"Ma dwa tysiące lat", zaznaczył ojciec, umieszczając na mojej dłoni mały srebrny krążek. Wciąż jeszcze lśnił, był chłodny w dotyku, niewiększy od jednopensówki. Mój młody mózg nie był wówczas w stanie - i wciąż przychodzi mu to z trudem - objąć takich połaci czasu. Moneta była starsza niż obie wojny światowe, starsza niż Shakespeare; kiedy Harold został ugodzony strzałą w oko w bitwie pod Hastings, istniała już od około tysiąca lat.
Szczegóły się nieco zatarły, lecz gdy przyjrzałem się monecie bliżej, udało mi się odczytać litery znanego mi alfabetu. Napis otaczał profil mężczyzny o stanowczym spojrzeniu, które zdawało się sięgać znacznie poza obręb krążka; jakby wybiegało ku następnemu posunięciu. Może jeszcze nie potrafiłem zrozumieć, jak wiekowa jest ta moneta, ale moją uwagę natychmiast przykuł człowiek, którego portret został na niej odciśnięty. Ojciec wkrótce mi wyjaśnił: "To rzymski cesarz Trajan". Rządził niegdyś imperium rozciągającym się od Szkocji po Irak. Za tę monetę, zwaną denarius, mógłbym wówczas kupić chleb na każdym krańcu tamtego imperium.
Patrząc na ostry profil rzymskiego cesarza, trudno było nie zadać sobie pytania, jak doszło do tego, że stał się on najpotężniejszym człowiekiem starożytnego świata. Jego podobizna spoczywała teraz na mojej dłoni, podczas gdy niegdyś to w jego rękach był los milionów ludzi. Jak wyglądałoby teraz spotkanie z nim? Co pomyślałby o naszej epoce: o dzieciach i rodzicach wpatrujących się w monetę, powtarzających jego imię, wspominających jego dokonania po ponad dwóch tysiącleciach? Im więcej myślałem o wszystkim, czego świadkiem musiał być ten lśniący denar przez stulecia, tym wyraźniej czułem pulsowanie monety w dłoni.
Srebrny denar rzymskiego cesarza Trajana, panującego w latach 98-117 n.e., w dłoni autora.
"Niech to będzie pierwsza moneta w twojej kolekcji", powiedział ojciec.
Kilka dziesięcioleci i niezliczoną liczbę rzymskich monet później mogę potwierdzić, że w tamtej chwili monety zawładnęły moją wyobraźnią. W mojej dłoni znalazło się okno na świat zaludniony przez niezwykłe postacie, które z jednej strony dysponowały niemal boską władzą, a z drugiej ulegały typowo ludzkim słabościom. Nie istniał w nim prosty podział na bohaterów i łotrów. Każdy triumf splatał się z tragedią, a co najlepsze: nic z tego nie było literackim zmyśleniem, lecz wydarzyło się naprawdę. Wzloty i upadki tych ludzi przypominały opartą na faktach epicką powieść, a wiele najbardziej dramatycznych momentów można było wyczytać właśnie z małych metalowych krążków.
Monety - być może silniej niż jakikolwiek inny przedmiot - oferują nam bezpośrednio uchwytną łączność z czasami zamierzchłymi. Ich wynalezienie w VII wieku p.n.e. przypada na okres niezwykłego przebudzenia ludzkiego intelektu: słusznie zauważono, że wszędzie tam, gdzie człowiek zaczynał racjonalnie myśleć, natychmiast pojawiały się pieniądze1. Od tego czasu pieniądze są naszym bliskim, fizycznie obecnym towarzyszem. Z troską przechowujemy je i nosimy przy ciele. Projektujemy je tak, by się mieściły w dłoni - i aby można je było przekazywać z ręki do ręki, zarówno bliskim, jak i nieznajomym. To wokół pieniędzy ogniskowała się znaczna część międzyludzkich kontaktów na przestrzeni dziejów. Niebawem w relacji człowieka z pieniądzem pojawił się element magiczny: do dziś wrzucamy monety do fontann czy stawów, wypowiadając przy tym życzenie. Wmurowujemy je w fundamenty budynków, nosimy jako amulety, ukrywamy w potrawach i wręczamy jako prezenty.
Monety powstały jako wygodne, masowo produkowane środki wymiany handlowej, szybko jednak stały się czymś więcej. Starożytni traktowali metalowe krążki jak płótno, na którym mogli przedstawiać najważniejsze ideały swojej kultury. O ile Grecy doprowadzili to medium do artystycznej perfekcji, osiągając poziom estetyczny i wykonawczy, jakiego nie widziano ani wcześniej, ani później, o tyle Rzymianie cenili przede wszystkim praktyczną siłę monety jako narzędzia rozpowszechniania własnej cywilizacji. Monety promowały ideę Romanitas - bycia Rzymianinem. Imperium Romanum zbudowano w równej mierze dzięki monetom ze srebra i brązu, jak dzięki żelaznym mieczom legionistów.
Bite przez potężny Rzym na skalę przemysłową monety stały się pierwszym w dziejach ludzkości środkiem masowego przekazu. Dwa tysiące lat przed wynalezieniem prasy drukarskiej skutecznie rozprzestrzeniały idee, wierzenia, wiadomości i propagandę po najdalej położone rubieże imperium. Przeliczając resztę na rzymskim targu, człowiek mógł po raz pierwszy ujrzeć twarz nowego cesarza - okazuje się, że brody znów są w modzie! - albo dowiedzieć się o kolejnym wojskowym triumfie nad noszącymi spodnie barbarzyńcami. Można też było poznać modne bóstwo ze Wschodu; jeśli Mars czy Wenus nie odpowiadali na modlitwy, czemu by nie spróbować zwrócić się do niego?
Starożytne monety wciąż przypominają nam o swojej bliskiej więzi z człowiekiem, choć w moim przekonaniu nie dość wykorzystujemy ich wyjątkowy potencjał odkrywania historii niemal namacalnie. Monety są, z oczywistych względów, niewielkie i trudne do eksponowania. Wiele muzeów na całym świecie posiada olśniewające zbiory, lecz właściwe ich udostępnienie publiczności jest nie lada wyzwaniem. Nic więc dziwnego, że większość instytucji pokazuje zwiedzającym jedynie maleńki ułamek swoich kolekcji.
Z tego samego powodu naukowe badanie monet, zwane numizmatyką, chociaż o całe stulecia poprzedza takie dyscypliny jak archeologia czy antropologia, pozostaje jednym z najmniej przystępnych obszarów akademickich. Literatura fachowa przeznaczona jest głównie dla wtajemniczonych i pełna specjalistycznego żargonu, co często odstrasza potencjalnie zainteresowanych. Nawet pośród historyków numizmatyka uchodzi za nieco ezoteryczny przedmiot badań. Archeolodzy cenią monety jako narzędzia precyzyjnego datowania znalezisk, często jednak redukują ich rolę właśnie do tej funkcji: opisanych kawałków metalu.
Tymczasem dobrze byłoby przyjrzeć się im konkretniej. Monety stanowią bowiem jedno z najbardziej przystępnych wejść w świat historii starożytnej. W przeciwieństwie do innych rzadkich artefaktów, których nie wolno dotykać, przetrwały w milionach egzemplarzy, wiele z nich w dobrym stanie. Łatwo ująć je w dłoń i dostrzec ich znaczenie; współczesne monety funkcjonują - przynajmniej dotąd - tak samo jak w starożytności, w sposób natychmiast rozpoznawalny i dla starszych, i dla młodszych. Monety należały do nielicznych przedmiotów dostępnych wszystkim warstwom społecznym - cenili je zarówno senator, jak i niewolnik. Ich uniwersalizm utrzymuje się do dziś; monety są artefaktem archeologicznym, na który najczęściej natrafiają laicy. Znacznie częściej wykopują je rolnicy, budowlańcy i poszukiwacze skarbów niż archeolodzy. O ile nie przetopiono ich celowo, większość antycznych monet została przypadkowo zgubiona lub też - w czasach przed wynalezieniem bankowości - zakopana w wielkich stosach. Od tamtej pory ludzie stale je odnajdują, w pokaźnych ilościach i nieraz w zaskakujących miejscach, a nieprzebrane mnóstwo skarbów wciąż czeka na odnalezienie. Przetrwało ich tak wiele, że każdy miłośnik historii, pragnący przybliżyć sobie świat klasyczny poprzez kolekcję antycznych monet, ma ku temu realną możliwość. Monety są dziś jedynym wytworem świata starożytnego, który mogą swobodnie gromadzić wszyscy pasjonaci historii na całym świecie.
Tę przystępność dodatkowo zwiększa fakt, iż monety są formą sztuki czysto wizualną: przede wszystkim pokazują wartość nominalną, a jednocześnie pełnią funkcję miniaturowych książeczek obrazkowych z przeszłości, zaprojektowanych tak, by przekraczać granice kulturowe i językowe oraz trafiać do jak najszerszej publiczności. Badając monety, możemy zanurzyć się zarówno w urzekające mity, jak i w brutalną codzienność świata starożytnego. Stanowią one zapis najważniejszych elementów cywilizacji Zachodu, tworząc kronikę rozwoju sztuk i języka, architektury, wojen, rządów i wielu innych dziedzin. Można powiedzieć, że zbieracz starożytnych monet dzięki swojemu hobby nabywa swego rodzaju "klasycznego wykształcenia": stopniowo odkrywa greckie i łacińskie legendy, poznaje bogów i boginie, odczytuje historie i mity przedstawione na monetach, lokalizuje miasta, w których je wybito, i oczywiście rozróżnia wyryte na nich twarze królów oraz cesarzy niczym twarze dobrych znajomych.
Starożytne monety nie tylko stymulują intelekt, lecz także poruszają czułą strunę wyobraźni i serca. Trzymając taką monetę w dłoni, odczuwamy niemal namacalną więź z całym gronem ludzi, którzy kiedyś też na nią patrzyli - niektórzy tysiące lat temu, inni w ostatnich stuleciach. Być może spoczywała niegdyś w dłoni zaprawionego w bojach legionisty, twardego gladiatora czy przedsiębiorczego kupca. Później mogła trafić do rąk brytyjskiego monarchy albo prezydenta Stanów Zjednoczonych - w obu wypadkach jest to zaskakująco prawdopodobne2. Niepozorny krążek w naszej dłoni jest niczym portal łączący nas nie tylko z jego wytwórcą, lecz także ze wszystkimi jego wcześniejszymi i przyszłymi posiadaczami.
Z ziarna w postaci pierwszego denara, którego podarował mi ojciec, z biegiem lat wyrosła kolekcja rzymskich monet; wraz z nią nieuchronnie rozwijała się moja fascynacja światem, który je wydał. Poszukiwanie informacji o ich pochodzeniu - często równie złożonym, co misternie wyryte na nich wzory - zaprowadziło mnie do zakurzonych bibliotek i wielkich muzeów. Przede wszystkim jednak do samego Wiecznego Miasta, gdzie wybito monety; upamiętnione na nich budowle przetrwały do dziś. Dotarłem też do zrujnowanych już miast, gdzie kiedyś mieszkali ludzie powiązani ze stolicą wspólną walutą. Błąkając się pośród ruin wytwornych niegdyś budynków - podobnie jak trzymając w ręku monetę - łatwo usłyszeć głosy tych, którzy przed wiekami byli przekonani, że ich imperium nigdy nie przeminie. Ze świata klasycznego pozostało tak wiele, że nawet najbardziej gorliwy podróżnik potrzebowałby kilku żyć, by to wszystko zobaczyć. Miałem wielkie szczęście oglądać setki śladów rzymskiej obecności w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej; odwiedziłem przy tym mniej popularne kraje, takie jak Libia czy Albania. Zawsze jednak wracałem do miniaturowego królestwa rzymskich monet z poczuciem, że jestem częścią tej samej historii, co ludzie o nieśmiertelnej sławie: Juliusz Cezar, Kleopatra, Kaligula, Neron czy Hadrian. Wystarczyło wyciągnąć dłoń, żeby dotknąć przeszłości.
W tej książce staram się pokazać, jak ważnym i bezpośrednim źródłem wiedzy o świecie rzymskim mogą być monety. Nie spłowiały ani nie skruszały jak freski, nie spłonęły ani nie uległy zniszczeniu jak delikatne manuskrypty; są trwałe, niezmienne, stanowią "prawdziwe odbicie swojego czasu"3. Wycisnąwszy w metalu twarze swoich władców - ziemskich i boskich - oraz obrazy przypisywanych im czynów, Rzymianie pozostawili nam niemal nienaruszoną kartotekę swoich dokonań. Monety opowiadają historie, a czasem same stają się historią. Jak się wkrótce przekonamy, szokujące elementy, które przywódcy kazali umieszczać na monetach, nieraz prowokowały krytyków do sięgnięcia po pióro, a politycznych rywali - po sztylet.
Dokonania starożytnych Rzymian są dobrze znane z opowieści historyków, szekspirowskich tragedii czy hollywoodzkich superprodukcji. Pozostawione nam przez Rzymian monety pozwalają jednak ujrzeć te historie na nowo, wczuć się w kluczowe momenty rzymskiej historii, jakbyśmy słyszeli o nich po raz pierwszy. Wyryte na nich obrazy przenoszą nas przez tysiąclecia: stajemy się świadkami założenia miasta, obserwujemy chaotyczne konsekwencje najsłynniejszego rzymskiego zamachu, zasiadamy na zapchanym po brzegi Koloseum, podziwiamy symbol niezwyciężonego nowego Boga, a na koniec z przerażeniem śledzimy barbarzyńskie hordy kłębiące się u bram miasta.
Monety zachwyciły mnie, bo nadały nieuchwytnym cudom starożytnej historii namacalną formę. Historia zyskała dzięki nim wagę, barwę i ludzkie oblicze. Mam nadzieję, że czytelnik poczuje to, czytając tę książkę.
Z pewnością nie jest to podręcznik kolekcjonera monet, chociaż jeśli czytelnik zechce zgłębić ten temat lub poszukać pierwszej rzymskiej monety do swojej kolekcji, uznam, że książka w pełni spełniła swoje zadanie. Nie jest to także encyklopedia rzymskiego systemu monetarnego - zresztą zarówno Republika, jak i Cesarstwo Rzymskie biły monety na trzech kontynentach przez niemal tysiąc lat. Z pewnością pojawi się tu wiele numizmatycznych arcydzieł, które szkoda byłoby pominąć, ale dobierając konkretne monety - tłoczone z różnego kruszcu: złota, srebra czy brązu - chciałem dać czytelnikowi jak najpełniejszy obraz rzymskiego systemu walutowego. Książkę można by napisać setki razy na nowo, każdorazowo opowiadając inną historię i dobierając do niej inną monetę. Samo to świadczy o niezrównanym kunszcie rzymskich mennic.
Nie będzie tu zniechęcającego słowniczka fachowych terminów, które trzeba sobie przyswoić, nim wyruszymy w naszą podróż. Badając pochodzenie każdej z monet, poznamy mechanikę jej wytwarzania i dokładnie przyjrzymy się projektowi. Przywoływane historie opierają się na rygorystycznych badaniach historycznych, ale próbuję również oddać coś z ekscytacji i porywów wyobraźni, jakich się doświadcza, gdy trzyma się w dłoni te starożytne artefakty.
Nikomu nie trzeba tłumaczyć, czym jest moneta. Od ponad stu pokoleń monety towarzyszą nam w codziennym życiu; prawdopodobnie jednak nasze pokolenie jest ostatnim, które doświadcza tej fizycznej więzi. Powoli żegnamy się z pieniędzmi w tradycyjnej formie i wkraczamy w nieznaną cyfrową przyszłość. Wierzę, że w tym momencie tym bardziej warto pochylić się nad rolą, jaką monety odegrały w łączeniu ludzi.
Sam starożytny Rzym natomiast nie traci nic ze swego powabu. Produkcje filmowe i telewizyjne wciąż czerpią inspiracje z jego bogatej historii. Chyba nie ma miesiąca, by nie pojawiły się jakieś nowe znaleziska archeologiczne, nowe wystawy czy ustalenia naukowe. Rzymianie raz po raz trafiają do nagłówków gazet.
Mimo to nadal pozostają dla nas trudni do uchwycenia. Gdy patrzymy na nich z dystansu, wydają się nam dziwni, okrutni i irracjonalni - jakby stworzenia z innego świata. W tej książce mam nadzieję postawić czytelnika twarzą w twarz z ich rzeczywistością. Wybierzemy wspaniałe monety stworzone dłońmi Rzymian i umieścimy je we własnych dłoniach. Przyjrzymy się im dokładnie, odczytamy spisane znanym nam alfabetem - pismem równie wyraźnym co w dniu wykucia - rzymskie imiona, próżne przechwałki i uroczyste przysięgi. Zobaczymy, w co Rzymianie wierzyli i co cenili. Poznamy ich największe nadzieje i najciemniejsze lęki. Wiele z nich sami dzisiaj odczuwamy. Najżywiej przemówią do nas jednak rzymskie twarze. Unieśmiertelnione w cennym metalu rysy, wyraziste i trwałe, zdają się należeć do istoty z krwi i kości, która w każdej chwili może się do nas odwrócić i zacząć nam opowiadać historię dawno minionego świata.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki