Pierwszy kamień
Wyłupione oczy, wrzucone do oceanu. Przepiękne
przezroczyste ciała z ciekłego szkła, przez które widać
duszę (albo brak duszy). Nie ma nic ukrytego
tu. Nie ma głębokich tajemnic, bezdennej
podświadomości. Niczym otwarte zegary
meduzy tykają na powierzchni, tętnią
ich galaretowate serca. Woda w wodzie.
A jednak: pamiętam tamto lato na skałach
w pobliżu Kaliakry. Wietrzne, matowe niebo.
Mewy, które na próżno walczyły
z wiatrem; osłabłe kormorany, usadzone
jak krzywe zęby na brzegu. A w dole, w gardle
Morza Czarnego - meduzy. Straszne, bezkształtne
stwory. Pamiętam, jak się w nie wpatrywałem
bezlitośnie, jak podniosłem największy kamień.
Eksplozja była oślepiająca.
.
Akwarium
Świat gupików i sumików. Równoległościan przezroczystego, absolutnie przezroczystego wyobrażenia. Kiedyś wypełniał nas lęk przed pradawnym, dziecięcym mrokiem oceanu, pośród którego bezgłośnie krzyżowały się bezimienne szczęki. Nawet basen z gładkimi płytkami i podwodnymi projektorami, niezostawiającymi ani jednego zacienionego kąta, budził panikę, gdy stopa z wyciągniętymi palcami traciła czucie dna. Kiedyś toń była wszędzie.
Miałem 8 lat, kiedy przestałem śnić koszmary. Mieszkałem z mamą i tatą na 11 piętrze w bloku 16 na Miasteczku Studenckim. Zrzucałem plastikowe żołnierzyki z balkonu i mierzyłem swoim nowym zegarkiem elektronicznym, jak szybko dosięgną ziemi. 1,7 sekundy, według wyliczeń. Nie wiedziałem, co to oznacza, ale ta liczba mnie uspokajała. Wieczorem przed zaśnięciem powtarzałem na głos: "1,7 sekundy".
W tym samym roku dostałem akwarium. 30 х 40 х 50 centymetrów. 60 litrów. Z kamykami na dnie, podwodnymi roślinkami, filtrem i pompą. Godzinami patrzyłem, jak szare sumiki wąsikami badają tajemnice dna niczym nurkowie z popularnonaukowych filmów Jacques'a-Yves'a Cousteau. Posypywałem powierzchnię kurzopodobnym pokarmem i gupiki wystrzeliwały zajadle w górę. Stukałem w szkło knykciem i uciekały. Kiedy pompa przestała działać, woda zzieleniała.
Wyciągnąć na jaw głębinę. Zobaczyć, jak wszystko logicznie działa, zamknięte za kruchymi ścianami oka. Oka z martwymi rybkami.
.
Żółw Szari
Powoli niczym żółw okrążam
skorupę ziemi. Jestem odwróconym
statkiem w podróży dookoła świata
na czterech łuskowatych nogach zamiast masztów.
Jestem smokiem bez marzeń, który powoli
okrąża ziemię. Nigdzie nie ma ani jednej
księżniczki. Jeden krok, dwa kroki, trzy.
Nie wiem, co jest dalej. Powoli
niczym żółw okrążam skorupę
ziemi. Sofia, San Francisco.
Nie rozumiem geografii. Słucham
jedynie muzyki nazw.
Do-re-mi-fa. La-la-la-la. Znam tysiące
piosenek. Pomagają w długich podróżach.
Okrążam powoli ziemię. Powtarzam rzeczy,
które wiem. Czuję się jak w domu, zawsze
gdy docieram na koniec świata.
Gdy statek z nazwami tonie, śpiewam.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki