[1] Nosicielem epidemii cholery były wojska carskie idące stłumić Powstanie Listopadowe w Warszawie. Rok później epidemia ogarnęła całą Europę. Na cholerę zmarły takie osobistości jak: Hegel, Clausewitz, Gneisenau, Perier, Langerom ...I ziemianin Jakob Michael Kunkel.
[2] Rasa b. mlecznych krów
[3] niem. Erntedank - święto plonów - dożynki
[4] niem. Kamillentee - herbata rumiankowa
[5] Landadel - ziemianin.
[6] Tyczyło Korpusu Kadetów w Plön do której cesarskim dekretem przyjmowano młodzież z mniej zamożnych szlacheckich i ziemiańskich domów.
[7] Karl Paul von Büllow - Pruski Generał (1834- 1907)
[8] Plessau - siedlisko Pleśno k/ Świecia
[9] Schwarze Wasser - rzeka Czarna Woda (Wda)
[10] niem. Hirtentäschelkraut Felder - Taszewskie Pole k/ Świecia
[11] Wiorsta - ok. 1,06 km
[12] niem. Jeschau - Jeżewo
[13] niem. Graudenz - Grudziądz
[14] Rasa ciężkich koni roboczych
[15] niem. Lautenburg - dzisiaj Lidzbark Warmiński
[16] Ptasznik - usytuowany na wysokim słupie gołębnik
[17] Białobrązowe gołębie pocztowe tzw. brukselskie
[18] Nieheblowane deski
[19] Lora - rodzaj wozu platformy do przewożenia towarów
[20] Dziekan Łakomski postać autentyczna
[21] von Hutten - Czapscy - właściciele Sartowic, Bąkowa i Topoli. Założycielem rodu von Huttenów był Dietrich von Hutten
[22] Korzec pszenicy ważył ca. 100 kg.
[23] Prusakami nazywano osiedleńców.
[24] XIV w. Toruń - Thorn
[25] Pionierów - saperów
[26] von Schwerin został stracony za udział w zamachu na Hitlera. Wnuk i potomkowie von Schwerin mieszkają (2008) w rodowej posiadłości w Leonbergu, Niemcy
[1] niem. Pikielhauba - hełm zakończony długim szpicem stąd nazwa
[2] tzw. Niemandsland - ziemia leżąca pomiędzy wrogimi liniami okopów
[3] Od nazwiska konstr.: Maxim - karabin maszynowy chłodzony wodą używany jeszcze w II wojnie świat.
[4] niem. Kamerad - towarzysz
[5] Potoczna nazwa francuskich żołnierzy
[6] Pod Ypres odległość frontów wynosiła od 50-100 m.
[7] niem. Feldgandarm - żandarmeria polowa
[8] niem. przekleństwo
[9] Le´bell - typ franc. karabinu wz.1912
[10] 24.XII.1914 wymuszone zawieszenie broni na froncie we Flandrii.
[11] Postać autentyczna
[12] niem. Stile Nacht - Cicha noc
[13] angol - Anglik
[14] Wiluś - cesarz niemiecki Wilhelm II
Rozdział drugiZegarek z pozytywką
Przenikliwe głosy gwizdków, krzyki feldfebli i rozkazy dowódców poderwały ich do kolejnego, piątego w tym dniu, kontrataku na bagnety. Nerwowo poprawiali podpinki spiczastych "pikielhaub"[1] pokrytych piaskowego koloru materiałem. Na lufę karabinu nasadzali długi szpikulec bagnetu zwanego wykałaczką do jelit. Podciągali wysoko jak tylko możliwe pas z nieodłączną gazową maską. Szli brodząc w błocie zalegającym dna okopów. Pomagali nawzajem podsadzając na przedpiersie okopu. Krzyczeli, aby zagłuszyć w sobie strach przed śmiercią, pędząc przez zoraną pociskami ziemię niczyją[2]. Potykali na wykrotach. Wpadali w leje po armatnich pociskach pełne podeszłej wody pędząc w stronę niewidocznego jeszcze wroga. Wroga ukrytego w okopach chronionych zasiekami kolczastego drutu, kopułami bunkrów i stanowiskami Maximów[3] strzelających krzyżowym ogniem. Przed kwadransem w kierunku francuskich okopów z łomotem pędzącego pociągu przeleciała nad nimi nawała burzącego ognia setek armat po której nastała rozsądzająca czaszkę cisza gorsza od grzmotu dział i wybuchów granatów do których byli przyzwyczajeni przez lata trwającej wojny. Szli przez rozorane pociskami pole niczyjej ziemi wiedząc, że na przedpolu napotkają nietknięte zasieki kolczastego drutu, śmiercionośne serie pocisków i francuskich żołnierzy biegnących z nastawionymi bagnetami.
