Zupełnie przypadkiem - Roksana Samagalska

Kup ebooka

39.90 zł
33.12 zł (31,42 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Zupełnie przypadkiem

Ostat­nie mie­siące to był totalny rol­ler­co­aster. Czas ucie­kał przez palce, a rze­czy na liście "to do" tylko przy­by­wało. Kalen­darz pękał w szwach jak ni­gdy wcze­śniej, a jed­nak udało jej się cie­szyć każdą chwilą, każ­dym dro­bia­zgiem, każdą naj­mniej­szą nawet decy­zją. Bo doty­czyła początku jej nowej drogi. Wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik. Od zawsze była per­fek­cjo­nistką i musiała oso­bi­ście dopil­no­wać każ­dego szcze­gółu. Nie dla­tego, że nie miała zaufa­nia do ludzi i uwa­żała, że zrobi wszystko lepiej, ale nie zasnę­łaby, gdyby nie spraw­dziła wszyst­kiego oso­bi­ście. Zawsze tak miała i nie umiała się tego pozbyć. Choć dosko­nale zda­wała sobie sprawę, że byłoby jej znacz­nie łatwiej, gdyby nauczyła się odpusz­czać. To rodzaj natręc­twa i wcale jej nie dzi­wiło, że czę­sto ludzie mieli tego dość. Co tu dużo mówić, ta przy­pa­dłość nie zjed­ny­wała ludzi, szcze­gól­nie wśród współ­pra­cow­ni­ków, któ­rzy zawsze zauwa­żali zmiany i poprawki, które wpro­wa­dzała. Tym razem jed­nak nie miała zamiaru się tym przej­mo­wać. To miał być jej wielki dzień i chciała, aby było dokład­nie tak, jak sobie wyma­rzyła. Darek dał jej zie­lone świa­tło i wspie­rał każdą jej decy­zję, więc była w swoim żywiole. Jemu było to na rękę, nie musiał poświę­cać czasu, a dosko­nale wie­dział, że Iga zor­ga­ni­zuje wesele na naj­wyż­szym pozio­mie. Zosta­wił jej więc wszel­kie decy­zje: wybie­ra­nie menu, smak tortu, wybór kwia­tów, wystrój sali, zapro­sze­nia, lista gości, a nawet ich miej­sca przy stole. Wszystko spra­wiało jej ogromną radość. Bawiła się jak dziecko wpusz­czone do sklepu z naj­róż­niej­szymi cukier­kami. Chciała cele­bro­wać ten szcze­gólny dzień, miało być jak w bajce, ich bajce. Nie takiej, w któ­rej księż­niczka ma na sobie sukienkę typu beza, z całą masą fal­ba­nek z tiulu, a kró­le­wicz patrzy tylko na jej urodę. To miał być począ­tek pięk­nego mał­żeń­stwa opar­tego na przy­jaźni, miło­ści i wol­no­ści, dąże­niu do tego samego celu, bez pod­ci­na­nia skrzy­deł, za to z dużą dawką wspar­cia.

Ślub odbę­dzie się w prze­pięk­nym ogro­dzie, peł­nym zie­leni. Na drze­wach zawi­sną małe sło­iczki z kwia­tami i świa­teł­kami, które roz­bły­sną wie­czo­rem, two­rząc roman­tyczny kli­mat. Białe płatki róż roz­sy­pane pomię­dzy ław­kami popro­wa­dzą ich do małej altanki utwo­rzo­nej z kwia­tów peonii z dodat­kiem gip­sówki, gdzie złożą przy­sięgę. Ściana do pamiąt­ko­wych zdjęć sta­nie obok drink-baru, gdzie będą ser­wo­wane Ape­rol Spritz, Sex on the beach, Cuba libre, Tequ­ila Sun­rise i ulu­bione pro­secco Igi. Tort śmie­tan­kowy o smaku mascar­pone i szam­pana zosta­nie przy­stro­jony fran­cu­skimi maka­ro­ni­kami, a na każ­dym stole staną mini bezy z owo­cami. Ma być słodko, smacz­nie i wytwor­nie, ale bez nadę­cia. Iga wie­działa, że ich zna­jomi i rodzina odnajdą się w takim kli­ma­cie i będzie im się podo­bało. A co naj­waż­niej­sze - oni sami będą się czuć jak ryby w wodzie.

Tylko jedna rzecz spra­wiała jej w dal­szym ciągu nie­mały pro­blem i nie miała pomy­słu, jak wybrnąć z tej sytu­acji, którą sama sobie zgo­to­wała, krę­cąc nosem przy każ­dej pro­po­zy­cji. Suk­nia ślubna. To był naj­więk­szy kło­pot Igi. Nie mogła się zde­cy­do­wać, czy ma być mini­ma­li­styczna, kla­syczna czy może boho z wian­kiem z kwia­tów, z odkry­tymi ple­cami, dłu­gimi ręka­wami, a może bez ręka­wów, z koronki, a może wprost prze­ciw­nie - ze świe­cą­cej tafty czy jedwa­biu. Przy­mie­rzyła mnó­stwo pięk­nych sukien, odrzu­ca­jąc na wstę­pie te w typie bezy. Ni­gdy nie wyobra­żała sobie sie­bie opły­wa­ją­cej tiu­lami, więc ten etap był bły­ska­wiczny i bar­dzo pro­sty. Jed­nak żadna z sukien nie była tą jedyną. Każda następna podo­bała jej się jesz­cze bar­dziej i w każ­dej znaj­dy­wała coś, co spra­wiało, że wie­działa, że nie jest dla niej. I tak na dwa tygo­dnie przed ślu­bem została bez sukni ślub­nej i - co gor­sza - pomy­słu jak ma wyglą­dać i skąd ją wziąć w tak krót­kim ter­mi­nie. Mar­twiła się coraz bar­dziej, ale sta­rała się z całych sił zacho­wać zimną krew. Wma­wiała sobie, że na pewno coś wymy­śli. W końcu była spe­cja­listką od roz­wią­zy­wa­nia fuc­ka­pów.

Przez ten cały okres mijali się z Dar­kiem. Ona zajęta pracą i orga­ni­za­cją ślubu, a Darek jak zawsze w roz­jaz­dach. Nawet kiedy był w War­sza­wie, spra­wiał wra­że­nie, że coś odciąga jego myśli. Iga nie zamie­rzała się jed­nak teraz nad tym zasta­na­wiać. Zresztą zapla­no­wała dwu­ty­go­dniowy wyjazd do Hisz­pa­nii, więc będą mieli dużo czasu na roz­mowy. Od dawna pla­no­wała wspólne zwie­dza­nie wybrzeża Hisz­pa­nii i to była ide­alna oka­zja. Zaczną od Mar­belli, gdzie odpoczną w luk­su­sach po całym tym zamie­sza­niu i zgiełku. A potem ruszą w górę przez Malagę, Mur­cję aż do Walen­cji. Mieli zamiar skosz­to­wać wszyst­kich hisz­pań­skich przy­sma­ków, odpo­cząć i chło­nąć kli­mat, ludzi, słońce i cudowną wodę. No i oczy­wi­ście nacie­szyć się sobą.

Cały ten ślub, przy­go­to­wa­nia i czas, który poświę­cili, a wła­ści­wie Iga poświę­ciła, spo­wo­do­wał, że spę­dzali zde­cy­do­wa­nie mniej czasu razem. Cze­kała na nie­spieszne śnia­da­nia w łóżku, popo­łu­dniowe drzemki, wie­czorne spa­cery przy świe­tle księ­życa i dłu­gie roz­mowy do rana. Bra­ko­wało jej zwłasz­cza roz­mów. Do tej pory roz­ma­wiali na każdy temat, radzili się sie­bie w kwe­stiach nie tylko zawo­do­wych, ale i pry­wat­nych. Przy­go­to­wa­nia pochło­nęły ją tak bar­dzo, że zaczęła tęsk­nić za ich wcze­śniej­szym, spo­koj­niej­szym życiem. Cóż, tak już miała, że kiedy wzięła na sie­bie pro­jekt, musiała dopro­wa­dzić go do końca i zatra­cała się w nim zupeł­nie, zapo­mi­na­jąc o świe­cie. Tak było i tym razem. Z tą jed­nak róż­nicą, że nie czuła wyrzu­tów sumie­nia, bo robiła to dla sie­bie i dla Darka.

***

W czwart­kowe popo­łu­dnie, a wła­ści­wie wie­czór, tuż przed wyj­ściem z biura posta­no­wiła jesz­cze raz spraw­dzić, czy na pewno odha­czyła wszyst­kie punkty z dzi­siej­szej listy. Kiedy tylko usia­dła za biur­kiem, zadzwo­nił tele­fon. To była Kaśka, naj­lep­sza przy­ja­ciółka i świad­kowa jed­no­cze­śnie.

- Hej, Kas.

- Gdzie jesteś?

- Wycho­dzę z biura.

- Przy­jedź do mnie.

Była zbyt zmę­czona, a jutro cze­kał ją ciężki dzień, dopię­cie kon­traktu na event dla firmy far­ma­ceu­tycz­nej, a potem szu­ka­nie sukni ślub­nej.

- Nie dziś. Jestem pad­nięta. Spo­tkamy się jutro.

- To musi być dziś. Wsia­daj w auto i widzimy się za kilka minut.

Odło­żyła słu­chawkę. Nie było jej to na rękę. Co takiego się stało, co nie mogło pocze­kać do jutra. Zamknęła kalen­darz i wie­działa już, że nie ma innej opcji, musiała poje­chać do Kaśki. Były dla sie­bie niczym sio­stry i jeśli Kaśka potrze­bo­wała jej pomocy dziś, to choćby się waliło, paliło, musiała być przy niej. Pomimo całej miło­ści do Kaśki czuła lek­kie podi­ry­to­wa­nie. Prze­szło jej nawet przez myśl, żeby jej wygar­nąć, że to musi być naprawdę kurew­sko ważne, bo moment na spo­tka­nie towa­rzy­skie jest mocno nie­od­po­wiedni. Kiedy Kaśka otwo­rzyła drzwi i wysko­czyły na nią dziew­czyny w kusych kiec­kach z balo­nami, pisz­czał­kami, kie­lisz­kami Ape­rolu i całą masą innych śmiesz­nych gadże­tów, wie­działa już, jaki był powód tej wizyty.

- Nie­spo­dzianka!

- Kaśka, dziew­czyny... nie wiem co powie­dzieć. Jeste­ście...

- Naj­lep­sze - dokoń­czyła Jolka i wrę­czyła Idze kie­li­szek wypeł­niony Ape­ro­lem.

- Wia­domo - zawtó­ro­wała jej Agata.

- Wska­kuj do środka, nie pozwo­limy ci znik­nąć z naszej panień­skiej paczki bez ostat­niej imprezy - powie­działa Kaśka.

Dziew­czyny wcią­gnęły Igę do środka. Udało jej się jedy­nie napi­sać Dar­kowi krót­kiego SMS-a:

- Będę późno, nie cze­kaj na mnie, jestem u Kaśki.

Potem impreza nabrała tempa. Tańce, śmie­chy i drinki, oglą­da­nie zdjęć z nie­jed­nej imprezy, na któ­rej były i prze­gląd byłych part­ne­rów panny mło­dej.

- Mogły­ście mi tego oszczę­dzić - zaśmiała się, widząc zdję­cie z jed­nym z byłych chło­pa­ków.

Gdyby nie Ape­rol, pew­nie spło­nę­łaby rumień­cem, wspo­mi­na­jąc, jak złych wybo­rów doko­ny­wała i jaki miała fatalny gust, jeśli cho­dzi o face­tów.

- Ni­gdy byśmy sobie tego nie odpu­ściły.

- Każdy powód do kpin z panny mło­dej jest dobry - prze­ga­dy­wały jedna przez drugą, zaśmie­wa­jąc się przy tym.

- Kaśka, nie zapo­mnę ci tego. A pamię­taj, kto będzie orga­ni­zo­wał twoje panień­skie.

Mogły się tak prze­ko­ma­rzać bez końca. Iga czuła, jak scho­dzi z niej cały stres ostat­nich mie­sięcy. Kaśka dosko­nale ją znała, chyba nawet lepiej niż ona sie­bie samą, i wie­działa, że potrze­buje takiego resetu, a to był ide­alny moment. Były tutaj tylko naj­lep­sze kum­pele, znały się od lat, wie­działy o sobie wszystko. Sko­czy­łyby za sobą w ogień. Iga patrzyła na swoje przy­ja­ciółki i była szczę­śliwa, że są przy niej.

Kaśka, wysoka blon­dynka o zachwy­ca­ją­cych nie­bie­skich oczach. To z nią była naj­bli­żej, nie tylko dla­tego, że to dzięki niej pozbie­rała się po śmierci swo­jej mamy, ale nada­wały na tych samych falach, rozu­miały się bez słów. Uspo­ka­jała, kiedy Iga wpa­dała w histe­rię, ocie­rała łzy i była zawsze, kiedy jej potrze­bo­wała. Poznały się wiele lat temu, kiedy obie były na stu­diach i wie­rzyły, że zmie­nią świat. Dziś Kaśka utknęła w kor­po­ra­cji i każ­dego roku obie­cuje sobie, że to rzuci, a Iga pra­cuje za dwoje w małej rodzin­nej fir­mie orga­ni­zu­ją­cej eventy.

Anka - typowa spor­t­smenka. Moty­wo­wała wszyst­kie do tre­nin­gów i dba­nia o swoje ciało. Była w tym rewe­la­cyjna. Pra­co­wała w jed­nym z war­szaw­skich klu­bów. Miała na swoim kon­cie kilka wygra­nych zawo­dów IFBB Pro. Wywo­ły­wała w swo­ich pod­opiecz­nych poczu­cie winy, nie tylko wobec sie­bie, ale i wobec niej, a to było znacz­nie gor­sze. Mimo że nie zamie­rzała już brać udziału w zawo­dach, na­dal dbała o swoją syl­wetkę, a jej ciało było jej naj­lep­szą reklamą.

Jola jako jedyna z całej paczki miała za sobą długi, zakoń­czony nie­po­wo­dze­niem zwią­zek. Jedy­nym pozy­ty­wem z tego związku, za który Jola będzie dzię­ko­wać do końca życia, była Ninka, jej pię­cio­let­nia córeczka.

Agata to praw­niczka, dzięki któ­rej Jola może spo­koj­nie zwią­zać koniec z koń­cem.

Dziew­czyny, które żyją na wła­snych zasa­dach, choć cza­sem te zasady nagi­nają, w zależ­no­ści od potrzeby.

- Mamy dla cie­bie pre­zent.

- Serio? Nie zapo­mnia­ły­ście o niczym.

Podały Idze różową torebkę Vic­to­ria's Secret, sym­bol naj­sek­sow­niej­szej bie­li­zny na świe­cie. Uwiel­biała ich pro­dukty. Roz­wi­nęła szybko różową bibułkę i jej oczom uka­zała się prze­piękna koronka écru. Od razu wie­działa, że to naj­now­sza kolek­cja.

- Wow! Dziew­czyny, zako­cha­łam się.

Przy­ja­ciółki bar­dzo się ucie­szyły, wybie­rały pre­zent razem i choć świet­nie znały Igę, każda z nich miała nieco inny gust i pró­bo­wała prze­for­so­wać wła­sne wybory. Osta­tecz­nie to Kaśka pod­jęła decy­zję. To była bie­li­zna tra­fiona ide­al­nie w gust Igi. I nie tylko jej. Uwiel­biała body i wie­działa, że w tym modelu będzie wyglą­dała jak milion dola­rów. Uśmiech­nęła się, w myślach wyobra­ża­jąc sobie minę Darka, kiedy ją w niej zoba­czy.

- Darek będzie zachwy­cony. To nie wszystko, kochana. Mamy też coś, co umili ci wie­czory, kiedy Darek będzie w dele­ga­cji.

Mina Kaśki mówiła wszystko. Cie­szyła się ze szczę­ścia swo­jej przy­ja­ciółki. Choć na początku nie była zachwy­cona jej wybo­rem i nie umiała zaufać Dar­kowi. Prze­ko­nał ją jed­nak do sie­bie, trak­tu­jąc Igę jak księż­niczkę.

Kaśka podała Idze czarne pudełko z czer­woną kokardą, a ona zakryła twarz rękami i zaczęła się śmiać. Nie to, żeby była taka wsty­dliwa czy pru­de­ryjna, ale w takich momen­tach ciężko o powagę czy zacho­wa­nie poker face. Dziew­czyny śmiały się i zachę­cały Igę, żeby otwo­rzyła pre­zent. Iga zer­k­nęła do pudełka nieco nie­śmiało. Nie myliła się. Kupiły jej wibra­tor.

- Wariatki! Nie­grzeczne dziew­czynki.

- Ty też prze­sta­niesz być taka grzeczna, kiedy poczu­jesz, co potrafi to maleń­stwo.

Jolka uśmie­chała się tajem­ni­czo. Od momentu roz­sta­nia z wielką miło­ścią swo­jego życia, tatą Ninki, nie zwią­zała się z nikim. Nie szu­kała, pota­jem­nie marząc, że ona i Krzy­siek jesz­cze do sie­bie wrócą. I choć nie byłoby to łatwe, bo cią­gle mieli wiele nie­za­ła­twio­nych tema­tów, to oboje darzyli się uczu­ciem, które było zauwa­żalne gołym okiem.

- Koniecz­nie popro­simy o rela­cję - zaśmiała się Agata.

- Może być nawet na żywo. - Dziew­czyny spoj­rzały na Kaśkę wymow­nie i roze­śmiały się, wyobra­ża­jąc sobie, jak mogłaby wyglą­dać taka rela­cja.

- Dziew­czyny, czas na tequ­ilę i tańce - powie­działa Iga, zmie­nia­jąc temat.

Dosko­nale wie­działy, że nie powinny łączyć alko­holi, ale ślub bie­rze się tylko raz, więc wie­czór panień­ski musiał być z pompą. Dziew­czyny miały zamiar pójść na całość. Jutro zajmą się kacem, nie­wy­spa­niem i suk­nią ślubną.

***

Pora­nek przy­szedł zde­cy­do­wane za wcze­śnie. Iga została na noc u Kaśki, która podob­nie jak ona miała pro­blem, żeby się zwlec z łóżka. Gdyby nie poczu­cie obo­wiązku, Iga zamknę­łaby oczy, odwró­ciła się na drugi bok i spała dalej. Od zakoń­cze­nia dzi­kiej balangi minęły rap­tem trzy godziny. Nie była jed­nak w sta­nie zasnąć. Chwilę po prze­bu­dze­niu jej mózg zaczy­nał pracę na pełny etat. Tysiące myśli zaczęło się kłę­bić, jedna przez drugą. Co musi dopiąć, czego dopil­no­wać, z kim się spo­tkać. A dziś punk­tem numer jeden była suk­nia. Wie­działa, że osta­tecz­nie może pójść do któ­re­goś butiku i kupić sukienkę, która na nią pasuje, ale chciała poczuć, że to ta jedyna, wyśniona, wyma­rzona. Pro­blem pole­gał jed­nak na tym, że ni­gdy nie wyobra­żała sobie sukni. Potra­fiła wyobra­zić sobie pięk­nie przy­stro­joną salę, nie­mal w każ­dym miej­scu. W luk­su­so­wym hotelu czy lof­cie, a nawet w sta­rej fabryce. Tylko nie suk­nię ślubną. A wła­ści­wie, nie wyobra­żała sobie sie­bie w sukni ślub­nej. Liczyła, że Kaśka poje­dzie z nią i roz­wiąże ten pro­blem za nią. Wynaj­dzie jakie­goś rodzynka, który zachwyci je tak bar­dzo, że nie będą miały naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści.

- Prysz­nic i kawa.

Głos miała ochry­pły po wczo­raj­szych śpie­wach. Jak przez mgłę przy­po­mniała sobie, że Jolka po pół­nocy wymy­śliła kara­oke i śpie­wały "Windą do nieba" zespołu Dwa plus jeden.

- Ty idziesz pod prysz­nic, ja robię kawę.

Kaśka ledwo żyła, ale nie narze­kała. Wstała i zabrała się za śnia­da­nie. Wie­działa, że przy­ja­ciółka potrze­buje jej pomocy. Cie­szyła się z jej szczę­ścia i skry­cie marzyła, choć ni­gdy nie powie­dzia­łaby tego na głos, że i ona znaj­dzie kogoś, dla kogo rzuci wresz­cie kor­po­ra­cję. Otwo­rzy coś swo­jego, mały biz­nes, który prócz tego, że zapewni jej bez­pie­czeń­stwo finan­sowe, da rów­nież odpo­czy­nek od cią­głego stresu, budże­tów, KPI i zado­wa­la­nia sze­fów pracą po godzi­nach.

- Popo­łu­dnie aktu­alne?

- Nie martw się, mam parę pomy­słów i prze­czu­cie, że dziś się uda. Roz­ma­wia­łam z Gra­żyną, dziew­czyną, która zaj­muje się u nas PR, brała nie­dawno ślub i pole­ciła mi kilka miejsc. Na pewno dziś kupimy suk­nię, a jeśli nie, to sama ci ją uszyję.

- Kas, na pewno byłaby ide­alna.

- Dużo koronki écru z czar­nymi dodat­kami. Co ty na to?

- Czyż­byś się zain­spi­ro­wała kolek­cją czar­nych sukien ślub­nych Very Wang z 2012 roku?

- Szu­ka­łam inspi­ra­cji dla panny wybred­nej. - Iga zaśmiała się, a Kaśka pode­szła do niej i ją przy­tu­liła. Stały tak przez chwilę.

- Mam nadzieję, że będzie­cie bar­dzo szczę­śliwi i nie zapo­mnisz o mnie.

- Kaśka, co ty wyga­du­jesz, jesteś dla mnie jak sio­stra. Nie wyobra­żam sobie życia bez cie­bie.

Wyszły razem. Kaśka prze­szła kilka kro­ków i sta­nęła przed biu­row­cem, w któ­rym sie­dzibę miała jej firma. Była han­dlow­cem, jed­nym z naj­lep­szych na rynku, ale nie­na­wi­dziła tej pracy. Cią­głej pre­sji i walki o klienta. Wzięła głę­boki oddech i weszła do budynku.

- Jesz­cze nie teraz - pomy­ślała. - Jesz­cze rok, może dwa i wtedy zre­zy­gnuję.

***

Dzień, pomimo wielu zadań, które o dziwo jak ni­gdy szły Idze jak po maśle, dłu­żył jej się okrop­nie. Była dopiero pięt­na­sta, a kon­trakt z nowym klien­tem leżał pod­pi­sany na biurku pre­zes, gadżety na event zamó­wione, prace na kolejny tydzień roz­dy­spo­no­wane na pra­cow­ni­ków agen­cji. Wszystko dopięte i poukła­dane. Była wolna. Dawno już nie miała takiego popo­łu­dnia. Przed spo­tka­niem z Kaśką chciała wpaść do domu i prze­brać się w coś wygod­niej­szego. Głów­nie cho­dziło jej o buty. Nie­na­wi­dziła szpi­lek, ale o ile musiała bie­gać w nich w biu­rze, to nie wyobra­żała sobie męczyć stóp, cho­dząc w nich od sklepu do sklepu. Zamó­wiła Ubera. Samo­chód został pod domem Kaśki. Rano uznała, cał­kiem słusz­nie, że nie powinna pro­wa­dzić. Na szczę­ście z biura do miesz­ka­nia o tej porze jechała zale­d­wie dzie­sięć minut. Nie było kor­ków. Zupeł­nie ina­czej niż na dro­gach wyjaz­do­wych z War­szawy, gdzie były one utra­pie­niem. Ani ona, ani Darek nie zno­sili stać w korku, woleli wybrać dłuż­szą trasę. Zasta­na­wiała się nie­raz, czy to dla­tego, że tempo ich życia jest tak szyb­kie i kiedy nic się nie działo i musieli na coś pocze­kać, dosta­wali szału? Czy może z innego powodu męczył ich ten wąż samo­cho­dów przed i za nimi, bez szans na ucieczkę? Nie lubili cze­kać. Kiedy cze­goś chcieli, robili wszystko, by osią­gnąć to jak naj­szyb­ciej. Myślała nie­raz, że nie­cier­pli­wość stała się dziś cho­robą cywi­li­za­cyjną. Każdy chciał mieć wszystko na już, teraz, natych­miast. Ludzie na nic nie byli skłonni cze­kać.

Wysko­czyła z auta, które zapar­ko­wało pod ich blo­kiem. Zde­cy­do­wali się na miesz­ka­nie na nowo­cze­snym osie­dlu. Nie­da­leko od cen­trum, a i do parku mieli kilka minut. Na początku fak­tycz­nie korzy­stali przy każ­dej oka­zji z wypa­dów na spa­cery, ale Iga nie pamię­tała już, kiedy ostat­nio tam byli. Nie­mniej jed­nak widok o poranku robił robotę. Lubiła sta­nąć w oknie z kub­kiem kawy i patrzeć na bie­ga­czy prze­miesz­cza­ją­cych się wokół jeziorka.

- Darek - zawo­łała, wpa­da­jąc do miesz­ka­nia.

Cie­szyła się, że go zastała. Miał wró­cić wczo­raj póź­nym wie­czo­rem, ale wie­działa, że skoro świt poje­chał do biura. Był typo­wym pra­co­ho­li­kiem. Przed­kła­dał dobro firmy nad swoje wła­sne. Tłu­ma­czyła to wie­kiem i miała głę­boką nadzieję, że kiedy poja­wią się dzieci, a ich kre­dyt na miesz­ka­nie zosta­nie spła­cony, sprawy przy­biorą inny obrót.

- Jestem w sypialni - usły­szała, więc od razu się tam skie­ro­wała.

- Cześć, kocha­nie.

Zastała go w ręcz­niku prze­wie­szo­nym przez bio­dra. Ucie­szył się, że ją widzi. Pod­szedł i poca­ło­wał ją czule, deli­kat­nie. Nie widzieli się dwa dni. Zda­rzało się to czę­sto, ale za każ­dym razem witali się bar­dzo czule i inten­syw­nie. Tak miało być i tym razem. Przy­tu­liła się do niego i od razu zro­biło się intym­nie i namięt­nie. Zaczął cało­wać jej szyję, łasko­cząc deli­kat­nie. Uwiel­biała, kiedy to robił. Jego dło­nie wędro­wały po jej ciele. Chciała zerwać ten ręcz­nik, zapo­mnieć o całym świe­cie. Poca­ło­wała go namięt­nie, dając do zro­zu­mie­nia, że zabawa dopiero się zaczyna.

- Tęsk­ni­łem - szep­nął jej do ucha, nie prze­sta­jąc jej cało­wać.

Odsu­nęła go tak, aby mogła roz­pu­ścić włosy, zrzu­cić żakiet, spód­nicę i szpilki. Wie­działa, że chciał zato­pić się w jej ciele i cen­ty­metr po cen­ty­metrze doty­kać je i pie­ścić. Stał jed­nak przed nią, lustru­jąc jej pra­wie nagie ciało. Czuła, że jej pra­gnie, widziała to w jego oczach. Podo­bała mu się, nie raz jej to mówił, dzięki czemu nabrała pew­no­ści sie­bie. Zaak­cep­to­wała swoje nie do końca ide­alne ciało. Nie przy­szło jej to łatwo, ale czuła się bez­pieczna. Seks był ważną czę­ścią ich związku. Oboje mieli bzika na swoim punk­cie i to spra­wiało, że było im kurew­sko dobrze. Lubił eks­pe­ry­men­to­wać, nuda w sypialni nie wcho­dziła w grę. Zrzu­cił ręcz­nik i patrząc na nią wyzy­wa­jąco, zapy­tał:

- Idę pod prysz­nic, dołą­czysz?

Pew­nie, że dołą­czę - pomy­ślała.

Zer­k­nęła na zega­rek. Umó­wiła się z Kaśką na Pra­dze i musiała dać jej znać, że tro­chę się spóźni.

- Będę tuż za tobą - powie­działa i puściła mu oczko.

Uśmie­chała się kokie­te­ryj­nie. Gdyby ktoś patrzył na nich z boku, mógłby uznać, że zacho­wują się jak nasto­lat­ko­wie. Iga tak wła­śnie się czuła, jakby czas dawno temu się zatrzy­mał. Chciała kochać i być kochana. Odkry­wać się na nowo i cie­szyć związ­kiem w każ­dym jego wymia­rze.

Darek znik­nął za drzwiami łazienki już bez ręcz­nika, a ona pod­nio­sła z pod­łogi torebkę, wyjęła tele­fon i zaczęła pisać do Kaśki. Myślami była pod prysz­ni­cem, z Dar­kiem, w jego obję­ciach.

Zadzwo­nił tele­fon.

- Darek, dzwoni twój tele­fon. Ode­brać? - Iga nie usły­szała odpo­wie­dzi, ale pomimo to ode­brała połą­cze­nie.

- Słu­cham? - rzu­ciła do słu­chawki.

- Dzień dobry. Dzwo­nię z Hotelu Park Plaza we Wro­cła­wiu. Czy mogę pro­sić o roz­mowę z panem Dariu­szem Pie­tra­szew­skim?

- Jest chwi­lowo nie­do­stępny. Może ja mogę pomóc?

- Zna­leź­li­śmy zagu­biony łań­cu­szek w pań­stwa pokoju. Chcia­łam potwier­dzić adres, na jaki mamy go wysłać?

Podała szybko adres. Nie chciała prze­dłu­żać tej roz­mowy. Wró­ciła do wia­do­mo­ści do Kaśki.

- Kto dzwo­nił? - Darek sta­nął obok łóżka, robiąc na dywa­nie ślady z kapią­cej wody. Nie zwykł pozwa­lać, by kto­kol­wiek odbie­rał jego tele­fon. Chciał jak naj­szyb­ciej dowie­dzieć się, kto dzwo­nił i czego potrze­bo­wał.

- Nie pocze­ka­łeś na mnie. Nie­grzeczny. - Zarzu­ciła mu ręce na szyję i zaczęła go cało­wać.

- Iga, kto dzwo­nił? - powtó­rzył pyta­nie, nie pozwa­la­jąc się wcią­gnąć w jej grę.

- Dzwo­niła pani z Park Hotelu, żeby ci powie­dzieć, że zna­leźli twój łań­cu­szek. Jesz­cze dziś wyślą go kurie­rem na nasz adres.

- Jaki łań­cu­szek? - Wyda­wał się zdzi­wiony

- Ty mi powiedz.

Mil­czał. Zbiło ją to z tropu. Jedyny łań­cu­szek, jaki Darek miał i nosił, wisiał na jego szyi. Machi­nal­nie go dotknął. Wyglą­dał, jakby się spe­szył. Tak wtedy pomy­ślała, a może jej się wyda­wało. Nie chciała się nad tym zasta­na­wiać. Uznała, że wrócą do tego tematu. Mieli nie­do­koń­czoną roz­mowę w innym wymia­rze, a łań­cu­szek czy inny dro­biazg nie mógł jej prze­szko­dzić.

- Cze­kaj tu na mnie.

Musiała wziąć szybki prysz­nic, ale kiedy wyszła napa­lona i gotowa, zamiast namięt­nego seksu z narze­czo­nym cze­kał na nią kubek kawy i Darek ubrany w spor­towy strój do bie­ga­nia.

- Może cię pod­wiozę, umó­wi­łaś się z Kaśką, prawda? - zapro­po­no­wał z uśmie­chem.

Cały jego roman­tyczny nastrój pry­snął. Przy­ziemne sprawy potra­fiły podzia­łać na niego jak zimny prysz­nic. Miał ostat­nio ciężki okres i kilka waż­nych tema­tów, które nie dawały o sobie zapo­mnieć nawet w tak intym­nej chwili.

- Ale... - Chciała zapro­te­sto­wać, ale Darek zamknął jej usta poca­łun­kiem.

- Chcę, aby moja panna młoda miała naj­pięk­niej­szą suk­nię ślubną.

Spoj­rzała na niego zasko­czona i nieco roz­cza­ro­wana.

- Nic się przed tobą nie ukryje, co?

- A co, masz jakieś tajem­nice? - Popa­trzył na nią wyzy­wa­jąco.

Uśmiech­nęła się, pró­bu­jąc odzy­skać rezon. Zmierz­wiła jego w dal­szym ciągu mokre włosy i się­gnęła po kawę. Dokład­nie taką jak lubiła, latte na mleku bez lak­tozy, gorą­cym, nie­spie­nio­nym.

- Pora­dzę sobie, idź, bie­gaj.

- To żaden kło­pot.

- Wiem, kocha­nie. Zamó­wię Ubera. Bez sensu, żebyś krą­żył po mie­ście.

Darek wyszedł, w duchu cie­sząc się, że będzie miał chwilę dla sie­bie. Musiał poukła­dać myśli.

Iga, zamiast szy­ko­wać się do wyj­ścia, sta­nęła przy oknie i patrzyła na ludzi prze­cha­dza­ją­cych się po parku. Była zasko­czona, zamiast rzu­cić się na nią, poszedł pobie­gać. Nie rozu­miała, co wła­ści­wie się stało. Może to emo­cje zwią­zane ze ślu­bem? A może miał w pracy jakiś kło­pot? Nie wie­działa, co sądzić o dzi­siej­szej sytu­acji. Ni­gdy wcze­śniej Darek nie prze­pu­ściłby takiej oka­zji. Upar­cie poja­wiała się myśl, że miało to zwią­zek z tele­fo­nem z hotelu.

***

Kaśka przy­glą­dała się przez moment przy­ja­ciółce. Rano była nakrę­cona, a teraz zga­sła, jakby wyczer­pały jej się bate­rie. Nie odpo­wia­dała na pyta­nia, była nie­obecna. Zadzwo­nił jej tele­fon, ale kiedy spoj­rzała na wyświe­tlacz, odrzu­ciła połą­cze­nie. Kolejny raz spró­bo­wała zwró­cić na sie­bie uwagę Igi.

- Co ty taka zamy­ślona jesteś?

Iga była nie­obecna, ana­li­zo­wała dzi­siej­szą sytu­ację. Zasta­na­wiała się, czy jej nie wyol­brzy­mia, czy to fak­tycz­nie jest jaki­kol­wiek pro­blem? Nie dawało jej jed­nak spo­koju, że jeden tele­fon zmie­nił cał­ko­wi­cie jego nasta­wie­nie. Tele­fon doty­czący takiej pier­doły, drob­nostki, która nie miała żad­nego zna­cze­nia. Biła się przez moment z myślami, czy nie opo­wie­dzieć Kaśce całej histo­rii, ale zmie­niła zda­nie. To nie był ani czas, ani miej­sce na takie zwie­rze­nia.

- Już się ogar­niam. To tylko lek­kie zmę­cze­nie.

- Iga, musisz przy­mie­rzyć tę sukienkę. Zobacz, jest dla cie­bie ide­alna.

Eks­pe­dientka od razu zare­ago­wała na słowa Kaśki i zaczęła pre­zen­to­wać suk­nię, o któ­rej mówiła. Iga pode­szła do nich i zaczęła przy­glą­dać się sukience. Nie była to kla­syczna biel, raczej był to kolor szam­pań­ski, o pro­stym syre­nim kroju z nieco prze­dłu­żo­nym tre­nem.

- Ewi­dent­nie pod­kre­śli twoje sek­sowne bio­dra. Pakuj się w nią, mała.

Iga znik­nęła w przy­mie­rzalni, a Kaśka zacie­rała ręce. Sukienka jej się podo­bała. Przez moment pomy­ślała, jak ona by w niej wyglą­dała. Uśmiech­nęła się na to wyobra­że­nie, ale szybko wyrzu­ciła je z głowy. Znów zadzwo­niła jej komórka. Ten sam numer. Kaśka odrzu­ciła połą­cze­nie i wyci­szyła tele­fon. Ode­tchnęła głę­boko wyraź­nie czymś poru­szona. Wrzu­ciła komórkę na dno torebki.

Na tę roz­mowę przyj­dzie czas póź­niej - pomy­ślała. - Teraz ważna jest Iga.

- Jest obłędna. Zobacz te prze­świty na całych ple­cach. A dekolt? Mega! Pod­kre­śli twój biust.

Iga przy­mie­rzyła sukienkę, cały czas gło­wiąc się, co takiego wyda­rzyło się mię­dzy nią a Dar­kiem. Ana­li­zo­wała każdy moment, myśląc, że coś prze­ga­piła, nie dostrze­gła jakie­goś szcze­gółu, który spo­wo­do­wał taki zwrot akcji. Drę­czyło ją to, że nie spy­tała Darka, co wła­ści­wie się stało. Dla­czego zamiast kochać się z nią, wolał pójść pobie­gać.

- Wychodź. Chcę cię zoba­czyć.

Usły­szała głos Kaśki. Spoj­rzała w lustro. Suk­nia fak­tycz­nie była ładna. Nie żeby się nią zachwy­ciła, poczuła ukłu­cie w sercu czy popły­nęły jej łzy, jak nie­raz widziała w kome­diach roman­tycz­nych. Była po pro­stu ładna. Nie miała się do czego przy­cze­pić. Odsło­niła kotarę w prze­bie­ralni i sta­nęła przed Kaśką, która roz­ma­wiała z eks­pe­dientką poka­zu­jącą jej dodatki.

- Wow! Iga! To jest to. Zaparło mi dech.

- Kaśka, myślisz, że to ta?

Kaśka tylko pokrę­ciła z apro­batą głową i szybko dodała:

- Mamy to, kochana. Popro­simy o szam­pana dla panny mło­dej. To ide­alny moment.

- Oczy­wi­ście, już podaję. Wygląda pani zja­wi­skowo. To ide­alna suk­nia dla pani. Pod­kre­śla pani kobiecą syl­wetkę. Pan młody osza­leje, jak panią zoba­czy.

Iga spoj­rzała w lustro nie do końca prze­ko­nana, ale czy mogła wybrać lepiej? Sukienka była ładna, dopa­so­wana do jej figury, a ona nie miała już czasu na szu­ka­nie innej. Nie mogła się sku­pić przez tę cho­lerną akcję z łań­cusz­kiem. Czuła nie­po­kój, a wybór sukni ślub­nej zszedł na dal­szy plan. Chciała po pro­stu mieć to już za sobą. Sama się sobie dzi­wiła. Naj­pierw mie­siąc szu­kała, krę­ciła nosem, a potem była skłonna zde­cy­do­wać się na pierw­szą, którą przy­mie­rzyła. Kaśka od razu wyczuła, że coś jest nie tak.

- Jeśli nie jesteś pewna, nie musimy jej kupo­wać. Znam inne miej­sca. Znaj­dziemy taką, w któ­rej się zako­chasz.

- Nie, to nie to. Bie­rzemy ją. Jest naprawdę ładna.

- Ładna? Nie­jedna panna młoda dałaby się za nią pokroić żyw­cem.

- Masz rację. - Iga zgo­dziła się z przy­ja­ciółką.

Pomy­ślała, że Kaśka musiała mieć dość jej kapry­sów, choć ani razu nie dała tego po sobie poznać.

- Wiem, że mam. Spójrz na sie­bie. Wyglą­dasz wspa­niale. Będziesz piękną panną młodą.

Kupiła tę suk­nię, choć nie była do końca prze­ko­nana. Kaśka zabrała ją do sie­bie, a Iga wró­ciła do domu. Do końca dnia była zamy­ślona, ale nie star­czyło jej odwagi, a może i spo­sob­no­ści, żeby poroz­ma­wiać z Dar­kiem. Cały czas wisiał na tele­fo­nie, a wie­czo­rem wyszedł ze swoim przy­ja­cie­lem. Obsta­wiała wie­czór kawa­ler­ski, ale Michał nic nie mówił, a ona posta­no­wiła nie pytać. Poło­żyła się wcze­śniej, pró­bu­jąc uło­żyć myśli.

***

Kiedy się obu­dziła, była sama, Darek zosta­wił jej kar­teczkę, że poszedł pobie­gać. Miała wolny dzień i chciała zwy­czaj­nie odpo­cząć, w kap­ciach i dre­sie. Omio­tła wzro­kiem kuch­nię i wie­działa, że taki cał­kiem wolny dzień to nie będzie. Zaczęła sprzą­tać wszystko, co wpa­dło jej w oko. Kiedy się funk­cjo­nuje tak jak ich dwoje, to w tygo­dniu nie ma ani czasu, ani chęci na sprzą­ta­nie w domu. W trak­cie ostat­nich mie­sięcy każdą wolną chwilę Iga zapeł­niała obo­wiąz­kami zwią­za­nymi z przy­go­to­wa­niem wesela, a teraz, kiedy wszystko było już ogar­nięte, mogła się zająć bar­dziej przy­ziem­nymi spra­wami, jak przy­pa­lona patel­nia. Zadzwo­nił domo­fon.

- Kurier.

Nie kryła zdzi­wie­nia. W sobotę? Serio? Nie zda­rzało się to zbyt czę­sto. Wpu­ściła pana o miłym gło­sie i już po chwili trzy­mała w ręku kopertę zaadre­so­waną na ich adres. Spoj­rzała na ety­kietę, wid­niało na niej logo hotelu we Wro­cła­wiu. Kor­ciło ją, żeby otwo­rzyć. Trzy­mała ją przez chwilę w ręce, pró­bo­wała wyczuć opusz­kami pal­ców, co jest w środku. Wyczu­wała jedy­nie bąbelki zabez­pie­cza­jące w koper­cie. Odło­żyła kopertę na blat i wró­ciła do mycia naczyń, jed­nak jej wzrok raz po raz wędro­wał w jej stronę. Zasta­na­wiała się, czy byłoby w tym coś złego, gdyby ją otwo­rzyła? Wie­działa prze­cież, że prze­syłka była dla Darka. Ale kor­ciło ją, żeby zer­k­nąć do środka. Ruszyła w kie­runku koperty, ale zatrzy­mała się w pół kroku.

A jeśli to nie­spo­dzianka dla mnie i zepsuję ją przez swoją głu­pią cie­ka­wość? - pomy­ślała.

Biła się z myślami jesz­cze jakiś czas, jed­nak wygrała chęć dowie­dze­nia się, co było w środku. Deli­kat­nie roz­kle­iła kopertę i wysy­pała jej zawar­tość na blat. Złoty łań­cu­szek z połową serca. Przyj­rzała mu się uważ­nie - miał wygra­we­ro­wane ini­cjały S.M. Więc to nie mógł być pre­zent nie­spo­dzianka. Zresztą Darek ni­gdy nie kupiłby jej połowy serca.

Nie ma już nastu lat - pomy­ślała.

Wło­żyła łań­cu­szek z powro­tem do koperty i zakle­iła ją. Pode­szła do okna i wtedy wró­ciły do niej słowa kobiety, która dzwo­niła "Zna­leź­li­śmy zagu­biony łań­cu­szek w pań­stwa pokoju". Nie była nawet w sta­nie sfor­mu­ło­wać myśli, okrop­nych myśli, które kieł­ko­wały jej w gło­wie. To było prze­cież cał­ko­wi­cie nie­do­rzeczne. Przed oczami sta­nął jej obraz, który tylko pogor­szył sprawę. Darek wcho­dzący do łazienki bez ręcz­nika, za to z podra­pa­nym poślad­kiem. Nie zapy­tała go o to zadra­pa­nie. Bała się, a może nie chciała usły­szeć odpo­wie­dzi? To nie miało sensu.

- Za dwa tygo­dnie ślub - wyszep­tała. - Czy mogłam być aż tak ślepa, zapra­co­wana i nie­obecna? Nie zauwa­ży­ła­bym tak waż­nej rze­czy? Nie, to totalna bzdura. Darek ni­gdy by mi cze­goś takiego nie zro­bił.

Myśl za myślą natręt­nie poja­wiały się w jej gło­wie, budząc coraz więk­szy lęk i nie­zro­zu­mie­nie. Musiała wyjść. Wie­działa, że jeśli Darek wróci, doj­dzie do kon­fron­ta­cji, a nie była na to gotowa. Musiała się uspo­koić i podejść do tego na chłodno. Nie chciała zacho­wać się jak kom­pletna idiotka.

Zadzwo­niła do Kaśki i już po chwili jechała w kie­runku jej miesz­ka­nia. Z jej okna widać było Pałac Kul­tury. Sąsie­dzi nie znali się, a nawet jeśli, nie byli spe­cjal­nie roz­mowni. Kaśce to jed­nak nie prze­szka­dzało. Lubiła pre­stiż tego miej­sca, pana Marka, który otwie­rał jej drzwi, kiedy wra­cała do domu zmę­czona po pracy i to, że miała wszę­dzie pięć minut na pie­chotę. Lubiła miesz­kać w samym sercu War­szawy.

Kaśka prze­cha­dzała się po miesz­ka­niu z komórką w ręce, przy­go­to­wu­jąc się do roz­mowy, któ­rej się bała, ale wie­działa, że jej nie unik­nie. Zadzwo­nił domo­fon. Roz­mowa będzie musiała pocze­kać. Kiedy otwo­rzyła drzwi i zoba­czyła Igę, od razu wyczuła, że coś jest nie tak. Weszły w mil­cze­niu do środka. Iga padła na fotel, a Kaśka usia­dła naprze­ciwko na kana­pie i spró­bo­wała coś wycią­gnąć z przy­ja­ciółki.

- Powiesz mi wresz­cie, co się stało? Pokłó­ci­li­ście się z Dar­kiem?

Iga nie wie­działa, jak zacząć, co powie­dzieć. Jak opi­sać swoje podej­rze­nia i lęki? Czy miała jakie­kol­wiek powody, by wyka­zać się takim bra­kiem zaufa­nia? Nie, oczy­wi­ście, że nie. Darek był ide­ałem, ni­gdy nie zro­bił nic, co mogłoby pod­wa­żyć jej zaufa­nie. Dla­czego więc czuła, że coś jest nie tak? W końcu opowie­działa Kaśce, co się wyda­rzyło. Wie­działa, że Kaśka będzie obiek­tywna i jeśli fak­tycz­nie Iga prze­sa­dzała, od razu jej to powie. Ni­gdy nie wyda­wała opi­nii zbyt pochop­nie. Iga ceniła ją za to. Tym się róż­niły. Igą rzą­dziły emo­cje, potra­fiła się zło­ścić, wrzesz­czeć, nie­na­wi­dzić i kochać całą sobą. Jeśli czuła jakąś emo­cję, czuła ją każdą komórką swo­jego ciała.

Kaśka była zamy­ślona, przez chwilę mil­czała, po czym pode­szła do barku i nalała tequ­ili do dwóch szkla­nek. Wzięła tylko jedną, którą podała Idze. Iga wychy­liła ją jed­nym hau­stem.

- Roz­ma­wia­łaś z nim na ten temat?

- Z nikim nie roz­ma­wia­łam. Jesteś jedyną osobą, któ­rej odwa­ży­łam się to powie­dzieć. Może powin­nam była zapy­tać wprost.

- Pocze­kaj chwilę, weź głę­boki oddech. Jesteś pewna, że ta kobieta powie­działa: "pań­stwa pokój"?

- Tak, jestem pewna. Naj­pierw nie zwró­ci­łam na to uwagi. Chcia­łam się jak naj­szyb­ciej roz­łą­czyć. Teraz sama nie wiem co myśleć. Ten łań­cu­szek jest ewi­dent­nie dam­ski, ma wygra­we­ro­wane ini­cjały S.M. Poza tym jest taki try­wialny, połowa serca. Kaśka, kto nosi takie łań­cuszki? Nasto­latki.

Sie­działy przez chwilę w mil­cze­niu.

- Kurwa, to się nie dzieje.

Ręce Igi się trzę­sły, cała dygo­tała. Jadąc do Kaśki, miała nadzieję, że ta powie jej, że jest pie­prz­nięta i że to nie­moż­liwe, żeby Darek odwa­lił taki numer.

- Trzeba zadzwo­nić do tego hotelu.

- I co mam powie­dzieć? Prze­cież nie zapy­tam, czy był tam sam.

- Musimy to mądrze roze­grać. Iga, ja nie wie­rzę, że Darek mógłby cię... - Kaśka urwała.

Iga roz­pła­kała się. Gorące kro­ple zaczęły jej spły­wać po policz­kach. Nie­stety nie pomo­gło jej to. Cza­sem płacz wyzwala. Czu­jemy się potem lepiej. Cię­żar, jaki w sobie nosimy, ulat­nia się razem ze łzami. Tym razem jed­nak tak nie było.

- Iga, weź się, kurwa, w garść. Może łań­cu­szek był tam wcze­śniej, zgu­biła go jakaś panna, która spała tam przed Dar­kiem. To żaden dowód, a kobieta mogła się zwy­czaj­nie pomy­lić. Jedź do domu i odpocz­nij.

Kaśka miała rację. Iga ucze­piła się tej myśli, bo była praw­do­po­dobna. Bo chciała, aby była praw­dziwa. Wbiła sobie do głowy, że tak prze­cież mogło być.

- Jeśli masz rację, to jestem kom­pletną idiotką. Mam wspa­nia­łego faceta, który żeni się ze mną, bo mnie kocha i jest ze mną szczę­śliwy, a ja się doszu­kuję zdrady. Osza­la­łam. Cał­ko­wi­cie mi odbiło. To przez emo­cje. Jestem zmę­czona i two­rzę rze­czy, któ­rych nie ma. Zro­bi­łam się podejrz­liwa, dro­bia­zgowa i histe­ryczna.

Słowa wyle­wały się z niej jedno po dru­gim. Pró­bo­wała ode­tchnąć, prze­stać pła­kać, pozbie­rać się i choć czuła, że wma­wia sobie, że wszystko jest w porządku, chciała w to uwie­rzyć.

- Spójrz na mnie, Iga. Jedź do domu. Nie wariuj i nie rób nic głu­piego. Zostaw tę sprawę mnie. Spró­buję się dowie­dzieć cze­goś wię­cej.

Kaśka miała mnó­stwo zna­jo­mych roz­sy­pa­nych po róż­nych czę­ściach kraju. Obie miały nadzieję, że uda jej się dotrzeć do hotelu i dowie­dzieć, co się tam wyda­rzyło.

***

Iga zro­biła dokład­nie tak, jak mówiła Kaśka. Wró­ciła do domu. Na­dal była zamy­ślona, ale obie­cy­wała sobie w duchu, że jak tylko prze­kro­czy próg, zostawi wszel­kie wąt­pli­wo­ści po dru­giej stro­nie. Jesz­cze w samo­cho­dzie pró­bo­wała jakoś rato­wać zaczer­wie­nione od pła­czu oczy. Na szczę­ście w kosme­tyczce zna­la­zła kro­ple. Nie chciała, aby Darek zoba­czył, że coś jest nie tak. Zacząłby zada­wać pyta­nia, a tego zde­cy­do­wa­nie nie chciała. Nie miała zamiaru kła­mać, w ogóle nie chciała poru­szać tego tematu.

- Prze­pra­szam - usły­szała zaraz po tym, jak ktoś wpadł na nią z impe­tem w wej­ściu do bloku. Pod­nio­sła głowę i zoba­czyła burzę dłu­gich rudych loków. Dziew­czyna zer­k­nęła na nią skrę­po­wana, uśmiech­nęła się jed­nak nie­śmiało. Przez chwilę wyda­wało się, jakby roz­po­znała Igę, ale odwró­ciła się i ruszyła pędem ulicą w kie­runku cen­trum. Iga pomy­ślała, że była piękna. Nie zdą­żyła nic wykrztu­sić, żad­nego: nic się nie stało, nie szko­dzi, nie ma sprawy.

Kiedy weszła do miesz­ka­nia, Darek sprzą­tał kuch­nię ubrany w luźny week­en­dowy strój. Na bla­cie nie dostrze­gła koperty, którą zosta­wiła przed wyj­ściem. Już miała zapy­tać, ale przy­po­mniała sobie słowa Kaśki: "Nie rób nic głu­piego".

- Cześć, kocha­nie. Gdzie byłaś? Nie zasta­łem cię, kiedy wró­ci­łem z tre­ningu.

- Tak, prze­pra­szam, musia­łam sko­czyć do Kaśki.

- Ach wy plot­kary.

- Jakie plot­kary?

- Wiem, wiem. Na pewno ma to zwią­zek z przy­go­to­wa­niami. Jesteś roz­grze­szona. - Zaśmiał się, po czym pod­szedł do niej i zaczął cało­wać czule.

- Zamó­wi­łem sushi. Mam nadzieję, że jesteś głodna.

- Jestem - powie­działa Iga.

Wtu­liła się w jego klatkę pier­siową. Poczuła spo­kój. Totalny, bez­gra­niczny spo­kój. Pomy­ślała, że tego chciała już do końca życia, wtu­lać się w to boskie ciało, cało­wać je, kiedy tylko przyj­dzie jej na to ochota, czuć spo­kój, miłość, radość, pod­nie­ce­nie, cały kalej­do­skop uczuć.

- To dobrze. Zapla­no­wa­łem nam cały week­end.

Prze­szli do kuchni. Iga zajęła miej­sce przy bla­cie, a Darek zaczął się krzą­tać.

- Ostat­nio wszystko było na two­jej gło­wie, cała orga­ni­za­cja naszego ślubu i wesela. - Posta­wił przed nią kawę. - Chcia­łem ci podzię­ko­wać i prze­pro­sić, że tak mało się udzie­la­łem. Wiem, że wszystko będzie wspa­niale, bo jesteś fan­ta­styczną orga­ni­za­torką. Dla­tego mam coś, co mam nadzieję, wyna­gro­dzi ci moją nie­obec­ność.

Zer­kał na nią z zalot­nym uśmie­chem, otwo­rzył szu­fladę i wyjął małe pude­łeczko, ewi­dent­nie na biżu­te­rię. Iga poru­szyła się ner­wowo.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki