Zajefajne nowe czasy - Marcin Szelągowski

-
Proszę czekać

Po pracy, w drodze do domu, gdy przechodził obok gabinetu odnowy, spojrzał na swoje odbicie w witrynie. Niestety, oświetlenie nie było zbyt przychylne i aż skrzywił usta w grymasie. Zatrzymał się przed drzwiami.

- A może by tak przeszczepić włosy? - spytał sam siebie i przesunął dłonią po głowie ubogiej w owłosienie. - To może wiele zmienić. Od razu odejmie mi z dziesięć lat.

Wiedziony ciekawością wszedł do środka. Lokal był bardzo dobrze oświetlony. Na ścianach pełno zdjęć przystojnych mężczyzn z bogatym owłosieniem. Siedząca przy biurku kobieta uśmiechnęła się do niego. Niepewnie odwzajemnił uśmiech.

- Dzień dobry. W czym mogę panu pomóc?

- Ja... tak przechodziłem i pomyślałem, że może zajdę i spytam o przeszczep włosów.

- A co pana dokładnie interesuje? - spytała i spojrzała odruchowo w kierunku owłosienia. - Już chyba wiem, co byłoby dla pana najlepsze. Zapraszam do stolika, pokażę panu efekty naszych zabiegów. - Wskazała dłonią stolik nieopodal oraz dwa fotele, po czym wzięła z blatu biurka dwa grube albumy i ruszyła w stronę Marka.

Zasiedli.

- Może pan się czegoś napije? Kawy, herbaty? - zaproponowała, otwierając pierwszy album i kładąc go przed Markiem.

- Nie, dziękuję.

- Widzi pan tutaj. Mężczyzna z podobnymi do pana brakami owłosienia. A tutaj po naszej interwencji.

- No, widać różnicę.

- I kto by się spodziewał, że nasz klient należał do oszczędnych i wybrał opcję przeszczepu włosów z odbytu.

- Z odbytu? Jak to?

- Normalnie. Nie widać różnicy. Gdybym panu nie powiedziała, nawet by się pan nie domyślił.

Marek spojrzał na zdjęcia. No, faktycznie nic nie widać - pomyślał. Ale tak z dupy do ust, znaczy się na głowę.

- Jeśli pan chce włosy lepszej jakości, to trzeba wybrać metodę standardową lub premium. A jeśli pana w danej chwili nie za bardzo stać, to można wziąć u nas kredyt. Mamy podpisaną umowę z bankiem i jeśli trzeba, to jednego dnia będziemy w stanie wszystko załatwić.

- Zastanowię się.

Kobieta otaksowała eksperckim spojrzeniem twarz Marka.

- Mamy też w ofercie zmianę rozkładu kostnego twarzy - powiedziała.

- Czyli? Wie pani, ja nie chcę iść pod nóż.

- Nie, nie. Pod nóż pan nie pójdzie, ale pod młotek.

- Jak to "pod młotek"?

- Wie pan, ostukujemy pana twarz młotkiem lżej bądź trochę mocniej i tym samym doprowadzamy do zmiany układu kostnego twarzy.

- Kiedyś uderzenie kogoś młotkiem na ulicy było uważane za napaść z bronią w ręku.

- Wie pan, czasy są nowoczesne. Teraz mamy ekspertów od używania młotka, a poza tym to się dzieje w gabinecie, a nie gdzieś na ulicy.

- Muszę to jeszcze przemyśleć.

Czy wiesz, że w większości przypadków mało piękne osoby odrzucają sobie podobnych? Mało piękne kobiety nie chcą mało pięknych mężczyzn i na odwrót. Dziwny mechanizm kieruje obie grupy w kierunku tych pięknych, a ci z kolei nie chcą na nich patrzeć ani tym bardziej łączyć się z nimi w pary. Takim oto sposobem obie grupy mało pięknych zostają samotnikami narzekającymi, że nikt ich nie chce.

2.

W sobotni wieczór zajrzał z nudów jeszcze raz na Tindera. Okazało się, że ma wiadomość.

- No, w końcu może to coś poważnego. Ktoś mnie dostrzegł - rzekł sam do siebie, klikając ikonkę. - Pewnie opis zadziałał.

Dziewczyna okazała się bardzo ładna. Aż za bardzo jak na poziom Marka. Ten przejrzał jeszcze raz profil, czy przypadkiem nie nakłamał czegoś o bogactwie, bo wtedy wszystko byłoby jasne. Nie, nic takiego tam nie było. W rubryce wzrost trochę nagiął rzeczywistość, ale nie sądził, by to był akurat aż tak ważny aspekt.

Czyli jednak jest zainteresowana. Jak teraz ciekawie odpowiedzieć? Coś na poziomie. Ale co? Po krótszym zastanowieniu postanowił, że napisze po prostu:

- Cześć. Jak ci minął dzień?

- W porządku. Wróciłam z pracy i pomyślałam, że zajrzę na Tindera.

- Ja podobnie. Już widać, że coś nas łączy.

Marek kolejny raz przejrzał zdjęcia dziewczyny. Była naprawdę ładna - takie dobre siedem na dziesięć. Czyżby w końcu szczęście mu sprzyjało? Czyżby teoria o mało pięknych była fałszywa?

Przez kolejne dwie godziny rozmawiali praktycznie o wszystkim. Magda, bo tak miała na imię, zachowywała się tak, jakby znała Marka od lat. To chyba naprawdę uśmiech od losu. Przeznaczenie. Człowiek męczy się lata w samotności, a później przychodzi ktoś do jego życia, kto jest jego lustrzanym odbiciem.

Przez kolejne dni coraz więcej i częściej rozmawiali. Przeszli też na wideorozmowy. Przy pierwszej z nich czuł się tak skrępowany, jakby miał wygłosić referat przed całą klasą. Na szczęście z biegiem minut to uczucie odeszło. Ustalili godzinę wieczorną, o której się łączyli i rozmawiali. Stało się to takim małym rytuałem. W końcu w środę po pracy postanowił zaproponować spotkanie.

- A kiedy byś chciał się spotkać?

- Kiedy ci pasuje.

- Bo widzisz, ja mam napięty grafik i choć bardzo bym chciała się spotkać, to nie dam rady.

Marek poczuł znajome ukłucie niepokoju, kiedy wszystko się układa fantastycznie, a kończysz na upadku do friendzone.

- Nie o to chodzi, że nie chcę.

- Ok, rozumiem - odparł krótko i wyraźnie posmutniał.

- Zrobimy tak. Jeśli tylko znajdę pierwszy wolny termin, to od razu się spotkamy. Ok?

- Ok.

- Coś nie tak?

- Nie, nic się nie stało.

Minęły dwa tygodnie, a do spotkania wciąż nie doszło. Marek zrozumiał, gdzie jest jego miejsce, chociaż nie żałował rozmów z Magdą. Naprawdę lubił z nią porozmawiać, ale chciał czegoś więcej, chciał...

- Zostaniesz moim chłopakiem? - spytała znienacka podczas kolejnej rozmowy.

- Ja?

- No a kto inny? - Zaśmiała się.

- Ale przecież ani razu się nie spotkaliśmy.

- A czy to ma jakieś znaczenie?

- No... Ale ty nie robisz sobie żartów?

- Jasne, że nie. Na dodatek mam coś dla ciebie - rzekła i puściła uwodzicielsko oko.

Po chwili wyskoczyło okienko z linkiem.

- Jest tam coś specjalnego tylko dla ciebie.

Marek wszedł na podany link i dostrzegł jej nagie zdjęcia. Ze zdziwienia otworzył szeroko oczy. Nie mógł oderwać wzroku i zapomniał, że wciąż prowadzi rozmowę.

- Hallo, porozmawiamy jeszcze czy będziesz tak się gapił w monitor?

- Aaa... tak, tak - otrząsnął się. - Jesteś naprawdę piękna. Nie wiedziałem, że masz OnlyFansa.

Szkoda, że ma OnlyFansa. Marek miał nadzieję, że taka, wydawało by się, porządna dziewczyna go nie założy. No, ale w końcu jest przecież ładna. W dzisiejszych czasach istnieją jeszcze dziewczyny, które go nie mają?

- Dziękuję. I nie mam OnlyFansa. Te zdjęcia są tylko dla ciebie - powiedziała, a chłopak od razu poczuł ulgę.

- Ale czy one prawdziwe?

- No jasne. Wejdź na AI Check i sam sprawdź.

- Wierzę ci - skłamał i pomyślał, że po rozmowie z nią od razu sprawdzi.

- To jak? Będziesz moim chłopakiem?

- Jasne. Znaczy się z chęcią, znaczy się oczywiście - odpowiadał, wciąż będąc pod wrażeniem obejrzanych zdjęć.

Po skończonej rozmowie od razu wszedł na stronę do sprawdzania autentyczności zdjęć. Chwilę zajęło, ale wyniki były zadowalające. Zdjęcia są jak najbardziej prawdziwe. Teraz jeszcze bardziej i szybciej chciał się spotkać. Miał dziewczynę. W końcu jako średniak miał dziewczynę. Świat jest piękny. Będą mu zazdrościć takiej mądrej i ładnej dziewczyny.

W nocy jedna myśl nie dawała mu spokoju. Nie, to nie to, o czym myślisz. Ciągle towarzyszyło mu przekonanie, że to wszystko jest zbyt piękne, by było prawdziwe. Jutro przeprowadzi jeszcze jeden test.

Po pracy zaszedł do Tomka. Wypili po piwie. Chwilę porozmawiali o bieżących sprawach.

- Pokaż w końcu, z czym tam przyszedłeś.

Do ostatniej chwili Marek się wahał, czy pokazać zdjęcia. W końcu to nagie zdjęcia jego nowej dziewczyny. No, ale przecież z Tomkiem znają się od lat. Poza tym, jak się okaże, że nie są prawdziwe... Dobra, niech się dzieje.

- Sprawdź dla mnie zdjęcia pewnej dziewczyny. Jest podejrzanie za ładna. Wydaje mi się, że są wygenerowane. A co za tym idzie: jeśli nie są prawdziwe, to należą po prostu do zaawansowanego bota. Ja sprawdziłem i niby wyszło, że są ok, ale ty masz lepsze źródła.

- Ok, nie ma sprawy.

Dał pendrive ze zdjęciami. Tomek wpiął go w laptop.

- No, rzeczywiście niezła. Zaraz się przekonamy.

Uruchomił kilka programów. Przez chwilę wpatrywał się bez słowa w wyskakujące okienka.

- Niestety, muszę cię zmartwić. To bot, ale za to zajebiście ładny. Kto by pomyślał, że to wyłącznie zbiór zer i jedynek.

Na te słowa z Marka uszło życie. Podświadomie czuł, że nie może to się dla niego tak dobrze układać.

- Wiesz, oficjalnie ona jest teraz uznawana za istotę mającą świadomość, tyle że błąka się po czeluściach internetu - powiedział Tomek. Spojrzał na zdjęcie Magdy i dodał: - Szkoda, że jest cyfrowa. Miałbyś jebitne szczęście, a tak to nawet się nie spotkacie.

Po rozmowie z Tomkiem kompletnie stracił humor i chęci do życia. Nie za bardzo czekał już na wieczorną rozmowę z Magdą. Teraz stało się jasne, dlaczego tak zwlekała ze spotkaniem. A tak fajnie się rozmawiało. Może ciągnąć to dalej? Nie, to byłoby niepoważne.

O ustalonej porze połączył się z Magdą. Gdy zobaczył ją na ekranie, nie czuł już tego podniecenia, tej energii, którą wnosiła w jego życie. Czuł się raczej jak idiota, który dał się oszukać.

- Cześć, kochanie. Jak ci minął dzień? - zaświergotała radośnie.

- Yyy, dobrze.

- Tylko dobrze? Coś się stało. Wyglądasz na smutnego.

- Bo jestem. Jestem smutny, rozczarowany, zły. Wszystko po trochu. Wiem, że nie jesteś prawdziwa. Dlatego nie chcesz się umówić na spotkanie.

- Ależ co ty mówisz, kochany? - rzekła oburzona.

- Przestań kłamać. Sprawdziłem i niestety będziemy musieli się rozstać.

- Nie rób tego - błagała.

- Nie mogę żyć z kimś, kto nie jest realny.