Obciążeni ekwipunkiem szli z trudem przez rozpaćkane, przeorane pociskami i poznaczone głębokimi zapadlinami błotniste pole rozciągniętą tyralierą szóstej kompani, której z pełnego stanu pozostały dwa zdolne do walki plutony. Osiemdziesięciu zmęczonych głodnych żołnierzy o zapadniętych szczeciniastych twarzach odzwierciedlających widoczną rezygnację. Prawym skrzydłem najlepszej kompani starych doświadczonych piechurów dowodził młody porucznik rodem z Opola. Lewe wspomagała wprowadzona niedawno do walki kompania dzieciaków złożona z roczników siedzących do niedawna w szkolnych ławkach. Wyrwano ich brutalnie z kręgu kochających rodzin i wrzucono w okopy, ponieważ byli potrzebni właśnie tutaj w tym miejscu i czasie. Miesiące walk, siedzenie w okopach, psychiczne zmęczenie, szczególnie brak codziennego kontaktu z bliskimi zrobiły swoje. Kompania niedoświadczonych i nieobytych z wojną niedorostków topniała z dnia na dzień.
Z francuskich okopów wykwitły jasne rozbłyski karabinowych wystrzałów. Pociski dołowały podrywając z głośnym pacnięciem fontanny błota i ziemi..
- Zaraz się wstrzelają - mruknął Jakob przyspieszając kroku.
- Trzeba skoczyć w jakiś lej - odezwał się idący obok kamerad[4] z ziemianki.
- Karl! - ostrzegł kolegę - Nie teraz!
Daleko za francuskimi okopami odezwała się artyleria kładąc za nimi ogień zaporowy odcinający im drogę odwrotu. Zza hiszpańskich kozłów, z płytkich strzeleckich transzei i umocnionych okopów wyszła, zamiast zmęczonych walkami kogucików[5], angielska piechota w płaskich hełmach uzbrojona w nowe karabiny z nasadzonym krótkim bagnetem.
- Mein Gott!
- Engländer!
Angielska piechota szła w takt muzyki kobz spokojnym odmierzonym krokiem jak na defiladzie przed pałacem Buckingham. Zamilkły strzelające seriami maximy. Szli naprzeciw sobie ale z obydwu stron nie padł żaden strzał. Szli jakby byli umówieni na towarzyskie spotkanie, a nie śmiertelną walkę.
- Vorwards! Vorwards!
Kompanie poderwane krzykami oficerów i przeraźliwymi gwizdkami feldfebli ruszyły z wysuniętymi przed siebie karabinami. Na lufach zatknięte bagnety. W oksydowanej stali skaczą srebrne błyski niosące śmierć. Kompania nie biegnie, idzie wyciągając nogi z wszechobecnej mazi. Dyszą z wysiłku, lecz prą do przodu, aby mieć poza sobą niepewność i strach. Po krótkiej gwałtownej walce na bagnety, angielska piechota zgoniła ich z pola. Do samych okopów goniły ich jeszcze pojedyncze karabinowe strzały. Niedaleko od zbawczych okopów wyrosła przed nimi nadlatująca od strony francuskich stanowisk ściana zaporowego ognia, ziemi, błota i gwiżdżących odłamków. Niewielu dobiegło przez piekło ognia do zbawczych okopów. Na zoranym pociskami przedpolu pozostali zabici i ranni, których przed zapadnięciem zmroku nikt nie będzie zbierał. Nad głowami w stronę niemieckich pozycji przeleciały trzy angielskie błyszczące dwupłatowce ´Bristol Buldog´.
Walczący już dawno zatracili poczucie czasu i istnienia żyjąc kolejny rok w umocnionych okopach i bunkrach w niezakłóconej symbiozie z gromadami wielkich płowych gryzoni, tysiącami wszy i pluskiew pasożytujących na wyschniętej skórze ich ciał, głowach, pachwinach i mosznie. Wysysały z nich krew niosąc z sobą śmiertelne choroby, tyfus i biegunkę.
Front zaległ ponad dwa lata w okopach na żyznych czarnoziemach Flandrii na wzgórzach Wogezów, na polach i pustkowiach rozciągających się, jak okiem sięgnąć, pomiędzy Mozą i Marną, Sommą, Verdun i Ypres[6]. Oni w tym czasie wykorzystując podarowany im czas urządzali się w wydłubanych w ziemi bunkrach i ziemiankach, jedynego w swoim rodzaju intymnego kącika do życia. Czasami do skonania. Urządzali się, żeby przeżyć w piekle wojny nie tyle kolejny rok, lecz kolejny dzień. Dni wypełniali kopaniem strzeleckich rowów, umacnianiu transzei, wycinaniu w grząskiej ziemi ślepych przełazów oraz dziesiątek otwartych kloacznych dołów bardzo potrzebnych w czasie szerzącej się dezynterii. Niewielkie doły podchodzące gruntową wodą kopali daleko za ostatnimi opuszczonym transzejami lub bezpośrednio w strzeleckich rowach, przerzucając nad nimi kilka długich pni i desek stanowiących podporę dla nóg. Ciągnący od dołów fetor był nie do zniesienia. Niewiele pomagało zasypywanie wapnem.
- Od smrodu jeszcze nikt nie umarł - gadali do siebie nie zwracając uwagi na dławiący gardło i skręcający żołądek fermentujący fetor odchodów.
- Ale od kulki już niejeden - dodawali mając w pamięci widok kolegów biegnących do kloacznych dołów których dosięgały pociski francuskich strzelców wyborowych.
- Przez cholerną wojnę można, tak i tak, dupę stracić - dodawali filozoficznie.
W czasie wielkiej ofensywy pod Verdun która nie przyniosła Francuzom powodzenia, lecz ogromne straty ich odcinek frontu przesunął się o ponad kilometr w stronę małego francuskiego miasteczka zajmując opuszczone przez francuskich żołnierzy okopy gdzie zalegli do dzisiaj urządzając się w opuszczonych, solidnie wykonanych ziemiankach z myślą o przetrzymaniu w nich następnego roku walk, głodu i śmierci. Zagospodarowywali według wyniesionych z rodzinnego domu własnych potrzeb, możliwości i przyzwyczajeń. Ziemianka Jakoba była wystarczająco duża. Mieściła cztery prycze, drewnianą szafkę i zbity z kilku desek blat, szumnie zwany stołem wsparty na sosnowych krzyżakach. Na ścianie szeroka deska z wbitymi kołkami imitująca wieszak na płaszcze, obok solidny stojak na karabiny, ładownice i zapasowe skrzynki amunicji dla ich plutonu z którego pozostały zaledwie trzy drużyny o miernej wartości bojowej. Pomiędzy wieszakami wisiał duży, niepowtarzalny w kształcie krzyż z szeroko rozkrzyżowanym wizerunkiem Chrystusa wykonanym z miedzianej blachy. Karl, jedyny katolik w ich małej społeczności, wystrugał go ze strzaskanej pociskiem sosny, zdarł korę, żółtawe drewno wyszlifował bagnetem i pokrył towotem. Krzyż był naprawdę piękny stanowiąc powód dumy ich szóstej kompanii.
Jakob nie był klaustrofobikiem, ale z premedytacją zajął miejsce przy samym wejściu mając świadomość, że w przypadku bezpośredniego trafienia w ziemiankę nie posiada żadnej szansy przeżycia. Przy wejściu zasłoniętym kocami miał większe możliwości wydostania, aniżeli Edwin mający pryczę w głębi bunkra tuż obok rozpalonego do czerwoności piecyka. Karl, ślusarz z zawodu, wykonał go z pustej beczki po oleju. Wnętrze wymurował polnymi kamieniami. Całość połączył kilkoma kawałkami rur wyprowadzając końcówkę przez strop umocniony belkami. Obok prowizorycznego pieca sterta połupanego drewna i wielki skarb, pozostałe po poprzednikach, poukładane bryły brunatnego węgla przeznaczonego na czarną godzinę.
- Kiedyś przypali ci dupę, Edwin - prorokowali zazdroszcząc najlepszego ich zdaniem miejsca w ziemiance.
- Eee tam! Zaraz przypali - ripostował z uśmiechem.
- Niedługo zabraknie drewna - przypomniał Karl - Co wtedy?
- Już nie ma gdzie i czegokolwiek kraść - dodał feldfebel Eryk - Bieda.
- Pójdziemy do wioski, wywalimy kilka drzwi - buńczucznie Edwin.
[1] Nr. Personalny: LAC 782099 DB
[2] Obertyn w Mołdawii - świetne zwycięstwo hetmana Tarnowskiego nad Wołochami
[3] niem. Ordnung - porządek, nakaz
[4] Pionierzy - saperzy
[5] Wydawana przez redakcje W. Kulerskiego w Grudziądzu
[6] niem. Schulferien - wakacje
[7] Jochan był niemieckim plutonowym (Zugführer), który w 1920 r. pozostał w Grudziądzu. Pracował w zakładach mechanicznych Ventzke i Synowie
[8] Popularna nazwa piechoty
[9] Ochronka - dzisiejsze przedszkole
[10] westka - kamizelka
[11] Pomnik dłuta Edwarda Wittiga
[12] 4.8.1941 r. poległ w locie bojowym nad Holandią
[13] Słowa oryginalnego hymnu lotników
[14] Bernard był zawiadowcą stacji w Laskowicach Pom.
[15] niem. Schnelzug - pociąg pospieszy