1
Wbiegłam do niewielkiej restauracji w centrum miasta. Nerwowo się rozglądałam, wypatrując łazienki. Dostrzegłam oznaczone drzwi i rzuciłam się do nich. Od razu zorientowałam się, że haczyk jest urwany. Niewiele myśląc, wystawiłam głowę na zewnątrz i zwróciłam się do mężczyzny, który siedział przy najbliższym stoliku. Nikogo innego nie było.
- Mógłby pan mnie popilnować, nie mam jak zamknąć?
Wyglądało na to, że mężczyzna, około dwudziestopięcioletni, dobrze ubrany, w nienagannie skrojonym garniturze w kolorze ciemnej oliwki, białej koszuli bez krawata i butach za trzy tysiące, początkowo nie uwierzył w to, co usłyszał. Za moment wskazał siebie palcem. Kiwnęłam głową. On się odezwał:
- Mam stać przy drzwiach?
- Nie. Wystarczy, że pan przypilnuje, aby nikt tutaj nie wszedł.
Zgodził się, zniknęłam za drzwiami. Po kilkunastu minutach wyszłam jak wyciśnięta przez wyżymaczkę. Mimo że jestem młodą i zapewne dość urodziwą blondynką, to elegancka granatowa garsonka nie leżała na mnie dobrze; spojrzałam w lustro - teraz byłam przygarbiona i rozczochrana.
- Szef, stary dziad, wylał mnie z pracy. Wymiotowałam. Szkoda, że wcześniej mnie nie zemdliło.
Mówiąc to, nie patrzyłam na rozmówcę, chociaż czułam, że on wlepiał we mnie wzrok.
Dodałam jeszcze:
- Podałabym panu rękę, ale nie chcę pana wprawiać w zakłopotanie, bo nie jest pan pewny, czy ją umyłam.
Zawiesiłam głos i czekałam na reakcję nieznajomego. On wstał, podszedł kilka kroków i wyciągnął dłoń.
- Cieszę się, że mogłem pani pomóc. Nazywam się Robert...
- De Niro. - Zaśmiałam się cicho.
Odpowiedział uśmiechem i dokończył:
- Roberto Branicki.
- Już nie zapytam, z których Branickich. - Dobry humor mi wracał.
- Może usiądzie pani na chwilę, napije się wody - zaproponował.
- Może usiądę. - Z radością w głosie przedrzeźniałam mężczyznę. - Ja jestem Jola Starska - przedstawiłam się.
Dopiero teraz się zorientowałam, że cały czas ściskam jego dłoń. Podobał mi się.