Zupełnie przypadkiem
Ostatnie miesiące to był totalny
rollercoaster. Czas uciekał przez palce, a rzeczy na liście "to do"
tylko przybywało. Kalendarz pękał w szwach jak nigdy wcześniej, a jednak
udało jej się cieszyć każdą chwilą, każdym drobiazgiem, każdą
najmniejszą nawet decyzją. Bo dotyczyła początku jej nowej drogi.
Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Od zawsze była
perfekcjonistką i musiała osobiście dopilnować każdego szczegółu. Nie
dlatego, że nie miała zaufania do ludzi i uważała, że zrobi wszystko
lepiej, ale nie zasnęłaby, gdyby nie sprawdziła wszystkiego osobiście.
Zawsze tak miała i nie umiała się tego pozbyć. Choć doskonale zdawała
sobie sprawę, że byłoby jej znacznie łatwiej, gdyby nauczyła się
odpuszczać. To rodzaj natręctwa i wcale jej nie dziwiło, że często
ludzie mieli tego dość. Co tu dużo mówić, ta przypadłość nie zjednywała
ludzi, szczególnie wśród współpracowników, którzy zawsze zauważali
zmiany i poprawki, które wprowadzała. Tym razem jednak nie miała zamiaru
się tym przejmować. To miał być jej wielki dzień i chciała, aby było
dokładnie tak, jak sobie wymarzyła. Darek dał jej zielone światło i wspierał każdą jej decyzję, więc była w swoim żywiole. Jemu było to na
rękę, nie musiał poświęcać czasu, a doskonale wiedział, że Iga
zorganizuje wesele na najwyższym poziomie. Zostawił jej więc wszelkie
decyzje: wybieranie menu, smak tortu, wybór kwiatów, wystrój sali,
zaproszenia, lista gości, a nawet ich miejsca przy stole. Wszystko
sprawiało jej ogromną radość. Bawiła się jak dziecko wpuszczone do
sklepu z najróżniejszymi cukierkami. Chciała celebrować ten szczególny
dzień, miało być jak w bajce, ich bajce. Nie takiej, w której
księżniczka ma na sobie sukienkę typu beza, z całą masą falbanek z tiulu, a królewicz patrzy tylko na jej urodę. To miał być początek
pięknego małżeństwa opartego na przyjaźni, miłości i wolności, dążeniu
do tego samego celu, bez podcinania skrzydeł, za to z dużą dawką
wsparcia.
Ślub odbędzie się w przepięknym ogrodzie, pełnym zieleni. Na drzewach
zawisną małe słoiczki z kwiatami i światełkami, które rozbłysną
wieczorem, tworząc romantyczny klimat. Białe płatki róż rozsypane
pomiędzy ławkami poprowadzą ich do małej altanki utworzonej z kwiatów
peonii z dodatkiem gipsówki, gdzie złożą przysięgę. Ściana do
pamiątkowych zdjęć stanie obok drink-baru, gdzie będą serwowane Aperol
Spritz, Sex on the beach, Cuba libre, Tequila Sunrise i ulubione
prosecco Igi. Tort śmietankowy o smaku mascarpone i szampana zostanie
przystrojony francuskimi makaronikami, a na każdym stole staną mini bezy
z owocami. Ma być słodko, smacznie i wytwornie, ale bez nadęcia. Iga
wiedziała, że ich znajomi i rodzina odnajdą się w takim klimacie i będzie im się podobało. A co najważniejsze - oni sami będą się czuć jak
ryby w wodzie.
Tylko jedna rzecz sprawiała jej w dalszym ciągu niemały problem i nie
miała pomysłu, jak wybrnąć z tej sytuacji, którą sama sobie zgotowała,
kręcąc nosem przy każdej propozycji. Suknia ślubna. To był największy
kłopot Igi. Nie mogła się zdecydować, czy ma być minimalistyczna,
klasyczna czy może boho z wiankiem z kwiatów, z odkrytymi plecami,
długimi rękawami, a może bez rękawów, z koronki, a może wprost
przeciwnie - ze świecącej tafty czy jedwabiu. Przymierzyła mnóstwo
pięknych sukien, odrzucając na wstępie te w typie bezy. Nigdy nie
wyobrażała sobie siebie opływającej tiulami, więc ten etap był
błyskawiczny i bardzo prosty. Jednak żadna z sukien nie była tą jedyną.
Każda następna podobała jej się jeszcze bardziej i w każdej znajdywała
coś, co sprawiało, że wiedziała, że nie jest dla niej. I tak na dwa
tygodnie przed ślubem została bez sukni ślubnej i - co gorsza - pomysłu
jak ma wyglądać i skąd ją wziąć w tak krótkim terminie. Martwiła się
coraz bardziej, ale starała się z całych sił zachować zimną krew.
Wmawiała sobie, że na pewno coś wymyśli. W końcu była specjalistką od
rozwiązywania fuckapów.
Przez ten cały okres mijali się z Darkiem. Ona zajęta pracą i organizacją ślubu, a Darek jak zawsze w rozjazdach. Nawet kiedy był w Warszawie, sprawiał wrażenie, że coś odciąga jego myśli. Iga nie
zamierzała się jednak teraz nad tym zastanawiać. Zresztą zaplanowała
dwutygodniowy wyjazd do Hiszpanii, więc będą mieli dużo czasu na
rozmowy. Od dawna planowała wspólne zwiedzanie wybrzeża Hiszpanii i to
była idealna okazja. Zaczną od Marbelli, gdzie odpoczną w luksusach po
całym tym zamieszaniu i zgiełku. A potem ruszą w górę przez Malagę,
Murcję aż do Walencji. Mieli zamiar skosztować wszystkich hiszpańskich
przysmaków, odpocząć i chłonąć klimat, ludzi, słońce i cudowną wodę. No
i oczywiście nacieszyć się sobą.
Cały ten ślub, przygotowania i czas, który poświęcili, a właściwie Iga
poświęciła, spowodował, że spędzali zdecydowanie mniej czasu razem.
Czekała na niespieszne śniadania w łóżku, popołudniowe drzemki,
wieczorne spacery przy świetle księżyca i długie rozmowy do rana.
Brakowało jej zwłaszcza rozmów. Do tej pory rozmawiali na każdy temat,
radzili się siebie w kwestiach nie tylko zawodowych, ale i prywatnych.
Przygotowania pochłonęły ją tak bardzo, że zaczęła tęsknić za ich
wcześniejszym, spokojniejszym życiem. Cóż, tak już miała, że kiedy
wzięła na siebie projekt, musiała doprowadzić go do końca i zatracała
się w nim zupełnie, zapominając o świecie. Tak było i tym razem. Z tą
jednak różnicą, że nie czuła wyrzutów sumienia, bo robiła to dla siebie
i dla Darka.
***
W czwartkowe popołudnie, a właściwie wieczór, tuż przed wyjściem z biura
postanowiła jeszcze raz sprawdzić, czy na pewno odhaczyła wszystkie
punkty z dzisiejszej listy. Kiedy tylko usiadła za biurkiem, zadzwonił
telefon. To była Kaśka, najlepsza przyjaciółka i świadkowa jednocześnie.
- Hej, Kas.
- Gdzie jesteś?
- Wychodzę z biura.
- Przyjedź do mnie.
Była zbyt zmęczona, a jutro czekał ją ciężki dzień, dopięcie kontraktu
na event dla firmy farmaceutycznej, a potem szukanie sukni ślubnej.
- Nie dziś. Jestem padnięta. Spotkamy się jutro.
- To musi być dziś. Wsiadaj w auto i widzimy się za kilka minut.
Odłożyła słuchawkę. Nie było jej to na rękę. Co takiego się stało, co
nie mogło poczekać do jutra. Zamknęła kalendarz i wiedziała już, że nie
ma innej opcji, musiała pojechać do Kaśki. Były dla siebie niczym
siostry i jeśli Kaśka potrzebowała jej pomocy dziś, to choćby się
waliło, paliło, musiała być przy niej. Pomimo całej miłości do Kaśki
czuła lekkie podirytowanie. Przeszło jej nawet przez myśl, żeby jej
wygarnąć, że to musi być naprawdę kurewsko ważne, bo moment na spotkanie
towarzyskie jest mocno nieodpowiedni. Kiedy Kaśka otworzyła drzwi i wyskoczyły na nią dziewczyny w kusych kieckach z balonami, piszczałkami,
kieliszkami Aperolu i całą masą innych śmiesznych gadżetów, wiedziała
już, jaki był powód tej wizyty.
- Niespodzianka!
- Kaśka, dziewczyny... nie wiem co powiedzieć. Jesteście...
- Najlepsze - dokończyła Jolka i wręczyła Idze kieliszek wypełniony
Aperolem.
- Wiadomo - zawtórowała jej Agata.
- Wskakuj do środka, nie pozwolimy ci zniknąć z naszej panieńskiej
paczki bez ostatniej imprezy - powiedziała Kaśka.
Dziewczyny wciągnęły Igę do środka. Udało jej się jedynie napisać
Darkowi krótkiego SMS-a:
- Będę późno, nie czekaj na mnie, jestem u Kaśki.
Potem impreza nabrała tempa. Tańce, śmiechy i drinki, oglądanie zdjęć z niejednej imprezy, na której były i przegląd byłych partnerów panny
młodej.
- Mogłyście mi tego oszczędzić - zaśmiała się, widząc zdjęcie z jednym z byłych chłopaków.
Gdyby nie Aperol, pewnie spłonęłaby rumieńcem, wspominając, jak złych
wyborów dokonywała i jaki miała fatalny gust, jeśli chodzi o facetów.
- Nigdy byśmy sobie tego nie odpuściły.
- Każdy powód do kpin z panny młodej jest dobry - przegadywały jedna
przez drugą, zaśmiewając się przy tym.
- Kaśka, nie zapomnę ci tego. A pamiętaj, kto będzie organizował twoje
panieńskie.
Mogły się tak przekomarzać bez końca. Iga czuła, jak schodzi z niej cały
stres ostatnich miesięcy. Kaśka doskonale ją znała, chyba nawet lepiej
niż ona siebie samą, i wiedziała, że potrzebuje takiego resetu, a to był
idealny moment. Były tutaj tylko najlepsze kumpele, znały się od lat,
wiedziały o sobie wszystko. Skoczyłyby za sobą w ogień. Iga patrzyła na
swoje przyjaciółki i była szczęśliwa, że są przy niej.
Kaśka, wysoka blondynka o zachwycających niebieskich oczach. To z nią
była najbliżej, nie tylko dlatego, że to dzięki niej pozbierała się po
śmierci swojej mamy, ale nadawały na tych samych falach, rozumiały się
bez słów. Uspokajała, kiedy Iga wpadała w histerię, ocierała łzy i była
zawsze, kiedy jej potrzebowała. Poznały się wiele lat temu, kiedy obie
były na studiach i wierzyły, że zmienią świat. Dziś Kaśka utknęła w korporacji i każdego roku obiecuje sobie, że to rzuci, a Iga pracuje za
dwoje w małej rodzinnej firmie organizującej eventy.
Anka - typowa sportsmenka. Motywowała wszystkie do treningów i dbania o swoje ciało. Była w tym rewelacyjna. Pracowała w jednym z warszawskich
klubów. Miała na swoim koncie kilka wygranych zawodów IFBB Pro.
Wywoływała w swoich podopiecznych poczucie winy, nie tylko wobec siebie,
ale i wobec niej, a to było znacznie gorsze. Mimo że nie zamierzała już
brać udziału w zawodach, nadal dbała o swoją sylwetkę, a jej ciało było
jej najlepszą reklamą.
Jola jako jedyna z całej paczki miała za sobą długi, zakończony
niepowodzeniem związek. Jedynym pozytywem z tego związku, za który Jola
będzie dziękować do końca życia, była Ninka, jej pięcioletnia córeczka.
Agata to prawniczka, dzięki której Jola może spokojnie związać koniec z końcem.
Dziewczyny, które żyją na własnych zasadach, choć czasem te zasady
naginają, w zależności od potrzeby.
- Mamy dla ciebie prezent.
- Serio? Nie zapomniałyście o niczym.
Podały Idze różową torebkę Victoria's Secret, symbol najseksowniejszej
bielizny na świecie. Uwielbiała ich produkty. Rozwinęła szybko różową
bibułkę i jej oczom ukazała się przepiękna koronka écru. Od razu
wiedziała, że to najnowsza kolekcja.
- Wow! Dziewczyny, zakochałam się.
Przyjaciółki bardzo się ucieszyły, wybierały prezent razem i choć
świetnie znały Igę, każda z nich miała nieco inny gust i próbowała
przeforsować własne wybory. Ostatecznie to Kaśka podjęła decyzję. To
była bielizna trafiona idealnie w gust Igi. I nie tylko jej. Uwielbiała
body i wiedziała, że w tym modelu będzie wyglądała jak milion dolarów.
Uśmiechnęła się, w myślach wyobrażając sobie minę Darka, kiedy ją w niej
zobaczy.
- Darek będzie zachwycony. To nie wszystko, kochana. Mamy też coś, co
umili ci wieczory, kiedy Darek będzie w delegacji.
Mina Kaśki mówiła wszystko. Cieszyła się ze szczęścia swojej
przyjaciółki. Choć na początku nie była zachwycona jej wyborem i nie
umiała zaufać Darkowi. Przekonał ją jednak do siebie, traktując Igę jak
księżniczkę.
Kaśka podała Idze czarne pudełko z czerwoną kokardą, a ona zakryła twarz
rękami i zaczęła się śmiać. Nie to, żeby była taka wstydliwa czy
pruderyjna, ale w takich momentach ciężko o powagę czy zachowanie poker
face. Dziewczyny śmiały się i zachęcały Igę, żeby otworzyła prezent. Iga
zerknęła do pudełka nieco nieśmiało. Nie myliła się. Kupiły jej
wibrator.
- Wariatki! Niegrzeczne dziewczynki.
- Ty też przestaniesz być taka grzeczna, kiedy poczujesz, co potrafi to
maleństwo.
Jolka uśmiechała się tajemniczo. Od momentu rozstania z wielką miłością
swojego życia, tatą Ninki, nie związała się z nikim. Nie szukała,
potajemnie marząc, że ona i Krzysiek jeszcze do siebie wrócą. I choć nie
byłoby to łatwe, bo ciągle mieli wiele niezałatwionych tematów, to oboje
darzyli się uczuciem, które było zauważalne gołym okiem.
- Koniecznie poprosimy o relację - zaśmiała się Agata.
- Może być nawet na żywo. - Dziewczyny spojrzały na Kaśkę wymownie i roześmiały się, wyobrażając sobie, jak mogłaby wyglądać taka relacja.
- Dziewczyny, czas na tequilę i tańce - powiedziała Iga, zmieniając
temat.
Doskonale wiedziały, że nie powinny łączyć alkoholi, ale ślub bierze się
tylko raz, więc wieczór panieński musiał być z pompą. Dziewczyny miały
zamiar pójść na całość. Jutro zajmą się kacem, niewyspaniem i suknią
ślubną.
***
Poranek przyszedł zdecydowane za wcześnie. Iga została na noc u Kaśki,
która podobnie jak ona miała problem, żeby się zwlec z łóżka. Gdyby nie
poczucie obowiązku, Iga zamknęłaby oczy, odwróciła się na drugi bok i spała dalej. Od zakończenia dzikiej balangi minęły raptem trzy godziny.
Nie była jednak w stanie zasnąć. Chwilę po przebudzeniu jej mózg
zaczynał pracę na pełny etat. Tysiące myśli zaczęło się kłębić, jedna
przez drugą. Co musi dopiąć, czego dopilnować, z kim się spotkać. A dziś
punktem numer jeden była suknia. Wiedziała, że ostatecznie może pójść do
któregoś butiku i kupić sukienkę, która na nią pasuje, ale chciała
poczuć, że to ta jedyna, wyśniona, wymarzona. Problem polegał jednak na
tym, że nigdy nie wyobrażała sobie sukni. Potrafiła wyobrazić sobie
pięknie przystrojoną salę, niemal w każdym miejscu. W luksusowym hotelu
czy lofcie, a nawet w starej fabryce. Tylko nie suknię ślubną. A właściwie, nie wyobrażała sobie siebie w sukni ślubnej. Liczyła, że
Kaśka pojedzie z nią i rozwiąże ten problem za nią. Wynajdzie jakiegoś
rodzynka, który zachwyci je tak bardzo, że nie będą miały najmniejszych
wątpliwości.
- Prysznic i kawa.
Głos miała ochrypły po wczorajszych śpiewach. Jak przez mgłę
przypomniała sobie, że Jolka po północy wymyśliła karaoke i śpiewały
"Windą do nieba" zespołu Dwa plus jeden.
- Ty idziesz pod prysznic, ja robię kawę.
Kaśka ledwo żyła, ale nie narzekała. Wstała i zabrała się za śniadanie.
Wiedziała, że przyjaciółka potrzebuje jej pomocy. Cieszyła się z jej
szczęścia i skrycie marzyła, choć nigdy nie powiedziałaby tego na głos,
że i ona znajdzie kogoś, dla kogo rzuci wreszcie korporację. Otworzy coś
swojego, mały biznes, który prócz tego, że zapewni jej bezpieczeństwo
finansowe, da również odpoczynek od ciągłego stresu, budżetów, KPI i zadowalania szefów pracą po godzinach.
- Popołudnie aktualne?
- Nie martw się, mam parę pomysłów i przeczucie, że dziś się uda.
Rozmawiałam z Grażyną, dziewczyną, która zajmuje się u nas PR, brała
niedawno ślub i poleciła mi kilka miejsc. Na pewno dziś kupimy suknię, a jeśli nie, to sama ci ją uszyję.
- Kas, na pewno byłaby idealna.
- Dużo koronki écru z czarnymi dodatkami. Co ty na to?
- Czyżbyś się zainspirowała kolekcją czarnych sukien ślubnych Very Wang
z 2012 roku?
- Szukałam inspiracji dla panny wybrednej. - Iga zaśmiała się, a Kaśka
podeszła do niej i ją przytuliła. Stały tak przez chwilę.
- Mam nadzieję, że będziecie bardzo szczęśliwi i nie zapomnisz o mnie.
- Kaśka, co ty wygadujesz, jesteś dla mnie jak siostra. Nie wyobrażam
sobie życia bez ciebie.
Wyszły razem. Kaśka przeszła kilka kroków i stanęła przed biurowcem, w którym siedzibę miała jej firma. Była handlowcem, jednym z najlepszych
na rynku, ale nienawidziła tej pracy. Ciągłej presji i walki o klienta.
Wzięła głęboki oddech i weszła do budynku.
- Jeszcze nie teraz - pomyślała. - Jeszcze rok, może dwa i wtedy
zrezygnuję.
***
Dzień, pomimo wielu zadań, które o dziwo jak nigdy szły Idze jak po
maśle, dłużył jej się okropnie. Była dopiero piętnasta, a kontrakt z nowym klientem leżał podpisany na biurku prezes, gadżety na event
zamówione, prace na kolejny tydzień rozdysponowane na pracowników
agencji. Wszystko dopięte i poukładane. Była wolna. Dawno już nie miała
takiego popołudnia. Przed spotkaniem z Kaśką chciała wpaść do domu i przebrać się w coś wygodniejszego. Głównie chodziło jej o buty.
Nienawidziła szpilek, ale o ile musiała biegać w nich w biurze, to nie
wyobrażała sobie męczyć stóp, chodząc w nich od sklepu do sklepu.
Zamówiła Ubera. Samochód został pod domem Kaśki. Rano uznała, całkiem
słusznie, że nie powinna prowadzić. Na szczęście z biura do mieszkania o tej porze jechała zaledwie dziesięć minut. Nie było korków. Zupełnie
inaczej niż na drogach wyjazdowych z Warszawy, gdzie były one
utrapieniem. Ani ona, ani Darek nie znosili stać w korku, woleli wybrać
dłuższą trasę. Zastanawiała się nieraz, czy to dlatego, że tempo ich
życia jest tak szybkie i kiedy nic się nie działo i musieli na coś
poczekać, dostawali szału? Czy może z innego powodu męczył ich ten wąż
samochodów przed i za nimi, bez szans na ucieczkę? Nie lubili czekać.
Kiedy czegoś chcieli, robili wszystko, by osiągnąć to jak najszybciej.
Myślała nieraz, że niecierpliwość stała się dziś chorobą cywilizacyjną.
Każdy chciał mieć wszystko na już, teraz, natychmiast. Ludzie na nic nie
byli skłonni czekać.
Wyskoczyła z auta, które zaparkowało pod ich blokiem. Zdecydowali się na
mieszkanie na nowoczesnym osiedlu. Niedaleko od centrum, a i do parku
mieli kilka minut. Na początku faktycznie korzystali przy każdej okazji
z wypadów na spacery, ale Iga nie pamiętała już, kiedy ostatnio tam
byli. Niemniej jednak widok o poranku robił robotę. Lubiła stanąć w oknie z kubkiem kawy i patrzeć na biegaczy przemieszczających się wokół
jeziorka.
- Darek - zawołała, wpadając do mieszkania.
Cieszyła się, że go zastała. Miał wrócić wczoraj późnym wieczorem, ale
wiedziała, że skoro świt pojechał do biura. Był typowym pracoholikiem.
Przedkładał dobro firmy nad swoje własne. Tłumaczyła to wiekiem i miała
głęboką nadzieję, że kiedy pojawią się dzieci, a ich kredyt na
mieszkanie zostanie spłacony, sprawy przybiorą inny obrót.
- Jestem w sypialni - usłyszała, więc od razu się tam skierowała.
- Cześć, kochanie.
Zastała go w ręczniku przewieszonym przez biodra. Ucieszył się, że ją
widzi. Podszedł i pocałował ją czule, delikatnie. Nie widzieli się dwa
dni. Zdarzało się to często, ale za każdym razem witali się bardzo czule
i intensywnie. Tak miało być i tym razem. Przytuliła się do niego i od
razu zrobiło się intymnie i namiętnie. Zaczął całować jej szyję,
łaskocząc delikatnie. Uwielbiała, kiedy to robił. Jego dłonie wędrowały
po jej ciele. Chciała zerwać ten ręcznik, zapomnieć o całym świecie.
Pocałowała go namiętnie, dając do zrozumienia, że zabawa dopiero się
zaczyna.
- Tęskniłem - szepnął jej do ucha, nie przestając jej całować.
Odsunęła go tak, aby mogła rozpuścić włosy, zrzucić żakiet, spódnicę i szpilki. Wiedziała, że chciał zatopić się w jej ciele i centymetr po
centymetrze dotykać je i pieścić. Stał jednak przed nią, lustrując jej
prawie nagie ciało. Czuła, że jej pragnie, widziała to w jego oczach.
Podobała mu się, nie raz jej to mówił, dzięki czemu nabrała pewności
siebie. Zaakceptowała swoje nie do końca idealne ciało. Nie przyszło jej
to łatwo, ale czuła się bezpieczna. Seks był ważną częścią ich związku.
Oboje mieli bzika na swoim punkcie i to sprawiało, że było im kurewsko
dobrze. Lubił eksperymentować, nuda w sypialni nie wchodziła w grę.
Zrzucił ręcznik i patrząc na nią wyzywająco, zapytał:
- Idę pod prysznic, dołączysz?
Pewnie, że dołączę - pomyślała.
Zerknęła na zegarek. Umówiła się z Kaśką na Pradze i musiała dać jej
znać, że trochę się spóźni.
- Będę tuż za tobą - powiedziała i puściła mu oczko.
Uśmiechała się kokieteryjnie. Gdyby ktoś patrzył na nich z boku, mógłby
uznać, że zachowują się jak nastolatkowie. Iga tak właśnie się czuła,
jakby czas dawno temu się zatrzymał. Chciała kochać i być kochana.
Odkrywać się na nowo i cieszyć związkiem w każdym jego wymiarze.
Darek zniknął za drzwiami łazienki już bez ręcznika, a ona podniosła z podłogi torebkę, wyjęła telefon i zaczęła pisać do Kaśki. Myślami była
pod prysznicem, z Darkiem, w jego objęciach.
Zadzwonił telefon.
- Darek, dzwoni twój telefon. Odebrać? - Iga nie usłyszała odpowiedzi,
ale pomimo to odebrała połączenie.
- Słucham? - rzuciła do słuchawki.
- Dzień dobry. Dzwonię z Hotelu Park Plaza we Wrocławiu. Czy mogę prosić
o rozmowę z panem Dariuszem Pietraszewskim?
- Jest chwilowo niedostępny. Może ja mogę pomóc?
- Znaleźliśmy zagubiony łańcuszek w państwa pokoju. Chciałam potwierdzić
adres, na jaki mamy go wysłać?
Podała szybko adres. Nie chciała przedłużać tej rozmowy. Wróciła do
wiadomości do Kaśki.
- Kto dzwonił? - Darek stanął obok łóżka, robiąc na dywanie ślady z kapiącej wody. Nie zwykł pozwalać, by ktokolwiek odbierał jego telefon.
Chciał jak najszybciej dowiedzieć się, kto dzwonił i czego potrzebował.
- Nie poczekałeś na mnie. Niegrzeczny. - Zarzuciła mu ręce na szyję i zaczęła go całować.
- Iga, kto dzwonił? - powtórzył pytanie, nie pozwalając się wciągnąć w jej grę.
- Dzwoniła pani z Park Hotelu, żeby ci powiedzieć, że znaleźli twój
łańcuszek. Jeszcze dziś wyślą go kurierem na nasz adres.
- Jaki łańcuszek? - Wydawał się zdziwiony
- Ty mi powiedz.
Milczał. Zbiło ją to z tropu. Jedyny łańcuszek, jaki Darek miał i nosił,
wisiał na jego szyi. Machinalnie go dotknął. Wyglądał, jakby się
speszył. Tak wtedy pomyślała, a może jej się wydawało. Nie chciała się
nad tym zastanawiać. Uznała, że wrócą do tego tematu. Mieli
niedokończoną rozmowę w innym wymiarze, a łańcuszek czy inny drobiazg
nie mógł jej przeszkodzić.
- Czekaj tu na mnie.
Musiała wziąć szybki prysznic, ale kiedy wyszła napalona i gotowa,
zamiast namiętnego seksu z narzeczonym czekał na nią kubek kawy i Darek
ubrany w sportowy strój do biegania.
- Może cię podwiozę, umówiłaś się z Kaśką, prawda? - zaproponował z uśmiechem.
Cały jego romantyczny nastrój prysnął. Przyziemne sprawy potrafiły
podziałać na niego jak zimny prysznic. Miał ostatnio ciężki okres i kilka ważnych tematów, które nie dawały o sobie zapomnieć nawet w tak
intymnej chwili.
- Ale... - Chciała zaprotestować, ale Darek zamknął jej usta pocałunkiem.
- Chcę, aby moja panna młoda miała najpiękniejszą suknię ślubną.
Spojrzała na niego zaskoczona i nieco rozczarowana.
- Nic się przed tobą nie ukryje, co?
- A co, masz jakieś tajemnice? - Popatrzył na nią wyzywająco.
Uśmiechnęła się, próbując odzyskać rezon. Zmierzwiła jego w dalszym
ciągu mokre włosy i sięgnęła po kawę. Dokładnie taką jak lubiła, latte
na mleku bez laktozy, gorącym, niespienionym.
- Poradzę sobie, idź, biegaj.
- To żaden kłopot.
- Wiem, kochanie. Zamówię Ubera. Bez sensu, żebyś krążył po mieście.
Darek wyszedł, w duchu ciesząc się, że będzie miał chwilę dla siebie.
Musiał poukładać myśli.
Iga, zamiast szykować się do wyjścia, stanęła przy oknie i patrzyła na
ludzi przechadzających się po parku. Była zaskoczona, zamiast rzucić się
na nią, poszedł pobiegać. Nie rozumiała, co właściwie się stało. Może to
emocje związane ze ślubem? A może miał w pracy jakiś kłopot? Nie
wiedziała, co sądzić o dzisiejszej sytuacji. Nigdy wcześniej Darek nie
przepuściłby takiej okazji. Uparcie pojawiała się myśl, że miało to
związek z telefonem z hotelu.
***
Kaśka przyglądała się przez moment przyjaciółce. Rano była nakręcona, a teraz zgasła, jakby wyczerpały jej się baterie. Nie odpowiadała na
pytania, była nieobecna. Zadzwonił jej telefon, ale kiedy spojrzała na
wyświetlacz, odrzuciła połączenie. Kolejny raz spróbowała zwrócić na
siebie uwagę Igi.
- Co ty taka zamyślona jesteś?
Iga była nieobecna, analizowała dzisiejszą sytuację. Zastanawiała się,
czy jej nie wyolbrzymia, czy to faktycznie jest jakikolwiek problem? Nie
dawało jej jednak spokoju, że jeden telefon zmienił całkowicie jego
nastawienie. Telefon dotyczący takiej pierdoły, drobnostki, która nie
miała żadnego znaczenia. Biła się przez moment z myślami, czy nie
opowiedzieć Kaśce całej historii, ale zmieniła zdanie. To nie był ani
czas, ani miejsce na takie zwierzenia.
- Już się ogarniam. To tylko lekkie zmęczenie.
- Iga, musisz przymierzyć tę sukienkę. Zobacz, jest dla ciebie idealna.
Ekspedientka od razu zareagowała na słowa Kaśki i zaczęła prezentować
suknię, o której mówiła. Iga podeszła do nich i zaczęła przyglądać się
sukience. Nie była to klasyczna biel, raczej był to kolor szampański, o prostym syrenim kroju z nieco przedłużonym trenem.
- Ewidentnie podkreśli twoje seksowne biodra. Pakuj się w nią, mała.
Iga zniknęła w przymierzalni, a Kaśka zacierała ręce. Sukienka jej się
podobała. Przez moment pomyślała, jak ona by w niej wyglądała.
Uśmiechnęła się na to wyobrażenie, ale szybko wyrzuciła je z głowy. Znów
zadzwoniła jej komórka. Ten sam numer. Kaśka odrzuciła połączenie i wyciszyła telefon. Odetchnęła głęboko wyraźnie czymś poruszona. Wrzuciła
komórkę na dno torebki.
Na tę rozmowę przyjdzie czas później - pomyślała. - Teraz ważna jest
Iga.
- Jest obłędna. Zobacz te prześwity na całych plecach. A dekolt? Mega!
Podkreśli twój biust.
Iga przymierzyła sukienkę, cały czas głowiąc się, co takiego wydarzyło
się między nią a Darkiem. Analizowała każdy moment, myśląc, że coś
przegapiła, nie dostrzegła jakiegoś szczegółu, który spowodował taki
zwrot akcji. Dręczyło ją to, że nie spytała Darka, co właściwie się
stało. Dlaczego zamiast kochać się z nią, wolał pójść pobiegać.
- Wychodź. Chcę cię zobaczyć.
Usłyszała głos Kaśki. Spojrzała w lustro. Suknia faktycznie była ładna.
Nie żeby się nią zachwyciła, poczuła ukłucie w sercu czy popłynęły jej
łzy, jak nieraz widziała w komediach romantycznych. Była po prostu
ładna. Nie miała się do czego przyczepić. Odsłoniła kotarę w przebieralni i stanęła przed Kaśką, która rozmawiała z ekspedientką
pokazującą jej dodatki.
- Wow! Iga! To jest to. Zaparło mi dech.
- Kaśka, myślisz, że to ta?
Kaśka tylko pokręciła z aprobatą głową i szybko dodała:
- Mamy to, kochana. Poprosimy o szampana dla panny młodej. To idealny
moment.
- Oczywiście, już podaję. Wygląda pani zjawiskowo. To idealna suknia dla
pani. Podkreśla pani kobiecą sylwetkę. Pan młody oszaleje, jak panią
zobaczy.
Iga spojrzała w lustro nie do końca przekonana, ale czy mogła wybrać
lepiej? Sukienka była ładna, dopasowana do jej figury, a ona nie miała
już czasu na szukanie innej. Nie mogła się skupić przez tę cholerną
akcję z łańcuszkiem. Czuła niepokój, a wybór sukni ślubnej zszedł na
dalszy plan. Chciała po prostu mieć to już za sobą. Sama się sobie
dziwiła. Najpierw miesiąc szukała, kręciła nosem, a potem była skłonna
zdecydować się na pierwszą, którą przymierzyła. Kaśka od razu wyczuła,
że coś jest nie tak.
- Jeśli nie jesteś pewna, nie musimy jej kupować. Znam inne miejsca.
Znajdziemy taką, w której się zakochasz.
- Nie, to nie to. Bierzemy ją. Jest naprawdę ładna.
- Ładna? Niejedna panna młoda dałaby się za nią pokroić żywcem.
- Masz rację. - Iga zgodziła się z przyjaciółką.
Pomyślała, że Kaśka musiała mieć dość jej kaprysów, choć ani razu nie
dała tego po sobie poznać.
- Wiem, że mam. Spójrz na siebie. Wyglądasz wspaniale. Będziesz piękną
panną młodą.
Kupiła tę suknię, choć nie była do końca przekonana. Kaśka zabrała ją do
siebie, a Iga wróciła do domu. Do końca dnia była zamyślona, ale nie
starczyło jej odwagi, a może i sposobności, żeby porozmawiać z Darkiem.
Cały czas wisiał na telefonie, a wieczorem wyszedł ze swoim
przyjacielem. Obstawiała wieczór kawalerski, ale Michał nic nie mówił, a ona postanowiła nie pytać. Położyła się wcześniej, próbując ułożyć
myśli.
***
Kiedy się obudziła, była sama, Darek zostawił jej karteczkę, że poszedł
pobiegać. Miała wolny dzień i chciała zwyczajnie odpocząć, w kapciach i dresie. Omiotła wzrokiem kuchnię i wiedziała, że taki całkiem wolny
dzień to nie będzie. Zaczęła sprzątać wszystko, co wpadło jej w oko.
Kiedy się funkcjonuje tak jak ich dwoje, to w tygodniu nie ma ani czasu,
ani chęci na sprzątanie w domu. W trakcie ostatnich miesięcy każdą wolną
chwilę Iga zapełniała obowiązkami związanymi z przygotowaniem wesela, a teraz, kiedy wszystko było już ogarnięte, mogła się zająć bardziej
przyziemnymi sprawami, jak przypalona patelnia. Zadzwonił domofon.
- Kurier.
Nie kryła zdziwienia. W sobotę? Serio? Nie zdarzało się to zbyt często.
Wpuściła pana o miłym głosie i już po chwili trzymała w ręku kopertę
zaadresowaną na ich adres. Spojrzała na etykietę, widniało na niej logo
hotelu we Wrocławiu. Korciło ją, żeby otworzyć. Trzymała ją przez chwilę
w ręce, próbowała wyczuć opuszkami palców, co jest w środku. Wyczuwała
jedynie bąbelki zabezpieczające w kopercie. Odłożyła kopertę na blat i wróciła do mycia naczyń, jednak jej wzrok raz po raz wędrował w jej
stronę. Zastanawiała się, czy byłoby w tym coś złego, gdyby ją
otworzyła? Wiedziała przecież, że przesyłka była dla Darka. Ale korciło
ją, żeby zerknąć do środka. Ruszyła w kierunku koperty, ale zatrzymała
się w pół kroku.
A jeśli to niespodzianka dla mnie i zepsuję ją przez swoją głupią
ciekawość? - pomyślała.
Biła się z myślami jeszcze jakiś czas, jednak wygrała chęć dowiedzenia
się, co było w środku. Delikatnie rozkleiła kopertę i wysypała jej
zawartość na blat. Złoty łańcuszek z połową serca. Przyjrzała mu się
uważnie - miał wygrawerowane inicjały S.M. Więc to nie mógł być prezent
niespodzianka. Zresztą Darek nigdy nie kupiłby jej połowy serca.
Nie ma już nastu lat - pomyślała.
Włożyła łańcuszek z powrotem do koperty i zakleiła ją. Podeszła do okna
i wtedy wróciły do niej słowa kobiety, która dzwoniła "Znaleźliśmy
zagubiony łańcuszek w państwa pokoju". Nie była nawet w stanie
sformułować myśli, okropnych myśli, które kiełkowały jej w głowie. To
było przecież całkowicie niedorzeczne. Przed oczami stanął jej obraz,
który tylko pogorszył sprawę. Darek wchodzący do łazienki bez ręcznika,
za to z podrapanym pośladkiem. Nie zapytała go o to zadrapanie. Bała
się, a może nie chciała usłyszeć odpowiedzi? To nie miało sensu.
- Za dwa tygodnie ślub - wyszeptała. - Czy mogłam być aż tak ślepa,
zapracowana i nieobecna? Nie zauważyłabym tak ważnej rzeczy? Nie, to
totalna bzdura. Darek nigdy by mi czegoś takiego nie zrobił.
Myśl za myślą natrętnie pojawiały się w jej głowie, budząc coraz większy
lęk i niezrozumienie. Musiała wyjść. Wiedziała, że jeśli Darek wróci,
dojdzie do konfrontacji, a nie była na to gotowa. Musiała się uspokoić i podejść do tego na chłodno. Nie chciała zachować się jak kompletna
idiotka.
Zadzwoniła do Kaśki i już po chwili jechała w kierunku jej mieszkania. Z jej okna widać było Pałac Kultury. Sąsiedzi nie znali się, a nawet
jeśli, nie byli specjalnie rozmowni. Kaśce to jednak nie przeszkadzało.
Lubiła prestiż tego miejsca, pana Marka, który otwierał jej drzwi, kiedy
wracała do domu zmęczona po pracy i to, że miała wszędzie pięć minut na
piechotę. Lubiła mieszkać w samym sercu Warszawy.
Kaśka przechadzała się po mieszkaniu z komórką w ręce, przygotowując się
do rozmowy, której się bała, ale wiedziała, że jej nie uniknie.
Zadzwonił domofon. Rozmowa będzie musiała poczekać. Kiedy otworzyła
drzwi i zobaczyła Igę, od razu wyczuła, że coś jest nie tak. Weszły w milczeniu do środka. Iga padła na fotel, a Kaśka usiadła naprzeciwko na
kanapie i spróbowała coś wyciągnąć z przyjaciółki.
- Powiesz mi wreszcie, co się stało? Pokłóciliście się z Darkiem?
Iga nie wiedziała, jak zacząć, co powiedzieć. Jak opisać swoje
podejrzenia i lęki? Czy miała jakiekolwiek powody, by wykazać się takim
brakiem zaufania? Nie, oczywiście, że nie. Darek był ideałem, nigdy nie
zrobił nic, co mogłoby podważyć jej zaufanie. Dlaczego więc czuła, że
coś jest nie tak? W końcu opowiedziała Kaśce, co się wydarzyło.
Wiedziała, że Kaśka będzie obiektywna i jeśli faktycznie Iga
przesadzała, od razu jej to powie. Nigdy nie wydawała opinii zbyt
pochopnie. Iga ceniła ją za to. Tym się różniły. Igą rządziły emocje,
potrafiła się złościć, wrzeszczeć, nienawidzić i kochać całą sobą. Jeśli
czuła jakąś emocję, czuła ją każdą komórką swojego ciała.
Kaśka była zamyślona, przez chwilę milczała, po czym podeszła do barku i nalała tequili do dwóch szklanek. Wzięła tylko jedną, którą podała Idze.
Iga wychyliła ją jednym haustem.
- Rozmawiałaś z nim na ten temat?
- Z nikim nie rozmawiałam. Jesteś jedyną osobą, której odważyłam się to
powiedzieć. Może powinnam była zapytać wprost.
- Poczekaj chwilę, weź głęboki oddech. Jesteś pewna, że ta kobieta
powiedziała: "państwa pokój"?
- Tak, jestem pewna. Najpierw nie zwróciłam na to uwagi. Chciałam się
jak najszybciej rozłączyć. Teraz sama nie wiem co myśleć. Ten łańcuszek
jest ewidentnie damski, ma wygrawerowane inicjały S.M. Poza tym jest
taki trywialny, połowa serca. Kaśka, kto nosi takie łańcuszki?
Nastolatki.
Siedziały przez chwilę w milczeniu.
- Kurwa, to się nie dzieje.
Ręce Igi się trzęsły, cała dygotała. Jadąc do Kaśki, miała nadzieję, że
ta powie jej, że jest pieprznięta i że to niemożliwe, żeby Darek odwalił
taki numer.
- Trzeba zadzwonić do tego hotelu.
- I co mam powiedzieć? Przecież nie zapytam, czy był tam sam.
- Musimy to mądrze rozegrać. Iga, ja nie wierzę, że Darek mógłby cię... -
Kaśka urwała.
Iga rozpłakała się. Gorące krople zaczęły jej spływać po policzkach.
Niestety nie pomogło jej to. Czasem płacz wyzwala. Czujemy się potem
lepiej. Ciężar, jaki w sobie nosimy, ulatnia się razem ze łzami. Tym
razem jednak tak nie było.
- Iga, weź się, kurwa, w garść. Może łańcuszek był tam wcześniej,
zgubiła go jakaś panna, która spała tam przed Darkiem. To żaden dowód, a kobieta mogła się zwyczajnie pomylić. Jedź do domu i odpocznij.
Kaśka miała rację. Iga uczepiła się tej myśli, bo była prawdopodobna. Bo
chciała, aby była prawdziwa. Wbiła sobie do głowy, że tak przecież mogło
być.
- Jeśli masz rację, to jestem kompletną idiotką. Mam wspaniałego faceta,
który żeni się ze mną, bo mnie kocha i jest ze mną szczęśliwy, a ja się
doszukuję zdrady. Oszalałam. Całkowicie mi odbiło. To przez emocje.
Jestem zmęczona i tworzę rzeczy, których nie ma. Zrobiłam się
podejrzliwa, drobiazgowa i histeryczna.
Słowa wylewały się z niej jedno po drugim. Próbowała odetchnąć, przestać
płakać, pozbierać się i choć czuła, że wmawia sobie, że wszystko jest w porządku, chciała w to uwierzyć.
- Spójrz na mnie, Iga. Jedź do domu. Nie wariuj i nie rób nic głupiego.
Zostaw tę sprawę mnie. Spróbuję się dowiedzieć czegoś więcej.
Kaśka miała mnóstwo znajomych rozsypanych po różnych częściach kraju.
Obie miały nadzieję, że uda jej się dotrzeć do hotelu i dowiedzieć, co
się tam wydarzyło.
***
Iga zrobiła dokładnie tak, jak mówiła Kaśka. Wróciła do domu. Nadal była
zamyślona, ale obiecywała sobie w duchu, że jak tylko przekroczy próg,
zostawi wszelkie wątpliwości po drugiej stronie. Jeszcze w samochodzie
próbowała jakoś ratować zaczerwienione od płaczu oczy. Na szczęście w kosmetyczce znalazła krople. Nie chciała, aby Darek zobaczył, że coś
jest nie tak. Zacząłby zadawać pytania, a tego zdecydowanie nie chciała.
Nie miała zamiaru kłamać, w ogóle nie chciała poruszać tego tematu.
- Przepraszam - usłyszała zaraz po tym, jak ktoś wpadł na nią z impetem
w wejściu do bloku. Podniosła głowę i zobaczyła burzę długich rudych
loków. Dziewczyna zerknęła na nią skrępowana, uśmiechnęła się jednak
nieśmiało. Przez chwilę wydawało się, jakby rozpoznała Igę, ale
odwróciła się i ruszyła pędem ulicą w kierunku centrum. Iga pomyślała,
że była piękna. Nie zdążyła nic wykrztusić, żadnego: nic się nie stało,
nie szkodzi, nie ma sprawy.
Kiedy weszła do mieszkania, Darek sprzątał kuchnię ubrany w luźny
weekendowy strój. Na blacie nie dostrzegła koperty, którą zostawiła
przed wyjściem. Już miała zapytać, ale przypomniała sobie słowa Kaśki:
"Nie rób nic głupiego".
- Cześć, kochanie. Gdzie byłaś? Nie zastałem cię, kiedy wróciłem z treningu.
- Tak, przepraszam, musiałam skoczyć do Kaśki.
- Ach wy plotkary.
- Jakie plotkary?
- Wiem, wiem. Na pewno ma to związek z przygotowaniami. Jesteś
rozgrzeszona. - Zaśmiał się, po czym podszedł do niej i zaczął całować
czule.
- Zamówiłem sushi. Mam nadzieję, że jesteś głodna.
- Jestem - powiedziała Iga.
Wtuliła się w jego klatkę piersiową. Poczuła spokój. Totalny,
bezgraniczny spokój. Pomyślała, że tego chciała już do końca życia,
wtulać się w to boskie ciało, całować je, kiedy tylko przyjdzie jej na
to ochota, czuć spokój, miłość, radość, podniecenie, cały kalejdoskop
uczuć.
- To dobrze. Zaplanowałem nam cały weekend.
Przeszli do kuchni. Iga zajęła miejsce przy blacie, a Darek zaczął się
krzątać.
- Ostatnio wszystko było na twojej głowie, cała organizacja naszego
ślubu i wesela. - Postawił przed nią kawę. - Chciałem ci podziękować i przeprosić, że tak mało się udzielałem. Wiem, że wszystko będzie
wspaniale, bo jesteś fantastyczną organizatorką. Dlatego mam coś, co mam
nadzieję, wynagrodzi ci moją nieobecność.
Zerkał na nią z zalotnym uśmiechem, otworzył szufladę i wyjął małe
pudełeczko, ewidentnie na biżuterię. Iga poruszyła się nerwowo.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki