Zakłamana historia powstania I Generał Anders: Powstanie to zbrodnia - wydanie poszerzone - Paweł Dybicz, Józef Stępień

Kup ebooka

29.90 zł
23.92 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Re­fe­rat Ta­de­usza Bora-Ko­mo­row­skiego[2] nt. sy­tu­acji na fron­tach i po­ło­że­nia Pol­ski je­sie­nią 1943 r.

Re­fe­rat Ko­men­danta Sił Zbroj­nych na po­sie­dze­niu KRP[3]

ZA­GAD­NIE­NIE PO­WSTA­NIA

Dzia­ła­nia wo­jenne pol­sko-nie­miec­kie nie zo­stały za­koń­czone z chwilą osta­tecz­nego ro­ze­gra­nia kam­pa­nii wrze­śnio­wej. Zo­stały one pra­wie na­tych­miast pod­jęte przez Woj­sko Pol­skie poza gra­ni­cami kraju. W kraju całe spo­łe­czeń­stwo prze­ciw­sta­wiło nie­miec­kiej oku­pa­cji opór, po­cząt­kowo bierny, który z bie­giem czasu za­ostrzał się i prze­ra­dzał w opór czynny. W tej fa­zie wojny je­ste­śmy obec­nie i wa­runki zmu­szają nas do pro­wa­dze­nia walki z ukry­cia, czyli dzia­łamy te­raz, jak to się przy­jęło mó­wić, "kon­spi­ra­cyj­nie". Jed­nakże walka pro­wa­dzona w tym okre­sie [czyli] bie­żąca dy­wer­sja, akty od­wetu, par­ty­zantka, nie jest sama w so­bie ce­lem na­szych dzia­łań. Głów­nym na­szym obec­nym za­da­niem jest przy­go­to­wa­nie pod­ziem­nej siły zbroj­nej i ca­łego spo­łe­czeń­stwa do za­sko­cze­nia nie­przy­ja­ciela w sto­sow­nej chwili jaw­nym dzia­ła­niem oręż­nym, po­bi­cia go, oba­le­nia wro­giej oku­pa­cji i wy­wal­cze­nia w woj­nie z Niem­cami zwy­cię­skiego dla nas roz­strzy­gnię­cia. Tym dzia­ła­niem zbroj­nym jest po­wsta­nie. Za­sad­ni­cza róż­nica mię­dzy dzia­ła­niami w kon­spi­ra­cji, a w po­wsta­niu ry­suje się więc wy­raź­nie:

Kon­spi­ra­cja działa z ukry­cia i sta­wia so­bie jako cel główny przy­go­to­wa­nie na­rodu do po­wsta­nia, a jako cel uboczny pod­trzy­ma­nie i za­ostrze­nie oporu, przez co za­pra­wia na­ród do walki, a także pod­rywa du­cha u wroga.

Po­wsta­nie działa jaw­nie i zmie­rza do roz­strzy­ga­ją­cego po­bi­cia nie­przy­ja­ciela, jest więc dzia­ła­niem głów­nym.

Z tych za­ło­żeń wy­cho­dząc, pod­ję­li­śmy duży wy­si­łek kon­cep­cyjny i or­ga­ni­za­cyjny, by stwo­rzyć so­bie ob­raz prze­wi­dy­wa­nego po­wsta­nia, oraz od­po­wied­nio się do niego przy­go­to­wać.

Pod­wa­liną tych prac jest teza, że sto­imy w ob­li­czu tak zmie­nio­nych wa­run­ków pod wzglę­dem me­tod i tech­niki pro­wa­dze­nia wojny w ogóle, a me­tod sto­so­wa­nych przy współ­cze­snej oku­pa­cji pod­bi­tego Kraju w szcze­gól­no­ści, że nie spo­sób jest wzo­ro­wać prze­wi­dy­wa­nego po­wsta­nia, ani na ja­kich­kol­wiek do­tych­cza­so­wych ru­chach wol­no­ścio­wych czy re­wo­lu­cyj­nych, ani na me­to­dach walk re­gu­lar­nych sprzed 1939 r., ani na­wet na wal­kach pro­wa­dzo­nych współ­cze­śnie. Prze­wi­dy­wana walka po­wstań­cza, jaką za­mie­rzamy pod­jąć, róż­nić się musi od wy­li­czo­nych dzia­łań tak za­sad­ni­czo, że na­leży ją trak­to­wać jako ak­cję bez pre­ce­densu i wy­si­łek my­ślowy kie­ro­wać przede wszyst­kim na uchwy­ce­nie róż­nic, a nie ana­lo­gii.

Od­po­wie­dzial­nym za­da­niem Ko­mendy Sił Zbroj­nych w Kraju było prze­bić się pracą my­śli i wy­obraźni przez trud­no­ści stąd po­wstałe i w miarę po­sia­da­nych sił praca ta zo­stała do­ko­nana.

Dzi­siej­szym moim za­da­niem jest po­dzie­lić się z Pa­nami jej re­zul­ta­tami. Będą Pa­no­wie mo­gli pod­dać swej oce­nie re­alizm przy­ję­tych przez nas za­ło­żeń i za­po­znać się w za­ry­sie ze sta­nem przy­go­to­wań.

I

Po­ja­wie­nie się no­wo­cze­snych środ­ków do­wo­dze­nia, przede wszyst­kim ra­dia, oraz broni szyb­kich, jak lot­nic­two i broń pan­cerno-mo­to­rowa, prze­su­nęło nie­po­mier­nie sto­su­nek sił zwy­cięzcy do sił roz­bro­jo­nego, pod­bi­tego na­rodu na ko­rzyść oku­panta. W cza­sach ubie­głych, ujarz­miony na­ród utrzy­my­wała w nie­woli przede wszyst­kim prze­waga li­czebna prze­ciw­nika lub bar­dzo już wy­raźna róż­nica war­to­ści in­te­lek­tu­al­nych i mo­ral­nych (ko­lo­nie). Obec­nie wy­li­czone tech­niczne środki walki po­zwa­lają sła­bemu li­czeb­nie prze­ciw­ni­kowi trzy­mać pew­nie pod oku­pa­cją znaczne i licz­nie za­miesz­kałe ob­szary.

No­wo­cze­sna sieć łącz­no­ści po­zwala oku­pa­cyj­nemu do­wódz­twu na bły­ska­wiczną ocenę po­ło­że­nia i rów­nie szyb­kie wy­da­wa­nie po­trzeb­nych roz­ka­zów. Lot­nic­two zaś i broń pan­cerno-mo­to­rowa są w sta­nie nie­zmier­nie szybko i sku­tecz­nie in­ter­we­nio­wać w każ­dym za­gro­żo­nym punk­cie i na­tych­miast prze­rzu­cać się w inne miej­sca wy­ma­ga­jące re­ak­cji. Zmo­to­ry­zo­wany baon SS lub szwa­dron sa­mo­cho­dów pan­cer­nych mogą być użyte jed­nego dnia w Bia­łym­stoku i dru­giego w Bia­ło­wieży, parę zaś jed­no­stek lot­ni­czych sta­cjo­no­wa­nych w War­sza­wie czy Ra­do­miu może na­tych­miast in­ter­we­nio­wać w do­wol­nym punk­cie Pol­ski. Można by po­wie­dzieć, że o ile daw­niej prze­waga oku­panta nad po­wstań­cem wy­ra­żała się wyż­szo­ścią ka­ra­binu nad du­bel­tówką, o tyle te­raz ob­ra­zuje ją prze­waga czołgu i sa­mo­lotu nad za­rdze­wia­łym ka­ra­bi­nem.

Czy wo­bec ta­kiego stanu rze­czy po­wsta­nie we współ­cze­snych wa­run­kach jest w ogóle re­alne i nie bę­dzie je­dy­nie zbrod­nią ta­kiego skrwa­wie­nia na­rodu, że może to być rów­no­znaczne z wy­kre­śle­niem jego ist­nie­nia z hi­sto­rii?

Na py­ta­nie to od­po­wia­dam z pełną po­wagą. Ry­zyko każ­dego po­wsta­nia jest za­wsze ogromne. Ry­zyko współ­cze­snego po­wsta­nia jest szcze­gól­nie wiel­kie. Dla­tego też jako na­czelne ha­sło wszyst­kich na­szych po­czy­nań zo­stało po­sta­wione:

"Po­wsta­nie nie może się nie udać".

Wy­klu­czyć tu mu­simy dzia­ła­nie na oślep, które by mo­gło za­koń­czyć się ka­ta­strofą, z ja­kiej trudno by się było na­ro­dowi pod­nieść.

Su­mienne roz­pa­trze­nie róż­no­rod­nych aspek­tów za­gad­nie­nia do­pro­wa­dza do wnio­sku, że jest moż­liwe za­pew­nić po­wsta­niu nie­zbędne szanse zwy­cię­stwa, mu­szą jed­nak być po temu speł­nione pewne ko­nieczne wa­runki.

1. Pierw­szym z nich jest współ­za­leż­ność po­wsta­nia od ca­ło­ści dzia­łań wo­jen­nych. Po­wsta­nie ode­rwane od ogól­nego planu dzia­łań mu­sia­łoby być w krót­kim cza­sie zdu­szone.

Po­wsta­nie ści­śle zgrane z ope­ra­cjami na in­nych te­atrach wojny ko­rzy­sta z bez­po­śred­niej osłony, jaką mu te ope­ra­cje za­pew­niają, przy­naj­mniej zaś ze zwią­za­nia przez nie sił npla, któ­rych w prze­ciw­nym ra­zie mógłby on użyć do stłu­mie­nia na­szego ru­chu zbroj­nego. W tych wa­run­kach po­wsta­nie staje się nie tylko bez­po­śred­nią po­trzebą na­rodu, ale też jed­nym z waż­kich i uchwyt­nych czyn­ni­ków zwy­cię­stwa w ogól­nych kal­ku­la­cjach naj­wyż­szego alianc­kiego kie­row­nic­twa wojną, a je­dy­nie jako ta­kie może być na­le­ży­cie po­li­tycz­nie przez Rząd nasz wy­eks­plo­ato­wane.

Nie roz­wi­jam sze­rzej tych my­śli, gdyż Pa­no­wie, ma­jąc ści­sły kon­takt z na­szymi przed­sta­wi­cie­lami po­li­tycz­nymi na emi­gra­cji, naj­le­piej wy­czu­wają i ro­zu­mieją jak bar­dzo przed­sta­wi­ciel­stwa te po­trze­bują tego ro­dzaju atu­tów w ich trud­nych roz­gryw­kach po­li­tycz­nych ze sprzy­mie­rzo­nymi. Chcę je­dy­nie pod­kre­ślić fakt, jak bar­dzo sze­ro­kim i ujem­nym echem od­bija się w sfe­rze ogól­nej po­li­tyki Pol­ski każde naj­mniej­sze nie­do­cią­gnię­cie na dro­dze do peł­nego ze­spo­le­nia spo­łe­czeń­stwa w kraju wo­kół wy­zwo­leń­czego wy­siłku zbroj­nego. Ma to szcze­gólną do­nio­słość, je­śli cho­dzi o pod­nie­sie­nie zna­cze­nia Pol­ski w ro­dzi­nie pod­bi­tych lub uza­leż­nio­nych od Niem­ców na­ro­dów środ­ko­wej Eu­ropy z prze­dłu­że­niami tego ob­szaru na Skan­dy­na­wię i Bał­kany, a więc wśród na­ro­dów, z któ­rymi po woj­nie będą nas mu­siały łą­czyć bliż­sze wę­zły po­li­tyczne czy go­spo­dar­cze. Naj­lep­szą drogą do wy­ro­bie­nia tu Pol­sce od­po­wied­niej po­zy­cji w cza­sie po­koju jest pod­ję­cie jesz­cze w okre­sie wojny roli ośrodka nie tylko naj­po­waż­niej­szego pod wzglę­dem woj­sko­wym, ru­chu po­wstań­czego, ale też ośrodka ko­or­dy­na­cji, a w pew­nym stop­niu także re­pre­zen­ta­cji sprzy­mie­rzo­nych ru­chów wy­zwo­leń­czych ota­cza­ją­cych nas na­ro­dów. Rząd na od­cinku po­li­tycz­nym i Na­czelny Wódz na od­cinku woj­sko­wym, pro­wa­dzą już od dawna od­po­wied­nią ak­cję. Na tym tle do­piero daje się ostro od­czuć, że ja­kie­kol­wiek zgrzyty w Kraju w pracy nad stwo­rze­niem jed­no­li­cie kie­ro­wa­nych po­wstań­czych sił zbroj­nych są ka­mie­niami rzu­ca­nymi Pol­sce bez­po­śred­nio pod nogi na jej trud­nej i na­je­żo­nej nie­bez­pie­czeń­stwami dro­dze ku wiel­ko­ści[4].

2. Z omó­wioną kwe­stią współ­za­leż­no­ści z ca­ło­ścią dzia­łań wo­jen­nych łą­czy się za­gad­nie­nie wy­boru wła­ści­wego mo­mentu wy­bu­chu po­wsta­nia. Jest to czyn­nik zdolny naj­sku­tecz­niej za­pew­nić nam speł­nie­nie pod­sta­wo­wego wa­runku, że "Po­wsta­nie nie może się nie udać". Do do­nio­słej tej sprawy po­wrócę raz jesz­cze w roz­wa­ża­niach szcze­gó­ło­wych.

3. Z chwilą, gdy po­wsta­nie staje się jed­nym z czyn­ni­ków zwy­cię­stwa - po­waż­nie bra­nych w kal­ku­la­cjach szta­bo­wych, na­biera re­ali­zmu sprawa wspar­cia po­wsta­nia z ze­wnątrz przez woj­ska de­san­towe, przede wszyst­kim przez lot­nic­two, oraz sprawa za­opa­trze­nia od­dzia­łów po­wstań­czych w ma­te­riał wo­jenny rów­nież drogą lot­ni­czą.

Współ­cze­sne po­wsta­nie musi być uod­por­nione na dzia­ła­nie dwóch głów­nych swo­ich wro­gów: in­ter­wen­cyj­nego nie­przy­ja­ciel­skiego lot­nic­twa i broni pan­cerno-mo­to­ro­wej. W tym celu musi być ono osło­nięte przez dzia­ła­nie wła­snego lot­nic­twa oraz musi być wy­po­sa­żone cho­ciażby w naj­nie­zbęd­niej­szą ilość broni prze­ciw­pan­cer­nej.

Na tle da­leko po­su­nię­tych przy­go­to­wań tak­tycz­nych, wy­szko­le­nio­wych i or­ga­ni­za­cyj­nych od­bi­jają [się] szcze­gól­nie braki w po­wstań­czym uzbro­je­niu. Na­sza broń prze­cho­wy­wana z 1939 r. nisz­czeje mimo wszel­kich wy­sił­ków kon­ser­wa­cyj­nych. Ilość broni uzy­ski­wana z za­kupu, ze zdo­by­czy przez spe­cjalne w tym celu or­ga­ni­zo­wane ak­cje zbrojne i z wła­snej pro­duk­cji, jak­kol­wiek jest po­ważną, po­zy­tywną po­zy­cją, sta­nowi jed­nak za­le­d­wie kro­plę w mo­rzu na­szych po­wstań­czych po­trzeb. Stąd też po­kła­dam wiel­kie na­dzieje w za­opa­trze­niu z ze­wnątrz, drogą lot­ni­czą. Zro­zu­mieją Pa­no­wie obec­nie moje sta­no­wi­sko, że wo­bec tak wiel­kich wy­sił­ków nad zdo­by­ciem broni i obaw, aby ani je­den pi­sto­let nie zo­stał użyty nie­ce­lowo, mu­szę pięt­no­wać jako ciężki wy­stę­pek prze­ciw spra­wie ogól­nej wszel­kie zło­dziej­skie, czy war­chol­skie roz­dra­py­wa­nie ma­te­riału po­cho­dzą­cego ze zrzu­tów spa­do­chro­no­wych.

Roz­pa­trzy­łem nie­odzowne wa­runki po­wsta­nia, wy­ni­ka­jące z jego po­wią­zań ze­wnętrz­nych. Wi­dzieli tu Pa­no­wie cie­kawe wza­jemne za­zę­bia­nie się po­trzeb: aby móc pod­jąć po­wsta­nie, tak ze względu na bez­po­śred­nie po­trzeby wła­sne, jak i dla osią­gnię­cia dal­szych i szer­szych ce­lów po­li­tycz­nych, trzeba za­pew­nić mu wspar­cie z ze­wnątrz. Aby zaś uzy­skać to ostat­nie, trzeba móc wznie­cić po­wsta­nie w wy­bra­nej chwili jako po­ważny, jed­no­li­cie kie­ro­wany zryw zbrojny ca­łego na­rodu.

Prze­cho­dzę do roz­pa­trze­nia ko­niecz­nych wa­run­ków we­wnętrz­nych współ­cze­snego po­wsta­nia.

4. Po­wsta­nie musi być no­wo­cze­śnie do­wo­dzone. Do­sko­na­łej sieci do­wo­dze­nia i łącz­no­ści, jaką roz­po­rzą­dza npl., umoż­li­wia­ją­cej mu szybką i ce­lową re­ak­cję, mu­simy prze­ciw­sta­wić z jed­nej strony sze­roko za­kro­joną ak­cję pa­ra­li­żu­jącą w żą­da­nym mo­men­cie nie­przy­ja­ciel­skie środki łącz­no­ści i do­wo­dze­nia, z dru­giej zaś łącz­ność wła­sną, pewną i szybką oraz sprawne, jed­no­lite do­wódz­two. Nie spro­sta tym za­da­niom ku­rier, zwłasz­cza gdy weź­miemy pod uwagę po­trzeby łącz­no­ści z lot­nic­twem wspar­cia. Oczy­wi­ste jest, że pod­sta­wo­wym środ­kiem do­wo­dze­nia w po­wsta­niu musi być ra­dio. Po­trzeby na­sze w tym wzglę­dzie nie są nie­stety jesz­cze cał­ko­wi­cie za­spo­ko­jone.

5. Po­wsta­nie musi być jed­no­cze­sne, po­wszechne, gwał­towne i krót­ko­trwałe. Stwier­dzi­li­śmy, że głów­nymi wro­gami po­wsta­nia są współ­cze­śnie szyb­kie środki obez­wład­nia­jące i prze­ła­mu­jące, ja­kimi roz­po­rzą­dza npl. - w po­staci lot­nic­twa i broni pan­cerno-mo­to­ro­wej. Dzięki tym środ­kom oraz od­po­wied­niej or­ga­ni­za­cji ru­cho­wych od­wo­dów npl. może sku­piać miaż­dżące siły ko­lejno w miej­scach naj­bar­dziej po­trze­bu­ją­cych in­ter­wen­cji. Po­wsta­nie nie­jed­no­cze­sne i prze­wle­kłe bę­dzie w tych wa­run­kach nie­wąt­pli­wie stop­niowo i strasz­li­wie zgnie­cione, mimo po­cząt­ko­wych znacz­nych na­wet suk­ce­sów w pew­nych miej­scach.

Naj­sku­tecz­niej­szym spo­so­bem uchy­le­nia się od tych cio­sów obok wspar­cia z ze­wnątrz lot­nic­twem wła­snym i bro­nią prze­ciw­pan­cerną, jest jed­no­cze­sne za­ata­ko­wa­nie wszyst­kich istot­nych sku­pisk siły npla, oraz ro­ze­gra­nie walki tak gwał­towne i krót­ko­trwałe, by nie­przy­ja­ciel nie był w sta­nie uru­cho­mić swych od­wo­dów i środ­ków szyb­kiej in­ter­wen­cji. Wresz­cie wy­bór pory dnia musi dać prze­wagę po­wstań­com, a utrud­nić dzia­ła­nie nie­przy­ja­ciel­skich środ­ków ognio­wych, lot­nic­twa i broni pan­cer­nej.

Oto główne czyn­niki, ja­kie wa­run­kują, zda­niem Ko­mendy Sił Zbroj­nych w Kraju, po­wo­dze­nie współ­cze­snego po­wsta­nia. Żadne ro­zu­mo­wa­nie ludz­kie, a tym bar­dziej ro­zu­mo­wa­nie się­ga­jące w przy­szłość, nie może być wolne od błę­dów, nie są też na pewno od nich wolne wy­cią­gnięte przez nas wnio­ski. Jedno jed­nak jest pewne. Za­da­nie, na które się po­ry­wamy, nie jest na po­spo­litą miarę. Po­wsta­nie w do­bie ra­dia, lot­nic­twa i broni pan­cer­nej nie daje się po­rów­nać z wal­kami na­szymi na prze­strzeni lat 1794-1920. Za­da­nie nie­zwy­kłej miary, wy­maga nie­zwy­kłej miary środ­ków. Głów­nym z nich jest jed­no­li­tość i zjed­no­cze­nie zbroj­nego wy­siłku ca­łego na­rodu.

Iluż lu­dzi w Pol­sce nie uświa­do­miło so­bie omó­wio­nych po­wy­żej ko­lo­sal­nych róż­nic i, mó­wiąc o po­wsta­niu, my­śli ka­te­go­riami 1863 r. Jakże pu­sto dźwię­czą za­pew­nie­nia nie­któ­rych z nich o "współ­dzia­ła­niu" z ru­chem wy­zwo­leń­czym lub przy­łą­cze­niu się do niego we "wła­ści­wym cza­sie", tj. w ostat­niej chwili. Ja­kąś fik­cją są te za­pew­nie­nia na tle na­szki­co­wa­nej przed chwilą, a w moim naj­głęb­szym prze­ko­na­niu je­dy­nie re­al­nej we współ­cze­snych wa­run­kach kon­cep­cji po­wsta­nia, gdzie wszystko za­wi­sło od su­mien­no­ści i dro­bia­zgo­wo­ści dłu­gich przy­go­to­wań oraz bły­ska­wicz­no­ści wła­ści­wej roz­grywki. A przy tym jakże czę­sto trwają w tym błę­dzie ci wła­śnie, któ­rzy naj­chęt­niej i naj­ła­twiej szer­mują za­rzu­tami o za­co­fa­niu i wstecz­nic­twie po­glą­dów sfer woj­sko­wych.

Je­śli nie wszystko zo­stało zro­bione na dro­dze ze­spo­le­nia zbroj­nego wy­siłku ca­łego na­rodu wo­kół sprawy jego wy­zwo­le­nia, to przy­czyny tego mogą być dwo­ja­kie. Albo na­iw­ność my­śle­nia woj­sko­wego i zu­pełny brak wy­czu­cia re­ali­zmu dzi­siej­szego pola walki, albo zła wola pra­gnąca pod fał­szy­wymi po­zo­rami oszczę­dzić krwi wła­snej, by w pierw­szym, naj­sil­niej­szym zwar­ciu skrwa­wili się inni. W tym ostat­nim wy­padku po­budką może być albo zwy­kłe tchó­rzo­stwo, albo wy­ra­cho­wa­nie, ob­li­cza­jące, że jedni będą się bić, a inni uchwycą w swe ręce wpływy po­li­tyczne. Złudne to i zbrod­ni­cze ob­li­cze­nia. Wpływu na ży­cie Od­ro­dzo­nej Pol­ski mieć nie po­winni ci jej sy­no­wie, któ­rzy obo­jęt­nie - przez nie­świa­do­mość, czy złą wolę nie staną do broni w naj­kry­tycz­niej­szym dla Oj­czy­zny mo­men­cie.

Niech Pa­no­wie mi wy­ba­czą ostre słowa. Je­żeli so­bie po­zwo­li­łem na te gorz­kie uwagi, to zro­bi­łem to, ufa­jąc we wpływy Pa­nów wśród nie­pod­po­rząd­ko­wa­nych jesz­cze Si­łom Zbroj­nym śro­do­wisk or­ga­ni­za­cyj­nych.

Wie­rzę, że gdyby kie­row­nicy tych śro­do­wisk od­byli wraz z nami pracę my­ślową, choćby tak po­bieżną, jak to mo­gli­śmy zro­bić przed chwilą, po­rzu­ci­liby swe se­pa­ra­ty­styczne sta­no­wi­ska, na któ­rych w ol­brzy­miej więk­szo­ści wy­pad­ków utrzy­mują ich zwały nie­zro­zu­mie­nia i nie­po­ro­zu­mień, nie­da­ją­cych się na sku­tek spe­cy­ficz­nych wa­run­ków ży­cia kon­spi­ra­cyj­nego wy­ja­śnić.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Wstęp

Pa­weł Dy­bicz

Po­wsta­nie war­szaw­skie, któ­rego 80. rocz­nicę wy­bu­chu ob­cho­dzimy w tym roku, jest traumą, z którą na­dal ciężko się zmie­rzyć. Choć hi­sto­rycy na­pi­sali już dzie­siątki ksią­żek o zry­wie war­sza­wia­ków, opu­bli­ko­wano ty­siące ar­ty­ku­łów na­uko­wych i pra­so­wych, na­krę­cono wiele fil­mów, to na­dal trudno bez emo­cji od­po­wie­dzieć na py­ta­nie: czy mu­siało ono wy­buch­nąć? A przede wszyst­kim, czy mu­siało po­chło­nąć tyle ofiar, czy mu­siało zgi­nąć pra­wie 200 ty­sięcy Po­la­ków? Z tym py­ta­niem zma­gają się nie tylko ży­jący jesz­cze ostatni uczest­nicy po­wsta­nia, ale i na­stępne po­ko­le­nia, dziś głów­nie uro­dzo­nych po woj­nie. By prze­ko­nać się o tym, że cią­gle żywa jest pa­mięć o tam­tych, tra­gicz­nych 63 dniach, wy­star­czy na­wet po­bież­nie wej­rzeć do In­ter­netu. Wpisy na te­mat po­wsta­nia wy­wo­łują go­rące dys­ku­sje, nie­raz wręcz dia­me­tral­nie różne opi­nie: od od­da­wa­nia czci po­wstań­com, po pełne obu­rze­nia za­rzuty wo­bec tych, któ­rzy we­zwali ich do walki. Zresztą, po­wsta­nie nie­malże już w chwili wy­bu­chu bu­dziło dys­ku­sje nad jego za­sad­no­ścią, a póź­niej nad kosz­tem, jaki za­pła­ciła nie tylko War­szawa.

Po­wsta­nie war­szaw­skie nie było lo­kal­nym wy­da­rze­niem, po­je­dyn­czym zry­wem war­sza­wia­ków, miało swoje pod­łoże mię­dzy­na­ro­dowe i ta­kowe kon­se­kwen­cje. Było po­chodną po­li­tyki Wiel­kiej Trójki, ale także, a może na­wet przede wszyst­kim, pol­skich elit, które nie do końca do­brze po­in­for­mo­wane, nie ro­zu­miały, nie chciały (?!) po­jąć kon­se­kwen­cji dla Pol­ski bi­twy pod Sta­lin­gra­dem, a po­tem pod Kur­skiem - tego, że Ro­sja Sta­lina bę­dzie zwy­cięzcą w woj­nie z III Rze­szą i ona bę­dzie miała de­cy­du­jący wpływ na losy Eu­ropy Wschod­niej, a więc i Pol­ski.

Idea po­wszech­nego an­ty­nie­miec­kiego po­wsta­nia zro­dziła się na długo przed 1 sierp­nia 1944 roku. Wstęp­nie za­częto na do­bre o nim mó­wić, pla­no­wać je jesz­cze w 1942 roku i miało się ono roz­po­cząć z chwilą prze­kro­cze­nia pol­skiej gra­nicy sprzed wrze­śnia 1939 roku przez Ar­mię Czer­woną, co stało się 4 stycz­niu 1944 roku na Wo­ły­niu.

Po ujaw­nie­niu zbrodni ka­tyń­skiej i ze­rwa­niu przez Zwią­zek Ra­dziecki sto­sun­ków dy­plo­ma­tycz­nych z rzą­dem gen. Wła­dy­sława Si­kor­skiego, re­la­cje pol­sko-ra­dziec­kie za­leżne były w znacz­nym stop­niu od po­stawy i de­cy­zji Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Bez wspar­cia tych so­jusz­ni­ków ZSRR, rząd w Lon­dy­nie miałby nie­wiel­kie szanse na roz­mowy ze Sta­li­nem, nie mó­wiąc już o uzy­ska­niu cze­go­kol­wiek.

Po­wsta­nie war­szaw­skie było swo­istą od­po­wie­dzią na sy­tu­ację, w ja­kiej zna­la­zły się wła­dze pol­skie, te w Lon­dy­nie i te w War­sza­wie. Od­po­wie­dzią też na utwo­rze­nie pod au­spi­cjami Mo­skwy Pol­skiego Ko­mi­tetu Wy­zwo­le­nia Na­ro­do­wego i na po­stę­po­wa­nie Ar­mii Czer­wo­nej w sto­sunku do... so­jusz­nika so­jusz­ni­ków. Nie bez zna­cze­nia były także aresz­to­wa­nia i re­pre­sje, ja­kie spo­tkały żoł­nie­rzy Ar­mii Kra­jo­wej, któ­rzy po­ma­gali w wal­kach z Niem­cami choćby na te­re­nach Wi­leńsz­czy­zny.

Wresz­cie, po­wsta­nie war­szaw­skie miało wzmoc­nić po­zy­cję pre­miera Sta­ni­sława Mi­ko­łaj­czyka w cza­sie jego wi­zyty w Mo­skwie, na prze­ło­mie lipca i sierp­nia 1944 roku. Nie sta­no­wiła ona żad­nego prze­łomu w sto­sun­kach pol­sko-ra­dziec­kich, a i roz­mowy Mi­ko­łaj­czyka z kie­row­nic­twem PKWN nie­wiele dały. Można więc rzec, że po­wsta­nie nie miało szans, nie tylko dla­tego, że Niemcy wy­ko­nali kontr­ude­rze­nie na przed­po­lach War­szawy, ale także dla­tego, że Sta­lin pod­jął de­cy­zję o skie­ro­wa­niu ofen­sywy na po­łu­dnie.

Dwu­to­mowa pu­bli­ka­cja, którą przed­sta­wiamy czy­tel­ni­kom, nie jest wy­kła­dem na te­mat hi­sto­rii po­wsta­nia war­szaw­skiego. Nie jest też kro­niką ów­cze­snych wy­da­rzeń od dnia, kiedy war­sza­wiacy chwy­cili za broń aż po klę­skę. W po­szcze­gól­nych roz­dzia­łach po­ka­zu­jemy dra­mat mia­sta, tra­ge­dię, którą naj­le­piej wy­raża ty­tuł książki An­drzeja Le­ona Sowy - naj­lep­szej wy­da­nej ostat­nimi czasy mo­no­gra­fii po­świę­co­nej temu po­wsta­niu - Kto wy­dał wy­rok na mia­sto. Bo jak ina­czej na­zwać to, co stało się z War­szawą w wy­niku po­wsta­nia, je­śli nie wy­ro­kiem? Wy­ro­kiem na war­sza­wia­ków, któ­rych wraz z po­wstań­cami zgi­nęło bli­sko 200 ty­sięcy. A mia­sto zo­stało pra­wie cał­ko­wi­cie uni­ce­stwione.

