Zajęcia twórcze w szkole Część 2 - Grzegorz Noras

Kup ebooka

25.00 zł
20.00 zł (18,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

SZKOŁA

Trudno jest mi wypowiadać się w sprawie organizacji szkoły na świecie. Z całą pewnością jest różnie, ale jedno jest pewne: nie ma trendu wychowywania przez szkołę, ale raczej nauki w szkole. Rozwiązuje się w niej co prawda problemy wychowawcze, ale nie tworzy się świadomie programów szkolnych, by wychowanie było jej częścią. Nie słyszałem, by "rozwój osobowości" był świadomym celem nauki w szkole. Szkoda. Gdyby najważniejszym przedmiotem było "chcenie", a uczono by tego skutecznie, klasyczne nauczanie byłoby kilkakrotnie efektywniejsze. Każdy z nas wie, że jeśli coś jest naszą pasją albo jesteśmy zmotywowani do nauki, efekty są o wiele większe. Nastawienie na pokazywanie korzyści z nauki jest lepszą marchewką niż kij w postaci złych ocen i uwag.

Najlepszym przykładem jest zdobywanie prawa jazdy. Szkoła nie ma obowiązku nauczania tej umiejętności, ale każdy z nas do niej dąży, bo korzyści związane z posiadaniem własnego auta są przeogromne. Osoba, która go nie ma, w dużym stopniu ogranicza swe możliwości. Gdyby się tak dało udowodnić dzieciom, że korzyści z czytania dobrych (!) książek są o wiele większe niż z posiadania samochodu, byłoby cudownie. Spróbujmy wymienić tylko kilka zalet, jakie daje czytanie książek:

- kształtowanie poczucia humoru ("Przygody dzielnego wojaka Szwejka", "Paragraf 22", "Kubuś Puchatek", "Folwark zwierzęcy" itd.);

- swoboda w porozumiewaniu się;

- wzbogacanie języka ojczystego;

- większe możliwości w wyborze zawodu (dziennikarz, reporter telewizyjny, reporter radiowy, pisarz, nauczyciel, krytyk literacki);

- poznanie kultur świata;

- poznanie historii nie tylko poprzez książki naukowe...

To tylko mała część tych korzyści. Największe moje zdziwienie budzi słuchanie młodych ludzi idących ulicą i używających wulgarnego języka. To świadczy o klęsce tradycyjnego nauczania języka ojczystego, skoro wszechobecne "k..." wygrywa z jakże ciekawymi zamiennikami typu "urwał nać", "w mordę jeża" czy "w dupę motyla". Może należałoby wprowadzić lekcję przekleństw i uczyć młodzież łagodzenia pewnych słów. W końcu wulgaryzmów nikt nie uczy w szkole, a są stosowane. Może w ten sposób pozbędziemy się prymitywnych słów i odniesiemy sukces.

Wracając do uczenia w szkołach, musimy stworzyć w nich mechanizmy, które pozwolą na natychmiastowe reagowanie na zło, które nagle się pojawi. Jeśli w jakimś kraju władzę przejmie partia, która będzie niszczyć struktury demokratyczne, to obecne szkolnictwo nie może nic zrobić, by przekazać młodzieży (a to często dorośli ludzie), że dzieje się zło. Nie ma praktycznie przedmiotu nauczania, który by ostrzegał i uzmysławiał niebezpieczeństwo niszczenia państwa. Nie ma lekcji prawa, a historia nie obejmuje czasów aktualnych. Uczenie o dewastacji państwa na własną rękę, przez nauczyciela, może być odebrane jako próba upolityczniania szkoły. Znamy takie przypadki. Może to jest jakiś powód, by taki przedmiot jak najwięksi politycy i mali uzurpatorzy nie pojawił się w programie szkolnym. Szkoła nie uczy, tylko teoretyzuje, dlatego jest tak daleko od rzeczywistości. Szkoła udaje, że przekleństwo to margines słownikowy, a nie życie codzienne. Gdyby stworzyć tydzień szkolny, w którym będzie się przeklinać tylko za pomocą trzech przekleństw: "kaczy kuper", "kij ci w szprychy" i "ale urwał", udałoby się ograniczyć bezmyślne "k...enie". Gdyby zaś kazać młodzieży wymyślić własne przekleństwa (bo kląć w końcu czasem trzeba), mogłaby się z tego zrobić niezła zabawa językowa.

Jeśli byśmy chcieli zmienić edukację i sprawić, by była skuteczniejsza, należałoby podzielić wiedzę o świecie na sześć grup tematycznych:

- słowo,

- liczba,

- ciało,

- ogarnij świat,

- poznaj świat,

- osobowość.

Myślę, że to by starczyło, bo każdy przedmiot już istniejący można zaliczyć do którejś grupy. Szczegóły będą w podrozdziałach. Jedno jest jednak ważne: by w klasyfikacji przedmiotów do danej grupy nie upraszczać sobie życia. Najlepszym przykładem będzie historia, która powinna być nauczana praktycznie w każdym z typów nauczania:

1. Historia świata - poznaj świat - tradycyjne poznanie dziejów świata w postaci chronologicznej.

2. Historia prawa - ogarnij świat - ujęcie prawa w taki sposób, by wiadomo było, jak się ono zmieniało na przestrzeni lat.

3. Historia człowieka - osobowość - pokazanie, jak zmieniał się los kobiet przez cały okres istnienia świata i dlaczego nie mogły się swobodnie rozwijać.

4. Historia języka - słowo - jak język się zmieniał, jak zmienił człowieka i który język zdominuje świat.

5. Historia myśli technicznej - liczba - jak konstruowano pierwsze maszyny i dlaczego niektóre badania porzucono; najstarsze i najnowsze materiały budowlane.

6. Historia mody - ciało - jak zmieniała się moda przez stulecia, jak zmieniało się pojęcie piękna w odniesieniu do ciała.

To z tego powodu historii nie powinni uczyć tylko historycy, ale też fizycy, artyści i praktycznie każdy nauczyciel w swej specjalności. Model historii podawanej za pomocą daty to przeżytek. Dla mnie o wiele ciekawsze było zrozumienie działania postaci historycznych. Dopiero gdy poznałem pojęcia: "korupcja", "kochanka", "rozpusta", "dewocja" czy "obłuda", zaczęła mnie ona interesować. Zrozumienie działań władców czy innych postaci historycznych jest podstawą tej nauki, a daty to tylko mało znaczące fakty, które opisują tło wydarzeń.

CIAŁO

Jest dla mnie dziwne, że ciało, a raczej jego rozwój, w szkole kojarzone jest ze sportem. Biegający, rzucający czy kopiący uczeń to symbol zdrowia cielesnego. Nikt nie ma specjalnych wątpliwości, że tak wcale nie musi być.

- Dziecko, idź na boisko pobiegać. Przewietrzysz się trochę.

Taki jest schemat myślenia rodzica, który dba o zdrowie fizyczne dziecka. Spocony i brudny syn wracający z podwórka czy szkolnego boiska całkowicie go zadowala. Ciało jest traktowane jako opakowanie głowy, czyli mózgu, o który dbają nauczyciele. Ciekawe dlaczego? Czy nie ma sposobu, by ciało współgrało z mózgiem i rozwijało się równocześnie? Najlepszym przykładem jest taniec. Tutaj ciało i mózg są jednością. W tańcu musimy mieć jego świadomość. Możliwość, by istniał niewysportowany tancerz, który ma nadwagę, jest znikoma. Trudno znaleźć większą liczbę zalet ćwiczeń sportowych nad tanecznymi:

- usportowienie - identyczne, a przy wielu gatunkach tańca znacznie wyższe;

- świadomość ciała - znacznie wyższa w tańcu;

- emocjonalność - takie same;

- wykorzystanie w życiu codziennym - taniec będzie potrzebny do późnej starości każdemu, a umiejętność gry choćby w tenisa tylko wytrwałym;

- ciekawość efektów pracy - rozwój sportowy nie zapewnia sukcesu, gdy odbywa się tylko w szkole, bo potrzebny jest dalszy rozwój. Taniec można przerwać na każdym etapie, a i tak się przyda;

- poszukiwanie piękna i satysfakcji w rozwoju swego ciała - tu taniec znacznie przewyższa sport;

- efekt dla widowni - na pewno podobny, choć oglądanie marnych piłkarzy jest o wiele bardziej męczące niż marnych tancerzy;

- efekty ćwiczeń - na pewno takie same, a w tańcu zyskujemy dodatkowo to, że nabywamy pewność swej urody;

- sportowcy nastawieni są tylko na sprawność ciała.

Nie chodzi o to, by sport zniknął ze szkoły, zaś o to, by się rozwijał równolegle, a na pewnym poziomie rozwoju (liceum) każdy by mógł wybrać, w jaki sposób będzie rozwijał ciało: czy na lekcjach sportowych, czy tanecznych.

W ramach CIAŁA byłby też przedmiot REKREACJA I TURYSTYKA. Jedną z większych przyjemności dla młodych ludzi jest planowanie wycieczek. To idealne miejsce do tego, by zorganizować wycieczkę rowerową dla klasy. Wszystko pod kontrolą nauczyciela, ale pomysł przedstawiają dzieci. Przy okazji mamy cały zestaw innych przedmiotów do wykorzystania: HISTORIA (jednym z celów wyjazdu ma być zabytek historyczny), ORGANIZACJA (przygotowanie jedzenia w plenerze), SPORT (zorganizowanie zawodów sprawnościowych na rowerze) czy PSYCHOLOGIA (uczenie empatii, bo na pewno ktoś będzie odstawał od grupy). Często dopiero na wycieczkach turystycznych zauważamy piękno naszego kraju czy świata. Choć osobiście uważam, że prawdziwa turystyka obejmuje tylko kilka osób, które wymieniają się poglądami (rodzina, grupa kumpli, małżeństwo, znajomi z klubu).

POKAZY to następny przedmiot. Jest wiele ciekawych dziedzin działania ludzkiego zahaczających o sztukę, a niepodlegających pod nią. To w ramach tego przedmiotu można by organizować choćby pokazy mody, niekoniecznie aktualnej. Przedstawienie cyrkowe najsprawniejszych uczniów szkoły byłoby nie lada atrakcją, bo choćby taniec nowoczesny wymaga sztuki cyrkowej, a nie tanecznej. Kabaret oparty na ruchu byłby też świetnym pomysłem na taki pokaz. Można do tego przedmiotu włączyć konkursy - zasady opracowaliby uczniowie. Świetnym rozwiązaniem byłaby choćby olimpiada dla klas VI-VIII z dyscyplinami zarówno olimpijskimi, jak i wymyślonymi przez dzieci.

LICZBA

Logiczne myślenie zdominowałoby tę grupę przedmiotów. W założeniu miałoby to rozwijać lewą półkulę mózgu, choć ja uważam, że jest wiele rodzajów sztuki, które wymagają logicznego myślenia. Autor, pisząc książkę "z przesłaniem", wymaga wyciągania wniosków opartych na myśleniu (może być intuicyjne), a nie bezmyślnego czytania zdań ujętych w rozdziały.

Podstawowym przedmiotem musi być matematyka. Wciąż nie rozumiem jednak, dlaczego w szkole uczono mnie skomplikowanych równań, pochodnych, całek czy równań trygonometrycznych. Po pewnym czasie stawało się to męczące do tego stopnia, że następowało klasyczne zmęczenie materiału, czyli mózgu. Jeśli teraz rozwiązuję sudoku na 16 liczb, mogę to robić godzinami. Myślenie logiczne staje się przyjemnością, a nie mordęgą. W dzisiejszych czasach, gdy liczba zadań logicznych jest ogromna, uczenie każdego ucznia skomplikowanych działań jest dziwne. Takie podejście do matematyki buduje tylko strach przed logiką. Wykorzystanie działań matematycznych w życiu przeciętnego człowieka jest minimalne. Najwyższy czas, by trudne zadania algebraiczne były domeną pasjonatów, a nie powszechnym obowiązkiem, który trzeba opanować. Jak zrozumieć, że taka gra jak szachy nie jest obowiązkowa? Ja bym dorzucił jeszcze brydża. Na każdej przerwie widzę, że dzieciaki grają w kółko i krzyżyk. Przecież o to chodzi, by takie gry jak go, młynek, warcaby zaistniały na nowo. Pewnie, że do pojęcia GRY LOGICZNE wrzuca się gry o małej wartości, choćby puzzle, ale to już od matematyków zależy, na jakie się zdecydują.

Jednym z podstawowych przedmiotów byłaby SEGREGACJA, czyli wiedza obejmująca porządkowanie świata. Najlepszym przykładem jest tablica Mendelejewa, która pięknie opisuje świat pierwiastków. Wiele przedmiotów można tu zaliczyć: statystykę, dane ekonomiczne, mapy czy słowniki i encyklopedie. Świat liczb jest niezwykle ciekawy dla wielu ludzi, choć wydaje się przekleństwem dla innych. Uważam, że tak się dzieje w przypadku złego nauczyciela. Każdy z nas ma skłonność do porządkowania świata i swojego życia. Ułatwia to funkcjonowanie i pozwala na lepszą organizację. Zdjęcia z wakacji segregujemy w foldery, by móc je potem pokazać. Ulubione płyty trzymamy w biblioteczce, by móc puścić te, które lubimy, a nie te, które mamy pod ręką. W domowym warsztacie mamy poukładane narzędzia, a każda kobieta lubi porządek w kuchni, bo to ułatwia jej pracę. Jedną z większych przyjemności dla dzieci jest mierzenie. Ileż przyjemności sprawiłoby młodzieży przygotowanie dla dzieciaków z niższych klas gry terenowej opartej na znajdywaniu przeszkód za pomocą kompasu i taśmy mierniczej. Jedna tylko uwaga: nienastawianie się na czas trwania ćwiczenia, ale logiczne myślenie, które doprowadziłoby nas do celu.

Następnym przedmiotem byłoby budowanie prostych konstrukcji. Na lekcjach można by składać meble. Wiele starszych osób nie radzi sobie ze złożeniem regału czy szafki. Dlaczego młodzież w ramach lekcji nie może iść do domu takiej osoby i złożyć jej mebel? Mogłyby to być konstrukcje bardziej złożone. Przygotowanie toru z domina z ciekawymi wstawkami byłoby ulubionym zadaniem. Jeśli byśmy młodzieży kazali znaleźć sposób na wyniesienie kostki domina na wysokość 50 cm, pomysły by aż huczały w powietrzu. Oglądanie potem pracy swojej i kolegów byłoby wielką przyjemnością.

Świat liczb to też SYMBOLE. Otaczają nas one od stuleci. Dzieci uwielbiają symbole i świetnie się poruszają wśród nich. Symbolika oparta jest na logice, choć ma odniesienie plastyczne. Wbrew pozorom to niezwykle ważne, by nastąpiło powiązanie tych światów. Podniesiona ręka to STOP, czyli słowo, ale można ją nazwać ZERO, czyli nic, zatem nie ma przejścia. Symboliczne myślenie pojawia się w rysunkach jaskiniowych. Skonstruowanie prostego języka symbolicznego byłoby mocno motywujące do nauki. Gdybyśmy stworzyli strój młodego człowieka, który symbolizowałby za pomocą kolorów chęć dotyku, można by poprowadzić ciekawą lekcję wychowania seksualnego: czerwień w okolicach bioder, pomarańcz w okolicach ramion, zieleń na dłoniach. Trochę to proste, ale można w to włączyć inne kolory: błękit jako kolor zimny, nieprzyjazny w dotyku, a brąz jako kolor strachu itd.

Dla młodzieży kochającej liczby pojawiłyby się zadania fizyczne czy chemiczne. Nie ma świata techniki bez dokładnych obliczeń. Niech to jednak będzie zadanie dla pasjonatów i inżynierów, a nie powszechna wiedza. Większości ma wystarczyć umiejętność korzystania z tablic matematycznych.

WYNALAZCZOŚĆ byłaby przedmiotem wykorzystywanym, gdy w uczeniu pojawia się specjalizacja. Robienie przeróżnego rodzaju robotów i ich obsługa to radość dla każdego dziecka i jego tatusia. Ten przedmiot byłby na tyle ciekawy, na ile bogaty byłby warsztat do nauki. Zrobienie ciekawego toru przeszkód dla przedszkolaków jest już nie lada wynalazkiem.

OGARNIJ ŚWIAT

W tym dziale będzie zestaw przedmiotów, które pomogą nam w życiu codziennym. Zawsze mnie dziwiło, dlaczego szkoła nie uczy tego, co jest w życiu potrzebne, a uwielbia wbijać do głowy czysto teoretyczną wiedzę. Każdy z nas to chyba przeżył. Rozbiór zdań na przydawkę przymiotną i okolicznik miejsca z uwzględnieniem orzeczenia czasownikowego i podmiotu gramatycznego to mały koszmar każdego ucznia. Wymaganie znajomości budowy pająka z nogogłaszczkami i szczękoczułkami też może nieźle zaboleć. Każdy ma w głowie kilka haseł szkolnych, które potrafiły przyprawić o zawrót głowy. To ciekawe, że dotyczy to interesujących skądinąd tematów. Geografia, która zajmuje się nazewnictwem miast i państw, a nie zaciekawianiem ludzi podróżami, to chyba najlepszy przykład. Nie: wymień dziesięć największych miast Francji, ale: wymień dziesięć miejsc we Francji, które byś chciał zwiedzić. Zresztą nie chce mi się już znęcać nad programami szkolnymi. Jak wiadomo, jedyną nadzieją byli (i są) nauczyciele, którzy potrafią wiedzę z przedmiotu sprzedać poprzez pasję i pomysł.

Chyba najważniejszym przedmiotem byłaby GRUPA. Umiejętność pracy w niej to podstawa w większości zawodów. Uwzględniając fakt, że ludzie coraz trudniej się ze sobą porozumiewają, należałoby położyć duży nacisk na naukę pracy w grupie. Tu ważna by była umiejętność współpracy (!) z innymi nauczycielami. Sztukę teatralną czy akademię "z okazji" mógłby robić polonista i specjalista od przedmiotu, choćby historyk. Czy z okazji powstania państwa polskiego nie można zorganizować pokazu mody X wieku? Większość przedsiębiorców mówi, że młodzi ludzie opuszczający szkołę nie potrafią ze sobą pracować. Tego trzeba uczyć w szkole. Dlaczego się tego nie robi? Najczęściej dlatego, że tego typu zajęcia są bardzo uciążliwe, a efekty marne. Nie robi się sprawdzianów z umiejętności współpracy, łatwiej jest zrobić kartkówkę o wielkich bitwach XVII wieku niż o modzie tego okresu. Nikt nie myśli o tym, że wiedza ze sprawdzianów szybko się ulotni, a ubieranie się w szaty naszych pradziadów i prababek zostanie w pamięci do końca życia. Garderoby teatralne są pełne kostiumów. Tylko czekają na wynajęcie, by znów ożyć. Przykłady można mnożyć.

PODSTAWY PRAWA to następny przedmiot obowiązkowy w nauczaniu. Wszyscy wiedzą, że to temat wyjątkowo obszerny, ale nie jest problemem zrobienie ciekawych zajęć z prawa. Tylko kilka przykładów:

- obowiązkowe uczestnictwo (w ramach lekcji) w rozprawach sądowych;

- czytanie książek związanych z problemami prawnymi, choćby "Zbrodni i kary";

- omawianie rozwoju prawa, jak karano za takie same czyny na przestrzeni czasów (ucinanie ręki za kradzież chleba mogłoby być niezłym szokiem);

- zorganizowanie w klasie rozpraw sądowych z podziałem na role;

- zapraszanie na lekcje ludzi związanych z aparatem sprawiedliwości.

Jedynym problemem w nauce tego przedmiotu byłby wybór najważniejszych tematów, a raczej trudne decyzje, jakie tematy trzeba odrzucić.

MEDYCYNA to następny przedmiot niezbędny w życiu człowieka. Znowu mamy problem z ogromną ilością wiedzy. Zacznijmy jednak od odżywiania. Przez całe nasze życie przewija się ten temat. Są sprawy oczywiste - jakie pokarmy są niezdrowe - są sprawy niejednoznaczne - do jakiego momentu sport jeszcze sprzyja zdrowiu. Może należałoby się skupić na tym, jak korzystać z wiedzy o zdrowiu, którą możemy zdobyć, kupując książki albo grzebiąc w internecie. Może nie powstałby ruch antyszczepionkowców, gdyby szkoła wprowadziła lekcje o głupocie ludzkiej, która skłania wielu ludzi do leczenia się nie u profesora nauk medycznych, a u pani Danki leczącej za pomocą skrzeku żaby. Swoją drogą niekonwencjonalna metoda nie musi być traktowana niepoważnie, a leczenie starymi metodami też może być odkrywcze. Kilka spotkań z lekarzami, którzy często mają świetny kontakt z młodzieżą, utrwaliłoby autorytet, jaki powinni oni mieć.

PAŃSTWO to przedmiot, który powinien być obowiązkowy na poziomie liceum. Świadome wybieranie polityków jest ostatnio dużym problemem. Kto wie, czy właśnie na poziomie młodzieży nie należy tłumaczyć, jakie możliwości ma polityk, co może zrobić dla miasta, a co jest tylko obietnicą niepopartą żadnym dowodem. Mechanizm wyborów staje się coraz bardziej skomplikowany. Zasady są podobne, ale włączenie w kampanię przedwyborczą internetu tworzy nowe niebezpieczeństwa. Wypada uczyć młodzież, która jest niezwykle podatna na demagogię, jak działają mechanizmy rządzenia w kraju. Jak wiemy, w każdym kraju jest inaczej. Polski prezydent niewiele może, a we Francji jest całkiem inaczej. Dla młodych ludzi nie ma różnicy, a przecież tego ma uczyć szkoła, by rozróżniać prawdę od kłamstwa. Na tym przedmiocie powinno się też uczyć wypisywania druków urzędowych i składania podań. To niezbędne dla każdego człowieka. Uczenie, jak działać w lokalnych strukturach władzy, powinno być obligatoryjne, zresztą każda klasa (szkoła) powinna zrobić coś dla własnej dzielnicy, gminy czy osiedla. Co za problem, by młodzież zorganizowała jakiś festyn, stworzyła blog o zanieczyszczeniu powietrza na osiedlu czy przeprowadziła monitoring drogi przed szkołą, na której wielu kierowców nie przestrzega ograniczenia prędkości? To tu uczono by się, co to jest zasiłek, zapomoga, renta czy dodatek mieszkaniowy i pielęgnacyjny. To tu można by zachęcić młodzież do poznawania socjologii, by świadomie żyć w społeczeństwie. Jestem przekonany, że dobrze prowadzone zajęcia zachęciłyby młodzież do szperania w internecie i bibliotece, by poznać zasady organizacji życia społecznego ludzi.

ZAJĘCIA KOMPUTEROWE byłyby przeniesieniem istniejącego już przedmiotu do tej grupy. Młodzież niejednokrotnie świetnie się porusza w świecie internetu. W większości odbywa się to jednak w sferze rozrywki, a nie rzeczywistości. Umiejętność obsługi praktycznych programów graficznych, biurowych czy fotograficznych jest niezbyt duża. Program tego przedmiotu musiałby być opracowywany razem z pracodawcami i urzędnikami państwowymi.

Następnym ważnym przedmiotem byłoby WOJSKO. Bycie żołnierzem jest marzeniem większości młodych chłopaków. Uwzględniając dziewczęta, które nie chcą być gorsze od chłopców, taki przedmiot miałby duże wzięcie. Podstawą tego przedmiotu musiałaby być atrakcyjna forma ich prowadzenia. Każdy człowiek chce sobie postrzelać. Każdy marzy, by jechać autem po bezdrożach. Każdy chce bronić swojego kraju. To takie proste. Nikt nie myśli o dyscyplinie i odpowiedzialności za kraj. Łączenie tych tak różnych elementów wojskowości może dać ciekawy efekt. Czy trening na WF-ie nie może być wojskowy zamiast sportowego? Czy bieg po stadionie różni się tak wiele od biegu z plecakiem i w grubych butach? Konfrontacja marzeń z rzeczywistością jest zawsze budująca.

A SZTUKA? Dlaczego nie? Dlaczego szkoła nie uczy poznawania sztuki? W końcu wizyta na wernisażu może być fascynująca. Rzeźby rozrzucone są po większości miast. Każdy ma ambicję, by czymś zachwycić. To właśnie takie lekcje mają zachęcić ludzi do szukania dzieł na świecie. Nie trzeba jeździć do Luwru, wystarczy się rozejrzeć. Malowane domy w Zalipiu to też sztuka. Może to i nie najwyższa półka, ale na pewno ciekawostka. To zaś wystarczy, by polubić sztukę. Sztuka nowoczesna jest tak zaskakująca, że należy ją pokazywać, a może sama młodzież spróbuje zrobić taką wystawę. Motyw patrzenia się na siebie cały kwadrans jest już trochę sprany, ale patrzenie sobie w oczy poprzez kilka odbić w lustrach może być już całkiem nietypowe i twórcze. Młodzież uwielbia wszystkich krytykować, niech więc stworzy ciekawy happening czy performance.

POZNAJ ŚWIAT

W tym bloku umieścimy klasyczne przedmioty, które już są w szkole. Będą to: fizyka, chemia, historia, geografia, biologia, ekonomia czy maszynoznawstwo.

Oczywiście liczba tych lekcji zależy od profilu szkoły. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że wiedza z tych przedmiotów będzie przekazywana w innych blokach. Nie jesteśmy w stanie nauczyć dzieci i młodzieży wszystkiego. Raczej możemy zaciekawić przedmiotami. Robienie doświadczeń chemicznych może być wielką frajdą, ale pisanie równań chemicznych już nie. Wiedza musi być podawana w taki sposób, by przydała się w życiu. Chemia, która mówi o zdrowiu (smog, metale w naszym organizmie, skład chemiczny i geologiczny skał pobliskich gór), na pewno tę ciekawość wzbudzi. Młody człowiek o zacięciu chemicznym na pewno znajdzie dodatkowe zajęcia, które zaspokoją jego ciekawość, szkoła nie musi tego robić. Zresztą dobry nauczyciel zawsze dotrze do takiego ucznia.

Warto, by każdy absolwent szkoły technicznej, choćby fizyk, miał możliwość robienia rzeczy ciekawych, czyli eksperymentów czy badań, a lekcje, które by prowadził w szkole, były tylko uzupełnieniem. Nie powinniśmy tworzyć takiej sytuacji, w której geograf tylko po to kończy szkołę wyższą, by nauczać w szkole - powinien zwiedzać świat i zachęcać swym życiem młodzież i dzieci do wyboru jego zawodu. Tylko zapaleniec może rozniecić w słuchaczach iskrę ciekawości.

Musimy sobie zdać sprawę z tego, że przedmioty w bloku POZNAJ ŚWIAT mogą być podane w bardzo różny sposób. Chodzi o jakość. Wiele osób cierpiało całe swoje młode życie na HISTORII. To naprawdę duża umiejętność, by historię świata sprzedawać młodzieży w nieciekawy sposób. Pewnie, że przeszkadza w tej nauce podręcznik, który często jest nie do końca obiektywny. Komuniści w Polsce pomijali praktycznie temat Katynia. Wiele faktów historycznych przekazywali w sposób tendencyjny. Co tu jednak mówić, kiedy po dwudziestu latach od uwolnienia się od komunizmu Lecha Wałęsę, największego bohatera przełomu wieków, traktuje się jako człowieka służb. Jeśli historyk będzie miał odwagę mieć własne zdanie i będzie mówił prawdę, to nie ma żadnych wątpliwości, że będzie uwielbiany.

Wciąż się też zastanawiam, dlaczego nie uczy się tak ważnych przedmiotów jak medycyna czy ekonomia. Przecież tematy z tego zakresu przewijają się przez całe życie człowieka. Uczenie bilansowania kalorii i nauka o tym, jak nadwaga przeszkadza w życiu, byłyby niezwykle ważne dla społeczeństwa. Znowu można połączyć tę lekcję z obliczeniami dotyczącymi kaloryczności większości posiłków. Niezłym szokiem dla młodego człowieka byłoby, że posiłek złożony z jogurtu i banana ma podobną wartość energetyczną jak jajko sadzone na boczku. Myślę, że każdy człowiek po przyjściu do domu zacząłby szperać w internecie, by sprawdzić kaloryczność tego, co je. Wątpię natomiast, by po lekcji fizyki sprawdzał, jak się ma prędkość pojazdu do czasu, w jakim pokonał drogę z Kalisza do Koła. Rozmowy młodzieży na korytarzach szkolnych nie dotyczą zrozumienia pojęć "pęd" i "popęd", ale ile można zarobić, rozwożąc pizzę po lekcjach (ekonomia), i świetnej figurze Kaśki (jedzącej tylko warzywa).

SŁOWO

W tej grupie przedmiotów mieściłby się przede wszystkim język ojczysty. Tu wiele się nie zmieni. Poznanie literatury danego kraju i największych dzieł literatury obcej to podstawa rozwoju językowego człowieka. Jedyne, co jest ważne, to dopasowanie książek do wieku ucznia. Wrzucanie do kanonu lektur literatury dla osób dojrzałych uważam za błędne. To przykre, ale nadgorliwość w zmuszaniu do lektur niedobranych do wieku daje odwrotny efekt. Na lekcjach języka ojczystego mamy uczyć piękna języka i zabaw słownych wielu poetów, a jakość książek, które będziemy czytali jako ludzie dorośli, zależy już od przedmiotów z zakresu OSOBOWOŚĆ. Obawiam się, że młodzież w szkołach średnich trzeba zachęcać prostą literaturą typu książki przygodowe, wiersze bliskie kabaretom, piosenki aktorskie i książki o problemach młodzieży. W Polsce Sienkiewicz nadaje się na autora takich książek, ale już Prus może się wydawać za trudny.

JĘZYK OBCY to podstawa nauki w dzisiejszych czasach. Miejmy nadzieję, że świat wypracuje wreszcie uniwersalny język do porozumiewania się na świecie. Wbrew pozorom zmusi nas to do świadomego wyboru trzeciego języka, którym będziemy się posługiwali. Ta zasada powinna być obowiązująca: uczymy się języka ojczystego, musimy się uczyć języka powszechnego na świecie i sami wybieramy język trzeci jako spełnienie swoich marzeń. Osobiście najwięcej czasu poświęcam na wzbogacanie języka ojczystego, uczę się angielskiego jako języka do porozumiewania się za granicą, a marzę o nauce języka francuskiego, którego rytmika mnie zachwyca. Niestety w dobie komunizmu nikt nie dbał o języki obce. Język rosyjski był nielubiany (z zasady), choć teraz byłbym zachwycony, gdybym mógł przeczytać Dostojewskiego w oryginale. Niestety musiało minąć tyle lat, bym zrozumiał, że nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jaka wiedza może nam się w życiu przydać.

Umiejętność tworzenia monologów to następny przedmiot. Wiąże się to z pojęciem znanym w aktorstwie: "bycie w roli". Skupienie się na tym elemencie rozwoju językowego uważam za niezwykle ważne. To dość proste, nawet dla początkującego aktora, by prowadzić monolog w roli. Każdy z nas stosuje to w życiu. Wystarczy mieć dziecko i uczyć je sposobu zachowania się w parku. Kiedy będziemy opowiadać o tym, jak dbać o trawę i roślinki, o korzystaniu z placu zabaw, możemy swobodnie mówić wiele minut. Dlaczego nie możemy mówić o tym z pozycji ojca/żony, gdy dodatkowo będziemy aktorsko modulować i wzmacniać głos ("A tu, uwaga! Pomnik przyrody"). Takie wypowiedzi uczą nas empatii i swobodnego stosowania języka. Zresztą mówienie monologów przygotowuje do prowadzenia prezentacji i wykładów, które zapewne będziemy wygłaszać w przyszłości.

Dla każdego ucznia wielką przyjemnością będzie tworzenie postaci charakterystycznych: słodkiej idiotki, fujary, wielkiej damy czy ryczącego sierżanta. Znajdywanie w sobie takiej postaci jest na ogół łatwe, a mówienie poprzez tę postać - atrakcyjne. Uczenie języka nie tylko gramatycznego, ale powszechnie stosowanego może przynieść wiele dobrego, bo zrozumiemy, że język określa poziom człowieka. Myślę, że wielką przyjemnością dla młodzieży byłoby pisanie pamiętnika "idioty", bo w końcu nie musi to być osoba nienormalna.

DZIENNIKARSTWO już dawno powinno być wprowadzone do zajęć lekcyjnych. W dzisiejszych czasach promocja artykułów sprzedawanych w sklepach jest powszechna. Umiejętność reklamy albo przynajmniej omawianie zalet i wad produktu to podstawa działania w świecie ludzi dorosłych. Dziennikarstwo nie musi się ograniczać do słowa pisanego. W końcu możemy je stosować w radiu, telewizji, a nawet okresowo podczas wielu imprez organizowanych przez różne instytucje. Zmusza nas ono do uczciwego przedstawiania współczesnego świata i zainteresowania wieloma problemami, choćby społecznymi. Zakończenie semestru filmem dokumentalnym, który można nagrać na większości smartfonów, byłoby ciekawym doświadczeniem dla każdego ucznia.

Włączenie ŚPIEWU do przedmiotów szkolnych uważam za konieczne. Miłość młodzieży do muzyki trzeba wykorzystać. Przecież można to połączyć z nauką języka obcego, umiejętnością występowania przed większą grupą ludzi czy poszukiwaniem wartościowej formy muzyki. Proszę zwrócić uwagę, że choćby piosenka aktorska otwiera nas na świat poezji. Układanie piosenek nie musi być trudne, zawsze można z tego zrobić kabaret. Nawet jeśli uczeń będzie się w ten sposób wygłupiał, to i tak wartość tego będzie większa niż w przypadku samego słuchania. Muzyka łagodzi obyczaje - to powiedzenie ma odpowiednik w Polsce. Od kiedy zaniechano lekcji muzyki, stworzyła się wrogość w narodzie. Muzyka musi być otwarta na wszelkie gatunki: od jazzu do muzyki poważnej. Muzycy wiele zrobili, by ją przybliżyć. Mówię tu choćby o muzykoterapii, która śmiało może być przedmiotem w szkole.

Uczenie języka w grupie ma ogromne znaczenie. Język to nie tylko forma poezji, prozy czy dramatu. Językiem się porozumiewamy. Obowiązek pisania dialogów jest podstawą w jego nauce. Najprostszą odmianą jest skecz. Dzieci uwielbiają rozmawiać w roli. Jeśli podamy dobry przykład, to napisanie takiego dialogu nie będzie żadnym problemem. Jeśli podpowiemy temat rozmowy uczniowi, choćby taki, że ma stworzyć dialog starej, niedosłyszącej sprzedawczyni i dumnej klientki, która jest polonistką i posługuje się wyszukanym językiem, ale ma kłopoty z gardłem, to może wyjść z tego niezły skecz zakończony owacją. Zalety z takiego podejścia do słowa będą o wiele większe niż przy biernej nauce opartej na gramatyce.

Dyskusje dotyczące dowolnego tematu (nie tylko literatury) powinny być obowiązujące. SZTUKA DYSKUSJI tyczy się nie tylko problemów sztuki, ważna jest w sporach politycznych czy rozwiązywaniu konfliktów, choćby pracowniczych. Jakże lepiej by wyglądał świat, gdybyśmy umieli ze sobą rozmawiać. W końcu to jest rola SŁOWA. Wykorzystanie go w dniu codziennym to sprawa o wiele ważniejsza niż posługiwanie się nim w języku poezji czy prozy. Mało kto zostanie pisarzem, ale każdy będzie zmuszony do tego, by przekonać swe dziecko, aby w życiu nie poświęcało się tylko miłości, ale szukało radości w zdobywaniu wiedzy i rozwoju, bo miłość nie jest celem człowieka, a tylko jego najpiękniejszym uzupełnieniem. Ze smutkiem obserwujemy rozwój, a raczej zanik języka pisanego. SMS-y spłycają myśli i bogactwo możliwości słowa, dlatego musimy proponować język zrozumiały i prosty. List, który kiedyś był często małym dziełem literackim, zanikł, dlatego jeśli ma on kiedyś ponownie zaistnieć, musimy powoli zohydzić pisanie krótkich wiadomości, by choćby mail (to już bliższe listowi) miał szansę przeżycia. Swoją drogą ciekawe, co by było, gdyby poloniści kazali uczniom prosty SMS (mógłby to być ostatni SMS), choćby taki: "czekam o 16 przyjedz szybko", rozwinąć do objętości kartki A4, czyli zrobić z tego krótki list.

SPOTKANIA Z LUDŹMI, którzy w pracy posługują się słowem, byłyby obowiązkiem nauczania. Niekoniecznie musi to być rzecznik prasowy rządu, ale literat z całą pewnością tak. Dla mnie spotkanie z językoznawcą jest zawsze niezmiernie inspirujące. Można się zakochać w języku, gdy się nim posługuje osoba zajmująca się nim zawodowo. Czytanie książek o językoznawstwie nigdy nie odda, nawet w małej części, spotkania z żywym człowiekiem, który potrafi prowadzić monolog czy dyskusję praktycznie na każdy temat. Rozmawianie z językoznawcą o języku nie zawsze musi mieć sens. O wiele ciekawsze byłoby jego opowiadanie o aktualnych problemach, choćby o nowej modzie na piękno, które tworzy się w gabinetach lekarzy. Do grupy ludzi związanych ze SŁOWEM zaliczymy też ludzi teatru i kina, a jeśli znajdziemy ciekawą postać, to wliczymy w to dobrych dziennikarzy, a nawet dowolnego pasjonata, który potrafi mówić o tym, co robi, co czuje.

Tworzenie krótkich form teatralnych jest już wpisane w naukę języka. Trzeba to utrwalać. Nie mierzmy się zaraz z wielką literaturą światową, a już na pewno z antyczną. Najprostsza forma literacka to fraszka czy aforyzm lub piosenka. Kierowanie się w tę stronę zachęci dzieci do tworzenia, a nie ma nic bardziej inspirującego niż szukanie nowych słów do wiersza. Rymy, które brutalnie narzucają nam skojarzenia, zmuszają nas do rozwoju języka. Jeśli do słowa "kochana" znajdziemy słowo "ikebana", to będziemy szukać w słowniku znaczenia tego słowa. Wbrew pozorom to nie jest bukiet kwiatów, znaczenie tego słowa jest o wiele szersze. Jedyne, czego musi pilnować nauczyciel, to dbałość o to, by nie spłycić języka, by zestaw "kochanie - całowanie" nie pojawił się po raz drugi. Znów wracam do dobrych skeczy, które mogą się przerodzić w abstrakcję. Polecam dialogi Czechowa i grupy Monty Pythona.

Nietrudno o dalsze podpowiedzi co do przedmiotów obejmujących grupę SŁOWO. Doświadczenia nauczycieli są przecież o wiele cenniejsze niż proste opisywanie faktów. Inne priorytety będą mieli nauczyciele w dzielnicy slumsów, inni w elitarnej szkole. Dodać jeszcze należy, że języka będzie się też uczyć przy okazji, choćby w grupie przedmiotów OGARNIJ ŚWIAT, gdzie jednym z nich będzie prawo. Każdy będzie musiał przygotować mowę oskarżycielską i ją wygłosić. Tematy będą dotyczyć aktualnych problemów, czyli na przykład dlaczego powinniśmy ponownie wprowadzić karę śmierci czy jak zasiłki wpływają na brak motywacji do pracy.

OSOBOWOŚĆ

Zakres tematyczny w tym wypadku jest przeogromny, dlatego problemem jest nie tyle, co powinno być nauczane, ale to, z czego zrezygnować, bo wszystkiego uczyć nie można.

PSYCHOLOGIA to podstawa. To, że nie ma w nauczaniu szkolnym przedmiotu, który uczy nas żyć, to wstyd dla ludzkości. Przecież szkoła ma nie tylko dbać o ilość wiedzy wtłaczanej do głowy, ale też o jakość tej wiedzy. Psychologia może sprawić, że ważniejsze będzie uczenie inteligencji i poznania siebie niż sama nauka. Osoba inteligentna z założenia sama będzie sięgała po dobre książki, a uczenie o książkach nie zawsze to sprawi. Polonista powinien być odpowiednikiem dobrego krytyka, a nie policjantem zmuszającym do czytania. Ten, kto lubi książki, ma problem z tym, co czytać, a nie - czy czytać. Sens czytania musimy zrozumieć sami, a nie czekać na rozkazy, co czytać, wymuszane ocenami. Lekcje PSYCHOLOGII nie powinny się odbywać poprzez wykłady, ale warsztaty. Włączenie zajęć aktorskich jest niezbędne. Umiejętność zagrania pizzy, księdza Robaka, robaka w zupie czy widelca, choć brzmi niepoważnie, jest dla dziecka niezwykle łatwe i rozwijające. Praktyczne podejście do psychologii każdego aktora jest o wiele bardziej sensowne niż teoretyzowanie wybitnego profesora psychologii. I znowu, przedmiot PSYCHOLOGIA ma zaciekawiać nas poznawaniem siebie, a nie przekazywać wiedzę o psychologii.

RELIGIOZNAWSTWO powinno być obowiązkowym przedmiotem, ale nie skupianiem się na przekazywaniu zasad jednej wiary. Ma się to odbywać na tle różnorodności wiar, ich historii i rozwoju. Szczegółowe lekcje dotyczące jednej religii powinny być w kościołach. Jest wiele krajów, gdzie nastąpiło wymieszanie różnych religii, dlatego warto tłumaczyć, jak mogą one współistnieć obok siebie, jak unikać konfliktów religijnych i dlaczego państwo powinno być tolerancyjne wobec innych. Podstawą nauczania byłyby spotkania z kapłanami różnych wyznań, by wyrobić sobie opinię na temat danej wiary.

AKTORSTWO byłoby jednym z podstawowych przedmiotów. Ćwiczenia teatralne mają na celu zrozumienie siebie, bo tylko wtedy można zostać dobrym aktorem, jeśli się poznamy. Oczywiście nie kładziemy nacisku na dykcję (w małej mierze) czy zachowanie na scenie. Podstawą są ćwiczenia ogólnorozwojowe. Mamy przede wszystkim twórczo się otworzyć i bawić wyobraźnią, a nie uczyć się grać dla widza. Odrzucenie przedmiotów związanych ze sztuką jest wielkim błędem. To lekcje o muzyce zbliżają dzieci. Nie zastąpi tego żadne wyjście do domu kultury i słuchanie dobrych zespołów. To dziecko musi samo stanąć na scenie i spróbować zaśpiewać. W razie kłopotów jest chór albo rap. Zostaliśmy w szkołach głównie z plastyką, która potrzebna jest małym dzieciom, ale z każdym rokiem staje się mniej istotna. Otwarcie twórcze dziecka nie bierze się z namalowania czegoś na papierze, ale z akceptacji swego ciała i przełamania jego barier. Zajęcia aktorskie mają sens o tyle, że przychylnie patrzą na taniec, śpiewanie, a nawet sport (jeździectwo).

WYCHOWANIE SEKSUALNE powinno być osobnym przedmiotem albo częścią PSYCHOLOGII. Udawanie, że nie ma problemu z seksem wśród młodzieży, to próba zakłamania rzeczywistości. Właśnie szkoła jest najlepszym miejscem, by o tym mówić w taki sposób, by był skuteczny. Pewnie, że program tego przedmiotu musiałby być zatwierdzony przez seksuologów, ale świat nie najgorzej sobie z tym radzi. Są jednak kraje, gdzie uważa się seks za temat tabu. Rozmowa specjalisty w szkole będzie o wiele skuteczniejsza niż nieporadne próby uświadamiania go przez rodzica albo uczenie się o seksie z komputera.

CHCENIE, czyli CIEKAWOŚĆ ŚWIATA, byłoby sztandarowym przedmiotem OSOBOWOŚCI. Zajęcia motywacyjne dla dorosłych są powszechnie stosowaną praktyką. Dlaczego tego nie robi się w szkole? Spotkania z ciekawymi ludźmi to podstawa. Nie ma lepszej reklamy jak człowiek, który coś osiągnął. Myślę, że to obowiązek znanych ludzi, by chodzić po szkołach i tłumaczyć, jak się dąży do sukcesu. Ktoś, kto osiągnął sukces, lubi o nim opowiadać i jest wiarygodny. Równie ważne jest, byśmy poszukiwali pasjonatów. Niekoniecznie muszą przyjeżdżać do szkoły. Czasem lepiej odwiedzić ich w domu, z całą klasą. Zobaczyć mieszkańca odwróconego domu - to na pewno będzie duże przeżycie. Tu też młodzież pozna pojęcie abstrakcji, która z czasem stanie się dla niej ważna. Spotkania te mogą mieć ciąg dalszy. Piosenkarz zaprosi klasę na swój koncert. Młodzież zrozumie, że gwiazda to najczęściej zwykły człowiek, który się charakteryzuje dużą pracowitością, a nie dużą ilością posiadanych pieniędzy. Wydaje się, że świat jest tak ciekawy, że wystarczy go tylko pokazać, a skupić się musimy na tym, jak i kto go ma pokazywać. Najlepszym przykładem w Polsce jest Centrum Kopernika, gdzie ludzie robią to świetnie.

WYOBRAŹNIA wydaje się następnym przedmiotem do nauki. Zaczynamy żyć w świecie, w którym wyobraźnię blokujemy sobie sami. Świat, w którym rządzą specjaliści, odmóżdża dzieci i młodzież. Wszystko zaczyna być gotowe. Świetne gry komputerowe wprowadzają nas w bierność. Ciekawe postacie, sposób poruszania się i kolorystyka wciągają często bardziej niż sama gra. Samo operowanie joystickiem czy klawiszami sprawia przyjemność. Jakość mebli i innych sprzętów wyposażenia mieszkań kieruje nasz umysł na myślenie, gdzie i co kupić, a nie jakie my chcemy mieć mieszkanie. Najczęściej wybiera się coś gotowego. Mamy do czynienia z wyborem, a nie z myśleniem poprzez wyobraźnię. Cała masa skomplikowanych zabawek nie sprzyja rozwojowi. Kiedyś patyk robił za kilkadziesiąt zabawek, teraz zamiast niego dziecko ma: miecz, laskę, parasol, miotełkę, drapak do pleców czy dziesiątki innych nieużywanych dość szybko zabawek odgrywających rolę kija. Uruchomienie wyobraźni jest dość proste, ale brakuje na to czasu, bo efekty jej rozwoju są mało widoczne. W ten sposób "produkujemy" specjalistów od wyobraźni tylko w szkołach plastycznych czy muzycznych, a odchodzimy od powszechnej nauki wyobraźni dla każdego. Wyobraźnia powinna zapoznawać z takimi pojęciami, jak abstrakcja, refleksyjność czy twórczość. Problem jak z PSYCHOLOGIĄ - z czego zrezygnować lub co ograniczyć. Nie trzeba dodawać, że te lekcje cieszyłyby się ogromnym zainteresowaniem.

TALENTY to następny przedmiot. Talent jako taki nie jest cechą osobowości, jest tylko zdolnością, która pomoże ją rozwinąć. Często talent niszczy jego właściciela i doprowadza do samobójstwa, ale to już efekt osobowości, która nie potrafi sobie z nim poradzić. Uzmysławianie dzieciom ich zdolności powinno być w szkole obowiązkiem. Na ogół to się robi, ale przypadkiem. Celowe kierowanie zdolnych dzieci do specjalisty, by spróbował ugruntować talent, powinno być wpisane w edukację. Podczas swoich zajęć twórczych widziałem wielką liczbę dzieci z talentami, które jednak nie zostały odkryte. Wiadomo, że zdolności trzeba rozwijać, a nie się nimi cieszyć. Tylko ich pielęgnacja przynosi sukces. Zresztą pewne przedmioty powinny być prowadzone w grupie pozaklasowej, która składałaby się z młodzieży o takich samych zdolnościach. W szkołach robi się to na kółkach zainteresowań. To powinien być przedmiot, który byłby w programie. Wielu dzieciom nie chce się uczestniczyć w takich zajęciach po lekcjach. Często rodzic nie pozwala:

- Po co będziesz łaził na te tańce? Masz się uczyć matematyki, bo z tym masz kłopot.

Nie rozumieją, że rozwój talentu jest o wiele ważniejszy dla człowieka niż nauka niepotrzebnych przedmiotów.

ZABAWA to kolejny przedmiot. Sprawa jest delikatna. Jak uczyć przez zabawę, by zabawa była nauką? Zabawa w gry logiczne z całą pewnością taka będzie: sudoku, mastermind, ukodus czy kankei. Już jednak puzzle, statki czy domino - niekoniecznie. Od czego jednak mamy specjalistów, którzy by wybrali zabawy logiczne? Zabawa obejmować powinna także gry ruchowe, niekoniecznie popularne w naszej kulturze. Jest ich cała masa - gra w bule, curling, minigolf czy nawet gra w klasy spełniają te wymagania. Dlaczego szukamy tylko jednej dyscypliny sportu do zabawy? Poznajmy ich więcej, w końcu po ukończeniu szkoły można wybrać tę, która się nam podoba najbardziej. Oczywiście zabawa jest najskuteczniejsza wtedy, gdy podczas niej uczymy się przypadkowo. Takie działania byłyby najbardziej pożądane. Przygotowując zabawę taneczną, każdy musi nauczyć się walca, bo będzie on ją otwierał i zamykał. Przy grze w scrabble pozytywy są oczywiste. Przygotowując gry terenowe, sami się uczymy. Poznając różne typy pasjansów, uczymy się logiki. Nie wspomnę, że zabawy aktorskie z dziećmi "w sklep" czy "w dom" w prosty sposób rozwijają osobowość.

PRACA KOŃCOWA byłaby przedmiotem, który mobilizowałby młodzież (to przedmiot raczej do liceów) do opracowania i przygotowania pracy, którą się robi kilka miesięcy. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego praca dyplomowa polegała na przepisaniu jakiejś pracy inżynierskiej, a nie było w niej nic samodzielnego. Nie lepsza mała rzecz, a własna, niż duża, a cudza? Kilka propozycji:

- napisanie własnej piosenki;

- przygotowanie z kolegami skeczu;

- zrobienie zdjęć ciekawej architektonicznie budowli;

- sesja zdjęciowa z kolegami;

- przygotowanie konkursu dla dzieci z młodszych klas;

- stworzenie muralu;

- poprowadzenie spotkania z ciekawym człowiekiem.

Czy każda praca w szkole musi być poważna i bardzo związana z nauką, z wiedzą? Mogę w szkole poprowadzić konkurs dla przedszkolaków, a w pracy poprowadzę spotkanie z biznesmenami. O wiele to ciekawsze i praktyczniejsze niż przepisanie wykładu znanego profesora na temat "Rozwój firm konsultingowych w latach 2001-2009".

FILOZOFIA może się stać jednym z najciekawszych przedmiotów w szkole. Jednak jego atrakcyjność zależy od nauczyciela. Tak jak matematykę może uczyć osoba niekoniecznie wybitna, to tu tego wymagamy (nie chciałbym sugerować, że nie są potrzebni wybitni matematycy). Ten obszar wiedzy jest tak obszerny, że trzeba go podawać w sposób inteligentny. Absolutnie nie może to być jakiś powszechny podręcznik. Każde środowisko, każda klasa są inne i trzeba dostosować temat do grupy. Mało tego, wypada korygować program, jak się nie trafiło z tematem. Byłoby jednak sztuką znalezienie nieciekawych tematów. Jedyne niebezpieczeństwo, by zbytnio nie filozofować, bo często odbiera to chęć do dyskusji. Widziałbym to tak, by rozpoczęty temat jakoś zakończyć, a nie rozgrzebać go i zostawić. Przygotowywanie mowy filozoficznej byłoby ciekawym doświadczeniem dla każdego, a dla prowadzącego niezłym wyzwaniem.

PRZENIKANIE

Istotą zajęć w szkole będzie PRZENIKANIE się przedmiotów. Lekcja będzie zawierała elementy kilku. Choćby wyjazd pod namioty zorganizowany na zasadzie obozu harcerskiego. Z całą pewnością OSOBOWOŚĆ będzie podstawowym celem pracy. Uczenie samodzielności i obserwacja zachowania się w grupie, gdy nie ma rodziców, będzie dużym polem do pracy. Zajęcia lekcyjne nie będą się odbywały w tradycyjnym miejscu. Dominować będą zajęcia w kręgu, które sprzyjają FILOZOFII, PSYCHOLOGII i WYOBRAŹNI. Klimat stworzony dzięki obozowi skłoni dzieciaki do innego spojrzenia na świat. CIAŁO z całą pewnością lepiej będzie się prowadzić w plenerze. Tu też będą się odbywać lekcje GEOGRAFII i BIOLOGII. Anglista mógłby poprowadzić ciekawe zajęcia praktyczne z uwzględnieniem słów określających świat przyrody. Podsumowaniem wyjazdu byłby reportaż o ochronie przyrody, napisany przez uczniów. Podczas wieczorów dobrze by było znaleźć kogoś z gitarą, bo wspólne śpiewanie przy ognisku sprzyja tworzeniu dobrej atmosfery w grupie. Zajęcia w kuchni służą samodzielności, a dyżury i warty uczą odpowiedzialności za innych. SPORT zapewne dominowałby podczas obozu, dlatego wszelkie zawody sportowe byłyby pożądane. Sensowne byłyby lekcje z udzielania pierwszej pomocy osobie rannej w lesie. Trudno tu narzucać konkretne przedmioty, trzeba je dostosować do miejsca. W okolicy mogą być ruiny zamku lub dworek znanego pisarza, a spływ kajakowy byłby nie lada atrakcją.

PRZENIKANIE przedmiotów powinno się też odbywać w szkole, bo wyjazdy mogą być zbyt kosztowne. Świetnym pomysłem jest teatr. Taniec jest jego nieodzowną częścią, czyli CIAŁO śmiało może się przydać. Wybieranie tekstu musi się odbyć świadomie, dlatego poznanie autora sztuki byłoby niezbędne, czyli mamy SŁOWO. Jeśli sztukę ujmiemy w sposób symboliczny, to i LICZBA się przyda. Sztuka może dotyczyć jakiegoś okresu historycznego, czyli POZNAJ ŚWIAT. Aktorstwo samo w sobie jest częścią OSOBOWOŚCI, dlatego dobra rola mówi nam wiele o nas samych.

Marzyłbym, by młodzież w szkole napisała przewodnik o swoim mieście czy okolicy (rezerwat, szlak wokół jezior, ciekawostki przyrodnicze w mieście). Zredagowanie go byłoby wyzwaniem dla wielu nauczycieli:

- SŁOWO - tekst musiałby napisać uczeń pod okiem polonisty;

- LICZBA - wycieczki opisane w przewodniku musiałyby zostać opisane z uwzględnieniem czasu ich przejścia, a ważne punkty oznaczone by zostały poprzez współrzędne geograficzne;

- POZNAJ ŚWIAT - tu potrzebna by była pomoc geografa i ewentualnie historyka oraz biologa;

- OGARNIJ ŚWIAT - zależy od inwencji twórców: można zrobić spis restauracji, nawet z próbą ocen podawanych dań, można też nastawić się na propagowanie rozrywek związanych z kulturą;

- OSOBOWOŚĆ - samo robienie czegoś potrzebnego dla miasta już jest pozytywne;

- CIAŁO - przygotowanie przewodnika kosztowałoby wiele sił; gdyby się chciało opracować kilka tras rowerowych, wymagałoby to dużego wysiłku fizycznego.

Pomysłów można by znaleźć wiele, ale na końcu i tak byłaby bariera w postaci możliwości finansowych szkoły i rodziców.

WSTĘP O MNIE

Jeśli ktoś wykorzysta pomysły umieszczone w tej książce, pewnie zada sobie pytanie: "Kim jest autor?". Dobre pytanie, ale akurat dla mnie jest ono wyjątkowo trudne. Dzieci mówią do mnie "pan aktor", studenci mówili "reżyser", nauczyciele zostali przy "pan Grzegorz", bo wiedzieli, że nie ma sensu określanie mojego statusu zawodowego. Najbardziej podoba mi się "pan aktor", bo to "aktor" jest wymawiane co najmniej jak "prezes". Cała ta zabawa słowna nie ma zbytniego sensu, co świadczy o tym, że nasz język wciąż wymaga poprawy i poszerzenia o nowe słowa.

Lepiej o mnie będą mówić fakty: nauczyciel poruszania się w świecie twórczości (prowadzę takie zajęcia trzydzieści lat, z dwoma tysiącami dzieci rocznie), instruktor teatralny (zarówno teatrów studenckich, jak i młodzieżowych, a przede wszystkim dziecięcych - przewinęły się przez nie setki dzieciaków), szef teatru Bezscenni (jedynego, który jest gotowy do profesjonalnych występów), autor książek (powieści, książek psychologicznych i teatralnych), aktor (a jakże), tekściarz (wiele skeczów i piosenek), twórca i reżyser sztuk teatralnych, handlowiec (z czegoś trzeba żyć). Jeśli sam miałbym się określić, to bym się nazwał człowiekiem zafascynowany osobowością ludzką. Nic tak tego nie uświadomi jak dobrze prowadzone zajęcia aktorskie.

Z tych wszystkich zdolności, jakie posiadam, właśnie ZAJĘCIA TWÓRCZE stały się dominujące w moim działaniu. Prowadzenie TEATRU okazało się tak trudne, że rozwój w tym kierunku był nieefektywny (studenci czasem są bezwzględni w promowaniu samych siebie).

Mając w głowie, że zajęcia twórcze mogą być bardzo przydatne w przedszkolu czy szkole, z młodzieńczą werwą (trzydzieści lat temu) szedłem do sekretariatów szkół i dyrektorów, oferując współpracę. Zero skuteczności. Poszedłem nawet do śląskiego kuratorium, by zaproponować współpracę (wtedy byłem w stanie robić to za darmo). Nigdy nie zapomnę wizyty tam złożonej, gdy słowo "twórczość" wywołało w urzędniczce taki popłoch, jakbym chciał zgodę na prowadzenie wychowania seksualnego. Tradycyjnie pani drżącym głosem powiedziała, że osoby odpowiedzialnej za działkę TWÓRCZOŚĆ nie ma, ale jak przyjdzie, to zadzwoni. Oczywiście kontakt się urwał. Wtedy zrozumiałem, że ogromna liczba ludzi pracujących w szkolnictwie to urzędnicy, którzy w nosie mają edukację, bo zawsze ważniejsze będzie kupowanie marchewki do świetlicowej kuchni niż próby unowocześnienia nauczania.

Dlatego wszedłem do szkół od dołu. Zaproponowałem dwóm nauczycielkom z różnych szkół wprowadzenie takich zajęć (byłem instruktorem w domu kultury, co mnie uwiarygodniło). Najpierw robiłem to za darmo. Wystarczyły trzy zajęcia, by cała szkoła (wszystkie nauczycielki) weszła do współpracy. Następne zajęcia były płatne (zaczynałem od złotówki od dzieciaka), a wszystko odbywało się za zgodą rodziców. Już po paru latach nie miałem wolnych terminów, dlatego nie było sensu się reklamować. Zajęcia są dość wyczerpujące, bo trwają dwie godziny lekcyjne, a nie polega to na siedzeniu przy biurku.

W ten oto sposób stworzyłem idealny układ do nowoczesnego nauczania: uczniowie - rodzice - nauczyciel. Działo się to wszystko poza dyrekcją, która oczywiście o tym wiedziała, a największą jej zaletą było to, że nie przeszkadzała. Naturalnie były szkoły, gdzie nauczyciele, z którymi współpracowałem, zostali dyrektorami, co stworzyło idealny układ życzliwości.

Może moja historia jest właśnie przesłaniem, że reforma szkolnictwa powinna iść od dołu, od rodziców i nauczycieli, bo z góry nigdy do niej nie dojdzie. Dla ministerstwa zawsze ważniejsze będzie to, że podręcznik jest darmowy, niż to, co w nim jest. To jednak problem nie tylko polski. Łatwo służy to jednak za pretekst, by nic nie robić albo udawać, że się coś robi.