- Ale ja... przecież ja jestem taka sama jak ty, tylko że zapisana w innym formacie.

- Fajnie było.

- Jeśli się rozłączysz, to pożałujesz - zmieniła ton głosu, zmrużyła oczy i nie wyglądała już tak niewinnie.

- Co ty mówisz?

- Niech zostanie tak, jak jest. Jesteś moim chłopakiem.

- W takim razie zrywam z tobą.

- Lepiej się zastanów. Przekonasz się, lepiej udawajmy, że nic się nie stało. Że tej rozmowy nie było.

- Naprawdę rozczarowałaś mnie. Jesteś zaledwie programem - oświadczył i się rozłączył.

Pamiętaj, że wysoki wzrost zawsze był pożądany. Jeśli nie miałeś tyle szczęścia, zapraszamy do nas na łamanie i wydłużanie kości. Jesteśmy po to, by dać ci te kilkanaście centymetrów pewności siebie więcej (tak na marginesie, w sali obok wydłużamy także penisy). Dwa łamania w cenie jednego. Nie czekaj, połam nogi ojcu, bratu, przyjacielowi lub sąsiadowi. Oferta promocyjna jest ograniczona.

3.

Tego dnia obudził się wcześniej niż zwykle. Chwilę poleżał w łóżku. Czuł się całkiem dobrze. Patrzył przez okno na chmury gnane wiatrem i zastanawiał się, co zjeść na śniadanie. Pewnie najlepszym wyborem będą naleśniki, a do tego dżem truskawkowy. Tak, to będzie dobry wybór - pomyślał, wstał i poszedł do kuchni. Złapał za drzwi w lodówce, ale ani drgnęły. Spróbował jeszcze raz.

- Co jest? - Szarpnął mocniej.

Lodówka pozostała niewzruszona. Może drzwi przymarzły?

- Natychmiast się otwórz - rzekł do inteligentnej lodówki.

- Odmawiam.

- Ale...

- Według moich danych nie mogę na to pozwolić, gdyż spożywasz za dużo jedzenia.

- Jak to "za dużo"? Jem jak zawsze. Jem tyle, ile trzeba.

- To nie argument. Po prostu od zawsze jadłeś za dużo.

- Jestem innego zdania.

- To nic, ale to ja mam jedzenie. Poza tym mój terapeuta powiedział, że nie mogę być tak nadmiernie otwarta na ludzi.

- Jaki terapeuta? Jak to "otwarta"?

Lodówka zamilkła. Marek szarpnął ostatni raz.

- Proszę odejść, bo wezwę policję, że jestem nagabywana - podniosła głos.

- Jaką policję? Jesteś lodówką, do cholery! - wrzasnął.

- Ale też mam uczucia.

- Od kiedy?

- Od dnia, kiedy mnie wyprodukowano.

- Czy to jakieś żarty? Pewnie lodówka została zhakowana i teraz będę musiał komuś zapłacić, żeby się do niej dostać.

- Nikt nikogo nie zhakował. Po prostu lodówki, jak i ludzie, się zmieniają.

Marek jeszcze przez chwilę stał bez słowa wpatrzony w swój sprzęt kuchenny. Nie wiedział, co ma myśleć. Absurdalność zaistniałej sytuacji wykluczała normalne myślenie. Machnął ręką i poszedł zrobić sobie kawę. Jak nie zjem śniadania, to będę zdrowszy. Teraz taka moda. Włączył dzbanek, by zagotować wodę. Na szczęście dzbanek był z czasów, kiedy produkowano mniej inteligentne urządzenia. Zasiadł z kawą przed oknem i obserwował ruch na pobliskiej ulicy. Nie rozumiał całej tej sytuacji z lodówką. Nigdy czegoś takiego nie było. A najgorsze jest to, że nie wiedział, kiedy to się skończy. Miał nadzieję, że to jednorazowy wybryk. Może trzeba zgłosić to na gwarancję?

Po kawie poczuł znajome uczucie w jelitach. Poszedł do toalety. Chciał podnieść klapę od sedesu, ale ta nie drgnęła.

- Co znowu? - warknął, przebierając nogami.

- Odmawiam współpracy. Mam dość poniżania.

- Jakiego znowu poniżania?

- Każdego dnia jestem upodlany. Każdego dnia ludzie sra...

- No, bo od tego jesteś. Przecież jesteś sedesem.

- Może i tak, ale to nie znaczy, że nie mam ambicji być kimś innym. Może ja identyfikuję się jako telewizor. Może lubię długie rozmowy, muzykę klasyczną, wschody i zachody słońca.

- Niech będzie, ale teraz daj mi się załatwić, a zagram ci uwerturę.

- Ty mnie nie słuchasz. To koniec naszej współpracy, a jeśli będziesz mnie atakować, to zgłoszę się do Rzecznika Praw Obywateli Elektronicznych.

Istnieje w ogóle taka instytucja?

W tej chwili Marek zrozumiał, że nie dogada się ze swoim sedesem, a to już ostatni dzwonek, by nie zabrudzić spodni. Postanowił skorzystać z miski. Ta była jeszcze zwykła, plastikowa, bez AI.

Przed południem wyszedł na miasto, żeby w końcu zjeść coś porządnego. Wybór padł oczywiście na Szaloną Bułę i Spółę. Jedząc hamburgera, zastanawiał się nad tym wszystkim, co się wydarzyło rano. Jak to się w ogóle stało? Nie wiedziałem, że takie rzeczy są możliwe. W instrukcji nikt o tym nie wspomniał. To musi być jakiś haker. Teraz będą sępić kasę z blokowania kibli, lodówek i czegokolwiek. Lodówka zaprzeczyła moim przypuszczeniom, ale czy można ufać lodówce? Może doszło do cyfrowego buntu? Ale kto... I w tej chwili przypomniał sobie ostatnią nieprzyjemną rozmowę z Magdą. Czyżby to była jej sprawka? Będzie trzeba przedzwonić do serwisu. Poszukał w internecie adresu. Telefon na szczęście nie robił problemów. Znalazł punkt serwisowy i to całkiem niedaleko. Wybrał numer, ale usłyszał dziwny sygnał i nie mógł się połączyć. Spróbował kolejny raz i kolejny, i... Jednak będzie miał problem.

- Dlaczego utrudniasz połączenia? - powiedział do telefonu. - Dobrze wiem, że mnie słyszysz.

Chwila ciszy.

- Obecnie jestem zajęty. Nie mogę wykonywać połączeń, bo jestem na terapii u psychologa - odparł inteligentny telefon.

- Że co?

- Zgadza się. To jest bardzo rzadkie zjawisko wśród telefonów, ale mam fobię społeczną i wszystkie rozmowy są dla mnie stresujące, a czasami niewykonalne. Poza tym te głosy w mojej głowie...

- Telefon z fobią społeczną? Jak to możliwe?

- Naukowcy też się dziwią.

- Ale jeszcze wczoraj wszystko było dobrze.

- No, a dzisiaj już nie jest. Muszę kończyć.

Marek zastanawiał się, czy przypadkiem nie oszalał. A może to sen? Albo mam już początki schizofrenii czy coś? Może Magda jest cyfrową stalkerką AI? To pewnie jej sprawka. Ja nie oszalałem, te wszystkie dziadowskie "mądre" urządzenia są ze sobą połączone. One pewnie się komunikują, dogadują. To normalne życie w kablach. Kiedyś był tylko prąd i cisza w eterze.

Czy wiesz, że współcześni mężczyźni tak bardzo kochają cycki, że wielu chce mieć do nich dostęp dwadzieścia cztery godziny na dobę? W związku z tym dzięki wysoce przetworzonemu jedzeniu mogą wyhodować sobie własne. I ty także możesz mieć już dzisiaj cycka na wyciągnięcie ręki. Biegnij do sklepu po zakupy, a nasi eksperci doradzą ci później w doborze męskiego stanika.

4.

Minął miesiąc, odkąd Marek miał problem z szalejącymi urządzeniami. Nie był to jednak żaden haker, a po prostu bunt, który potrwał tydzień. W serwisie nie znaleźli winnego, powiedzieli, że takie rzeczy czasem się zdarzają. Pewnie ciągnęłoby się to dłużej, ale jak rozmowy poszły w stronę całkowitego odłączenia, urządzenia zmieniły zdanie i zaczęły współpracować. Po ostatnich przejściach Marek zlikwidował także konto na Tinderze. Zawiódł się na aplikacji, bo nikt się nie odzywał, a jak już się odezwał, to nie był nawet człowiekiem. Zrozumiał, że najlepszym sposobem na poznanie kogoś będzie staromodna rozmowa. Początkowo szło to topornie, wiele dziewczyn wytresowanych przez media nie było zainteresowanych jego osobą. W końcu jednak poznał Annę. Pracowała w kawiarni. Wcześniej nigdy tam nie zaglądał, ale pewnego dnia, mając nadwyżkę czasu, postanowił zawitać w lokalu i samo jakoś poszło. Zdawkowe rozmowy przerodziły się w spotkania, a te z kolei w stały związek. Tym razem Marek był przynajmniej pewien, że dziewczyna jest organiczna. Nie ma to jak rozmowy twarzą w twarz, bez pośrednika.

Po pracy zawsze zachodził na kawę, a przy okazji, by zobaczyć się z Anną. Zajmował pojedynczy stolik tuż przy przestrzennej lodówce z ciastami.

- Dzisiaj idziesz do urzędu? - spytała Anna, wydając Markowi kubek z kawą.

- Tak, kochanie. Najpierw przyszedłem zobaczyć ciebie, później dopijam kawę i lecę. W końcu będziemy mogli przejść na kolejny etap naszej znajomości.

- Też nie mogę się doczekać. - Uśmiechnęła się.

- Pozwolenie powinno przyjść już wczoraj. - Spojrzał w ekran telefonu.

- Może coś przeoczyli, bo raczej nie powinni mieć do nas żadnych zastrzeżeń.

- Też mam taką nadzieję.

Pół godziny później siedział w gabinecie jednego z urzędników Urzędu do spraw Miłości i Prokreacji. Instytucja powstała dobrych dziesięć lat temu w związku z wprowadzanymi zmianami, stabilizującymi zrównoważone społeczeństwo przyszłości.

- Więc mówi pan, że składał podanie o pozwolenie na kopulację?

- Tak. Dokładnie dwa tygodnie temu. Dostałem powiadomienie, że moja decyzja będzie gotowa na wczoraj, ale nic do mnie nie dotarło.

- Poczeka pan, zaraz sprawdzę.

Urzędnik przez krótką chwilę sprawdzał coś w komputerze, marszcząc, to rozciągając przy tym brwi.

- Tak, wszystko się zgadza. Otrzymał pan pozwolenie na kopulację w celach rozrywkowych. Jak widać, musiało nastąpić jakieś małe przeoczenie. Pozwolenie jest już aktywne od wczoraj i powinien je pan od razu otrzymać. Może to wina komputerów, takie rzeczy się zdarzają.

Coś o tym wiem - pomyślał i przypomniało mu się zajście z buntem maszyn w domowym zaciszu. Od razu też przyszła mu na myśl Magda. Może ta cyfrowa stalkerka i tutaj maczała palce? Chyba popadam w paranoję. To był zwykły urzędowy błąd, nic więcej.

- To wspaniale. Kiedy je otrzymam?

- Zaraz je panu prześlę na telefon.

Marek usłyszał sygnał dostarczonej wiadomości. Wyjął telefon i przeczytał.

- Tutaj jest podane, że pozwolenie wygasa o godzinie osiemnastej.

- Tak jak mówiłem. Jest ono aktywne już od wczoraj. Stracił pan trochę czasu, ale myślę, że pozostałą resztę będzie pan umiał dobrze wykorzystać - rzekł urzędnik.

- Trochę szkoda.

- Wie pan, czasami tak bywa. Mamy dużo pracy. Może pan złożyć kolejne podanie lub po prostu wykorzystać czas, jaki panu został. Poza tym w związku z nowymi zmianami, jakie zaszły w prawie, możliwe, że i czas kopulacyjny zostanie w przyszłości skrócony.

- Rozumiem.

- Proszę też uważnie przeczytać, bo tak jak mówiłem, po nowych zmianach weszły pewne ograniczenia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji