ROZDZIAŁ 3
Lipowo.
Piątek, 23 grudnia 2022. Popołudnie.
Malwina Górska
Malwina poczekała, aż we trzy usiądą wokół okrągłego stołu. Odblokowała telefon i wyszukała aplikację z pocztą. Czuła, że gardło jej się ściska. Bała się ich reakcji. Nie chciała znów usłyszeć, że nie potrafi się pogodzić z odejściem Daniela. Zresztą tak naprawdę wszystko jedno, co powiedzą. Zamierzała doprowadzić sprawę do końca. Z ich pomocą czy bez. Warto jednak chociaż spróbować przekonać je, że powinny jej pomóc.
- Mam taki oficjalny adres e-mail do kontaktu z czytelnikami - wyjaśniła. - Nie nadążam odpisywać na wszystkie, ale staram się chociaż czytać te wiadomości. No i dziś dostałam na ten adres anonim. Zaraz wam przeczytam.
- Malwinko... - zaczęła Maria dobrotliwie.
Pisarka nienawidziła tego dobrodusznego, kojącego spojrzenia matki Daniela. Wiedziała, że starsza pani chce dobrze, ale to nie pomagało. Ucieszyła się, że Klementyna uciszyła starszą panią krótkim syknięciem.
- Dzień dobry! Piszę w sprawie Daniela Podgórskiego - zaczęła czytać. Głośno i wyraźnie. Jakby to mogło nadać listowi jeszcze więcej mocy. - Być może będzie Pani zainteresowana. Nie chcę, żeby mnie w to mieszano, więc powiadamiam Panią anonimowo. Proszę o uszanowanie mojej decyzji. W sprawie śmierci Daniela Podgórskiego jest mała nieścisłość. Nie wiem, czy ona cokolwiek znaczy. Prawdopodobnie nie. Być może to tylko fałszywy alarm, ale nie daje mi to spokoju. Mały ślad pominięty w dokumentacji. Ostatnio znaleziono u nas kolejnego trupa. Sprawę szybko zamknięto. To może, ale nie musi być powiązane. Dziwne jest też, że siostra Mikołaja tak szybko się wycofała. Nie wróciła do Puszczykowa od zeszłego roku, a niby taka była nastawiona na odkrycie prawdy. Nie powiadamiam jej, bo jej nie ufam. Pani nie znam, ale czuję, że warto komuś powiedzieć. To wszystko. Proszę nie tracić czasu i do mnie nie pisać. Żadnych wiadomości nie odczytam i się nie odniosę. Pozdrawiam.
W saloniku Marii Podgórskiej zapadła cisza, przerywana tylko tykaniem dochodzącym z kuchni. To był staromodny minutnik, który Maria zawsze nastawiała, kiedy piekła ciasta. Zdaniem Malwiny było to niepotrzebne. Matka Daniela i bez tego bezbłędnie wyczuwała, kiedy jej wypieki są gotowe. Miała jakąś magiczną intuicję, której pisarce zdecydowanie brakowało. Kiedy Malwina usiłowała coś piec, zawsze wychodził jej zakalec.
- Co o tym sądzicie? - zapytała w końcu, kiedy milczenie zaczęło się przeciągać. Nie mogła znieść tej ciszy.
- Myślę, że powinnaś już zamknąć temat jego śmierci - powiedziała w końcu Maria.
Ta znowu swoje. Malwina poczuła, że ogarnia ją gniew.
- Zamknąć temat jego śmierci? - zapytała ze sztucznym spokojem. - A może to wy nie macie odwagi się z tym tematem zmierzyć? Podobno Daniel się zapił. Ale ja w to nie wierzę. Obiecał mi, że nie będzie pił. Wiem, że dotrzymał obietnicy. A teraz ten mail.
- Malwinko... - szepnęła Maria. - Nie widziałaś Daniela, kiedy... no kiedy miał te problemy. Jeszcze go nie znałaś. Jestem jego mamą i bardzo go kochałam, ale wtedy... on się zmieniał. To jest choroba. Oszukiwał, kłamał, ukrywał nałóg. No i najwyraźniej ta słabość znów go dopadła.
- Po co w takim razie ten ktoś do mnie napisał? - zapytała Malwina. Uniosła telefon. - A może sugerujesz, że sama to sobie wysłałam?
- Ależ nie...
- To jak wytłumaczysz maila? - zaatakowała Malwina.
Może nie powinna mówić do starszej pani tym tonem, ale nie mogła się powstrzymać. Zerknęła w stronę Kopp, żeby sprawdzić, co emerytowana komisarz o tym myśli, ale twarz Klementyny była nieprzenikniona. Błąkał się po niej tylko niewiele mówiący krzywy uśmieszek.
- Pokłóciliście się... No i była ta kobieta. Ta Katarzyna - powiedziała Maria.
Tak naprawdę się nie pokłócili. Nie w ścisłym tego słowa znaczeniu. Daniel stwierdził, że się wyprowadza, bo potrzebuje czasu, żeby wszystko przemyśleć. W Lipowie pojawiła się bowiem pewna tajemnicza kobieta. Kryła się pod wymyślnym makijażem wiedźmy. Kiedy go zmyła, okazało się, że wygląda niemal identycznie jak Emilia Strzałkowska. Malwina nie znała dawnej partnerki Daniela. Widziała jednak reakcje Podgórskiego i reszty. Zachowywali się, jakby zmarła policjantka powróciła.
- Katarzyna Katarzyną - zaatakowała pisarka. - Ktoś do mnie napisał, czyli ktoś jeszcze, oprócz mnie, uważa, że Daniela zamordowano.
Kopp odchrząknęła głośno. Spojrzały na nią.
- Czekaj. Stop. W tym liście nie napisano, że go zamordowano - oznajmiła. Słowa jak zwykle wypluwała niczym z karabinu maszynowego. Trzeba się było do tego przyzwyczaić, żeby ją zrozumieć.
- Jakie to ma znaczenie, czy napisano to wprost, czy tylko zasugerowano? - zapytała Malwina. Tym razem bez gniewu. W tonie Klementyny nie słyszała protekcjonalności. To ją uspokoiło.
- Wszystko może mieć znaczenie - odparła emerytowana komisarz. - Nie zapominajmy o tym, bo wtedy można coś przeoczyć. Nie popełnijmy tego błędu.
Liczba mnoga. To jeszcze bardziej uspokoiło pisarkę. Może jednak nie będzie z tym sama. Mówiła sobie, że podoła sama, ale nie zmieniało to faktu, że chciała, żeby jej pomogły.
- Ta Katarzyna od początku mi się nie podobała - mówiła dalej Kopp. - Nie ufam jej. Nie wiemy na przykład, po co w ogóle przyjechała do Lipowa. Zjawiła się ot tak.
Tajemnicza kobieta przewinęła się przez ich ostatnie śledztwo. Kupiła dom nad Jeziorem Szramowskim i kryła się tam pod pretekstem pracy nad motankami, czyli magicznymi laleczkami. Sprzedawała je przez Internet. Wiedźmi makijaż może i był częścią jej roboczego image'u, ale Malwina podejrzewała raczej, że miał on na celu ukrycie jej twarzy. Być może nie chciała, żeby wszyscy od razu zauważyli jej niesłychane podobieństwo do zmarłej Emilii Strzałkowskiej.
- Musiała mieć jakiś powód - powiedziała pisarka. - To nie może być przypadek, że zjawia się tu kobieta o wyglądzie Strzałkowskiej. Akurat u nas. Potem rozmawia z Danielem i on niedługo później umiera.
- Katarzyna zabrała Daniela do swojej rodzinnej wsi, gdzieś pod Warszawą. Tyle wiem - odezwała się Maria. Minutnik w kuchni zaczął głośno dźwięczeć, ale starsza pani zupełnie go zignorowała. - Pojechał z nią i tam to się stało. W tym Puszczykowie.
Pisarka skinęła głową. Tyle to i ona wiedziała. Katarzyna przyjechała do Lipowa na pogrzeb Podgórskiego i powiedziała im, jak to się odbyło - a przynajmniej swoją wersję. Pojechali jakoby do jej rodzinnej wsi, pokłócili się i Daniel poszedł do swojego pokoju hotelowego. Tam się upił i Katarzyna znalazła go rano martwego. Zajęła się tym oczywiście tamtejsza policja i prokuratura. Wykonano sekcję zwłok, wykluczono udział osób trzecich. Medyk sądowy orzekł, że Daniel zatruł się alkoholem. Tak to wyglądało w skrócie.
Malwina tysiąc razy obiecywała sobie, że pojedzie do Puszczykowa i spróbuje dowiedzieć się więcej. Ciągle jednak brakowało jej siły, mimo że oficjalna wersja zupełnie jej nie przekonała. Teraz nie zamierzała siedzieć bezczynnie. Nie po otrzymaniu takiego maila.
- Spoko. Ale! Zastanawiam się, dlaczego ten ktoś napisał akurat teraz - powiedziała Kopp, jakby słyszała myśli pisarki. - Daniel umarł w listopadzie zeszłego roku. Trochę wody od tego czasu upłynęło, co?
- Najwyraźniej pojawiły się jakieś nowe fakty. W archiwum X nawet po latach odkrywają różne rzeczy.
Kopp potarła ogoloną na łyso głowę, jakby sprawdzała, czy włosy trochę już odrosły.
- A o co chodzi z tą siostrą Mikołaja? - zapytała Maria. - Co to w ogóle za Mikołaj? Katarzyna nic nie wspominała.
Minutnik nadal brzęczał uparcie. W powietrzu dało się wyczuć lekki zapach spalenizny. Maria zerwała się na równe nogi, jakby dopiero teraz usłyszała ten irytujący dźwięk - chyba po raz pierwszy w życiu przypaliła ciasto - i pobiegła do kuchni. Dało się stamtąd słyszeć przytłumione przekleństwa. W końcu Maria pojawiła się w drzwiach z miną winowajczyni.
- Przepraszam, przepraszam - powtarzała. Postawiła na stole dymiącą blachę z ciastem. - Makowczyk stracony!
Zabrzmiało to, jakby za sekundę świat miał się skończyć. Malwina nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Kopp wytrwała tylko moment dłużej. Po chwili śmiały się już wszystkie. To było przyjemne i oczyściło napiętą atmosferę.
- Jeśli chodzi o tego Mikołaja - zaczęła pisarka, kiedy już się uspokoiły - to pogrzebałam trochę w Internecie, bo oczywiście mnie też to zainteresowało. Już po wpisaniu Mikołaj i Puszczykowo wyskakuje cała masa artykułów. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tego. Chodzi o morderstwo. A właściwie kilka morderstw. W Puszczykowie znaleziono cztery trupy. Ciała ukryte były w pobliskiej studni i obok niej. Trzy kobiety i mężczyzna. Skazano za to niejakiego Mikołaja Z. Obecnie trzydzieści dwa lata. No i uważam, że ta nasza tajemnicza Katarzyna jest właśnie siostrą Mikołaja Z.
- Skąd ten wniosek, co? - zapytała Kopp.
- Pod jednym z artykułów, w sekcji komentarzy, ktoś napisał, że "siostra przytargała policjanta, ale braciszka z tego nie wyciągnęła". Coś w tym stylu. Brzmi wystarczająco przekonująco? Siostra przytargała policjanta. To musi być o niej i o Danielu.
- Lepiej nigdy niczego nie zakładać - upomniała ją Kopp.
- Katarzyna zabrała tam Daniela, żeby pomógł oczyścić tego Mikołaja? - zapytała Maria. Oderwała kawałek spalonego makowca i spróbowała. Skrzywiła się, ale przełknęła kilka kęsów. - To nie były zwykłe odwiedziny w rodzinnej wsi? Oszukała nas?
- Albo przemilczała prawdę.
- Danielek nic mi o tym nie wspomniał - poskarżyła się Maria. - Pojechał i tyle.
- Mnie też nic nie powiedział - mruknęła Kopp zamyślona.
- Mnie tym bardziej. No ale to było już po tym, jak się ode mnie wyprowadził... W każdym razie można powiedzieć, że z jakiegoś powodu trzymał to w tajemnicy przed nami wszystkimi. Dlaczego?
- Może to pomysł tej Katarzyny - zastanawiała się Klementyna. - Przekonała go, że nie powinien mówić, o co chodzi. Może szantaż, może pogrywanie na emocjach. Jej wygląd na pewno mógł to ułatwić.
Kopp najwyraźniej nie ufała tajemniczej sobowtórce Strzałkowskiej. Malwina miała podobne odczucia. Jeśli Katarzyna zabrała Podgórskiego do Puszczykowa, żeby rozwiązać jakąś sprawę, dlaczego nie wspomniała im o tym ani słowem na jego pogrzebie? Odpowiedź była bardzo prosta: nie chciała, żeby ją winiły za jego śmierć. Czy to oznaczało, że się do niej przyczyniła? Pisarka nie mogła z czystym sumieniem potwierdzić. Nie mogła też jednak tego wykluczyć.
- Znów wracamy do podobieństwa Katarzyny do Emilii - powiedziała. - To nie może być przypadek. Może więc cała sprawa jest związana ze Strzałkowską? Może dlatego Daniel milczał?
- Uważasz, że to może być prawdziwa Emilia? - zapytała Maria powoli. - Znaczy, że Katarzyna to Strzałkowska? To chyba niemożliwe. Przecież na cmentarzu jest grób Emilii.
Starsza pani zrobiła znak krzyża na piersi. Palce miała w maku i lukrze ze spalonego ciasta.
- Czekaj. Stop. Strzałkowska nie żyje. Widziałam jej ciało. Zresztą ta kobieta nigdy nie twierdziła, że jest Emilią - przypomniała Kopp. - Ale! Nic też nie tłumaczyła.
- Tylko że tak naprawdę jej nie pytałyśmy. - Maria podsunęła im makowiec. Tym razem chyba bardziej z przyzwyczajenia niż faktycznej chęci poczęstowania ich spalonym wypiekiem. - Chyba ani razu. A przynajmniej ja nie pytałam, co ją łączy z Emilią. A wy?
Żadna nie odpowiedziała.
- Chyba uznałyśmy, że będzie jeszcze czas, prawda? - podjęła więc Maria. - A potem był pogrzeb... ona tylko wpadła i wyjechała... Powinnyśmy były zapytać.
- Dziwne jest też, że siostra Mikołaja tak szybko się wycofała. Nie wróciła do Puszczykowa od zeszłego roku, a niby tak była nastawiona na odkrycie prawdy - przeczytała Malwina z maila. - Nie wiem, jaki to ma związek z Emilią, ale jeśli mam rację, to Katarzyna pojechała do Puszczykowa oczyścić brata z zarzutów i wplątała w to Daniela. Tylko że zrezygnowała z poszukiwań, kiedy Daniel umarł. Może wpadli na jakiś trop? Przestraszyła się i nie chciała też ucierpieć? Czy może od początku chciała zapędzić go w pułapkę?
Ostatnie pytanie zabrzmiało dramatycznie. Pisarka żałowała trochę, że je zadała. Obawiała się, że znów będą patrzeć na nią jak na histeryczkę. O dziwo, nic takiego się nie stało. Zarówno Klementyna, jak i Maria pogrążone były w myślach.
- Ta Katarzyna od początku mi się nie podobała - przypomniała Kopp. - Nie ufam jej ani trochę. W tym akurat się zgadzam z twoim Anonimem. Zauważ, że ta osoba nie chciała powiadamiać Katarzyny. Być może więc uważała, że ona jest w to zamieszana.
- O tym właśnie mówię - przyznała Malwina. Widziała, że Klementyna zainteresowała się sprawą. Czuła wielką ulgę. Wreszcie nie była z tym sama.
- Ten Anonim to ktoś stamtąd? - zapytała Maria. - Z tego Puszczykowa?
- Chyba tak. Ten ktoś napisał przecież: ostatnio znaleziono u nas kolejnego trupa. - Pisarka podkreśliła u nas, uderzając w ekran telefonu. - Próbowałam szukać, ale tym razem w Internecie nic nie znalazłam. O Mikołaju Z. było mnóstwo artykułów, więc gdyby ktoś znów tam umarł, chyba zostałoby to opisane. A tu cisza.
- Czekaj. Stop. Chyba że niewiele osób o tym wie. Ale! Wtedy to również stawia przed nami pytanie, jaka jest rola autora tego e-maila w całej sprawie.
- Wie o tym, bo morduje? - zasugerowała Malwina. Zadrżała na samą myśl, że być może napisał do niej morderca.
- Kto wie. - Kopp wzruszyła ramionami. - Może tak, może nie. Może trwa jeszcze śledztwo i policja nie ujawniła szczegółów. Może nawet poprosiła prasę o niepisanie o tym dla dobra śledztwa. Choć pismaki rzadko respektują takie prośby.
Pisarka wiedziała, że Kopp nie darzy przedstawicieli czwartej władzy sympatią. Nie zaskoczył jej więc ostry ton emerytowanej policjantki.
- Jeśli ta osoba jest z Puszczykowa, to może wiedzieć o trupie, bo tam mieszka i na przykład go widziała - wtrąciła się Maria. - To tak jak u nas: w małych wioskach wszyscy wszystko wiedzą.
Malwina zdążyła już odszukać Puszczykowo w Internecie. To było niewielkie miasteczko. Większe jednak niż Lipowo. Obok znajdowała się mniejsza miejscowość, która nazywała się Puszczykowo kolonia. To tam znaleziono w studni trupy.
- Tylko po co morderca by do mnie pisał? Katarzyna chce oczyścić brata, nie udaje jej się. Umiera Daniel. Medyk stwierdza, że to rezultat powrotu do nałogu. Nikt nie jest podejrzany. Po co w takim razie ten ktoś by do tego wracał? Mordercę chyba możemy wykluczyć.
Kopp wzruszyła ramionami. Jej mina mówiła, że widziała już naprawdę wiele. Przedwcześnie postarzała skóra stanowiła doskonałą ilustrację tego, jakie życie wiodła emerytowana komisarz.
- Ten ktoś pisze anonimowo i nie chce, żeby go w to mieszano - kontynuowała swoje przemyślenia Malwina. - Najpewniej się boi. Czyli morderca nadal może być w Puszczykowie. I bardziej niż prawdopodobne, że zabił też Daniela. A żyje tam sobie spokojnie jakby nigdy nic. Wigilia czy nie, zamierzam tam pojechać i go znaleźć.
- Przeczytaj mi to zdanie o dokumentacji - poprosiła Kopp, ignorując jej deklarację.
Pisarka znów odblokowała telefon.
- W sprawie śmierci Daniela jest mała nieścisłość. Nie wiem, czy ona cokolwiek znaczy. Prawdopodobnie nie. Być może to tylko fałszywy alarm, ale nie daje mi to spokoju. Mały ślad pominięty w dokumentacji.
- Policjant? - zastanawiała się Maria. - Bo kto inny wiedziałby, co jest w papierach i że coś pominięto?
- Jeśli tak, to wdepniemy w jakąś większą aferę - powiedziała Kopp.
Wcale nie wyglądała na niezadowoloną.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI