2."Uratujmy kotka"
Pewnego dnia, mała kotka wybrała się na spacer. Myślała sobie, że to będzie nudna, mało ciekawa przechadzka. Jednak okazało się, że myliła się i to bardzo. Dlaczego? O tym przekonacie się czytając tą bajkę.
Kotka wabiła się Felka i była bardzo ciekawska, trochę głupiutka, roztrzepana. Wybrała się na ten spacer nie sama, ale towarzyszyli jej Filip i Kasia:
- Kasiu, patrz jak ta Felka szybko leci. Chodź szybciej, musimy ją dogonić i zobaczyć gdzie ona biegnie.
- Ok Filip, w takim razie chodźmy.
Felka tak pędziła, jak struś pędziwiatr, że Filip i Kasia ledwo za nią nadążali. Po upływie kilku minut okazało się, że ich kotka weszła do kanału znajdującego się nie daleko domu ich dziadków.
- Filip, patrz gdzie ona włazi? Czy Ty to widzisz? Ona włazi do kanału. Jaka ona jest nie mądra. Boję się, że może stąd nie wyjść.
- Kasiu, nie martw się o Felkę, ona przecież da sobie doskonale radę. Podobno mówi się, że koty zawsze spadają na cztery łapy, więc pewnie coś w tym przysłowiu jest.
- Ok Filip, chyba masz rację. Musimy spokojnie na nią poczekać. Może zaraz wyjdzie z tego kanału.
Minęło kilka minut, po upływie których Felka wyszła wreszcie z kanału:
- Filip, dlaczego ona jest taka nierozsądna i głupia? Kto to widział, żeby latać tak sobie po kanałach? Co ona sobie myśli? Chcę zostać kanalarzem może?
- Spokojnie Kasiu, nie ma co dramatyzować. Cieszmy się, że Felka wreszcie opuściła ten kanał i że jest jak widać nadal cała i zdrowa.
- No tak, jak zwykle masz rację. Cieszę się, że mam takiego mądrego i rozsądnego brata.
- Dziękuję Ci, ja natomiast cieszę się, że mam młodszą siostrę, z którą nigdy się nie nudzę. Twoje pomysły są często śmieszne, a nawet wręcz komiczne.
- Ok, dość opowieści o nas. Chodźmy lepiej śladami Felki.
Rodzeństwo towarzyszyło wiernie Felce w jej przygodach, ponieważ zarówno Kasia jak i Filip są ludźmi, którzy są wrażliwi i bardzo uczuciowi oraz leży im na sercu dobro zwierząt.
Po upływie kilku minut Felka uciekła w pole pełne chaszczy i rodzeństwu bardzo ciężko było ją znaleźć. Felka jak to kot, lubi biegać, bawić się z Filipem i Kasią oraz z ich Dziadkami.
- Felka, wyłaź wreszcie z tych chaszczy. Zimno mi już i chcę mi się wracać do domu. Babcia Kleodzia pewnie czeka na nas już z pyszną kolacją.
- Ok, w takim razie chodźmy.
W drodze do domu nasi spacerowicze spotkali Dziadka Zygmunta, który zaczął na nich krzyczeć, dlatego, że podeptali trawę na polu i zaczął skakać jak małpa, która jest głodna bo nie zjadła banana:
- Co Wy żeście najlepszego nawyrabiali? Jak to tak można mnie tutaj trawę podreptali chuligany jedne. Ja zaraz na Was na milicję zadzwonię. Niech przyjadą tutaj i zobaczą jakich szkód żeśta mnie nawyrabiali.
- Dziadku, daj spokój. Trawa nie długo odrośnie. Nie rób afery niepotrzebnej. Nie zrobiliśmy przecież niczego złego, oprócz podeptania Twojej pięknej trawy.
Mija kilka minut, w czasie których Zygmunt naprawdę zadzwonił na milicję:
- Dzień dobry Panie milicjancie! Wnuczki mnie podeptali trawę, proszę przyjedźta i ich aresztutjta.
- Co Pan plecie? Czy Pan jest może pijany?
- Nie, skąd. Ja jestem trzeźwy przez cały czas. Proszę przyjedźta.
- Dobrze, ktoś zaraz przyjedzie i to sprawdzi.
Po upływie pół godziny przyjeżdżają dwaj milicjanci:
- Dzień dobry Panie Zygmuncie! Co tutaj się stało? - zapytał jeden z milicjantów.
- Oni mnie, te dwa chłystki moją trawę podeptali. Aresztujta ich.
- Te dzieciaki? Co Pan plecie za farmazony? Widać już na pierwszy rzut oka, że te dzieci są grzeczne jak aniołki. Ukaramy, ale nie ich tylko Pana, Panie Zygmuncie, karą grzywny 500 zł, za bezpodstawne wezwanie nas tutaj.
- Ale jak to możliwe? - zapytał zdziwiony Zygmunt.
- Pan wymyśla sobie jakieś bajki, my przyjeżdżamy tutaj bez potrzeby. Załatwcie to między sobą. Tak będzie najlepiej. Proszę zapłacić karę grzywny w ciągu 14 dni, a dla swoich wnuczków postarać się być lepszym Dziadkiem. Spokojnie im wytłumaczyć w czym tkwi problem, a nie krzyczeć od razu wniebogłosy i siać niepotrzebną panikę.
- Przepraszam Panie milicjancie. To się już więcej nie powtórzy, obiecuję spróbować poprawić się.
- To dobrze, do widzenia.
- Do widzenia.
- Dziadku, przepraszamy Cię bardzo mocno. Do głowy nam nie przyszło, że tak się na nas zdenerwujesz za taki drobiazg - odparli jednogłośnie Filip i Kasia.
- Nie, Pan milicjant miał rację. To ja was przepraszam, że zachowałem się jak jakiś nie wiadomo kto, że zrobiłem nie potrzebnie z igły widły.
- Wybaczamy Ci Dziadku, jesteś kochany pomimo tego, że na nas nawrzeszczałeś. Kochamy cię bardzo mocno.
- Ja Was też kocham bardzo mocno drogie dzieci.
I w tym momencie gdy we trójkę Filip, Kasia i Dziadek Zygmunt przytulali się, wtedy przyszła Babcia Kleodzia:
- Chodźta na kolację, bo już zrobiłam. Zaraz wystygnie.
- A co nam dziś pysznego przygotowałaś Babciu Kleodziu? - zapytał Filip.
- To co lubicie najbardziej czyli pizzę z bekonem i podwójnym serem.
- Pychota, już idziemy.
- Jedzta drogie dzieci - zachęcała Babcia Kleodzia.