Zakład niekontrolowany opowiadanie erotyczne - Ewa Maciejczuk

Kup ebooka

7.99 zł
6.39 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedostatni rok studiów to intensywny czas, kiedy starasz się maksymalnie podnieść oceny przed napisaniem pracy dyplomowej i zarywasz noce na naukę. Życie w akademiku też rządzi się swoimi prawami. Absolwenci przedostatniego roku często odpuszczają imprezy na rzecz wielogodzinnego wkuwania materiału na następne zajęcia i nagle wszyscy stają się kujonami, bo zależy im na dobrym starcie w dorosłe życie i - co za tym idzie - dobrej pracy.

Mieszkałam w pokoju z przyjaciółkami, Tamarą i Taisą. Tworzyłyśmy zgrane trio i przyjaźniłyśmy się już od pierwszego roku. Każda z nas, choć miała odmienne charaktery, świetnie uzupełniała pozostałe. Taisa była tą szaloną, z głową pełną pomysłów, Tamara zaś - bałaganiarą, ale dbała o naszą przyjaźń. Niezbyt przykładała się do nauki, jednak zaliczała wszystko z naszą pomocą, jadąc na najniższych stopniach. Natomiast ja byłam kujonką uczącą się non stop i z naszej trójki tą najspokojniejszą, zwykle kontrolującą przyjaciółki, aby nie robiły żadnych głupot. Wymagało to ode mnie wiele sprytu i zaparcia, bo ich pomysłowość nie miała końca.

Dzisiejszy dzień nie różnił się znacznie od pozostałych - zakuwałam. Powoli zmierzchało, a z okna akademika rozciągał się przyjemny widok na kameralny skwer tonący w bujnej, letniej zieleni. Postanowiłam zrobić sobie krótką przerwę w nauce, wyciągając dłonie nad głowę i przeciągając się na fotelu. Kości zaczęły mi głośno strzelać.

- Anka! - Niczym tornado do pokoju wpadła Taisa, a zaraz za nią Tamara. Niczego dobrego to nie zwiastowało: obie były aż zanadto podekscytowane.

- Co jest? - dopytywałam, odkręcając się w ich stronę na fotelu.

- Impreza w Sześćdziesiątce - zapiszczała Tamara.

- Za dwa dni wyjeżdżamy nad morze, a ja muszę jeszcze zaliczyć...

- Daj spokój, już prawie wakacje! - przerwała mi Taisa, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc mocno, aż niemalże wybiłam zęby o podłogę. - Pożyczę ci coś, żebyś nie gadała, że nie masz w co się ubrać, a Tamara cię uczesze. - Złożyła ręce, jak do pacierza, a ja parsknęłam śmiechem. Wiedziałam, że już wszystko obgadały i na każdą moją wymówkę na pewno miały gotowy argument, jak przekonać mnie do imprezy.

- No nie wiem - droczyłam się, choć wiedziałam, że i tak nie dadzą mi spokoju. Mogłam przedłużać lub po prostu się zgodzić. Rzuciły mi to samo spojrzenie w stylu: "spróbuj się nie zgodzić, to zobaczysz".

- Idziesz, bez dyskusji - oświadczyła Taisa, podchodząc do szafy i zaczynając przekopywać jej zawartość. Wywróciłam oczami, jednak już po godzinie wszystkie trzy byłyśmy ubrane w błyszczące sukienki, które nie zasłaniały zbyt wiele ciała. Dziewczyny wpadły na pomysł, żebyśmy miały podobne stroje i takie same fryzury. Nie miałam nic do gadania.

***

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.