Od Redakcji
W ostatnich latach pisaliśmy o pogarszającej się atmosferze wokół badań nad Zagładą w Polsce i narastającej instrumentalizacji tej tematyki. W mijającym roku tendencja ta jeszcze się nasiliła. Obserwujemy z coraz większym niepokojem postępujący proces niszczenia podstaw demokratycznego państwa prawnego, łamanie konstytucji, demontaż Monteskiuszowskiej zasady trójpodziału władzy. Wyjątkowo groźne jest według nas monopolizowanie przez partię rządzącą dyskursu o historii, przede wszystkim tej najnowszej, mające na celu ustanowienie jedynie słusznej wizji przeszłości, tradycji, tożsamości narodowej i obowiązującego modelu patriotyzmu. Grozą przejmuje tolerowanie przez państwo polskie haseł rasistowskich i gloryfikacji rodzimego faszyzmu (podczas tzw. marszu niepodległości 11 listopada - kolejnego całkowicie upartyjnionego święta państwowego, stającego się łupem skrajnych nacjonalistów). Z zażenowaniem i smutkiem odbieramy stosunek władz do dramatycznego problemu uchodźców, niewywiązywanie się z przyjętych wcześniej unijnych zobowiązań, przyzwolenie na rosnącą wrogość do "obcych". Wyjątkowo bezwstydne atakowanie dobrego imienia prof. Władysława Bartoszewskiego pozostało bezkarne. Tendencje te przypominają najgorsze wzorce autokratycznych dyktatur.
Szczególnie widoczne są zabiegi propagandowe wokół przedstawiania historii drugiej wojny światowej. Decyzją polityczną zniszczona została latami przygotowywana nowatorska koncepcja wystawiennicza Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, a twórców muzeum pozbawiono pracy. Debatę historyczną zastępuje się decyzjami administracyjnymi. Dla nas wyjątkowo bolesne są manipulacje wokół zagłady Żydów i relacji polsko-żydowskich w czasach Holokaustu. Przykładem jest jednostronna i ideologicznie sprofilowana narracja historyczna prowadzona w Muzeum Polaków Ratujących Żydów w Markowej. Ofensywa polityki historycznej firmowanej przez obecne władze koncentruje się właśnie na propagandowych zabiegach wokół pamięci o pomocy, jakiej Polacy udzielali Żydom. Obserwujemy coraz bardziej ostentacyjne próby instrumentalizowania pamięci o Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, poczynając od wpisywania obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych w cele doraźnej propagandy do imprezy zorganizowanej w Toruniu przez Tadeusza Rydzyka z udziałem najwyższych przedstawicieli władz państwowych. Wszystko to idzie w parze ze stałym podsycaniem poczucia zagrożenia oraz nastrojów nietolerancji i ksenofobii. Z przykrością i zaniepokojeniem należy też odnotować dalsze ograniczanie wolności badań naukowych w IPN, przejęcie przez nowe władze instytutu całkowitej kontroli nad ważnym wydawnictwem historycznym "Pamięć i Sprawiedliwość", czystki personalne, daleko posuniętą wyrozumiałość dla antysemickich wypowiedzi pracowników tej instytucji, nie mówiąc już o jawnych próbach kwestionowania ustaleń śledztwa dotyczącego mordu w Jedwabnem. Wywołuje to w nas, badaczach Zagłady, głębokie zaniepokojenie.
Z oburzeniem odnotowujemy brutalny atak na prof. Jana Grabowskiego, jednego z członków redakcji, przeprowadzony latem tego roku przez Redutę Dobrego Imienia - Polską Ligę przeciw Zniesławieniom, która zarzuciła mu "szkalowanie Narodu Polskiego". Atak ten spotkał się z natychmiastową i solidarną reakcją polskich i zagranicznych historyków.
Wszystko to wydarzyło się w roku najważniejszej z naszego punktu widzenia 75. rocznicy rozpoczęcia przez nazistowskie Niemcy fizycznej eksterminacji Żydów polskich na ziemiach wcielonych do Rzeszy i w Generalnym Gubernatorstwie. Te ludobójcze działania stanowiły fragment "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej w Europie". Pod koniec 1941 i w ciągu 1942 r. powstały obozy zagłady w Chełmnie nad Nerem, Bełżcu, Sobiborze i Treblince, a obozy koncentracyjne w Auschwitz i na Majdanku stały się obozami zagłady. Tylko na terenie GG w komorach gazowych zamordowano przez rok około 1,3 mln żydowskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Masowe mordowanie polskich Żydów rozpoczęło się już wcześniej na obszarach przedwojennych województw wschodnich.
Oddajemy do rąk Czytelników trzynasty, mając nadzieję, że nie ostatni, numer pisma "Zagłada Żydów. Studia i Materiały". Tak jak w poprzednich, znalazło się w nim kilkadziesiąt tekstów: artykułów, materiałów źródłowych, omówień i recenzji autorstwa badaczy z kraju i zagranicy. Otwierające tom wprowadzenie przynosi zwięzłe kompendium wiedzy na temat akcji "Reinhardt". Wiele tekstów bezpośrednio lub pośrednio dotyczy okresu eksterminacji. W dziale "Studia" Grzegorz Rossoliński-Liebe pisze o nie dość ciągle znanej roli ukraińskiej policji w zagładzie Żydów w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. W ocenie autora wymordowanie Żydów bez współudziału tej formacji byłoby niemożliwe. W kolejnym tekście Christoph Dieckmann, najlepszy specjalista w tej dziedzinie, analizuje niemiecką politykę na Litwie w latach 1941-1944, a także udział w niej miejscowych kolaborantów. Trzy teksty w dziale "Warsztaty badawcze" dotyczą reakcji ofiar w obliczu prześladowań. Maria Ferenc Piotrowska pisze o nastrojach mieszkańców miast i miasteczek w GG w obliczu nadciągającej zagłady, Adam Sitarek o wiedzy mieszkańców getta łódzkiego na temat obozu w Chełmnie nad Nerem. Z kolei tekst Aleksandry Bańkowskiej traktuje o działaniach i funkcjonowaniu struktur Żydowskiej Samopomocy Społecznej w ostatniej fazie ich istnienia - już podczas trwania wysiedleń i deportacji. W dziale "Materiały" zamieszczamy, po raz pierwszy w wersji integralnej, pisany jesienią 1942 r. wstrząsający dziennik Stanisława Żemińskiego z Łukowa. W celu lepszego zrozumienia charakterystycznego dla PRL problemu ingerencji w materiały źródłowe autorka tego opracowania Alina Skibińska pozostawiła tekst w dwóch wersjach - oryginalnej, w przypisach zaś "zredagowanej". Zwracamy także uwagę na składane po wojnie zeznania kolejarzy pracujących na stacjach w okolicy obozów zagłady w GG, przygotowane przez Justynę Majewską. W dziale "Omówienia" zamieszczamy artykuł Stephana Lehnstaedta przybliżający najnowszą literaturę niemiecką poświęconą akcji "Reinhardt".
Druga ważna tegoroczna rocznica to 70-lecie Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie. Także temu wydarzeniu poświęcamy blok tekstów. Agnieszka Haska pisze o Centralnej Żydowskiej Komisji Historycznej istniejącej w latach 1944-1947, czeski historyk Stephan Stach o badaniach nad Zagładą prowadzonych w okresie stalinowskim, a Tadeusz Rutkowski o działaniach SB wobec instytutu w trudnych latach sześćdziesiątych. Cykl ten uzupełnia studium Gabriela Findera o ekspertyzach autorstwa wieloletniego dyrektora ŻIH Bernarda Marka powstałych na użytek śledztwa i procesu Jürgena Stroopa. Przypominamy także sylwetkę i dorobek Michała Borwicza kierującego Żydowską Komisją Historyczną w Krakowie, jednego z pionierów badań nad Zagładą w powojennej Polsce (Judith Lyon-Caen).
Spośród pozostałych tekstów szczególną uwagę Czytelników zwracamy na tekst Dionizjusza Czubali, który na podstawie własnych badań etnograficznych pisze o pamięci Zagłady na polskiej prowincji. Z kolei obszerny i dobrze udokumentowany artykuł Adama Puławskiego dotyczy słabo nadal rozpoznanej kwestii funkcjonowania urzędów powierniczych, a zwłaszcza problemu przejmowania mienia Żydów przez miejscową ludność.
Kilka tekstów tradycyjnie już poświęcono wystawom i sprawom muzealnym. Na pierwszy plan wybija się wnikliwe omówienie ekspozycji w Muzeum II Wojny Światowej przez często goszczącą na naszych łamach Nawojkę Cieślińską-Lobkowicz. Mimo że tekst był pisany w okresie, gdy wokół muzeum gęstniała atmosfera, nie jest to bynajmniej omówienie bezkrytyczne.
75. rocznica akcji "Reinhardt"
Akcja wysiedleńcza w Lublinie
W nocy z 16 na 17 marca 1942 r. o godzinie 22.00 getto w Lublinie zostało otoczone przez SS i formacje pomocnicze1. Na zaciemnionych ulicach włączono oświetlenie. Przedstawiciele Policji Bezpieczeństwa zakomunikowali zebranym pospiesznie członkom Judenratu decyzję o przesiedleniu większości mieszkańców, wyjąwszy posiadaczy wydanych tydzień wcześniej kart pracy. Mieli oni zostać przeniesieni do wydzielonej części getta. Pozostali mieli podlegać deportacji. Wszelkie próby uchylania się od wywózki miały być karane śmiercią. Z miejsca przystąpiono do realizacji tego planu. Oprawcy wdzierali się do mieszkań, wypędzając zdezorientowanych Żydów na ulice. Zastrzelono kilkadziesiąt osób, a 1500 zapędzono na rampę kolejową. Tam załadowano ich do podstawionych wagonów towarowych i wywieziono w kierunku wschodnim. Ten scenariusz powtarzał się przez kolejne dni. W ciągu dwóch tygodni wywieziono 18 tys. Żydów, około tysiąca, w większości chorych, starców, kobiety i dzieci, zabito na miejscu. Choć deportacji miały podlegać w pierwszej kolejności osoby zakwalifikowane jako "niezdolne do pracy", okazało się, że legitymowanie się właściwymi zaświadczeniami nie gwarantuje przetrwania. Wielu Żydów mimo wydawanych przez Judenrat obwieszczeń nakazujących stawianie się w punktach zbornych próbowało się ukrywać lub szukać ocalenia poza murami getta. 29 marca deportowano wraz z rodzinami połowę członków Judenratu, w tym przewodniczącego Henryka Bekkera, i wprowadzono nowe dokumenty mające chronić ich posiadaczy przed wysiedleniem. Do 14 kwietnia, kiedy akcję zakończono, wywieziono około 26 tys. mieszkańców getta, a 1500-2000 zamordowano na miejscu. Pozostałych 8 tys. przeniesiono do dzielnicy Majdan Tatarski, która miała się stać nowym gettem. Tam po kilku dniach dokonano selekcji; wszystkich bez właściwych dokumentów popędzono do lasu niedaleko wsi Krępiec i zastrzelono. W nowym getcie pozostało nieco ponad 3 tys. ludzi2. Pewna liczba Żydów zbiegła na prowincję i do Warszawy.
Wieści o wydarzeniach w Lublinie i kolejnych miejscowościach dystryktu lubelskiego wywoływały przerażenie wśród setek tysięcy zamkniętych w gettach polskich Żydów. Choć przez długi czas nie znano miejsca przeznaczenia transportów, domyślano się tragicznego losu czekającego deportowanych "na Wschód". Zastanawiano się, czy są to wydarzenia izolowane, czy początek nowej fali prześladowań Żydów, następującej po mordach na Litwie i w Galicji Wschodniej. Daleko lepiej poinformowani byli Polacy, nie tylko mieszkańcy obszarów objętych niemieckimi akcjami, lecz także redaktorzy i czytelnicy prasy konspiracyjnej. 16 kwietnia 1942 r. na łamach organu prasowego Komendy Głównej Armii Krajowej "Biuletyn Informacyjny" pojawił się materiał o trwających "akcjach likwidacyjnych" na Lubelszczyźnie, z informacją o wywiezieniu 25 tys. Żydów do obozów w Bełżcu i Trawnikach, gdzie wedle wiarygodnych relacji "odbywa się masowe mordowanie Żydów"3. Wkrótce podano kolejne szokujące doniesienia o sytuacji na okupowanych ziemiach polskich, w tym o utworzonych przez nazistów obozach zagłady w Chełmnie nad Nerem (w Kraju Warty) i w Bełżcu; uznano na tej podstawie, że realizowana jest zapowiedź Adolfa Hitlera ze stycznia 1939 r. całkowitej eksterminacji Żydów. 3 czerwca 1942 r., publikując bardziej dokładną informację o obozie w Bełżcu, stwierdzano: "mamy tu do czynienia z jedną z najstraszniejszych zbrodni niemieckich"4. Większość tych wiadomości zamieszczano na ostatnich stronach, pod koniec działu krajowego.
Akcja likwidacyjna w lubelskim getcie stała się wzorcem dla działań eksterminacyjnych w gettach na terenie całego Generalnego Gubernatorstwa. Te precyzyjnie zaplanowane i skoordynowane działania - prowadzone pod kryptonimowym określeniem Aktion [lub Einzatz] Reinhardt, nadanym jej na cześć zabitego przez czeski ruch oporu szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) Reinharda Heydricha - miały na celu wymordowanie Żydów z GG, wykorzystanie pracy najbardziej "produktywnych" spośród nich i zabór mienia. Od połowy marca 1942 do początku listopada 1943 r. "operacja" ta, stanowiąca część nazistowskiego "ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej w Europie", pochłonęła około 2 mln istnień ludzkich zamordowanych w gettach, masowych egzekucjach, obozach pracy, a przede wszystkim w trzech obozach zagłady - Bełżcu, Sobiborze, Treblince - oraz w obozie koncentracyjnym w Lublinie (Majdanek). Poza Żydami z GG w obozach akcji "Reinhardt" mordowano Żydów z okręgu białostockiego (Bezirk Bialystok), Komisariatu Rzeszy Wschód, obywateli Rzeszy i Austrii, krajów okupowanych (m.in. Protektoratu Czech i Moraw, Holandii, Francji) oraz sprzymierzonej z Trzecią Rzeszą Słowacji.
Piśmiennictwo
Mimo zasięgu i liczby ofiar wymordowanie Żydów polskich, gdyż to oni byli głównie ofiarami akcji "Reinhardt", pozostawało w historiografii daleko słabiej rozpoznane aniżeli eksterminacja Żydów w okupowanych krajach Europy Zachodniej i obóz zagłady Auschwitz-Birkenau5. Przez wiele lat jedyną monografią obozów zagłady akcji "Reinhardt" pozostawała praca izraelskiego historyka Yitzhaka Arada, napisana głównie na podstawie relacji żydowskich oraz dokumentacji powojennych śledztw i procesów sprawców w Republice Federalnej Niemiec6. W 2017 r. ukazały się dwa zwięzłe tomy, autorstwa Stephana Lehnstaedta, koncentrującego się na obozach i mechanizmie eksterminacji, i Dariusza Libionki z naciskiem położonym na szczegółowe opisanie przebiegu deportacji i ich kontekstu7. Przygotowanie tych prac nie byłoby możliwe bez badań prowadzonych w Europie, USA i Izraelu. Kilku historyków niemieckich i polsko-niemieckich (Dieter Pohl, Thomas Sandkühler, Bogdan Musiał, Jacek Andrzej Młynarczyk), publikujących od początku lat dziewięćdziesiątych XX w., zajmowało się rolą struktur SS i policji oraz administracji cywilnej na przykładzie poszczególnych dystryktów8, a także procesem decyzyjnym. Najnowszym opracowaniem tej ostatniej kwestii jest mistrzowska analiza amerykańskiego badacza Christophera Browninga Geneza ostatecznego rozwiązania z 2004 r.9 Raul Hilberg w swojej klasycznej pracy Sprawcy, ofiary, świadkowie przeszedł nad kierującym akcją "Reinhardt" dowódcą SS i policji w dystrykcie lubelskim Odilo Globocnikiem do porządku dziennego, stwierdzając tylko, że "organizował deportacje w podległym mu dystrykcie oraz w gettach warszawskim i białostockim, podlegały mu także obozy zagłady". Więcej miejsca poświęcił Friedrichowi Katzmannowi, dowódcy SS i policji w dystrykcie Galicja10. Ukazały się dotąd cztery biografie Globocnika, dowódcy SS i policji w dystrykcie lubelskim, lecz żadnej z nich nie napisał zawodowy historyk11. Nadal brakuje opracowania poświęconego sztabowi akcji "Reinhardt", zwłaszcza zaś jego szefowi Hermannowi Höflemu, który był odpowiednikiem Adolfa Eichmanna12. Istnieją natomiast gruntowne opracowanie autorstwa Sary Berger na temat esesmanów służących w obozach zagłady13, studia o formacjach pomocniczych14 oraz monografia poświęcona urzędnikom cywilnym szczebla powiatowego w GG15. Badacze izraelscy zajmowali się głównie perspektywą ofiar, eksterminacją w dystrykcie lubelskim (David Silberklang)16 oraz oporem Żydów, z powstaniem w getcie warszawskim na czele17, wykorzystując materiały konspiracji żydowskiej (Archiwum Ringelbluma, materiały Żydowskiego Komitetu Narodowego i Żydowskiej Organizacji Bojowej) oraz zgromadzone w różnych archiwach relacje ocalałych.
Jedną z głównych przyczyn słabego rozpoznania niektórych aspektów eksterminacji Żydów polskich są luki w materiale źródłowym. Nie zachowała się dokumentacja sztabu akcji "Reinhardt", z wyjątkiem raportu finansowego18, ani poszczególnych obozów zagłady, a dokumentacja obozu na Majdanku przetrwała w stanie szczątkowym. Istnieją natomiast dwa unikatowe zapisy: akcji eksterminacyjnej w getcie warszawskim - osławiony raport dowódcy SS i policji w dystrykcie warszawskim Jürgena Stroopa, zawierający dokumentację z ostatecznej likwidacji getta warszawskiego, oraz raport o eksterminacji Żydów w dystrykcie Galicja sygnowany przez wspomnianego Katzmanna19. Postać Stroopa znana jest przede wszystkim z książki zamkniętego z nim w 1949 r. w celi komunistycznego więzienia oficera Armii Krajowej Kazimierza Moczarskiego, lecz nie powinno się traktować tej pozycji w kategoriach źródła historycznego20. Nieco lepiej zachowane są dokumenty niemieckiej administracji cywilnej szczebla centralnego (rząd GG), a w niektórych przypadkach terenowego.
W powojennej Polsce wydano wiele podstawowych źródeł i opracowań dotyczących eksterminacji Żydów polskich (zarówno Żydowska Komisja Historyczna, przekształcona później w Żydowski Instytut Historyczny21, jak i Główna Komisja Badania Zbrodni Niemieckich [od 1949 r. Hitlerowskich] w Polsce). W latach pięćdziesiątych badacze ŻIH opublikowali wykorzystywane do dziś studia na temat polityki antyżydowskiej w poszczególnych dystryktach22. Powstała też monografia zagłady autorstwa Artura Eisenbacha, podejmująca w dużym zakresie zagadnienie eksterminacji polskich Żydów23. Rozkwit badań nastąpił jednak dopiero pod koniec XX w. Powstało wówczas wiele monografii gett, w których ważne miejsce zajmował okres eksterminacji24. W 2004 r. nakładem IPN ukazał się tom studiów na temat akcji "Reinhardt", będący pokłosiem międzynarodowej konferencji zorganizowanej przez instytut, w którym obok prac czołowych zagranicznych historyków zajmujących się tą tematyką znalazły się istotne teksty polskich badaczy na temat gett tranzytowych, wymordowaniu Żydów na Majdanku, deportacji do dystryktu lubelskiego czy wreszcie postaw ludności chrześcijańskiej wobec Zagłady25. W 2011 r. powstała naukowa monografia Roberta Kuwałka pierwszego obozu zagłady akcji "Reinhardt" w Bełżcu, przez dziesięciolecia prawie zupełnie zapomnianego26. Wydano też tom studiów poświęcony wielkiej egzekucji Żydów na Lubelszczyźnie, przeprowadzonej 3-4 listopada 1943 r. (operacja "Erntefest", Dożynki), która przez wielu badaczy uznawana jest za zakończenie akcji "Reinhardt". Zamieszczono w nim opracowania dotyczące obozów pracy na Lubelszczyźnie (obóz przy ul. Lipowej w Lublinie, obozy w Budzyniu i Trawnikach)27. Później na łamach "Zeszytów Majdanka" pojawił się pionierski artykuł Wojciecha Lenarczyka na temat obozu na Flugplatzu w Lublinie, który pełnił niezwykle istotną funkcję podczas akcji "Reinhardt", zarówno jako punkt, gdzie przekierowywano transporty i dokonywano selekcji, jak i miejsce, gdzie magazynowano majątek zagrabiony ofiarom28. Spośród innych opracowań należy wymienić wydaną w 2014 r. monografię Zagłady w dystrykcie krakowskim, który przez wiele dziesięcioleci był najsłabiej przez badaczy rozpoznany29. Z braku miejsca pomijamy tutaj charakterystykę prac dotyczących postaw Polaków wobec Zagłady, czy to konspiracji i rządu polskiego w Londynie30, Kościoła katolickiego, czy wreszcie postaw i zachowaniu się ludności chrześcijańskiej wobec próbujących przetrwać w Warszawie i na prowincji uciekinierów z gett i obozów31.
Decyzje, plany, organizacja masowego mordu
Szczególna rola w realizowaniu polityki eksterminacji Żydów polskich przypadła dystryktowi lubelskiemu. Znaczenie tego regionu wzrosło niebagatelnie po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej, gdy zdecydowano o przekształceniu tego obszaru w "bastion niemczyzny". Współautorem tego planu był dowódca SS i policji w dystrykcie lubelskim, pochodzący z Triestu brigadeführer SS Odilo Globocnik, zajmujący wobec przedstawicieli administracji cywilnej - w porównaniu z sytuacją w innych dystryktach - wyjątkowo silną pozycję. Wpływ na to miał niewątpliwie jego radykalizm w kwestiach narodowościowych. Źródłem konfliktu były również "sprawy żydowskie", które Globocnik starał się sobie podporządkować. 20 lipca 1941 r. został mianowany przez przebywającego w Lublinie Heinricha Himmlera pełnomocnikiem do utworzenia ośrodków SS i policji na terenach wschodnich. Bezpośrednim efektem tej wizyty było rozpoczęcie budowy obozu koncentracyjnego w Lublinie (w dzielnicy Majdanek) oraz rozbudowa infrastruktury SS i policji. Właśnie z tą nominacją wiąże się rola Globocnika w przygotowaniach do eksterminacji Żydów. 31 lipca Hermann Göring, oficjalny "pełnomocnik do uregulowania kwestii żydowskiej" (Beauftragte für die Regelung der Judenfrage) upoważnił Heydricha, by dokonał "wszystkich niezbędnych pod względem organizacyjnym, rzeczowym i materialnym przygotowań do całkowitego rozwiązania kwestii żydowskiej w niemieckiej strefie wpływów w Europie". Trudno stwierdzić, kiedy dokładnie zapadła decyzja podporządkowania mu całości sił przeznaczonych do przeprowadzenia eksterminacji Żydów. Wiadomo, że 13 października Himmler przyjął zabiegającego o spotkanie Globocnika, a także wyższego dowódcę SS i policji w GG Friedricha Wilhelma Krügera. Podczas dwugodzinnego spotkania, którego tematem była sprawa germanizacji Lubelszczyzny, Globocnik musiał również przedstawić jakieś projekty dotyczące "rozwiązania kwestii żydowskiej", wcześniej skonsultowane z Krügerem. I najpewniej otrzymał zgodę na przystąpienie do ich wdrażania32. Już we wrześniu pojawili się w Lublinie trzej funkcjonariusze z jednostki o kryptonimie "T4" (skrót od jej berlińskiej siedziby przy ul. Tiergartenstrasse 4), realizującej wstrzymany latem 1941 r., pod presją m.in. Kościołów chrześcijańskich, programu "eutanazji" osób psychicznie chorych. Funkcjonariusze ci zajęli się przygotowaniami do budowy ośrodka zagłady w Bełżcu. Najwyższy rangą funkcjonariusz "T4", Christian Wirth, przybył do Lublina później.
O zbliżającym się przełomie w traktowaniu Żydów musiała od razu zostać poinformowana administracja cywilna w GG. 17 października podczas konferencji cywilnych i policyjnych władz GG w Lublinie, w obecności generalnego gubernatora Hansa Franka, postanowiono, że Żydzi, z wyjątkiem "niezbędnych" rzemieślników, mają zostać "ewakuowani" z Lublina. Na początek tysiąc osób miało zostać "przerzuconych za Bug". Realizacją tych zadań miała się zająć Policja Bezpieczeństwa33. 20 stycznia 1942 r. w berlińskiej dzielnicy Wannsee odbyła się konferencja z udziałem czternastu wysokich rangą przedstawicieli administracji rządowej, Kancelarii Rzeszy, RSHA, Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa, na której Heydrich przedstawił plan uzgodnionej z Hitlerem "ewakuacji na Wschód", reprezentujący generalnego gubernatora Franka sekretarz stanu w rządzie GG Joseph Bühler domagał się rozpoczęcia "procesu oczyszczania" od Generalnego Gubernatorstwa, gdzie znajduje się dwuipółmilionowa rzesza Żydów "niezdolnych do pracy". Trwały już wówczas deportacje do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem34.
Logistyką zagłady dokonywanej w GG miał się zajmować podległy Globocnikowi "sztab". Na podstawie nielicznych zachowanych dokumentów można odtworzyć założenia całej operacji. Głównym celem było koordynowanie eksterminacji Żydów znajdujących się na terenie GG w ośrodkach zagłady wyposażonych w stacjonarne komory gazowe. Na opisanie tych działań używano specyficznego języka. Getta i dzielnice żydowskie miały być sukcesywnie "opróżniane" w ramach tzw. akcji wysiedleńczych (Aussiedlungskationen). Czasami w dokumentach pojawiają się określenia "akcja żydowska" - Judeneinsatz albo Judenaktion, a także termin "ewakuacja" - Evakuierung. Oznaczało to zebranie Żydów w miejscu koncentracji, poddanie ich selekcji i odtransportowanie na stację kolejową, skąd mieli zostać wywiezieni; większość do obozów zagłady. W języku sprawców stosowano, jak wspomnieliśmy, eufemizm "na Wschód". O czasowym pozostawieniu przy życiu miała decydować "zdolność do pracy" albo "przydatność". Wyselekcjonowani Żydzi mieli być albo pozostawiani w gettach, albo kierowani do obozów pracy. Inaczej niż dotychczas egzekucje jako działanie doraźne miały służyć terroryzowaniu judenratów oraz całych społeczności żydowskich. Na miejscu mieli być mordowani przede wszystkim "niezdolni do transportu" oraz wszyscy w jakikolwiek sposób opóźniający przebieg akcji wysiedleńczych. Deportacje miały się odbywać w obrębie poszczególnych dystryktów zgodnie ze szczegółowym harmonogramem opracowanym przez dowódców SS i policji w porozumieniu z niemieckimi władzami cywilnymi. Całość koordynował lubelski sztab. Plany te, w zależności od bieżącej sytuacji, ulegały modyfikacjom pod wpływem okoliczności zewnętrznych. Integralną częścią tego planu był zabór całego mienia ofiar. W sprawozdaniu przedstawionym Himmlerowi już po wykonaniu nałożonego na niego "zadania" Globocnik wyróżnił następujące części kierowanej przez siebie operacji: wysiedlenie, wykorzystanie siły roboczej, "zużytkowanie ruchomości" oraz "ujęcie wartości ukrytych i nieruchomości"35. Realizacja transportów leżała w gestii podporządkowanej Kolejom Niemieckim (Deutsche Reichsbahn) Generalnej Dyrekcji Kolei Wschodnich (Generaldirektion der Ostbahn, w skrócie Gedob) z siedzibą w Krakowie, która przejęła majątek Polskich Kolei Państwowych. Wiosną 1942 r. utworzono Gruppe Sonderzüge (sekcja pociągi specjalne), która miał za zadanie ustalanie trasy przejazdów "pociągów specjalnych" na terenie GG oraz synchronizowane ich ruchu z rozkładami jazdy, w szczególności z ruchem transportów wojskowych.
W skład sztabu "przesiedleńczego" weszła część austriackich podkomendnych Globocnika. Szczególną rolę wśród nich odgrywał pochodzący z Salzburga hauptsturmführer SS Hermann Höfle (1911-1962). Na początku wojny niemiecko-sowieckiej był jednym z oficerów oddelegowanych do "działań specjalnych" na zapleczu frontu. Jako szef sztabu akcji "Reinhardt" (Leiter der Hauptabteilung Aktion Reinhardt) zajmował się koordynacją działań dowódców SS i policji, niemieckich władz cywilnych i Ostbahn. Niekiedy brał bezpośredni udział w kierowaniu akcjami deportacyjnymi. Ważną rolę w lubelskim sztabie "przesiedleńczym" odgrywali również sturmbannführer SS Georg Wippern i hauptsturmbannführer SS Georg Michalsen (Michalczyk). Pochodzący z Dolnej Saksonii Wippern (1909-1993), stojący na czele SS-Standortverwaltung (Administracja Garnizonu SS) w Lublinie, był odpowiedzialny za przejmowanie własności żydowskiej, a równocześnie aprowizację jednostek biorących udział w działaniach eksterminacyjnych. Michalsen (1906-?) służbę w GG, podobnie jak Höfle, zaczynał jako lokalny dowódca Selbstschutzu. W Lublinie przebywał od połowy 1940 r. Rok później został odkomenderowany na Wschód w ramach poszukiwania miejsc pod tworzenie zaplecza dla SS. Brał udział w masowych rozstrzeliwaniach Żydów na Łotwie. Do sztabu dołączył w kwietniu 1942 r. Nie można też pominąć obersturmbannführera SS Hermanna Worthoffa (1910-?), który zanim został nadzorcą lubelskiego getta, brał udział w akcjach eksterminacyjnych w Pińsku w składzie komanda wysłanego z Lubelszczyzny. Do planowania działań antyżydowskich włączono w sumie 42 funkcjonariuszy SS z SS-Mannschaftshaus (Dom Esesmana). Docelowo pod rozkazami Globocnika w eksterminacji Żydów uczestniczyło 153 esesmanów i policjantów z dystryktu lubelskiego. Kolejnych 205 pochodziło z innych jednostek36.
Kluczowe miejsce w realizacji programu eksterminacji Żydów w GG przypadło podlegającemu Kancelarii Hitlera personelowi akcji "T4". Najbardziej złowrogą rolę miał odegrać komisarz kryminalny Christian Wirth (1885-1944). Jak wielu innych nazistów był żołnierzem frontowym, został odznaczony Krzyżem Żelaznym. Od 1919 do 1939 r. pracował w Kripo w Stuttgarcie. Był zatrudniony w ośrodkach "eutanazji" w Brandenburgu i Grafeneck, by z czasem awansować na "inspektora" wszystkich ośrodków "T4". Łącznie w latach 1942-1943 w akcji "Reihnardt" uczestniczyło 94 funkcjonariuszy "T4". Przybywając do GG, otrzymywali stopnie i mundury Waffen SS, formalnie jednak podlegali nie Globocnikowi, lecz swej centrali w Berlinie. Wszyscy trafiali wyłącznie do obozów zagłady37. Ogółem w najściślejszym zespole zajmującym się eksterminacją Żydów na terenie GG znajdowało się 450 Niemców i Austriaków38. Wszyscy funkcjonariusze uczestniczący w akcji "Reinhardt" byli zobowiązani do nieudzielania jakichkolwiek informacji na temat jej przebiegu osobom postronnym oraz przestrzegania zakazu fotografowania w obozach Einsatz Reinhardt. Przesiedlenia Żydów miały stanowić "tajną sprawę państwową"39. Obawiano się, że podobnie jak to się stało w wypadku "eutanazji", przedostanie się wiedzy na ten temat do opinii publicznej mogłoby skomplikować prowadzenie działań.
Niezwykle ważną rolę w eksterminacji Żydów na obszarze GG miały odegrać oddziały pomocnicze SS-Wachmannschaften złożone z przeszkolonych w specjalnym obozie szkoleniowym w miejscowości Trawniki, położonej 20 km od Lublina, byłych jeńców Armii Czerwonej. Stąd ich określenie - Trawniki-Männer (ludzie z Trawnik) lub "ochotnicy" (Hilswillige, w skrócie hiwisi). Szkolenie prowadzone pod kierunkiem niemieckich oficerów i podoficerów trwało kilka miesięcy. Po jego ukończeniu ludzi tych w stopniu wachmana kierowano do odpowiednich jednostek policji lub tworzono z nich załogi obozów zagłady i niektórych obozów koncentracyjnych. Nazywa się ich niekiedy "żołnierzami ostatecznego rozwiązania w GG"40.
PIERWSZA FAZA AKCJI "REINHARDT"
16 marca - 14 kwietnia 1942 r.
Wysiedlenia z Lublina i dystryktu lubelskiego
Kilka dni po rozpoczęciu wywózek z getta lubelskiego rozpoczęła się zagłada pierwszych skupisk żydowskich w powiatach lubelskim, krasnostawskim, zamojskim i janowskim. Komanda "wysiedleńcze" pojawiły się 23 marca w Piaskach (druga akcja została przeprowadzona 7 kwietnia), a następnego dnia w Izbicy. Obie miejscowości były przez sztab akcji "Reinhardt" przewidziane jako getta tranzytowe. Żydzi spędzani na rynek, pozbawieni wody i jedzenia, musieli nieraz czekać przez wiele godzin. W tym czasie przeszukiwano teren i wszystkich złapanych mordowano na miejscu. Po przybyciu pociągu pod eskortą żandarmów i policjantów granatowych ofiary pędzono na miejsce koncentracji lub wprost na stację kolejową. Żydów ładowano do wagonów i wysyłano do Bełżca.
11 kwietnia Niemcy otoczyli getto w Zamościu i zakomunikowali Radzie Żydowskiej decyzję o przesiedleniu 2500 "elementów nieproduktywnych". Kilka dni po Zamościu przeprowadzono pierwszą akcję wysiedleńczą w kolejnym dużym skupisku żydowskim w dystrykcie lubelskim, w Kraśniku, skąd wywieziono 2500 osób. Mieszkańcy miejscowości, w których przeprowadzano akcje deportacyjne, podobnie jak w Lublinie nie byli świadomi losu wywiezionych.
Deportacje Żydów spoza GG
W pierwszych miesiącach eksterminacji do Lublina trafiały również transporty z Terezina, Rzeszy i ze Słowacji. Pierwsze dwa tysiącosobowe transporty z Terezina (Theresienstadt) przybyły do Lublina 11 i 17 marca. Z kolei 13 marca dotarł pierwszy pociąg z Rzeszy. Wszystkich Żydów skierowano do Izbicy w powiecie krasnostawskim. Kolejny transport z Rzeszy dotarł do Izbicy już po pierwszym wysiedleniu, 19 marca. Do końca kwietnia skierowano na Lubelszczyznę jeszcze 6 tys. Żydów z Terezina. Rozlokowano ich tym razem poza Izbicą w gettach tranzytowych w Piaskach, Rejowcu oraz w getcie w Zamościu. Wśród przywiezionych było wiele kobiet, dzieci i osób starszych. Zetknięcie z miejscowymi realiami stanowiło dla nich trudny do wyobrażenia szok.
Równocześnie napływały transporty z Mainz (Moguncja), Worms (Wormacja), Darmstadt, Würzburga, Fürth, Norymbergii, Aachen (Akwizgran), Koblencji, Kassel, Berlina, Monachium, Breslau (Wrocław) i innych miast Rzeszy. Wszędzie scenariusz był dość podobny. Gminy żydowskie zobowiązane były do sporządzania list osób przeznaczonych do wysiedlenia, w wypadku osób uprzywilejowanych - do getta Theresienstadt, w innych przypadkach - gdzieś "na Wschód". Deportowani musieli przed wyruszeniem w drogę opłacić wszelkie zaległości administracyjne, zarejestrować pozostawiony majątek, oddać klucze do mieszkań i dokumenty. Nad całością akcji czuwało Gestapo, mając do pomocy funkcjonariuszy Policji Porządkowej, którzy przeprowadzali obławy i pilnowali Żydów w punktach koncentracji, a także eskortowali "pociągi specjalne"41. Od końca marca 1942 r. zaczęły napływać do Lublina transporty ze Słowacji rządzonej przez prezydenta Jozefa Tiso i premiera Vojtecha Tukę.
Akcja wysiedleńcza ze Lwowa i z dystryktu Galicja
Deportacje Żydów galicyjskich rozpoczęły się dokładnie w tym samym czasie co w Lublinie. Nadzorował je sztab dowódcy SS i policji brigadeführera SS Fritza Katzmanna. Do połowy kwietnia, kiedy wysiedlania przerwano, do oddalonego o niespełna 100 km Bełżca wysłano około 15 tys. osób. W przeciwieństwie do Lublina nie przeprowadzano egzekucji na miejscu. Kolejną akcję przeprowadzono 26 czerwca. W ciągu dwunastogodzinnej obławy policyjne Vernichtungskommando schwytało ponad 6 tys. Żydów, w większości kobiet, starców i dzieci, którzy zostali następnie zamordowani na terenie obozu pracy przy ul. Janowskiej. Wydarzenia te nazwano później akcją błyskawiczną (Blitz Aktion).
Równocześnie z pierwszymi wysiedleniami ze Lwowa rozpoczęły się deportacje w kilku powiatach dystryktu Galicja. Jeden z pierwszych transportów wyjechał z Żółkwi, potem przyszła kolej na Rawę Ruską, leżącą tuż przy granicy z dystryktem lubelskim. Wkrótce rozpoczęto wywózki z Drohobycza, Stanisławowa i Kołomyi42. W niektórych miejscowościach pozostawiano osoby zatrudnione w niemieckich przedsiębiorstwach. Wysiedleniom towarzyszyły tym razem masowe rozstrzeliwania. Wbrew sugestiom władz cywilnych i niektórych przedstawicieli armii, wskazujących na sprzeczność tych działań z interesami gospodarczymi Rzeszy, mordowano również więźniów obozów pracy przymusowej.
Obóz zagłady w Bełżcu
Budowę obozu w Bełżcu w powiecie tomaszowskim rozpoczęto na początku listopada 1941 r.43 O takiej lokalizacji zadecydowało dogodne położenie na styku trzech dystryktów oraz dobre skomunikowanie. Bełżec, zamieszkany przez nieco ponad 1800 mieszkańców, leżał przy linii kolejowej łączącej Warszawę i Lublin ze Lwowem. Projekt obozu opracował pochodzący ze Śląska hauptsturmführer SS Richard Thomalla z Centralnego Zarządu Budowlanego SS i Policji w Lublinie. 22 grudnia 1941 r. do Bełżca przybył wspomniany już Christian Wirth wraz z grupą funkcjonariuszy "T4", a niedługo później skierowano tam z Trawnik grupę 70 hiwisów. Wykorzystując doświadczenia zdobyte podczas akcji "eutanazja", Wirth rozpoczął przygotowywanie infrastruktury masowego zabijania przy użyciu gazu. Ofiarą jego "eksperymentów" jako pierwsi padli Żydzi zatrudnieni przy budowie. Ostatecznie Wirth zdecydował o wykorzystaniu dwutlenku węgla emitowanego przez silnik spalinowy, który umieszczono w przybudówce komory gazowej. W komorze gazowej można było jednorazowo zamordować około 450 ofiar. Kompleks obozowy zajmował zaledwie nieco ponad 7 ha otoczonych ogrodzeniem z drutu kolczastego. Na rogach zbudowano wieże strażnicze. Obóz składał się z dwóch części. W tzw. obozie dolnym mieściła się część administracyjna (rampa kolejowa, pomieszczenia gospodarcze, kuchnie, baraki dla więźniów). "Obóz górny" tworzył całkowicie izolowany sektor, w którym znajdowały się budynek z komorami gazowymi i rowy mające służyć za masowe groby. Później dobudowano pomieszczenia dla zatrudnionych w tym miejscu więźniów. Mieszkania dla komendanta i załogi urządzono poza obozem.
Przybywające na bełżecką stację transporty dzielono na części liczące po 20 wagonów, które przetaczano kolejno na rampę obozową. Ofiary do końca nie wiedziały, gdzie się znajdują i jaki czeka je los. Mężczyzn oddzielano od kobiet i jako pierwszych kierowano specjalnym korytarzem, nazywanym przez załogę śluzą (die Schleuse), do zamkniętej części obozu. Tam wprowadzano ich do dużych pomieszczeń przypominających łaźnie. Żydzi nie mieli pojęcia, że znajdują się w komorze gazowej, z której nie ma wyjścia. Po zamknięciu drzwi jeden z wartowników włączał silnik, a spaliny przedostawały się do hermetycznego pomieszczenia. Śmierć następowała po kilkunastu minutach. Więźniowie należący do specjalnego komanda wyciągali zwłoki i przenosili do masowego grobu. Następnie procedurę powtarzano, aż do uśmiercenia wszystkich przybyłych. Tych, którzy nie byli w stanie poruszać się o własnych siłach, przenoszono w okolice masowych grobów i rozstrzeliwano.
W pierwszym miesiącu funkcjonowania obozu zamordowano ponad 66 tys. Żydów. W połowie kwietnia obóz na pewien czas z niejasnych powodów został zamknięty, a część załogi go opuściła. Mogło to mieć związek z uruchamianiem kolejnego obozu zagłady44.
Maj - czerwiec 1942 r.
Obóz zagłady w Sobiborze i kolejne deportacje z Lubelszczyzny
Drugi obóz zagłady zlokalizowano w pobliżu niewielkiej wsi Sobibór, oddalonej o kilkanaście kilometrów od Włodawy. O takim wyborze zadecydowało słabe zaludnienie tego zalesionego obszaru, a przede wszystkim lokalizacja przy linii kolejowej Lublin-Chełm-Włodawa45. Najprawdopodobniej prace budowlane rozpoczęto w marcu 1942 r., równocześnie z pierwszymi wywózkami do Bełżca46. Wiadomo, że nadzorował je budowniczy Bełżca hauptsturmführer SS Richard Thomalla. Na potrzeby powstającej infrastruktury obozowej zaadaptowano istniejące budynki oraz rampę kolejową. Niebawem przybył do Lublina pochodzący z Austrii obersturmführer SS Franz Stangl (1908-1971), funkcjonariusz policji i uczestnik akcji "eutanazji" w ośrodku w Hartheim. Wraz z nim przyjechało 20 funkcjonariuszy "T4". Pod jego nadzorem zakończono prace budowlane47.
Obóz w Sobiborze był znacznie rozleglejszy niż w Bełżcu. Początkowo zajmował teren o powierzchni 12 ha, a później został znacznie powiększony. Ogrodzono go zasiekami z drutu kolczastego i zamaskowano gałęziami oraz wzniesiono cztery wieże strażnicze. Obóz składał się z kilku stref. Część administracyjna dzieliła się na przedpole (Vorlager), gdzie znajdowała się rampa kolejowa, mieszkania dla Niemców i baraki wartowników, oraz Obóz I, gdzie zlokalizowano kuchnie, warsztaty i baraki dla więźniów żydowskich. W Obozie II postawiono budynki mające służyć jako rozbieralnie, sortownie i magazyny. Stamtąd 150-metrowy korytarz, nazywany przez załogę Schlauch, prowadził do odizolowanej części eksterminacyjnej (Obozu III). Trzy komory zainstalowano w murowanym, a nie tak jak w Bełżcu drewnianym, budynku. W skład załogi wchodziło kilkunastu esesmanów i 100-120 hiwisów. Pierwszymi ofiarami zamordowanymi w Sobiborze byli Żydzi z Rejowca, Włodawy i okolic, których zatrudniano przy budowie obozu, oraz 250 osób z pobliskiego obozu pracy w Krychowie.
Deportacje do Sobiboru rozpoczęły się w maju 1942 r. i objęły sześć powiatów dystryktu lubelskiego: zamojski i krasnostawski, skąd już wcześniej odchodziły transporty do Bełżca, oraz puławski, chełmski, a wreszcie hrubieszowski i bielski. Wysiedleniami obejmowano więc już nie pojedyncze miejscowości, lecz całe powiaty48. Do Sobiboru trafiali Żydzi z Opola Lubelskiego, Dęblina, Ryk, Końskowoli i mniejszych miejscowości. 12 maja rozpoczęły się deportacje z powiatu krasnostawskiego. Po fali wysiedleń na terenie całego powiatu pozostało tylko 8000 Żydów, w tym 3500 przesiedleńców z Protektoratu Czech i Moraw, znajdujących się głównie w Izbicy. Połowa miejscowości była już judenrein (uwolniona od Żydów). Wywożono też Żydów z Włodawy. Pierwsze deportacje w powiecie chełmskim rozpoczęły się 18 maja (z Siedliszcza). Z Chełma wywieziono ponad 4 tys. osób, w dużej części byli to osadzeni tam wcześniej Żydzi słowaccy.
Oprócz Żydów polskich do Sobiboru kierowano transporty z Żydami pochodzącymi z Rzeszy, Protektoratu i Słowacji. Byli to zarówno ci, których wcześniej osadzono w gettach tranzytowych na przestrzeni marca i kwietnia 1942 r., jak i ofiary przywożone w kolejnych transportach. Procedura mordu w Sobiborze była taka sama jak w Bełżcu. Od początku maja do połowy czerwca zamordowano w Sobiborze przynajmniej 64 tys. Żydów49.
Wysiedlenia z Krakowa i okolicy
Pod koniec maja 1942 r. rozpoczęto wysiedlenia w dystrykcie krakowskim. Organizowaniem deportacji do otwartego ponownie obozu w Bełżcu zajmowały się struktury policyjne kierowane przez dowódcę SS i policji oberführera SS Juliana Schernera (1895-1945) i jego szefa sztabu Martina Fellenza (1909-2007). Wysiedleniami z Krakowa kierował referent do spraw żydowskich Wilhelm Kunde. Deportacje, rzekomo do obozów pracy na Ukrainie, rozpoczęły się 1 czerwca. Pierwszą grupę ofiar prowadzono na plac Zgody, a stamtąd wywieziono na stację kolejową w Prokocimiu, skąd wyjechały transportem do obozu w Bełżcu. 3 i 4 czerwca przeprowadzono drugą akcję. Trzeci transport odszedł 8 czerwca. Łączna liczba wywiezionych z Krakowa wahała się od 5 do 7 tys. W zmniejszonym getcie pozostawiono 12 tys. Żydów z wymaganymi zaświadczeniami o zatrudnieniu.
10 czerwca rozpoczęły się deportacje z Tarnowa, zamieszkanego przez 40 tys. Żydów. W trzech transportach wywieziono do Bełżca około 10 tys. Żydów. Działania policji były niezwykle brutalne. Kilka tysięcy, w większości starców, kobiety i dzieci, zostało zastrzelonych na cmentarzu żydowskim i w pobliskim lesie. Władze cywilne wydały zarządzenie o utworzeniu dzielnicy żydowskiej. Były to ostatnie deportacje do obozu zagłady w Bełżcu.
W połowie czerwca 1942 r. ruch kolejowy do Bełżca i Sobiboru wstrzymano, konieczne było bowiem zapewnienie priorytetu transportom z zaopatrzeniem na front, gdzie rozpoczęła się ofensywa Wehrmachtu.
DRUGA FAZA AKCJI "REINHARDT"
Lipiec-październik 1942 r.
Obóz zagłady w Treblince
Trzeci obóz zagłady "akcji Reinhardt" umiejscowiono w gminie Kosów Lacki w powiecie sokołowskim, w odległości 4 km od stacji Treblinka, leżącej na trasie kolejowej Warszawa-Białystok50. Miejsce to jest oddalone mniej więcej 100 km od Warszawy. Jesienią 1941 r. w tej odludnej okolicy powstał obóz pracy Żydów i Polaków podlegający gubernatorowi dystryktu warszawskiego dr. Ludwigowi Fischerowi. Przebywało w nim około tysiąca więźniów, którzy pracowali w żwirowni i na stacji kolejowej w Małkini. Później określano to miejsce jako Treblinka I51. Do prac przy budowie obozu zagłady, które rozpoczęły się najpewniej z początkiem czerwca, zatrudniono grupę Żydów z Węgrowa i Stoczka oraz Polaków przetrzymywanych w obozie pracy. Prace nadzorował Thomalla. Obóz miał kształt czworoboku o wymiarach 600 na 400 m. Podzielony był na trzy części: administracyjno-gospodarczą (Wohnlager); obszar, gdzie odbywało się przyjmowanie transportów (Auffanglager); oraz całkowicie odizolowane miejsce masowej eksterminacji (Totenlager). Wzniesiono tam murowany budynek z trzema komorami gazowymi mogącymi pomieścić jednocześnie 600 ofiar i wykopano masowe groby. Cały teren po doprowadzeniu do niego toru kolejowego został ogrodzony i zamaskowany. Później w celu lepszego kamuflażu postawiono zabudowania mające imitować dworzec kolejowy. Na komendanta został wyznaczony dr Irmfried Eberl (1910-1948), austriacki lekarz, dyrektor ośrodków "T4" w Brandenburgu i Bernburgu. Załogę stanowiło 30-40 esesmanów oraz ponad stu wachmanów z Trawnik. Niektórzy z nich mieli już doświadczenie w masowych mordach Żydów.
Wielka akcja deportacyjna w getcie warszawskim
15 lipca przybyła do Warszawy grupa lubelskich esesmanów pod dowództwem Höflego i Michalsena. W miejscowych strukturach policyjnych utworzono 20-osobowy sztab "wysiedleńczy", kierowany przez Karla Georga Brandta i Gerharda Mendego z warszawskiego Gestapo. W środę 22 lipca na zwołanym o godz. 10 rano posiedzeniu Hermann Höfle podyktował Radzie Żydowskiej szczegółowe wytyczne i rozporządzenia. Spośród przeznaczonych do wywiezienia wyłączono osoby zatrudnione w niemieckich przedsiębiorstwach, personel medyczny, pracowników Judenratu, funkcjonariuszy SP oraz członków ich rodzin. Następnego dnia prezes Judenratu Adam Czerniaków popełnił samobójstwo. Następcą Czerniakowa został jego dotychczasowy zastępca Marek Lichtenbaum, który wykonywał to, czego od niego zażądano.
Miejscem koncentracji był plac przeładunkowy (Umschlagplatz) leżący w sąsiedztwie Dworca Gdańskiego, przylegający do ulic Stawki, Niskiej i Zamenhofa, służący dotąd jako punkt przewozu towarów między gettem a "aryjską" Warszawą. Od pierwszych dni deportacji chorych i osoby starsze rozstrzeliwano na cmentarzu żydowskim. Tempo wysiedleń było przerażające. Do końca miesiąca wywieziono prawie 65 tys. mieszkańców getta. Młodych mężczyzn kierowano do obozu przejściowego (Dulag), skąd wysyłano ich do różnych obozów pracy.
Przez pierwsze dni akcji wysiedleńczej w Warszawie policja niemiecka pozostawała na uboczu, posługiwano się prawie wyłącznie Służbą Porządkową. Gdy okazało się, że coraz trudniej zebrać potrzebny kontyngent, sprawcy zmienili taktykę. SS i formacje pomocnicze, bataliony łotewskie i hiwisi rozpoczęły blokady wybranych kwartałów, z których zabierano wszystkich, którzy nie mieli zaświadczenia o zatrudnieniu. Próbujących się ukryć rozstrzeliwano na miejscu. Od początku sierpnia tempo akcji wysiedleńczej wzrosło. Codziennie kierowano na Umschlagplatz przynajmniej 10 tys. ludzi. Na początku sierpnia policjantom żydowskim nakazano przyprowadzenie na Umschlagplatz pięciu osób, grożąc represjami wobec członków ich rodzin. W tych warunkach niektórzy policjanci porzucali służbę, nie chcąc odgrywać nakazanej im roli.
Ostatnia faza akcji wysiedleńczej rozpoczęła się w niedzielę 6 września. Każda działająca w getcie firma niemiecka otrzymała wytyczne dotyczące limitu przysługujących jej pracowników. Łącznie w getcie miało pozostać 32 tys. Żydów. Tyle "numerków na życie" było do rozdysponowania. Pozostali mieli zostać wywiezieni. Wszystkim mieszkańcom getta nakazano stawienie się o godz. 10 w kwadracie ulic Gęsia, Smocza, Niska i Zamenhofa w celu dokonania "rejestracji". W czasie tych makabrycznych wydarzeń trwających pięć dni, nazwanych później kotłem, zamordowano 2648 osób, a do Treblinki wywieziono ponad 54 tys. Ostatnim dniem wielkiej akcji był 21 września. Tego dnia, w którym wypadało święto Jom Kipur, dokonano ostatecznej selekcji. Zredukowano liczebność policji żydowskiej z 2400 do 380 funkcjonariuszy.
Według źródeł niemieckich wywieziono 253 742 Żydów. Według szacunków żydowskich liczba wywiezionych sięgała 300 tys. Nieco ponad 11 tys. trafiło do obozów pracy, pozostali do Treblinki.
W przerwie akcji w Warszawie Vernichtungskommando dowodzone przez Brandta dokonało wysiedlenia 7 tys. Żydów z Otwocka (19 sierpnia), 5 tys. z Falenicy (20 sierpnia), 1,5 tys. z Rembertowa i 5 tys. z Mińska Mazowieckiego (21-22 sierpnia). Po wydaniu poleceń judenratom zdezorientowanych i przerażonych Żydów wypędzano na ulice, brutalnie łamiąc wszelki opór. Po selekcji ofiary wyprowadzano w kierunku stacji kolejowej, zabijając część z nich po drodze lub już po dotarciu na miejsce.
Miesiąc później, w święto Jom Kipur, równolegle z ostatnią fazą wysiedleń z getta warszawskiego, przeprowadzono akcję likwidacyjną na terenie powiatu sokołowskiego. Ze względu na bliskość Treblinki mieszkańcy nie mieli wątpliwości, jaki los ich czeka. Z Sokołowa Podlaskiego wywieziono 6 tys., pozostawiając przy życiu około 200 osób w celu "zabezpieczenia majątku". W tym samym czasie trwała akcja w getcie w Węgrowie. Policjanci i żandarmi wkraczali do domów i wyganiali Żydów na ulice. W wyszukiwaniu Żydów ochoczo wzięła udział część polskich sąsiadów, wśród nich młodzież i strażacy. Ofiary ładowano na ciężarówki i furmanki lub gnano w kierunku odległego o 17 km Sokołowa. Łapanki i przeszukiwania terenu trwały kilka dni. Wyłapanych Żydów prowadzono na rynek. Później byli zabijani na cmentarzu. Podobnie jak w innych miasteczkach, na porządku dziennym były rabunki ledwie opuszczonych domów. Z leżących na rynku trupów zdzierano ubrania w nadziei na znalezienie pieniędzy i kosztowności. Trzecim "zlikwidowanym" tego dnia skupiskiem żydowskim był Stoczek Węgrowski. Ofiary pędzono do Sokołowa Podlaskiego, gdzie dołączono ich do transportów odchodzących do Treblinki.
Początek deportacji z dystryktu radomskiego
Bezpośrednio odpowiedzialny za deportacje z dystryktu radomskiego był pochodzący z Kłajpedy dowódca SS i policji dystryktu radomskiego standartenführer SS dr Herbert Böttcher (1907-1950). 1 sierpnia przybył do Radomia oficer sztabu Globocnika Wilhelm Blum, by zająć się koordynowaniem planowanych działań. Utworzono też specjalną jednostkę dowodzoną przez hauptsturmführera SS Adolfa Feuchta (1909-1945), która miała stanowić trzon sił do przeprowadzania akcji likwidacyjnych. W jej skład weszła 140-osobowa kompania "ludzi z Trawnik". Tak samo jak w innych dystryktach, do przeprowadzenia poszczególnych akcji angażowano placówki Policji Bezpieczeństwa, Schupo, żandarmerii, posterunki policji granatowej i oczywiście ogniwa administracji cywilnej.
Latem 1942 r. w dystrykcie radomskim znajdowało się 360-400 tys. Żydów52. Deportacje rozpoczęły się od Radomia. W nocy z 4 na 5 sierpnia przeprowadzono likwidację "małego getta" w dzielnicy Glinice, w którym przebywali głównie "niezdolni do pracy". Po selekcji wtłoczono do wagonów około 8 tys. Żydów, około tysiąca zaś pozostawiono na miejscu. Całością akcji, podczas której zamordowano kilkadziesiąt osób, dowodził Blum. 17 sierpnia rozpoczęła się akcja wysiedleńcza w "dużym getcie". Zapędzono do wagonów około 10 tys. Żydów. Następnego dnia wywieziono kolejne 8 tys. Kilkuset starych i chorych zamordowano. Około 3 tys. mężczyzn skoszarowano, a następne skierowano do obozów pracy przymusowej na terenie miasta. Część porządkowała teren getta i zakopywała ciała zamordowanych. Z opuszczonych domów wynoszono meble i rzeczy wartościowe. W opustoszałym getcie błąkało się wiele dzieci. Niektóre przyprowadzono z dzielnicy "aryjskiej". Esesmani zebrali je w jednym miejscu i zamordowali53.
W okresie od 20 do 24 sierpnia w jeszcze brutalniejszy sposób wysiedlono większość Żydów kieleckich. W akcji brało udział 70 funkcjonariuszy Policji Bezpieczeństwa, 150 Policji Porządkowej i około 100 wachmanów z Trawnik. Siły te uzupełniały setka policjantów granatowych i policja żydowska. Żydów wywlekano z domów i kierowano na miejsce selekcji. Od początku zapanowała orgia przemocy. Ciała zabitych rewidowano, odzierano z ubrań i przewożono na cmentarz. Pierwszego dnia wywieziono do Treblinki 5 tys. osób. Drugiego dnia rozstrzelano wszystkie dzieci i chorych ze szpitala. 24 sierpnia nastąpiła ostatnia akcja. Do Treblinki trafiło około 15 tys. Żydów, a 2 tys. zamordowano na miejscu. Około 2 tys. zatrudnionych w przemyśle wojennym w mieście i okolicach pozostawiono przy życiu54. Przynajmniej kilkuset uciekło. Największe getto w dystrykcie radomskim, w Częstochowie, "likwidowano" od 22 września do 5 października. Już pierwszego dnia akcji, kierowanej przez kpt. Paula Degenhardta z Policji Porządkowej, zastrzelono 1500 Żydów. W sześciu transportach wywieziono około 33 tys. osób. Wszystkich ukrywających się mordowano na miejscu. Wywózki nie obejmowały początkowo rzemieślników pracujących na rzecz wojska i policji, których w przededniu akcji skoszarowano.
Równocześnie trwała eksterminacja na prowincji. We wrześniu Policja Bezpieczeństwa prowadziła wysiedlenia w powiatach jędrzejowskim, kieleckim i radomskim. Wszędzie ofiary koncentrowano w punktach leżących przy liniach kolejowych. W Sandomierzu akcja rozpoczęła się rankiem 28 października. W drugiej połowie października wysiedlano Żydów z gett powiatu opatowskiego. Dzielnice żydowskie, po "zabezpieczeniu" przez Niemców własności pozostawionej przez deportowanych, były zasiedlane przez polską ludność. Polaków przyłapanych na plądrowaniu gett aresztowano i stawiano przed sądami specjalnymi. Mieszkania były przydzielane przez zarządy miejskie. Rzeczy pozostałe po Żydach znajdowały licznych nabywców.
W ciągu czterech miesięcy wysiedlono do Treblinki ponad 300 tys. Żydów, około 10 tys. zamordowano podczas wysiedleń z miast i miasteczek dystryktu radomskiego. Liczba pozostałych przy życiu wahała się do 25 do 30 tys.55 Przebywali oni w obozach utworzonych na terenie dawnych dzielnic żydowskich, w których Żydzi pracowali w warsztatach i zakładach produkcyjnych (w Radomiu, Kielcach, Ostrowcu Świętokrzyskim, Częstochowie) oraz w gettach szczątkowych. Równocześnie zaczęto zatrudniać Żydów w fabrykach zbrojeniowych, należących m.in. do koncernu HASAG, który przejął polskie fabryki broni. Największe przedsiębiorstwa znajdowały się w Skarżysku-Kamiennej. Od sierpnia do listopada 1942 r. skierowano tam 8350 Żydów z kilkunastu likwidowanych gett, najwięcej z Opatowa (1200) i Stopnicy (1500), z innych przysyłano od stu do kilkuset.
Podobnie jak w innych dystryktach, w dystrykcie radomskim tysiące Żydów uciekało z gett podczas akcji wysiedleńczych i starało się przetrwać w okolicy56. Część złapano, część po jakimś czasie powracała do istniejących jeszcze gett szczątkowych. Inni trwali w ukryciu.
Fabryka śmierci w Treblince
Pierwszy transport z getta warszawskiego przybył na stację Treblinka 23 lipca. Pociąg dzielono na części liczące po 20 wagonów, które po pewnym czasie wracały puste57. W pierwszych dniach codziennie mordowano przeciętnie po 6 tys. osób. W połowie sierpnia liczba ta wzrosła do 10 tys. Tylko w ciągu pierwszych pięciu tygodni zamordowano tam ponad 300 tys. Żydów warszawskich i radomskich. Mechanizm zabijania był taki sam jak w Bełżcu i Sobiborze.
Ogromna liczba przybywających do Treblinki transportów doprowadziła do przerażającego chaosu. Załoga nie nadążała z grzebaniem ciał ofiar i porządkowaniem zrabowanego mienia. Sytuacja ta zaniepokoiła lubelski sztab akcji "Reinhardt". Kontrola przeprowadzona przez "inspektora" obozów zagłady Wirtha, a później samego Globocnika, doprowadziła do odwołania dr. Eberla. Do Treblinki przybyli esesmani z Bełżca, by pod komendą Wirtha "opanować sytuację". Komendantem mianowano Stangla. Jego zastępcą został oberscharführer SS Kurt Franz (1914-1998). Z pozostawionych przy życiu Żydów utworzono "specjalistyczne" komanda robocze. Dotychczas wszystkie prace związane z procesem zagłady (segregowanie ubrań, utrzymywanie porządku, praca w warsztatach, sortowanie wartościowych przedmiotów, opróżnianie komór gazowych) wykonywana była przez wyselekcjonowanych na bieżąco mężczyzn, których po wykonaniu pracy mordowano. Odtąd liczba stałych więźniów Treblinki miała się wahać od 700 do 1500. Komanda były dowodzone przez więźniów funkcyjnych, kapo. W odizolowanej strefie śmierci przebywało około 300 więźniów Sonderommando.
Deportacje wznowiono 4 września. Transporty liczące po mniej więcej 60 wagonów dzielono i kierowano na teren obozu. Kobiety i dzieci prowadzono osobno do komór gazowych. Każda z trzech komór miała około 25 m kw. powierzchni, a wysokość niespełna dwa m. Silnik obsługiwali dwaj wachmani: "Iwan" i "Mikołaj Niższy". W połowie października obok starego budynku z komorami oddano do użytku nowy budynek z cegły, z dziesięcioma komorami gazowymi. Każda z nich miała około 50 m kw. powierzchni. Drugimi drzwiami wyciągano zwłoki. Komory były wzorowane na nowych komorach z Bełżca. Na dachu budynku umieszczono gwiazdę Dawida58. We wnętrzu komór zainstalowano imitacje armatury kąpielowej. Ofiary, tak jak w innych obozach akcji "Reinhardt", do końca nie miały pojęcia, gdzie się znajdują.
Lipiec-grudzień 1942 r.
Kolejne deportacje do Bełżca i Sobiboru
Przebudowa instalacji śmierci w Bełżcu zakończyła się w połowie lipca. Po wyjeździe Wirtha, mianowanego "inspektorem" obozów zagłady, do Lublina, komendantem obozu został przedwojenny oficer Kripo Gottlieb Hering (1887-1945), mający za sobą praktykę w ośrodkach "T4".
Na początku lipca 1942 r. wznowiono akcje likwidacyjne we wschodniej części dystryktu krakowskiego. Pod koniec czerwca rozpoczęło się zwożenie Żydów furami chłopskimi do getta rzeszowskiego w obstawie policji polskiej, żydowskiej oraz żandarmerii niemieckiej. 5 lipca getto zostało otoczone. Deportacje rozpoczęły się 7 lipca i trwały dziesięć dni. Wywieziono 15-16 tys. Żydów. Wedle innych źródeł nawet 20 tys. 17 lipca przeprowadzono wysiedlenie z Dąbrowy Tarnowskiej i okolicy. Około 2 tys. Żydów deportowano, a stu zabito na miejscu59. Potem przyszła kolej na Dębicę, Przemyśl, Jarosław, Krosno, Nowy Sącz, Nowy Targ, Sanok, Tarnów i Miechów60.
28 października została przeprowadzona w Krakowie kolejna akcja wysiedleńcza. Sceny, jakie rozgrywały się tego dnia pod względem barbarzyństwa przewyższały wszystko to, co zdarzyło się wcześniej. Łapano ludzi na ulicach, wywlekano z domów, bito, strzelano do tłumu. Najmłodsze dzieci z Zakładu Sierot Żydowskich wywieziono z miasta i zamordowano. Starsze dołączono do transportu do Bełżca wraz z dyrektorką placówki Anną Feuerstein. Z równym okrucieństwem traktowano chorych, starców i inwalidów. Wysiedleńców zgromadzono na placu Zgody, a stamtąd popędzono na stację kolejową w Płaszowie. Wywieziono 4500 osób, a 600 zamordowano61.
W listopadzie wznowiono deportacje w dystrykcie Galicja, wywożąc do Bełżca 10 tys. spośród Żydów zamkniętych w getcie lwowskim. Getto zmieniło się w wielki obóz pracy. We wrześniu i październiku rozpoczęto skupianie pozostałych przy życiu Żydów w miejscowościach wyznaczonych na miejsca koncentracji. W tym okresie wymordowano większość Żydów ze wszystkich powiatów dystryktu (Lwów, Stryj, Rawa Ruska, Kołomyja, Czortków, Tarnopol, Sambor, Drohobycz, Kamionka Strumiłowa, Brzeżany, Stanisławów, Złoczów). Ostatnie transporty do Bełżca przywieziono z Rawy Ruskiej w dniach 7-11 grudnia.
Wznowiono również deportacje z Lubelszczyzny. Pierwsza akcja - w Szczebrzeszynie - nastąpiła 8 sierpnia, druga rozpoczęła się 21 października. Żydów spędzano na rynek, wydobywano z kryjówek, wywalano drzwi, przeszukiwano piwnice, bito. Z miasta wyprowadzono 900 Żydów na stację. Tropieniem uciekinierów zajmowali się żandarmi i policjanci granatowi. Trwał też rabunek, w którym czynny udział brała ludność polska. Po deportacji rozpoczęły się "polowania" na zbiegów. Z powodu wrogości otoczenia ich szanse przeżycia były minimalne. W tym samym czasie likwidowano skupiska żydowskie w powiecie janowskim. Część Żydów zamiast zgłaszać się na miejsca koncentracji próbowała ukrywać się w pobliskich lasach. Urządzano na nich wielodniowe obławy, w których obok Niemców uczestniczyli policjanci granatowi, strażacy i część miejscowej ludności62. Do Bełżca wywieziono również mieszkańców powiatu kraśnickiego.
Pozostałych jeszcze przy życiu mieszkańców powiatów lubelskiego, chełmskiego, hrubieszowskiego i krasnostawskiego sztab akcji "Reinhardt" zaczął z początkiem października kierować do Sobiboru. Komendantem obozu był już wówczas Franz Reichleitner (1906-1944), który zastąpił przeniesionego do Treblinki Stangla. Pochodził z Austrii, był między innymi komendantem ośrodka "eutanazji" w Hartheim. Podczas kilkumiesięcznej przerwy tak samo jak w innych obozach wybudowano nowe komory gazowe, mogące pomieścić jednorazowo około tysiąca ofiar. Razem z Żydami polskimi na śmierć wysyłano Żydów zagranicznych, deportowanych na Lubelszczyznę kilka miesięcy wcześniej do gett tranzytowych w Rejowcu, Izbicy i Piaskach oraz do innych miejscowości. Akcje likwidacyjne w dalszym ciągu przeprowadzane były z nieopisaną brutalnością. Setki osób zabijano w okolicznych lasach i na cmentarzach. Żydzi coraz częściej ukrywali się w przygotowanych zawczasu kryjówkach. Ich odszukanie zabierało sprawcom wiele dni.
Zagłada getta na Majdanie Tatarskim w Lublinie i komory gazowe Majdanka
Dopełnił się też los getta w Lublinie gdzie pozostawało około 4 tys. Żydów. Przez pewien czas panowały tam pozory normalności. Akcja likwidacyjna rozpoczęła się z zaskoczenia 9 listopada63. Pod komendą esesmanów ze sztabu akcji "Reinhardt" z Worthoffem na czele przeniesiono na Majdanek większość mieszkańców, a kilkudziesięciu rzemieślników trafiło do obozu pracy przy ul. Lipowej i więzienia na Zamku. Około 190 osób, wśród nich prezes Judenratu, zostało rozstrzelanych na terenie getta. Obszar getta został bardzo gruntownie przeczesany, a mienie przetransportowano do sortowni w obozie na Flugplatzu. Wśród Żydów skierowanych na Majdanek przeprowadzono selekcję, po której kilkaset osób zamordowano w komorach gazowych. Komory gazowe na Majdanku zainstalowano w murowanym budynku, który pierwotnie był przeznaczony na pomieszczenia dezynfekcyjne. Zabijano w nich tlenkiem węgla i tak jak w Auschwitz-Birkenau cyklonem B. Do końca roku zginęło w nich od 6500 do 7800 Żydów64.
Eksterminacja w Treblince
Jesienią 1942 r. do do Treblinki kierowano Żydów nie tylko z dystryktów warszawskiego i radomskiego, lecz także z północnej części Lubelszczyzny. Na tym obszarze mieszkało około 50 tys. Żydów, w tym 8 tys. przesiedleńców ze Słowacji. Nie było tam gett zamkniętych. Największym skupiskiem żydowskim był Międzyrzec Podlaski, gdzie stłoczono 12 tys. Żydów. Miasteczko to z powodu dogodnego położenia wyznaczono na getto tranzytowe. Deportacje rozpoczęły się 19 sierpnia w Parczewie. Potem przyszła kolej na Międzyrzec Podlaski, skąd 25-26 sierpnia w koszmarnych warunkach wywieziono ponad 10 tys. Żydów. Wielu zamordowano. Udział w akcji brali lokalna Policja Bezpieczeństwa, hiwisi i członkowie 101 Policyjnego Batalionu Rezerwy. W getcie pozostało tysiąc osób.
Następna fala wysiedleń rozpoczęła się pod koniec września od Białej Podlaskiej, gdzie znajdowało się jeszcze ponad 5 tys. Żydów. Wkrótce fala mordu ogarnęła kolejne miejscowości. Jedną ze stacji, do której kierowano ofiary i dokonywano selekcji, był Lubartów. Większość nie miała świadomości, dokąd ich zabierają65. W Łukowie, stanowiącym drugie co do wielkości skupisko żydowskie w powiecie (10 tys. mieszkańców), wielu Żydów próbowało się ukrywać w przemyślnych kryjówkach na terenie getta i poza nim. Podczas krwawych akcji wysiedleńczych byli wyłapywani nie tylko przez Niemców, lecz także licznych Polaków, policjantów i wszelkiego rodzaju "ochotników". Równocześnie postępowała grabież mienia na wielką skalę. Ostatnie deportacje z tego powiatu zostały przeprowadzone 7 listopada z Łukowa i Międzyrzeca Podlaskiego. Towarzyszyły im egzekucje, po których nastąpiły trwające przez wiele dni "polowania" na uciekinierów.
Deportacje z okręgu białostockiego
Jesienią 1942 r. rozpoczęły się deportacje z leżącego poza granicami GG obszarze Bezirk Bialystok. Znajdowało się tam około 200 tys. Żydów, z czego 40 tys. w getcie białostockim. Połowa z nich była zatrudniona w niemieckich przedsiębiorstwach przemysłowych, co powodowało odwlekanie decyzji o rozpoczęciu eksterminacji. Ogromna operacja wysiedleńcza kierowana była przez dr. Wilhelma Altenloha (1908-1985), stojącego na czele Komendantury Policji i Służby Bezpieczeństwa; rozpoczęła się w poniedziałek 2 listopada i objęła kilkadziesiąt miejscowości. Ważną rolę odgrywali szef białostockiego Gestapo Lothar Heinbach, kierujący referatem spraw żydowskich obersturmführer SS Fritz Fridel oraz funkcjonariusze lokalnych placówek policji, Schupo, żandarmeria, w tym bataliony policyjne stacjonujące na tym terenie, i policja pomocnicza.
Obozy zbiorcze zlokalizowano w Kiełbasinie koło Grodna (skoncentrowano tam 40 tys. Żydów), Boguszach koło Grajewa (9 tys.), w Białymstoku (9 tys.), Zambrowie (15 tys.) i w Wołkowysku (17 tys.). Żydom wmawiano, że udają się do pracy "na Wschód", w co część starała się wierzyć. Transport odbywał się przeważnie furmankami. 10 listopada rozpoczęły się deportacje do Treblinki. Jedynie mieszkańców getta w Bielsku Podlaskim, dokąd doprowadzano mieszkańców okolicznych miejscowości, wywieziono prosto do komór gazowych Treblinki. Od 2 do 11 listopada odchodził jeden transport z tysiącem ofiar. W tym samym czasie wywożono Żydów z niewielkich miejscowości w powiecie bielskim, położonych nieopodal Treblinki - Ciechanowca i Siemiatycz. Wszystkich pędzono na odległą o 20 km stację kolejową w Czyżewie. Pierwsza faza wysiedleń zakończyła się 15 grudnia. Do Treblinki wywieziono prawie wszystkich Żydów z Kiełbasina, Bogusz, Białegostoku i większość z Wołkowyska. Na stacje kolejowe docierali pieszo, wycieńczeni po pobycie w zaimprowizowanych "obozach"66. Pozostał jedynie obóz w Zambrowie, ulokowany w dawnych rosyjskich koszarach.
TRZECIA FAZA AKCJI "REINHARDT"
Pierwsze miesiące 1943 r.
Getta szczątkowe w GG
Jesienią 1942 r. Friedrich Wilhelm Krüger wyznaczył 54 miejscowości na terenie GG, w których Żydzi mogli przebywać "oficjalnie". W dystrykcie lubelskim wskazano 8 miejscowości, gdzie mogły istnieć dzielnice żydowskie (Judenbezirke), w dystryktach warszawskim i krakowskim po 5, dystrykcie radomskim natomiast zaledwie 4. Najwięcej było ich w dystrykcie galicyjskim - 32. Z obowiązku zamieszkania na terenie gett zwolnieli byli tylko Żydzi "zatrudnieni w zakładach gospodarki wojskowej i zbrojeniowej, a umieszczeni w zamkniętych obozach".
Wznowienie wysiedleń z okręgu białostockiego
Akcje wysiedleńcze z jesieni 1942 r. ominęły jedynie Białystok oraz getta w Jasionówce i Prużanie. Przy życiu pozostali również Żydzi z dużego getta w Grodnie, część mieszkańców Krynek i Sokółki, a także Żydzi deportowani do "obozu zbiorczego" w Zambrowie. Ten stan zawieszenia skończył się wraz z odblokowaniem ruchu kolejowego. 25 stycznia ponad 2 tys. Żydów z Jasionówki i okolicy wywieziono do Treblinki. Dwa dni później rozpoczęto wywózkę do Auschwitz 12 tys. Żydów zamkniętych w getcie w Prużanie. Równocześnie opróżniano duże getto w Grodnie, w którym przetrwało ponad 16 tys. mieszkańców. Dowodził szef miejscowego Gestapo. Żydów gromadzono w budynku synagogi i stamtąd odprowadzano na dworzec. Do końca stycznia wywieziono 10 tys. Akcja zakończyła się 14 lutego, kiedy to większość mieszkańców wywieziono do Treblinki, a ponad tysiąc "zdolnych do pracy" do getta w Białymstoku.
Pod koniec grudnia 1942 r. zapadł wyrok na getto białostockie. Na miejscu pojawił się podwładny Eichmanna Rolf Günther, by nadzorować deportacje. Wywózki rozpoczęły się 5 lutego i trwały przez tydzień. Policja Bezpieczeństwa wymordowała na miejscu setki osób, około 10 tys. wywieziono pięcioma transportami. Dwa odjechały do Auschwitz, pozostałe do Treblinki67. Wówczas jednak akcję wysiedleńczą wstrzymano. W getcie pozostawiono około 30 tys. mieszkańców, w większości zatrudnionych w niemieckich przedsiębiorstwach. Sytuacja na kilka miesięcy względnie się unormowała. Getto białostockie było ostatnim miejscem w okręgu, gdzie Żydzi mogli przebywać "legalnie". Podobnie jak na innych terenach, setki Żydów uciekło czy to w przededniu likwidacji gett, czy w ich trakcie, próbując ukrywać się w okolicznych lasach, z nadzieją na pomoc istniejącej na tym obszarze partyzantki.
Zagłada gett szczątkowych w dystrykcie radomskim
5 i 6 stycznia wywieziono Żydów z Radomska (4 tys.) i Ujazdu (2 tys.). W kolejnym getcie, w Sandomierzu, zebrało się około 6 tys. Żydów, uciekinierów z okolicznych miejscowości, którzy powychodzili z lasów i kryjówek. 10 stycznia Żydów z Sandomierza wygnano na stację kolejową. Trzy dni później do Treblinki wywieziono również mieszkańców Szydłowca (5 tys. osób). Niewielką liczbę Żydów skierowano do obozów pracy.
Przy życiu pozostawiono tymczasem wielu Żydów osadzonych w obozach pracy na terenie dawnych gett. W Radomiu cały czas przebywało około 3 tys. Żydów. Część pracowała w fabryce broni, reszta w znajdujących się w obrębie obozu warsztatach. W Częstochowie pozostało oficjalnie 5 tys. Żydów, później ich liczba się zwiększyła, gdyż do miasta powróciło wielu uciekinierów. Byli zatrudnieni w czterech przedsiębiorstwach należących do koncernu HASAG. Kolejnych kilka tysięcy pracowało w Piotrkowie, Ostrowcu Świętokrzyskim, Kielcach i Tomaszowie. Ponadto w obozach pracy przebywało kilkanaście tysięcy Żydów.
Getto warszawskie
W poniedziałek 18 stycznia siły niemieckie wkroczyły do getta warszawskiego celem wywiezienia Żydów nieposiadających dokumentów o zatrudnieniu. Tym razem jednak większość mieszkańców ukryła się, a kilka oddziałów Żydowskiej Organizacji Bojowej podjęło beznadziejną walkę. Bojowcy ponieśli w tych starciach duże straty, lecz panowało poczucie zwycięstwa, gdyż deportacja została przerwana. Akcja trwała cztery dni. Po wywiezieniu 5 tys. dalszych działań zaprzestano. 19 kwietnia Niemcy ponownie wkroczyli do getta. Żydzi byli już przygotowani i stawili zbrojny opór. Oddziałami ŻOB dowodził Mordechaj Anielewicz, a Żydowskiego Związku Wojskowego Paweł Frenkel i Leon Rodal. Rozpoczęły się walki, które trwały wiele dni. Nie mogąc załamać oporu ani zmusić mieszkańców do opuszczenia przygotowanych wcześniej bunkrów i schronów, na rozkaz dowodzącego oddziałami SS Jürgena Stroopa podpalono getto. Żydów mordowano na miejscu, wywożono do Treblinki i obozów pracy na Lubelszczyźnie. 16 maja Niemcy na znak ostatecznego zdławienia powstania wysadzili Wielką Synagogę na Tłomackiem68.
Lubelszczyzna
Na Lubelszczyźnie powstało sześć gett szczątkowych: w Międzyrzecu Podlaskim, Łukowie, Włodawie, Izbicy, Piaskach i Końskowoli. Tak jak w innych częściach GG dawały one złudną nadzieję uciekinierom, którzy rozproszyli się podczas akcji likwidacyjnych, a teraz nie byli w stanie przetrwać w nieprzyjaznym środowisku. Tylko niektórzy znaleźli bezpieczne schronienie u miejscowej ludności chrześcijańskiej lub byli w stanie utworzyć uzbrojone grupy przetrwania. Lokalne władze zachęcały do powrotu, obiecując zaprzestanie prześladowań. Dało to skutek na przykład w Izbicy - do opustoszałego miasteczka powróciło kilkuset zdesperowanych uciekinierów. 28 kwietnia do Izbicy przybyli żandarmi i hiwisi. Rozpoczęło się wyłapywanie Żydów. Dwa dni później do Sobiboru deportowano ostatnich Żydów z Włodawy. Było ich około 2 tys. Do Sobiboru trafiali też w tym okresie więźniowie z niewielkich obozów pracy istniejących w okolicy. Z kolei kilka tysięcy Żydów, którzy przetrwali wcześniejsze akcje w Łukowie i Międzyrzecu Podlaskim, wysłano na początku maja do obozu koncentracyjnego na Majdanku. W drugim z dawnych gett tranzytowych, w Piaskach, po ostatniej akcji wysiedleńczej pozostawiono przy życiu 300 Żydów skoszarowanych w niewielkim obozie pracy. Po kilku miesiącach zostali przeniesieni do obozu pracy w Trawnikach.
W tym samym czasie, kiedy przywożono na Majdanek Żydów z ostatnich gett Lubelszczyzny, zaczęły tam napływać transporty z getta warszawskiego. Byli wśród nich zarówno cywile wyciągani z bunkrów, jak i bojowcy.
Obozy pracy w Poniatowej, Trawnikach i Budzyniu
W kwietniu i maju 1943 r. tysiące Żydów znalazło się w obozach pracy w Poniatowej i Trawnikach. Obóz w Poniatowej, leżącej 36 km na zachód od Lublina, powstał na terenie niedokończonych zabudowań fabrycznych wzniesionych pod koniec lat trzydziestych. Od połowy lutego do połowy kwietnia 1943 r. przewieziono do Poniatowej około 3 tys. Żydów z getta warszawskiego. Ostatecznie trafiło ich tam ponad 16 tys., głównie pracowników szopu Többensa. Kompleksu obozowego pilnowało SS dowodzone przez obersturmführera SS Gottlieba Heringa, wcześniej komendanta obozu zagłady w Bełżcu. Wraz z nim służyło tam kilkunastu esesmanów i oddział hiwisów. Większość Żydów pracowała pod nadzorem niemieckich pracowników cywilnych w warsztatach krawieckich realizujących ogromne zamówienia wojskowe. Pozostali wykonywali prace dla SS. Warunki życia były początkowo znośne. Więźniowie mieszkali w osiedlu przyfabrycznym i barakach.
Podobne warunki panowały w obozie pracy w Trawnikach zlokalizowanym na terenie przedwojennej cukrowni, nieopodal obozu szkoleniowego SS. Przed przybyciem transportów z Warszawy pracowali tam Żydzi z okolicznych gett oraz ci, którzy zostali wyselekcjonowani spośród przybywających na Lubelszczyznę zagranicznych transportów. Wiosną 1943 r. trafiło tam około 1500 osób z getta warszawskiego. Potem, już w okresie powstania, przywieziono kolejne tysiące, głównie pracowników firmy Fritza Schultza. W połowie sierpnia przebywało w Trawnikach 6350 Żydów, w tym 3000 mężczyzn, 2950 kobiet oraz 400 dzieci i młodzieży. Nominalnym komendantem obozu w Trawnikach był Karl Streibel, faktycznym oberscharführer SS Franz Bartetzko, kierujący wcześniej innymi obozami pracy podlegającymi lubelskiemu SS.
Najgorsze warunki panowały w trzecim obozie, do którego skierowano Żydów z warszawskiego getta, w Budzyniu nieopodal Kraśnika69. Obóz ten powstał latem 1942 r., z zamiarem uruchomienia produkcji na rzecz koncernu lotniczego Heinkla. Osadzono tam najpierw kilkuset Żydów jeńców wojennych z kampanii wrześniowej, a później wyselekcjonowane grupy mężczyzn z likwidowanych gett i więźniów niewielkich obozów pracy. Liczebność więźniów, pilnowanych przez załogę złożoną z esesmanów i hiwisów pod komendą sadystycznego unterscharführera SS Reinholda Feixa, który wcześniej był członkiem załogi obozu zagłady w Bełżcu, nie przekraczała 3 tys.
Ostatnie dni getta w Krakowie i obóz pracy w Płaszowie
Akcje wysiedleńcze do obozu zagłady w Bełżcu z 1942 r. przetrwały nieliczne skupiska żydowskie w dystrykcie krakowskim. W podzielonym na dwa sektory krakowskim getcie pozostało około 10 tys. mieszkańców. Ostatni akt tragedii getta rozegrał się 13 marca. W godzinach rannych oba getta zostały otoczone szczelnym policyjnym kordonem. Akcją dowodził sturmbannführer SS Wilhelm Haase, szef sztabu krakowskiego dowódcy SS i policji. Cały czas podejmowano próby ucieczki, w tym celu wykorzystywano również kanały. Przystąpiono do metodycznego przeczesywania getta i rabunku. Ujętych natychmiast mordowano. Następnego dnia rozpoczęła się orgia mordu. Mężczyzn oddzielano od kobiet, po czym odprowadzano ich grupami na rozstrzelanie. Zabijano dzieci i chorych, tropiono tych, którzy próbowali się schronić na strychach i w piwnicach. Tylko kilkadziesiąt osób trafiło do Płaszowa. Tych, którzy przeżyli dokonaną przez Niemców masakrę, wywieziono do obozu Auschwitz-Birkenau i natychmiast uśmiercono. Pozostawiono przy życiu jedynie 484 mężczyzn i 24 kobiety70. Ciała zamordowanych zakopywano w masowych grobach. Były to najbardziej krwawe dni w dziejach Żydów krakowskich. Przez następne tygodnie przeczesywano teren getta i "zabezpieczano" dobytek pozostawiony przez ofiary71.
Liczba więźniów obozu w Płaszowie wzrosła do ponad 10 tys. Żydzi z najwyższym trudem adaptowali się do nowych, ekstremalnych warunków. Rządy Amona Götha były od początku pasmem nieustannego terroru. Wielu mordów dokonał sam Göth. W obozie mordowano też Żydów ukrywających się na terenie Krakowa, których przywożono na egzekucję z więzień Gestapo. Göthowi podlegały żydowskie obozy pracy w Płaszowie, Prokocimiu i Bieżanowie (znane jako Julagi I, II, III), tworzone od wiosny do jesieni 1942 r., gdzie osadzano wyselekcjonowanych do pracy Żydów z okolicznych gett.
Ostatnie getta w dystrykcie krakowskim, w Bochni, Tarnowie, Rzeszowie, Przemyślu, dotrwały do pierwszych dni września 1943 r. Przebywało w nich jeszcze około 20 tys. Żydów zatrudnionych w warsztatach i do różnych prac. Wszędzie zrealizowano ten sam makabryczny scenariusz. Po otoczeniu gett przez jednostki policyjne "zdolnych do pracy" wywożono do Płaszowa i mniejszych obozów, między innymi w Szebniach koło Jasła, a pozostałych kierowano do Auschwitz lub bestialsko mordowano na miejscu.
Zakończenie eksterminacji w dystrykcie Galicja
Pierwsza akcja wysiedleńcza po Nowym Roku rozpoczęła się 5 stycznia we Lwowie, gdzie znajdowało się 24 tys. Żydów. W ciągu trzech dni zamordowano około 8 tys., 2 tys. zaś wywieziono do Sobiboru, gdyż obóz w Bełżcu był już zamknięty. Równocześnie z akcją we Lwowie zlikwidowano 6-tysięczną społeczność żydowską w Lubaczowie, ostatnim getcie w powiecie Rawa Ruska. Część trafiła do Sobiboru, ale wielu udało się uciec. Później przyszła kolej na następne miejscowości. Większość Żydów zabijano teraz w miejscu ich zamieszkania. Do kolejnej serii egzekucji, która pochłonęła kilkanaście tysięcy Żydów, doszło na przełomie kwietnia i maja. Ostatnia fala mordów rozpoczęła się pod koniec maja, a decyzja ta miała związek z powstaniem w getcie warszawskim. Mordów dokonano najpierw w Samborze, a następnie w powiatach Kamionka Strumiłowa (getta w Busku i Sokalu) i Złoczów (Przemyślany i Brody). Potem zlikwidowano następne getta, m.in. w Drohobyczu i Stryju. Od 1 czerwca policja niemiecka i formacje pomocnicze zaczęły likwidować getto we Lwowie, w którym przebywało około 15 tys. Żydów, w tym wielu nielegalnie. Mniejszość uznaną za "zdolnych do pracy" zostawiono w obozie janowskim. Pozostałych rozstrzeliwano albo wywożono. Jako ostatnie zlikwidowano getto w Czortkowie. Resztkę jego mieszkańców albo zabito, albo przeniesiono do obozów pracy. Od rozpoczęcia akcji Reinhardt" "do 27 czerwca 1943 wysiedlono ogółem 434 329 Żydów"72. W 21 obozach pracy na terenie dystryktu znajdowało się jeszcze 21 156 Żydów. Obozy te miały być "na bieżąco redukowane".
Zamknięcie obozu w Bełżcu
W styczniu 1943 r. w obozie zagłady w Bełżcu nie wznowiono już akcji eksterminacyjnej. Pierwszy obóz akcji "Reinhardt" spełnił swoje zadanie, stając się miejscem kaźni dla większości Żydów z dystryktów krakowskiego, lubelskiego i galicyjskiego. Nie wiadomo, co zadecydowało o zaprzestaniu w tym miejscu masowego mordu. Być może stało się tak z powodu braku miejsca na kolejne masowe groby. Już wiosną 1942 r. Himmler wydał rozkaz palenia ciał ofiar zamordowanych przez Einsatzgruppen. Operacji tej nadano kryptonim "Sonderkommando 1005", a dowodził nią standartenführer SS Paul Blobel (1894-1951). We wszystkich obozach akcji "Reinhardt" ciała ofiar należało wydobyć z masowych grobów i spalić. Tę przerażającą pracę musieli wykonywać przetrzymywani w obozach więźniowie. Do Bełżca ściągnięto koparki i inny sprzęt. Stosy, na których układano zwłoki, płonęły dzień i noc przez wiele tygodni, a odór śmierci roznosił się w promieniu wielu kilometrów. Kości ofiar mielono przy użyciu specjalnych młynków. Te makabryczne prace zakończono wiosną 1943 r.
Po zatarciu śladów zbrodni rozpoczęła się systematyczna likwidacja infrastruktury obozowej. Budynki po kolei rozbierano, niektóre baraki przetransportowano na Majdanek i do Trawnik. Więźniów przewieziono do Sobiboru, gdzie natychmiast zostali zamordowani. Przeżył tylko Chaim Hirszman, który wyskoczył z transportu. Na terenie obozu zaczęto sadzić drzewa. Powstało tam "gospodarstwo rolne", na którym osadzono jednego z wartowników z rodziną z zadaniem doglądania terenu i odstraszania potencjalnych kopaczy73.
Deportacje Żydów spoza GG do Sobiboru i Treblinki
2 marca 1943 r. przybył do Sobiboru pierwszy transport Żydów z okupowanej Holandii. Powodem skierowania wiosną 1943 r. części transportów do Sobiboru była najprawdopodobniej trwająca przebudowa komór gazowych w KL Auschwitz-Birkenau. Z niektórych transportów wybierano więźniów "przydatnych do pracy"; osadzano ich na Majdanku i w obozach pracy. Większość odprowadzano do komór gazowych. Ostatni, 19. transport holenderski przybył do Sobiboru 20 lipca. Łącznie trafiło tam 34 313 Żydów spośród prawie 100 tys. ofiar Zagłady w Holandii. Tylko niewielka część z nich została wyselekcjonowana do pracy przymusowej.74. W okresie od 4 do 25 marca do Sobiboru przysłano cztery transporty z obozu przejściowego w Drancy pod Paryżem. W każdym znajdowało się około tysiąca Żydów. Wszystkie ofiary z Holandii i Francji znane są z nazwiska, zachowały się bowiem listy transportowe.
Kolejne transporty ofiar z zagranicy napływały również do Treblinki. Na przełomie marca i kwietnia 1943 r. przywieziono tam Żydów greckich i jugosłowiańskich mieszkających na obszarach przyłączonych w 1941 r. do Bułgarii. Śmierć w komorach gazowych znalazło 4215 osób. Żydów macedońskich (z miast Skopje, Bitola, Strip) skoncentrowano w Skopje, po czym w trzech transportach wysłano do Treblinki. Do Treblinki dotarł też transport z największego skupiska żydowskiego w niemieckiej strefie okupacyjnej w Grecji, Salonik. W połowie marca 1943 r. rozpoczęły się tam obławy i deportacje. W ciągu niespełna dwóch miesięcy wywieziono 46 tys. Żydów, głównie do Auschwitz-Birkenau75. Jak wynika z dokumentów kolejowych, przynajmniej jeden transport, liczący 2800 ofiar, wysłano do Treblinki76.
Konspiracja i bunt w Treblince
W obozie zagłady w Treblince mimo koszmarnych warunków wśród więźniów z inicjatywy dr. Juliana Chorążyckiego (1885-1943) zawiązała się organizacja konspiracyjna. Opracowano plan zniszczenia komór, zabicia esesmanów oraz strażników i ucieczki. Do jego realizacji potrzebna była przede wszystkim broń, którą można było albo kupić na zewnątrz obozu, albo zdobyć na Niemcach i Ukraińcach po ich zabiciu. Chorążycki został złapany i zabity (według innych wersji - popełnił samobójstwo). Nie przerwało to przygotowań do buntu. Przywódcą konspiratorów został 30-letni Zoltan Bloch. Po jego przeniesieniu do części eksterminacyjnej na czele stanął inżynier Marceli Galewski, pełniący funkcję "starszego obozu"77. Datę wystąpienia wielokrotnie odkładano, wreszcie ustalono ją na poniedziałek 2 sierpnia. Więźniom udało się niepostrzeżenie wynieść z magazynu kilka karabinów i pistoletów oraz granaty. Niespodziewany incydent zmusił spiskowców do przyspieszenia akcji. Nie udało się zlikwidować stanowisk ogniowych na wieżach strażniczych ani opanować obozu. Podpalono niektóre zabudowania, lecz komór gazowych nie udało się zniszczyć. Wielu więźniów podczas bezładnej ucieczki zostało zastrzelonych. W walce i podczas ucieczki zginęli wszyscy inicjatorzy buntu. Galewski był widziany poza terenem obozu, Bloch zginął wcześniej, ostrzeliwując się prześladowcom. Ci, których nie schwytano i zabito w ciągu pierwszego dnia, uciekali w niewielkich grupach lub pojedynczo, a potem z różnym skutkiem próbowali przetrwać w okolicy. Do końca wojny przeżyło blisko 70 uciekinierów78.
KOŃCOWA FAZA AKCJI "REINHARDT"
Zagłada getta w Białymstoku
Latem 1943 r. w białostockim getcie pozostawało ponad 30 tys. mieszkańców, zatrudnionych w większości w zakładach i warsztatach pracujących na potrzeby niemieckie. Działająca tam dobrze zorganizowana konspiracja, złożona z przedstawicieli wszystkich nurtów politycznych, od komunistów do syjonistów rewizjonistów, przygotowywała się do likwidacji getta. Na jej czele od czerwca 1943 r. stał współzałożyciel ŻOB w Warszawie, członek Droru Mordechaj Tenenbaum (1916-1943). Dyskutowano, czy konspiratorzy mają opuścić getto, czy też pozostać na miejscu i podjąć walkę. Zwyciężyła druga opcja, choć kilka grup młodzieży przedostało się w pobliskie lasy i przystąpiło do działalności partyzanckiej. Przewodniczący Judenratu Efraim Barasz popierał plan samoobrony.
W nocy z 15 na 16 sierpnia getto zostało otoczone szczelnym pierścieniem SS, złożonym z miejscowych sił policyjnych wzmocnionych funkcjonariuszami 26 Batalionu Policji, 34 Policyjnego Pułku Strzelców i sformowanego z Białorusinów batalionu policyjnego. Nie przygotowano też zawczasu schronów i kryjówek. Tenenbaum zakładał, że w obliczu niebezpieczeństwa część mieszkańców przyłączy się do walki i z ich pomocą uda się wydostać poza kordon. Nadzieje te jednak okazały się płonne. Rozpoczęte o 9.30 przy ul. Smolnej na granicy getta działania organizacji bojowej z powodu wyczerpania amunicji zakończyły się niepowodzeniem. Niewielkie starcia trwały jeszcze przez kilka dni. 20 sierpnia Tenenbaum i jego zastępca Moszkowicz popełnili samobójstwo. Dwa dni wcześniej rozpoczęto wywózkę mieszkańców getta do Treblinki i na Lubelszczyznę. Specjalne brygady przeczesywały getto w poszukiwaniu uciekinierów, których następnie wywożono partiami za miasto i rozstrzeliwano. Na miejscu pozostało przez pewien czas około tysiąca Żydów, którzy mieli się zająć "pracami porządkowymi". Wkrótce i oni zostali wywiezieni. W połowie września okręg białostocki stał się oficjalnie judenrein79.
Ostatnie transporty i bunt w Sobiborze
Latem 1943 r. w Sobiborze przebywało około 600 więźniów, w tym 150 kobiet. Przeważali wśród nich Żydzi polscy. Byli oni zatrudnieni przy przyjmowaniu transportów, sortowaniu rzeczy po zamordowanych, pracach porządkowych, obsłudze załogi, robotach budowlanych i leśnych. Kilkudziesięciu rzemieślników pracowało w warsztatach: szewskim, krawieckim, stolarskim, kowalskim i jubilerskim. Najcięższy był los kilkudziesięciu więźniów Sonderkommando, zamkniętych w odizolowanej strefie śmierci. Ostatnie transporty, w połowie września, skierowano do Sobiboru z Lidy, Mińska i Wilna.
14 października wybuchł bunt, kierowany przez Aleksandra Peczerskiego, który wraz z żołnierzami Armii Czerwonej trafił do Sobiboru w jednym z transportów z obozu w Mińsku. Esesmanów zwabiano kolejno pod różnymi pretekstami w ustronne miejsca i po cichu eliminowano. Przecięto kable telefoniczne i odcięto prąd. Później jednak sytuacja się skomplikowała. Gdy kolumna więźniów ruszyła w kierunku bramy, rozpoczęła się bezładna strzelanina. Wachmani otworzyli ogień z wież strażniczych. W zapadających ciemnościach 350 więźniom udało się wydostać spod ostrzału. Przybyłe na miejsce po kilku godzinach siły policyjne z Chełma spacyfikowały resztki oporu. Okazało się, że straty niemieckie były bardzo poważne: zabito 11 esesmanów i kilku wachmanów. Ruszył pościg złożony z policjantów i żandarmów, wzmocniony oddziałami Wehrmachtu. W ciągu kilku dni zabito około 100 uciekinierów, dziesiątki kolejnych wyłapywano później w lasach i przygodnych kryjówkach. Ośmioosobowa grupa Peczerskiego, zabierając z sobą większość broni, przekroczyła Bug i dołączyła do sowieckiego oddziału partyzanckiego80. Pozostali się rozproszyli. Do końca wojny dotrwało 47 byłych więźniów.
Operacja "Erntefest"
Himmler wykorzystał bunt w Sobiborze jako pretekst do zakończenia eksterminacji i rozkazał wymordowanie wszystkich więźniów przebywających na Majdanku i w obozach pracy na Lubelszczyźnie. Decyzja Himmlera w kontekście ekonomicznym była całkowicie nieracjonalna. Należące do SS zakłady Osti (Ostindustrie GmbH) w Lublinie, Poniatowej i Trawnikach otrzymały ogromne zlecenia, m.in. dla armii. Rozkaz Himmlera mieli wykonać Krüger i nowy dowódca SS i policji w Lublinie Jakob Sporrenberg, który zastąpił przeniesionego do Triestu Globocnika. Operacji nadano kryptonim "Erntefest" (Dożynki). Do wykonania tego przerażającego zadania zmobilizowano ogromne siły, liczące około 2 tys. funkcjonariuszy z placówek Policji Bezpieczeństwa i oddziałów Waffen SS, których pośpiesznie ściągnięto do Lublina, część nawet spoza GG. W akcji brały udział I Batalion 22 Pułku Policji SS, 25 Pułk Policji SS, I Zmotoryzowany Batalion Żandarmerii, III Oddział Policji Konnej oraz kilku esesmanów z załogi obozu Auschwitz.
3 listopada 1943 r. we wczesnych godzinach rannych oddziały Waffen SS i policji w pełnym uzbrojeniu otoczyły podwójnym kordonem obóz pracy w Trawnikach. Kompletnie zaskoczonych więźniów prowadzono grupami do wykopanych kilka dni wcześniej ogromnych rowów i mordowano strzałami z broni maszynowej. Niewielkie komanda egzekucyjne złożone z funkcjonariszy Policji Bezpieczeństwa zmieniały się co godzinę. Całkowicie zaskoczony został też niemiecki personel firmy Schultza. Przebywający na terenie obozu szkoleniowego SS hiwisi nie wzięli udziału w masakrze. W ciągu kilku godzin zginęli wszyscy więźniowie z Trawnik oraz doprowadzeni tam Żydzi z pobliskiej Dorohuczy, w sumie około 10 tys. osób. W trakcie egzekucji emitowano marszową muzykę z rozstawionych wcześniej głośników.
W tym samym czasie trwała masakra w Lublinie. Na Majdanek doprowadzano kolejno pod silną strażą więźniów z obozów rozlokowanych w mieście: jeńców wojennych pochodzenia żydowskiego z obozu przy ul. Lipowej, kobiety z obozu na Flugplatzu i robotników skoszarowanych na placówkach. Również tam ogromne rowy zostały wykopane już wcześniej. Ofiary szły przez gęsty szpaler posterunków na miejsce egzekucji, gdzie rozstawiono liczące po kilku oprawców komanda. W ich skład wchodzili funkcjonariusze Policji Bezpieczeństwa ze Lwowa81 i z Zamościa. W egzekucji brał też czynny udział nadzorca krematorium na Majdanku. Tam również puszczano muzykę z głośników. Potem przyszła kolej na żydowskich więźniów Majdanka. Polscy więźniowie zostali zamknięci w barakach i nie widzieli przebiegu egzekucji. W sumie do wieczora zamordowano na Majdanku 18 tys. mężczyzn i kobiet. Później przez wiele dni wyszukiwano ostatnich ukrywających się na terenie obozu Żydów i ich mordowano.
Następnego dnia, również przy dźwiękach szlagierów dobiegających z głośników, rozstrzelano wszystkich więźniów z obozu pracy w Poniatowej. Niespodziewający się niczego Żydzi zostali zagnani na plac apelowy. Tam kazano im zostawić przedmioty wartościowe i ubrania. Teren został otoczony przez oddziały egzekucyjne przybyłe z Lublina i Trawnik. Kilkuset więźniów zabarykadowało się w jednym z baraków. Esesmani barak ten podpalili. W ciągu dziesięciu godzin zamordowano 15 tys. Żydów. Łącznie w ciągu dwóch dni zamordowano około 42 tys. żydowskich więźniów. Zginęli wówczas również więźniowie kilku niewielkich obozów pracy zlokalizowanych w dystrykcie lubelskim. Dużą część ofiar akcji stanowili mieszkańcy getta warszawskiego deportowani na Lubelszczyznę wiosną 1943 r. Operacja "Erntefest", mimo że nie brali w niej udziału ludzie Globocnika, stanowiła dopełnienie akcji "Reinhardt". Była to największa jednorazowa egzekucja przeprowadzona w okresie drugiej wojny światowej. Liczba ofiar "Dożynek" przewyższała liczbę zamordowanych w Babim Jarze pod Kijowem we wrześniu 1941 r.
Likwidacja obozów pracy w dystryktach krakowskim i galicyjskim
3 listopada oddziały SS otoczyły obóz w Szebniach. Kilkuset więźniów zostało rozstrzelanych, ponad 4200 wywieziono do Auschwitz-Birkenau, gdzie 2900 zagazowano. Kilkanaście dni później przyszła kolej na Julagi I, II i III w Płaszowie, Prokocimiu i Bieżanowie. Rozstrzelano około 200 więźniów. Reszta pognana została do Płaszowa, skąd przetransportowano ich do obozów pracy w dystrykcie radomskim. Kobiety skierowano do Skarżyska-Kamiennej, Kielc, Pionek, a mężczyzn do zakładów w Częstochowie82. W połowie grudnia aresztowano i rozstrzelano policjantów żydowskich z getta krakowskiego, których pozostawiono przy życiu po likwidacji getta.
Likwidowano też ostatnie obozy pracy dla Żydów w dystrykcie Galicja, w tym największy z nich - przy ul. Janowskiej we Lwowie. Przebywało w nim jeszcze około 7 tys. więźniów, w większości zatrudnionych w warsztatach DAW (Deutsche Ausrüstungswerke, Niemieckie Zakłady Zaopatrzenia Wojskowego). 19 listopada wczesnym rankiem obóz został otoczony policyjnym kordonem. Rozpoczęło się strzelanie do tłumu. Mimo podjęcia rozpaczliwych prób oporu większość Żydów została wyprowadzona z obozu i rozstrzelana. Tego samego dnia wymordowano również członków Sonderkommando, zwanego brygadą śmierci, którzy pracowali przy usuwaniu śladów masowych egzekucji przeprowadzanych we Lwowie. Podjęto próbę oporu, lecz tylko nielicznym udało się uciec. Później w obozie osadzano ukrywających się na terenie miasta Żydów. Ostatnich stu więźniów wywieziono do obozu w Płaszowie niedługo przed wkroczeniem do Krakowa Armii Czerwonej83.
Zacieranie śladów zbrodni w Treblince i Sobiborze
We wszystkich miejscach, w których przeprowadzono masowy mord o kryptonimie "Erntefest", przystąpiono do usuwania śladów zbrodni. Przez kilka tygodni specjalne komanda złożone z Żydów przywiezionych z innych miejsc paliły zwłoki ofiar w Trawnikach i Poniatowej. Później i oni zostali zabici. Podobnie działo się już wcześniej w obozach zagłady akcji "Reinhardt". Rozbiórka infrastruktury w Treblince i wywożenie materiałów rozpoczęły się zaraz po wymordowaniu ofiar ostatnich transportów przybyłych z Białegostoku. Pracami kierował Kurt Franz, który zastąpił Stangla na stanowisku komendanta. Na terenie obozu zbudowano gospodarstwo rolne, a wokół posadzono las. W gospodarstwie osadzono byłego członka załogi Oswalda Strebla, wraz z rodziną84. Analogiczną procedurę przeprowadzono w Sobiborze. Po wymordowaniu wszystkich więźniów, którzy pozostawali na miejscu po buncie i ucieczce, obóz przez pewien czas pozostał opuszczony. Rozbiórka komór gazowych i wszystkich instalacji, baraków, zacieranie śladów i transfer materiałów trwały do końca 1943 r. Po zakończeniu tych prac esesman Wagner i hiwisi rozstrzelali Żydów, a ich ciała spalono. Tam również powstało gospodarstwo, w którym osiedlono jednego z dawnych wartowników, i zasadzono las. Niemcy i niektórzy członkowie załogi wartowniczej dołączyli do oddziału Globocnika w Trieście. Podobnie jak w Bełżcu, na terenie Sobiboru i Treblinki ziemia od razu zaczęła być rozkopywana przez miejscową ludność85.
BILANS AKCJI "REINHARDT"
Grabież mienia
W trakcie eksterminacji polskich Żydów dokonano rabunku mienia na wielką skalę, co stanowiło integralną część akcji "Reinhardt". Odbywał się on zarówno podczas akcji eksterminacyjnych w gettach i po ich zakończeniu, jak i w obozach zagłady.
Ostateczne rozliczenie Globocnik przedłożył Himmlerowi 5 stycznia 1944 r. W jego ocenie wysiedlenie, z wyjątkiem Warszawy, "gdzie zastosowano błędne metody przy rozwiązaniu", odbyło się z niewielką szkodą dla produkcji wojennej. Osobne sprawozdanie dotyczyło przejęcia gotówki i innych "nabytków". Wynika z niego, że w okresie od 1 kwietnia 1942 do 15 grudnia 1943 r., po odliczeniu kosztów transportu Żydów do obozów zagłady i innych wydatków, uzyskano dochód w wysokości 73 852 080 RM w gotówce. Ponadto zebrano 2909,68 kg złota, 18 733,69 kg srebra i 15,14 kg platyny o łącznej wartości 8 973 651,60 RM oraz dewizy. Zestawienie zawiera wykaz banknotów z 48 krajów i złote monety z 34 krajów. Były wśród nich dolary amerykańskie (1 081 521,40), funty angielskie, ruble i franki francuskie, a nawet pesety urugwajskie i kolumbijskie (po 1) czy jeny japońskie (4). Ważną pozycję stanowiły kosztowności i inne wartościowe przedmioty, których wartość oszacowano na 43 662 450 RM. Do tego dochodziły materiały włókiennicze (1901 wagonów z odzieżą, bielizną, pierzem i szmatami) o wartości 26 mln RM. Łączna wartość tych zdobyczy wynosiła 178 745 960,59 RM. Globocnik zaznaczył, że zysk jest o wiele większy, gdyż za podstawę do szacowania wartości przedmiotów przyjmowano ceny minimalne. Znaczki pocztowe o szczególnej wartości przesłano do Głównego Urzędu Gospodarczo-Administracyjnego SS (WVHA), mydło, naczynia i żywność oddano na użytek obozów dla Żydów, sprzęty domowe w dobrym stanie oddano lub wypożyczono osadnikom niemieckim, urzędom i wojsku. Gorsze "ofiarowano miejscowej ludności za dobre wyniki zbiorów lub zniszczono".
Mord dokonywany na Żydach był okazją do wszechogarniającej korupcji i deprawacji. Zestawienia te nie obejmują własności, którą zagrabili na własny rachunek członkowie sztabu akcji "Reihnardt", obnoszący się z bogactwem zupełnie otwarcie, esesmani biorący udział w akcjach wysiedleńczych, członkowie formacji policyjnych i jednostek pomocniczych, funkcjonariusze administracji cywilnej i zwykli Niemcy.
Liczba ofiar
W swoich sprawozdaniach Globocnik nie podał danych dotyczących realizacji "głównego celu", jakim było wymordowanie Żydów na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Dokumentacja została prawie całkowicie zniszczona. Nie ulega jednak wątpliwości, że akcja "Reinhardt" to jeden z najbardziej przerażających mordów w historii ludzkości. W ciągu kilkunastu miesięcy Globocnik i jego ludzie wymordowali prawie wszystkich pozostających w ich władaniu Żydów. Na terenie GG nie pozostało ani jedno getto. Globocnik przechwalał się, co zapisano w powojennych zeznaniach jego współpracowników, że zamordował 2 mln ludzi.
Najwięcej ofiar pochłonął ośrodek zagłady w Treblince. Minimalna liczba ofiar wynosi 780-800 tys.86 W Bełżcu zamordowano ponad 435 tys. W porównaniu z Bełżcem i Treblinką mniejszą liczbę ofiar pochłonął Sobibór. Wynikało to z kilkumiesięcznej przerwy w funkcjonowaniu z powodu remontu linii kolejowej. Niemniej przez kilka miesięcy 1942 r. zamordowano tam ponad 101 tys. ofiar. Przez wiele lat liczbę ofiar obozu zagłady w Sobiborze szacowano na 250 tys. Obecnie mówi się o 170-180 tys.87
Do liczby ofiar akcji "Reinhardt" należy doliczyć Żydów zmarłych i zamordowanych na terenie obozu koncentracyjnego na Majdanku. Tak jak w wypadku ośrodków zagłady liczba ofiar była przedmiotem licznych sporów i kontrowersji. Według najnowszych analiz przez Majdanek przeszło 74 tys. Żydów, z których w latach 1942-1944 do innych obozów wywieziono około 15 tys., 59 tys. zaś zamordowano. Liczba ta obejmuje również ofiary akcji "Erntefest" zamordowane podczas egzekucji na Majdanku, które doprowadzono z innych obozów na terenie Lublina88.
Z szacunków tych wynika, że w ośrodkach zagłady akcji "Reinhardt" i w KL Lublin zamordowano około 1,5 mln Żydów. Większość ofiar pochodziła z obszaru Generalnego Gubernatorstwa. Kilkadziesiąt tysięcy polskich Żydów przywieziono z okręgu białostockiego i Komisariatu Rzeszy Wschód, by ich zamordować w Treblince i w Sobiborze. 135 tys. ofiar obozów akcji "Reinhardt" to ofiary przywiezione z zagranicy89. W Bełżcu i Treblince zamordowano też kilka tysięcy Romów i Sinti. Szacunki nie są jednak pewne.
Ofiarami akcji "Reinhardt" byli też Żydzi mordowani podczas towarzyszących wysiedleniom egzekucji, które stanowiły integralną część planu zagłady. Dziesiątki tysięcy Żydów uciekało z gett i dzielnic żydowskich i szukało ocalenia pośród ludności chrześcijańskiej. Większość z nich nie dotrwała do wyzwolenia.
ZAKOŃCZENIE
Akcja "Reinhardt" była jednym z najbardziej przerażających epizodów w historii XX w. Kilkanaście miesięcy wystarczyło, aby niemieccy i austriaccy kaci położyli ostateczny kres wielowiekowej historii i kulturze polskich Żydów.
Niemal każdy rynek polskich miast i miasteczek stawał się miejscem koncentracji deportowanych Żydów, niemal każda ulica polskich miast i miasteczek spłynęła wtedy krwią, niemal każda większa stacja kolejowa była miejscem załadunku jadących na śmierć. Akcja "Reinhardt" odbywała się więc przy odsłoniętej kurtynie, na oczach polskich współmieszkańców, niejednokrotnie przy ich współudziale, a także z ich korzyścią materialną, płynącą z "przejmowania" pozostawionego przez wywiezionych mienia. Skala tego systematycznie przeprowadzonego mordu jest niewyobrażalna. Właśnie dlatego należy wciąż podejmować wysiłki, aby jak najwierniej opisać mechanizm zbrodni oraz działania sprawców. Dziś - według badań przeprowadzonych w 2009 r. na zlecenie Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku - wiedza o tej hekatombie jest wciąż znikoma. Na Treblinkę, największy obóz akcji "Reinhardt", jako miejsce zagłady wskazało 13,8 procent Polaków, na Sobibór 1,9 procent, na Bełżec 0,9 procent. Ta dramatyczna niewiedza i niepamięć po 75 latach od akcji "Reinhardt" domaga się wypełnienia. Tegoroczny numer rocznika "Zagłada Żydów. Studia i Materiały" można potraktować jako apel o dalsze gruntowne studia nad tym tematem.
Dariusz Libionka, Jacek Leociak
Christoph Dieckmann
Niemiecka polityka okupacyjna na Litwie w latach 1941-1944.Podsumowanie
Niemieckie panowanie na Litwie było tragiczne w skutkach. W latach 1941-1944 na terenie Litwy życie straciło co najmniej 420 tys. osób. W czerwcu 1941 r. ponad 200 tys. Żydów znalazło się pod okupacją niemiecką na Litwie. Z przerażeniem musieli oni stwierdzić, że okupanci mają na celu nie tylko bezlitosne prześladowania, dyskryminację i wykluczenie Żydów ze społeczeństwa - czego obawiano się na podstawie informacji docierających z Niemiec od 1933 r. oraz z krajów pod okupacją niemiecką od 1938/1939 r. - lecz że dążą do systematycznego wymordowania ludności żydowskiej. W ciągu zaledwie kilku miesięcy Niemcy i ich litewscy wspólnicy wymordowali więcej niż 150 tys. Żydów z ponad 200 litewskich miejscowości. Od 45 do 50 tys. Żydów pozostało tymczasowo przy życiu w gettach w większych miastach i kilkudziesięciu obozach pracy. Ponieważ znaczna część mieszkańców Litwy na różne sposoby uczestniczyła w dokonywaniu zbrodni na Żydach, jedynie kilkuset Żydów zdołało uniknąć śmierci dzięki pomocy miejscowej ludności. Końca wojny na wiosnę 1945 r. dożyło jedynie 9-10 tys. litewskich Żydów rozsianych po całej Europie. Nastąpiła niemal całkowita eksterminacja litewskich Żydów, życie straciło ponad 95 procent spośród nich.
Więcej niż 170 tys. radzieckich jeńców wojennych zmarło w obozach w kilkunastu wsiach i miastach na terenie Litwy oraz na granicy niemiecko-litewskiej, większość w pierwszym okresie okupacji niemieckiej, do wiosny 1942 r. Często zapomina się o trzeciej grupie ofiar - radzieckiej ludności cywilnej przymusowo przesiedlonej przez Wehrmacht. Wiosną 1944 r. tylko na Litwie grupa ta liczyła co najmniej 210 tys. osób, które rozdzielono do wielu obozów tymczasowych, co często wiązało się z głodową egzystencją. Z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że około 40 tys. przymusowo przesiedlonych zginęło, ale liczba ta nie została nigdy potwierdzona. Oprócz wymienionych grup ofiar niemieckiej polityki okupacyjnej zginęło jeszcze ponad 10 tys. osób: około 5 tys. Żydów z Niemiec i Austrii oraz ponad 800 Żydów z Francji, pozostałe 5 tys. ofiar stanowili Polacy, Rosjanie, funkcjonariusze partyjni, pozostali przy życiu członkowie rodzin urzędników radzieckich, członkowie różnych grup partyzanckich, ofiary cywilne walk niemieckich partyzantów, Romowie i osoby upośledzone.
W niniejszym artykule dokonam podsumowania części wyników mojej pracy badawczej na temat niemieckiej polityki okupacyjnej na Litwie, która ukazała się w 2011 r.202 Rozważania dotyczą zwłaszcza niemieckich i litewskich sprawców203.
Punktem wyjścia w badaniach dotyczących niemieckiej polityki okupacyjnej na Litwie w latach 1941-1944 były dwa powiązane ze sobą pytania. Pytanie o związek między wojną prowadzoną przez Niemców, polityką okupacyjną a masowymi zbrodniami ma na celu umiejscowienie w odpowiednim kontekście przyczyn tak dużej liczby ofiar niemieckiego terroru. Pytanie o stosunki między Niemcami, Litwinami a Żydami wiąże się z koniecznością wieloaspektowego badania historii Litwy w latach 1941-1944. Niemożliwe wydaje się dokonanie zadowalającej analizy powiązań między wojną, polityką okupacyjną a zbrodniami masowymi bez poruszenia tematu relacji między Niemcami, Litwinami a Żydami. Również badanie stosunków między nimi nie jest możliwe bez jednoczesnej analizy kontekstu niemieckiej polityki okupacyjnej. Analiza i rozważania koncentrują się zatem na ludności litewskiej i miejscach, w których w latach 1941-1944 dochodziło do zagłady Żydów i do aktów masowej przemocy. Postaram się połączyć ze sobą obydwa pytania i odpowiedzieć na nie na podstawie możliwie szeroko zakrojonych badań empirycznych. W książce powoływałem się również na wyniki wcześniejszych badań dotyczących metodologii i pojęć, które omówię krótko dalej.
Rozważania z zakresu metodologii i pojęć. Nacjonalizm etniczny czy polityka?
Państwo litewskie, które od 1940 r. stanowiło część Związku Radzieckiego, w 1941 r. było państwem wieloetnicznym. Przy większości litewskiej dwie największe mniejszości stanowili Żydzi i Polacy, poza tym na Litwie mieszkali Rosjanie, Białorusini, Romowie, a do wiosny 1941 r. tzw. Niemcy etniczni (Volksdeutsche). Zdecydowana większość z nich miała obywatelstwo litewskie. Jeśli nie dokonalibyśmy podziału według kategorii nacjonalizmu etnicznego i nie chcielibyśmy się kierować paradygmatem narodowo-ludowym, należałoby zasadniczo cały czas pisać o "żydowskich Litwinach", "nieżydowskich Litwinach", "polskich Litwinach" oraz "rosyjskich Litwinach" bądź o etnicznych Litwinach, Żydach, Polakach i Rosjanach mających obywatelstwo litewskie. W artykule jednak przeważnie będzie mowa o Litwinach, Żydach, Polakach, Rosjanach i Romach z dwóch powodów. Po pierwsze, oni sami najczęściej identyfikowali się z tymi pojęciami, po drugie, choćby dla większej czytelności lepiej unikać tak skomplikowanych sformułowań. Niemniej za pytaniem o nazewnictwo kryje się zasadniczy problem historiograficzny dotyczący zagłady Żydów. Czy opisujemy historię walki między narodami i grupami etnicznymi? Czy za ramy naszej analizy przyjmujemy perspektywę narodową/etniczną?204 A może powinniśmy raczej pisać historię społeczną i polityczną, w której kategorie nacjonalizmu nie są częścią rozwiązania, lecz stanowią część problemu badawczego?
Przegląd prac historycznych różnych historyków, których nie mogę przytoczyć ze względu na brak miejsca, pokazuje, że nurtem dominującym była i w dalszym ciągu jest historiografia etniczno-narodowa205. Podstawowe pytania w tym zakresie dotyczą najczęściej tworzenia tożsamości, powstawania narodu oraz linii politycznej państwa narodowego. Zamiast otwartej i samokrytycznej rekonstrukcji czy analizy zdarzeń tworzone są mity wspierające identyfikację i wzmacniające więzi narodowe. Wspomnienia stają się ważniejsze niż historia. Zamiast badania procesów społecznych i politycznych rzekomo homogeniczne "narody" stają się podmiotami zdarzeń historycznych, a historiografia degradowana jest do roli nauki legitymującej projekty narodowe.
Racjonalizm czy irracjonalizm, ideologia czy pragmatyka?
Do lat dziewięćdziesiątych badacze niemieckiej polityki okupacyjnej w Związku Radzieckim w celu wyjaśnienia jej brutalnych konsekwencji posługiwali się podobnymi wzorcami analitycznymi, które w uproszczeniu można pogrupować według kilku założeń. Z jednej strony konsekwentnie rozróżniano ideologię i fanatyzm, a pragmatyzm i realizm z drugiej. Zbrodnie tłumaczono fanatyzmem Niemców. Niemiecką strukturę władzy opisywano jako chaotyczną i nieskuteczną, co przede wszystkim było związane z rywalizacją i niekompetencją niemieckiej kadry kierowniczej i urzędniczej. Mówiąc dobitnie, przyczyny zbrodniczej polityki niemieckiej miały leżeć w "nieracjonalnych" działaniach realizowanych przez "fanatyków" nazistowskich. Elementy "racjonalne", na które zwracali uwagę pragmatycy, były bagatelizowane. Wyraźnie można dostrzec tu wpływ apologetycznych i ekskulpacyjnych wzorców argumentacji stosowanych w wypowiedziach i przywoływanych wspomnieniach w powojennych Niemczech.
Na początku lat dziewięćdziesiątych w RFN zaczęto na nowo poruszać kwestię wymordowania Żydów radzieckich i europejskich, a do pewnego stopnia także samych podstaw polityki okupacyjnej206. Analizowano akta prowadzonych w Niemczech śledztw i postępowań sądowych, w pewnej mierze badano archiwa w Europie Wschodniej, do których w końcu uzyskano dostęp, uwzględniono dorobek historiografii Europy Wschodniej. W tym czasie wydane zostały prace Götza Aly'ego oraz Ulricha Herberta, zawierające pytania i odpowiedzi wykraczające poza dotychczasowy zakres badań207.
Prace te zasadniczo różnią się od wcześniejszych badań. Podstawową różnicą jest to, że historia - w większym stopniu niż dotychczas - nie jest postrzegana przez pryzmat znanego wszystkim zakończenia wojny. Sytuacje, w jakich znaleźli się poszczególni decydenci, badane są jako względnie otwarte i rozważane w kontekście ich rozwoju. Najczęściej chodzi o historie sprawców, toteż stawiane pytania dotyczą ich doświadczeń i oczekiwań, ich poglądów - w celu opisania ich możliwości działania i podejmowania decyzji. Rekonstrukcja "wewnętrznego racjonalizmu" prowadzi znacznie dalej niż stwarzająca dystans ocena negatywna.
W pracach tych uwzględniono również lokalny kontekst miejsc zbrodni. Instytucje centralne w Berlinie zeszły na dalszy plan, a zainteresowania skupiły się głównie na polityce niemieckich urzędów średniego szczebla. Stało się jasne, że na niemiecką politykę lokalną w mniejszym stopniu oddziaływały wzajemnie nieraz sprzeczne decyzje niemieckich polityków wyższego szczebla, a znacznie bardziej współpraca i wewnętrzne ustalenia na temat podziału zadań, również w kontekście zbrodni masowych, podejmowane przez decydentów niższych szczebli. Przede wszystkim można było jednak zastanowić się nad zabójczą skutecznością niemieckiego systemu władzy. Okazało się, że rola biurokracji w systemie organizacyjnym niemieckiej władzy lokalnej była ograniczona, a dużo większe znaczenie miały spersonalizowane mechanizmy władzy. Decyzje i zarządzenia wydawane były często w sposób "niebiurokratyczny", tak też je uzgadniano i wdrażano. Odpowiednie rozporządzenia i ustawy pojawiały się dopiero po fakcie, jeśli w ogóle to następowało. Co do mentalności władz niższego szczebla stwierdzono, że niemiecka administracja publiczna na terenach okupowanych w Europie Wschodniej działała w specyficznym dla ideologii nazistowskiej środowisku kolonialnym. Środowisko to można scharakteryzować za pomocą kilku elementów. Po pierwsze, istniały dość silne niemieckie grupy nacisku, w szczególności SS i policja, które można by określić jako elity światopoglądowe. Ukształtowani przez hasła programowe "pokolenia rzeczowości" Niemcy mieli poglądy rasistowskie: uważali się za rewolucjonistów działających zgodnie z rzekomymi naukowymi prawami natury i historii. Inne narody uważali za podmioty historii, a samych siebie za awangardę narodu niemieckiego, którego interesy reprezentowali w sposób zimny i rzeczowy. Główny punkt spajający tych "żołnierzy politycznych" z innymi elementami systemu władzy okupacyjnej, w których skład na bardziej oddalonych terenach często wchodziły osoby w średnim wieku, polegał na tym, że wszystkim zależało na osiągnięciu jak największych korzyści dla narodu niemieckiego. Spoiwo "korzyści dla własnego narodu" mogło łatwo rozmyć granice między przedstawicielami rasistowskiego i konserwatywnego nacjonalizmu. Kiedy dochodził do tego rzekomy przymus okoliczności, łatwo było o konsensus w sprawie dokonania "koniecznych" zbrodni. Ponadto badania miejsc masowych zbrodni wyraźnie wskazują na to, że często dokonywano ich publicznie, a nie w odizolowanych, daleko położonych miejscach zagłady. W procesie prześladowania, dyskryminowania i izolowania brała udział duża liczba sprawców bezpośrednich i innych osób.
Przesunięcie punktu zainteresowania badaczy z urzędów centralnych na lokalnych niemieckich sprawców uwydatniło zróżnicowanie wydarzeń i struktur w każdym z badanych regionów. Częściej zaczęto również stawiać pytania o związek między zbrodniami masowymi a innymi obszarami polityki okupacyjnej. Niektórzy kładli nacisk na kwestię niemieckiej polityki osadniczej - w szczególności w okupowanej przez Niemcy Polsce zachodniej. Inni na pierwszy plan wysunęli politykę rolną, niemiecką politykę żywieniową oraz problemy logistyczne występujące podczas prowadzonej wojny. Spostrzeżenia te miały na celu przede wszystkim rzucenie światła na specyficzną dynamikę zbrodni masowych. Nie przebiegała ona bowiem równomiernie, czasami była przyspieszana, czasami spowalniana. Z przywołanych w przypisie prac naukowych wynika, że nie należy badać zbrodni masowych w izolacji, lecz interpretować je jako integralną część niemieckiej wojny, polityki podboju i okupacji.
Na nowo podjęto w końcu kwestię związku między poszczególnymi miejscami zbrodni na "peryferiach" a instytucjami centralnymi w Berlinie. Nie chodziło tu jednak o linearną hierarchię wydawania rozkazów z góry na dół. Pole do działania z własnej inicjatywy na terenach okupowanych było stosunkowo duże, natomiast komunikacja między władzami regionalnymi a centralą w Berlinie miała bardzo zmienny charakter. Z badań regionalnych wynika, że udział centrum lub peryferii w podejmowaniu decyzji dotyczących zbrodni masowych zależał od czasu, miejsca i sytuacji.
Pytania o nazewnictwo
Próba zbadania i znalezienia powiązań między Niemcami, Litwinami a Żydami wiąże się z kilkoma problemami natury nazewniczej. Zazwyczaj Niemców określa się jako sprawców, Litwinów jako "kolaborantów" lub obserwatorów, a Żydów jako ofiary. Niemców, Litwinów i Żydów nazbyt łatwo traktuje się przy tym jako podmioty zbiorowe. Chodzi jednak o to, aby wykroczyć poza granice zbiorowego nazewnictwa przez pochylenie się nad zachowaniem poszczególnych grup. Niektórzy Niemcy i Litwini stali się przecież oprawcami, inni z kolei współpracowali z oprawcami, czerpali z tego korzyści bądź zachowywali się obojętnie. Natomiast ofiarami niemieckiego okupanta byli zarówno Żydzi, Litwini, nawet częściowo Niemcy, jak i wiele innych grup. Poszczególni ludzie w różnych momentach odgrywali różne role. Użycie pojęć "sprawcy i "ofiary" jest problematyczne, ponieważ przeszły one do historiografii w rozumieniu prawno-sądowym. Choć nie da się całkowicie zrezygnować z posługiwania się nimi, nie należy ich interpretować w kategoriach prawniczych. Niniejsze badanie dotyczy odpowiedzialności, inicjatyw, wpływów i czynów w zawiłej i zmiennej sieci władzy. Pod żadnym pozorem nie można przekroczyć wyraźnej linii granicznej między historią jako nauką a wymiarem sprawiedliwości. Jedynie w wypadku Żydów stosowne wydaje się ciągłe mówienie o ofiarach - niezależnie od indywidualnych historii od czerwca 1941 do lipca 1944 r. nieustannie im groziło niebezpieczeństwo śmierci z rąk Niemców - inaczej niż przypadku pozostałych grup ofiar.
W kwestiach historycznych wielu problemów przysparza również pojęcie kolaboracji. Historycy nie są zgodni, co dokładnie ma ono oznaczać208. Termin ten ma swoje źródło we francuskim pojęciu collaboration, dotyczącym działań reżimu Vichy od października 1940 r. W krótkim czasie, zwłaszcza w latach tużpowojennych, nazwa stała się synonimem zdrady, a tym samym hasłem naładowanym emocjonalnie i wykorzystywanym przez przeciwników politycznych. Pojęcia kolaboracji nie da się oddzielić od pola semantycznego nacjonalizmu, a tym samym od konotacji z lojalnością, wiernością i zdradą. Nie nadaje się ono zatem na narzędzie analityczne, gdyż samo powinno stać się przedmiotem badań historycznych. W rozważaniach prawniczych nie da się uniknąć pytań o granicę między zdradą a wiernością, zachowaniem korzystnym a szkodliwym dla ludności znajdującej się pod okupacją. Historyk powinien jednak bronić wszystkich jednoznaczności w obszarze, w którym niemal wyłącznie ma do czynienia ze zjawiskami ambiwalentnymi i wielokształtnymi, niezależnie od tego, czy chodzi o motywy, przyczyny, interesy czy skutki. Oczywiście nie oznacza to, że należy powstrzymać się od oceny i sądów moralnych. Nie jest jednak do tego konieczne stosowanie pojęcia kolaboracji w wyraźnym znaczeniu "zdrady". Z tego powodu w artykule używane będzie neutralne pojęcie współpracy. Ocena poszczególnych zachowań zawsze jest zależna od kontekstu.
Obszary doświadczeń i horyzonty oczekiwań w 1941 r.
Doświadczenia Litwy ukształtowane zostały przez proces powstawania litewskiego państwa narodowego od 1917 do 1920 r., autorytarny reżim Antanasa Smetony od 1926 do 1940 r. oraz roczną okupację radziecką 1940-1941. Sprawy polityki zewnętrznej i wewnętrznej były ze sobą ściśle powiązane i latem 1940 r. doszło do drastycznego zaostrzenia sytuacji. W wyniku aneksji dokonanej przez Związek Radziecki Litwa straciła niepodległość. Prezydent Smetona musiał opuścić kraj, zostawiając za sobą mocno podzielone społeczeństwo. Niespodziewany koniec procesu budowania państwa narodowego, który nie budził sprzeciwu, a wręcz zyskał poparcie znacznej części litewskich elit, wśród wielu wywoływał przerażenie. Dzień 15 czerwca 1940 r., kiedy to na terytorium kraju wkroczyła Armia Czerwona, postrzegany był nie tylko jako dzień kolejnej przegranej, lecz prawdziwej katastrofy. Przede wszystkim żołnierze litewscy, studenci i młodsze pokolenie polityków, którzy już wcześniej zbliżyli się do obozu faszystowskiego, jeszcze bardziej się zradykalizowali209. Podczas gdy sowietyzacja w polityce, gospodarce i kulturze postępowała w szybkim tempie, NKWD zakwalifikowało 320 tys. obywateli litewskich (co stanowiło jedną siódmą mieszkańców kraju) do "potencjalnych wrogów państwowych"210. Panikę, ogromną wściekłość i poczucie bezradności wywołały szczególnie deportacje około 17 tys. Litwinów, Polaków i Żydów w czerwcu 1941 r.211
Istotnym następstwem takiego stanu rzeczy dla nadchodzącej niemieckiej polityki okupacyjnej była zmiana i zaostrzenie nastrojów antysemickich na Litwie. Do tej pory antysemityzm miał źródło w pobudkach "narodowych", Żydów należało prześladować, ponieważ byli rzekomą przeszkodą w budowaniu litewskiego państwa narodowego, od 1917/1918 r. nastroje antysemickie zostały zdominowane przez niebezpieczne identyfikowanie bolszewików z Żydami, przy wykorzystaniu elementów apokaliptycznych i eschatologicznych. Uważano, że trwa walka na śmierć i życie: "Żydzi" zdradzili Litwę, a "żydowscy bolszewicy" próbowali zniszczyć Litwinów jako naród. Należało się przed tym bronić oraz zemścić się z użyciem przemocy. Coraz więcej Litwinów dochodziło do wniosku, że inaczej wyobrażało sobie "uzdrowienie" ich "wspólnoty" oraz że zbudowanie państwa narodowego od nowa nie będzie wykonalne212. Reakcje ludności żydowskiej na reżim radziecki były ambiwalentne. Około 5 tys. Żydów uciekło przed panowaniem radzieckim, a w przyszłości także niemieckim, do Azji i na Bliski Wschód. Z jednej strony Żydzi mogli po raz pierwszy obejmować stanowiska państwowe, wypowiedzi antysemickie były oficjalnie zakazane, a Armia Czerwona dawała jawną ochronę przed okupacją niemiecką. Z drugiej strony litewscy Żydzi dotkliwie odczuli zmiany gospodarcze. Reżim radziecki zniszczył niemal wszystkie autonomiczne struktury żydowskie, zarówno społeczne, jak i polityczne213.
Kilkuset polityków i wojskowych litewskich uciekło przed Sowietami do Berlina, gdzie w listopadzie powstał Litewski Front Aktywistów (LAF), z Kazysem Škirpą, członkiem oficjalnej Rady Narodowej, na czele. LAF programowo zaostrzył ideologię antysemicką i wykorzystał ją jako główne narzędzie do mobilizacji antyradzieckiego państwa podziemnego. Organizacja przygotowywała się do nadchodzącej wojny Niemiec ze Związkiem Radzieckim, tak by odbudować lub stworzyć od nowa litewskie państwo narodowe. LAF był organizacją zrzeszającą wiele ugrupowań, lecz w klimacie wojny członkowie o poglądach antysemickich i radykalnie prawicowych zdobyli przewagę, zdominowali więc nastawienie światopoglądowe i polityczne organizacji. Jawiła im się Litwa odbudowana na wzór faszystowski, która u boku Trzeciej Rzeszy będzie walczyć z bolszewikami, Żydami i Polakami. Kierując się oczekiwaniami, że dzięki wspólnej walce Litwa uzyskałaby większą niezależność państwową w Europie zdominowanej przez Niemcy, formowali oni grupy bojowe na Litwie, prowadzili też antyradziecką, antyżydowską i antypolską propagandę. W związku z doświadczeniami końcowej fazy pierwszej wojny światowej planowali również natychmiastowe stworzenie rządu tymczasowego, co w znacznym stopniu wykraczało poza zakres działań pożądanych przez Niemców. Na nowej Litwie miało nie być miejsca dla Żydów. Rozpowszechnione centralne "Wytyczne w sprawie wyzwolenia Litwy" z końca marca 1941 r. nakazywały nie tylko dyskryminować, lecz także wysiedlać Żydów. W pojedynczych przypadkach bezpośrednio nawoływano do mordowania Żydów na Litwie, ale nie ma dowodów na konkretne plany morderczych pogromów litewskich Żydów przed rozpoczęciem wojny214. Pogromy dokonywane były z inicjatywy Niemców. 17 czerwca 1941 r. szef Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy Reinhard Heydrich wydał odpowiednie rozkazy dla Einsatzgruppen. Nie ulega jednak wątpliwości, że LAF dążył do utrzymania atmosfery antyżydowskiego terroru, gdyż ułatwiało mu to realizowanie planów wysiedleńczych. Program nie stanowił reakcji na deportacje Sowietów z czerwca 1941 r., ponieważ został sformułowany wcześniej. Przede wszystkim odnosił się do utraty niepodległości w czerwcu 1940 r., co należało "tłumaczyć" w sposób ekstremalny i antysemicki. Należało również dążyć do przywrócenia poprzedniego stanu rzeczy.
W latach 1941-1944 Niemcy, Litwini i Żydzi zostali postawieni przed całkowicie odmiennymi pytaniami. W uproszczeniu można to podsumować następująco: z perspektywy Niemców działania LAF miały ułatwić prowadzenie wojny - dowództwo Wehrmachtu i Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy liczyły na wsparcie natury logistycznej. W późniejszym czasie Niemcy szukali odpowiedzi na pytanie, jak powinna wyglądać polityka okupacyjna, aby ułatwiła prowadzenie i wygranie wojny. Wielu Litwinów poszukiwało sposobów na wskrzeszenie utraconego państwa narodowego zgodnie z nacjonalizmem etnicznym. Głównym krokiem w tym kierunku miało być powstanie narodowe; późniejsze działania Litwinów były skupione wokół tego celu. Obydwie strony kierowały się różnymi interesami. Zaowocowało to zarówno współpracą, jak i wrogością.
Jeśli uwzględnimy niemieckie doświadczenia z pierwszej wojny światowej w krajach bałtyckich i zadamy sobie pytanie, co łączy tamten okres z drugą wojną światową i ponowną okupacją Litwy w 1941 r., w niektórych obszarach zauważymy pewną ciągłość, a w niektórych jej brak. Nazistowscy funkcjonariusze piastujący wysokie i kierownicze stanowiska w administracji oraz policji mieli już doświadczenia z krajów bałtyckich i wierzyli w "mit Wschodu". Mit ten opierał się na głównej motywacji nazistów, aby już nigdy nie dopuścić do takiej sytuacji, jaka się wytworzyła w 1918 r. To właśnie mit roku 1918 znacznie przyczynił się do zmniejszenia poziomu przemocy oraz do bezwzględnego "wprowadzania Nowego Ładu" w społeczeństwie. Jednak od 1941 r. praktycznie nie odwoływano się do okresu 1915-1919. W odróżnieniu od pierwszej wojny światowej podstawą niemieckich działań we wszystkich sferach politycznych od 1941 r. był rasistowski antysemityzm. Okupanci mieli do dyspozycji dużo mniejszy personel niemiecki niż 25 lat wcześniej na terenie Ober-Ost. Musieli więc w dużo większym stopniu dbać o współpracę z Litwinami. Przede wszystkim jednak dużo silniejsza była wola radykalnej walki ze Związkiem Radzieckim215. Na początku nie planowano wcale całkowitej eksterminacji Żydów podczas wojny ani wymordowania milionów radzieckich jeńców wojennych. Plany masowych morderstw dotyczyły radzieckiej klasy rządzącej, której zniszczenie miało ułatwić wojnę błyskawiczną oraz doprowadzić do załamania się państwa radzieckiego. Planowana "dekapitacja" elit Związku Radzieckiego wzorowana było na polityce niemieckiej w Polsce, miała jednak przybrać dużo większe rozmiary. Władze nazistowskie, kierując się antysemityzmem, zaliczały Żydów do radzieckiej klasy rządzącej. Natychmiastową "dekapitację" powiązano z planem głodzenia i rabowania ludności cywilnej. W tygodniach decydujących o zaplanowaniu wojny, która miała doprowadzić do zagłady znacznej części radzieckiej ludności cywilnej, przesądziły dwa elementy: ogromna presja czasu, pod jaką znajdowały się władze nazistowskie, oraz plan głodowy: rzekoma konieczność eksploatacji w ciągu kilku miesięcy radzieckich plonów z 1941 r. na własne potrzeby oraz wykorzystania okupowanych terenów Związku Radzieckiego jako zaplecza na potrzeby wojny prowadzonej na skalę światową. Władze niemieckie w ciągu pół roku zamierzały zagłodzić na śmierć kilka milionów radzieckiej ludności cywilnej. Ponadto miały nadzieję, że ułatwi im to rozwiązanie problemu trudnych wymogów logistyki zaopatrzenia. Ze względu na uciekający czas i uszczuplone zasoby wojna błyskawiczna miała iść w parze nie tylko z "dekapitacją", lecz także z maksymalnym wyzyskiem.
Kurs w kierunku wyjątkowo bestialskiej wojny został wyznaczony już w styczniu-lutym 1941 r. Warto tu wspomnieć o ogłoszonych niedługo potem wytycznych Adolfa Hitlera w sprawie wymordowania "inteligencji żydowsko-bolszewickiej" z początku marca, gdyż doprowadziły one do przydzielania morderczych zadań oddziałom SS Heinricha Himmlera oraz wydawania przez Hitlera i Wehrmacht tzw. zbrodniczych rozkazów do maja 1941 r.
Obydwa mordercze plany - "dekapitacja" i plan głodowy - stanowiły dla Niemców główne elementy planu przetrwania nazistowskich Niemiec w rozpoczynającej się wojnie światowej. W okresie kilku miesięcy przed rozpoczęciem wojny plany te wydawały się zagrożone, ponieważ dostępny personel był niewystarczający. Brakowało 500 tys. osób do rabowania gospodarki, których domagał się główny kwatermistrz Eduard Wagner, nie udało się również zapewnić 360 tys. osób przewidzianych przez kierownictwo Organizacji Gospodarczej Wschód (Wirtschaftsstab Ost) jako minimum do zabezpieczenia obszarów na tyłach wojsk między głównymi drogami zaopatrzenia, a w szczególności do grabieży plonów z 1941 r. Wehrmacht dysponował ostatecznie 58 tys. osób skupionych w 117 batalionach, a oddziały Himmlera liczyły około 34 tys. osób: 3 tys. w grupach operacyjnych, 18,5 tys. w dowództwie sztabu Reichsführera SS oraz 12 tys. w batalionach Policji Porządkowej. Tym samym na jeden okręg zamiast 180 osób przypadało średnio 21, czyli deficyt personelu sięgał 90 procent. Braki w zasobach personalnych stanowiły jeden z bardziej newralgicznych punktów niemieckiego planowania i nie tylko utrudniały realizację głównego elementu strategii, tj. złamania państwa radzieckiego, lecz zagrażały także czterem pozostałym istotnym obszarom wojennym, polegającym na zabezpieczeniu dróg zaopatrzeniowych i transportowych, pozyskaniu plonów z 1941 r. i wcieleniu w życie planu głodowego, zapobieganiu działalności ruchów oporu oraz wdrażaniu planowanej rasistowskiej polityki przesiedleńczej na terenach okupowanych. Skutki deficytów osobowych były dwojakie. Po pierwsze, na miejsce brakującego personelu wprowadzony został niespotykany terror służb bezpieczeństwa Wehrmachtu i jednostek SS. Po drugie - i tu mamy do czynienia z Litwinami - niedobory w niemieckich służbach uzupełniano współpracownikami miejscowymi. Mimo podkreślanej często manii wielkości kierownictwa Rzeszy w lecie 1941 r. należy pamiętać, że rzeczywistość była uwikłana w siatkę uwarunkowań wojskowo-strategicznych i wojenno-gospodarczych. Dążenie do imperialistycznego rozszerzania terytorium Rzeszy stawiało nazistowskie Niemcy pod dużą presją czasu i doprowadziło do dużych deficytów dóbr i personelu.
Lato 1941 r. i niepowodzenie planu wojny błyskawicznej
Koncepcja napaści obejmowała różne powody prowadzenia morderczej wojny, które są ze sobą ściśle powiązane. Wola walki czerwonoarmistów zdecydowanie przekroczyła oczekiwania Niemców. Problemy z zaopatrzeniem były praktycznie nie do rozwiązania i ograniczyły możliwości przemieszczania się wojsk. Nie udało się podzielić regionów na obszary nadwyżek żywności oraz obszary niedoborów żywności, plany zrabowania plonów w 1941 r. również nie zostały zrealizowane. Ponadto Niemcy nie zawładnęli terenami, z których mogliby deportować "niepożądane" grupy ludności, w szczególności europejskich Żydów.
Niemiecka administracja cywilna miała zostać ustanowiona tam, gdzie wojna błyskawiczna przebiegła pomyślnie, Armia Czerwona została w znacznym stopniu osaczona i pokonana, a plany mordów zrealizowane, zwłaszcza na tyłach frontu. Zamiast tego od końca lipca 1941 r. komisarze Rzeszy musieli kontynuować politykę gospodarczą na przejętych terenach w celu wspierania działań wojennych, ponadto zapobiegać działalności ruchu oporu, a w końcu w perspektywie średnio- i długoterminowej wdrażać reguły "Nowego Ładu" według idei nazistowskich. Działaniami tymi miał kierować minister Rzeszy ds. okupowanych terytoriów wschodnich Alfred Rosenberg. Jeśli chodzi o Litwinów, planowano zasiedlić kraj ludnością niemiecką, większość mieszkańców deportować na mający powstać "wał na granicy z Wielką Rosją", a pozostałych "zasymilować". Nie przewidziano politycznego przedstawicielstwa Litwinów, Niemcy interesowali się wyłącznie ludźmi o nastawieniu "proniemieckim", wszystkich pozostałych zaś należało "bezwzględnie wyłączyć". Litwinom nie były znane szczegółowe plany polityczne sprzed wojny216.
Niemniej to nie plany osadnictwa, lecz rzekome wymogi Niemiec co do prowadzenia wojny stanowiły najważniejszy kontekst dla niemieckiego okupanta i litewskiego społeczeństwa w latach 1941-1944. Przez cały czas polityka okupacyjna była pochodną wojny ze Związkiem Radzieckim, ponieważ przetrwanie reżimu nazistowskiego, a tym samym "niemieckiej wspólnoty narodowej", zależało od wyniku tej wojny, której mimo oczekiwań nie udało się zakończyć do jesieni 1941 r.
Agresja w lecie 1941 r.
Na gwałtowny wybuch antyżydowskiej i antyradzieckiej agresji w czerwcu 1941 r. miały wpływ trzy czynniki. Zgodnie z rozkazem wymordowania radzieckiej klasy rządzącej i zduszania wszelkich przejawów oporu niemiecka Policja Bezpieczeństwa rozpoczęła pogromy i masowe rozstrzeliwania. Terror, do którego dążył LAF, miał uczynić życie Żydów nie do zniesienia, aby jak najszybciej ich wykluczyć z nowo powstającego państwa litewskiego. Doświadczenie bezradności, znane wielu Litwinom z czasów reżimu radzieckiego, przełożyło się na wyjątkowo brutalną nienawiść wobec Żydów. Uważano, że usprawiedliwieniem tego były zbrodnie żołnierzy radzieckich dokonywane podczas odwrotu217. Szybki odwrót Armii Czerwonej pozostawił litewskich Żydów i zwolenników panowania radzieckiego bezradnymi. Wśród Żydów zapanowały chaos, panika i poczucie bezsilności. Wielu próbowało uciec, ale większość prób ucieczki zakończyła się niepowodzeniem. Jedynie grupie 8-10 tys. Żydów udało się uciec przez dawną granicę ze Związkiem Radzieckim. Około 1,5 tys. komunistów padło ofiarą prześladowań latem 1941 r. Pogromy na ulicach i placach Kowna kosztowały życie około 1,1 tys. Żydów, kolejne 5 tys. zginęło do końca pierwszego tygodnia lipca w wyniku masowych rozstrzeliwań; do końca lipca w Wilnie zmarło 5 tys. Żydów i Polaków, a w strefie przygranicznej do połowy lipca - 3,3 tys. Żydów. Łączna liczba ofiar w wysokości około 20 tys. Żydów na terenie całej Litwy do momentu wprowadzenia administracji cywilnej wydaje się prawdopodobna. Ponad 18 tys. Żydów zostało rozstrzelanych, a 1,1 tys. zginęło w wyniku pogromów.
Działania formacji SS i policji latem 1941 r. są dowodem na to, że ich kierownictwo chciało zaostrzyć kampanię przeciwko Żydom. Himmler, wyżsi rangą oficerowie SS i policji oraz Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy, któremu podlegały grupy operacyjne, na problem zabezpieczenia tyłów wojsk, czemu poświęcano uwagę już przed rozpoczęciem wojny, zareagowali radykalizacją działań skierowanych przeciwko Żydom. Podczas wojny należało mordować nie tylko Żydów piastujących wcześniej stanowiska w radzieckim aparacie państwowym lub partyjnym, lecz jak najwięcej Żydów, w pierwszej kolejności zdolnych do walki mężczyzn, gdyż z perspektywy antysemickiej stanowili oni "rasową" podstawę bolszewizmu i uznawani byli za najważniejszą grupę radzieckiej klasy rządzącej. Przed 22 lipca 1941 r. Heydrich wydawał Einsatzgruppen rozkazy ustne, które wykraczały poza uzgodnienia z Wehrmachtem. Ze źródeł Einsatzgruppe A wynika, że rozkazy ustne Heydricha nie były nakazami w ścisłym znaczeniu tego słowa, lecz miały raczej charakter pewnej wizji i wytyczały ramy działania dla Policji Bezpieczeństwa. Należało wymordować jak najwięcej zdolnych do walki mężczyzn, a pozostałych Żydów zamykać w gettach. Nasilenie i zwiększenie tempa polityki mordowania ze strony RSHA nie zostało uzgodnione ani z Wehrmachtem, ani z administracją cywilną, ale w praktyce nie doprowadziło później do wielu konfliktów. W lipcu 1941 r. w ponad stu miejscowościach prowincji litewskiej utworzono tymczasowe getta, w których zamykano kobiety, dzieci i starszych mężczyzn. Pytanie, co z nimi uczynić, pozostawało początkowo kwestią otwartą.
Oprócz przemocy antyżydowskiej prowadzono również działania antyradzieckie oraz stworzono tymczasowy rząd litewski218. Prześladowania i mordowanie Żydów w dużym stopniu pokrywały się z litewską polityką antyradziecką, nie należy jednak stawiać między nimi znaku równości. Rząd tymczasowy zachowywał się w sposób niekonsekwentny. Z jednej strony wywodził się on z LAF, nawołującego do polityki antyżydowskiej i jeszcze przed wojną stawiającego na równi Żydów i bolszewików. Z drugiej strony bez przekonania próbował stłumić niekontrolowaną agresję i "akty zemsty". Działania na prowincji nie zawsze przebiegały w taki sam sposób i w mniejszym stopniu, niż zakładano, podlegały rozkazom płynącym z centrali. Rozmiar agresji antyżydowskiej zależał od uwarunkowań lokalnych. W pierwszych dniach wojny najważniejsza była walka z oddziałami Armii Czerwonej, w której zginęło około 600 z 15-20 tys. powstańców.
Działający przez sześć tygodni rząd tymczasowy zdominowany był przez młodych chadeków, którzy zradykalizowali swoje nacjonalistyczne poglądy pod koniec lat trzydziestych w odpowiedzi na reżim Smetony219. Chcieli nawiązywać nie tylko do okresu sprzed okupacji radzieckiej, lecz przyszłość polityczna Litwy jawiła im się jako model autorytarny z elementami faszystowskimi. Z wniosków legislacyjnych rządu wynika, że obrany kierunek działania nowej Litwy był zarazem antyradziecki, jak też miał na celu wykluczenie Żydów, Polaków i Rosjan w celu realizowania utopijnej wizji możliwie homogenicznego pod względem etnicznym narodu litewskiego. Rząd uczestniczył w zarządzaniu "obozami koncentracyjnymi" oraz miejscami egzekucji, takimi jak forty IV, VII i IX w Kownie, podlegały mu litewskie urzędy i jednostki policji. Niedługo przed rozwiązaniem rząd wydał rozporządzenie w sprawie Żydów, przewidujące dyskryminację wszystkich Żydów na Litwie, rabunek ich własności i umieszczanie w gettach oraz dochodzenia przeciwko żydowskim komunistom.
W ciągu pierwszych sześciu tygodni pod okupacją niemiecką rząd tymczasowy - podobnie jak Kościół katolicki - mógł dać wyraźny sygnał przez wyrażenie oficjalnego sprzeciwu wobec masowych mordów ludności cywilnej i brutalnych prześladowań litewskich Żydów. Ponadto rząd mógł zabronić podległym sobie urzędnikom uczestniczenia w prześladowaniach i mordach. Ponieważ brali w tym udział nie tylko młodzi radykalni prawicowcy, oficjalne dystansujące się od nich stanowisko rządu tymczasowego i Kościołów mogłoby wywrzeć na niektórych łagodzący wpływ. W szczególności zakwestionowane by zostało wówczas podstawowe założenie przyświecające sprawcom, a mianowicie że znajdują się oni na terenie, którego nie normują prawa, są więc bezkarni. Jednak ani przywódcy państwowi Litwy - ponieważ za takich uważał się rząd tymczasowy - ani władze kościelne nie uznały wówczas oficjalnych protestów za wskazane lub konieczne. Rząd zabronił jedynie prześladowania etnicznych Litwinów "na własną rękę" i radził unikać "publicznych egzekucji" Żydów220. Pod koniec 1941 r. rząd zdystansował się od sprawców pogromów w Wiliampolu i Kownie, ale nie zostało to podane do publicznej wiadomości.
Niemcom nie podobało się utworzenie tymczasowego rządu litewskiego i chcieli jak najszybciej zlikwidować wszelkie formy niezależnego przedstawicielstwa politycznego Litwinów. Jednocześnie Niemcom zależało na dalszej współpracy z litewskimi urzędnikami i policją. Po niepowodzeniu w realizacji zamiaru wprowadzenia "rad zaufania" czy "sztabów ludowych" oraz nieudanych próbach szantażu lub przeciągnięcia Litwinów na swoją stronę, opowiedziano się za powołaniem niemieckiej administracji cywilnej. Jednocześnie Policja Bezpieczeństwa opowiadała się za zamachem stanu, tak aby stanowiska kierownicze w jednostkach wojskowych obsadzone zostały głównie przez młodych radykałów prawicowych, gotowych do ścisłej współpracy z Niemcami. Faszyści ci nie mieli przeważnie większych skrupułów, aby przekroczyć granicę dzielącą ich od masowych zbrodni, i podporządkowaliby się władzom niemieckim podczas wojny - tak się przynajmniej wydawało.
Niełatwa współpraca między Niemcami a Litwinami
Na początku sierpnia 1941 r. niemiecka administracja cywilna na miejsce rozwiązanego rządu tymczasowego powołała dziewięć rad generalnych, które kierowały dotychczasowymi ministerstwami, a przede wszystkim - wspólnie z niemieckimi komisarzami rejonowymi - dowódców okręgów oraz okręgowych komendantów policji, którzy stali się najważniejszymi podmiotami odpowiedzialnymi za wdrażanie polityki lokalnej. Administracja niemiecka, składająca się w przeważającej większości z członków NSDAP z długim stażem, była zbyt słaba liczebnie, by działać bez litewskich współpracowników. We wszystkich sektorach powstawały więc mieszane formy administracyjne, które budziły wiele kontrowersji i wywołały liczne dyskusje w samych Niemczech. Zdecydowana większość kwestii spornych nie dotyczyła konfliktów wewnątrzniemieckich, lecz stosunków niemiecko-litewskich. Naturalny zamysł, aby wobec braku personelu formalnie udzielić Litwinom gotowym do współpracy większej niezależności, spotykał się ze stanowczym oporem wydziałów gospodarczych. Wymogi gospodarcze przez cały czas były tak wysokie, że urzędnikom tych wydziałów zbyt ryzykowne wydawało się przyznanie Litwinom jeszcze większego pola do działania. Dowódca Policji Bezpieczeństwa Wschód podsumował ten problem w lutym 1942 r.: chodziło o pogodzenie gospodarki wojennej z realizacją wytycznych dotyczących utrzymania współpracy z Litwinami, walki z ruchem oporu, wypełnianiem wymogów gospodarki wojennej, oszczędzaniem niemieckich sił oraz stworzeniem warunków dla późniejszej niemieckiej polityki osadnictwa221.
Niemcom bez większych trudności udało się przekształcić litewską armię i policję w służby pomocnicze. Na początku listopada 1941 r. oddziały straży miejskiej zostały wcielone do niemieckiej policji, a policjantów podporządkowano niemieckiej Policji Porządkowej. Niemieckie dowództwo policji coraz częściej wprowadzało obowiązkowy pobór, co wywoływało niechęć wśród ludności. Co najmniej dwanaście oddziałów straży miejskiej i większość funkcjonariuszy policji brało udział w mordowaniu Żydów i innych prześladowanych. Stopień zaangażowania w represjonowanie rzekomych wrogów politycznych, zwłaszcza w mordowanie ludności żydowskiej zależał jednak od kontekstu lokalnego. Często wystarczał jedynie nadzór Niemców i zaangażowanie garstki niemieckich policjantów, ponieważ zbrodnie dokonywane były przez siły litewskie. W odniesieniu do terytorium Litwy nie zachowały się praktycznie żadne świadectwa dotyczące sprzeciwu litewskich policjantów i strażników miejskich przeciwko bestialskiej "pracy", choć w innych regionach niektórzy protestowali przeciwko powoływaniu do plutonu egzekucyjnego. Jeśli chodzi o motywację, kluczową rolę odgrywał radykalny nacjonalizm skrajnie prawicowego dowództwa policji w połączeniu ze skłonnością do przemocy z pobudek antysemickich, aczkolwiek nie należy pomijać innych czynników, takich jak możliwość wzbogacenia się czy presja grupowa wśród żołnierzy i policjantów. Na początku wielu kierowało się chęcią uczestnictwa w kształtowaniu przyszłych sił zbrojnych Litwy, po czym znaleźli się oni w sytuacji, z której można było się wydostać tylko za cenę ryzykownej dezercji. Niemniej wiele osób zdecydowało się pójść tą drogą i zdezerterowało, choć brakuje źródeł, aby bliżej określić motywy, jakie przyświecały im przy opuszczaniu wojska.
Okupanci niemieccy byli zdani na współpracę z Litwinami. Z tego powodu należało zrekompensować Litwinom ich niespełnione ambicje narodowe. Oprócz składanych obietnic dotyczących okresu powojennego z litewskimi dążeniami narodowymi radzono sobie na dwa sposoby: po pierwsze, przez angażowanie Litwinów do masowych zbrodni, co umacniało więź z Niemcami, po drugie, przez rekompensatę gospodarczą, głównie kosztem Żydów, Polaków i Rosjan.
Problemy gospodarki wojennej i zdolność do prowadzenia wojny
Istotnym punktem stycznym między wojną, okupacją a masowymi zbrodniami była gospodarka wojenna. Co do rolnictwa, to już w sierpniu 1941 r. rady generalne podały, że niemieckie żądania w zakresie produktów rolnych znacznie wykraczają poza poziom radzieckich kontyngentów. Latem i jesienią 1941 r. z zaplecza północnego odcinka linii frontu należało nieoczekiwanie zorganizować dodatkowe zaopatrzenie dla ponad 800 tys. żołnierzy niemieckich i blisko 160 tys. koni. W pierwszej połowie lipca okazało się, że nie sposób było dostatecznie zaprowiantować wojsko. Nie tylko silny opór Armii Czerwonej stanowił zagrożenie dla powodzenia działań wojennych, lecz także przerwy w dostawach zaopatrzenia. Dowódcy wojskowi, w tym sam Adolf Hitler, silnie naciskali na szybkie i pomyślne zakończenie ataków na północy. Nie było to jednak możliwe, gdyż dostępne siły nie wystarczały do realizacji wyznaczonych celów. W krajach bałtyckich wiele regionów już w lipcu dotknęła klęska głodu, co zwiększało presję na zaplecze, aby od tej pory zapewniać zarówno bieżące zaopatrzenie, jak i zapasy na zimę.
Na Litwie administracja wojskowa i gospodarcza nalegały, by ze względu na szybko kurczące się zapasy kwestię zaopatrzenia miast pozostawić administracji litewskiej i jak najwięcej wykorzystywać na potrzeby Niemiec. Przez pierwsze dwa tygodnie lipca w Organizacji Gospodarczej Wschód dyskutowano nad tym, by w obliczu trudności z zaopatrzeniem zagłodzić również ludność krajów bałtyckich. 9 lipca 1941 r. jej kierownictwo zadecydowało jednak, że nie będzie ryzykować życia cywilnej ludności litewskiej - inaczej niż na terenie Białorusi czy Rosji. Bez "minimalnego poziomu" wyżywienia niemożliwe było "zabezpieczenie tyłów wojsk". Postanowiono samodzielnie określać ilość żywności do podziału i przekazać obowiązek jej dystrybucji administracji litewskiej, aby zrzucić na nią odpowiedzialność za wszelkie utrudnienia w zaopatrywaniu ludności cywilnej, czego się spodziewano. W kolejnych tygodniach okazało się, że dwie grupy zostały de facto wyłączone z zaopatrzenia: Żydzi i jeńcy wojenni. Wprowadzone racje żywnościowe dyskryminowały litewskich Żydów do tego stopnia, że postępując "zgodnie z prawem", nie mieli oni najmniejszych szans na przeżycie. W prowincjach, gdzie jeszcze nie racjonowano kurczących się zasobów żywności, litewskie organy zaopatrzenia często nie pozostawiały dla Żydów niczego. To Niemcy zapoczątkowali antyżydowską dyskryminację i wyrażali dla niej aprobatę. Wśród Żydów na terenach wiejskich, spośród których kilkadziesiąt tysięcy żyło już w prowizorycznych gettach, panował nie tylko głód - ogromny ścisk sprzyjał również szybkiemu rozwojowi chorób.
Niemcy znaleźli się pod ogromną presją w skomplikowanej sytuacji, za którą sami ponosili odpowiedzialność. Wojna nie przebiegała po ich myśli, a czas naglił. Problemy z zaopatrzeniem i dostawami przekroczyły wszelkie oczekiwania, brakowało sił bezpieczeństwa i organów gospodarczych, które mogłyby wdrażać własne plany. Presja wywierana na zaplecze gwałtownie rosła. Podstawowy dylemat niemieckiej polityki okupacyjnej był oczywisty: utrzymanie stabilności na zapleczu nie dawało się pogodzić z jego nadmierną eksploatacją w kryzysowych warunkach wojny.
Początkowe plany wprowadzania powszechnej polityki zagłodzenia wybranych obszarów szybko zmodyfikowano na rzecz selektywnej polityki głodowej222. Niemiecka odpowiedź na niepowodzenie idei planu głodowego została sformułowana na szczeblu Rzeszy pod koniec 1941 r. i od razu wcielona w życie na Litwie, a brzmiała następująco: selekcja określonych grup ludności zamiast izolacji całego obszaru. Jedna grupa społeczeństwa pod okupacją powinna być zaopatrywana w sposób uprzywilejowany, a pozostałe należy zaniedbywać bądź całkowicie wykluczyć. Ostatnie postanowienie najłatwiej można było realizować w stosunku do radzieckich jeńców wojennych, jeśli żyli w zamkniętych obozach i nie byli przydatni dla gospodarki wojennej jako siła robocza. Zmiana planu głodowego na Litwie kosztowała życie około 170 tys. jeńców wojennych. Jeśli chodzi o Żydów, to podobnie jak później w wypadku przymusowo przesiedlonych Sowietów, było to trudniejsze ze względu na to, że niemożliwe okazało się ich całkowite odcięcie od świata zewnętrznego.
