2
Adam patrzył na kobietę, która kiedy tylko zorientowała się, że jest obserwowana, poderwała się z ławki i pobiegła przed siebie. Nie miał zamiaru jej gonić, ale to musiała być ona. To przecież ta sama panienka, która jakieś półtora roku temu zostawiła go w hotelu, czym ugodziła jego męską dumę. Na pół godziny co prawda, ale zawsze. Już miał wejść do klubu, aby upolować sobie coś apetycznego na kolację, a może i na śniadanie, kiedy jego wzrok spoczął na ławce.
- A jednak Kopciuszek - powiedział i wziął do ręki czarną torebkę. - Możliwe, że się jeszcze kiedyś spotkamy, księżniczko.
W środku, poza telefonem i pieniędzmi, znajdowały się - jego zdaniem oczywiście - bezwartościowe pierdoły, idealne jako wypełnienie kosza na śmieci. Tego, który stał zaraz obok ławki. Torebka też tam wylądowała. Smartfon nie był chroniony żadnym hasłem. Na ekranie zobaczył zdjęcie śpiącego dziecka. Uznał, że zajmie się identyfikacją właścicielki później. Wsadził znalezisko do kieszeni swojej ramoneski i wszedł do klubu w nadziei, że za chwilę wyjdzie z niego w miłym towarzystwie. Po półgodzinnym rekonesansie doszedł do wniosku, że dziś sam go sobie dotrzyma.
Wyszedł na zewnątrz i zanim pomyślał o tym, gdzie ma się teraz udać, w wewnętrznej kieszeni jego skórzanej kurtki rozdzwonił się telefon. Ten znaleziony. Dzwoniła "Mama". Uśmiechnął się pod nosem i odebrał, uważał się bowiem za człowieka dobrze wychowanego. No, może poza łóżkiem - tam jego maniery pozostawiały wiele do życzenia, o czym doskonale wiedział. I może jeszcze poza pracą, którą się parał. O tak, w zajęcie, które wykonywał, wpisane było skurwysynowate podejście do ludzi, a to i tak najłagodniejsze określenie, jakiego można było użyć.
Miły mógł być zatem tylko po godzinach.
- Halo. - Barwa jego głosu była niska, ochrypła i bardzo seksowna. Marta zdała sobie z tego sprawę i lekko zbiło ją to z pantałyku. Wszak nie przygotowała żadnej przemowy, a w improwizowaniu była wyjątkowo słaba. Odezwał się ponownie. - Halo, jest tam kto?
- Dobry wieczór. Ma pan moją własność. Chciałabym ją odzyskać. - Coś powiedzieć musiała, wybrała więc wariant najbardziej jej zdaniem pasujący do zaistniałej sytuacji.
- Dobry wieczór. Na to wychodzi.
- Chciałabym odzyskać swoje rzeczy - powtórzyła, onieśmielona pewnością siebie tego faceta. - Czy mógłby mi pan odesłać je pocztą? Oczywiście pokryję wszelkie koszty.
- Nie, nie mógłbym - rzekł mocno rozbawiony.
- Ale... dlaczego?
- Jeśli chce pani je odzyskać, to tylko pod pewnymi warunkami.
- Jakimi niby? - W głowie Marty zapaliła się lampka.
- Może najpierw przejdźmy na "ty". Chociaż, jeśli pamięć mnie nie myli, już się kiedyś spotkaliśmy, prawda?
- Nie przypominam sobie, musiał mnie pan z kimś pomylić - powiedziała szybko. Ciut za szybko.
- Naprawdę? Bo ja mogę nawet powiedzieć, w jakich pozycjach odbywała się nasza znajomość i w którym hotelu miało to miejsce.
W łazience zaległa cisza. Marta osunęła się na podłogę i oparła plecami o kafelki. Pomyślała sobie tylko, że ludzie przecież gubili telefony co chwilę, ale dlaczego, kiedy i jej się coś takiego przytrafiło, to zgubę musiał znaleźć akurat ten człowiek? Dlaczego? Czy ona była przeklęta? Przytulona do ściany, zaczęła się zastanawiać, czy zależy jej na zdjęciach tak bardzo, aby dalej prowadzić rozmowę. Jej wzrok spoczął na przewijaku.
Tak, zależało jej.
- Naprawdę mnie pan z kimś pomylił, ja chciałam tylko odzyskać swoją własność. Wierzę, że jest pan uczciwy i jakoś się dogadamy.
- Też optuję za tym, abyśmy się dogadali, ale najpierw chyba muszę ci przypomnieć o tym, gdzie się poznaliśmy. - Adam usiadł na tej samej ławce, na której jeszcze niedawno siedziała ona. - W tym klubie, z którego dziś wyszłaś. Nie miałaś na sobie majtek, o czym raczyłaś poinformować mnie jeszcze w lokalu. Pamiętasz? - Nie czekając na odpowiedź, mówił dalej. - Przyznam, że zaimponowałaś mi bardzo, w końcu pieprzyć się w kiblu to żaden wyczyn, ty poszłaś o krok dalej i pozwoliłaś się pieścić w tłumie ludzi. Takich rzeczy się nie zapomina.
- Ja już o tym zapo... - Zakryła usta dłonią, a on zaczął się śmiać.
- Odnoszę wrażenie, że wstydzisz się swojego zachowania i dlatego uciekłaś. Zupełnie niepotrzebnie. To przecież ja powinienem czuć się niezręcznie i mieć żal, że mnie wykorzystałaś, zostawiłaś i wyszłaś bez pożegnania - zamilkł, pozwalając jej przetrawić te słowa, a gdy uznał, że już to zrobiła, mówił dalej. - Bo wiesz, księżniczko, zwykle bywa odwrotnie. To ja porzucam. I jestem w tym naprawdę dobry.
Ostatni raz, kiedy Marta uprawiała seks, był z tym facetem, z którym właśnie rozmawiała. Pamiętała wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Pamiętała to, jak podeszła do niego w klubie i zaczęła się przymilać. Gdzie tam przymilać - łasiła się jak pies do nogi swego pana, a idąc za radą przyjaciółki, naprawdę nie założyła majtek. On na początku nie wykazał jakiegoś większego zainteresowania jej osobą, postanowiła zatem wziąć sprawy w swoje ręce.
W zasadzie to w jego.
Korzystając z okazji, że znajdowali się na samym końcu baru, stanęła jak najbliżej tylko zdołała, ujęła go za dłoń i wsadziła ją sobie pod sukienkę. Uśmiechnął się z uznaniem, a potem zaczął ją pieścić, co - musiała przyznać - w pakiecie z tłumem ludzi, którzy ich otaczali, było wspaniałym doznaniem. Nie doprowadził jej, przerwał w szczytowym momencie, a potem złapał ją za rękę i ruszył przed siebie. Gdy Marta zorientowała się, że zmierza w kierunku toalety, mocno zaoponowała. Nie miała zamiaru zachodzić w ciążę, o ile się oczywiście uda, w klubowej ubikacji. W życiu by sobie tego nie wybaczyła. Wystarczyło, że dawca spermy to jednorazowa znajomość. Powiedziała, że hotel i że ona płaci. Wzruszył ramionami i pokiwał głową. Wsiedli do taksówki i pojechali. W trakcie jazdy trzymał swoją dłoń pomiędzy jej nogami, od czasu do czasu poruszając palcem, tak żeby utrzymywać ją w podnieceniu. Zdecydowanie wiedział, co robić. To właśnie wtedy wyszeptała mu do ucha, że obejdzie się bez prezerwatyw, bo ma na nie uczulenie.
W odpowiedzi zaczął ją bardzo zachłannie całować.
Marta zdążyła jeszcze pomyśleć, że wystarczy rozstawić nogi, żeby osiągnąć cel. Kiedy znaleźli się w pokoju, rzuciła się na niego, a konkretnie to do jego rozporka. Była świadoma tego, że faceci uwielbiają obciąganie, i chociaż ta czynność zdecydowanie wykraczała poza jej seksualne kompetencje, to dziś, właśnie dziś, postanowiła wyrzucić z głowy swoje uprzedzenia i lizać tak, żeby było mu dobrze. Chyba było, bo kilka razy westchnął. Chwilę potem pociągnął ją do góry, zdjął z niej sukienkę i stanik, ciesząc oczy widokiem jej ciała. Oparł ją o ścianę, chwycił za włosy, rozpiął rozporek i wprowadził w nią swojego penisa. Była od niego sporo niższa, pociągnął ją więc tak, że oparła głowę na jego klatce piersiowej. Pozycja ta była mało komfortowa, ale gdy tylko zobaczyła spojrzenie tego faceta, przepadła. W swym zachowaniu był agresywny, ale przy tym cholernie pociągający. Poddała mu się całkowicie. Ten jeden jedyny raz pozwoliła, aby przemawiało przez nią pożądanie.
Wszystko dla dobra sprawy.
Kochali się kilka razy, a gdy upewniła się, że usnął, pozbierała ciuchy i wymknęła się z pokoju, święcie wierząc w to, że jest w ciąży i że już nigdy tego człowieka nie spotka. Tymczasem nie dość, że spotkała, to jeszcze była uzależniona od tego, jaką ten dupek podejmie decyzję.
Pomyślała sobie, że właśnie tak można rozpoznać klątwę.
- Odda mi pan moje rzeczy? - Wiedziała, że jej głos może zdradzić emocje, ale w tym momencie miała to gdzieś.
- Torebkę wyrzuciłem do kosza, zostawiłem tylko to, co wartościowe.
- Ona kosztowała dwa tysiące... - Tak naprawdę sama nie wiedziała, dlaczego to powiedziała.
- Skoro stać cię na torebkę za dwa patyki, to kupisz sobie kolejną.
- Czy mogę odzyskać mój telefon? - powtórzyła niczym zdarta płyta.
- Oczywiście.
- Proszę mi zatem powiedzieć, ile jestem panu winna? - Jedyne, o czym teraz marzyła, to zakończenie tej rozmowy i zakopanie się pod kołdrą. Jeszcze chwila, pomyślała, jeszcze chwila. - Prześle mi pan numer konta, ja za moment zrobię przelew i podam panu adres do wysyłki. Ile w takim razie wynosi znaleźne?
- Nie ile, tylko co.
- Co więc? - Jej cierpliwość powoli się kończyła.
- Ty.
- Słucham? - Chyba się przesłyszała.
- Noc z tobą.
- SŁUCHAM?!
- Oczywiście nie możesz mieć na sobie bielizny...
Odsunęła telefon od ucha, spojrzała z niedowierzaniem na wyświetlacz i nacisnęła czerwoną słuchawkę. Musiała zakryć usta dłonią, bo gdyby było inaczej, zaczęłaby krzyczeć ze złości i frustracji, i z niemocy też. Po chwili przyszedł SMS, w którym pisał, że w razie gdyby zmieniła zdanie, numer zna.
Zablokowała jego numer. Swój w zasadzie.
***
Adam czuł, że bardzo zależało jej na telefonie. Wszedł w galerię i zobaczył w folderze "Wojtek" ponad cztery tysiące plików. Szybko, bez szczególnego przyglądania się obrazkom, bo niespecjalnie interesowały go zdjęcia jakiegoś dzieciaka, przejrzał miniaturki i doszedł do wniosku, że właścicielka tego przedmiotu odezwie się do niego prędzej niż później. Istniało wielkie prawdopodobieństwo, że to jedyne zdjęcia, jakie miała.
Zaczął się głośno śmiać.