Zwyczajni '44. Ludność cywilna w powstaniu warszawskim - Agnieszka Cubała

Kup ebooka

47.99 zł
35.99 zł (32,91 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Czy chcieli być bo­ha­te­rami?

...któż na gro­bach bę­dzie sia­dał

Tych, któ­rzy trwożni i bez­domni

Pa­dali mro­wiem nie­zli­czo­nym,

Któż się o mi­lion ten upo­mni? (...)

Bez nar­ko­tyku wiel­kich czy­nów

Ko­nali w męce dla waw­rzy­nów,

Co wa­sze skro­nie ozdo­biły, (...)

Dla was pieśń moja i łzy moje,

Zwy­czajni, pro­ści, nie­ogromni[1].

Powyż­sze słowa na­pi­sał An­toni Sło­nim­ski w paź­dzier­niku 1944 roku na wieść o ka­pi­tu­la­cji po­wsta­nia war­szaw­skiego. Kiedy po raz pierw­szy je prze­czy­ta­łam, po­my­śla­łam, że w hi­sto­rio­gra­fii tego zrywu bar­dzo bra­kuje książki po­świę­co­nej lud­no­ści cy­wil­nej[1*]. A prze­cież to ta grupa za­pła­ciła za de­cy­zję o go­dzi­nie "W" naj­wyż­szą cenę, nie tylko wspie­ra­jąc wal­czą­cych po­wstań­ców, lecz także gi­nąc w ma­so­wych eg­ze­ku­cjach czy pod gru­zami zbom­bar­do­wa­nych ka­mie­nic. Po­mimo tego w więk­szo­ści pu­bli­ka­cji te­mat po­ja­wia się mar­gi­nal­nie - jako tło dla aspek­tów mi­li­tar­nych, po­li­tycz­nych czy mię­dzy­na­ro­do­wych albo w po­staci da­nych sta­ty­stycz­nych, ma­ją­cych sta­no­wić klu­czowy ar­gu­ment w to­czo­nym od lat spo­rze o sens po­wsta­nia, jego skutki i ocenę.

Jest to tym dziw­niej­sze, że sami żoł­nie­rze wie­lo­krot­nie mó­wili o swego ro­dzaju długu, jaki za­cią­gnęli u lud­no­ści cy­wil­nej sto­licy. Wspo­mi­nał o nim mię­dzy in­nymi Sta­ni­sław Kwiat­kow­ski, ps. Mróz, ze Zgru­po­wa­nia "Chro­bry II":

Po­wstań­cza walka nie mo­głaby trwać tak długo, gdyby nie ol­brzy­mia po­moc lud­no­ści cy­wil­nej, która prze­no­siła ran­nych, bu­do­wała ba­ry­kady, ko­pała rowy i stud­nie, grze­bała za­bi­tych, ga­siła po­żary, od­ko­py­wała lu­dzi w za­wa­lo­nych do­mach, do­kar­miała po­wstań­ców[2].

O tym, że zwy­czaj­nych miesz­kań­ców War­szawy na­leży za­li­czyć do grona naj­więk­szych bo­ha­te­rów zrywu sto­licy, wspo­mi­nała także łącz­niczka Wanda Tra­czyk-Staw­ska, ps. Pą­czek. Wie­lo­krot­nie pod­kre­ślała:

Cy­wile po­nie­śli naj­więk­szą ofiarę po­wstań­czych walk i to oni byli w naj­gor­szej sy­tu­acji! Sie­dzieli w piw­ni­cach i cze­kali. Na­wet nie umiem so­bie wy­obra­zić, co mu­sieli prze­ży­wać! Nie wie­dzieli, co ich czeka, czy nam, po­wstań­com, uda się utrzy­mać dany od­ci­nek, czy prze­gramy i tra­fią w ręce Niem­ców, któ­rzy ich wszyst­kich za­mor­dują. Uwa­żam, że o cy­wi­lach mówi się zde­cy­do­wa­nie za mało, a za­słu­żyli na naj­więk­sze po­chwały i jak naj­lep­szą pa­mięć[3].

Po­dobne słowa sły­sza­łam, roz­ma­wia­jąc z żoł­nie­rzami wielu po­wstań­czych od­dzia­łów. Opo­wia­dali, że sami byli w znacz­nie lep­szej sy­tu­acji niż cy­wile: uczest­ni­czyli w ak­cjach, mo­gli li­czyć na ko­le­gów z od­działu, nie czuli się bez­bronni, bez­radni, po­zo­sta­wieni sami so­bie i po­zba­wieni po­czu­cia spraw­czo­ści. Poza tym byli za­jęci i za­ab­sor­bo­wani walką, dzięki czemu nie mieli po pro­stu zbyt dużo czasu na ana­li­zo­wa­nie swo­jej sy­tu­acji. Gdy py­ta­łam ich o przy­kład "sza­rego bo­ha­ter­stwa", wielu wspo­mi­nało nie o po­wstań­cach, ale o mat­kach wal­czą­cych o prze­trwa­nie swo­ich dzieci albo zmu­szo­nych do pa­trze­nia na ich śmierć gło­dową. Z wdzięcz­no­ścią i wzru­sze­niem wspo­mi­nali, jak ktoś z grona cy­wi­lów po­da­ro­wał im cie­pły swe­ter, nowe buty, ta­lerz go­rą­cej zupy albo me­da­lik ma­jący za­gwa­ran­to­wać prze­trwa­nie.

O peł­nej życz­li­wo­ści po­sta­wie opo­wie­dział także je­den z żoł­nie­rzy ba­ta­lionu "Goz­dawa". Opi­sał, jak on i jego ko­le­dzy zo­stali przy­jęci przez pewne mał­żeń­stwo, gdy po­pro­sili o moż­li­wość umy­cia się i od­po­czynku po wy­czer­pu­ją­cej prze­pra­wie ka­na­łami ze Sta­rego Mia­sta:

Miesz­kańcy Żo­li­bo­rza za­jęli się nami bar­dzo ser­decz­nie. Każdy z nas ma­rzył o ką­pieli i zrzu­ce­niu śmier­dzą­cych i mo­krych ubio­rów. Wraz z dwoma ko­le­gami zo­sta­łem przy­jęty na kwa­te­rze przez star­sze mał­żeń­stwo. Ich syn także bie­rze udział w Po­wsta­niu, na Mo­ko­to­wie. Wkrótce wy­myty, prze­brany w pi­jamę go­spo­da­rza, nie spoj­rzaw­szy na­wet na za­sta­wiony stół, jak kłoda walę się na tap­czan. (...)

Na­sza go­spo­dyni, jak tro­skliwa matka, krząta się koło nas, z kuchni do­cho­dzą sma­ko­wite za­pa­chy (...). Ko­pia­ste ta­le­rze pach­ną­cych ziem­nia­ków po­lane suto gu­la­szem z nie­miec­kich kon­serw i... o rety! Ol­brzymi pół­mi­sek sa­łatki z po­mi­do­rów! (...) My ze Sta­rówki, kar­mieni su­cha­rami, kon­ser­wami na zimno, za­po­mnie­li­śmy, jak sma­kuje go­to­wane je­dze­nie, a po­mi­do­rów w tym roku jesz­cze w ogóle nie wi­dzie­li­śmy. Stół pu­sto­szeje bły­ska­wicz­nie. Na­sza przy­brana mama wy­nosi z ła­zienki za­wie­szone na wie­sza­kach na­sze mun­dury - pan­terki, wy­prane, wy­pra­so­wane, z no­wymi biało-czer­wo­nymi opa­skami na rę­ka­wach. Trzy pary na­szych wy­czysz­czo­nych i wy­sma­ro­wa­nych tłusz­czem bu­tów cze­kały w przed­po­koju! Zbio­rowo krzyk­nę­li­śmy - hura!!! - ca­łu­jąc przy tym ser­decz­nie tak tro­skli­wych go­spo­da­rzy. (...) Go­spo­dyni pa­kuje nam wa­łówkę do chle­ba­ków. Kromy chleba z czymś tam, po­mi­dory, jabłka i cu­kier w kost­kach. Że­gnamy się ser­decz­nie z prze­mi­łymi ludźmi, dzię­ku­jąc im za wszystko! Sta­rusz­ko­wie mają łzy w oczach, a i nam też tak ja­koś nie­wy­raź­nie[4].

Bio­rąc to wszystko pod uwagę, aż trudno uwie­rzyć, że lud­no­ści cy­wil­nej na­dal od­biera się na­wet prawo do by­cia "uczest­ni­kami po­wsta­nia". Spo­tka­łam się z ta­kim po­dej­ściem, pra­cu­jąc nad jedną z ksią­żek. Re­dak­torka twier­dziła, że osoby nie na­le­żące do struk­tur woj­sko­wych "tylko były" w ogar­nię­tej walką sto­licy. A prze­cież, pa­trząc choćby na wy­da­rze­nia roz­gry­wa­jące się obec­nie w Ukra­inie czy na Bli­skim Wscho­dzie, zda­jemy so­bie sprawę, jak po­twor­nych zbrodni do­świad­czają cy­wile i jak trwały ślad po­zo­sta­wiają one na ich psy­chice. Nie po­tra­fię więc po­wie­dzieć o kimś, kto pod­czas po­wsta­nia do­świad­czył śmierci bli­skich, zo­stał ciężko ranny, padł ofiarą zbio­ro­wego gwałtu czy też wi­dział sceny, które po­wra­cają przez lata w sen­nych kosz­ma­rach, że nie przy­słu­guje mu miano uczest­nika tego wy­da­rze­nia.

Od­by­łam na ten te­mat bar­dzo cie­kawą roz­mowę z za­stępcą dy­rek­tora Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skiego, dr. Paw­łem Ukiel­skim. Kiedy wspo­mnia­łam o przy­to­czo­nej po­wy­żej opi­nii, po­wie­dział:

Oczy­wi­ście to jest kwe­stia de­fi­ni­cyjna. W mu­zeum też zde­rzy­li­śmy się z ko­niecz­no­ścią wy­zna­cze­nia de­fi­ni­cji, kto jest po­wstań­cem, a kto nim nie jest. My­ślę, że w wy­po­wie­dzi re­dak­torki nie było złej woli ani na­wet lek­ce­wa­że­nia, ra­czej próba po­sta­wie­nia sztyw­nej gra­nicy mię­dzy po­wstań­cami (któ­rych ona uważa za uczest­ni­ków Po­wsta­nia) a cy­wi­lami. Po czę­ści można się zgo­dzić z tezą, że uczest­ni­kiem po­wsta­nia są po­wstańcy - a za­tem ci, któ­rzy ak­tyw­nie brali w nim udział. Ale już tu­taj na­po­ty­kamy schody: czy ktoś, kto po­ma­gał w bu­do­wa­niu ba­ry­kad, a nie był po­wstań­cem (na­wet w sze­ro­kim tego słowa zna­cze­niu - z ad­mi­ni­stra­cją cy­wilną, służ­bami po­moc­ni­czymi itd.), na pewno nie brał udziału w po­wsta­niu? Poza tym czy o cy­wi­lach można po­wie­dzieć ka­te­go­rycz­nie, że tylko "tam byli"? Ja bym tak nie po­wie­dział[5].

Nie­stety, po­kło­siem do­ko­ny­wa­nia tego typu roz­gra­ni­czeń stało się rów­nież ode­bra­nie lud­no­ści cy­wil­nej prawa do obec­no­ści w zbio­ro­wej pa­mięci, do swo­bod­nego wy­gła­sza­nia gorz­kich re­flek­sji na te­mat de­cy­zji o go­dzi­nie "W" i jej kon­se­kwen­cjach czy na­wet moż­li­wo­ści mniej ra­do­snego ob­cho­dze­nia ko­lej­nych rocz­nic zrywu.

Ko­biety sto­jące wśród ruin bu­dyn­ków na te­re­nie ba­zaru Po­cie­jów, znaj­du­ją­cego się po­mię­dzy uli­cami Ba­gno i Zielną, Śród­mie­ście Pół­nocne, 20 sierp­nia 1944 r.Fot. Eu­ge­niusz Lo­kaj­ski, ps. Brok, zbiory Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skiego

Dwoje star­szych lu­dzi przed wej­ściem do bu­dynku Wło­skiego To­wa­rzy­stwa Ubez­pie­czeń "Riu­nione Ad­ria­tica di Si­curta" przy ul. Mo­niuszki 10, gdzie na par­te­rze przed wojną mie­ściła się le­gen­darna re­stau­ra­cja Ad­ria, Śród­mie­ście Pół­nocne, po­łowa wrze­śnia 1944 r.Fot. Eu­ge­niusz Lo­kaj­ski, ps. Brok, zbiory Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skiego

Star­sza ko­bieta sto­jąca przy jed­nym z gro­bów na ul. Bo­du­ena, naj­praw­do­po­dob­niej przed świeżo usy­paną mo­giłą. Wi­dok w kie­runku ul. Szpi­tal­nej, Śród­mie­ście Pół­nocne, 26 sierp­nia 1944 r.Fot. Jo­achim Jo­achim­czyk, ps. Jo­achim, zbiory Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skiego

Prze­ko­na­łam się o tym, po­zna­jąc hi­sto­rię wnuka żoł­nie­rza Zgru­po­wa­nia "Chro­bry II". W po­wsta­niu war­szaw­skim zgi­nęło dwa­dzie­ścioro sze­ścioro człon­ków jego ro­dziny, z któ­rych tylko jedna osoba nie była cy­wi­lem. Pod­czas rzezi Woli za­mor­do­wano sied­mioro krew­nych, pod gru­zami ko­ścioła św. Jacka zgi­nęło pię­cioro ko­lej­nych. Do uczest­ni­ków walk męż­czy­zna ów pod­cho­dzi za­wsze z du­żym sza­cun­kiem, ale o sa­mej de­cy­zji i jej kon­se­kwen­cjach wy­raża się z go­ry­czą.

1 sierp­nia wyją sy­reny, za­trzy­many jest ruch, lu­dzie za­mie­rają, od­dają cześć pa­mięci Po­wstań­ców. Do nie­dawna ten dzień wpro­wa­dzał mnie w stan me­lan­cho­lii i re­flek­sji. Po­ko­le­nie mo­ich dziad­ków, które brało w po­wsta­niu czynny udział, ode­szło. Zo­sta­łem z tym sam, ale od ja­kie­goś czasu ob­ser­wuję dziwne zja­wi­sko za­własz­cza­nia i prze­ina­cza­nia sensu tej tra­ge­dii. (...)

Czy cio­cia i wu­jek, któ­rzy opie­ko­wali się ran­nym sy­nem w szpi­talu w ko­ściele św. Jacka na Sta­rówce i tam zgi­nęli, byli lub chcieli być bo­ha­te­rami? Czy wu­jek, który zgi­nął w za­wa­lo­nej piw­nicy w trak­cie bom­bar­do­wa­nia, chciał być bo­ha­te­rem?

Za­zdro­ści­łem moim przy­ja­cio­łom z Kra­kowa i Po­zna­nia, że mają liczne pa­miątki po przod­kach - ja mam ich wspo­mnie­nia, re­flek­sje, no i może Pa­łac Kul­tury, bo na ulicy Śli­skiej miesz­kali dziad­ko­wie, ale chwa­lić się te­raz nie ma czym.

Po­dzi­wiam od­wagę i bo­ha­ter­stwo po­wstań­ców, ale i wi­dzę mę­czeń­stwo i tra­ge­dię oraz zmar­no­wany do­ro­bek kul­tu­ralny i stratę ca­łych po­ko­leń miesz­kań­ców War­szawy. Pa­mię­tajmy o nich, sza­nujmy, ale i miejmy w pa­mięci ogrom bez­sen­sow­nych ofiar, znisz­czone mia­sto i po­grze­bane ma­rze­nia[6].

To wła­śnie moje spo­tka­nia z po­wstań­cami i ro­dzi­nami war­sza­wia­ków do­pro­wa­dziły mnie do na­pi­sa­nia ni­niej­szej książki. Opo­wiada ona o cy­wil­nych miesz­kań­cach sto­licy uczest­ni­czą­cych w po­wsta­niu war­szaw­skim. O lu­dziach, o któ­rych do tej pory pi­sało się rzadko, po­nie­waż ich hi­sto­rie ko­lej­nym po­ko­le­niom Po­la­ków wy­da­wały się nie­he­ro­iczne - nie prze­ma­wiały do wy­obraźni, nie po­ru­szały serc, a przede wszyst­kim nie nada­wały się do bu­do­wa­nia mitu i le­gendy. O zwy­czaj­nych war­sza­wia­kach, któ­rzy "bez nar­ko­tyku wiel­kich czy­nów ko­nali w męce dla waw­rzy­nów", zdo­bią­cych po dzie­się­cio­le­ciach naj­czę­ściej tylko skro­nie osób na­le­żą­cych do sze­roko ro­zu­mia­nych struk­tur woj­sko­wych. A prze­cież to cy­wile przez 63 dni zrywu sto­licy po­no­sili naj­wyż­sze ofiary, skła­da­jąc na szańcu walki o wol­ność to, co naj­cen­niej­sze: domy, ro­dziny i wła­sne ży­cie. Pod gru­zami i w po­ża­rach gi­nął nie tylko do­ro­bek pracy wielu po­ko­leń, ale także wspa­niałe dzieła sztuki i kul­tury - prace wy­bit­nych pi­sa­rzy, po­etów, ma­la­rzy, rzeź­bia­rzy czy na­ukow­ców. Po­mimo tak wielu cier­pień, wy­rze­czeń oraz trau­ma­tycz­nych do­świad­czeń lud­ność cy­wilna mia­sta aż do ka­pi­tu­la­cji wspie­rała wal­czą­cych.

O tym, że za hi­sto­riami "Zwy­czaj­nych '44" stoją nie­zwy­kli, nad­zwy­czajni lu­dzie, można prze­ko­nać się, po­zna­jąc losy pi­sa­rzy i po­etów: Je­rzego An­drze­jew­skiego, Mi­rona Bia­ło­szew­skiego, Ma­rii Dą­brow­skiej, Marka Hła­ski czy Cze­sława Mi­ło­sza; ak­to­rek i tan­ce­rek: Niny An­drycz, Ha­liny Man­ce­wi­czówny, Ma­rii Przy­byłko-Po­toc­kiej; lu­dzi na­uki: prof. Ireny Huml-Bacz i prof. Wła­dy­sława Ta­tar­kie­wi­cza; ar­ty­stów: rzeź­bia­rza Al­fonsa Kar­nego oraz gra­fika i sa­ty­ryka Eryka Li­piń­skiego; spor­tow­ców: za­pa­śnika Alek­san­dra Gar­ko­wienki, te­ni­sistki Ja­dwigi Ję­drze­jow­skiej, łucz­niczki Ja­niny Kur­kow­skiej-Spy­cha­jo­wej i lek­ko­atletki Ja­dwigi Waj­sówny; oraz wielu in­nych, "nie­zna­nych" miesz­kań­ców War­szawy. Wszyst­kich ich na­zwa­łam "Zwy­czaj­nymi '44", by pod­kre­ślić, że wo­bec dra­matu sto­licy w 1944 roku byli równi - wła­śnie jako cy­wile.

Losy wielu przed­sta­wi­cieli lud­no­ści cy­wil­nej opi­sa­łam już we wcze­śniej­szych je­de­na­stu książ­kach. Na ich kar­tach po­ja­wiają się mię­dzy in­nymi Ina Be­nita, Iwo Gall, Lu­dwik Sol­ski, Wanda Lu­rie, Irena Ko­mo­row­ska (żona Ko­men­danta AK), ro­dzice ak­torki Mag­da­leny Za­wadz­kiej czy osoby, które prze­żyły po­wsta­nie war­szaw­skie jako dzieci: Be­ata Tysz­kie­wicz, Krzysz­tof Ko­wa­lew­ski, Jan Ko­bu­szew­ski, Ja­cek Fe­de­ro­wicz albo Krzysz­tof Za­nussi.

Warto wspo­mnieć o tym, że zryw sto­licy za­stał każ­dego z bo­ha­te­rów książki na in­nym eta­pie ży­cia. Róż­nił ich wiek, do­świad­cze­nia, wro­dzone lub na­byte ce­chy cha­rak­teru czy stan psy­chiczny. Każdy z nich re­ago­wał więc na sy­tu­ację za­gro­że­nia w od­mienny spo­sób, pró­bu­jąc prze­trwać naj­trud­niej­sze chwile. Ze względu na uni­wer­sal­ność i nie­zwy­kłą ak­tu­al­ność te­matu to wła­śnie spo­sób ra­dze­nia so­bie z emo­cjami w chwili kry­zysu stał się klu­czem po­działu książki na czę­ści. Przy­glą­dam się w nich róż­nym re­ak­cjom: po­trze­bie dzia­ła­nia i nie­sie­nia po­mocy, za­mro­że­niu, kon­cen­tra­cji na celu, nie­po­ko­jowi oraz po­czu­ciu winy[7].

Za oka­zaną po­moc chcia­ła­bym po­dzię­ko­wać Po­wstań­com War­szaw­skim, a zwłasz­cza: An­nie Bor­kie­wicz-Ce­liń­skiej, Boh­da­nowi Ce­liń­skiemu, Ja­nowi Ekie­rowi, Sta­ni­sła­wowi Kwiat­kow­skiemu, Ju­liu­szowi Ku­le­szy, An­nie Swier­czew­skiej-Ja­ku­bow­skiej, Wan­dzie Tra­czyk-Staw­skiej i Te­re­sie Wil­skiej. Dzię­kuję także in­sty­tu­cjom: Ar­chi­wum Akt No­wych, Bi­blio­tece Na­ro­do­wej, Bi­blio­tece Pu­blicz­nej w Dziel­nicy Mo­ko­tów, Bi­blio­tece Pu­blicz­nej w Dziel­nicy Wło­chy, Gmin­nej Bi­blio­tece Pu­blicz­nej w So­mo­ni­nie, Mul­ti­me­dial­nemu Ar­chi­wum Mia­sta Ogrodu Wło­chy, Mu­zeum Rzeźby Al­fonsa Kar­nego w Bia­łym­stoku, In­sty­tu­towi Pa­mięci Na­ro­do­wej w Ko­sza­li­nie, Izbie Pa­mięci Ma­rii Kow­nac­kiej, Le­gnic­kiej Bi­blio­tece Pu­blicz­nej, Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skiego, Ra­diu Po­znań i To­wa­rzy­stwu Mi­ło­śni­ków Hi­sto­rii War­szawa. Je­stem także wdzięczna wszyst­kim oso­bom, które w róż­no­rodny spo­sób przy­czy­niły się do po­wsta­nia ni­niej­szej książki, a zwłasz­cza: Ju­sty­nie Bacz, Ma­rze­nie Bie­gale, Jo­an­nie Di­vi­nie, Ja­ni­nie Fi­li­pec­kiej, Mar­ci­nowi Fi­li­pec­kiemu, Elż­bie­cie Fran­kie­wicz, An­nie Ga­tow­skiej, Ro­ber­towi Gaw­kow­skiemu, Bar­tło­mie­jowi Ka­fta­nowi, Ro­ber­towi Kij­kowi, Mar­kowi Ko­te­rowi, Mał­go­rza­cie Kron, Ka­ta­rzy­nie Ku­żel, Agnieszce Le­szyń­skiej, Pauli Lis­sow­skiej, An­nie Ma­le­siń­skiej, Ka­ta­rzy­nie Ma­li­now­skiej, Mo­nice Mielke, Ka­ta­rzy­nie Mont­go­mery, Han­nie Par­nic­kiej, Agnieszce Paśko, Je­rzemu Pia­snemu, Bo­ży­da­rowi Ras­sal­skiemu, Ra­fa­ła­owi Se­mo­ło­ni­kowi, Ka­ro­li­nie Szmoł­dzie, An­nie Trzciń­skiej, Ma­rioli i Paw­łowi Wie­czor­kie­wi­czom, Blance Wy­szyń­skiej-Wal­czak, Re­na­cie Żołna, Mar­kowi Żołna, moim Ro­dzi­com - An­nie i Ja­nu­szowi Cu­bała, a także wy­daw­nic­twu Wielka Li­tera.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy źró­dłowe

Wstęp
[1] An­toni Sło­nim­ski, Mo­giła nie­zna­nego miesz­kańca War­szawy [w:] War­saw Con­certo, wy­bór i opra­co­wa­nie An­drzej Krzysz­tof Ku­nert, Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skiego, War­szawa 2004, s. 479.
[2] Sta­ni­sław Kwiat­kow­ski, ps. Mróz, Uwagi o Po­wsta­niu War­szaw­skim, ma­szy­no­pis w zbio­rach au­torki, s. 9.
[3] Magda Łu­cyan, Po­wstańcy. Ostatni świad­ko­wie wal­czą­cej War­szawy, Znak Ho­ry­zont, Kra­ków 2019, s. 209.
[4] Dwa­na­ście opo­wia­dań żoł­nie­rzy Ba­ta­lionu Goz­dawa im. Ste­fana Czar­niec­kiego, Uni­wer­sy­tet Gdań­ski, Gdańsk 1984, s. 40.
[5] Roz­mowa au­torki z za­stępcą dy­rek­tora Mu­zeum Po­wsta­nia War­szaw­skiego, dr. Paw­łem Ukiel­skim.
[6] Wy­wiad udzie­lony au­torce.
[7] wel­l­bee.pl/blog/emo­cje-pod­czas-wojny (do­stęp: 17.06.2024).
[1*] Uka­zało się czte­ro­to­mowe dzieło Lud­ność cy­wilna w po­wsta­niu war­szaw­skim (PIW, War­szawa 1974), ale po wni­kli­wej ana­li­zie tej cen­nej pu­bli­ka­cji można za­uwa­żyć, że duża jej część to re­la­cje o dzia­ła­niu ta­kich struk­tur, jak Har­cer­ska Poczta Po­lowa, Biuro In­for­ma­cji i Pro­pa­gandy, Woj­skowe Za­kłady Wy­daw­ni­cze, Pol­ska Ar­mia Lu­dowa, Pol­ska Par­tia So­cja­li­styczna czy War­szaw­ska Ko­menda Straży Po­żar­nej. Oczy­wi­ście po­ja­wiły się rów­nież bar­dzo war­to­ściowe książki Edwarda Ser­wań­skiego Ży­cie w po­wstań­czej War­sza­wie Sier­pień-wrze­sień 1944. Re­la­cje-Do­ku­menty (In­sty­tut Wy­daw­ni­czy PAX, War­szawa 1965), Ta­de­usza Po­laka 63 dni Po­wsta­nia War­szaw­skiego. Dzien­nik prze­żyć cy­wila (In­sty­tut Wy­daw­ni­czy, Kra­ków 1946), Jo­anny Han­son Nad­ludz­kiej pod­dani pró­bie. Lud­ność cy­wilna w po­wsta­niu war­szaw­skim 1944 (Czy­tel­nik, War­szawa 2004) czy sztan­da­rowe dzieło Mi­rona Bia­ło­szew­skiego: Pa­mięt­nik z po­wsta­nia war­szaw­skiego (PIW, War­szawa 2014). W po­rów­na­niu z kil­ku­na­stoma ty­sią­cami pu­bli­ka­cji po­świę­co­nych in­nym aspek­tom zrywu sta­no­wią one za­le­d­wie uła­mek pro­centa li­te­ra­tury do­ty­czą­cej po­wsta­nia war­szaw­skiego.