Zagubiona - Stanisław Piguła

Kup ebooka

43.90 zł
35.12 zł (35,07 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Ze szklanego domu do lochu

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

Ucieczka do Polski

1

2

3

Dlaczego uwięziona?

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

Tajemnica ojca

1

2

Bunkier jakich mało

1

2

3

4

Alessandro i Giuseppe

1

2

Kto zdobył bunkier?

1

2

3

4

5

6

7

Na włoską pizzę...

1

2

3

Życie od podszewki

1

2

Kto ucieka, kto goni?

1

2

3

4

5

6

Roberto jakby usłyszał

1

2

3

4

5

6

7

Krótkie pytanie, szybka odpowiedź

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

Do Wenecji

1

2

3

To był sen...

1

Wbiegłam do niewielkiej restauracji w centrum miasta. Nerwowo się rozglądałam, wypatrując łazienki. Dostrzegłam oznaczone drzwi i rzuciłam się do nich. Od razu zorientowałam się, że haczyk jest urwany. Niewiele myśląc, wystawiłam głowę na zewnątrz i zwróciłam się do mężczyzny, który siedział przy najbliższym stoliku. Nikogo innego nie było.

- Mógłby pan mnie popilnować, nie mam jak zamknąć?

Wyglądało na to, że mężczyzna, około dwudziestopięcioletni, dobrze ubrany, w nienagannie skrojonym garniturze w kolorze ciemnej oliwki, białej koszuli bez krawata i butach za trzy tysiące, początkowo nie uwierzył w to, co usłyszał. Za moment wskazał siebie palcem. Kiwnęłam głową. On się odezwał:

- Mam stać przy drzwiach?

- Nie. Wystarczy, że pan przypilnuje, aby nikt tutaj nie wszedł.

Zgodził się, zniknęłam za drzwiami. Po kilkunastu minutach wyszłam jak wyciśnięta przez wyżymaczkę. Mimo że jestem młodą i zapewne dość urodziwą blondynką, to elegancka granatowa garsonka nie leżała na mnie dobrze; spojrzałam w lustro - teraz byłam przygarbiona i rozczochrana.

- Szef, stary dziad, wylał mnie z pracy. Wymiotowałam. Szkoda, że wcześniej mnie nie zemdliło.

Mówiąc to, nie patrzyłam na rozmówcę, chociaż czułam, że on wlepiał we mnie wzrok.

Dodałam jeszcze:

- Podałabym panu rękę, ale nie chcę pana wprawiać w zakłopotanie, bo nie jest pan pewny, czy ją umyłam.

Zawiesiłam głos i czekałam na reakcję nieznajomego. On wstał, podszedł kilka kroków i wyciągnął dłoń.

- Cieszę się, że mogłem pani pomóc. Nazywam się Robert...

- De Niro. - Zaśmiałam się cicho.

Odpowiedział uśmiechem i dokończył:

- Roberto Branicki.

- Już nie zapytam, z których Branickich. - Dobry humor mi wracał.

- Może usiądzie pani na chwilę, napije się wody - zaproponował.

- Może usiądę. - Z radością w głosie przedrzeźniałam mężczyznę. - Ja jestem Jola Starska - przedstawiłam się.

Dopiero teraz się zorientowałam, że cały czas ściskam jego dłoń. Podobał mi się.