ROZDZIAŁ 1
Kot miał szare pręgowane futro. Siedział na dachu porośniętej winoroślą szopy i wpatrywał się w Adę intensywnie zielonymi oczami naznaczonymi złocistymi plamkami. Jego ogon rytmicznie poruszał się na boki. Nie mogła oderwać od zwierzęcia wzroku. Emanował spokojem i dumą charakterystycznymi dla istot świadomych swej wyjątkowości. Gibką sylwetką, puszystym ogonem zakończonym czarnym pędzelkiem, miękkością futerka, nastroszonymi jasnymi wąsami, całym swym kocim istnieniem dawał do zrozumienia, że dostrzega jej podziw i uważa go za w pełni uzasadniony.
Rozbawiona Ada odwróciła się do kocura plecami i przesunęła czubkiem tenisówki kamień zbłąkany w trawie. Przeciągnęła się leniwie, spoglądając na ścieżkę wiodącą w dół zbocza. Z miejsca, w którym stała, widziała brzeg jeziora porośnięty gęstym sitowiem i płytką zatoczkę ze starym drewnianym pomostem. Popołudniowe słońce kładło się na wodzie złocistymi refleksami, sprawiając, że ta przypominała płynną miedź. Ada westchnęła z zachwytu. To miejsce wydawało się wprost stworzone do romantycznych uniesień. Cieszyła się w duchu, że pragmatyczny z natury Sebastian zaproponował jej wycieczkę na działkę znajomych.
Z trudem stłumiła śmiech, wspominając nieporadne kluczenie mężczyzny, który nie chciał zdradzić, gdzie pojadą, a równocześnie próbował ją skłonić do spakowania kostiumu kąpielowego. Gdy z groźnym błyskiem w oku zapytała, czy zabiera ją na randkę na basen miejski, wydukał w końcu z ulgą, że zaplanował wycieczkę na działkę znajomych swoich rodziców.
- Działka jak działka - tłumaczył, a jego oczy błyszczały podnieceniem - ale znajduje się tuż przy jeziorze. Cisza, spokój, czysta woda, drewniany pomost, z którego możesz skakać do wody albo karmić podpływające kaczki. I łacha piasku ukryta w tataraku, gdybyśmy chcieli opalać się na golasa! - dodał z szelmowskim uśmiechem.
Boże, jak ona kochała ten łobuzerski uśmiech, który unosił jeden kącik jego ust, a oczy zmieniał w dwie wąskie szparki!
Oderwała wzrok od pomostu i wygładziła sukienkę. Materiał trochę się zmiął w czasie podróży, w miejscu zagnieceń widniały ledwie dostrzegalne smugi kurzu. Cóż, żeby dotrzeć do położonego na odludziu letniska, jechali wąską, ubitą drogą, z której unosił się żółtawy pył osiadający na karoserii auta, szybach, ich skórze, włosach i ubraniach. Pewnie powinna założyć coś praktyczniejszego, szorty albo legginsy i koszulkę, jak sugerowała matka. Ale tego dnia Ada nie szukała wygody. Chciała wyglądać kobieco i seksownie. Przeczuwała, że dzisiejszy wypad nad jezioro nie jest zwykłą wycieczką ani sposobem na miłe spędzenie czasu. Ten dzień miał zmienić wszystko!
Czułym ruchem pomasowała lekką wypukłość brzucha. Oboje kryli w zanadrzu niespodzianki; Sebastian zaplanował wycieczkę nad jezioro, a ona... Ponownie dotknęła brzucha. Ona miała do przekazania wiadomość, która sprawi, że ich świat stanie na głowie. Od trzech tygodni kipiała z emocji i nie mogła się doczekać, kiedy będzie mogła podzielić się z innymi swoją wielką radością. Nie potrafiła zliczyć, ile razy w ostatnich dniach mocno zaciskała wargi, by nie wymknęła się skrywana tajemnica! Tak bardzo chciała powiedzieć wszystko mamie, babci i Igorowi, ale wewnętrzny głosik podpowiadał, że pierwszą osobą, która powinna usłyszeć te wieści, jest Sebastian. A on akurat, jak na złość, przebywał w delegacji. Nie mogła powiedzieć mu przez telefon, nie chciała. Pragnęła widzieć jego uśmiech rozjaśniający twarz, iskierki radości płonące w oczach. I poczuć jego ramiona obejmujące jej ciało, dłonie sunące po talii, czule osłaniające miejsce, w którym rośnie ich dziecko!
Usłyszała kroki zbliżające się za jej plecami. Odwróciła się w stronę nadchodzącego Sebastiana.
- Co to jest? - zapytała zaskoczona.
Sebastian spuścił wzrok na trzymany w ręku kosz i leniwie zakołysał nim w powietrzu. Jego wargi rozciągnął uśmiech zadowolenia. Z koszyka wystawała butelka owinięta w śnieżnobiałą serwetkę. Ada uświadomiła sobie, że nie może zwlekać z przekazaniem wieści. Na samą myśl poczuła delikatne mrowienie u dołu brzucha.
Sebastian wyciągnął w jej stronę rękę.
- Mówiłem, że to będzie wyjątkowa wycieczka - wymruczał jej do ucha. - Po cichu liczę, że zapomniałaś o kostiumie...
Ada wybuchła śmiechem.
- Rzeczywiście, nie przeszło mi przez myśl, by go zapakować!
Obejmując się, powoli ruszyli ścieżką w dół zbocza. Jezioro połyskiwało złociście, w powietrzu unosił się zapach rozgrzanej słońcem trawy. Tatarak kołysał się leniwie, popychany tchnieniem wiatru. Ada spojrzała w idealnie błękitne niebo i pomyślała, że ten dzień nie mógłby być piękniejszy. Żałowała, że nie zabrała aparatu, aby to uwiecznić.
* * *
Rozciągnęli koc na chropowatych deskach pomostu. Drewno było stare, zszarzałe od deszczu, śniegu i wiatru, ale wytrzymałe. Tak zapewniał Sebastian, gdy zobaczył wahanie w oczach Ady i nagłą bladość jej policzków. Pod ich stopami pomost delikatnie się kołysał, do uszu kobiety docierał cichy szum wody opływającej wbite w dno pale. Z ulgą usiadła na kocu i wyciągnęła rękę, by pomóc Sebastianowi rozpakować wiktuały z koszyka.
Mężczyzna uniósł wymownie brwi.
- Dziś ja tu rządzę! Pani tylko patrzy i podziwia! - zażartował.
Potoczyła wzrokiem po malowniczej okolicy i skinęła głową.
- Nie zamierzam protestować.
Sebastian uśmiechnął się pod nosem.
- Pięknie tu, prawda?
- Cudownie! - przyznała.
Z pomostu jezioro wydawało się mniejsze. Gdy patrzyło się na nie ze wzniesienia, przypominało nerkowaty kształt, za ścianą lasu skręcało na południe i ciągnęło się daleko. Brzegi porastały drzewa i zarośla, przede wszystkim trzciny, które były niemal wszędzie i kołysały się na wietrze, szumiąc cichutko.
- Przyjeżdżałem tu z rodzicami praktycznie w każde wakacje - opowiadał Sebastian, wydobywając z koszyka talerze i plastikowe pojemniki ze smakołykami. Jednym potrząsnął delikatnie i powiedział: - Mam nadzieję, że będzie ci smakować. Przygotowałem tę sałatkę pod okiem mamy. A wracając do jeziora... Moi rodzice przyjaźnili się z właścicielami tego letniska i często przyjeżdżaliśmy tu na ogniska, grille i hmmm... inne imprezy. Praktycznie każda z nich kończyła się degustacją dobrego wina, domowej nalewki lub zagranicznych mocniejszych trunków, dlatego zostawaliśmy na noc, a czasem i na cały weekend. Uwielbiałem to. Mieliśmy zgraną paczkę, fajne chłopaki, nudne dziewczyny... - Wyszczerzył zęby, a Ada pokiwała głową z politowaniem.
- Tak, tak, na pewno...
- Kąpaliśmy się w jeziorze, bo pływaniem trudno to nazwać, sikaliśmy do wody z pomostu, chlapaliśmy się, czasem dla żartów ściągaliśmy komuś majty. Same rozrywki wysokich lotów.
- Co jeszcze? - Ada wyciągnęła przed siebie nogi.
- A co lubią dzieciaki w tym wieku? - Sebastian rozłożył ręce. - Jazda na rowerze po wertepach, gonitwy po lesie, podkradana puszka piwa na siedmiu i rzyganie w krzakach. Przestaliśmy tu przyjeżdżać, gdy rodzice kupili własną działkę i postawili dom... Wyjazdy na wieś straciły urok, byliśmy zresztą coraz starsi, mieliśmy inne sprawy na głowach... Ale wspominam to miejsce z ogromnym sentymentem i dlatego chciałem, żeby to właśnie tutaj... - zająknął się i szybko sięgnął do kosza po butelkę. Potrząsnął nią ze znaczącym uśmiechem. - To na później. Gdy będziemy świętować... - stwierdził.
Ada poczuła, że robi jej się gorąco.
- A mamy co świętować? - zapytała niemal bez tchu.
Sebastian obrzucił ją wymownym spojrzeniem.
- To akurat zależy tylko od ciebie - odparł. Uczynił gest, jakby chciał na powrót schować butelkę do kosza, w ostatniej chwili jednak rozmyślił się i odstawił ją na pomost. W jego oczach pojawił się nagły wyraz determinacji. - A niech to... Miałem z tym zaczekać, aż zjemy. Ale tak mi się trzęsą ręce, że chyba nie będę w stanie zdjąć pokrywy z tego pojemnika! - Ze śmiechem je wskazał, po czym zbliżył się na kolanach do Ady i wziął ją za rękę. - Aduś... nie przywiozłem cię tutaj przypadkiem. Chciałem, byś zobaczyła to miejsce i... wyobraziła sobie tutaj nasz dom.
- Dom? - powtórzyła z niedowierzaniem.
- Tak... - Skinął głową i odwrócił ją lekko w kierunku wzniesienia, którym zeszli nad jezioro. Na szczycie czerwienił się dach domku. - Wiem, że gdy rozmawialiśmy na temat wspólnej przyszłości, wyobrażaliśmy sobie raczej życie w mieście, ale znajomi rodziców sprzedają letnisko i pomyślałem, że gdybyśmy zebrali nasze oszczędności i skorzystali z małego wsparcia bliskich... Do diabła! - zaklął nagle, uderzając się dłonią w udo.
Ada parsknęła śmiechem.
- Proponujesz mi wspólny biznes?
- Proponuję ci małżeństwo! - jęknął i też wybuchnął śmiechem. - Wiedziałem, że jestem kiepski w te klocki!
- Wiedziałeś? - Objęła go za szyję. - Chcesz powiedzieć, że masz doświadczenie w proszeniu kobiet o rękę? Nie wiem, co na to powiedzieć!
- Jak to: co masz powiedzieć? - Sebastian udawał oburzonego. - Powiedz "tak"!
- Tak! - Musnęła ustami jego wargi. - Oczywiście, że tak!
Pozwoliła, by podniósł ją z desek pomostu, zamknął w objęciach i kołysał w delikatnym tańcu. Oparła głowę o jego ramię i zmrużonymi oczami spoglądała na migocącą wodę jeziora. Czuła, jak wypełnia ją szczęście, słodkie i złociste jak to letnie popołudnie na wsi. Chciała, by ta chwila trwała wiecznie, by Sebastian nigdy nie wypuszczał jej z ramion, nie przestawał całować. Pragnęła, by zanurzył twarz w jej włosach, palcami delikatnie gładził talię, plecy, biodra... Wyobraziła sobie, jak zsuwa z niej sukienkę. Jej ciało przeszyła iskra pożądania.
- Poczekaj... - Przerwał tę cudowną chwilę, odsuwając Adę na długość ramienia, po czym gwałtownie opadł na kolana i nerwowo poklepał się po kieszeni. - Przecież ja mam... - zaczął i zaklął, bo pudełeczko od jubilera zaplątało się w fałdę materiału spodni.
- To ty poczekaj... - szepnęła i palcami ujęła go za brodę, zmuszając, by podniósł wzrok i spojrzał jej w oczy. - Ponieważ to dzień niespodzianek, ja też mam coś dla ciebie... - Przytuliła jego głowę do swojego łona, a palcami przeczesała włosy. - Podoba mi się pomysł, by tu zamieszkać. To piękne miejsce. Myślisz, że spodoba się naszej córeczce? - zapytała cicho.
- Córecz... - Sebastian spojrzał na Adę, w jego oczach zamigotało zdumienie, które szybko przerodziło się w szczęście. Zaśmiał się głośno, obejmując dziewczynę i mocno wtulając policzek w jej brzuch. - Dziecko?! Naprawdę?! Ada! Ja... Jestem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem! Nie dość, że zgodziłaś się zostać moją żoną i zamieszkać ze mną na końcu świata, to jeszcze będziemy mieli dziecko! - Zerknął na brzuch Ady. - A skąd wiesz, że to córeczka? To można poznać tak wcześnie?
- Skąd, głuptasie! - zaśmiała się, podrywając go na nogi. - Po prostu to wiem! Poczułam to już w chwili, gdy zobaczyłam na teście dwie kreski...
- Córeczka... - szepnął zdławionym głosem, po czym zachłannie pocałował narzeczoną. Ich palce splotły się na brzuchu kobiety. Sebastian oparł czoło o głowę Ady i zaśmiał się. - Może w końcu wyjmę ten pierścionek, co?
- Za chwilę - wymruczała. - Pokołysz mnie jeszcze trochę. Tak mi ciepło i dobrze z tobą...
Ich usta ponownie się spotkały, ciała rozkołysane na zalanym słońcem pomoście przylgnęły do siebie, palce splatały się i rozplatały, jakby wirowały we własnym tańcu. Sebastian ułożył Adę na kocu, troskliwie podłożył pod jej głowę zrolowaną koszulkę, ostrożnym ruchem zsunął ramiączko cienkiej sukienki.
Ada spoglądała na ukochanego spod lekko przymkniętych powiek.
- Tutaj? - zawahała się i parsknęła śmiechem. - Na pomoście?
Sebastian uśmiechnął się łobuzersko.
- Przecież postanowiliśmy, że kupujemy letnisko. Jesteśmy u siebie...
- Racja - odparła, wyciągając do niego ramiona.
Kochali się więc na rozgrzanych deskach pomostu, a słońce lśniło w jeziorze, zmieniając jego wody w kobierzec w kolorze złota. W pewnym momencie Ada podniosła powieki i zamarła zdumiona pięknem tego widoku. Pomyślała, że muszą to robić częściej. Tańczyć w słońcu, a potem kochać się, jakby świat miał się skończyć.