny; skrót od Unterseeboot.
Vollmacht - pełnomocnictwo nadawane oficerowi sztabowemu w armii niemieckiej, upoważniające go do wydawania rozkazów w imieniu przełożonego.
Wał ogniowy - ruchoma artyleryjska zapora ogniowa przesuwająca się do przodu w ustalonym tempie. Miała na celu przygwożdżenie obrońców i osłonę własnej nacierającej piechoty.