W lipcu 1941 r. braki w zaopatrzeniu litewskich Żydów okazały się środkiem do złagodzenia "presji problemu". Antyżydowska selekcja oznaczała jednocześnie uprzywilejowanie Litwinów, ponieważ trzeba było z nimi współpracować i nie chciano nastawiać ich całkowicie przeciwko sobie. Zbrodnicze praktyki miały źródło zarówno w antysemityzmie niemieckim, jak i litewskim. Ponadto działania te można łatwo powiązać z antysemicką polityką bezpieczeństwa, skierowaną przede wszystkim przeciwko potencjalnemu żydowskiemu ruchowi oporu. Prześladowania, wypędzenia, a kiedy zachodziła "konieczność", natychmiastowe mordy na Żydach dla Niemców były jednocześnie sposobem na rozwiązanie trudnej sytuacji z zaopatrzeniem oraz innymi wiszącymi nad nimi problemami.
Przez całą okupację podejmowano próby znalezienia sposobów na zwiększenie dostaw z 400 tys. gospodarstw rolnych na Litwie223. Ze względu na uszczuploną liczbę niemieckiego personelu przymus bezpośredni mógł być stosowany tylko w niektórych miejscach. Niemcy nie mieli innego wyboru niż próba zmobilizowania Litwinów do działania w interesie niemieckim.
Ustalanie zbyt niskich cen, niemożność dokładniejszego śledzenia i kontrolowania przepływu towarów mimo licznych przepisów oraz bardzo mała podaż przy ogromnym popycie doprowadziły do tego, że większość transakcji gospodarczych dokonywana była na czarnym rynku. Miejsca nielegalnego handlu coraz częściej powstawały w miastach, na wsi, w okolicach gett i obozów pracy przymusowej. Według szacunków niemieckich w 1943 r. w taki sposób odbywała się większość handlu produktami rolnymi, a na początku 1944 r. ludność zaopatrywała się niemal wyłącznie na czarnym rynku. Czarny rynek żywności odgrywał kluczową rolę dla przeżycia, co dobitnie widać po tym, że grupy, które nie miały do niego dostępu, były skazane na śmierć głodową. Dotyczyło to przede wszystkim radzieckich jeńców wojennych. Jeśli Żydzi przebywający w gettach pracowali poza terenem getta, mieli częściowy dostęp do czarnego rynku, dzięki czemu mogli przeżyć przez pewien czas. Deficyty osobowe w sektorze gospodarki skłoniły Niemców do wykorzystywania Żydów jako siły roboczej, inaczej niż pierwotnie planowano. Początkowo stało się tak w większych miastach, później również w wielu obozach pracy przymusowej rozsianych po całym kraju.
Niemiecka polityka mobilizacyjna podczas wojny
W centrum uwagi Niemców w coraz większym stopniu znajdował się niedobór siły roboczej. Był to kolejny obszar polityki, który łączył w sobie gospodarkę wojenną, politykę okupacyjną i zbrodnie masowe224. Podobnie jak w wypadku polityki żywieniowej, poszkodowane były wszystkie grupy społeczne znajdujące się pod okupacją niemiecką, również te będące obiektem dyskryminacji rasowej, etnicznej i antysemickiej oraz polegające hierarchizacji. O ile Litwini i Polacy mieli do czynienia z ograniczeniami żywności, o tyle dla Żydów i jeńców wojennych była to kwestia życia i śmierci. W żadnym innym obszarze polityki Niemcy nie traktowali różnych grup ofiar w tak zbliżony sposób jak w wojennej polityce pozyskiwania siły roboczej225. W niektórych obozach pracy kolejno przebywały różne grupy więźniów, czasem przedstawiciele różnych grup przebywali w obozach w tym samym czasie, a niekiedy dzielili nawet wspólną przestrzeń. Niemcy często uzupełniali deficyty siły roboczej jednej grupy ofiar osobami z innej grupy. Na przykład w Kownie przy życiu pozostało więcej Żydów, ponieważ więźniowie radzieccy pracujący na lotnisku Aleksotas zmarli w wyniku niedożywienia. Niemcy planowali wcześniej coś zupełnie odwrotnego. To jeńcy wojenni mieli zastępować żydowskich pracowników wykwalifikowanych, dlatego mordowanie Żydów wydawało się zgodne z interesami gospodarki wojennej. Kiedy jesienią 1943 r. SS przejęło kontrolę nad gettami i obozami pracy, na nowo zaczęto dokonywać mordów na litewskich Żydach. Ekonomiści SS błędnie wyliczyli, że żydowską siłę roboczą można zastąpić przymusowo przesiedlonymi radzieckimi cywilami, którzy wiosną 1943 r. zostali wypędzeni z terenów wschodnich między innymi na Litwę. W wypadku mobilizowania siły roboczej do pracy na terenach znajdujących się poza terytorium Litwy administracja litewska od początku starała się chronić osoby pochodzenia litewskiego i w pierwszej kolejności wysyłać Polaków z rejonu Wilna, a następnie przymusowo przesiedlonych Sowietów. Podczas gdy wewnątrzniemiecka rywalizacja o ulokowanie i wykorzystanie siły roboczej stawała się coraz ostrzejsza, presja wywierana na społeczeństwo litewskie, aby spełniać w dużej mierze zawyżone wymogi Niemców, utrzymywała się na tym samym poziomie. Litewski wzorzec reakcji pozostawał bez zmian: siła robocza, której się domagano, miała pochodzić z Polski i Białorusi, przede wszystkim z rejonu Wilna, a od maja 1942 r. z trzech nowych okręgów na południowym wschodzie Litwy. Litewscy nacjonaliści nie mieli zamiaru wysyłać młodych Litwinów za granicę na potrzeby Niemców. Z tego samego powodu wiele osób krytykowało udział litewskiej policji w operacjach poza granicami kraju, ponieważ zagrażało to ich zdaniem bezpieczeństwu samej Litwy. Argument ten miał znaczący wpływ na sprzeciw litewskich nacjonalistów wobec niemieckich prób mobilizacji do 1944 r. W ograniczonym, ale istotnym wymiarze Litwini mogli wybrać spośród następujących możliwości: jeżeli współpraca z Niemcami wydawała im się korzystna, godzili się na nią, w przeciwnym wypadku próbowali wymigiwać się od niemieckich żądań lub wręcz je bojkotować. Jeśli przyjmowano taką "logikę", współpraca z Niemcami przy prześladowaniu i mordowaniu Żydów, Polaków i Rosjan nie kłóciła się z bojkotowaniem decyzji niemieckich wtedy, gdy chodziło o los etnicznych Litwinów. W rzeczywistości z powodu słabości sił niemieckich to od administracji litewskiej w dużej mierze zależało, ilu i jacy mieszkańcy Litwy zostaną zmobilizowani. Po stronie litewskiej panował strach przed ponowną okupacją kraju przez Związek Radziecki, dlatego też możliwa była mobilizacja do armii. Zależało to od tego, na jakich warunkach mieliby walczyć żołnierze litewscy. Ponieważ przedstawiciele Litwinów nalegali na koncesje polityczne, mobilizacja zakończyła się fiaskiem ze względu na brak współpracy i ryzyko bojkotu. Niemieckie interesy wojenne i okupacyjne były całkowicie sprzeczne z interesami nacjonalistów litewskich. Kwestia odzyskania niepodległości niezmiennie stanowiła główny motor działania Litwinów. Ten stan rzeczy uległ zmianie, kiedy wiele instytucji szkolnictwa wyższego zostało zamkniętych w marcu 1943 r. oraz po aresztowaniu 48 przedstawicieli inteligencji, w tym co najmniej 25 osób, które wcześniej aktywnie współpracowały z Niemcami. Represje te zostały zastosowane przez Niemców po nieudanej mobilizacji do litewskiej brygady SS, która została następnie rozwiązana. Jednocześnie w dalszym ciągu kontynuowano mobilizację do Wehrmachtu i pracy przymusowej. Niektórzy urzędnicy litewscy obawiali się, że Litwa pójdzie "tą samą drogą co Polska". Na przełomie 1943 i 1944 r. stawiano tak duży opór, że niemiecka administracja regionalna była gotowa rezygnować z planowanych "struktur" i w dużo większym stopniu niż dotychczas podejmować działania skierowane przeciwko etnicznym Litwinom. Niemcom wciąż jednak brakowało sił policyjnych, aby przełamać opór. SS i policja nie były w stanie odpowiedzieć na niezmienne żądania administracji cywilnej w sprawie zapewnienia większej liczby personelu do wprowadzania terroru, stsowania represji i urządzania "polowań na ludzi". Jeśli w ogóle dostępne były zasoby ludzkie, to bardziej wskazane wydawało się wysyłanie ich na inne tereny.
W obliczu niemieckich odwrotów i porażek zwycięstwo Niemiec stawało się coraz mniej prawdopodobne. Litwini zaczęli w związku z tym na nowo stawiać sobie pewne pytania. Pierwszym i najważniejszym wrogiem wciąż pozostawał Związek Radziecki i korzystniejsze wydawało się zbliżenie się do aliantów.
Kiedy pod koniec sierpnia 1943 r. SS i policja przesunęły na Litwę na dwa tygodnie jednostki niemieckie, łotewskie i estońskie, we wschodniej i w południowej części kraju, w pobliżu miast Święciany, Świr i Ejszyszki, doszło do polowań na ludzi, które miały na celu nie tylko pozyskanie siły roboczej, lecz także zwalczanie partyzantki. Operacja pod kryptonimem "Lato", w której wyniku wywieziono do Rzeszy około 3 tys. osób, przebiegała w tak brutalny sposób, że szkody polityczne dla administracji niemieckiej okazały się ogromne. Utracono resztki zaufania do niemieckiego okupanta. Niektóre władze samorządowe na Litwie chciały ograniczyć skutki takich działań i zaoferowały, że będą aktywniej prowadzić mobilizację na własną rękę. Nie mogły one jednak zbyt wiele wskórać, ponieważ niemal wszystkie grupy w litewskim państwie podziemnym działały przeciwko nim. Do końca stycznia 1944 r. zamiast żądanych 30 tys. osób udało im się zmobilizować jedynie 8,2 tys., podobnie jak wcześniej, głównie spośród Polaków, Białorusinów i Rosjan.
Do października 1943 r. spośród 100 tys. osób wykonujących prace przymusowe około 60 procent pracowało w innych rejonach Komisariatu Rzeszy Wschód oraz w obszarze Grupy Armii Północ, natomiast 40 procent w Rzeszy. Do czerwca 1944 r. odsetek osób deportowanych do Rzeszy wzrósł do 60 procent spośród łącznej liczby 156 tys. osób wywiezionych na roboty. Wśród 94 tys. osób deportowanych do Rzeszy było 45 tys. przymusowo przesiedlonych Sowietów, 20 tys. Polaków i 29 tys. Litwinów. Liczby te stanowią oczywiście pewne przybliżenia, ale wyraźnie z nich wynika, że obszar Litwy był wykorzystywany w dużo mniejszym stopniu niż inne okupowane tereny radzieckie226. Nie wynikało to jednak z niemieckiej "łagodności" czy "wyższego" miejsca w rasistowskiej hierarchii. Ważną rolę odgrywały tu trzy czynniki. Do lata 1943 r. Litwa cieszyła się pewnymi szczególnymi względami z powodu istotnej roli produkcji litewskiej dla gospodarki wojennej. Kiedy przestały one mieć znaczenie, dostępne siły SS i policji były zbyt słabe, aby prowadzić silną mobilizację bez współpracy ze strony Litwy. Poza tym Litwinom z powodzeniem udawało się omijać i bojkotować niemieckie wymogi.
Polityka mobilizacji i zarządzania siłą roboczą - podobnie jak polityka żywieniowa - była ściśle związana z aktualnym etapem wojny i wymaganiami polityki okupacyjnej. W obydwu obszarach wyraźnie widać, że rozwój praktyk okupacyjnych można zrozumieć jedynie przy jednoczesnym uwzględnieniu zachowania poszczególnych grup społeczeństwa litewskiego.
Polityka osadnictwa podczas wojny
Według nazistów polityka osadnictwa - "stworzenie nowej przestrzeni życiowej" - miała co do zasady stać na pierwszym miejscu wśród czynników będących bezpośrednią przyczyną zbrodni masowych dokonywanych na europejskich Żydach. W 1972 r. historyk Andreas Hillgruber opisał, na czym polegał "kluczowy element programu ideologii rasowej": "Wojna na wschodzie w celu uzyskania nowej "przestrzeni życiowej" oraz Endlösung w znaczeniu eksterminacji w pierwszej kolejności Żydów na okupowanych terenach Związku Radzieckiego zostały zaplanowane jednocześnie i rozpoczęły się tego samego dnia, to jest 22 czerwca 1941 r."227. Teza ta przez długi czas dominowała w historiografii i w dalszym ciągu ma wielu zwolenników. Dokładniejsza analiza przemawia jednak za tym, aby wytyczne ideologiczne rozpatrywać jako jeden z wielu nierozerwalnie ze sobą związanych elementów skomplikowanego procesu. Na przełomie 1942 i 1943 r. na Litwie osiedliło się na nowo około 19 tys. Volksdeutschów, którzy wraz z grupą 30 tys. innych osób zostali przesiedleni do okupowanej Polski zachodniej wiosną 1941 r. Miejsca musiało im ustąpić co najmniej 28,5 tys. Polaków, Rosjan i Litwinów, co wywołało ogromny niepokój wśród okupowanej ludności i stanowiło nowy problem dla niemieckiego okupanta228. Realizowana była zatem praktyczna polityka "przestrzeni życiowej", która zasadniczo miała niewiele wspólnego z niemiecką polityką antyżydowską. Co prawda prześcigano się w ambitnych planach "germanizacji", "zniemczania" i wypędzania miejscowej ludności, w których to wizjach z góry zakładano nieobecność Żydów, niemniej polityka osadnictwa na Litwie ani nie przyspieszyła, ani nie spowolniła tempa prześladowania i mordowania Żydów. Działania osadnicze miały za to decydujący wpływ na problemy związane z polityką okupacyjną i rolną, które wedle zamiaru Niemców powinny się były zmniejszyć w wyniku integracji z Volksdeutschami. Pod względem światopoglądowym i propagandowym funkcję usprawiedliwiającą pełnił bez wątpienia cel dalekosiężny, czyli "wprowadzenie Nowego Ładu" na teren pozbawiony Żydów. Stanowił on istotny element nazistowskiej utopii i samoświadomości sprawców. "Nowy Ład Europy" odnosił się przede wszystkim do rasistowskich, narodowych i etnicznych wyobrażeń jednorodnych społeczeństw, postrzeganych jako "organizmy narodów". Społeczeństwa te miały żyć obok siebie według określonego zhierarchizowanego porządku i służyć Niemcom. Analizując wszystkie grupy ofiar łącznie, widać, że podstawowa różnica w odniesieniu do Żydów przejawiała się w "antysemityzmie zbawiennym", jak przedstawił to Saul Friedländer229. "Żydzi" postrzegani byli jako śmiertelni wrogowie i pod żadnym pozorem nie było dla nich miejsca w rasistowskiej Europie tworzonej według Nowego Ładu. Plany masowych mordów i innych działań przeciwko pozostałym grupom społecznym i etnicznym nie miały na celu ich całkowitej eksterminacji. Przy doborze środków skierowanych przeciwko Romom, Polakom czy Rosjanom Niemcy - z nielicznymi wyjątkami - wychodzili z założenia, zwłaszcza na niższych szczeblach w hierarchii, że część z nich powinna żyć dalej. W wypadku Żydów odwrotnie: byli oni do tego stopnia demonizowani, że mieli zostać całkowicie wymordowani lub wypędzeni.
Strach przed powtórką z 1918 r.
W prowadzonych badaniach nie przypisuję przyczyn zbrodni masowej wyłącznie antysemityzmowi i dążeniu do uzyskania "przestrzeni życiowej"230. Dogłębnej analizie poddaję również obszary antysemickiej polityki bezpieczeństwa, żywieniowej i pozyskiwania siły roboczej, także w określonych, większych kontekstach. Z punktu widzenia nazistów w wojnie rozpoczętej w 1941 r. chodziło o wszystko: życie lub śmierć, zwycięstwo lub zagładę, w coraz większym stopniu musieli też podejmować strategiczne działania obronne. Inaczej rzecz ujmując, to doświadczenia nazistów, a dokładniej wspomnienie widma "roku 1918" i dążenie do tego, aby uniknąć jego powtórki, a nie coraz bardziej odległa wizja "germańskiego" mocarstwa, były siłą napędową do coraz okrutniejszych zbrodni. Narastający strach przez przegraną, ponowną porażką były ważniejsze niż wyobrażenie niemieckiego narodu panów. To raczej obawy, że "niemiecka wspólnota narodowa" będzie musiała znowu głodować, stanie się niestabilna i podatna na "rozpad", aniżeli abstrakcyjna utopia osiedlania się od Krymu po Leningrad, były motorem przekraczania granic moralnych i cywilizacyjnych. Wyobrażenia wielu Niemców, które obrosły w mit w latach dwudziestych, jakoby "wspólnota" narodowa z 1914 r. padła "ofiarą" "zdrajców z 1918 r.", sprawiły, że wojna od 1941 r. widziana była w kategoriach permanentnej "obrony koniecznej", masowe mordy akceptowano jako narzędzie "samoobrony", a wręcz uważano je za "konieczne"231. Budowa "twierdzy Europa" na zewnątrz i stałe "wzmacnianie" rzekomo zagrożonej "niemieckiej wspólnoty narodowej" od środka stanowiły dwa główne projekty nazistów. Uznano, że przetrwanie będzie możliwe tylko dzięki wojennej "walce o byt". Z tymi projektami wiązało się również to, że od końca 1940 r. wojna ze Związkiem Radzieckim miała być jednocześnie wojną o zasoby - przede wszystkim rabunkową wojną rolną - oraz że konflikt interesów między ekstremalną eksploatacją gospodarczą z jednej strony a minimalnym poziomem stabilności i kontroli okupowanych społeczeństw z drugiej stał się jednym z głównych dylematów niemieckiego okupanta.
W dokumentach dotyczących niemieckich sprawców nie znajdziemy zbyt wielu odniesień do "Führera". Wyraźnie dostrzegalna jest za to wola sprostania radykalnym wymogom narodowego socjalizmu i imperializmu, spełniania oczekiwań w zakresie rasizmu i czynienia wszystkiego dla "niemieckiej wspólnoty narodowej" w ramach "walki o byt" opartej na darwinizmie społecznym. Samoświadomość najważniejszych grup w administracji i policji naznaczona była rasizmem narodowym i radykalnym antysemityzmem. Wojna, którą prowadzili, miała na celu ostateczne zwalczenie "bolszewizmu żydowskiego". Bestialskie czyny wydawały im się "niezbędne z punktu widzenia natury i historii", aby dzięki wojnie i polityce rasistowskiej zapewnić niemieckiemu narodowi takie miejsce w świecie, na jakie zasługuje. W związku z tym ogromną inicjatywę wykazywało wielu małych "Hitlerów" i "Himmlerów" średniego i niższego szczebla. Nie chcieli oni wyłącznie wykonywać rozkazów "Führera" czy "gauleitera", ale czuli się też uprawnieni do samodzielnego działania na rzecz "przyszłości narodu niemieckiego", byli gotowi popełniać w tym celu zbrodnie, które podczas wojny wydawały się uzasadnione "obroną konieczną". Istotną rolę odgrywały więc dwa czynniki: po pierwsze, obawa przez ponownym przyjęciem przez Niemców roli ofiar w kontekście "roku 1918", a po drugie, brutalne wdrażanie własnej wizji darwinizmu społecznego.
Konsensus między Niemcami reprezentującymi różne instytucje okupacyjne wydawał się wystarczający. Ścisła współpraca między różnymi niemieckimi instytucjami była możliwa między innymi dzięki temu, że osoby podejmujące decyzje potrafiły "się dogadać". Przyglądając się personelowi urzędów okupacyjnych, można dojść do wniosku, że rozbieżności w interesach urzędów często były łagodzone w wyniku osobistych uzgodnień.
Zagłada Żydów na Litwie
Po błyskawicznym wymordowaniu około 20 tys. Żydów w pierwszych tygodniach wojny Niemcy - przy wsparciu Litwinów - przeprowadzili gettoizację miast. W tym czasie na obszarach wiejskich w stu tymczasowych gettach w ekstremalnie trudnych warunkach żyło około 90 tys. Żydów. Musieli oni zmierzyć się z głodem, nędzą, pracą przymusową, życiem w ścisku i ogromną brutalnością litewskich strażników. Większość Żydów z prowincji nie miała szans na przeżycie. Ze względu na siłę i tempo niemiecko-litewskiego ataku na Żydów nie było nawet czasu na obronę, a później na żałobę, odwet czy zorganizowanie ruchu oporu. Liczyło się tylko i wyłącznie przeżycie. Już w lipcu 1941 r. ofiarą padały całe gminy, a od początku sierpnia szeroko zakrojony atak został wymierzony w niemal wszystkich Żydów żyjących na terenie Litwy. Pierwsze mordy nastąpiły na północy, na terenie Komisariatu Rejonu Szawle, następnie również w pozostałych komisariatach rejonowych. Od początku sierpnia 1941 r. getta tymczasowe pełniły funkcję krótkich poczekalni na drodze do śmierci.
Z analizy losu litewskich Żydów pochodzących z obszarów wiejskich do jesieni 1941 r. wynika, że sytuacja rozwijała się wszędzie w podobny sposób, a ewentualne różnice dotyczyły szczegółów. Początkowo konkretna dynamika procesu mordowania była kształtowana przez radykalną niemiecką politykę bezpieczeństwa. Policja Bezpieczeństwa tłumaczyła niesłychany terror tym, że chodziło o "ustabilizowanie linii frontu na tyłach", czego jakoby nie można było osiągnąć przez "likwidację" tylko niektórych Żydów. W taki sam sposób politykę mordowania w swojej antysemickiej "logice" usprawiedliwiała policja niemiecka: najważniejsze było zapobieganie działalności ruchu oporu. Głównym punktem odniesienia w tej "logice" był antysemicki obraz "Żyda" jako demoralizującego, wprowadzającego podziały i zbuntowanego elementu za linią frontu, które to wyobrażenie powstało jako interpretacja klęski Niemiec w pierwszej wojnie światowej. Himmler posługiwał się tą logiką bardzo często i obejmował nią również żydowskie dzieci jako "przyszłych mścicieli". Ponadto Policja Bezpieczeństwa kierowała działaniami mającymi na celu zapobieganie zarazom. W wielu miejscach ryzyko rozprzestrzeniania się epidemii było istotnie prawdopodobne z powodu gettoizacji i niemieckiej polityki rabunkowej. Jednocześnie tempo procesów mordowania wzrosło przez rasistowską i antysemicką politykę żywieniową. Zgodnie z wypowiedziami litewskich policjantów niemiecka policja i niemiecka administracja cywilna zaproponowały w lipcu i sierpniu 1941 r., by wymordować wszystkich pozostałych przy życiu Żydów, ponieważ są oni tylko "niepotrzebnymi zjadaczami chleba". W tym zakresie wywierana była ogromna presja, mająca przy problemach z zaopatrzeniem podczas wojny coraz większy wpływ na zaplecze. Zachowały się wspomnienia, że w wielu miejscach Żydów, z którymi nie można już było nic zrobić, nie pozostawiano w stanie agonii, lecz mordowano ze względów "humanitarnych", by skrócić ich cierpienie. W niektórych miejscach eksperymentowano, w jaki sposób zabijać tak, aby chronić morderców.
Wszystkie rzekome "powody" mordowania Żydów świadczą o antysemityzmie sprawców. To, czy Żydów należało zabijać, bo byli "potencjalnymi powstańcami i buntownikami", "potencjalnymi mścicielami", "nosicielami zaraz" czy "niepotrzebnymi zjadaczami chleba", nierozerwalnie wiązało się z poglądami antysemickimi i z góry zakładało definicję "Żyda" jako wroga. Nacjonalistyczny antysemityzm litewski i rasistowski antysemityzm niemiecki pokrywały się w wystarczająco dużym zakresie, aby mogli oni współpracować przy dokonywaniu zbrodni. Wskazanie antysemityzmu jako motywu jest niezbędnym elementem odpowiedzi na pytanie o przyczyny masowych zbrodni dokonywanych na Żydach. Jednak można założyć, że trudno jest zrozumieć kontekst tego okresu bez uwzględnienia specyfiki rozwoju wojny, wymogów gospodarki wojennej i problemów związanych z polityką okupacyjną, a także ich antysemickiej interpretacji.
Bez wątpienia podkomendni Himmlera i przedstawiciele niemieckiej administracji cywilnej stanowili dwie główne siły napędowe czy raczej grupy sprawców. Masowe zbrodnie były jednak dokonywane przy ogromnej współpracy ze strony dużej części społeczeństwa litewskiego, które chciało wykluczyć "Żydów" ze swojej litewskiej "wspólnoty" narodowej w przyszłości. Mordowanie Żydów w prowincjach litewskich świadczy o ścisłej współpracy administracji niemieckiej i litewskiej w ramach tego procesu. Zarówno na płaszczyźnie administracyjnej, jak i policyjnej za wykonanie odpowiedzialni byli Litwini, natomiast kontrola i nadzór leżały w kompetencji Niemców.
W miastach przy życiu pozostało więcej żydowskich mężczyzn wraz z rodzinami, ponieważ byli oni niezbędni dla gospodarki wojennej jako "siła robocza". Duże getta w Kownie i Wilnie oraz mniejsze w Szawlach i Święcianach, gdzie żyło około 43 tys. Żydów, początkowo miały służyć jedynie jako tymczasowe obozy izolacyjne i pracy przymusowej. W Święcianach getto istniało do końca marca 1943 r., w Wilnie do września tego roku, a w Szawlach i Kownie nawet do lipca 1944 r., czyli do końca niemieckiej okupacji na Litwie.
Niemcy - Wehrmacht, administracja cywilna oraz policja - planowali jedynie tymczasowo pozostawić przy życiu pewną ograniczoną liczbę Żydów, aby móc wykorzystać ich na potrzeby gospodarki wojennej. Żydowskiej siły roboczej nie dało się jednak zastąpić radzieckimi jeńcami wojennymi, Litwinami czy Polakami. Getta i obozy pracy musiały funkcjonować dłużej, niż planowano, ze względu na nagły, ale utrzymujący się deficyt dostępnej siły roboczej. Zakładano, że Żydzi w gettach są pod kontrolą i z powodzeniem udaje się zapobiegać działalności ruchu oporu oraz epidemiom. Dodatkowo zapotrzebowanie na żydowską siłę roboczą odsunęło na dalszy plan pogląd, że Żydzi mieliby stanowić konkurencję pod względem żywieniowym. Ponieważ wykorzystywanie żydowskich pracowników do celów gospodarki wojennej leżało w interesie Niemiec, wpłynęło to na spowolnienie tempa i zakresu dokonywanych mordów. Przedtem do połowy listopada 1941 r. niemieckie i litewskie jednostki po ogromnej selekcji zastrzeliły około 53 tys. "zbędnych" Żydów mieszkających w miastach. Do końca 1941 r. Niemcy z litewską pomocą zamordowali łącznie 150 tys. litewskich Żydów. Ponad 43 tys. Żydów - a od wiosny 1942 r. dodatkowe 6 tys. z nowo dołączonych okręgów na południowym wschodzie Litwy - w dalszym ciągu żyło w gettach i należących do nich obozach zewnętrznych.
Począwszy od jesieni 1942 r. wykorzystywanie Żydów jako siły roboczej ponownie zeszło na drugi plan, ustępując miejsca antysemickiej polityce bezpieczeństwa. Operacja "Blau" zakończyła się porażką, Wehrmacht nie zdobył złóż ropy na południu Związku Radzieckiego, a radzieckie drogi zaopatrzenia nad Wołgą pozostały nietknięte. Po Stalingradzie nasiliły się ruchy partyzanckie w litewsko-białoruskim rejonie przygranicznym. Nasilił się brak zasobów, Niemcy zaostrzyli swoje działania, scentralizowali kompetencje i jeszcze bardziej ograniczyli zakres działalności judenratów. Podejmowane od wiosny 1942 r. próby dyskryminowania Żydów niepracujących względem pracujących przy podziale żywności oraz wprowadzenia bezpieniężnej gospodarki podziału zakończyły się fiaskiem. Podczas gdy w Polsce realizowana była akcja "Reinhardt", a na Białorusi i Ukrainie kontynuowano szeroko zakrojone kampanie zagłady, na jesieni 1942 i wiosną 1943 r. coraz bardziej zdenerwowani Niemcy likwidowali liczne małe getta na południowym wschodzie Litwy. Dokonywali selekcji ich mieszkańców: Żydów, którzy wydawali się "zdolni do pracy", wysyłali do innych gett lub obozów pracy, a pozostałe osoby mordowali. Kierując się "logiką", że walka z partyzantami oznacza walkę z wszystkimi Żydami, we wrześniu 1943 r. Niemcy zlikwidowali getto w Wilnie, a pozostałe getta przekształcili w obozy koncentracyjne. Wiązało się to z kolejnymi selekcjami i masowymi mordami. Wszyscy Żydzi, którym nie udało się ukryć lub uciec, w 1944 r. zostali deportowani do Polski i Rzeszy.
Z analizy niemieckiej struktury władzy na Litwie wynika, że to administracja cywilna, składająca się z wydziałów politycznych, pracy i gospodarczych, w większości przypadków decydowała o przebiegu działań, a nie Policja Bezpieczeństwa, która musiała ustępować w niemal wszystkich konfliktach. Dotyczy to również kwestii rabunków i wykorzystywania majątków żydowskich. Oprócz konkurencji wewnątrzniemieckiej dużą rolę w tym kontekście odgrywało również społeczeństwo litewskie i jego nastawienie do Żydów. Zakładanie gett zawsze szło w parze z rabunkiem dokonywanym przez Litwinów i Niemców. Mimo niemieckich prób kontrolowania przeważającej części zrabowanych dóbr Litwinom też udało się w dużym stopniu wzbogacić. Chodzi tu o współdziałanie znacznych części społeczności litewskiej we wdrażaniu nazistowskiej polityki zagłady. Żydzi byli bezbronni. Zostali skonfrontowani nie tylko z litewską policją i administracją, lecz także z tymi Litwinami, którzy nie wahali się czerpać korzyści z gettoizacji i mordowania. Należy zauważyć, że Litwini odczuwali brak wielu podstawowych produktów niezbędnych do życia. Aby wzbogacić się na majątkach żydowskich, trzeba było jednak być antysemitą, co umożliwiało łamanie granic moralnych. Zarówno w Niemczech, jak i w krajach europejskich pod okupacją niemiecką wielu ludzi okazało się na to gotowych. Podobnie jak w społeczeństwie niemieckim konsekwencje takiego stanu rzeczy były fatalne: nikt nie wyrażał już żadnego sprzeciwu wobec tak radykalnych praktyk antysemickich. Ani politycy, ani przedstawiciele władzy sądowniczej nie protestowali publicznie przeciwko prześladowaniu i mordowaniu obywateli żydowskich. Również Kościół jako instytucja zawiódł na całej linii, choć należy podkreślić odwagę pojedynczych duchownych i członków wspólnot parafialnych. Tylko nieliczni księża głosili, że grzechem jest przywłaszczanie sobie przedmiotów należących do Żydów, kiedy ci, stłoczeni w getcie, tak bardzo ich potrzebują.
W ostatnich latach światło dzienne ujrzały historie niewielkich grup Litwinów pomagających Żydom, a czasem nawet ich ratujących. Znane są nazwiska 3 tys. uratowanych Żydów. Do lipca 2016 r. 889 obywateli Litwy zostało odznaczonych przez Yad Vashem medalami Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Należy przy tym pamiętać o ryzyku represji, a nawet kary śmierci, na jakie się narażali. Co najmniej 50 osób zostało rozstrzelanych za pomaganie Żydom.
Mordowanie litewskich Żydów umożliwiało awans społeczny, przyczyniało się też do przyspieszenia procesu zmian społecznych w bardzo ubogim społeczeństwie. Analiza lokalnych mechanizmów rabunkowych pokazuje, że podział majątków żydowskich miał być również przejawem narodowo-rasistowskiej polityki społecznej i redystrybucji, podobnie jak w pozostałych okupowanych krajach i w Rzeszy. Niemcy i Litwini za pomocą zrabowanego majątku próbowali uprawiać rasistowską "politykę dobrobytu". Wyjaśnia to po części sytuację, dlaczego dyskryminacja i mordowanie Żydów na Litwie nie utrudniały Niemcom sprawowania władzy nad ludnością litewską, a wręcz ją ułatwiały. Bezkarne wzbogacanie się - występujące zarówno w innych okupowanych krajach Europy, jak i w Rzeszy - było jednym z ważniejszych elementów łączących władzę okupacyjną ze społeczeństwem znajdującym się pod okupacją.
Ruch oporu
Działania niemal wszystkich większych organizacji konspiracyjnych skupione były na realizacji takiej czy innej polityki państwowej. Dotyczy to zarówno litewskiego, polskiego oraz radzieckiego ruchu oporu. Wyjątki stanowiły małe grupy, takie jak żydowskie obozy rodzinne w lasach lub zbiegli jeńcy wojenni, którzy starali się po prostu przeżyć do końca wojny. Żydowskie grupy oporu w lasach uważały się za część radzieckiej partyzantki, ponieważ tylko ona była gotowa nawiązać z nimi ścisłą współpracę. W lasach wokół jeziora Narocz wspólne działanie trwało krótko i zakończyło się tragicznie jesienią 1943 r. Setki żydowskich partyzantów i uciekinierów z getta padło ofiarą Niemców po tym, jak członkowie lokalnego radzieckiego ruchu partyzanckiego nie wzięli ich ze sobą przy odwrocie taktycznym. W Puszczy Rudnickiej stosunki między radzieckimi i żydowskimi partyzantami układały się dużo lepiej.
Pod koniec 1941 r. w podziemiu zaczęły się organizować coraz większe grupy litewskich elit. Wielu Litwinów, którzy w pierwszych miesiącach współpracowali z Niemcami, wycofało się z takiej współpracy. Do połączenia litewskich grup oporu doszło jednak dopiero wiosną 1944 r., kiedy zbliżały się wojska Armii Czerwonej. Realizowana przez nich strategia oporu polegała na próbie utrzymania na terytorium Litwy jak największej liczby zdolnych do walki Litwinów. Nie chcieli oni walczyć przeciwko Niemcom, których porażka i tak była nieunikniona, a której nie zamierzano przyspieszać. Starali się być jak najlepiej przygotowani do walki z niebezpieczeństwem powrotu okupacji radzieckiej.
Od jesieni 1943 r. Niemcy odgrywali względnie małą rolę w zwalczaniu partyzantów na Litwie. Co prawda podejmowali oni próby mobilizowania własnych sił i zastraszania konspiratorów terrorem i zagładą. Zniszczyli 15 wiosek, deportowali tysiące osób do pracy przymusowej i wymordowali kilkaset osób. Było ich jednak zbyt mało, aby dokonywać zbrodni na większą skalę. Należy nadmienić, że ważniejsze wydawało się wysyłanie i tak nielicznych oddziałów niemieckich do innych regionów, zwłaszcza na Białoruś. Zamiast tego Niemcy próbowali zinstrumentalizować litewskie i polskie oddziały do własnych celów.
Na południowym wschodzie Litwy powstała zatem skomplikowana sytuacja, zdominowana przez spory między litewskimi, polskimi, radzieckimi a żydowskimi grupami partyzantów. Z perspektywy litewskiej i polskiej chodziło przede wszystkim o to, by przygotować się na okres po możliwym do przewidzenia zakończeniu okupacji niemieckiej. Należało wytyczyć granice terytoriów i skupić jak najwięcej sił do walki z Armią Czerwoną. W związku z tym rzadko dochodziło do bezpośredniej zbrojnej konfrontacji z oddziałami niemieckimi, aby nie marnować potrzebnych sił. Niekiedy grupy te wzajemnie się zwalczały, czasem dochodziło do negocjacji między nimi, z różnym skutkiem. Jedyne dwie grupy, które nie prowadziły ze sobą bezpośrednich negocjacji w pierwszej połowie 1944 r., stanowili Niemcy i partyzanci radzieccy. Wszyscy pozostali byli zrzeszeni w długoterminowych sojuszach militarnych lub mieli nadzieję na krótkoterminowe sojusze w celu wzmocnienia własnej pozycji. Czasami istniały znaczące różnice poglądów wśród osób dowodzących takimi oddziałami.
Ogólnie rzecz ujmując, wszystkie grupy oporu miały niewielkie znaczenie militarne. Poza tym były one zbyt małe i zbyt słabo uzbrojone. Mogły co prawda wyrządzić sobie nawzajem niemałą krzywdę, ale ogólnie nie mogły wywierać realnego wpływu na przebieg wojny. Jednocześnie wszystkim tym grupom przypisuje się duże znaczenie w kontekście historii tego regionu w latach 1943-1944 oraz później. Przed wieloma tysiącami osób otworzyła się możliwość wspólnego działania zamiast zwykłego czekania. W ruchu oporu można było dać wyraz bezsilności i wściekłości z powodu utraty bliskich i majątku, nawet jeśli rzeczywistości życia partyzanckiego daleko do romantycznych opowieści. Oczekiwania i nadzieje były skoncentrowane przede wszystkim na wprowadzeniu powojennego ładu. Kiedy późny odwrót Niemców, połączony z próbą dokonania jak najwięcej zniszczeń, dobiegł końca, wielu Litwinów i Polaków ponownie musiało się zmierzyć z rozczarowaniem związanym z nową okupacją radziecką. Jedynie niewielu spośród ocalałych Żydów pozostało na Litwie - miejscu, które przez krótki okres panowania niemieckiego stało się grobem dla ponad 400 tys. ofiar.
Z języka niemieckiego przełożyła Agata Biernacka
Słowa kluczowe
Litwa, okupacja sowiecka, okupacja niemiecka, antysemityzm, udział Litwinów z Zagładzie, gospodarka wojenna
Abstract
The article regards German Occupation Policy in Lithuania 1941-1944. The author integrates the context of war and warfare - with their needs for mobilization, stability, food and labor - into the picture. He clearly shows how each of these fields of politics was coined by antisemitism, which was central for all Nazi policies. The author integrates multiple perspectives of perpetrators, bystanders and victims as well, emphasizing specific Lithuanian political programs, which enabled certain Lithuanian political groups to join partly nationalsocialist policy.
Key words
Lithuania, Soviet occupation, German occupation, anti-Semitism, participation of Lithuanians in the Holocaust, warfare economy
Grzegorz Rossoliński-Liebe
Ukraińska policja, nacjonalizm i zagłada Żydów w Galicji Wschodniej i na Wołyniu
Na krótko przed niemiecką inwazją na Związek Radziecki, która rozpoczęła się 22 czerwca 1941 r., około 2,7 mln Żydów przebywało na obszarze dzisiejszego państwa ukraińskiego90. Około 1,6 mln z nich zostało zamordowanych przez niemieckich okupantów i ich kolaborantów oraz miejscową ludność. Okupacja Ukrainy trwała stosunkowo krótko: na zachodnich obszarach około trzech, a na wschodzie nieco ponad dwa lata. Z 1,6 mln ukraińskich Żydów mniej więcej połowa zamordowana została w Galicji Wschodniej i na Wołyniu, obszarze zwanym potocznie zachodnią Ukrainą, obejmującym powierzchnię o wiele mniejszą niż pozostałe tereny Ukrainy, znane jako centralna i wschodnia Ukraina. O ile z centralnej i wschodniej Ukrainy wraz z cofającą się Armią Czerwoną udało się uciec 900 tys. Żydom, z zachodniej uciekło tylko niewiele osób. Także liczby osób, którym udało się przeżyć Zagładę w ukryciu na zachodniej Ukrainie i pozostałych ziemiach ukraińskich znacznie się od siebie różnią. Z około 100 tys. Żydów, którzy w sumie przeżyli Holokaust w ukryciu na Ukrainie, tylko 15-20 tys. przetrwało w Galicji Wschodniej i na Wołyniu. Jedną z głównych przyczyn tego zjawiska - poza dłuższym okresem okupacji na zachodniej Ukrainie - był ukraiński nacjonalizm, który przede wszystkim w latach trzydziestych i wczesnych czterdziestych przyjął formę faszyzmu. Jego przedstawiciele traktowali masową przemoc jako środek do realizacji własnych celów politycznych91.
Ukraińska policja była jednym z głównych instrumentów użytych przez okupantów niemieckich do wymordowania Żydów. Działała ona zarówno na zachodniej Ukrainie, jak też centralnej i wschodniej. O ile na wschodniej i centralnej Ukrainie wpływ nacjonalizmu na działalność policji był mały, minimalny albo w ogóle nie występował, o tyle na zachodniej Ukrainie było wręcz odwrotnie. Mimo że niemieccy okupanci zerwali oficjalne stosunki z niektórymi organizacjami skrajnie nacjonalistycznymi, a ich przywódców przetrzymywali w obozach koncentracyjnych, ukraińscy nacjonaliści pomagali Niemcom jako policjanci w wymordowaniu Żydów. Traktowali oni Żydów jak "wrogów narodu ukraińskiego" i chcieli ich usunąć z terenów, na których zamierzali ustanowić państwo ukraińskie.
W artykule krótko przedstawię aktualny stan badań nad działalnością policji ukraińskiej w Galicji Wschodniej i na Wołyniu, a następnie wyjaśnię, jak przyczyniła się ona do zagłady Żydów na tym obszarze oraz jakie były jej powiązania z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armią (UPA). Artykuł ten oparty jest na moich badaniach poświęconych faszyzacji ukraińskiego nacjonalizmu, biografii Stepana Bandery i kultu tej postaci. Chociaż sama policja ukraińska była tematem kilku artykułów, tylko nieliczne publikacje poruszały problematykę wpływu nacjonalizmu na policję albo powiązań między OUN-UPA a ukraińską policją. Wyjątek stanowi artykuł Johna-Paula Himki, który ukazał się w czasie pisania tego artykułu92. Lepiej zbadane są natomiast powiązania ukraińskiej milicji utworzonej przez OUN-B93 z Niemcami. Zagadnienie funkcjonowania policji na zachodniej Ukrainie nie doczekało się monografii i stanowi temat, który warto by dogłębnie zbadać.
Stan badań i metody badawcze
Przedstawienie stanu badań nad policją ukraińską na zachodniej Ukrainie, podobnie jak samo przebadanie tematu nie jest rzeczą prostą, ponieważ Galicja Wschodnia i Wołyń znajdowały się w dwóch różnych strefach okupacyjnych. Galicja Wschodnia włączona została w sierpniu 1941 r. jako Distrikt Galizien do Generalnego Gubernatorstwa, a Wołyń jako część Generalbezirk Wolhynien und Podolien należał do Reichskommissariat Ukraine, obejmującego centralną i wschodnią Ukrainę. Badania nad policją oraz nad okupacją niemiecką koncentrowały się zatem albo nad dystryktem Galicja, albo nad Komisariatem Rzeszy Ukraina. Wyjątek stanowią tylko prace poświęcone OUN i UPA, które w odniesieniu do obszaru skupiały się na zachodniej Ukrainie, lecz nie podejmowały dogłębnie problematyki policji ukraińskiej, a także publikacje o drugiej wojnie światowej na Ukrainie, których autorzy jednak nie badali zachowania policji podczas Zagłady ani jej powiązań z ukraińskim nacjonalizmem.
Jako pierwszy historyk wspominał ukraińską milicję i policję Filip Friedman, opisując Holokaust we Lwowie. Jego krótka, niemniej analityczna publikacja ukazała się już w 1945 r.94 W tym samym czasie działająca pod kierownictwem Friedmana Centralna Żydowska Komisja Historyczna zebrała kilkadziesiąt zeznań od Żydów, którzy przeżyli Zagładę na zachodniej Ukrainie; wymieniali oni ukraińską milicję i policję wśród zbrodniarzy i kolaborantów95. W czasie zimnej wojny kilku polskich historyków, takich jak Ryszard Torzecki i Czesław Madajczyk, w swoich studiach nad ukraińskim nacjonalizmem albo okupacją w Polsce pobieżnie opisywali także policję ukraińską96. Ukraińska diaspora i jej historycy ogólnie milczeli na temat Holokaustu i roli, jaką ukraińska policja w nim odegrała, chociaż niektóre wspomnienia weteranów zawierały ważne informacje dotyczące tego zagadnienia97. Bardzo istotnym wyjątkiem wśród publikacji, które ukazały się w okresie zimnej wojny, jest artykuł Filipa Friedmana Ukrainian--Jewish Relations during the Nazi Occupation98, powstały już po jego wyemigrowaniu z Polski. Friedman skoncentrował się głównie na Galicji i trafnie scharakteryzował ukraińską policję jako jeden z głównych organów współpracujących z Niemcami i jako ważny instrument w rękach Niemców do wymordowania Żydów99. Inną ważną publikacją wskazującą na rolę ukraińskiej policji w Holokauście na Wołyniu była praca Shmuela Spectora The Holocaust of Volhynian Jews 1941-1944, która ukazała się w 1990 r.100
Po rozpadzie Związku Radzieckiego i otwarciu archiwów radzieckich historycy zaczęli dogłębnie badać okupację na Ukrainie, poruszając przy tym tematykę policji ukraińskiej. W 1995 r. Dieter Pohl i Thomas Sandkühler opublikowali monografie o Holokauście i okupacji w dystrykcie Galicja. W swoich książkach poruszyli zagadnienie policji ukraińskiej, ale skupiali się głównie na działaniach niemieckich okupantów. Obaj autorzy nie zwracali większej uwagi na poczynania nacjonalistów ukraińskich na zachodniej Ukrainie podczas Zagłady, prezentując dosyć typowe niemieckocentryczne spojrzenie na Holokaust i okupację. Niemniej ich badania szczegółowo wyjaśniły, w jaki sposób Niemcy zorganizowali ludobójstwo i wymordowali większość Żydów galicyjskich101. Poza Dieterem Pohlem artykuły o samej policji albo policji i kolaboracji opublikowali także Frank Golczewski i Grzegorz Motyka102. Monografię o różnych ukraińskich formacjach wojskowych współpracujących z Niemcami wydał natomiast Andrij Bolanowśki103, a o Holokauście we Lwowie i w Galicji Wschodniej Eliyahu Jones (Yones), który sam przeżył Zagładę na tych terenach, a w zaawansowanym wieku badał ją jako historyk104. Artykuł poświęcony samej policji w Galicji Wschodniej opublikowali Gabriel N. Finder i Alexander V. Prusin105, a o ukraińskiej policji we Lwowie David Alan Rich106. Powiązania między UPA a policją ukraińską przedstawione zostały ostatnio w artykule Himki, kilka lat temu zaś poruszył je też Timothy Snyder107.
Kolaboracja policji ukraińskiej z Niemcami na Ukrainie i Białorusi przy mordowaniu Żydów przedstawiona została w krótkiej monografii Martina Deana108. Problematykę ukraińskiej policji w Komisariacie Rzeszy Ukraina poruszył Karel Berkhoff w studium nad okupacją na tym terenie109. Artykuły poświęcone ukraińskiej policji w okręgu generalnym Charków opublikował Jurij Radczenko110. Tematykę ukraińskiej milicji stworzonej przez OUN podjęto w kilkunastu publikacjach o pogromie we Lwowie, pogromach na zachodniej Ukrainie albo nacjonalistach ukraińskich podczas drugiej wojny światowej, napisanych przez takich historyków, jak Franziska Bruder, John-Paul Himka, Christoph Mick, Kai Struve, Witold Mędykowski, Wendy Lower i autor artykułu111. Ogólnie prace, które dotychczas się ukazały, naświetliły różne aspekty tematu, ale nie naświetliły dogłębnie zagadnienia policji ukraińskiej oraz jej powiązań z OUN i UPA.
Metody i źródła wykorzystywane do przebadania tej tematyki zmieniały się w ostatnich dziesięcioleciach. Także zainteresowania historyków zajmujących się Holokaustem na Ukrainie różniły się znacznie. Historycy żydowscy, tacy jak Friedman, Spector czy Jones, dużą wagę przywiązywali do perspektywy ofiar i świadectw pozostawionych przez ocalałych z Zagłady, przy czym wykorzystywali oni również wszystkie inne dostępne rodzaje dokumentów, przez co ich spojrzenie było dosyć szerokie i naświetlało różne aspekty Holokaustu. Historycy niemieccy, tacy jak Pohl, Sandkühler czy Golczewski, koncentrowali się natomiast głównie na perspektywie niemieckich sprawców i dokumentacji pozostawionej przez nazistów oraz niemiecką administrację, co zawężało postrzeganie tematu, w tym zagadnienia policji ukraińskiej. Nowe badania przeprowadzone przez Himkę, Struvego czy autora artykułu odzwierciedlają starania, by łączyć te perspektywy i różne rodzaje źródeł oraz uwzględnić tematykę nacjonalizmu ukraińskiego i jego oddziaływania na przebieg Zagłady. Większość historyków pomijała natomiast wpływ faszyzmu na OUN-UPA oraz na kolaborację policji z Niemcami, między innymi ze względu na rolę, jaką pojęcie "faszyzmu" odgrywało w propagandzie radzieckiej i jak używane było w postradzieckich dyskursach naukowych i politycznych112.
Jeśli chodzi o motywacje sprawców, w tym policjantów oraz innych formacji zbrojnych, badacze dochodzili do całkiem odmiennych wniosków. Różnicę tę dobrze widać, kiedy porównamy książkę Daniela Goldhagena z książką Christophera Browninga o 101 Batalionie Policji. O ile Goldhagen doszukiwał się motywów uczestnictwa w masowym mordowaniu Żydów w specyficznym antysemityzmie niemieckim, od wieków kultywowanym i odróżniającym jakoby kulturę niemiecką od innych kultur, o tyle Browning spoglądał na niemieckich sprawców jak na zwykłych, przeciętnych ludzi, którzy pod wpływem specyficznych stosunków dokonywali zbrodni na Żydach113. Browning pokazał, że nawet niezindoktrynowane osoby bez sadystycznych skłonności mogą pod wpływem presji kolegów, chęci przynależenia do grupy albo ogólnej brutalizacji podczas wojny popełnić masowe mordy na cywilach114. W odniesieniu do zachowania policjantów ukraińskich w Galicji Wschodniej i na Wołyniu w czasie Zagłady konieczne jest uwzględnienie roli konformizmu, oportunizmu, brutalizacji oraz nacisku powstającego w grupach społecznych lub organizacjach, musimy jednak zwrócić zarazem uwagę na ideologię ukraińskiego nacjonalizmu, traktującego przemoc jako środek do realizacji celów, a przy tym praktycznie nieobecnego w innych częściach Ukrainy.
Szkolenie policji, formowanie milicji i przygotowanie rewolucji narodowej
Pierwsze formacje milicji ukraińskiej, albo dokładniej to ujmując, uzbrojone i zorganizowane grupy składające się w dużej mierze z ukraińskich nacjonalistów należących do OUN lub z nią sympatyzujących, pojawiły się na zachodniej Ukrainie już we wrześniu 1939 r. Współpracowały one z Niemcami, którzy po rozpoczęciu drugiej wojny światowej wkroczyli na krótko na to terytorium. Razem z Niemcami, a czasami i bez nich, ukraińscy zorganizowani nacjonaliści znęcali się nad Żydami i ich mordowali. Poza tym zamordowali oni wtedy około 3 tys. Polaków i nieznaną liczbę Ukraińców o innych poglądach politycznych. Ponieważ na podstawie tajnego protokołu do paktu Ribbentrop-Mołotow tereny zachodniej Ukrainy, które do 1 września 1939 r. należały do Rzeczypospolitej Polskiej, przyłączone zostały do Związku Radzieckiego i stały się częścią Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej, żołnierze niemieccy wycofali się stamtąd przed wkroczeniem wojsk radzieckich po 17 września 1939 r. Członkowie OUN i "funkcjonariusze" z tych pierwszych formacji "milicyjnych" po części wywędrowali do Generalnego Gubernatorstwa, gdzie przebywali głównie w Krakowie, a po części zostali na Ukrainie i albo przeszli do podziemia, albo skrywali swoje poglądy polityczne115.
W Krakowie, dokąd przybyło kilkanaście tysięcy Ukraińców z okupowanej przez Związek Radziecki zachodniej Ukrainy, doszło w 1940 r. do rozłamu w OUN. Organizacja podzieliła się na OUN-B (przywódca Stepan Bandera) i OUN-M (przywódca Andrij Melnyk). Do OUN-B przyłączyli się głównie młodzi i bardziej radykalni nacjonaliści urodzeni około 1910 r., a w OUN-M pozostali starsi członkowie, urodzeni około 1890 r. Obie frakcje dogłębnie się sfaszyzowały w tym okresie i planowały w dogodnym momencie utworzyć ukraińskie państwo narodowe z faszystowską dyktaturą, które przypominałoby zapewne Chorwację Ante Pawelicia. W latach trzydziestych OUN działała i rozwijała się podobnie do ustaszów; utrzymywała zresztą z nimi przyjazne stosunki. Obie organizacje szkolone były przez Mussoliniego w faszystowskich Włoszech aż do zabicia przez OUN Bronisława Pierackiego 15 lipca 1934 r. w Warszawie i zabójstwa króla Jugosławii Aleksandra I oraz francuskiego ministra spraw zagranicznych Louisa Barthou, dokonanego 9 października tego samego roku w Marsylii przez ustaszów i działaczy Wewnętrznej Macedońskiej Organizacji Rewolucyjnej116.
Jeszcze przed podziałem starsza frakcja w OUN ustanowiła 27 sierpnia 1939 r. na Drugim Wielkim Zborze w Rzymie swoje oficjalne faszystowskie pozdrowienie do słów "Chwała Wodzowi!" (Wożdewi Sława!) i wprowadziła inne faszystowskie rytuały117. Natomiast OUN-B zorganizowała pod koniec marca i na początku kwietniu 1941 r. w Krakowie własny Drugi Wielki Zbór, na którym zalegalizowała swoje istnienie i przyjęła faszystowskie pozdrowienie do słów "Chwała Ukrainie! - Chwała Bohaterom!" (Sława Ukrajini! - Herojam Sława!) oraz wprowadziła wiele innych zasad zaczerpniętych z teorii faszystowskich i rasistowskich. Bandera, aby odróżnić się od Melnyka, nazywanego oficjalnie od zboru w Rzymie wożdem (wodzem), przyjął tytuł prowidnyka. Słowo to nabrało w tym czasie identycznych konotacji jak wożd, chociaż wcześniej oznaczało też kierownika lub przywódcę118. Obie frakcje współpracowały z nazistami, głównie z Abwehrą (wywiadem wojskowym), której pomagały przygotować się do ataku na Związek Radziecki. Równocześnie opracowywały też plany utworzenia państwa ukraińskiego na terenach ukraińskich, które miał dla nich wyzwolić Wehrmacht. Działaczom nie udało się jednak nawiązać kontaktów z Adolfem Hitlerem i innymi wpływowymi politykami nazistowskimi i najprawdopodobniej nie wiedzieli, jak Niemcy zareagują na próby utworzenia państwa ukraińskiego119.
Współpracując z Ukraińcami w Generalnym Gubernatorstwie i przygotowując się do ataku na Związek Radziecki, Abwehra utworzyła bataliony "Nachtigall" i "Roland". W pierwszym służyło 350, a w drugim 330 ukraińskich żołnierzy120. Sformowanie i szkolenie ukraińskiej policji było równie ważne dla Niemców i Ukraińców. W wyniku interwencji Ukraińskiego Centralnego Komitetu (Ukrajinśkyj Centralnyj Komitet, UCK) Niemcy zlecili utworzenie szkoły dla policjantów ukraińskich w Zakopanem. Kierował nią hauptsturmführer SS Hans Krüger, który po ataku na Związek Radziecki nadzorował między innymi zniszczenie getta w Stanisławowie i współorganizował mord polskich profesorów we Lwowie121. Szkolenie policyjne w Zakopanem obejmowało m.in. torturowanie i wymuszanie zeznań podczas przesłuchań. Do ćwiczeń praktycznych niemieccy i ukraińscy instruktorzy wykorzystywali Żydów122. W połowie 1940 r. podobne szkoły dla policjantów funkcjonowały też w Krakowie, Chełmie i Rabce. Podczas szkolenia ukraińskich policjantów uczono języka niemieckiego, podstaw prawa karnego oraz posługiwania się bronią palną123. Trudno ustalić, w jakim stopniu akademie policyjne w Generalnym Gubernatorstwie zostały zdominowane przez nacjonalistów ukraińskich. Ponieważ główni członkowie OUN, tacy jak Roman Szuchewycz, późniejszy dowódca UPA, i Mykoła Łebed, szef banderowskiego wywiadu, odbyli tam szkolenie i pracowali jako instruktorzy, należy założyć, że OUN albo całkowicie kontrolowała te szkoły, albo szkoliła tam swoich członków124.
Poza tworzeniem policji i batalionów wojskowych we współpracy z Niemcami OUN-B i OUN-M sformowały własne formacje milicyjne, które miały służyć przyszłemu państwu ukraińskiemu. Większość podziemia na zachodniej Ukrainie kontrolowana była przez OUN-B, także wielu nacjonalistów przebywających w Generalnym Gubernatorstwie przyłączyło się do tej frakcji. Z tych ludzi dowództwo OUN-B utworzyło tzw. grupy marszowe, liczące łącznie najprawdopodobniej około 800 osób. Ich zadaniem było wykonanie poleceń zawartych w dokumencie o nazwie "Walka i działalność OUN w czasie wojny", który Bandera razem z Szuchewyczem, Stepanem Łenkawskim i Jarosławem Stećką skończyli pisać w maju 1941 r.125
"Walka i działalność OUN w czasie wojny" została opracowana w celu zapoznania członków OUN na Ukrainie i w Generalnym Gubernatorstwie z przebiegiem rewolucji narodowej, która miała doprowadzić do powstania państwa. Milicja stworzona przez OUN-B miała w tym przedsięwzięciu odegrać główną rolę, ponieważ miała umożliwić ustanowienie struktur państwa, a następnie je ochraniać. Poświęcono jej zatem w tym kluczowym dokumencie sporo uwagi. Milicjanci mieli - podobnie jak wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast oraz inni pracownicy administracji - składać przysięgę na Stepana Banderę, przyszłego prowidnyka państwa ukraińskiego126. Po złożeniu przysięgi milicjantom powierzono zidentyfikowanie i aresztowanie osób politycznie niewygodnych oraz niedobitków [marodery, nedobytky]. Należało ich zabrać do "ukrytego albo niedostępnego miejsca [lasy, góry itp.], gdzie miały zostać przeprowadzone konkretne akcje likwidacyjne"127. Członkom OUN-B, a w szczególności milicjantom, doradzano stosowanie następującej reguły: "W czasie chaosu i zamętu dopuszczalna jest likwidacja niepożądanych polskich, moskiewskich [rosyjskich albo radzieckich] i żydowskich aktywistów"128.
Nazwa, której OUN-B oficjalnie używała na określenie formacji milicyjnych, to Narodowa Milicja (Narodna Milicija). W milicji mieli służyć mężczyźni w wieku 18-50 lat zdolni do noszenia broni129. Ponieważ OUN-B nie dysponowała mundurami, każdy milicjant miał nosić na ramieniu albo niebiesko-żółtą, albo białą opaskę z napisem "Narodna Milicija"130. Dowódcą jednostki milicyjnej miał być "znany nacjonalista" lojalny wobec OUN-B131. Na budynku wyznaczonym jako siedziba posterunku milicji powinna zostać wywieszona żółto-niebieska flaga ukraińska132. Kierownictwo OUN-B ostrzegało milicję przed "prowincjonalnymi miastami zamieszkanymi przez elementy obce narodowo". W takich przypadkach ukraińscy milicjanci mieli być rekrutowani z pobliskich wsi133. Mieli oni zaprowadzić "ład i porządek [lad i porjadek]" w miastach i "oczyścić" je z "sowieckiego wywiadu, przeciwników powstania itp. urzędników, Moskali, Żydów i innych"134.
Rejestracja Żydów przez milicję była powiązana z planami ich izolacji albo eksterminacji. Z uwagi na liczbę ludności żydowskiej na danym terytorium mogło to nastąpić jedynie stopniowo135. W pierwszej fazie rewolucji rejestracja miała doprowadzić do odizolowania Żydów w obozach, gdzie przebywaliby z "elementami aspołecznymi i rannymi"136. Informacje o "żołnierzach Armii Czerwonej, enkawudzistach, Żydach i donosicielach - krótko rzecz ujmując, o wszystkich, którzy nie należą do społeczności wiejskiej" mieli przekazywać milicji obywatele państwa tworzonego przez OUN-B137. Milicja miała też powoływać "organizacje paramilitarne, regularne jednostki wojskowe i wszystkie inne instytucje, które są niezbędne do normalnego życia"138.
Poza planami sformowania regularnej milicji OUN-B utworzyła też Służbę Bezpieczeństwa (Slużba Bezpeky, SB) kontrolowaną przez Mykołę Łebeda. SB miała się zajmować wywiadem oraz pilnować porządku wśród milicji i urzędników. Co do nie-Ukraińców SB otrzymała następujące wskazówki:
Musimy pamiętać, że te istniejące elementy jako główny filar NKWD i władzy radzieckiej na Ukrainie muszą zostać unieszkodliwione przy tworzeniu nowego rewolucyjnego porządku na Ukrainie. Te elementy to:
1. Moskale [Moskali] wysłani na terytoria ukraińskie w celu wzmocnienia władzy moskiewskiej na Ukrainie.
2. Żydzi [Żydy] jako jednostki, jak również jako grupa narodowa.
3. Obcy [Czużynci], zwłaszcza różni Azjaci, przy pomocy których Moskwa skolonizowała Ukrainę [...]
4. Polacy [Poljaky] na zachodnich terytoriach ukraińskich, którzy nie przestali marzyć o odtworzeniu Wielkiej Polski139.
Milicja, pogromy i narodowa rewolucja
Po ataku Niemiec na Związek Radziecki 22 czerwca 1941 r. członkowie OUN-B przebywający do tego momentu na zachodniej Ukrainie w podziemiu i ci, którzy udali się tam w grupach marszowych, formowali oddziały milicji i wykonywali inne wskazówki dowództwa OUN-B zawarte w dokumencie "Walka i działalność OUN w czasie wojny". 25 czerwca 1941 r., w drodze do Lwowa w jednej z grup marszowych, Jarosław Stećko napisał do Stepana Bandery ze wsi Młyny: "Tworzymy milicję, która pomoże usunąć Żydów i chronić ludność", i dodał: "Ojciec Lew Sohor zorganizował już milicję i ma na to pisemne upoważnienie OUN, a wieś to zaakceptowała. Tak więc im [Żydom] przyjdzie tu się spotkać z milicją i ona wyeliminuje tych Żydów, i tak dalej"140. Sam Bandera, przebywający wtedy prawdopodobnie w pobliżu byłej granicy niemiecko-sowieckiej141, nie mógł się udać na teren Ukrainy opuszczony przez Wehrmacht, ponieważ Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy (Reichssicherheitshauptamt, RSHA), kierowany przez Reinharda Heydricha, mu tego zabronił142.
Zaraz po ataku na Związek Radziecki OUN-B przystąpiła do wdrażania w życie wskazówek zawartych w manifeście "Walka i działalność OUN w czasie wojny", co obejmowało tworzenie państwa i mordowanie "wrogów narodu". Ofiarami przemocy byli przede wszystkim Żydzi, ale sprawcami nie tylko milicjanci albo członkowie OUN. Żydów poza nacjonalistami ukraińskimi mordowali też Niemcy, którzy z pomocą OUN wciągali do pogromów miejscową ludność. Do jej podburzenia Niemcy razem z nacjonalistami i milicjantami wykorzystali ciała więźniów politycznych zamordowanych przez NKWD. Wycofujący się Sowieci zamordowali na całej Ukrainie, według własnych danych, 8789 osób, a w samym Lwowie prawdopodobnie 2800, pozostawiając ich ciała w więziennych piwnicach lub zakopując w masowych grobach na podwórzach więzień143. Podczas pogromu we Lwowie, który rozpoczął się 30 czerwca po południu i trwał do wieczora 2 lipca, milicja ukraińska łapała Żydów na ulicach albo wyciągała ich z mieszkań i doprowadzała do więzień, gdzie musieli wyciągać z cel rozkładające się już zwłoki pomordowanych więźniów i układać je w rzędach na placu w celu rozpoznania przez bliskich. Czasami musieli je też myć. Byli przy tym maltretowani przez milicjantów, miejscową ludność i Niemców144. Poza tym milicjanci pomagali Einsatzkommandos 5 i 6 należącym do Einsatzgruppe C w gromadzeniu i dostarczaniu Żydów na miejsce pierwszych masowych egzekucji145. Niektórzy milicjanci zmuszali Żydów do wykonywania salutu faszystowskiego ze słowami "Chwała Ukrainie!" w celu ich upokorzenia, co 30 czerwca 1941 r. przytrafiło się Jakubowi Bermanowi146.
We Lwowie milicja utworzona została 30 czerwca 1941 r. na dziedzińcu pałacu metropolity Andrija Szeptyckiego na wzgórzu św. Jura. Formowanie milicji nadzorowali Iwan Rawłyk, który przybył do Lwowa ze Stećką w drugiej grupie marszowej, a także miejscowi członkowie OUN-B147. W pierwszych dniach ważną rolę w milicji odgrywali Bohdan Kazaniwśkyj i Omelian Matła148. Obaj byli więzieni i torturowani przez NKWD, ale nie zostali rozstrzelani jak większość więźniów politycznych149. Szuchewycz, który rankiem 30 czerwca przybył ze swoim pododdziałem batalionu "Nachtigall" do katedry św. Jura, również się zaangażował w tworzenie milicji150. Po 2 lipca milicja we Lwowie została według Hansa Joachima Beyera, wysokiego urzędnika SD i doradcy Einsatzgruppe C, podporządkowana SS i była odtąd nazywana policją ukraińską151. Stećko jednak wciąż uważał tę policję za milicję rządu ukraińskiego152. Jako pierwszy kierował milicją członek OUN-B Jewhen Wreciona. Po kilku tygodniach zastąpił go Wołodymyr Pitułej153.
Milicja ukraińska współpracowała z wszystkimi formacjami niemieckimi, które były zaangażowane w przeprowadzanie pogromów, m.in. Sicherheitspolizei i Sicherheitsdienst, Einsatzkommandos należące do Einsatzgruppe C, Wehrmacht oraz Dywizja SS "Wiking", będąca jednym z głównych sprawców pogromu w Tarnopolu154. Ponieważ milicjanci we Lwowie nie mieli mundurów, nosili żółto-niebieskie opaski na ramieniu. Nieliczni milicjanci posiadali oliwkowozielone mundury, wcześniej noszone przez radziecką milicję; z mundurów tych usunęli radzieckie odznaki i nosili je z żółto-niebieskimi opaskami oraz czapkami mazepynkami155. Podczas pogromu we Lwowie niektórzy milicjanci zdejmowali jednak opaski, prawdopodobnie by ukryć zaangażowanie OUN w mordowanie Żydów156. Znanych jest też kilka przykładów niesienia pomocy przez milicjantów, głównie ich znajomym. Tak uratowany został m.in. Szymon Wisenthal157.
Formowanie milicji i organizowanie pogromów odbywało się we Lwowie i wielu innych miejscowościach na zachodniej Ukrainie równocześnie z tworzeniem państwa ukraińskiego. Proklamowane ono zostało przez Stećkę 30 czerwca około godz. 20 na rynku lwowskim w budynku towarzystwa Proswita. Stećko podziękował Niemcom za wyzwolenie Ukrainy i miał nadzieję, że zaakceptują oni państwo OUN-B158. Podobnie w wielu innych miastach na zachodniej Ukrainie powoływano zarządy i organizowano uroczystości, na których dziękowano Niemcom za wyzwolenie Ukrainy i świętowano niepodległość oraz prowidnyka Banderę159. Mimo że Stećko napisał listy do Benita Mussoliniego, Ante Pavelicia, Francesca Franco i Adolfa Hitlera, z prośbą o zaakceptowanie ukraińskiego państwa z prowidnykiem Banderą na czele, Niemcy aresztowali najpierw Banderę, a po kilku dniach i jego160. Obydwu przewieziono do Berlina i nie zwolniono, chociaż członkowie OUN-B przekonali tysiące Ukraińców do podpisania petycji w sprawie ich uwolnienia161.
Ukraińska policja, nacjonalizm i Zagłada
Zgodnie z dyrektywą Heinricha Himmlera z lipca 1941 r. ukraińska milicja, którą OUN-B utworzyła zaraz po niemieckiej inwazji na Związek Radziecki, została oficjalnie rozwiązana na przełomie sierpnia i września 1941 r., a nieformalnie przeformowano ją w ukraińskie siły policyjne podporządkowane niemieckim okupantom. Nazywano je Hilfspolizei (policja pomocnicza), Schutzmannschaften (bataliony ochrony) albo po prostu ukrainische Polizei (policja ukraińska)162. Niemcy próbowali oczyścić policję z członków OUN-B, ponieważ potrzebowali ludzi, którzy będą wykonywać ich rozkazy, a nie realizować własne cele polityczne. Oddziały Wehrmachtu nawet rozbroiły kilka batalionów milicji163. Mimo to wielu milicjantów pozostało w policji, ukrywając swoje związki z OUN-B. W dystrykcie Galicja wspierał taką postawę m.in. Wołodymyr Pitulej, dowódca ukraińskiej policji. Według członka OUN-B Bohdana Kazaniwśkiego wielu banderowców znalazło się nawet wśród dowódców szkoły policyjnej we Lwowie, skąd rekrutowani byli nowi policjanci164. Także niemieccy urzędnicy z powodów praktycznych rekrutowali policjantów z grona milicjantów. Działo się tak np. w Stanisławowie165. We Lwowie do grupy 330 policjantów zostało przyjętych 110 milicjantów166.
Po przeformowaniu milicji na policję niewiele się w niej zmieniło, jeśli chodzi o stosowanie przemocy i nastawienie do Żydów. W tym punkcie poglądy ukraińskich policjantów, zwłaszcza tych powiązanych z OUN, pokrywały się z antysemickimi przekonaniami nazistów. Przy aresztowaniu Eliyahu Jonesa 12 listopada 1941 r. we Lwowie ukraińscy policjanci go pobili, a następnie dostarczyli na niemiecki posterunek. Po przesłuchaniu przez niemieckiego oficera Jones musiał wraz z innymi Żydami stać przez kilka godzin twarzą do ściany. W tym czasie jego i innych Żydów nadal bito i poniżano. Po kilku godzinach całą grupę zawieziono ciężarówką do łaźni, gdzie musieli oddać resztę rzeczy, a następnie:
Wieczorem wyłączono światło [w hali łaźni]. Nagle dostaliśmy nowy rozkaz: "śpiewać".
Pośrodku hali zebrało się wielu Ukraińców, a później przyszły również Ukrainki. Rozkoszowali się śpiewaniem i było oczywiste, że wyczekują nadchodzących wydarzeń.
Ukraińcy nękali nas aż do porannych godzin. Punktem kulminacyjnym ich haniebnych uczynków było wyciągnięcie z szeregu starego Żyda, trzymającego w rękach wielką księgę, Gemarę, którą czytał. Nakazali mu położyć książkę na ziemi, wejść na nią i zatańczyć na niej chasydzki taniec. Najpierw odmówił, ale w końcu go zmusili, ciężko go pobiwszy. Zaczął tańczyć, gdy otaczający go Ukraińcy bili go i akompaniowali mu radosnymi okrzykami.
Później posadzili go na podłodze i podpalili mu brodę, ale broda się nie paliła. Podczas gdy część Ukraińców eksperymentowała z jego brodą, inni wzięli z szeregu 6 Żydów z brodami, posadzili ich obok starego i również podpalili im brody. Początkowo paliły się tylko brody, ale po jakimś czasie ogień przerzucił się na ubrania i Żydzi spłonęli na naszych oczach. [...]
Ukraińcy dalej nas nękali. Wybrali z szeregu głuchego Żyda, który był łysy. Za cel obrali sobie jego głowę i ciskali w niego przyrządami kąpielowymi zrobionymi z metalu i drewna. Konkurs niebawem się zakończył, ponieważ głowa głuchego została roztrzaskana na dwie części, a mózg spłynął na ubranie i podłogę.
Był tam Żyd z krzywą stopą. Ukraińcy próbowali wyprostować ją siłą. Żyd krzyczał głośno, ale im się nie udało. Mimo to zajmowali się prostowaniem stopy tak długo, aż pękła. Żyd się już nie podniósł, prawdopodobnie dlatego że jego serce również pękło.
Drżąc, byliśmy zmuszeni śpiewem towarzyszyć temu maltretowaniu, a w nagrodę byliśmy straszliwie bici. [...]
Bito nas całą noc. Rankiem znalazłem się w grupie 24 osób, które przeżyły z około 300-osobowej grupy przywiezionej poprzedniego dnia. Większość zabito nieustannym biciem167.
Z 24 ocalałych 20 zmarło z powodu ran, jakie zadano im w nocy spędzonej w łaźni168. Ten opis zachowania ukraińskich policjantów stanowi tylko małą część tego, co wyrządzali oni Żydom, gdy patrolowali getta albo pomagali Niemcom przy deportacjach i egzekucjach. Na obszarach wiejskich pracowało niewielu policjantów niemieckich, a czasami w ogóle ich nie było i władza pozostawała niemal w całości w rękach policji ukraińskiej i lokalnej administracji169. W marcu 1942 r. lokalni przywódcy OUN-B wydali podwładnym rozkaz, by masowo wstępowali do policji. Starali się mieć przynajmniej jednego członka organizacji w każdej jednostce policyjnej, co pozwalało kontrolować policję170. OUN-B próbowała również zastąpić członków OUN-M w Schutzmannschaften własnymi ludźmi171. Na początku 1943 r. Biuro Wschodnie polskiego rządu na uchodźstwie doniosło, że "głównym rdzeniem organizacji [OUN-B] na Wołyniu jest blisko 200 posterunków policyjnych"172. Wpływ OUN-B na część policji ukraińskiej dostrzegli też Niemcy173. Eliyahu Jones, który pracował w obozie pracy niewolniczej w Kurowicach, napisał w swoich wspomnieniach, że ukraińscy policjanci w jego obozie byli nacjonalistami, dumnymi z tego, że noszą niebieskie mundury i ukraińskie czapki174.
Chociaż Galicja Wschodnia i Wołyń znajdowały się w dwóch strefach okupacji z odmiennym ustrojem okupacyjnym i polityką eksterminacji Żydów, OUN działała w dwóch regionach i dopasowała się do danego systemu politycznego. Samo utworzenie dwóch różnych stref okupacyjnych w sierpniu 1941 r. natomiast mocno rozzłościło ukraińskich nacjonalistów i wielu innych ukraińskich polityków, liczących na to, że Niemcy stworzą kolaboracyjne państwo ukraińskie albo autonomiczny protektorat ukraiński175.
Okupacja w Komisariacie Rzeszy Ukraina, gdzie rządził Erich Koch, była o wiele surowsza od okupacji w dystrycie Galicja, gdzie Karla Lascha w styczniu 1942 r. zastąpił Otto Wächter. W Reichkommissariat Ukraine system szkolnictwa został zmniejszony do czterech klas szkoły podstawowej, ponieważ Ukraińców tam żyjących zamierzano przekształcić w pewnego rodzaju niewolników albo robotników przymusowych. Koch wyznawał następujący pogląd: "jeśli Ukraińcy pracują dziesięć godzin dziennie, osiem będą pracować dla mnie"176. W dystrykcie Galicja Ukraińców traktowano natomiast znacznie lepiej. Mieli oni około 70 koncesjonowanych pism ("gadzinówek"), system szkolnictwa wspierany przez Rząd Generalnego Gubernatorstwa, a do Rzeszy masowo wysyłano na studia zdolnych ukraińskich studentów z Galicji. Ukraińcy byli z reguły lepiej traktowani niż Polacy, chociaż ich również wywożono na roboty przymusowe do Niemiec177.
Także zagłada Żydów na Wołyniu i w Galicji Wschodniej przebiegały odmiennie. Wymordowanie 570 tys. Żydów w Galicji Wchodniej i 250 tys. na Wołyniu można podzielić na cztery etapy. Pierwszym etapem były pogromy, przeprowadzone zarówno w Galicji Wschodniej, jak i na Wołyniu. Zamordowano wtedy 20-30 tys. Żydów, część podczas pierwszych masowych egzekucji178. W drugim etapie, który zaczął się w czasie pogromów i trwał do końca 1941 r., Einsatzgruppe C zastrzeliła około 50 tys. Żydów w Galicji Wschodniej i 25 tys. na Wołyniu. Trzeci etap przebiegał odmiennie. Na Wołyniu około 200 tys. Żydów zostało rozstrzelanych. Einsatzkommandos oraz Sicherheitspolizei i Sicherheitsdienst, którym pomagała policja ukraińska, rozpoczęły mordowanie wołyńskich Żydów pod koniec 1941 r., a zakończyły pod koniec 1942 r., natomiast w Galicji Wschodniej ponad 200 tys. Żydów wysłano do obozu zagłady w Bełżcu, około 150 tys. rozstrzelano, a 80 tys. zostało zabitych albo zmarło w gettach i obozach pracy. Eksterminacja większości Żydów z Galicji Wschodniej zakończyła się latem 1943 r. W czwartym etapie około 10 procent (80 tys.) wszystkich zachodnioukraińskich Żydów walczyło o życie, ukrywając się w lasach, we wsiach, w miasteczkach albo miastach. Większość z nich - od 70 do 80 procent - jednak nie przeżyła. Zostali zamordowani przez policję ukraińską i niemiecką, nacjonalistów ukraińskich i miejscową ludność179.
Policja ukraińska, podobnie jak ukraińscy nacjonaliści, odgrywała ważną rolę podczas wszystkich czterech etapów zarówno na Wołyniu, jak i w Galicji Wschodniej. Bez nich wymordowanie Żydów na tych terenach byłoby w zasadzie niemożliwe, gdyż znajdowało się tam zbyt mało posterunków niemieckiej policji. W lipcu 1943 r. w dystrykcie Galicja było 4 tys. ukraińskich policjantów, w dystrykcie krakowskim 540, a w lubelskim 464. Inaczej niż we wszystkich innych dystryktach GG (krakowskim, lubelskim, warszawskim i radomskim) w dystrykcie Galicja nie było żadnych polskich policjantów. Polacy w Galicji Wschodniej pracowali tylko w Policji Kryminalnej (Kriminalpolizei) albo Policji Kolejowej (Bahnschutz)180. W 1942 r. na Wołyniu było 12 tys. ukraińskich policjantów i tylko 1400 Niemców181. Ogólny stosunek niemieckich do ukraińskich policjantów w całym Komisariacie Rzeszy Ukraina wyglądał podobnie. Pod koniec listopada 1942 r. w miastach pracowało 8700 ukraińskich i 2800 niemieckich policjantów (stosunek 3 do 1), a na obszarze wiejskim 42 600 ukraińskich i 3700 niemieckich policjantów (stosunek 11 do 1)182.
Ukraińscy policjanci pomagali Niemcom podczas rozstrzeliwań, doprowadzając Żydów na miejsce zbrodni albo zmuszając ich do kopania masowych grobów. Nierzadko sama identyfikacja i wyłapywanie Żydów zależało od współpracy tych policjantów, podobnie jak od pomocy miejscowych urzędników, dysponujących listami żydowskich mieszkańców, albo miejscowej ludności, która wiedziała, gdzie mieszkają ich żydowscy sąsiedzi. Poza tym policjanci ukraińscy czasami sami rozstrzeliwali ofiary183. 6 września 1941 r. w Radomyślu ukraińska policja pomogła Sonderkommando 4a w rozstrzelaniu 1107 dorosłych Żydów, a sama zastrzeliła 561 młodych Żydów184. Podczas przesłuchania przez NKWD w lipcu 1944 r. Jakow Ostrowśkyj zrelacjonował przebieg akcji unicestwienia 3300 Żydów w trakcie dwóch egzekucji. Spośród wszystkich ofiar 1800 zostało zabitych przez Niemców, a 1500 przez policjantów ukraińskich185. Według Stanisława Błażejewskiego ukraiński policjant Andryk Dobrowolski z Małych Skałek na Wołyniu przechwalał się, że osobiście zabił 300 Żydów186.
Policjanci ukraińscy odgrywali równie ważną rolę przy pilnowaniu Żydów w gettach, obozach pracy i transportach do obozów zagłady, głównie z Galicji Wschodniej do Bełżca. Deportacje Żydów ze Lwowa do Bełżca rozpoczęły się 25 marca 1942 r. i trwały do grudnia. Najwięcej Żydów - około 50 tys. - przetransportowano między 10 a 23 sierpnia 1942 r.187 Bez współpracy policji ukraińskiej nie udałoby się przeprowadzić tych deportacji w ciągu kilku dni. W marcu 1942 r. we Lwowie stacjonowało w sześciu komisariatach 285 policjantów ukraińskich, a ich ogólna liczba wynosiła najprawdopodobniej 320. Do lipca 1942 r. liczba ta wzrosła do 15 oficerów i 474 policjantów. 1 sierpnia 1943 r. pracowało we Lwowie 827 ukraińskich policjantów stacjonujących w jedenastu komisariatach. Najprawdopodobniej wszyscy pomagali przy deportacjach188.
Mimo że ukraińska policja była obok niemieckiej policji i żydowskiej służby porządkowej tylko jedną z formacji biorących udział w deportacjach, z uwagi na liczebność i znajomość terenu pełniła bardzo ważną albo wręcz centralną funkcję. Na jeden posterunek policji we Lwowie, liczący od 30 do 60 ukraińskich policjantów, przypadało od 2 do 3 niemieckich policjantów z Schicherheitspolizei albo Sicherheitsdienst. Podczas deportacji przyjeżdżały czasami dodatkowe oddziały niemieckiej policji, ale ukraińska policja nadal znacząco przewyższała liczebnie policję niemiecką. Z reguły na jednego niemieckiego funkcjonariusza przypadało dziesięciu albo więcej ukraińskich policjantów189. Poza tym ukraińskim policjantom, zwłaszcza na zachodniej Ukrainie, gdzie wielu z nich sympatyzowało z OUN albo wręcz do niej należało, nie brakowało ideologicznych motywacji do mordowania Żydów albo oczyszczania kraju z "wrogów narodu", jak to rozumiała sama organizacja. Podczas deportacji z obozu janowskiego we Lwowie oficer ukraińskiej policji skarżył się 10 sierpnia 1942 r. na funcjonariuszy Organizacji Todt, że utrudniają mu pracę i próbują ratować Żydów190.
Ukraińska policja i UPA
Żydzi, którym udało się przeżyć likwidację gett najpierw na Wołyniu, a później w Galicji Wschodniej, pracowali w obozach pracy albo ukrywali się poza nimi. Przebywanie poza obozami pracy było zbrodnią, za którą z reguły karano śmiercią. Ponieważ na zachodniej Ukrainie rozlokowano tylko niewielu Niemców, wykrycie Żydów zależało w dużej mierze od współpracy policji i zachowania miejscowej ludności. Innym czynnikiem znacznie utrudniającym przeżycie na tym obszarze była działalność OUN-B, która na początku 1943 r. utworzyła UPA. Ogólnie sytuacja Żydów ukrywających się poza obozami pracy była w ostatnich miesiącach czy tygodniach okupacji na zachodniej Ukrainie tak fatalna, że uciekali oni do obozów pracy strzeżonych przez Niemców, a ci czasami za zapłatą albo z braku siły roboczej chronili ich przed nacjonalistami191.
Dowództwo OUN-B utworzyło UPA, by kontynuować walkę o państwo ukraińskie na początku 1943 r. Oficjalnie OUN-B nie współpracowała z Niemcami od lipca 1941 r., kiedy to RSHA zaaresztował Banderę, Stećkę, a w następnych tygodniach i miesiącach około 1500 dalszych członków192. Z Niemcami kolaborowali inni ukraińscy politycy, powiązani z OUN-M, a w jeszcze większym stopniu z samego UCK, dowodzonego przez Wołodymyra Kubijowycza, ponadto zaś wielu ukraińskich intelektualistów oraz osoby zatrudnione w administracji193. Warto dodać, że dowództwo OUN-B przetrzymywane było w areszcie w Berlinie i w obozie Sachsenhausen na uprzywilejowanych warunkach, jako specjalni więźniowie polityczni, podobnie jak dowództwo rumuńskiej Żelaznej Gwardii194.
Chociaż UPA oficjalnie traktowała Niemców jako wrogów, to jednak walki z nimi prowadziła rzadko, ponieważ Niemcy toczyli wojnę z ich głównym wrogiem, powracającym na Ukrainę - Armią Czerwoną i Związkiem Radzieckim. Na rozkaz dowództwa OUN-B między 19 marca a 14 kwietnia 1943 r. na Wołyniu zdezerterowało z bronią około 5 tys. ukraińskich policjantów i przyłączyło się do UPA195. Zastąpili ich polscy policjanci, którzy nierzadko mścili się na ludności ukraińskiej za morderstwa OUN i UPA196. Dezerterzy - ukraińscy policjanci - natomiast byli ludźmi, którzy przede wszystkim w 1942 r. pomagali Niemcom w przeprowadzeniu Zagłady i nauczyli się w trakcie służby, jak można szybko wymordować całą grupę etniczną w danym rejonie. Ta wiedza oraz ogólne założenia dowództwa OUN-B przyczyniły się do tego, że ukraińscy nacjonaliści zaczęli wiosną 1943 r. "oczyszczać" tereny Wołynia, a na początku 1944 r. Galicji Wschodniej z ludności polskiej, mordując masowo cywilów. W sumie UPA z pomocą miejscowej ludności ukraińskiej wymordowała od 70 do 100 tys. Polaków197. Równocześnie nacjonaliści mordowali nadal Żydów, ukrywających się w lasach albo w domach Polaków i Ukraińców. Żydów, których nacjonaliści przetrzymywali w swoich obozach pracy, wymordowano na krótko przed wkroczeniem Armii Czerwonej, podobnie jak żydowskich lekarzy i inny personel medyczny198. Żydzi, którzy przeżyli Zagładę na zachodniej Ukrainie, z reguły nazywali w swoich zeznaniach partyzantów UPA albo członków OUN "banderowcami"199.
Ogólnie służba w policji albo organizacjach wojskowych takich jak Dywizja Waffen SS "Galizien" odegrała bardzo ważną rolę w historii OUN-B i UPA oraz w procesie zagłady Żydów na Ukrainie. Iwan Kaczanowski szacuje, że 46 procent dowódców OUN i UPA służyło w policji ukraińskiej, w 201 Batalionie Schutzmannschaft albo w Dywizji "Galizien" albo było szkolonych w prowadzonych przez Niemców szkołach wojskowych lub wywiadowczych200. Na krótko przed wycofaniem się Niemców z zachodniej Ukrainy na wiosnę i latem 1944 r. część policjantów ukraińskich opuściła tereny z uciekającymi stamtąd Niemcami, a część pozostała w UPA i w podziemiu nawet do wczesnych lat pięćdziesiątych201.
Podsumowanie
Temat ukraińskiej policji na zachodniej Ukrainie nie został do dzisiaj dogłębnie przebadany i czeka na opracowanie. Warto zbadać to zagadnienie bez uwzględniania policji w centralnej i wschodniej Ukrainie albo całym Komisariacie Rzeszy Ukraina, ponieważ w Galicji Wschodniej i na Wołyniu - terenach, które przed wojną należały do państwa polskiego - działały OUN i UPA. Ruch ten rozwijał się podobnie jak ruch ustaszów i miał znaczny wpływ na przebieg Zagłady w tym rejonie. Żadne analogiczne ugrupowanie nie działało natomiast na innych obszarach Ukrainy, należących przed wojną w większości do Związku Radzieckiego. Powiązania między ukraińskim nacjonalizmem typu faszystowskiego i Zagładą zorganizowaną przez Niemców we współpracy z ukraińskimi policjantami i z pomocą części społeczeństwa ukraińskiego sprawiają, że temat jest bardzo ważny. Pokazują one, jak podczas Holokaustu nieoficjalnie przebiegała kolaboracja między nazistami i ukraińskimi nacjonalistami, którzy oficjalnie ze sobą nie współpracowali, a wręcz przeciwnie - sporadycznie toczyli ze sobą bitwy. W dodatku Niemcy dokonywali aresztowań i przetrzymywali kilkuset nacjonalistów ukraińskich w więzieniach i obozach koncentracyjnych.
Policję ukraińską zaczęto tworzyć przed zajęciem Ukrainy przez Niemców. Powołano ją w Generalnym Gubernatorstwie, przygotowując się do ataku na Związek Radziecki we współpracy z OUN-B. Równocześnie OUN-B organizowała własną milicję, która miała jej pomóc ustanowić ukraińskie państwo i ochraniać jego struktury. Zarówno Niemcy, jak i OUN-B planowali użyć policji do oczyszczenia terenu ze swoich wrogów politycznych i etnicznych. Po 22 czerwca 1941 r. ze względu na pogromy, które wybuchły praktycznie na całym obszarze pogranicznym między Morzem Bałtyckim i Czarnym, główną ofiarą przemocy stali się Żydzi. OUN-B i ich milicja odgrywały kluczową rolę podczas tych zajść na zachodniej Ukrainie. Ponieważ Niemcy nie zaakceptowali państwa OUN-B, ich drogi oficjalnie się rozeszły. Nieoficjalnie jednak - i to właśnie za sprawą policji - kolaborację kontynuowano; przejawiało się to głównie w wymordowaniu galicyjskich i wołyńskich Żydów. Doświadczenie, jakie ukraińscy policjanci zdobyli przy masowych rozstrzeliwaniach i deportacjach, wykorzystali później jako członkowie UPA do mordowania Polaków oraz Żydów ukrywających się poza obozami pracy.
Na zachodniej Ukrainie - inaczej niż na wschodniej i centralnej - tylko niewielu Żydom udało się przeżyć okupację i Zagładę. Uciekanie w ostatnich tygodniach okupacji do obozów pracy albo innych miejsc kontrolowanych przez Niemców wskazuje na to, że sytuacja tam była specyficzna i różniła się znacznie od pozostałej części Ukrainy. Chociaż UPA zamordowała na Wołyniu i w Galicji Wschodniej od 70 do 100 tys. Polaków, członkowie obu frakcji OUN służący w ukraińskiej policji pomogli Niemcom wymordować znacznie większą liczbę zachodnio-ukraińskich Żydów. Wnikliwe i szczegółowe zbadanie ukraińskiej policji na zachodniej Ukrainie, jej roli w Holokauście i jej powiązań z OUN-B i UPA wydaje się przedsięwzięciem niełatwym, ale potrzebnym i możliwym. Miejmy nadzieję, że temat doczeka się swego historyka.
Słowa kluczowe
ukraińska policja, Zagłada, zachodnia Ukraina, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), druga wojna światowa, kolaboracja, nacjonalizm ukraiński
Abstract
The Ukrainian police actively participated in the extermination of Ukrainian Jews. While in central and eastern Ukraine a significant percentage of the Jewish population managed to survive the occupation, in its western territories (Volhynia and Eastern Galicia) more than 90 percent of the Jews were murdered. One important difference between western Ukraine on the one hand and central and eastern Ukraine on the other was nationalism. Western Ukraine was the home of the Organization of Ukrainian Nationalists which in the 1930s and early 1940s transformed into the main Ukrainian fascist movement and in 1943 formed the Ukrainian Insurgent Army (UPA). Even though the Germans prevented the OUN from establishing a fascist state modelled on the Independent State of Croatia and arrested its commanders, the OUN sent its members to serve in the police which helped a small number of German functionaries with the ghettoization, appropriation of Jewish property, and extermination of the Jews. The extermination of the Jews was one of the main political goals of the OUN which used the German-controlled police to achieve it.
Key words
Ukrainian police, Holocaust, Western Ukraine, Organization of Ukrainian Nationalists (OUN), Ukrainian Insurgent Army (UPA), World War II, collaboration, Ukrainian nationalism
Agnieszka Haska
"Zbadać i wyświetlić". Centralna Żydowska Komisja Historyczna (1944-1947)
"Jeden duży pokój archiwum nie może pomieścić tych wszystkich akt, które zalegają ciągnące się od podłogi do sufitu półki, a wciąż jeszcze napływają i napływają z wymarłych domów łódzkiego getta, z miast, miasteczek i wsi całej Polski"232.
Pod koniec sierpnia 1944 r. do wyzwolonego Lublina trafili zachodni dziennikarze; jednym z celów ich wizyty było opisanie tego, co w czasie okupacji działo się w obozie na Majdanku233. Obecnie symbolem zagłady Żydów jest rzecz jasna Auschwitz-Birkenau, ale to Majdanek był pierwszym wyzwolonym tak dużym obozem i w 1944 r. dla zachodnich mediów stanowił przykład niewyobrażalnego. Amerykański magazyn "Life" w numerze z 28 sierpnia 1944 r. zamieścił krótką korespondencję z Lublina oraz zdjęcia masowych grobów, pieców krematoryjnych, szkieletów oraz góry butów pozostałych po ofiarach. O Zagładzie miały zaświadczyć jednak nie tylko zdjęcia i przedmioty, lecz przede wszystkim relacje ocalałych.
Potrzeba udokumentowania tego, co się wydarzyło i ogłoszenia tych relacji drukiem w celu przekazania opinii polskiej i zagranicznej relacji o tragedii Zagłady, stała się podstawą do powołania 29 sierpnia 1944 r. Żydowskiej Komisji Historycznej234. W pierwszym jej posiedzeniu, według protokołu spisanego w jidysz, uczestniczyli ludzie związani z Komitetem Żydowskim oraz Związkiem Literatów, Dziennikarzy i Artystów Żydowskich: Marek Bitter (późniejszy wiceprzewodniczący CKŻP z ramienia PPR), Menachem Marek Asz, pisarz Jehuda Elberg, Mieczysław Szpecht i Ada Lichtman, a celem Żydowskiej Komisji Historycznej było "zbadać i wyświetlić zbrodnie niemieckie popełniane na ludności żydowskiej w Polsce. W tym celu [Komisja] zbiera wszelkie materiały drukowane, rękopiśmienne i inne"235. Co prawda pierwszy przewodniczący, Bitter, wyrażał wątpliwość, że działalność Komisji może się wydawać mało ważna w kontekście wciąż toczącej się wojny oraz bieżących problemów społeczności żydowskiej, ale zgadzano się, że zrozumienie tego, co się wydarzyło, jest niezbędne dla jej przyszłości236. Chodziło również o usystematyzowanie pracy, która już się rozpoczęła. Utworzony 10 sierpnia 1944 r. w Lublinie Komitet Pomocy Żydom, choć w pierwszej kolejności zajmował się zapewnieniem elementarnych środków do życia tym, którzy przeżyli, zbierał przy okazji ich świadectwa. Jedna z pierwszych zachowanych w archiwum ŻIH relacji została spisana 20 sierpnia 1944 r.; jej autorem jest niejaki Gertner, a dotyczy likwidacji gett w Sandomierzu i Staszowie237. Dzień przed powstaniem Żydowskiej Komisji Historycznej Eda Lieberman zaprotokołowała opowieść krawca Pereca Szapiry na temat losu Żydów z Gniewoszowa oraz obozu pracy w Dęblinie238. Ostatni akapit relacji pokazuje dobitnie, w jakich okolicznościach te świadectwa spisywano; zeznający zbiegł pięć dni wcześniej z Dęblina razem z 11 innymi Żydami, "przy życiu jednak pozostali dwaj chłopcy, opowiadający i Bleichman Szja z Ryk, ur. 1926. Resztę uciekających zabił ktoś z ludności miejscowej"239. Relacje spisywali również na własną rękę różni późniejsi współpracownicy Komisji, np. Mejlech Bakalczuk, pisarz i pedagog, który przekazał relację uczestnika partyzantki w Związku Radzieckim Jehudy Koszelewicza, spisaną 2 sierpnia 1944 r.240
Oczywiście pomysł zbierania relacji i dokumentowania losu ludności żydowskiej pod okupacją niemiecką nie był nowy. Jak rekonstruuje to Laura Jockusch w książce Collect and record!, wpisywał się on w długą tradycję projektów tego typu, zapoczątkowaną w 1903 r. na fali upamiętniania pogromu w Kiszyniowie, a następnie kontynuowaną w postaci swoistego gatunku narracji o prześladowaniach (wystarczy tu wspomnieć międzywojenną działalność JIWO czy okupacyjny projekt Podziemnego Archiwum Getta Warszawy). Drugi rodzaj narracji wiązał się z inicjatywami powstających przed wojną organizacji naukowych, zakładanych przez antropologów i socjologów - takich jak powołane do życia w 1937 r. brytyjskie Mass Observation - nastawionych na wywoływanie źródeł w postaci pamiętników i relacji poświęconych życiu codziennemu. Zagłada Żydów oznaczała jednak potrzebę dokumentowania i przekazywania informacji w zupełnie nowym, ważnym kontekście. Relacje osób, które przeżyły Zagładę, miały bowiem nie tylko rangę świadectwa, lecz także walor zeznania, a więc dowodu, co stanie się szczególnie istotne w późniejszej działalności CŻKH.
Nie jest do końca pewne, jak na samym początku działalność Komisji miała się organizacyjnie do działalności Referatu Historyczno-Kulturalnego Komitetu Pomocy Żydom, powołanego na początku września 1944 r. Nie ma na ten temat śladu ani w protokołach posiedzeń ŻKH, ani KPŻ; na zebraniu tego ostatniego z 21 września Marek Bitter, łączący swoją osobą obie instytucje, wnioskował o zakup "maszyny do pisania o czcionkach żydowskich" za 10 tys. zł, ale nie wiadomo, dla której z organizacji. Wiemy jedynie, że budżet ŻKH prawie nie istniał. Pierwsze relacje spisywali również członkowie Komisji, w tym Marek Asz, który 4 września zaprotokołował wspomnienia Dwojry Szczucińskiej na temat sprawy Hotelu Polskiego241, dzień później zaś wspomnienia Karola Tajgmana, jednego z uczestników powstania w Treblince242. Inne spisane w tym czasie zeznania to m.in. opowieść Hugo Altera o pobycie w getcie w Krasnosielcu, utworzeniu obozu pracy w Łęcznej i transportach do obozu w Trawnikach (spisana 2 września)243, Salomona Podchlebnika, uciekiniera z obozu w Sobiborze244 (15 września). Z pewnością było ich więcej; niestety, brak informacji na temat daty zeznania oraz protokolantów uniemożliwia obecnie ich zidentyfikowanie. Niemniej już ten krótki przegląd pokazuje, że zbierających interesowały ogólnie losy Żydów, a nie konkretne obozy.
10 października 1944 r. nastąpiła zmiana - stanowisko przewodniczącego objął Cwi Epstein, zaledwie kilka dni wcześniej powołany na kierownika Referatu Historycznego lubelskiego KPŻ245. Grono współpracowników ŻKH powiększyło się do dwunastu osób, ale nie zmieniło to sytuacji Komisji; oprócz wspomnianych protokolantów reszta wykonywała swoją pracę nieodpłatnie, w trudnych warunkach oraz po godzinach, gdyż poza tym byli zaangażowani w innych organizacjach, głównie KPŻ. Skupiano się wyłącznie na Lublinie, nie mając właściwie kontaktu z prowincją. Współpracownicy Komisji nie byli też najlepiej przygotowani merytorycznie do postawionych przed nimi zadań; jak to określono później, nie pracowali tam "ludzie fachowi"246. Plany jednak były ambitne; rozważano wysłanie delegatów do różnych miast oraz znalezienie na miejscu stałych korespondentów. Co interesujące, w początkowej fazie przewidziano nawet kary dla osób, które nie chciały złożyć relacji, w postaci odmowy udzielenia pomocy materialnej.
Sytuacja zmieniła się, gdy na przełomie listopada i grudnia 1944 r. do Lublina ze Lwowa przybył historyk dr Filip Friedman247. Urodzony w 1901 r., studiował we Lwowie i w Wiedniu; w 1925 r. zamieszkał w Łodzi, gdzie pracował jako nauczyciel w żydowskiej szkole średniej. Nie zarzucił jednak pracy naukowej: w 1929 r. ukazał się jego doktorat Die galizischen Juden im Kampfe um ihre Gleichberechtigung (1848-1868). Zainteresowany badaniami lokalnymi, promowanymi przez Majera Bałabana, skupił się również na historii Łodzi: w 1934 r. opublikował Ludność żydowska Łodzi do roku 1863 w świetle liczb, rok później zaś Dzieje Żydów w Łodzi od początków osadnictwa Żydów do r. 1863. Stosunki ludnościowe, życie gospodarcze, stosunki społeczne. Przed wybuchem wojny redagował również pismo Towarzystwa Przyjaciół JIWO w Łodzi oraz wykładał w Instytucie Nauk Judaistycznych w Warszawie. Pracował też nad trzytomowym opracowaniem historii Żydów w Polsce, ale ten rękopis zaginął podczas wojny248. We wrześniu 1939 r. Friedman uciekł do Lwowa; po wkroczeniu wojsk niemieckich najpierw przebywał w getcie, a następnie ukrywał się na fałszywych papierach; wyzwolenia nie doczekały jego żona i córka. Utworzony 12 listopada Centralny Komitet Żydów w Polsce właśnie jemu zlecił zadanie zreorganizowania Komisji Historycznej i - co najważniejsze - obiecał stałe finansowanie, na początek 1500 zł249.
Friedman podjął się tego zadania i 15 grudnia 1944 r. Komisja rozpoczęła na nowo pracę jako Centralna Żydowska Komisja Historyczna przy Centralnym Komitecie Żydów Polskich (właśc. Centralny Komitet Żydów w Polsce) oraz Związku Literatów, Dziennikarzy i Artystów Żydowskich w Polsce, choć oficjalne zebranie założycielskie odbyło się dopiero 29 grudnia w siedzibie Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego przy ul. Lubartowskiej 19 w Lublinie. W skład Komisji weszli: Friedman, poprzedni współpracownicy ŻKH, a także nowi, m.in. Leon Bauminger, który został pierwszym sekretarzem Komisji, Józef Kermisz, Mejlech Bakalczuk, Noe Grüss i Abe Kowner. Struktura Komisji była dość prosta: na jej czele stała Egzekutywa (wyłaniająca przewodniczącego, zwanego również w oficjalnej nomenklaturze "dyrektorem"). Od 1946 r. ciałem doradczym kierującym pracami naukowymi była Rada Naukowa, złożona z pięciu osób. Cele CŻKH sprecyzowano pokrótce następująco: po pierwsze, zebrać wszelkie dokumenty dotyczące Zagłady, a po drugie, opracować je i wydać. Jeszcze w grudniu 1944 r. CŻKH przygotowała komunikat prasowy250, w którym wyjaśniła swoje zamierzenia i nakreśla sposoby działania: jej zadaniem jest "zbadać i wyświetlić zbrodnie niemieckie popełnione na ludności żydowskiej w Polsce"251, a w tym celu "zbiera wszystkie materiały drukowane, rękopiśmienne i inne, zdjęcia, ilustracje, dokumenty i dowody rzeczowe, organizuje i redaguje utrwalanie w piśmie wszelkich ustnych relacji i przekazów ocalałych ofiar i świadków terroru hitlerowskiego". Aby ten cel zrealizować, Komisja "organizuje komisje regionalne i lokalne, tworzy sieć korespondentów, [...] wyjazdy instrukcyjne i badawczo-naukowe do poszczególnych środowisk i skupień żydowskich w kraju, do miejsc masowych kaźni i w ogóle wszędzie, gdzie zebrać można materiały do zbrodni hitlerowskich". Współpracuje też z instytucjami, w szczególności z muzeum na Majdanku, które - jak trzeba zaznaczyć - formalnie w tym okresie było biurem, powołanym do zorganizowania placówki252. Poza zbieraniem materiałów drugim celem Komisji było ich opracowywanie w formie "broszur, monografii i obszerniejszych publikacji"; wydawnictwa i odczyty miały posłużyć do "spopularyzowania rezultatów badań" i udostępnienia ich "szerokim kołom społeczeństwa polskiego oraz ogółu żydowskich i nieżydowskich społeczeństw poza granicami kraju"253. Zbieranie i publikowanie materiałów dotyczących Zagłady zostało również wpisane do celów statutowych CKŻP254.
I tu pojawia się pierwszy problem, który będzie się przewijał w pracach Komisji - czy miała ona cel naukowy, historyczny, czy bardziej chodziło o dokumentowanie i gromadzenie dowodów zbrodni oraz ich upowszechnianie? Jak czytamy w dokumencie programowym, napisanym przez Friedmana w połowie 1945 r., to właśnie "w walce z Żydami obnażył hitleryzm całą swą istotę, prawdziwe oblicze nienasyconej krwiożerczej bestii"255. Dlatego "z łona pozostałych przy życiu żydów polskich musiała i powinna była wyjść organizacja naukowa, która by wszystkie zbrodnie niemieckie wyprowadziła na światło dzienne, przed sąd wolnych narodów świata". Centralna Żydowska Komisja Historyczna powstała więc przede wszystkim "dla poinformowania opinii świata, który zna cyfry globalne mordów hitlerowskich, ale nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że cyfry te to jeszcze nie wszystko". Owa opinia świata "nie zdaje sobie jeszcze w pełni sprawy ze skutków straszliwej katastrofy". Z tego względu Komisja zamierza "zebrać wszelkie akta i dokumenty pozostawione przez niemieckie władze cywilne, wojskowe i policyjne, dokumenty organizacji i instytucji żydowskich, protokólarne oświadczenia ocalałych ofiar i naocznych świadków zbrodni hitlerowskich, akta sądowe, fotografie, pamiętniki, zapiski, kroniki i wszelkie inne poszlaki i dowody"256. W pierwszej kolejności miały one posłużyć jako materiał dowodowy w przygotowywanych procesach zbrodniarzy hitlerowskich, następnie zaś planowano po opracowaniu wydać je drukiem. W początkowych planach Friedmana CŻKH miała zbierać dokumenty i udostępniać je w archiwum oraz założonym przez nią muzeum.
Na razie jednak wciąż toczyła się wojna. Po wyzwoleniu Łodzi 19 stycznia 1945 r. zapadła decyzja, aby - wzorem innych urzędów centralnych - właśnie tam przenieść CŻKH z Lublina. Co prawda CKŻP przeniósł się na warszawską Pragę, ale na plenarnym posiedzeniu Centralnego Komitetu 23 lutego 1945 r. Friedman wniósł, by "zostawić Centralną Komisję Historyczną w Łodzi", jednocześnie stwierdzając, że "w Warszawie powstanie sekcja i Żydowski Instytut Historyczny"257. Jest to pierwszy dokument, w którym pojawia się nazwa ŻIH. Na tym samym zebraniu postanowiono, że "Centralna Komisja Historyczna zasadniczo musi się znajdować tam, gdzie znajduje się CKŻ, przejściowo jednak musi znajdować się w Łodzi"258. Zachowały się delegacje wystawiane w Lublinie dla pracowników i współpracowników Komisji na przełomie stycznia i lutego 1945 r., udających się do Łodzi, by zorganizować tam biuro259. Takie delegacje do Łodzi "celem zbierania materiałów historycznych dla zbadania zbrodni hitlerowskich", a w szczególności "zabezpieczenia tychże materiałów dla przyszłej pracy badawczej", oraz zorganizowania "odpowiedniego biura i aparatu naukowego" wystawiono m.in. dla Aby Kownera260 i Filipa Friedmana261. Działała już Wojewódzka Komisja Historyczna w Białymstoku - choć, jak się wydaje, raczej z nazwy, niż realnie - a w toku procesu organizacji znajdowały się wojewódzkie komisje historyczne w Warszawie, Krakowie, Radomiu i Kielcach, dokąd wysłano odpowiednio Mejlecha Bakalczuka262, Leona Baumingera, Zygmunta Cukiermana i Stanisława Kona. W Lublinie odbył się też 21 stycznia 1945 r. pierwszy zjazd (czy raczej spotkanie) byłych więźniów Treblinki pod egidą CŻKH, o czym świadczy zaświadczenie wystawione Lejzorowi Finkelsteinowi z prośbą o umożliwienie mu powrotu do miejsca zamieszkania, czyli Międzyrzeca Podlaskiego263.
Centralna Żydowska Komisja Historyczna przeniosła się do Łodzi w połowie marca 1945 r. Niektórzy pracownicy nie przeprowadzili się od razu, jak wskazuje lista obecności pracowników CŻKH na zebraniu 16 marca, które odbyło się w Łodzi; spośród 24 osób cztery przebywały jeszcze w Lublinie (Kermisz, Grüss, Adolfina Eber i Hersz Rand), jedna w delegacji (Klugman), dwie zaś w Warszawie (Genia Silkes i Rubin Safrien-Feldszuh)264. 26 marca 1945 r. Friedman - już z Łodzi - wnioskował do CKŻP o dodatkowe 15 tys. zł na "transport biblioteki, archiwum i personelu"265 oraz 17 tys. na "inwestycje CKH w Łodzi (zakup szaf bibliotecznych, naprawa gablotek, drobne remonty, transport mebli i mat[eriałów] historycznych)"266. Mimo chwilowych problemów organizacyjnych i finansowych praca Centralnej Komisji oraz tworzących się jej oddziałów wojewódzkich nabierała rozpędu.
Lista obecności
Siedzibę Komisji po przenosinach z Lublina267 ulokowano przy ul. Narutowicza 25. Dokładnie naprzeciwko, przy Narutowicza 32, w kamienicy Chaima Mordki i Gersza Auerbachów268 znajdowała się siedziba Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich269, redakcja "Dos Naje Lebn" oraz - również przeniesiona z Lublina - Żydowska Agencja Prasowa. Otworzono tam również Drukarnię Państwową nr 10 (jedyną w mieście drukującą w języku żydowskim), a w bramie wywieszano Biuletyn ŻAP. Centralna Komisja zajęła przy Narutowicza 25 osiem pokoi270, za które płacono wyjątkowo niski czynsz w wysokości 500 zł (dla porównania - miesięczne koszty sprzątania lokalu w marcu 1945 r. wyniosły o 100 zł więcej)271. W marcu 1945 przeprowadzono również remont lokalu i podłączono telefon (nr 157-10)272. Na Narutowicza mieściła się też powstała w maju 1945 r.273 stołówka; bony obiadowe do niej oraz karty aprowizacyjne wydawano pracownikom organizacji żydowskich i ich rodzinom274. W kwietniu 1945 r. pracowników objęto ubezpieczeniem społecznym. Te dokumenty - oprócz wykazu pracowników i list płac - są podstawą do ustalenia, kto właściwie pracował w Centralnej Komisji.
Jak wspominałam, na pierwszej łódzkiej liście obecności z 16 marca 1945 r. widnieją 24 nazwiska. Listę otwiera Filip Friedman; numerem 2 jest dziennikarz, rewizjonista, tłumacz, literat i publicysta Rubin (Ruben) Safrien-Feldszuh275. Podczas okupacji przebywał w getcie warszawskim; zajmował mieszkanie przy Lesznie 66, gdzie - co istotne dla opowieści o CŻKH - w pewnym momencie wprowadziła się również jego kuzynka, Rachela Auerbach. Przed powstaniem w getcie wraz z rodziną wyszedł na aryjską stronę; w czasie ukrywania się zmarły jego żona i córka. W 1944 r. Feldszuh trafił do Lublina, gdzie Komitet Żydowski mianował go głównym rabinem276. Zaangażował się także w działania Centralnej Komisji jako współzałożyciel i członek odrodzonego Związku Literatów, Dziennikarzy i Artystów Żydowskich, wkrótce jednak wyjechał do Izraela, gdzie mieszkał do śmierci w 1980 r.277 Przyjąć zatem należy, że uczestniczył w pracach Komisji od grudnia 1944 r., ale szybko przestał do niej należeć. Postać Feldszuha jest najlepszym przykładem skomplikowanej struktury CŻKH w pierwszych miesiącach - połączona ona była z tworzącymi je organizacjami, CKŻP i ZLDiAŻ, nie tylko tytularnie, lecz także personalnie.
Numer 3 na liście - a wkrótce nr 2 jako wicedyrektor Komisji - to Nachman Blumental. Nie jest pewne, czy współpracował z Komisją już na etapie Żydowskiej Komisji Historycznej, czy dopiero po grudniowej reorganizacji. W każdym razie w łódzkiej CŻKH szybko zorganizował dział folklorystyczny oraz przystąpił do opracowywania instrukcji dla zbierających relacje. Jak wspominałam, według listy z 16 marca 1945 r. w Lublinie przebywali wciąż Józef Kermisz, Noe Grüss i Adolfina (Ada) Eber. Razem z szóstą w wykazie Genią Silkes staną się bardzo ważnymi postaciami dla pracy CŻKH. Kermisz, późniejszy sekretarz Komisji, urodzony w 1907 r. w Złotnikach pod Podhajcami, był historykiem278. Jak rekonstruuje w swoim tekście David Silberklang, Kermisz od 1943 r. ukrywał się we wsi Czabarówka u znajomego Polaka, nauczyciela ze szkoły w Husiatynie, Franciszka Kamińskiego. Po wkroczeniu Armii Czerwonej na te tereny w marcu 1944 r. Kermisz wstąpił do Wojska Polskiego. Silberklang pisze, że przydzielono go jako wykładowcę historii do szkoły oficerskiej w Żytomierzu, a następnie - już w stopniu majora - skierowano do Lublina279. Z kolei w dokumentach Komisji z początku 1945 r. nazwisko Kermisza zwykle poprzedza skrót "kpt.", co oznaczałoby, że albo CŻKH się pomyliła, albo Kermisz w pisanych po wojnie życiorysach zgromadzonych w Archiwum Yad Vashem postanowił awansować. W każdym razie ze stopni wojskowych szybko zrezygnowano - na listach płac widnieje już tylko jako "dr Kermisz".
Historykiem był również Noe Szloma Grüss, urodzony w 1902 r. w Kiełkowie niedaleko Przecławia. Studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, później pracował jako nauczyciel w szkołach w Lidzie, Grodnie i Równem. Przez pewien czas był dyrektorem liceum w Białymstoku. Związany z ruchem syjonistycznym, przed wojną publikował w jidysz. Wojnę przeżył w Związku Radzieckim; w 1944 r. trafił do Lublina. Jednym z jego pierwszych zadań w CŻKH było opracowywanie kwestionariuszy dla zbierających relacje, w czym pomagała mu Eugenia (Genia) Silkes. Ta urodzona w 1913 r. przedwojenna nauczycielka ukończyła wileńskie żydowskie Gimnazjum Nauczycielskie. W latach trzydziestych pracowała w szkołach warszawskich; tuż przed wybuchem wojny wyszła za mąż. Podczas okupacji była związana z CENTOS; na ul. Nowolipki 35 prowadziła kuchnię oraz zajęcia dla dzieci. Jej rodzina zginęła podczas akcji likwidacyjnej latem 1942 r.; Basia Temkin-Bermanowa wspomina, że Silkes wyskoczyła z pociągu do Treblinki. Miała "dobry wygląd", ale nie umiała mówić po polsku; udało się jej jednak znaleźć kryjówkę w warszawskim zoo, dokąd ją przyprowadziła prawdopodobnie Rachela Auerbach, sama tam się ukrywająca280. Z kolei Adolfina (Ada) Eber ukończyła we Lwowie Uniwersytet Jana Kazimierza, uzyskując stopień doktora; przed wojną pracowała jako nauczycielka. Nie jest do końca jasne, czy poznała Friedmana przed 1939 r., czy w trakcie okupacji niemieckiej, którą przeżyła we Lwowie; we wspomnieniach pisze, że gdy spotkała go tuż po wyzwoleniu, już zbierał materiały od ocalałych. Gdy dowiedział się, że mąż Eber zginął w obozie janowskim, wręczył jej podobno do przeczytania pamiętnik Leona Weliczkera, który potem zostanie wydany przez Komisję drukiem281. Eber przyłączyła się do pracy Friedmana, ten zaś ściągnął ją później do Lublina do pracy w Komisji; nie później niż wiosną 1946 r. wyszła za niego za mąż.
Z innych widniejących na liście osób odgrywających dużą rolę w kształtowaniu się Centralnej Komisji pod numerem 9 znajdziemy Mejlecha Bakalczuka. Urodzony w 1896 r. na Polesiu, studiował w Kijowie; przed wojną był znany jako autor artykułów pedagogicznych oraz nauczyciel w szkołach hebrajskich i żydowskich, m.in. w Pińsku. W czasie wojny znalazł się w getcie w Dąbrowicy na Polesiu (obecnie obwód lwowski); stamtąd uciekł do rodzinnych Sernik (dzisiaj obwód rówieński). Według własnych wspomnień, złożonych w formie maszynopisu w Yad Vashem w 1956 r.282, a wydanych drukiem dwa lata później w Buenos Aires283, w czasie likwidacji getta 27 września 1942 r. uciekł z Sernik wraz z dziećmi siostry i ukrywał się w lesie, korzystając z pomocy miejscowych chłopów. Podobnie jak ponad dwustu innych uciekinierów z Sernik i okolicy, przedostał się do lasu koło Swarycewicz, gdzie założono w grudniu 1942 r. obóz leśny ochraniany przez partyzantów, którymi dowodził Maksym Misiura; jego zastępcą był Efraim Bakalczuk, kuzyn Mejlecha284. W kryjówce tej przebywało do 350 osób, co czyniło ją jednym z największych obozów leśnych w okolicy. W marcu 1943 r. nawiązano kontakt z partyzantką radziecką i do niej dołączono, tworząc oddział im. Woroszyłowa. Większość obozowiczów przeżyła wojnę; po wyzwoleniu Bakalczuk trafił do Kijowa, następnie zaś wyjechał do Polski. Przywiózł ze sobą relacje innych członków oddziału Misiury, na potrzeby CŻKH spisał też relację o likwidacji gett w Łachwie i Tuczynie.
O ile na liście obecności z marca 1945 r. widnieją dwadzieścia cztery nazwiska, o tyle na wykazie płac za kwiecień tego roku jest już ich trzydzieści. Kilka powtarza się z czasów lubelskich - to Dawid Kupferberg i Szabse Klugman, protokolanci Komisji Historycznej od jej początków. Doszły jednak nowe osoby. Przede wszystkim należy wymienić Klarę Mirską, przedwojenną nauczycielkę języka żydowskiego i polskiego, żonę Michała Mirskiego - od 1927 r. działacza Komunistycznej Partii Polski, a w 1945 r. przewodniczącego Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego w Łodzi oraz pierwszego redaktora naczelnego "Dos Naje Lebn", powstałego w marcu 1945 r. Inne ważne osoby to: Helena Drobnerowa, również przedwojenna nauczycielka, która z przerwami będzie pełniła funkcję sekretarki kierownictwa CŻKH, oraz ci, których nazwiska są dzisiaj znane wszystkim zaglądającym do relacji z zespołu 301 w Żydowskim Instytucie Historycznym - Pola Hirszowa, Jakub i Maria Pytlowie, Maria Jagiełło, Diana Grunbaum czy Leon Szeftel.
W maju 1945 r. współpracę z CŻKH nawiązała Rachela Auerbach. Na jej przykładzie można pokazać, że ludzie tworzący CŻKH stanowili siatkę różnych powiązań - zawodowych i prywatnych, jak również uzmysłowić sobie płynność składu Komisji. Auerbach tuż po wyzwoleniu zaangażowała się w pracę powstających czy odradzających się organizacji żydowskich, przede wszystkim Związku Literatów, Dziennikarzy i Artystów Żydowskich. Do Łodzi najprawdopodobniej ściągnął ją Feldszuh. Na liście płac za maj 1945 r. figuruje ona jako pracowniczka Komisji, potem z wykazów znika, mimo otrzymywania regularnych wypłat za wykonywane prace oraz podawania jej nazwiska w składzie tworzonego Instytutu Naukowego. Jej pierwszym miejscem zatrudnienia pozostawało bowiem "Dos Naje Lebn", gdzie była redaktorką działu literacko-historycznego.
W Komisji zatrudniano również osoby, które zgłosiły się tam z wiedzą o zachowanych materiałach archiwalnych. Takim przypadkiem jest Nachman Zonabend, według dokumentów zatrudniony od 15 marca do końca kwietnia 1945 r. Zonabend, w getcie łódzkim listonosz, w sierpniu 1944 r. trafił do grupy robotników żydowskich mających porządkować teren getta. Udało mu się ukryć wiele dokumentów, m.in. obwieszczenia i korespondencję Mordechaja Chaima Rumkowskiego, fotografie, rysunki i obrazy wielu artystów (Maurycego Trębacza, Izraela Lejzorowicza, Amosa Szwarca i Józefa Kownera). Znał też miejsca, w których inni ukrywali swoje prace - m.in. uczestniczył w schowaniu części kolekcji fotograficznej Mendla Grosmana. Po wyzwoleniu Łodzi Zonabend bez większych problemów wydostał z kryjówek schowane tam materiały. Niektóre z nich oddał ocalałym z Zagłady właścicielom, jak kolekcję 50 prac Józefa Kownera, który przeżył Auschwitz i wrócił do Łodzi. Część z ocalonych przez niego dokumentów i prac postanowił przekazać Centralnej Komisji po jej przeprowadzce do Łodzi, ale resztę zachował dla siebie. Rzeczy te wywiózł z Polski do Szwecji w 1947 r.; częściowo trafiły one one do YIVO Institute for Jewish Research w Nowym Jorku i do Yad Vashem. Wracając zaś do jego zatrudnienia w Komisji - na pewno nastąpiło ono na skutek przekazania dokumentów i prac z getta łódzkiego. Były to dokumenty Rady Starszych, w tym materiały z Wydziału Archiwum (m.in. Encyklopedia Getta i Kronika Getta Łódzkiego oraz obrazy Trębacza). Można przypuszczać, że Zonabend pomagał w ich porządkowaniu i opracowaniu, choć oficjalnie został zatrudniony na stanowisku fotografa.
Z innych ważnych współpracowników, którzy dołączyli w 1945 r. do składu łódzkiej Komisji, należy wymienić przede wszystkim Gerszona Taffeta i Szmerke Kaczergińskiego. Pierwszy z nich, przed wojną nauczyciel historii w Żółkwi, został zatrudniony w lipcu 1945 r. i objął kierownictwo działu fotograficznego. Z kolei Kaczergiński, poeta, dramaturg i prozaik, związany przed wojną z grupą Jung Wilne, po wkroczeniu Niemców na Litwę był w grupie (razem z Awromem Suckewerem), która została zmuszona do wybrania najcenniejszych zbiorów JIWO, które okupanci chcieli wysłać do Rzeszy. Część zasobu udało się ukryć, szmuglując poza teren getta lub zakopując. Po powstaniu w getcie wileńskim Kaczergiński dołączył do partyzantki, a po wyzwoleniu uczestniczył w próbach odnowienia życia żydowskiego w Wilnie. Próby te się nie powiodły i w grudniu 1945 r. przyjechał do Łodzi.
Wykaz pracowników Komisji poszerzył się w 1946 r.: w marcu na liście płac pojawiło się nazwisko Artura Eisenbacha, w czerwcu - Beniamina Mosiężnika, miesiąc później Tatiany Berenstein, w połowie września zaś do pracy przyjęto Izajasza Trunka. Jednocześnie skład osobowy cały czas się zmieniał, kolejni pracownicy wyjeżdżali bowiem z Polski. Ten los stał się również udziałem Filipa Friedmana, który wyjechał w maju 1946 r.; obowiązki przewodniczącego CŻKH przejął po nim Blumental. Dla wielu pobyt w Łodzi i praca w Komisji okazały się ważnym, ale tylko epizodem w biografii.
"Specyficzny był ten materiał"
W Księdze inwentarzowej CŻKH pierwsze zapisy są opatrzone datą 10 marca 1945 r.: Gelestern z Łodzi przekazał dwie pieśni z getta łódzkiego, a Hersz i Bluma Wasserowie również dwie pieśni, ale z getta warszawskiego285. Materiały, jak już wiadomo, zbierano wcześniej, dopiero po przeprowadzce do Łodzi zaczęto jednak spisywać, co dokładnie trafiało do CŻKH. Już pierwsza strona księgi pokazuje różnorodność - od portfela zrobionego z fragmentu Tory (przekazany przez Wolfa Fischera ze Zgierza), poprzez plan getta w Kielcach, listy, obwieszczenia niemieckie czy fragmenty pamiętnika znalezionego na Majdanku (trafił do Komisji przez Bakalczuka), aż do poematu w języku żydowskim pt. Głód (ofiarodawcą był niejaki Czyżewski z Łodzi). Oprócz krótkiej notki, nazwiska osoby lub instytucji przekazującej dokumenty początkowo wyszczególniano również cenę, jeśli zapłacono za otrzymane rzeczy - na tejże pierwszej stronie pod datą 3 kwietnia zapisano, że za 2 tys. zł od Hendlera została kupiona "Urna z prochami spalonych na Majdanku; włosy, szczęka z wyrwanymi zębami"286.
Zbieranie materiałów przez CŻKH nie ograniczało się bowiem do relacji, dokumentów czy dzieł sztuki. Komisja była pod tym względem projektem totalnym, a w polu zainteresowań znajdowało się wszystko, co dokumentowało tragedię Żydów polskich i świadczyło o Zagładzie, a jednocześnie mogło być - używając słów Noego Grüssa - symbolicznym pomnikiem dla milionów pomordowanych287. I - przede wszystkim - było dowodem wyjątkowego losu Żydów. W pierwszych zdaniach dokumentu programowego "Cele i zadania Centralnej Żydowskiej Komisji Historycznej w Polsce" Filip Friedman pisał: "W historii niemieckich bestialstw ostatniej wojny stanowi martyrologia żydowska rozdział szczególny, przewyższający swym tragizmem wszystkie inne potworności. Zbadanie go jest więc wyjątkowo ważnym zadaniem dla historiografii ostatniej wojny. Tu bowiem można z całą jaskrawością zaobserwować, do jakich otchłani upodlenia i barbarzyństwa stoczyła się "Trzecia Rzesza". W walce z żydami obnażył hitleryzm całą swą istotę, prawdziwe oblicze nienasyconej krwiożerczej bestii"288. Owa wyjątkowość Zagłady to nie tylko "wielomilionowa cyfra ofiar", ale "ów potworny klimat zbrodni, atmosfera nabrzmiała krwiożerczym sadyzmem i bestialstwem, okrucieństwem wyrachowanym na zimno uplanowanym, atmosfera, w jakiej się ta zagłada dokonała. Jednym słowem przytłacza tu nie tyle kolosalna w swych rozmiarach katastrofa fizyczna, ale raczej katastrofa moralna, upadek ludzkości tak straszny i niski, jakiego nie znały jeszcze dzieje świata"289. Świat - pisze dalej Friedman - "nie zdaje sobie jeszcze w pełni sprawy ze skutków straszliwej katastrofy"290. Z tego względu pierwszym celem Komisji jest "zebrać cały materiał dokumentarny i wszelkie inne dane, jakie są jeszcze dostępne w chwili obecnej, by zobrazować w pełni tę niesłychaną tragedię ludzkości"291. Dlatego też - znów trzeba to podkreślić - materiał zbierany przez CŻKH miał w pierwszej kolejności rangę dowodu.
Pracownicy Komisji byli w większości boleśnie świadomi, że wyjątkowość Zagłady skutkuje trudnością w uwierzeniu w jej masowość i skalę. Ci, którym udało się prawie całą okupację przeżyć w Związku Radzieckim, sami tego doświadczyli. Przykładem może tu być Klara Mirska, tak wspominająca drogę do Lublina w 1944 r.:
Już w wagonie doznałam uczucia zdziwienia, które jeszcze nie zdążyło przejść w przerażenie, które jeszcze nie dotarło do mojej świadomości całkowicie, ale już zaczynało powoli stopniowo docierać. Obok nas siedział ten miły człowiek, który pomógł nam wsiąść do wagonu. Zapytałam go nagle:
- Niech mi pan powie, dlaczego nie widzę w tym wagonie ani jednego Żyda? Dlaczego ich nie widzę na stacjach?
- Nie ma Żydów, proszę pani. Nie ma ich. Czy pani nie wie?
Zaczął mi opowiadać o tym, co się stało. Jego opowieść przerastała siłę mojej wyobraźni, moje poczucie rzeczywistości. Polska bez Żydów!292
Zarazem jednak wśród pracowników Komisji znajdowały się oczywiście osoby, które nie dość, że same były świadkami Zagłady, to jeszcze straciły podczas okupacji całe rodziny. Szczególna rola Komisji polegała też na zderzaniu tych dwóch perspektyw. Jednocześnie mierzyła się ona z szerszym problemem - jak badać Zagładę? Noe Grüss w Roku pracy pisał z dość dużą szczerością: "My - i nikt inny na świecie - nie miał jeszcze doświadczenia w badaniu tego rodzaju spraw jak teoria i praktyka faszyzmu niemieckiego w stosunku do Żydów. W toku pracy kształciliśmy się"293. Zdawano sobie sprawę, że "pracownicy Komisji stanęli przed zupełnie specyficznymi zadaniami; ich celem było zbadanie najnowszego okresu wypadków, których byli sami naocznymi świadkami, trudno było o obiektywizm, którego wymagają badania historyczne"294. Ten rozdźwięk między obiektywizmem badacza a subiektywizmem własnych przeżyć będzie mocno wybrzmiewał w dokumentach programowych Komisji. Grüssa to, że pracownicy Komisji byli nie tylko badaczami, ale i sami zostali naznaczeni przez Zagładę, motywował do działania: "Chcieliśmy uwiecznić pamięć naszych zgładzonych rodziców, braci i dzieci naszych poległych bohaterów. Pragnęliśmy zdemaskować hitleryzm, rasizm i antysemityzm i wezwać do walki i sprawiedliwej kary za zbrodnie popełnione"295. Z kolei podczas Drugiej Narady Naukowej, która odbyła się we wrześniu 1945 r., Friedman podkreślał:
zadanie historyka Żyda wobec zaszłych wydarzeń jest szczególnie trudne. Przy pisaniu historii należy kierować się rozumem, nie uczuciem [...]. Pisząc historię lat okupacji, nie można kierować się celami tylko naukowymi: główną rolę odegrają teraz pierwiastki natury emocjonalnej, uczucie, własne przeżycia, osobiste straty. To, co obecnie zostanie napisane, powinno być aktem oskarżenia nie tylko przeznaczonym dla trybunału, ale aktem, który byłby wiekopomnym oskarżeniem przeciwko bezczynności, który obudziłby sumienie narodów i zmobilizował do walki z reakcją296.
Wyjątkowość nie tylko przedmiotu badań, lecz także sytuacji samych badających sprawiała, że tym ważniejsze było ustalenie ram metodologicznych. Dodatkowo wymusiło to rozszerzanie się grona współpracowników Komisji - początkowo Noe Grüss wizytował komisje wojewódzkie oraz korespondentów, przekazując im wytyczne dotyczące sposobów pracy, szybko jednak okazało się to niewystarczające. To, jakak wyglądało na samym początku szkolenie zbieraczy, wspomina Klara Mirska:
Pamiętam pierwszy miesiąc mojej pracy w Komisji. Dyrektorem jej był doktór Friedman, historyk. Nie stykałam się z nim prawie. W bardzo bliskim kontakcie pozostawałam natomiast z jego następcą, mgr. Blumentalem. Był to człowiek o wielkiej wiedzy, bardzo skromny i nieśmiały. Zaproponował mi, abym zapoznała się z wywiadami, które zostały przeprowadzone zaraz po wyzwoleniu przez jednego z pracowników komisji, Bakalczuka, byłego nauczyciela szkoły ludowej w Pińsku. W sposób obiektywny, całkowicie realistycznie i przez to z niezwykłą brutalnością pokazał w swoich wywiadach prawdziwie nieszminkowany obraz przeżyć pierwszych Żydów, którzy zaraz po wyzwoleniu przekroczyli próg Komisji [...]. Pierwsze wywiady, które przeczytałam w kwietniu 1945 r., gdy dopiero zaczęłam pracować w Komisji Historycznej, mogły zniszczyć wszystkie moje ustalone pojęcia o przyjaźni, o moralności, o miłości. Stawałam się świadkiem sytuacji, kiedy matki, stojąc wobec wyboru między życiem a śmiercią, wybierały życie, poświęcając swoje dzieci. Mogłam na podstawie szeregu faktów, które poznałam, stracić wiarę w człowieka, stać się cynikiem. Tak się jednak nie stało297.
Przystąpiono zatem do sporządzania instrukcji dla zbieraczy. Podstawą były oczywiście metody badawcze opracowane przed wojną przez JIWO, dostosowane do powojennego kontekstu. Latem 1945 r. ukazały się drukiem trzy broszurki: Instrukcje dla zbierania materiałów historycznych z okresu okupacji niemieckiej, Instrukcje dla zbierania materiałów etnograficznych z okresu okupacji niemieckiej, Instrukcje dla badania przeżyć dzieci żydowskich w okresie okupacji niemieckiej. Należy tu jednak wspomnieć, że początkowo głównym tematem zainteresowania CŻKH był ruch oporu. Jedna z pierwszych ankiet, opracowana dla zbieraczy materiałów przez Bakalczuka, dotyczyła buntu i walk partyzanckich i zawiera 39 zagadnień - od powstania organizacji, jej ewentualnego "prześladowania przez Judenrat", planów tajnych warsztatów, życia w oddziałach, aż do przebiegu walk298. Jak się zdaje, był to wybór nie tyle metodologiczny, ile ideologiczny; CŻKH od początku podczas konferencji prasowych, wystąpień publicznych jej pracowników czy w publikacjach starała się pokazać doświadczenie Żydów podczas okupacji jako tych, którzy włączyli się aktywnie do walki z okupantem, nie byli bierni. Dlatego skupiono się na "heroicznej walce i śmierci naszych bohaterów" i, jak się wydaje, próbowano włączyć narrację o oporze żydowskim do polskiej narracji o walce z okupantem, choć w samej Komisji pojawiały się głosy sprzeciwu przed łączeniem tych opowieści, szczególnie w kontekście pomocniczej roli Polaków w dokonywaniu Zagłady299. Trzeba jednak podkreślić, że były to głosy odosobnione.
Wróćmy jeszcze do opublikowanych instrukcji. Pierwsze wydane drukiem Instrukcje dla zbierania materiałów historycznych z okresu okupacji niemieckiej, opracowane przez Kermisza i Friedmana, doskonale pokazują metodologię i cele pracy Komisji, a także jej interdyscyplinarność. W centrum zainteresowania znajduje się świadek i jego doświadczenie. Po części - jak czytamy w Uwagach metodologicznych Kermisza - wynika to z fragmentaryczności dokumentów (dowodów). W tej sytuacji tym dowodem staje się relacja - "brak oryginalnych dokumentów, wywiezionych lub zniszczonych przez wroga, nie powinien być przeszkodą w ujawnieniu całej prawdy"300. Jak czytamy dalej, "obok oryginalnych dokumentów i akt - zeznania naocznych świadków stanowić będą pierwszorzędny materiał źródłowy do zrekonstruowania aktu oskarżenia przeciwko całemu narodowi niemieckiemu i poszczególnym znanym z nazwiska i imienia Niemcom, którzy brali udział w dziele zbrodni, wreszcie przeciwko tym wszystkim, którzy okryli się hańbą współdziałania z Niemcami"301. Dopiero w drugiej kolejności miało być to "źródło do badania dziejów żydowskich"302. Tutaj widać dokładnie, że słowa "dowód", "zeznanie" czy "świadek", tak powszechnie używane w dokumentach Komisji, miały głównie znaczenie prawne, a dopiero potem traktowano je jako źródło historyczne. Nie bez przyczyny porównywano także zbieracza do protokolanta sądowego303, częścią składania relacji było zaś jej odczytanie i podpisanie przez świadka304.
Zeznania miały być zbierane - przy powadze, sumienności i oddaniu - przede wszystkim bezstronnie, choć i tu pojawił się dylemat związany z tym, że zbierający sam może być świadkiem. I znów to świadectwo mogło być atutem, nie przeszkodą - znajomość "badanej rzeczywistości" nie tylko pozwalała na głębsze zrozumienie zeznającego, lecz także umożliwiała nadanie zeznaniom świadków takiego kierunku, "aby odtworzyć rzeczywiste przejścia ludności żydowskiej na danym terenie w sposób szczegółowy i wyczerpujący"305. Nade wszystko jednak zbieracz miał podchodzić do świadka bez uprzedzeń oraz indywidualnie. Pytania miały charakter pomocniczy: "do każdego badanego świadka należy podejść pod kątem widzenia zjawisk, które zna i pamięta najlepiej i o których jeszcze będzie mógł najdokładniej mówić. Podkreślamy raz jeszcze, że najcenniejszym w zeznaniach będzie zawsze to, co świadek sam widział i przeżył"306. Uczulano przy tym, aby oddzielać naoczne wydarzenia od zasłyszanych przez świadka - z pytaniem o podanie źródła informacji. Dla zbieracza nie mogło być też rzeczy obojętnych, każdy najdrobniejszy szczegół był istotny. I choć wyraźnie przestrzegano przed dodawaniem informacji do zeznań (poza zapisywanymi oddzielnie uwagami), podobnie jak przed zmianą stylu i języka używanych przez daną osobę, dopuszczano jednak kierowanie rozmową przez pomoc w "odświeżaniu wspomnień". Wreszcie zeznania miały zawierać krótką charakterystykę zeznającego z oceną jego prawdomówności. Zbieraczom zostawiano też dużą dozę swobody, zachęcając ich do inicjatywy w poszukiwaniu świadków.
Co istotne, przeżycia osobiste świadka stawiane tu były w kontekście wspólnoty, i to nie polsko-żydowskiej, lecz żydowskiej. Kwestionariusz rozpoczyna się bowiem (pomijając dane personalne) od pytań o dane demograficzne - ilu Żydów liczyła dana miejscowość przed wojną i na początku okupacji. Polacy to "ludność miejscowa", przy czym pytając o jej stosunek do Żydów w czasie okupacji, wyróżniano lokalne władze samorządowe. Kontekst wspólnoty pojawia się również w innych pytaniach - zarówno tych dotyczących administracji żydowskiej, życia społecznego czy religijnego w gettach, jak i zwyczajów. Tu pytano o przekraczanie norm moralnych i obyczajowych - od fikcyjnych ślubów i przymusowych rozwodów przez deprawację moralną czy prostytucję, aż do łapownictwa i zdrady. Chciano też poznać szczegółowo przykłady łamania solidarności, czego wyrazem jest pytanie: "Czy miał miejsce szał zabaw, który ogarniał pewne grupy lepiej sytuowanych, idąc w parze ze skrajną nędzą szerokich mas?"307.
Kwestionariusz z Instrukcji dla zbierania materiałów historycznych z okresu okupacji niemieckiej podzielony jest na szesnaście tematów - od wymienionych wcześniej danych demograficznych i stosunku do ludności żydowskiej, poprzez represje niemieckie, tworzenie gett i ich specyfikę (życie gospodarcze, społeczne, kulturalne, polityczne i religijne), wysiedlenia (nazywane zgodnie z upowszechnioną w mowie potocznej nomenklaturą okupanta "akcjami"), życie w obozach i więzieniach, przejawy "nieposłuszeństwa" i oporu, partyzantkę, aż do życia w bunkrach i po stronie aryjskiej oraz "specjalne niemieckie okrucieństwa". Razem było to ponad 150 pytań. Zwracano szczególną uwagę na nazwiska, prosząc o wymienienie znanych postaci z getta (przy czym chodziło tu zarówno o "wybitne osobowości żydowskie", "wariatów, oryginalnych typów", jak i "jednostki skompromitowane"). Wyróżniono temat nastrojów w gettach, obozach i więzieniach, stawiając pytania z jednej strony o objawy rozpaczy, plotki, masowe psychozy, samobójstwa, z drugiej o to, jakie żywiono nadzieje oraz jakie odczuwano czy napotkano "psychiczne następstwa prześladowań". Pytano również - co oczywiste w kontekście pracy Komisji - o rękopisy i księgozbiory, tzn. losy archiwów, muzeów i bibliotek żydowskich oraz posiadane dokumenty, a także wiedzę o osobach, które prowadziły dzienniki, pamiętniki czy spisywały wspomnienia.
Instrukcje dla zbierania materiałów etnograficznych z okresu okupacji niemieckiej oraz Instrukcje dla badania przeżyć dzieci żydowskich w okresie okupacji niemieckiej jeszcze mocniej podkreślały interdyscyplinarność CŻKH. W pierwszym przypadku chodziło nie tylko o zbieranie pieśni czy materiałów zwanych tu "folklorystycznymi", lecz także zwracano uwagę na elementy religijne ("modlitwy, które powstały w ghetcie, w lesie") oraz mitologiczne ("Opowiadania o bohaterstwie, poświęceniu, męczeńskiej śmierci poszczególnych jednostek") i magiczne. W przypadku tych ostatnich szczegółowo pytano np. o czynności apotropeiczne ("W jaki sposób starano się zapobiec złu, wzgl[ędnie] sprowadzić dobro", "Modlitwy i czynności magiczne, które miały chronić bunkier od wyśledzenia go przez wrogów"). W kwestionariuszu znalazły się również pytania o życie społeczne, zwłaszcza zabawy dziecięce i gry towarzyskie dorosłych czy życie w bunkrach (tu pytano np. o specyficzne zajęcia i przygotowywanie jedzenia). Dużą wagę przywiązywano do zjawisk językowych (pytano o "dowcipy, przekleństwa, satyry, parodie, przezwiska i zagadki słowne", jakimi określano poszczególne osoby, miejsca czy wydarzenia z okresu okupacji) oraz do mechanizmów plotki ("legendy, wierzenia, opowiadania o cudach, snach i niezwykłych zjawiskach, jakie były rozpowszechniane wśród Żydów"). Jak czytamy we wstępie do kwestionariusza, chodziło o zapisanie z jednej strony tego, o czym rozmawiano w gettach czy jak się pocieszano ("anegdoty krzepiące"), z drugiej zaś jak racjonalizowano sobie wydarzenia.
Z kolei Instrukcje dla badania przeżyć dzieci żydowskich w okresie okupacji niemieckiej, opracowane przez Noego Grüssa i Genię Silkes, miały służyć nie tylko zbieraczom Komisji, lecz także nauczycielom w szkołach żydowskich. 136 pytań, podzielonych na dziesięć zagadnień, miało na celu przede wszystkim rekonstrukcję losów oczami dziecka, zarazem jednak zawarto tam też element psychologiczny - pytano o doświadczenia, marzenia czy sny oraz kładziono nacisk na odnotowywanie nastroju i zachowań dziecka. "Przysłuchiwać należy się uważnie "uwagom mimochodem" opowiadającego, w rodzaju "ale było mi wszystko jedno", refleksjom, wynurzeniom natury uczuciowej i emocjonalnej, ocenom wypadków i ludzi, poglądom itd."308. Zachęcano również, aby dzieci pisały eseje autobiograficzne, co zresztą było zgodne z tradycją JIWO. Zebrany materiał miał służyć z jednej strony jako źródło historyczne, z drugiej zaś pomóc wychowawcom i nauczycielom w pracy z dziećmi. Przede wszystkim miał być wartościowy psychologicznie, a nie służyć jako dowód, o czym pisano w Instrukcji wprost: "Przebieg [...] wypadków, fakty zbrodni, sposoby mordowania znamy już z zeznań dorosłych, które opowiadają o tym o wiele dokładniej. Przeprowadzając badania dzieci, zdajemy sobie już z góry sprawę z tego, że mogą one posiadać mniejszą wartość dowodową, ale nieocenioną wprost wartość psychologiczną. A tego dorośli nam dać nie mogą"309.
Zauważyć tutaj należy, że o ile w relacjach zbieranych od dzieci widać wyraźny wpływ Instrukcji opracowanej przez Grüssa i Silkes, o tyle wydaje się, że pozostałe stosowano bardziej jako inspirację niż kwestionariusz, którego należy się trzymać podczas wywiadu. Lektura tego zbioru dokumentów wskazuje, że raczej pozwalano swobodnie opowiadać o swoich przeżyciach; często też relacje zbierane przez Komisję dotyczą jednego konkretnego wydarzenia z okresu wojny, a nie całego okresu okupacji. Jeśli kładziono na coś nacisk, to na nazwiska - nie tylko współwięźniów w obozach, zmarłych czy ocalałych, lecz także Niemców.
Oprócz relacji, których zbiór szybko się powiększał, ważną częścią zbiorów CŻKH były zakopane podczas wojny archiwa gettowe. Oczywiście chodzi tu o: wspominaną dokumentację wydziałów Rady Starszych getta łódzkiego, podziemne archiwum getta białostockiego (tzw. Archiwum Mersika-Tenenbauma) oraz dokumentację zbieraną w getcie warszawskim przez grupę "Oneg Szabat". Historia poszukiwania Archiwum Ringelbluma przez CŻKH została zrekonstruowana niedawno przez Aleksandrę Bańkowską i autorkę niniejszego tekstu310. Przypomnę tylko, że planowano je od wiosny 1945 r.; w sierpniu tego roku Hersz Wasser, kierujący warszawską WŻKH, wystąpił do Biura Odbudowy Stolicy o zgodę na prowadzenie prac wykopaliskowych na Nowolipkach 68 i Świętojerskiej 34. Na przeszkodzie stanął brak funduszy; prace ruszyły dopiero we wrześniu 1946 r. po otrzymaniu 200 tys. zł od Żydowskiego Komitetu Pracy (Jewish Labor Committee) i zakończyły się odnalezieniem pierwszej części archiwum na Nowolipkach. Jeśli chodzi o dokumenty getta łódzkiego, jak wspominałam, zostały one ukryte przez Nachmana Zonabenda, który należał do grupy Żydów porządkującej teren po getcie. Jak opowiadał w relacji złożonej w Yad Vashem w 1986 r.311, jego misja ocalenia tego, co zostało po getcie łódzkim i jego mieszkańcach, rozpoczęła się wraz ze schowaniem kolekcji fotograficznej Mendla Grossmana. "Uważałem, że jest to kolosalna rzecz. Czy przeżyję, czy nie przeżyję, to powinien zostać jakiś dokument dla przyszłego pokolenia czy dla tych, co przeżyją"312. Pewnej niedzieli w październiku 1944 r., wykorzystując okazję, udało mu się przedostać na plac Kościelny do biur Wydziału Archiwum, gdzie
wszystko leżało po prawej stronie na pierwszym piętrze, drzwi były hermetycznie zamknięte na klucz, nie na kłódkę. Musiałem wywarzyć [sic!] te drzwi i trwało to dość długo, ale udało się. Jak wszedłem - zobaczyłem kolosalną ilość dokumentów w teczkach tekturowych [...]. Zacząłem trochę zaglądać do tych teczek, ale za dużo nerwów i jednocześnie nie miałem za dużo czasu, żeby się zastanawiać, co brać i czego nie brać. Ale jak to brać? Wobec tego, że na tym samym podwórku było kiedyś miejsce, gdzie Niemcy skupowali313 rzeczy po wysiedlonych Żydach, zszedłem i wyszukałem kilka walizek, a tego nie brak było tam, włożyłem te rzeczy, o których myślałem, że najważniejsze, i tam były rzeczy dużych rozmiarów, leżące w skrzyni314.
Część dokumentów Zonabend schował w studni na placu Kościelnym, a część o większych gabarytach, jak opowiada: "ułożyłem na końcu domu, po prostu zakryłem te rzeczy kamieniami, piaskiem i pierzynami, bo pierzyn nie było brak"315. Kilkanaście dni po wyzwoleniu w styczniu Zonabend wydostał dokumenty ze studni i przewiózł je do swojego mieszkania, a w lutym 1945 r. przekazał część dokumentów - w tym Kronikę getta łódzkiego - obrazów i fotografii Centralnej Komisji316. Kolejną partię dokumentów Zonabend oddał Komisji 26 października 1947 r., podczas przygotowań do wyjazdu z Polski. Jak się wydaje, przekazał te rzeczy, z których wywiezieniem mógł mieć problem: "nie wiedziałem, ile będę mógł... Na przykład nie wszystkie obrazy pozwolono mi zabrać i doktor Kermisz był obecny przy przekazaniu dokumentów. Część zabrałem ze sobą"317. Razem z przejętymi w marcu 1945 r. aktami Gettoverwaltung dokumenty z getta łódzkiego stanowiły wówczas największy zbiór archiwalny Komisji. Porządkowanie tych materiałów rozpoczęło się w maju 1945 r. - już wtedy zresztą zaznaczono, że zadanie to "zajmie wiele czasu, gdyż jesteśmy w posiadaniu wszystkich papierów Judenratu318 z jego wszystkimi placówkami oraz olbrzymie ilości rękopisów niemieckich władz gettowych"319. Co ciekawe, część materiałów, np. gettowe książeczki pracy, zwracano właścicielom320. Jak wynika ze sprawozdania za pierwsze półrocze 1946 r., uporządkowano i sporządzono regesty około czterystu teczek, zbiór zaś liczył prawie 7 tys. jednostek321.
Z kolei losy Podziemnego Archiwum Getta Białostockiego są najlepszym przykładem, w jaki sposób CŻKH pozyskiwała dokumenty, a także poświadczają pewien chaos w dokumentacji Komisji. Dzięki ustaleniom Aleksandry Bańkowskiej i Weroniki Romanik322 wiemy, że tworzenie tego archiwum rozpoczęto w końcu 1942 r., wraz z przybyciem do Białegostoku wysłannika Żydowskiej Organizacji Bojowej Mordechaja Tenenbauma-Tamarofa. Współpracownikiem Tenenbauma w getcie białostockim był Cwi Mersik, znany działacz społeczny, który na własną rękę zbierał świadectwa od przybywających do getta uchodźców. Po jego śmierci 28 stycznia 1943 r. w pracy pomagał Gedalia Petluk. Do archiwum zbierano różnego rodzaju materiały - od relacji, wspomnień i dzienników osobistych (w tym dziennika samego Tenenbauma, prowadzonego od stycznia 1943 r.), poprzez piosenki czy utwory literackie, aż po dokumentację Rady Żydowskiej (zarządzenia, protokoły posiedzeń oraz raporty) czy unikatowe dokumenty osób zamordowanych w Treblince, znalezione w ubraniach przysłanych do sortowni w Białymstoku. Trzeba tu stwierdzić, że zbiór ten jest dość chaotyczny, ponieważ osoby uczestniczące w jego tworzeniu działały pod wyjątkową presją czasu. Tak zwana akcja lutowa, kiedy ponad 10 tys. osób wywieziono do Treblinki, nie przerwała jednak prac, trwających do kwietnia 1943 r. Szukano jednocześnie sposobu na ukrycie archiwum poza gettem. Kluczowe okazały się kontakty jednego ze współpracowników Tenenbauma, Izraela Blumentala, z dr. Bolesławem Filipowskim, porucznikiem Armii Krajowej. Dokumenty przekazano mu w blaszanych skrzynkach - dwie w marcu, trzecią zaś na przełomie kwietnia i maja 1943 r. Filipowski zakopał je na terenie swojej posesji w stajni, a łączniczka Tenenbauma Bronka Klibańska (Winicka) sporządziła rysunek, który miał pomóc w odnalezieniu materiałów po wojnie. Sam Tenenbaum popełnił samobójstwo podczas powstania w getcie białostockim w połowie sierpnia 1943 r.
Jak rekonstruują Bańkowska i Romanik, po wkroczeniu Armii Czerwonej do Białegostoku w końcu sierpnia 1944 r. Bronka Klibańska próbowała odnaleźć dokumenty, ale bezskutecznie, Filipowski bowiem zmienił miejsce ich przechowywania. Poinformowała jednak o istnieniu archiwum Szymona Datnera, wówczas przewodniczącego Wojewódzkiego Komitetu Żydowskiego w Białymstoku. Samo archiwum (dwie skrzynki) zostało odnalezione latem 1945 r. przez Lejba Blumentala - brata Izraela Blumentala - który wiedział o jego ukryciu. Nie później niż w marcu 1946 r. Lejb Blumental zgłosił się do CŻKH z propozycją sprzedaży materiałów. Niestety, dokładna cena nie jest znana - choć z pewnością nie była za wysoka, ponieważ CŻKH cierpiała wtedy na chroniczny brak pieniędzy. Zakupu jednak na pewno dokonano - w sprawozdaniu CŻKH za pierwsze półrocze 1946 r. znajduje się ręczny dopisek: "wykupiono akta judenratu białostockiego"323. Dokumenty z archiwum zostały wpisane jako nabytek w Księdze inwentarzowej CŻKH pod datą 9 kwietnia 1946 r.324 Zgodnie z polityką CŻKH dotyczącą sporządzania odpisów przez właściwe komisje wojewódzkie dwa dni później wysłano do Białegostoku dokumenty w celu przepisania, polecając ich odesłanie z dwiema kopiami325. Nawiasem mówiąc, praca szła wolno, jeszcze w październiku wysyłano z Łodzi do Białegostoku w tej sprawie listy ponaglające326. Co jednak najciekawsze, nie była to całość archiwum. Do listu kierowanego do WŻKH w Białymstoku dołączono szczegółową listę dokumentów sporządzoną przez Józefa Kermisza. Tymczasem w Księdze inwentarzowej CŻKH można znaleźć zapisy o nadsyłaniu przez Menachema Turka kopii dokumentów z Archiwum Getta Białostockiego, które nie pokrywają się z listą Kermisza, w tym dziennika Mordechaja Tenenbauma327. Dokumenty te nadsyłano między majem a listopadem 1946 r.; było ich w sumie 26. Jakby tego było mało, trzy dodatkowe dokumenty z Białegostoku, z pewnością stanowiące część archiwum, zostały opublikowane w zbiorze pod redakcją Betti Ajzensztajn pt. Ruch podziemny w ghettach i obozach. W jaki sposób reszta archiwum trafiła do CŻKH - nie wiadomo.
Historia pozyskania Podziemnego Archiwum Getta Białostockiego nie była odosobniona - dokumenty, fotografie, obrazy oraz inne artefakty bardzo często kupowano. W Księdze budżetowej CŻKH czytamy, że w maju 1945 r. wydano na ten cel 10 591 zł 70 gr, a w czerwcu tego roku na same fotografie 13 305 zł. 30 kwietnia 1945 r. za 500 zł zakupiono "narzędzia tortur"; niestety, nie udało się wyjaśnić, co oznacza ten enigmatyczny zapis. Część materiałów trafiała do Centralnej Komisji w depozyt, np. album zdjęć z getta (91 zdjęć, 84 negatywów) autorstwa Michała Stabrowskiego ps. "Lubicz", jednego z pracowników Referatu Fotograficznego BIP KG AK podczas powstania warszawskiego328. Do 30 kwietnia 1945 r. zebrano ponad 5 tys. akt z działalności niemieckich urzędów, Gestapo, judenratów, ŻSS, plany gett, obozów oraz dokumentów walki podziemnej, tysiąc fotografii, około 500 pozycji zgromadzonych w dziale folklorystycznym, a ponadto listy, wiersze, obrazy, sztukę synagogalną i ponad 1500 książek. Zbierano również - jako "dowody rzeczowe" i "eksponaty do muzeum", zwane też "eksponatami grozy"329 - ludzkie szczątki; w sprawozdaniu Friedmana z maja 1945 r. wymienione są: urna z kośćmi, wybita szczęka, wyrwane pośmiertnie zęby, a w dokumentacji CŻKH pojawiają się również prochy z Treblinki. Sama Komisja szybko się rozbudowała - oprócz działów archiwalnego, fotograficznego, folklorystycznego, malarstwa i rzeźby powstała komisja lekarska, zajmująca się badaniem stanu zdrowia oraz spisywaniem relacji ofiar niemieckich eksperymentów medycznych.
Kluczową rolę w zbieraniu materiałów odgrywały wojewódzkie oraz lokalne komisje historyczne. Wojewódzkie działały w Białymstoku, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Warszawie i we Wrocławiu, lokalne zaś w Bielsku, Częstochowie, Kielcach, Kutnie, Piotrkowie Trybunalskim, Przemyślu, Radomiu, Tarnowie, we Włocławku, a na początku 1947 r. dołączył Szczecin. Z dokumentów archiwalnych wynika, że najprężniej działały komisje w Katowicach, Krakowie i Warszawie i co miesiąc wysyłały do Łodzi różnorodne materiały. Lokalne komisje najczęściej działały przy komitetach żydowskich, często dzieląc z nimi personel i lokal. Jak czytamy w sprawozdaniach Noego Grüssa, który wraz z Bakalczukiem wizytował lokalne KH, warunki bywały spartańskie, np. w Komisji Historycznej w Bielsku "[Lokal] jest nieoszklony, drzwi do przyległych pokojów nie zamykają się, to samo i skrzynka na dokumenty"330. Personel podlegał też sporej rotacji. Trzeba tu podkreślić, że CŻKH nie tylko wizytowała swoje oddziały lokalne, lecz także urządzała szkolenia w zakresie zbierania materiałów. Ponadto odbywały się zebrania kierowników WŻKH. Najczęściej jednak w sprawozdaniach wojewódzkich i lokalnych komisji pojawiają się zdania jak to z pisma Rity Sobol-Masłowskiej z Katowic: "Błagam, proszę o pieniądze!"331.
"Największą wartość dowodową mają..."
Uporządkowaniem i opracowaniem materiałów miał się zająć Żydowski Instytut Naukowy, którego powstanie postulowano w paragrafie 6 statutu CŻKH ("Komisja skupia wokół siebie specjalistów w zakresie wymienionych badań i pokrewnych, tworząc w ten sposób podstawę dla utworzenia w przyszłości Żydowskiego Instytutu Naukowego"). Co jednak interesujące, według sprawozdań Żydowski Naukowy Instytut Historyczny został utworzony przed końcem kwietnia 1945 r. w składzie: Filip Friedman - dyrektor, Rachela Auerbach, Nachman Blumental, Noe Grüss, Józef Kermisz - sekretarze naukowi. Nie jest on jednak wspominany już w dokumentach powstałych po sierpniu 1945 r. ani nie wytworzył żadnej dokumentacji zachowanej w Archiwum ŻIH. Jak się wydaje, powstał on wówczas wyłącznie na papierze.
Skupiono się, jak wiadomo, na dokumentowaniu Zagłady. Było ono tylko częścią działalności CŻKH; zgodnie z przyjętymi założeniami zebrane materiały w pierwszej kolejności miały stać się dowodami, dopiero w drugiej materiałem do pracy naukowej. Niemniej od początku kładziono szczególny nacisk na możliwie szerokie udostępnianie zgromadzonych zbiorów. Ten cel osiągano dzięki wydawnictwom CŻKH. Imponująca działalność wydawnicza Komisji w postaci kilkudziesięciu książek i broszur jest dobrze znana i często omawiana332; warto tutaj wspomnieć, że oprócz odbiorców w Polsce lwią część nakładu wysyłano za granicę, głównie do Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych oraz Ameryki Południowej. Dbano również o odpowiednie nagłośnienie działań Komisji - organizowano seminaria i wystąpienia, przygotowywano Zjazd Historyków, a także ogłaszano konferencje prasowe. Za pośrednictwem prasy szukano również respondentów do ankiet. Przygotowywano audycje radiowe - m.in. 23 maja 1945 r. Polskie Radio wyemitowało program o działalności CŻKH, którego stenogram zachował się w Archiwum ŻIH. "Obsługa prasy krajowej i radio" zakładała też apele o nadsyłanie materiałów, informowanie prasy o zebranych dokumentach czy poszukiwaniu osób.
Przede wszystkim jednak CŻKH nawiązała dość szybko współpracę z organizacjami w Polsce i na świecie. Zgromadzone dokumenty miały być dowodami w całkiem dosłownym sensie. CŻKH ściśle współpracowała z Nadzorem Prokuratorskim Ministerstwa Sprawiedliwości, Delegacją Polską w Międzynarodowej Komisji Ścigania Przestępców Wojennych i Główną Komisją Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce, a zwłaszcza jej oddziałem w Łodzi. Friedman, Kermisz, Blumental i Zonabend weszli w skład Komisji wizytującej tereny byłych obozów (jej członkinią była Zofia Nałkowska333). Nawiasem mówiąc, od samego początku starano się zainteresować pracą Komisji polskich pisarzy, na przykład na spotkanie Komisji Historycznej, które odbyło się w Łodzi 6 lutego 1945 r. (a zatem przed oficjalną przeprowadzką z Lublina), zaproszono m.in. Polę Gojawiczyńską, Adama Ważyka, Stanisława Dygata, Mieczysława Jastruna i Ewę Szelburg-Zarembinę334, stałym odbiorcą publikacji Komisji był zaś Julian Tuwim. Wracając do współpracy CŻKH z GKBZN, można ją pokazać ją na przykładzie Chełmna nad Nerem. Osobą, która w 1945 r. zaczęła zbierać relacje, był ocalały, Jakub Waldman, po wojnie pracownik Starostwa Powiatowego w Turku. Waldman zgłosił się do Komisji Historycznej we Włocławku i wkrótce został przez nią zatrudniony. 26 maja 1945 r. specjalna komisja, składająca się z członków CŻKH i GKBZN, w tym Friedmana, Waldmana i prokuratora Stefana Kurowskiego, sędziego Władysława Bednarza z Sądu Okręgowego w Łodzi oraz przedstawicieli miejscowych władz i Armii Czerwonej, udała się na wizję lokalną do Chełmna, Poddębic, Dąbia, Uniejowa i Koła. Sporządzono protokół335. Dwa dni później CŻKH opublikowała w prasie apel o zgłaszanie się świadków. Działania te w dokumentach CKŻP określono jako "kampanię Chełmno"336. Jednocześnie ze zbieraniem świadectw - głównie przez Waldmana - od 6 czerwca 1945 r. toczyło się oficjalne śledztwo prowadzone przez sędziego Bednarza. I choć CŻKH pełniła funkcję pomocniczą, wskazując świadków i przygotowując materiały, relacje zbierane przez Komisję w kilku przypadkach noszą nagłówek "Protokół przesłuchania"337. W późniejszym okresie przeprowadzono również kwerendę obejmującą inne źródła, pomagając w przygotowaniu materiałów na potrzeby procesu norymberskiego.
Komisja współpracowała również z Najwyższym Trybunałem Narodowym. Filip Friedman, ekspert NTN, uczestniczył w procesie w Norymberdze, na który CŻKH przygotowała część materiałów mających służyć jako dowody polskim prokuratorom i wydrukowała nawet broszurkę Deutsche Verbrechen gegen die jüdische Bevölkerung in Polen 1939-1945. Pracownicy Komisji oraz WŻKH na bieżąco sporządzali ekspertyzy na procesy zbrodniarzy hitlerowskich przed NTN oraz w innych sądach, a także występowali jako świadkowie. Nawiasem mówiąc, przygotowywanie materiału dowodowego przeciwko zbrodniarzom hitlerowskim było ważne również dla CKŻP - w 1945 r. na przykład w trakcie przygotowywania procesu Ludwiga Fischera wyznaczono Adolfa Bermana, Ludwika Gutmachera i Jonasa Turkowa, "których zadaniem będzie łącznie z warszawską Komisją Historyczną zebranie i przygotowanie odpowiedniego materiału"338. Na proces ten (Fischera sądzono razem z Ludwigiem Leistem, Józefem Meisingerem i Maksem Daumem) CŻKH opracowała kilka ekspertyz, m.in. Likwidacja żydostwa polskiego Kermisza, Stan aprowizacyjny, warunki zdrowotne i śmiertelność w getcie w czasie okupacji Wassera czy Utworzenie getta w Warszawie i w dystrykcie warszawskim. Przesiedlenia w pierwszym okresie (do czerwca 1942) Tatiany Berenstein. Z kolei materiały przygotowane na proces Amona Götha oraz sprawozdanie z samego postępowania sądowego ukazały się w 1947 r. nakładem CŻKH jako Proces ludobójcy Amona Goetha. Na potrzeby NTN oraz własne sporządzano również listy kolaborantów żydowskich. Prowadzono też obfitą korespondencję z sądami w sprawie ścigania zbrodniarzy hitlerowskich, opierając się na sporządzanych kartotekach przestępców. Należy tu powtórzyć za Aliną Skibińską, że bez udziału Komisji Historycznej prawdopodobnie nigdy nie doszłoby do wielu procesów339.