1
Valerie
- Popraw to. - Valerie wskazała Suzie stół dla głównych gości wieczoru.
Suzie przewróciła oczami.
- Wiesz w ogóle, dla kogo to robisz? - zapytała.
- Dla ludzi, którzy oczekują najwyższej jakości usług - odparła Val, notując coś w swoim kalendarzu.
- Dla młodych ludzi - poprawiła ją Suzie. - Myślisz, że ktoś zwróci uwagę na to, że te butelki nie stoją idealnie na środku stolika?
- Nieważne. Popraw, proszę.
Suzie wymamrotała coś od nosem, ale Val nie usłyszała już co, bo z kuchni jak strzała wyleciał kucharz, niosąc przed sobą dwa talerze.
- Musisz spróbować! - zawołał swoim przejętym głosem. - Jestem w kropce!
Popatrzyła na dwa identyczne talerze i potrawy na nich. Szef kuchni był świetny w tym, co robił. Miał pasję i niesamowite wyczucie smaku. Ale jego perfekcjonizm potrafił czasem dobijać.
Valerie udawała, że uważnie próbuje potrawy z pierwszego, później z drugiego talerza i, choć według niej smakowały tak samo, wskazała na pierwszy. Szef, dumnie unosząc podbródek, krzyknął, że wszystkich ze swojej kuchni pozwalnia, bo nawet taki laik jak ona wie, co jest lepsze. Kiedy zniknął za drzwiami, odwróciła się, żeby znów spojrzeć na salę, i zastanowiła się nad słowami Suzie. Faktycznie, nawet dobrze nie sprawdziła, dla kogo robi tę imprezę. Wiedziała jedynie, że to ludzie związani z przemysłem informatycznym. Dobre i to.
Nie zdążyła się dobrze rozejrzeć, bo Suzie zawołała ją do sprawdzenia ilości i jakości napojów na wieczór. Val zaczęła się zastanawiać, czy nie zamówiła zbyt dużo alkoholu. Skoro to młoda banda, kto wie jak to wszystko może się skończyć. Żeby tylko nie narobili zbyt dużych szkód, jeśli spotkanie po konferencji zamieni się w balangę do późnych godzin nocnych.
***
O cholera...
Takiej liczby dziennikarzy Valerie się nie spodziewała. Choć sala konferencyjna ich pomieści, to jednak Val była pewna, że część z nich po prostu się wprosiła, oczekując taniej sensacji. Nie pierwszy i nie ostatni raz zdarza się coś takiego. Sprawdziła, czy prezentuje się wystarczająco profesjonalnie, i wyszła ze swojego biura, żeby dołączyć do właściciela hotelu i zacząć witać gości. Nie znosiła swojego szefa. Był znany z tego, że miał lepkie ręce i Valerie potrafiła często się o tym przekonać. Jednoznaczne teksty, dotknięcie ramienia czy objęcie w talii były na porządku dziennym i Val po prostu nauczyła się zaciskać zęby.
Tony był kolegą Adama.
- Widzę, że zachowałaś profesjonalizm. Jak zawsze zresztą - wymamrotał do jej ucha, kiedy stanęła obok niego.
Jego woda kolońska była okropnie dusząca i Val omal nie zakaszlała. Miała nadzieję, że szybko się odsunie, bo zacznie się dusić i ludzie będą patrzeć na nią jak na wariatkę. Goście powoli zaczęli wchodzić i chyba tylko to uratowało ją przed omdleniem. Wiedziała jednak, że Tony nadrobi później.
Oczy Val robiły się coraz większe i większe z każdą kolejną osobą przekraczającą próg hotelu. Nikt, do cholery, nie mówił, że to będzie konwent miłośników steampunka i anime!
Ze zdumieniem patrzyła na kolorowe włosy dwóch dziewcząt, które definitywnie nie były bliźniaczkami, ale za takie chciały być uznawane. Ubrane w minispódniczki w kratkę i gorsety, na nogach new rocki na platformach, w oczach kolorowe soczewki. I ażurowe rękawiczki do łokci. Ale Val musiała przyznać, że były bardzo uprzejme, bo grzecznie się przedstawiły. Jedna jako Heaven, druga jako Hell.
Chłopak za nimi był żywcem wyciągnięty z teledysku kapeli Gorillaz. Miał na sobie szerokie spodnie i za dużą bluzę dresową z kapturem naciągniętym na głowę. Dłonie wsunięte w kieszenie spodni, rękawy podciągnięte, na nadgarstkach zawiązane rzemyki. Nie podał nikomu ręki, tylko skinął głową, uznając obecność witających. Tuż za nim weszła bardzo ładna brunetka, ze starannym makijażem, ubrana w koszulkę wsuniętą w rozkloszowaną spódnicę, na nogach militarne buty.
Piękna.
Obok niej szedł ubrany od góry do dołu na czarno chłopak. Dyskutowali o czymś zawzięcie. W porównaniu do przyjaciół wyglądali na całkiem normalnych. Jakby znaleźli się tu przypadkowo i nie byli częścią zespołu, który był powodem całego zamieszania.
- Jeszcze nasza gwiazda wieczoru. - Uśmiechnął się młody mężczyzna. - Ale przyjedzie oddzielnie.
- Oczywiście. - Tony uprzejmie skinął głową.
- Zaczekam. - Val wyprostowała się nieco.
- A ja zaprowadzę państwa do sali konferencyjnej. - Tony wskazał dłonią wąski korytarz i nie omieszkał drugiej ręki położyć na plecach pięknej brunetki.
Valerie odetchnęła głęboko. Biedna dziewczyna wpadła w szpony hieny. Val nagle poczuła zmęczenie i nawet ziewnęła. Ostatnio nie sypiała dobrze, Adam też wydawał się bardziej milczący. Być może miał gorący okres w pracy. Wiedziała, że lepiej nie pytać. Adam lubił święty spokój. Zresztą i tak niewiele mógłby jej powiedzieć, bo obowiązywała go tajemnica zawodowa.
Kiedy usłyszała warkot motocyklowego silnika, domyśliła się, że to "gwiazda wieczoru". Podeszła do szklanych drzwi prowadzących na parking dla VIP-ów, gdzie zobaczyła mężczyznę siedzącego na czarnym sportowym motocyklu. Jeszcze będąc w kasku, rozpiął kurtkę i zdjął rękawice, które położył na baku. Valerie nie mogła opanować myśli, co te duże dłonie potrafiłyby zrobić... Potrząsnęła głową, odpychając głupie pomysły. Przecież od czasu, gdy jest z Adamem, nawet nie popatrzyła na innego mężczyznę, więc jakim cudem samo spojrzenie na dłonie tego człowieka przyspieszyło znacząco bicie jej serca?
Ale najgorsze było dopiero przed nią. Kiedy motocyklista zsiadł i zaczęła podziwiać jego szerokie plecy, zdjął kask i kurtkę. Puls Val znów przyspieszył, gdy zobaczyła starannie przycięte z tyłu i po bokach, pozostawione dłuższe na czubku głowy, kasztanowe włosy, zbudowane barki w opinającym je czarnym T-shircie, wąską talię i długie nogi w skórzanych spodniach. Nabrała powietrza w płuca i zamknęła na moment oczy. W głowie powtarzała jak mantrę imię swojego męża.
Uspokój się, uspokój się...
Wtedy mężczyzna odwrócił się, a Val omal nie zemdlała. Ale miała objawy utraty przytomności. W głowie wirował helikopter, temperatura ciała podskoczyła, natychmiast zabrakło tlenu chyba we wszystkich komórkach organizmu i poczuła, że zaczyna się chwiać na miękkich nogach. Mężczyzna ruszył w jej stronę i natychmiast wyłapał spojrzenie Val.
Może mnie nie pamięta, może mnie nie rozpozna... Proszę, proszę, proszę...!
Kiedy jednak przekroczył próg, stanęła oko w oko z demonem przeszłości, przez którego musiała wyjechać z Carlise, swojego rodzinnego miasteczka. Nadal wyglądał niebiańsko. Miał piękne brązowe oczy i idealnie pasujący zarost. Aż się prosił, by go dotknąć.
- Proszę, proszę - odezwał się, uśmiechając jak Joker. - Kogo my tu mamy.
Ten głos... Już gdy wyjeżdżała z miasteczka, młodzieńczy, ale głęboki i silny tembr przyprawiał ją o dreszcze. W jednej chwili przed oczami Val pojawiło się ich ostatnie spotkanie, kiedy łkając, oznajmiła mu, że musi wyjechać.
***
Nie mogła żyć z myślą, że on jest dla niej kimś więcej niż tylko przyjacielem jej brata. Gdy mówiła mu, że widzą się ostatni raz, nie umiał tego pojąć. Zmarszczył brwi i próbował odnaleźć jej spojrzenie, którym uciekała wtedy od niego.
- Ale dlaczego, V? - pytał łagodnie. - Wytłumacz mi, dlaczego musisz wyjechać.
Nie potrafiła mu wyjaśnić. Nie chciała. Był arogancki i opryskliwy, nie zrozumiałby. Poza tym traktował ją jak kolejne trofeum do swojej kolekcji. Dlatego wolała zniknąć. I kiedy tak uciekała przed jego wzrokiem, po raz pierwszy doszło między nimi do fizycznego kontaktu. Raptem złapał ją za biodra, przycisnął do siebie i zmusił, by popatrzyła mu w oczy, ale dla niej to było naprawdę dużo.
- Dlaczego?! - rzucił ponownie.
Zrozumiała, że był zły, bo coś poszło nie po jego myśli. Ale w jego spojrzeniu dostrzegła także frustrację i strach, a to zasiało w niej ziarno niepewności, czy dobrze robi. To, co do niego czuła, było niepoprawne i świetnie zdawała sobie z tego sprawę. Dlatego błyskawicznie odepchnęła go od siebie i odeszła bez słowa, nie odwracając się, choć ją wołał.
***
Wtedy widzieli się ostatni raz i ostatnią osobą, której się tu teraz spodziewała, był on.
- Valerie White. - Podszedł bliżej i złapał ją za rękę.
Powinna była od razu mu ją wyrwać, ale zaskoczona jego gestem poddała mu się. Pocałował ją w wierzch dłoni i kciukiem potarł kostki.
- Wyszłaś za mąż - stwierdził, wskazując głową na obrączkę na palcu.
Wtedy rzeczywistość powróciła do niej jak bumerang i Val szybko wyrwała rękę z uścisku.
- Tak. - Odchrząknęła, starając się odzyskać głos.
Boże, on nadal onieśmielał ją jak nastolatkę, którą przestała być kilka lat temu.
- Kurwa, wciąż jesteś taka piękna. - Pokiwał głową.
I dalej nie wiedziała, co ma odpowiadać na jego słowa.
Do cholery! Co się ze mną dzieje?!
- Ty też... nie wyglądasz najgorzej - wymamrotała.
Jego szczery śmiech był muzyką dla jej uszu. Uwielbiała, kiedy przychodził do jej brata, Małego Joe, i mogła słuchać jego śmiechu.
- Zaprowadzę cię do sali konferencyjnej. - Postanowiła wrócić do swojego profesjonalnego tonu.
Była w pracy, jakby na to nie patrzeć.
- Reporterzy już są, twoi... znajomi też - zawahała się przy doborze słownictwa.
Nie znała tych ludzi.
Gdy nie usłyszała kroków za sobą, odwróciła się i spojrzała na niego. Stał i ewidentnie gapił się na jej pupę. Przewróciła oczami, mamrocząc pod nosem, że nic się nie zmienił. W tym samym momencie z sali wybiegła piękna brunetka w spódnicy i militarnych butach. Podbiegła do niego i śmiejąc się delikatnie zawisła na jego ramieniu.
- Wszyscy na ciebie czekają, V - oznajmiła.
Valerie nie potrafiła ukryć zdziwienia tym, jak dziewczyna go nazwała. Przecież to on tak zawsze zwracał się do niej, kiedy jeszcze mieszkali w Carlise. Zresztą, to już nieważne. To przeszłość, zamknięty rozdział. Ale czy na pewno? Valerie, czując delikatne ukłucie zazdrości, odwróciła się, chcąc jak najszybciej zniknąć w bezpiecznym kącie z tyłu sali, gdzie było jej miejsce i gdzie uspokoiłaby skołatane nerwy. Nie mogła zaprzeczyć, że Lucas i ta kobieta pięknie razem wyglądają.