Zanim dziecko pójdzie do szkoły. Jak pokonać trudności z nauką i relacjami - Paweł E. Janas, Katarzyna Kazimierczak, Ewa Mysłowska-Marczuk


Reflow text when sidebars are open.
Jako ojciec trójki dzieci, Hani, Julii i Jana, wiem, jak to jest, gdy patrzysz na swoją pociechę i czujesz dumę, ale czasem też serce ściska ci niepokój. Sam doświadczyłem tego, że każde z dzieci rozwija się w innym tempie i stylu. Dzięki temu jeszcze lepiej zrozumiałem, jak trudno o pewność w ocenie ich postępów. Dlatego warto zestawić własne obserwacje z przykładami opisanymi w tej książce, aby spojrzeć na sytuację z nowej perspektywy i poczuć się pewniej.
Sukces w szkole nie zależy od zakupu odpowiedniego plecaka. Budujemy go już w przedszkolu i zerówce. To właśnie na tym etapie dziecko rozwija kluczowe kompetencje: samodzielność, umiejętność radzenia sobie z emocjami, koncentrację i budowanie relacji, które później pozwolą mu nie tylko przetrwać w szkole, ale naprawdę czerpać radość z pobytu w niej i rozwijać skrzydła.
Niezależnie od tego, w jakiej sytuacji jesteś - czy wszystko zdaje się toczyć właściwie, czy już borykasz się z pierwszymi trudnościami - ten moment jest idealny, by zadbać o fundamenty. Jeśli twoje dziecko ma już orzeczenie o specjalnych potrzebach edukacyjnych w przedszkolu albo dopiero podejrzewasz, że potrzebne jest dodatkowe wsparcie, ta książka również jest dla ciebie. Znajdziesz tu wiele praktycznych wskazówek, jak wspierać indywidualny rozwój malucha zawsze z troską o jego dobrostan. Ten poradnik powstał właśnie po to.
Książka dzieli się na dwie uzupełniające się części. Pierwsza część skupia się na codziennych wyzwaniach związanych z pobytem w zerówce. Poprzez bliskie życiu historie, rzetelne diagnozy i praktyczne rozwiązania, inspirowane nową pedagogiką, pokazuje, jak wzmacniać kompetencje już teraz, krok po kroku, z szacunkiem dla tempa rozwoju dziecka. Rozwiązania te, merytorycznie osadzone w moim specjalistycznym wielopoziomowym wykształceniu, najlepszy efekt przynoszą właśnie na wczesnym etapie edukacji, co potwierdza uśmiech setek dzieci i rodziców, z którymi pracuję od blisko już piętnastu lat. W drugiej części poradnika szkolne psycholożki - wysokiej klasy specjalistki w swojej dziedzinie - omawiają typowe trudności, które mogą pojawić się w pierwszej klasie, oraz sposoby ich wczesnego rozpoznawania i łagodnego wspierania dzieci.
Obie części łączy jedno: głęboka troska o dobrostan dziecka i rodziców. Wierzę, że kiedy towarzyszymy maluchom z empatią, cierpliwością i ufnością w ich możliwości, zapewniamy im najpiękniejszy dar: poczucie, że świat jest bezpieczny, a dzieci są w nim kompetentne. Nie powinniśmy jednak zakłamywać rzeczywistości lub oddalać swoich obaw i pytań. Trzeba się z tym zmierzyć, rozwiązać wątpliwości lub zwyczajnie wziąć się do pracy, bo to da zawsze o wiele lepszy efekt niż izolacja czy przerzucanie odpowiedzialności tylko na system edukacji.
Czytaj wybiórczo, wracaj do wybranych fragmentów, zaznaczaj to, co najbardziej z tobą rezonuje. Jesteś najlepszym przewodnikiem dla swojego dziecka, a my chcemy być twoim wsparciem na tej drodze.
Z rodzicielskim zrozumieniem
Paweł Eugeniusz Janas
*
Dziękuję moim dzieciom - Hani, Julii i Janowi - za to, czego na co dzień z nimi doświadczam i że jeszcze lepiej rozumiem piękno i wyzwania związane z różnym rozwojem dzieci na każdym etapie ich życia i radzenia sobie w przedszkolu, szkole podstawowej i średniej.
*
Do zapamiętania:
Przedszkole to pierwszy etap edukacji, nie przechowalnia przed szkołą. Rozwój dziecka zaczyna się od pierwszych dni życia. Rodzic to przewodnik i partner w tej drodze. Każde dziecko rozwija się w swoim tempie. Gotowość szkolna to proces, nie data w kalendarzu.Do zrobienia:
Obserwuj dziecko bez oceniania. Zapisuj postępy i trudności. Rozmawiaj z nauczycielką przedszkolną. Zorganizuj rodzinny rytuał dnia. Ustal w domu stały czas na wspólną zabawę i rozmowę.1
Rozwój samodzielności
Piotruś ma pięć lat i od września pójdzie do zerówki. Pewnego poranka siedzi na środku pokoju ze złością na twarzy. Chce włożyć skarpetki, ale każda próba kończy się przekręconą piętą. Mama nerwowo zerka na zegarek, spieszy się do pracy. W końcu nie wytrzymuje i pomaga synkowi założyć skarpetki oraz buty. Podobnie jest przy śniadaniu. Piotruś marudzi nad śniadaniem, a mama w pośpiechu go dokarmia. Gdy docierają do przedszkola, chłopiec ciągnie mamę za rękę, by rozebrała go z kurtki, bo sam "nie umie". Inne dzieci w szatni radzą sobie same, więc mama Piotrusia czuje na sobie wzrok wychowawczyni. Po południu, podczas zabawy klockami Piotruś woła: "Mamo, chodź zbudować mi wieżę!". Mama wzdycha ciężko, synek nie chce bawić się samodzielnie ani przez chwilę. Tego dnia wieczorem mama zastanawia się, czy jej synek poradzi sobie w szkole z codziennymi czynnościami bez jej ciągłej pomocy.
Diagnoza problemu: Piotruś ma trudność z byciem samodzielnym, bo do tej pory wiele rzeczy robiono za niego. Mama, chcąc zaoszczędzić czas i uniknąć jego frustracji, często wyręczała go w ubieraniu, jedzeniu czy sprzątaniu zabawek. W efekcie chłopiec nie miał szansy poćwiczyć tych umiejętności i brakuje mu wiary we własne siły. W wieku przedszkolnym dzieci naturalnie dążą do autonomii - "ja sam!" - ale potrzebują cierpliwego wsparcia dorosłych. Kiedy są stale wyręczane, zaczynają myśleć, że same sobie nie poradzą. Tymczasem samodzielność jest najważniejsza dla przyszłego ucznia: dzieci samodzielne czują się pewniej i lepiej radzą sobie z wyzwaniami. Piotruś, nie trenując samodzielności, może mieć trudności w szkole, choćby z przebieraniem butów na WF, zjedzeniem obiadu czy spakowaniem plecaka.
Rozwiązanie: Czas na zmianę podejścia. Mama Piotrusia postanawia stopniowo uczyć synka samodzielności. Zaczynają od drobnych codziennych zadań: Piotruś sam odkłada piżamę pod poduszkę, przekłada sobie kanapkę na talerz i sprząta klocki po zabawie. Mama chwali go serdecznie za każdy, nawet niedoskonały wysiłek. Rano budzą się dziesięć minut wcześniej, by dać Piotrusiowi czas na samodzielne ubranie się. Mama tylko podpowiada kolejność, ale nie wyręcza syna. Gdy Potruś prosi: "Zapnij mi kurtkę, proszę", uśmiecha się: "Spróbuj sam, a ja będę obok". Początki są trudne, skarpetki nadal się skręcają, a mleko czasem rozlewa, ale z dnia na dzień Piotruś robi postępy. Rodzice wprowadzają też rytuał wyboru: wieczorem Piotruś sam decyduje, które ubrania założy następnego dnia, i wspólnie układają je w gotowy strój. Daje mu to poczucie ważności i zachęca do działania. Każda nowa umiejętność - zapięcie zamka, samodzielne umycie zębów - jest wzmacniana pochwałą: "Udało ci się, brawo, coraz więcej potrafisz sam!". Rodzice wiedzą, że trzeba czasu i cierpliwości, ale widzą też, jak w Piotrusiu rośnie duma i pewność siebie. Im częściej pozwalają mu działać samodzielnie, tym chętniej chłopiec podejmuje nowe wyzwania. Dzięki temu zbliżający się start szkoły nie jest już tak straszny. Wiedzą, że ich synek potrafi o siebie zadbać w podstawowych sprawach i będzie pewniejszy swoich umiejętności. Wspierając jego samodzielność teraz, dają mu solidny fundament na przyszłość.
Do zapamiętania:
Pomóż mi zrobić to samemu! Samodzielność to fundament. Dziecko uczy się poprzez działanie, nie słuchanie. Nie wyręczaj, wspieraj. Codzienne obowiązki to trening. Pochwała wysiłku jest ważniejsza niż efekt.Do zrobienia:
Ćwicz z dzieckiem ubieranie się. Zachęcaj do samodzielnego jedzenia i sprzątania. Wprowadź codzienny dyżur domowy. Zamień kącik zabaw na kącik ucznia. Pozwól dziecku wybrać ubranie i zapakować plecak.2
Rozstanie z rodzicem
Zosia właśnie zaczęła chodzić do nowego przedszkola. Każdego ranka w domu jest wesoła, dopóki nie musi wyjść. Gdy tylko przekracza z mamą próg przedszkola, jej rączki zaciskają się na szyi mamy niczym imadełka. Córka chowa buzię w ramiona mamy i zaczyna płakać: "Mamusiu, nie idź, zostań ze mną!". Mama czuje, jak i jej samej napływają łzy do oczu, ale próbuje zachować spokój. Przez kilka minut kołysze Zosię na rękach w szatni, tłumacząc czule, że musi iść do pracy, a córeczka pobawi się z dziećmi. Zosia jednak płacze coraz głośniej i ani myśli puścić mamy. W końcu podchodzi wychowawczyni, delikatnie bierze Zosię za rączkę i obiecuje, że razem pomachają mamie przez okno. Mama z ciężkim sercem wymyka się, słysząc za sobą głośny szloch córki. Cały ranek w pracy myśli tylko o tym, czy Zosia już się uspokoiła. Gdy przychodzi po nią po południu, dziewczynka radośnie bawi się z koleżanką. Na widok mamy jednak znów wpada jej w ramiona i mówi: "Jutro nie chcę tu przychodzić. Wolę zostać z tobą...".
Diagnoza problemu: Zosia doświadcza lęku separacyjnego, bardzo częstego u dzieci w wieku przedszkolnym. Nowe miejsce, rozstanie z rodzicem i niepewność, co ją czeka w ciągu dnia - to wszystko wywołuje silny stres. Dla Zosi przedszkole jest wciąż obce, a mama daje poczucie bezpieczeństwa, więc nic dziwnego, że dziewczynka kurczowo się jej trzyma. Poranne rozłąki wywołują łzy i protesty, które są naturalną reakcją dziecka na trudną sytuację. Mama także przeżywa silne emocje, smutek, poczucie winy, niepokój. W odruchu serca przeciąga pożegnanie, kołysze córkę i tłumaczy, chcąc ją uspokoić. Niestety, zbyt długie pożegnania paradoksalnie utrwalają lęk. Zosia czuje, że skoro mama również się waha i jest smutna, to może rzeczywiście dzieje się coś złego. Każde kolejne rozstanie staje się przez to trudniejsze. Taka sytuacja to sygnał, że trzeba dziecku pomóc oswoić rozłąkę i zbudować poczucie bezpieczeństwa w przedszkolu.
Powyższa historia ilustruje klasyczny lęk separacyjny. Warto jednak wiedzieć, że podobne trudności mogą pojawić się nie tylko u najmłodszych, ale także u starszych przedszkolaków, i to z różnych powodów. Najczęściej zachowania te nie mają żadnego związku z negatywnymi doświadczeniami z pobytu w samym przedszkolu (takie sytuacje zdarzają się naprawdę rzadko). Zazwyczaj wynikają z zupełnie naturalnych zmian w życiu dziecka lub rodziny, na przykład:
zmniejszonej atrakcyjności przedszkola w porównaniu z domem, gdy na przykład mama nie pracuje i jest cały czas w domu, a dziecko otrzymuje więcej indywidualnej uwagi, swobody czy częściej korzysta ze wspólnych zabaw; powrót do grupy może wtedy wydawać się mniej pociągający; wyjątkowo atrakcyjnych zajęć w weekendy lub wakacje - po intensywnym czasie spędzonym z rodziną, pełnym nowych wrażeń, codzienna rutyna przedszkolna może chwilowo wydawać się mniej ciekawa; dłuższej rozłąki z rodzicami lub placówką - na przykład po urlopie, wakacjach, przeprowadzce czy dłuższej chorobie dziecko potrzebuje czasu, by ponownie oswoić się z rozstaniem; zaburzeń równowagi w opiece naprzemiennej - gdy zasady, rytuały czy styl wychowania w dwóch domach znacząco się różnią, maluch może odczuwać większą niepewność.Te i wiele podobnych czynników są po prostu częścią życia i rozwoju dziecka. Nie świadczą o problemie w przedszkolu, ale jest to sygnał, że przedszkolak w danym momencie potrzebuje dodatkowego poczucia bezpieczeństwa i przewidywalności.
Rozwiązanie: Mama postanawia wprowadzić stały rytuał pożegnania, by Zosia wiedziała, czego się spodziewać każdego ranka. Następnego dnia w domu zapowiada: "Zosiu, dziś w szatni przytulimy się, dam ci buziaka, pomachamy do siebie i pójdę do pracy. Ty wtedy pójdziesz z panią do sali i pobawisz się z dziećmi". Gdy przychodzą do przedszkola, mama dotrzymuje słowa: pomaga Zosi zdjąć kurtkę, kuca, by spojrzeć jej w oczy, mocno przytula i mówi spokojnie: "Baw się dobrze, kochanie. Przyjdę po ciebie po podwieczorku". Potem przekazuje córkę uśmiechniętej wychowawczyni, posyła całusa na do widzenia i wychodzi. Zosia oczywiście chwilę popłakuje, lecz panie odwracają jej uwagę zabawką, a mama nie ogląda się już na drzwi. Dzięki temu płacz po minucie cichnie. Mama pamięta, by nie wracać, nawet jeśli słyszy jeszcze szloch. Wie, że gdyby uległa i zabrała dziecko do domu, nauczyłaby Zosię, że łzami można wymusić taką decyzję. Po południu mama zawsze dotrzymuje obietnicy - czeka na Zosię o umówionej porze (na przykład po podwieczorku), co daje córce pewność, że mama na pewno wróci. W ciągu kolejnych dni jest coraz lepiej: Zosia w drodze do przedszkola trzyma w rączce swoją ulubioną przytulankę, którą może zabrać do sali. W szatni sama przypomina: "Mamusiu, teraz buziak i papa". Szybkie czułe rozstanie sprawia, że dziewczynka mniej się denerwuje. Rytuał dał jej poczucie przewidywalności i bezpieczeństwa. Mama również czuje się pewniej, widząc, że córeczka coraz śmielej wchodzi do sali. Popołudniami rozmawiają o tym, co Zosia robiła w przedszkolu. Rodzic nie powinien naciskać, a raczej powinien słuchać, gdy córka sama chce się podzielić wrażeniami. Należy dziecko pochwalić: "Widzisz, dałaś radę. Jestem z ciebie dumna!". Rozstania z czasem staną się zwykłą częścią dnia. Zosia nauczy się, że mama zawsze wraca, a przedszkole może być fajnym miejscem zabawy i nauki wśród rówieśników.
Do zapamiętania:
Lęk separacyjny to naturalny etap rozwoju dziecka. Dziecko nie manipuluje, ono naprawdę się boi. Przeciąganie pożegnania nasila lęk, nie uspokaja. Stały rytuał rozstania daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Uczucia rodzica wpływają na emocje dziecka. Dziecko potrzebuje pewności, że rodzic zawsze wróci. Rozstanie ze łzami to nie porażka, to proces adaptacji. Przewidywalność i rutyna zmniejszają napięcie. Rozmowy o przedszkolu wieczorem pomagają dziecku poradzić sobie z emocjami. Uczucia dziecka trzeba przyjmować, nie odpychać.Do zrobienia:
Wprowadź stały rytuał pożegnania i go przestrzegaj. Zapowiadaj rano, co się wydarzy po kolei. Pozwól dziecku zabrać ze sobą przytulankę. Miej plan na pożegnanie i go realizuj: całuj, przytulaj czule, zapewniaj, że przyjdziesz i że w przedszkolu będzie bardzo fajnie. Potem przybij piątkę z dzieckiem i wyjdź. Nie wracaj, jeśli dziecko płacze. Zaufaj wychowawczyni. Wzmacniaj poczucie bezpieczeństwa: "Zawsze po ciebie wrócę". Rozmawiaj popołudniami o tym, co było fajne w przedszkolu. Chwal dziecko za każdy dzień, w którym dało radę. Dotrzymuj słowa i terminów powrotu. Skorzystaj z pomocy psychologa przedszkolnego, jeśli problem się pogłębia.3
Frustracja u dziecka
Pięcioletni Kubuś układa wieżę z drewnianych klocków. Bardzo się stara, wieża ma być wyższa od niego! Niestety, gdy dokłada kolejny klocek, cała konstrukcja się przewraca. Trzask! Klocki rozsypują się po podłodze. Kubuś natychmiast czerwienieje ze złości i z całej siły kopie jeden klocek, krzycząc: "Głupie klocki! Zepsuły się!". Po policzkach spływają mu łzy. Na odgłos krzyku do pokoju wchodzi tata. Widzi zapłakanego synka i porozrzucane klocki. "Uspokój się i nie krzycz!" - mówi podniesionym głosem, zabierając klocek spod nóg, żeby na niego nie nadepnąć. Kubuś, słysząc surowy ton taty, wpada w histerię: zaczyna uderzać pięściami w dywan i rzucać pozostałymi klockami. Tata, zirytowany, mówi: "Dość tego. Jeśli się nie uspokoisz, to koniec zabawy!" - i wychodzi, zostawiając Kubusia z jego silnymi emocjami. Chłopiec rzuca się na dywanie i szlocha. Po jakimś czasie, zmęczony, zasypia wśród zabawek. Tata zagląda cicho do pokoju i czuje wyrzuty sumienia. Może nie tak powinien zareagować?
Diagnoza problemu: Kubuś doświadczył typowej dla małych dzieci frustracji. Jego plan (zbudowanie wysokiej wieży) się nie powiódł, więc pojawiły się złość i rozpacz. Dzieci w wieku przedszkolnym silnie przeżywają niepowodzenia, nawet te drobne. Nie potrafią jeszcze zrozumieć, że nie zawsze wszystko się udaje i że to niczyja wina. Nie mają też rozwiniętych mechanizmów radzenia sobie z emocjami, więc reagują impulsywnie - krzyk, płacz, rzucanie przedmiotami to dla nich naturalne sposoby wyrażenia ogromnej frustracji. Tata Kubusia, chcąc go zdyscyplinować, zareagował surowo, co tylko dolało oliwy do ognia. Krzycząc "Uspokój się!" w momencie, gdy dziecko jest w szczycie emocji, zwykle osiągniemy odwrotny skutek. Maluch poczuje się nierozumiany, co nasili wzburzenie. W efekcie Kubuś poczuł się osamotniony ze swoją złością, której przecież sam nie umiał opanować. Ta sytuacja pokazuje, że problemem nie jest "niegrzeczne" zachowanie Kubusia, ale brak umiejętności radzenia sobie z porażką i emocjami. Dzieci muszą się tego dopiero nauczyć przy wsparciu cierpliwego dorosłego.
Rozwiązanie: Kiedy następnym razem Kubuś natrafił na trudność - tym razem próbował zapiąć sam kurtkę i suwak się zaciął - tata postanowił zareagować inaczej. Gdy tylko zobaczył narastającą złość synka (marszczy brwi, zaciska dłonie w piąstki), uklęknął obok i powiedział łagodnie: "Widzę, że jesteś zdenerwowany, bo zamek nie chce się zapiąć. To naprawdę frustrujące, prawda?". Kubuś spojrzał na tatę zaskoczony i kiwnął głową, a w oczach stanęły mu łzy. "Wiem, kochanie, to trudne. Chodź, pooddychamy razem, bo aż brak tchu ze złości". Tata wziął kilka głębokich wdechów i zachęcił Kubusia, by spróbował razem z nim. Chłopiec najpierw szlochał, ale po chwili jego oddech zwolnił. "Już lepiej?" - zapytał tata, ocierając synkowi łzy z policzka. "Trochę" - odparł Kubuś cicho. "Super. Zobaczmy teraz na spokojnie, co z tym zamkiem. Może materiał się wkręcił. O, już naprawione!" Tata powoli odblokował suwak, po czym dał Kubusiowi dokończyć zapinanie. "Udało się! Sam zapiąłeś kurtkę do końca, brawo!" - pochwalił. Następnie dodał: "Każdemu czasem coś nie wychodzi. Ważne, że próbujemy jeszcze raz". Dzięki takiemu podejściu Kubuś zobaczył, że jego emocje są zrozumiałe i akceptowane, tata nazwał je i przytulił syna, zamiast go karać. Stopniowo chłopiec uczy się, że złość czy smutek to nic złego, ale można sobie z nimi poradzić: wziąć oddech, poprosić o pomoc, spróbować ponownie. Tata zaś stara się chwalić wysiłki Kubusia, a nie tylko sukcesy: kiedy syn następnym razem budował wieżę z klocków, usiadł obok i stwierdził: "Widzę, jak bardzo się starasz, to wspaniałe". Gdy wieża znów się przewróciła, Kubuś poburczał niezadowolony, ale nie wpadł w szał. Spojrzał na tatę, a tata się uśmiechnął: "Trudno, następnym razem się uda. Chcesz spróbować jeszcze raz razem ze mną?". Chłopiec kiwnął głową. Takie wspólne oswajanie porażki i docenianie starań Kubusia uczy go wytrwałości i tego, że błędy się zdarzają. Kubuś powoli zaczyna rozumieć, że niepowodzenie to nie koniec świata, a on mimo wszystko jest kochany i akceptowany, nawet jeśli czasem coś mu się nie uda.
Do zapamiętania:
Reakcja rodzica na błąd jest najważniejsza - nie rób dramy. Niepowodzenia uczą wytrwałości. Dziecko nie musi być najlepsze. Wystarczy, że się stara.Do zrobienia:
Rozmawiaj z dzieckiem o jego trudnościach. Dziel się własnymi historiami porażek. Ćwicz wspólne rozwiązywanie problemów. Nie oceniaj, ale wspieraj. Pokazuj, że błędy są naturalne.CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI