Rozdział 6
- Mam wyrzucić też to stare krzesło? - Matka Matta chwyciła mebel za oparcie i wyciągnęła go na światło. - Nic mu nie dolega.
Matt kiwnął głową.
- Jest stare, a Eva Rae nie ma tyle miejsca.
- Ale to takie dobre krzesło - protestowała, pytając wzrokiem: "Czy ona ci pozwoli zabrać cokolwiek z twoich rzeczy?".
- Możesz je sobie zabrać - odparł i odwrócił się do niej plecami. Wziął do ręki lampkę, spojrzał na nią, zastanawiając się, czy mu się na coś przyda, ale ostatecznie uznał, że nie. Miała brzydką plamę, w końcu przeleżała całe lata w garażu matki. Większość jego rzeczy była bezwartościowa, serio, i trzeba było je wyrzucić. Zdawał sobie sprawę z tego, że Eva Rae nie chce, żeby sprowadził za dużo klamotów, kiedy wraz z Elijahem zamieszka z nią oraz trójką jej dzieci, ani sam nie chciał się wprowadzać z jakimiś barachłem. Eva Rae miała ładne rzeczy i umiała gustownie urządzić wnętrze. Na pewno nie chciała u siebie zniszczonych krzeseł ani poplamionych lampek.
- No to co ze sobą weźmiesz, skoro to wszystko się nie nadaje? - spytała matka.
- Rzeczy osobiste, ubrania i tak dalej.
- A twoje nagrody? - Spojrzała na półkę, gdzie stały i zbierały kurz wszystkie jego nagrody za bieganie.
Zaśmiał się.
- Nie mogę ich wziąć. Mamo, to było w liceum. A teraz mam czterdzieści dwa lata.
Wzruszyła ramionami.
- No to co chcesz z nimi zrobić?
- Mogę je tu zostawić? Ty i tak nie korzystasz z tego miejsca.
Zmusiła się do uśmiechu. Matt wiedział, że mama nie cieszy się z ich wyprowadzki. To naturalne. Odkąd zginęła mama Elijaha, mieszkali już z nią trochę i to ona się zajmowała wnukiem. Ale teraz Matt musiał wziąć sprawy w swoje ręce. Do tej pory nie udało mu się nawiązać dobrej relacji z chłopcem, bo ten winił go za śmierć mamy, a Matt z ręką na sercu musiał przyznać, że nie za bardzo się starał. Przed tamtym tragicznym dniem prawie nie znał syna i nie miał pojęcia, jak to nadrobić. Teraz chciał go poznać. Chciał być tatą i wiedział, że może nim być i że nadszedł czas, by zajął się sprawami, tymi codziennymi, które do tej pory ogarniała za niego mama. To on chciał pakować Elijahowi lunch i odbierać go ze szkoły. Skoro inni ojcowie to robili, on też mógł. Był śledczym w policji, a komendantka Annie nie miała nic przeciwko, by zjawiał się w pracy w dogodnym dla siebie czasie, o ile stawiał się na ważne spotkania i szybko rozwiązywał sprawy. Poza tym nie chciał już być ciężarem dla swojej mamy. Nie powinna całego swojego czasu poświęcać na zajmowanie się wnukiem. To była jego robota. Chciał ruszyć dalej ze swoim życiem i pracować nad związkiem z Evą Rae.
Nadszedł czas, by dorosnąć.
Elijah wyszedł z nim, niosąc swój tornister. Był wściekły, że się przeprowadza, i odkąd się o tym dowiedział, słowem się do ojca nie odezwał. To akurat nie była żadna rewolucyjna zmiana, bo wcześniej też w zasadzie się nie odzywał.
- Gotowy, chłopaku? - spytał ojciec z uśmiechem.
Mały nic nie powiedział. Patrzył tylko na ojca, mocno trzymając plecak. Matt podejrzewał, że w środku były pewnie tylko iPad i Xbox... może koszulka i szczoteczka do zębów, ale raczej nic więcej. Resztę jego rzeczy Matt spakował wcześniej, czekały już w ciężarówce.
Matt chwycił pudło i wyniósł je na podjazd, a potem wsadził je na pakę, gdzie było jeszcze trochę miejsca. Do przeprowadzki pożyczył od mamy ciężarówkę, zmieściły się w niej prawie wszystkie ich rzeczy oprócz dwóch pudeł. Elijah wsiadł do szoferki i zatrzasnął drzwi. Matt pocałował matkę w policzek.
- Jutro wrócę po resztę.
Matka w odpowiedzi siąknęła i zacisnęła usta.
- Pilnuj naszego chłopca, dobrze?
Matt westchnął i kiwnął głową.
- Nie rozstajesz się z nim na zawsze, przecież będziesz go widywać.
- Po prostu nie podoba mi się, że będzie przesiadywał w świetlicy, kiedy mógłby być ze swoją babcią.
- Wiem, mamo, ale teraz chcę sam się nim zająć. Jeśli cały czas jest z tobą, nie musi się przywiązywać do mnie. Myślę, że to będzie dla nas dobre, mamo, naprawdę.
Kiwnęła głową i też go pocałowała.
- Dobra, mały. Pamiętaj tylko, że gdybyś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać.
Matt z trudem powstrzymał się od płaczu. Miał wrażenie, że pierwszy raz w życiu wyprowadza się z domu. Pomachał matce, a potem wsiadł do ciężarówki i odjechał. W słuchawkach Elijaha muzyka grała tak głośno, że Matt słyszał niemal każdy dźwięk.