1
Melchior czeka na Kozetę w kawiarni przy dworcu autobusowym w Gandesie, popijając coca-colę i czytając powieść Iwana Turgieniewa Dym. Poza nim w lokalu jest tylko starsze małżeństwo, które odłożywszy na krzesło torbę podróżną, trzyma się za ręce, oraz jakiś mężczyzna za barem, rozmawiający z właścicielką kawiarni. Melchior nie zna tych staruszków, ale zna parę przy barze: właścicielka, trzydziestolatka z Ames, jest w separacji i ma córkę; mężczyzna jest młody, ma tatuaże i włosy na modłę jeżozwierza, to kuzyn właścicielki, mieszka w Gandesie, jest bezrobotny i każde popołudnie spędza tu przy kawie, rozmawia czasem z właścicielką, energicznie gestykulując. Jest pół do ósmej wieczorem. Bursztynowe światło kinkietów nadaje pomieszczeniu wygląd akwarium. Po drugiej stronie panoramicznych okien kawiarni ciemność ogarnęła już aleję Catalunya, hotel Piqué, a dalej pasmo górskie Serra de Cavalls i całą Terra Alta.
Kozeta od pięciu dni jest na wakacjach z Elisą Climent i Melchior wyczekuje jej powrotu z utęsknieniem i jest też trochę niespokojny. Chce zrobić córce niespodziankę i dlatego nie zawiadomił jej, że będzie czekał na dworcu autobusowym. Kozeta ma już siedemnaście lat i nie po raz pierwszy jest poza domem, a nawet bez nadzoru dorosłych. Ale tym razem jest inaczej. Kozeta i Elisa przez kilka miesięcy oszczędzały pieniądze na podróż, która w wyobraźni obu przyjaciółek jest albo miała być symboliczna, czy też czymś w rodzaju cezury: w tym roku ukończyły liceum w Instytucie Terra Alta, a w następnym obie planują opuszczenie rodzinnych stron, żeby podjąć studia uniwersyteckie, co, być może, przyczyni się do ich rozdzielenia. Niemniej w ostatnich tygodniach Kozeta nie była już pewna co do swoich planów: waha się, czy wyjechać w przyszłym roku do Barcelony, żeby studiować matematykę, o czym od dawna marzyła, nie jest nawet do końca przekonana, czy przystąpić do egzaminu wstępnego na studia. Istnieje konkretny powód tych rozterek: parę tygodni przed podróżą Kozeta odkryła przypadkiem, że ojciec od czternastu lat okłamuje ją w sprawie śmierci matki. Wcale nie zginęła w wypadku, jak twierdził, ale została zamordowana. Jakiś samochód potrącił ją nie przypadkowo, jak Kozeta zawsze sądziła, lecz celowo; sprawcą był pierwszy mąż Rosy, odpowiedzialny za śmierć swoich teściów Adellów, upozorowany wypadek samochodowy miał zastraszyć Melchiora i zmusić go do zrezygnowania ze śledztwa w sprawie Adellów. Przypadkowe odkrycie tego trzymanego w sekrecie zabójstwa wstrząsnęło Kozetą, kiedy pojęła, że matka zginęła z winy ojca, jego obsesyjnego dążenia do wymierzenia sprawiedliwości; jest wstrząśnięta także dlatego, że ojciec zataił przed nią prawdę. Odtąd Kozeta żyje w przeświadczeniu, że cała jej egzystencja oparta jest na fikcji, że w gruncie rzeczy nie zna własnego ojca, że to, co dotąd o nim sądziła, jest kłamstwem, że wszystkie zalety i wartości, które, według niej, posiadał, są nieprawdziwe, a wręcz toksyczne, że wszystko, czego dotąd doświadczyła, okazało się oszustwem. To wyjaśnia, dlaczego relacja między ojcem i córką została skażona i dlaczego parę dni przed swoim wyjazdem Kozeta oskarżyła ojca, że ją okłamywał. Melchior nie zaprzeczył ani nie zaprotestował, oskarżenie bowiem było słuszne: nawet jeśli córki nie okłamał, to z pewnością zataił przed nią prawdę (co w istocie było wyrafinowaną formą kłamstwa). Dlatego też Melchior miał nadzieję, że przez te pięć dni Kozeta ochłonie i zrozumie powody, dla których zrobił to, co zrobił; starał się również znaleźć argumenty pozwalające ją przekonać, że, być może, popełnił błąd, ale kierował się dobrymi intencjami. Z tego powodu jest teraz właśnie tutaj, w kawiarni przy dworcu autobusowym, wyczekując Kozety z utęsknieniem, gotowy wszystko wyjaśnić i prosić o wybaczenie w nadziei, że to wybaczenie uzyska.
O ósmej przyjeżdża autobus z Tortosy, zatrzymuje się przy swoim stanowisku, paru pasażerów wysiada, kilku wsiada, również to starsze małżeństwo z kawiarni, do której teraz wchodzi grupa wycieczkowiczów. Za dwadzieścia minut przyjedzie ostatni autobus z Barcelony i Melchior nabiera ochoty na kolejną coca-colę, ale rezygnuje z niej, ponieważ grupa turystów obsiada bar, zamawiając kanapki i napoje, co zmusza wytatuowanego mężczyznę do pomocy właścicielce kawiarni.
Melchior wraca do lektury powieści Turgieniewa. Jest nienasyconym czytelnikiem powieści, zwłaszcza dziewiętnastowiecznych. Odkąd związał się z Rosą Adell, zamierzał wzbogacić nieco swój jadłospis czytelniczy, rozszerzając go o kryminały, które upodobała sobie Rosa. Przeczytał ich sporo i niektóre nawet mu się podobały. Z czasem jednak znudziły mu się, a może odżyły dawne upodobania, powrócił bowiem do dziewiętnastowiecznych powieści, a w jego ślady poszła Rosa, czytelniczka o zmiennych i eklektycznych gustach. Melchior nazywa swój związek z Rosą po prostu związkiem, ponieważ nie wie, jaką inną nazwę mu nadać. Nie nazwie go małżeństwem, ponieważ nie pobrali się, aczkolwiek Rosa bardzo by tego chciała: proponowała to kilkakrotnie, ale spotkała się z odmową Melchiora. Jego argumenty są zawsze takie same: najbogatsza i najbardziej wpływowa kobieta w Terra Alta zasługuje na kogoś lepszego niż były policjant, który został bibliotekarzem, i z pewnością pożałuje swojej decyzji, Rosa zaś nie wie, czy Melchior mówi serio, czy żartuje (w gruncie rzeczy nie wie, czy on sam jest tego świadomy); usiłuje obalić ten argument, ale na próżno; kiedyś nawet zastanawiała się, czy prawdziwym powodem, dla którego Melchior nie chce się z nią ożenić, nie jest obawa przed poślubieniem kobiety o piętnaście lat starszej, w dodatku przyjaciółki z dzieciństwa jego żony. Koniec końców Rosa pogodziła się z tym faktem i jest szczęśliwa z Melchiorem, a nawet więcej, bo nigdy w swoim życiu nie była tak szczęśliwa, jak opowiada tym, którzy chcą jej słuchać.
Melchior i Rosa nie mieszkają razem, ale codziennie się widują albo dzwonią do siebie, sypiają ze sobą z zapałem nowożeńców, stosunek Rosy do Kozety zaś jest równie serdeczny jak stosunek Melchiora do jej czterech córek; aczkolwiek nie są sobie bardzo bliscy, a to między innymi z tego powodu, że żadna z czterech córek nie mieszka już w Terra Alta. Z kolei Melchior lubi Rosę, podziwia jej dobroć, radość życia, inteligencję, zdyscyplinowanie i zadziwiającą pracowitość, niemniej jednak nie jest niczego pewien, bo to, co czuje do niej, nie przypomina uczuć do Olgi, i nie wie, czy jest w niej zakochany, nawet nie ma ochoty zastanawiać się nad tym. Nie jest też do końca przekonany, czy Rosa kocha jego; w głębi duszy sądzi, że jej miłość opiera się na nieporozumieniu i owo nieporozumienie ujawni się prędzej czy później, co zakończy ich związek. Z drugiej strony wszyscy wokół wiedzą, że dyrektorka i właścicielka Gráficas Adell oraz połowy comarki[1] Terra Alta jest partnerką policjanta, który czternaście lat wcześniej brał udział w rozwiązaniu sprawy zabójstwa Adellów, jej rodziców; te nieco makabryczne okoliczności w powszechnej opinii nie wróżyły świetlanej przyszłości tej parze, ale po latach uznano, że ów związek to po prostu jedna z ekstrawagancji w comarce pozbawionej ekstrawagancji.
Melchior przenosi spojrzenie z powieści Turgieniewa na ostatni autobus z Barcelony, który wjeżdża do Gandesy aleją Catalunya, kierując się w stronę dworca. Melchior wstaje, płaci za coca-colę i wychodzi na spotkanie córki. Z autobusu wysiada grupa pasażerów, którzy zbierają się przy lukach bagażowych, żeby odebrać swoje walizki; przez jakiś czas mieszają się z nowymi pasażerami, gromadzącymi się przy wejściu do autobusu. Melchior wypatruje w tłumie Kozety, ale jej nie widzi; dostrzega natomiast Elisę, która idzie w jego stronę, ma na twarzy wiosenną opaleniznę, niesie wypchany plecak i dwa, podwieszone na kolorowej tasiemce ośmiokątne kartony z drożdżówkami. Dziewczyna staje przed Melchiorem, który na próżno w tłumie na dworcu szuka wzrokiem córki, w końcu pyta:
- A gdzie Kozeta?
Elisa odpowiada speszona, że Kozeta została na Majorce, a potem mruga nerwowo, jakby nie wiedziała, co jeszcze powiedzieć, a może jak to powiedzieć. Melchior wpatruje się w nią. Dziewczyna jest w wieku jego córki, ma piegowatą twarz, wyraziste oczy, jasne, gładkie i nieco rozwichrzone włosy, na nogach plecione sandały, na niemal letni strój narzuciła dżinsową kurtkę. Melchior domyśla się, że coś musiało się stać, i pyta:
- Coś się stało?
- Nie. - Elisa stawia plecak na ziemi, nie wypuszczając z rąk obu kartonów, i patrzy na niego jakby pewniejszym wzrokiem. - Kozeta czuje się dobrze. Powiedziała, że zostanie jeszcze jakiś czas, bo musi coś przemyśleć. Jak tylko wróci, zadzwoni do pana i wszystko wyjaśni.
- Przemyśleć?
- Tak. Powiedziała, że to tylko kilka dni i...
Nim jeszcze Elisa skończyła mówić, Melchior sięgnął po komórkę, wystukuje numer córki i pyta ponownie:
- Co to znaczy?
- Nie odpowie panu - uprzedza Elisa.
Ma rację. Jest połączenie, ale Kozeta nie odbiera telefonu. Kiedy Melchior słyszy automatyczną sekretarkę, odwraca się i odchodzi parę kroków w stronę alei Catalunya. "Kozeto - mówi. - Tu tata. Jestem z Elisą na dworcu autobusowym. Właśnie przyjechała. Zadzwoń, proszę". Chowa komórkę i odwraca się do dziewczyny, która znów zarzuciła plecak na ramiona.
- Proszę się nie martwić - mówi Elisa. - Kozeta czuje się dobrze. Po prostu przedłużyła sobie wakacje o kilka dni.
- A ty? - pyta Melchior. - Dlaczego też sobie nie przedłużyłaś?
- Bo mam tu sprawy do załatwienia.
Melchior bez przekonania kiwa głową. Nigdy nie umiał rozmawiać z Elisą, ale zna ją od niemowlęcia i domyśla się, że chociaż dziewczyna nie chce go okłamywać, to zamierza kryć Kozetę. Nieco zmieszany pyta:
- Czy Kozeta poznała kogoś?
Elisa energicznie kręci głową.
- Nie - mówi. - To nie to, o czym pan myśli.
W komórce Melchiora odzywa się sygnał WhatsAppa, jednocześnie dziewczyna coś mówi, ale on tego nie zrozumiał. Wiadomość na WhatsAppie nie jest od Kozety, tylko od Rosy. "Już przyjechała? - pyta. - Zjemy kolację w domu?" Melchior podnosi wzrok na Elisę, zanim jednak ona zdąży dokończyć zdanie albo coś dodać, przychodzi kolejna wiadomość, tym razem od Kozety. "Tato, proszę, nie dzwoń do mnie - pisze. - Nie chcę z tobą rozmawiać. Wszystko jest w porządku. Nie martw się o mnie, daj mi trochę luzu". Melchior ponownie podnosi wzrok na Elisę i przez dwie sekundy patrzy na nią bez słowa.
- To była ona? - pyta przyjaciółka Kozety.
Melchior pokazuje jej wiadomość od córki na WhatsAppie.
- Mówiłam panu, że nic nie powie - powtarza Elisa, przeczytawszy wiadomość. - Chce być sama. Też mi tak to wyjaśniła.
Teraz Melchior nie wie, co powiedzieć. Minął już pierwszy moment zaskoczenia i czuje, że to, co się wydarzyło, bynajmniej go nie dziwi, bo spodziewał się czegoś takiego ze strony córki. "Masz pieniądze?", wystukuje na klawiaturze swojej komórki. "Tak - odpowiada od razu Kozeta. - Wrócę, jak wszystko wydam". Melchior zamierza wysłać kolejną wiadomość z prośbą, żeby uważała na siebie, ale odrzuca ten pomysł, nazbyt oczywisty, nazbyt ojcowski, i z bólem serca decyduje się tylko okazać córce zaufanie, wysyłając jej emotikon powodzenia: żółtą piąstkę z podniesionym kciukiem.
- No cóż - mówi Elisa, kiedy Melchior odkłada komórkę i roztargniony znów spogląda na dziewczynę niewidzącymi oczyma. - Muszę iść. Mama na mnie czeka.
W odpowiedzi Melchior wkłada do auta plecak Elisy i proponuje, że odwiezie ją do domu, po czym zawiadamia Rosę przez WhatsAppa, że na kolację przyjedzie sam.
Elisa mieszka z matką pod miastem, przy szosie do Bot, w pobliżu domu, który wynajął Melchior, kiedy osiemnaście lat wcześniej schronił się w Terra Alta po zastrzeleniu czterech uzbrojonych islamskich terrorystów na nadmorskim pasażu w Cambrils. Po drodze wypytuje Elisę. Dziewczyna opowiada, że obie spędziły pierwsze dwa dni wakacji w Palmie, w hotelu opodal S'Arenal, rano opalając się na plaży, po południu spacerując po starej dzielnicy miasta, a wieczorem odwiedzając bary i dyskoteki. Mówi, że trzeciego dnia zamiast przenieść się do Magaluf, jak miały w planach, pojechały autobusem do Pollençy, a ściślej, do Port de Pollença, gdzie zatrzymały się w tanim hostelu i kolejne dwa dni spędziły na plaży, kąpiąc się w morzu i bawiąc się w pobliskiej dyskotece, a oddaliły się od portu tylko po to, żeby zwiedzić po południu osadę Pollença, a kolejnego popołudnia miejscowość Cala Sant Vicenç. Melchior słucha przyjaciółki swojej córki, chłonąc każde jej słowo. Tuż przed sprzeczką z Kozetą, kiedy ta już od kilku tygodni dziwnie się zachowywała, chłodna i zdystansowana, rozmawiał z Elisą, która powiedziała mu, że Kozeta coś przeżywa, ale ona nie wie dokładnie, co się stało, a teraz on nie ośmiela się zapytać, czy Elisa już wie, co się dzieje z przyjaciółką i czy Kozeta opowiedziała jej o sprzeczce w przededniu wyjazdu, bo boi się, że dziewczyna odpowie twierdząco na oba pytania. Ośmiela się jednak zapytać, czy Elisa zauważyła coś niepokojącego w zachowaniu jego córki; dziewczyna zaprzecza, ale potem poprawia się, mówiąc, że może rzeczywiście Kozeta jest trochę niespokojna, od czasu, kiedy parę tygodni wcześniej naszły ją wątpliwości co do kierunku studiów i zaczęła się wahać, czy w ogóle przystąpić do egzaminu wstępnego.
- Powiedziała ci, że nie chce studiować? - pyta Melchior.
- Powiedziała, że nie wie, co robić - odpowiada Elisa. - Może dlatego postanowiła zostać parę dni dłużej. Żeby się zastanowić. Żeby podjąć decyzję.
Już drugi raz słyszy to od Elisy, ale tym razem wyłapuje jakąś fałszywą nutę w jej głosie, jakby dziewczyna powtarzała wyuczonę lekcję.
Dojechali do domu Elisy i Melchior nie chce już więcej naciskać. Wysiada razem z przyjaciółką córki z auta, niesie jej plecak do bramy, całuje w policzek, prosi o przekazanie pozdrowień matce i nie może powstrzymać się od pytania, czy Elisa będzie rozmawiać przez telefon z Kozetą.
- Nie wiem - dziewczyna wzrusza ramionami. - Chyba nie. Ale proszę się nie martwić: jeżeli czegoś się dowiem, dam panu znać.
Melchior dziękuje jej i na próżno usiłuje zdobyć się na uśmiech.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki