7
Julia siedziała naprzeciw Daniela i patrzyła z rozbawieniem, jak jadł z apetytem obiad, jakby przed chwilą nic szczególnego między nimi się nie wydarzyło. Była mu wdzięczna, że pierwszy zareagował i przywołał ją do porządku. Ogień, który ją trawił w środku, powoli wygasał, tylko na policzkach czuła jeszcze palące rumieńce.
- Dziękuję. Jesteś niesamowity i taktowny w przeciwieństwie do mnie. - Julia spojrzała na Daniela znaczącym spojrzeniem. - Wiesz, co mam na myśli?
- Wiem. Nie wyrzucaj sobie. Oboje widocznie tego potrzebowaliśmy. - Objął ją ciepłym spojrzeniem i uśmiechnął się zachęcająco. - Chcesz o tym porozmawiać?
Julia nie była przygotowana do tak otwartego dialogu. Ale skoro powiedziała A, musi powiedzieć i B.
- Będę ci wdzięczna, jeśli ty zaczniesz pierwszy. Ja jakoś nie śmiem po tym, co się stało. Nie spodziewałam się takiej gwałtownej eksplozji uczuć.
- Mam rozumieć, że to, co nam się przytrafiło, zrobiło na tobie ogromne wrażenie?
Julia zaczerwieniła się jeszcze bardziej. Nie potrafiła ukryć targających ją emocji: radosnego podniecenia i zawstydzenia.
- Przecież wiesz, że tak - odparła szczerze, patrząc mu w oczy.
- Rozumiem więcej, niż ci się wydaje. Ale na razie zostańmy przy przyjaźni.
- Dziękuję, twoja przyjaźń ma dla mnie szczególne znaczenie. A poza tym, dałam Marii słowo, że zaopiekuję się jej różami. Głupio byłoby omijać się za każdym razem, kiedy wpadlibyśmy na siebie.
- Masz rację, głupio byłoby - przyznał jej z uśmiechem.
Nazajutrz Daniel skończył malowanie jej pokoju. Pomógł ustawić meble i układać książki w regałach. Julia w podzięce zrobiła dobry obiad, do którego podała schłodzone, półwytrawne, czerwone wino i deser, który zrobiła specjalnie z tej okazji: truskawki w bitej śmietanie, oprószone tartą czekoladą.
- Dobrze gotujesz, choć twoje potrawy są niewyszukane, ale smakują jak potrawy mojej świętej pamięci, babci Rozalii - zauważył podczas posiłku.
- Dziękuję. Mama nauczyła mnie gotować - odparła z czarującym uśmiechem. - Nauczyła mnie również, jak dbać o dobry nastrój domu.
- Tak? Ciekawy jestem, w jaki sposób to robisz? - zapytał z ciekawością.
- Staramy się z bratem jeść obiad o określonej porze dnia, zawsze przy ładnie nakrytym stole. Na co dzień jest to obrus kolorowy, białym nakrywam stół w większe święta. Przykładamy wagę do kulturalnego jedzenia, używając do tego sztućców. Nie śmiej się, to bardzo istotne. Nie mlaskamy, nie wybrzydzamy. Mama mówiła, że jedzenie przy jednym stole zjednuje rodzinę. Rozmawiamy wtedy na różne tematy, jak spędziliśmy dzień, o planach na przyszły tydzień, co wydarzyło się na uczelni, jakie otrzymaliśmy oceny, kogo spotkaliśmy albo poznaliśmy. Nie mamy zwyczaju obmawiać swoich bliźnich. Tego także nauczyła nas mama. Zbyt kochała i szanowała ludzi, nawet tych, których nie bardzo rozumiała.
- Twoja mama była mądrą kobietą.
- Nie tylko mama, mój ojciec była także dobrym i mądrym człowiekiem. Zmarli tragicznie, jak wiesz. Ich pogrzeb był najczarniejszym koszmarem, jaki nam się wydarzył, mnie i bratu. Dlatego tak lgnęłam do twojej żony, która była ciepłą i mądrą osobą.
- Maria mówiła, że studiujesz i dorabiasz sobie. W jaki sposób to robisz?
- Studiuję na UTH, na Wydziale Ekonomicznym. Moja specjalność, to prawo w działalności gospodarczej. Biznesplany obecnie są na czasie, bo każdy producent chciałby otrzymać dotację finansową z Unii Europejskiej. Kilku przedsiębiorców hodowlanych zwróciło się do mnie o pomoc i w krótkim czasie wzięli niemałą sumkę pieniędzy za nie, bo otrzymali dofinansowanie na rozwój hodowli bydła i trzody chlewnej więcej, niż oczekiwali.
- To dobry sposób na zarabianie pieniędzy.
- Przede wszystkim, uczciwy. Szkoda tylko, że mamy tak mało operatywnych rolników. Renta rodziców nie wystarczyłaby nam na zapłacenie wszystkich rachunków. Pieniądze, które otrzymywał Michał od was za korepetycje, niejeden raz podreperowały nasz budżet. Rodzice zostawili nam niewielki kapitał. Gdy zachodzi ku temu pilna potrzeba, wypłacamy pieniądze z konta, ale kiedyś i one się skończą, stąd te ograniczenia. Choćby to malowanie we własnym zakresie - rozłożyła bezradnie ręce.
Daniel przez chwilę rozważał jej słowa.
- Twoja mama wiele cię nauczyła. Mimo to, nie chciałbym, abyś pracowała u nas za darmo, dlatego będę ci płacił za prace w ogrodzie.
- Nie musisz - słabo zaprotestowała.
- Dobrze, że mi powiedziałaś o swojej sytuacji finansowej. Dlatego proszę, abyś nie protestowała, tylko wzięła pod uwagę moją propozycję. Zastanów się tylko nad stawką.
- Jaką stawką?
- Zrób mi kosztorys swoich prac.
- Okay. Zrobię, skoro o to prosisz.
- W takim razie do zobaczenia u nas. Porozmawiamy i sformalizujemy umowę.
- Widzę, że podszedłeś do sprawy całkiem serio.
- Do widzenia, Julio.
- Do widzenia, Danielu.
Julia zorientowała się, że powinna zwrócić się wcześniej do Daniela o pieniądze na zakup nawozów pod drzewka owocowe i wiele innych, potrzebnych rzeczy do zabezpieczenia niektórych krzewów i bylin, przed zbliżającą się zimą. Do tej pory skupiła się wyłącznie na pielęgnacji róż, które kwitły do późnej jesieni, czasem do pierwszych przymrozków.
x
Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Przy pomocy Michała, Daniel ściął dwumetrowy świerk, który rósł na terenie jego posiadłości i razem we trójkę udekorowali. Świerk przestał być już zwykłym drzewkiem, przemienił się w piękną choinkę, która stała w rogu salonu strojna niczym księżniczka i błyszczała od różnokolorowych światełek i ręcznie malowanych bombek. Dwa dni wcześniej z pomocą Daniela i niewielką pomocą Michała, Julia upiekła schab i karkówkę, ugotowali bigos i usmażyli rybę, ugotowali czerwony barszcz i zrobili dwieście pierogów na bazie kiszonej kapusty, grzybów i mięsa. Pracowali prawie do północy, bo chcieli zdążyć przed przybyciem Mirona. Dom wypełniony był smakowitymi zapachami, aż ślinka leciała i pięknie udekorowany. Julia nigdy nie podejrzewała Daniela o sentymentalizm, dzisiaj mogła się przekonać, jak bardzo się myliła. Kiedyś wspomniała, że ulubiony obraz jego żony powinien wisieć w salonie, aby wszyscy mogli go podziwiać, a nie w zaciszu ich sypialni. Zauważyła go w momencie, kiedy chciała zerknąć w lustro, wiszące nad komodą. Zamiast niego, wisiał obraz Madonny z Dzieciątkiem, który kupił dla Marii w Wenecji. Pod obrazem na komodzie w pięknym dużym flakonie stał bukiet pięknych, różnokolorowych, świeżych róż, który zapewne o tej porze roku kosztował majątek. Wcześniej stała tu ikebana, którą sama zrobiła z suszonych róż z ogrodu pani Marii. Odwróciła się i spojrzała na Daniela, który był zaabsorbowany układaniem sztućców na stole. Nie chciała odrywać go od tej czynności, uśmiechnęła się tylko i zamierzała wrócić do kuchni. Nagle obejrzała się za siebie i natrafiła na jego rozbawiony wzrok. Pokręciła tylko głową. Daniel Sartowicz, wciąż był dla niej zagadką. Lustro w pozłacanej oprawie, wisiało teraz w holu tyle że w pionie, i każdy, kto koło niego przechodził, mógł się w nim przejrzeć od stóp po czubek głowy.
- I co o tym sądzisz? - zapytał jakby od niechcenia, patrząc na obraz Madonny.
- Jest piękny i pasuje tu. Ma dobre oświetlenie z okna. Marii pewnie też spodobałoby się to miejsce. - Julia omiotła spojrzeniem cały pokój.
Na środku salonu stał rozłożony stół nakryty białym obrusem i srebrne świeczki, przy każdym nakryciu przy serwetce leżała jakaś świąteczna kolorowa ozdoba w postaci mikołajka, aniołka, które Julia znalazła w starych pudłach między bombkami. Nad kominkiem wisiała zielona girlanda, przystrojona złotymi bombkami z czerwonymi kokardkami, pod choinką leżały pięknie zapakowane prezenty, na talerzyku, na białej serwecie leżało sianko, a na sianku biały opłatek, a z telewizora leciała kolęda "Cicha Noc". Wszystko było jak należy. Czekali tylko na Mirona.
- Myślę, że Maria byłaby z nas wszystkich zadowolona - powiedziała z uśmiechem.
- Jestem pewny, że zadanie wykonaliśmy znakomicie - dodał od siebie.
Kolędę przerwało głośne ujadanie Marsa, zupełnie jakby oszalał.
- Pewnie przyjechał Miron i Mars go tak entuzjastycznie wita! - wykrzyknęła Julia i pobiegła do wyjściowych drzwi. Za nią szedł Daniel, a po chwili dołączył do nich Michał.
- O, jakie miłe powitanie! - Miron na ich widok głośno się roześmiał. Obok niego skakał Mars, łasząc się i tuląc, rozbrykany jak mały szczeniak, którym był kilka lat temu.
- Tęsknił za tobą jak my - przywitał go ojciec, biorąc w ramiona. - Czekaliśmy tylko na ciebie, synu. - Daniel wziął od niego plecak i położył u podnóża schodów. - Rozbierz się, zaraz siadamy do stołu.
- Dobry wieczór. Miło was wszystkich widzieć - powiedział Miron na widok uśmiechniętych przyjaciół i ojca.
- Ciebie również - Julia nadstawiła mu do pocałowania policzek i sama mocno pocałowała go w drugi. - Ależ jesteś zimny! - Julia popchnęła go w stronę kuchni. - Chodź, dam ci coś na rozgrzanie, zanim siądziemy do kolacji.
- Wiesz, co teraz by mnie naprawdę rozgrzało? - zapytał i spojrzał na nią z rozbawieniem.
- Wiem, piołunówka! - odparła z takim samym błyskiem w oku. - Żartuję. Dam ci łyk gorącego barszczu. Proszę. - Nalała mu barszczu do maleńkiej filiżanki.
- Jak ładnie pachnie... - westchnął.
- No, dobrze, a teraz leć na górę i się przebierz. Uprasowałam ci białą koszulę do czarnych dżinsów.
- Dbasz o nas jak prawdziwa niania - zaśmiał się z przekorą.
- Wiedziałam, że zjawisz się w domu dopiero przed kolacją. Przepraszam, jeśli naruszyłam twoją prywatność. Byłam pewna, że docenisz mój wysiłek. - Wyszła z kuchni i zmierzała do salonu.
- Julio, zaczekaj! Nie zamierzałem cię obrazić - krzyknął za nią.
- W porządku. I dla twojej informacji nie jestem niczyją nianią, Mironie.
- Przepraszam. Starałem się zaliczyć jak najwięcej przedmiotów, stąd to podenerwowanie. Nie gniewaj się - próbował się usprawiedliwić.
- Już dobrze, tylko się pośpiesz. Wszyscy są głodni, ty zapewne też.
- Daj mi pięć minut.
- No! To mi się podoba. No, leć! Na co się gapisz?
- Na ciebie. Lubisz rządzić, co?
- No nie..., za chwilę poszczuję cię Marsem - zaśmiała się i znikła w głębi domu.