Pa­weł Ja­sie­nica, żoł­nierz AK na Wi­leńsz­czyź­nie na­pi­sał przed laty zna­mienne zda­nie, że po­wsta­nie było wy­mie­rzone "mi­li­tar­nie prze­ciw Niem­com, po­li­tycz­nie prze­ciw So­wie­tom, de­mon­stra­cyj­nie prze­ciw An­glo­sa­som, a fak­tycz­nie prze­ciw Pol­sce". Te dwa tomy po­zwolą czy­tel­ni­kom od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, czy ten wy­bitny pu­bli­cy­sta miał ra­cję kre­śląc te słowa.

W uło­żo­nej chro­no­lo­giczno-te­ma­tycz­nie pu­bli­ka­cji, w nie­wiel­kim stop­niu pre­zen­tu­jemy dzia­ła­nia mi­li­tarne, opisy walk w po­szcze­gól­nych dziel­ni­cach zaj­mują sto­sun­kowo nie­dużo miej­sca. Sku­pi­li­śmy się na­to­miast na po­li­tycz­nych i spo­łecz­nych aspek­tach po­wsta­nia, bo one naj­bar­dziej wy­mow­nie po­ka­zują jego przy­czyny i prze­bieg, w tym przede wszyst­kim los war­sza­wia­ków, nie­zwy­kle bo­le­sną ge­hennę lud­no­ści cy­wil­nej, roz­po­czętą już w pierw­szym ty­go­dniu po­wsta­nia. Wtedy to nie­miec­kie od­działy SS i po­li­cji, wraz z pod­le­głymi im od­dzia­łami "ukra­iń­ców", wy­mor­do­wały od 50 do 60 ty­sięcy osób. To było lu­do­bój­stwo, za które, rzec można, jego sprawcy nie od­po­wie­dzieli. Re­ali­zu­jąc roz­kazy Adolfa Hi­tlera i He­in­ri­cha Him­m­lera do­ko­nano rzezi miesz­kań­ców Woli. W tym to­mie przy­ta­czamy pierw­szą ocenę eks­ter­mi­na­cji war­sza­wia­ków, ocenę, która naj­praw­do­po­dob­niej wy­szła spod pióra prof. Sta­ni­sława Pło­skiego, po­wstańca, póź­niej­szego dy­rek­tora In­sty­tutu Hi­sto­rii PAN.

Trzeba pa­mię­tać, że po­dob­nych zbrodni lu­do­bój­stwa, choć na mniej­szą skalę, Niemcy do­pu­ścili się w tym cza­sie na Ocho­cie, w in­nych dziel­ni­cach także do­cho­dziło do mor­dów cy­wili. A kiedy w Śród­mie­ściu, na Mo­ko­to­wie, na Po­wi­ślu to­czyły się za­żarte walki, Niemcy roz­po­częli przy­mu­sową wy­wózkę war­sza­wia­ków. Po­nad 50 ty­sięcy z nich tra­fiło do obo­zów kon­cen­tra­cyj­nych, a 150 ty­sięcy wy­wie­ziono na ro­boty przy­mu­sowe do III Rze­szy.

Obecne wy­da­nie Za­kła­ma­nej hi­sto­rii po­wsta­nia zo­stało znacz­nie po­sze­rzone w sto­sunku do po­przed­niej se­rii. Nowe tek­sty sta­no­wią po­nad po­łowę ni­niej­szej pu­bli­ka­cji. Skła­dają się na nie dwa ro­dzaje ma­te­ria­łów: tek­sty dzien­ni­kar­skie i ory­gi­nalne do­ku­menty, zgro­ma­dzone w ar­chi­wach kra­jo­wych oraz w In­sty­tu­cie Si­kor­skiego w Lon­dy­nie. Uzna­li­śmy, że ar­chi­wa­lia są naj­lep­szym wzmoc­nie­niem pre­zen­to­wa­nych w tek­stach pu­bli­cy­stycz­nych tez i tre­ści. Za­cho­wa­li­śmy w nich ory­gi­nalną pi­sow­nię i in­ter­punk­cję.