1.
Agnes Hillstr?m zaparkowała samochód przed blokiem. Było ciemno i padało. Przed klatką schodową z numerem 32 ujrzała żółtą karetkę i wóz patrolowy. Migający na niebiesko kogut karetki oświetlał fasadę z żółtej cegły, w oknach paliło się światło i widać w nich było ludzi.
Założyła kaszkiet, wyszła z samochodu i weszła pod taśmę zabezpieczającą rozciągniętą przed klatką schodową. Skinęła stojącemu w drzwiach funkcjonariuszowi.
- Otto jest na górze?
- Już czeka - odpowiedział.
Weszła do środka i skierowała się na pierwsze piętro. Blok przypominał jej własny. Był to starszy typ budownictwa, nie mieszkała tu żadna patologia. Miała wrażenie, jakby dobrze znała to miejsce.
Drzwi wejściowe do mieszkania po lewej stronie były uchylone. Popchnęła je i weszła do przedpokoju. Od razu rzuciły jej się w oczy poukładane przez techników plastikowe czerwone płyty do chodzenia. Przeszła po nich do dużego pokoju.
Na podłodze rozłożono worek na zwłoki, na którym spoczywało ciało kobiety ubranej w błękitne jeansy i koszulę. Jej kapcie z wielbłądziej wełny w kratę sterczały w górę.
Agnes dojrzała nieco krwi pod szyją, poza tym nie było widać żadnych innych widocznych obrażeń ciała. Obok zmarłej kucał ratownik, podczas gdy technik w nylonowym kombinezonie wykonywał zdjęcia.
Technik podniósł wzrok.
- Otto jest w kuchni. Musieliśmy ją zdjąć.
- Zdjąć? Skąd?
Mężczyzna wskazał głową w stronę kuchni.
- Vang ci powie.
Ostrożnym krokiem przeszła do kuchni, gdzie przy ścianie stał jej asystent, Otto Vang, z jeszcze jednym technikiem.
Otto się odwrócił.
- Musieliśmy przejść do działania - stwierdził.
- Co się stało?
Otto spojrzał na technika, który wskazywał na ścianę.
- W ścianie tkwi szpikulec przypominający wspornik do montowania podwieszanych półek z Ikei.
Agnes podeszła bliżej i zobaczyła szpikulec. Był to ostro zakończony bolec sterczący z mocowania w ścianie. Szpikulec był zakrwawiony, a pod nim ciągnęła się purpurowa smuga krwi.
Otto raportował:
- Przyjechaliśmy godzinę temu. Denatka nazywa się Marianne Holmegaard. Sześćdziesiąt dwa lata, wdowa. Znaleziona tuż przed osiemnastą przez sąsiadkę z góry, Birgitte Weischenk.
Agnes pokiwała głową.
- Ofiara stała oparta o ścianę i nie żyła?
- Właśnie tak. Sąsiadka przeżyła szok.
- Wyobrażam sobie. Dlaczego tu przyszła?
- Zapraszają się na zmianę na kolację. Porozumiewają się specjalnym sygnałem. Stukają w rury ciepłownicze, kiedy posiłek jest gotowy. Sąsiadka stukała, ale Marianne nie przychodziła, więc...
- Sama zeszła na dół. Mają klucze do swoich mieszkań?
- Na to wygląda.
- A gdzie jest teraz pani Weischenk?
Otto rozwarł szerzej oczy.
- Cóż, jest w szpitalu.
- Z jakiego powodu?
- Szok. Ratownicy myśleli, że to zawał, więc wezwali jeszcze jedną karetkę. Nie wiemy, w jakim jest stanie, wiadomo jedynie, że zawieźli ją do Glostrup.
- Jaki był przebieg? Jakieś hipotezy?
Otto odwrócił się w stronę tkwiącego w ścianie szpikulca.
- Wygląda to tak, jakby nadziała się na to plecami z bardzo dużą siłą. Pasuje wysokość, a jak wspomniałem, Birgitte Weischenk znalazła ją w pozycji stojącej.
- Mógł to być nieszczęśliwy wypadek.
- Tak, choć nie sądzę.
- Dlaczego?
- Bo upadłaby do przodu, gdyby ktoś nie przycisnął jej do ściany i nie zatrzymał w pozycji stojącej.
- Czy na ciele widać jakieś inne obrażenia?
- Ślady na prawym nadgarstku. Zmarła natychmiast, gdy szpikulec przeszył kręgosłup. Nie doszłoby do tego, gdyby jej nie przyciśnięto.
Agnes skinęła głową.
- No dobrze. Chcę mieć zeznania mieszkańców całej klatki schodowej. Kogo tutaj mamy?
- Andersena i Plouga.
- Okej. Poleć im, żeby ze wszystkimi porozmawiali. A ty w tym czasie zawieziesz mnie do Glostrup. Trzeba jak najszybciej przesłuchać Birgitte Weischenk.
Otto przytaknął i opuścił kuchnię, podczas gdy Agnes rozejrzała się dookoła.
Przytulne, nieco staroświeckie mieszkanie starszej kobiety. Marianne Holmegaard mieszkała tutaj od wielu lat.
Agnes przyglądała się wnętrzu z uczuciem, jakby patrzyła na coś dobrze znanego. Gustowny stół jadalny z czterema krzesłami, regał z książkami, które nosiły wyraźne znamiona czytania, sprzęt grający Bang & Olufsen z lat siedemdziesiątych, płyty gramofonowe, sofa o wełnianej tapicerce w kratę, na ścianie reprodukcja reklamy kawy Aage Sikker Hansena, przedstawiająca w ekstremalnie niepoprawny politycznie sposób piękną czarnoskórą dziewczynę, i duży dywan z włókna kokosowego na podłodze w dużym pokoju.
"Należymy do tego samego pokolenia", pomyślała. "To mógłby być mój dom, z niewielkimi różnicami".
Fikus benjamina obok lekko zabałaganionego biurka w jednym kącie pokoju, tani laptop, stojak z trzema zielonymi plastikowymi tacami na papiery.
Ani śladu nieporządku czy szamotaniny. Agnes poczuła rodzaj wspólnoty z denatką. "Niczym współsiostra", pomyślała. Tak się kiedyś mówiło.
Podszedł do niej ratownik.
- Jesteśmy gotowi, żeby ją przenieść. Nie masz nic przeciwko?
- Nie, bierzcie się do roboty.
Usłyszała furkot zapinanego plastikowego suwaka w grubym, czarnym worku na zwłoki.