Przypisy
Rozdział I. Zawiercie
1 "Goniec Częstochowski", 12 VIII 1906, www.dawne-zawiercie.pl, dostęp 4 XI 2022 r.
2 W relacjach Jana Nocunia została zachowana oryginalna pisownia, odbiegająca od obowiązujących dziś zasad.
3 Bitwa legionistów zwana krzywopłockimi legionowymi Termopilami. Na pobliskim cmentarzu w Bydlinie stoi pomnik upamiętniający pochowanych tam 46 poległych legionistów. Znajdują się tam również zbiorowe mogiły, w których pochowano 206 żołnierzy austriackich i 78 rosyjskich.
4 Cmentarz przyszpitalny Wolbrom-Ogonów nr 19, po wojnie nazwany Wolbrom-Ogonów. Pochowano na nim 733 Austriaków, 81 Rosjan i jednego Polaka - legionistę Gustawa Krajewskiego. Cmentarz nie zachował się do dzisiejszych czasów, jego lokalizacja jest sporna.
5 Cmentarz wojenny w Kromołowie istnieje do dzisiaj. Pochowano na nim 91 żołnierzy austriackich i 84 rosyjskich.
6 Cmentarz wojenny w Kotowicach jest jednym z większych w tym rejonie. Po akcji komasacyjnej z 1936 r. spoczywa na nim ok. 1500 żołnierzy: ok. 700 Austriaków, 200 Niemców i 600 Rosjan. Od 1988 r. jest wpisany do Rejestru Zabytków Województwa Śląskiego, pod numerem 434/88.
7 Budynek istnieje do dzisiaj przy ul. 11 Listopada 20.
8 "Goniec Częstochowski", 23 XII 1910, www.dawne-zawiercie.pl, dostęp 4 XI 2022 r.
Rozdział I
Zawiercie
Wiek XIX kończył się burzliwie w całym Królestwie Kongresowym targanym niepokojami społecznymi. Położona w ujeździe będzińskim miejscowość Zawiercie odegrała w tych wydarzeniach pierwszoplanową rolę, ponieważ w marcu 1894 r. niezadowoleni tkacze z miejscowych zakładów, po obniżeniu im tygodniówki do 50 kopiejek przez Towarzystwo Akcyjne, rozpoczęli strajk. Pułkownik Konstantin Miller, który od czterech lat rządził gubernią piotrkowską, nie pozwolił na takie samowole i wysłał do Zawiercia kozaków, którzy próbowali złamać zbuntowanych robotników biciem i aresztowaniami. Jednak przez dwa tygodnie nie udało im się zdusić buntu i dopiero przysłanie z Wolbromia oraz jego okolic łamistrajków pozwoliło na przywrócenie działalności fabryk. Wzniecane co chwila strajki, a w końcu wybuch rewolucji w 1905 r. doprowadziły do wprowadzenia stanu wojennego w Królestwie Polskim ukazem cara Mikołaja II. 10 listopada 1905 r. generał-gubernator warszawski Gieorgij Skałon ogłosił jego wprowadzenie na terenie całej Kongresówki. W dniu św. Elżbiety, 18 czerwca 1903 r., w domu Julianny i Klemensa w Zawierciu przyszedł na świat Jan Nocuń.
Rodzina Nocuniów przyglądała się z boku toczącym się wydarzeniom, utrzymywała się bowiem z uprawy roli i sprawy robotnicze były dla niej raczej ciekawą plotką, którą żyło się tylko w czasie niedzielnych wizyt w gospodzie. W tym czasie Zawiercie dopiero zaczynało zmieniać swoje oblicze: miejsowość stawała się powoli ośrodkiem przemysłowym, niestety nie były to zmiany oczekiwane przez ówczesnych mieszkańców. Napływ sporej grupy niewykwalifikowanych robotników spowodował falę przestępstw i problemów typowych dla dużych ośrodków miejskich. Rozbudowa Zawiercia nie przyniosła jego mieszkańcom poprawy bytu - szerzyła się bieda ze wszystkimi jej złymi następstwami. Chociaż osada systematycznie się rozrastała, wciąż nie miała kanalizacji, a drogi nie były wybrukowane; wybudowano za to szkołę i dworzec kolejowy. Pomimo tego, że liczba mieszkańców na progu Wielkiej Wojny wynosiła 30 tys., prawa miejskie Zawiercie otrzymało dopiero w lipcu 1915 r., i to tylko dzięki wprowadzeniu niemieckiej ordynacji miejskiej, która scaliła dzielnice Małe i Duże Zawiercie w jedną aglomerację.
Widok ogólny Towarzystwa Akcyjnego Zawiercie, lata dwudzieste XX w. (archiwum www.dawne-zawiercie.pl)
Powróćmy jednak do naszego bohatera. Tak się szczęśliwie złożyło, że na trzy dni przed narodzinami Janka w nowo wybudowanym kościele pod wezwaniem św. Apostołów Piotra i Pawła powołana została parafia. Dzięki energii jej proboszcza, ks. Franciszka Zientary, jeszcze w tym samym roku kościół zaczął spełniać wszystkie powierzone mu funkcje, co było niezwykle ważne dla mieszkańców, ponieważ wcześniej wszelkich sakramentów udzielano w kaplicy w Kromołowie. Ustanowienie parafii w Zawierciu oraz wcześniejsze (1902 r.) przeniesienie siedziby gminy z Kromołowa wpływało korzystnie na rozwój osady.
Zawiercie, ul. Piaski, 1908 r. (archiwum www.dawne-zawiercie.pl)
Rodzice Janka, chociaż byli prostymi rolnikami, zadbali o wykształcenie syna, zapisali go do czteroklasowej szkoły ogólnej. Została ona założona w 1906 r. dzięki staraniom komitetu organizacyjnego wybranego spomiędzy szanowanych obywateli Zawiercia. Pierwszym dyrektorem placówki szkolnej, która została umieszczona w domu fabrykanta Huldczyńskiego1, został Józef Mejer z Częstochowy. Nasz młody bohater uczył się, i to całkiem nieźle, pomagał rodzicom w gospodarstwie i jak większość dzieci z rolniczych rodzin miał niewiele czasu na zabawę. Wyraźnie zaznaczała się wtedy różnica między dziećmi rolników a tymi z dzielnic robotniczych.
Pamiętam, jak wcześnie rano wstawałem i pomagałem mamie w obrządku, potem biegłem do szkoły razem z innymi dzieciakami, wzbijając wielką kurzawę na piaszczystej drodze. Jak tylko robiło się ciepło, biegaliśmy na bosaka, bo buty były tylko do kościoła. Ojciec kazał mi samemu pilnować lekcji, nie miał czasu ani głowy, by mi pomagać, dobrze jednak wiedział, jak ważna jest szkoła, i dlatego zawsze miałem czas na zajmowanie się nauką. Między nami a dzieciakami z czerwonych kamienic nigdy nie było zgody, bo to były przybłędy i trzeba było pilnować obejścia przed tymi małymi złodziejaszkami. Letnimi wieczorami musieliśmy pilnować stogów z sianem, bo wymyślili sobie oni zabawę, w której latali po polach, machając puszkami na drucie, do których wkładali rozżarzone węgle, i nieraz popalili ludziom dobra. My za to, całą naszą gromadą, bardzo lubiliśmy patrzeć na przejeżdżające pociągi, które całe w parze, sapiąc i gwiżdżąc, toczyły się między polami i domami. Pamiętam, że przez tą kolej często zdarzały się też złe rzeczy: a to ktoś wpadł pod pociąg, a to jakiś pijak zasnął na torach, nawet katastrofy różne były. Nie pamiętam pierwszej, bo jak się wydarzyła, to miałem siedem lat. Spadł wtedy z mostu pociąg towarowy. Ludzie potem wspominali, że huk był taki ogromny, że na parę mil było słychać. Za to jak poszedłem do trzeciej klasy, to zderzyły się dwa pociągi, osobowy z towarowym, i ojciec wieczorem opowiadał, że ludzi dużo poraniło i trzeba było ich furmankami do lazaretu wozić.
W ostatnim roku mojej szkoły przyszła bardzo ostra zima i nastała straszna drożyzna, wszyscy mówili, że będzie wojna i przyszła - zaraz po szkole2.
Kościół pod wezwaniem św. Apostołów Piotra i Pawła, 1915 r. (archiwum www.dawne-zawiercie.pl)
Dworzec kolejowy w Zawierciu, lata trzydzieste XX w. (archiwum www.dawne-zawiercie.pl)
Wojna w Zawierciu rozpoczęła się latem 1914 r. wkroczeniem wojsk niemieckich i austro-węgierskich, które początkowo podzieliły osadę na dwie części administrowane przez osobne dowództwa wojskowe. Ta zmiana okupanta nastąpiła szybko i bezkrwawo, ponieważ wojska rosyjskie dokonały taktycznego odwrotu w celu skrócenia frontu. Opuściły one niemal cały teren lewobrzeżnej Kongresówki, aby następnie przeprowadzić dwie letnie ofensywy na skrzydłach. Pierwszą na północy, nieudaną, zakończoną porażką pod Tannenbergiem, drugą - zwycięską - na południu, dzięki której Rosjanie zajęli Lwów i całą Galicję Wschodnią. Z początkiem jesieni armie państw centralnych podjęły kontrofensywę na froncie południowym, lecz korzystny dla Rosjan stosunek sił zamienił kontratak w ucieczkę. W odpowiedzi potężna ofensywa rosyjska zwana "walcem parowym" doprowadziła już na początku listopada do ponownego zajęcia prawie całego Królestwa Kongresowego. Na kierunku śląskim operowały dwie armie rosyjskie: 4 Armia pod dowództwem gen. piechoty Aleksieja Jermołowicza Ewerta oraz 9 Armia gen. piechoty Płatona Aleksiejewicza Leczickiego. Zawiercie znalazło się na linii styku obu tych armii i było niejako otoczone odgłosami dwóch bitew: pod Łodzią i pod Krakowem. Dla miejscowości położonych na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej ważniejsza była bitwa krakowska, podczas której na północnym skrzydle naprzeciw Rosjan z 4 i 9 Armii stanęła 1 Armia austro-węgierska pod dowództwem gen. Victora Dankla oraz 4 Armia arcyksięcia Józefa Ferdynanda.
W listopadzie zakończyło się przegrupowanie jednostek austro-węgierskich 1 Armii. Na jej północnym skrzydle, bezpośrednio przed Zawierciem, na linii Jaworznik - Góra Włodowska - Kromołów, ulokowały się jednostki II Korpusu, w okolicy Podzamcza i Kromołowa Grupa Tschurtschenthalera, a na linii: Podzamcze-Ryczów-Bydlin-Chrząstowice elementy I Korpusu. Naprzeciwko nich zatrzymały się jednostki rosyjskie: na odcinku Kotowice-Kromołów III Korpus Kaukaski 4 Armii, a na linii Kromołów-Pilica-Gołaczewy XIV Korpus 9 Armii.
14 listopada rozgorzały pierwsze walki, ale decydujące starcie rozpoczęło się trzy dni później, na południowym skrzydle 1 Armii, na wschód od Zawiercia. X i V Korpus rozpoczęły atak na północny wschód od Ogrodzieńca, atakując spod Podzamcza: X Korpus w kierunku na Wolę Kalinowską, natomiast V Korpus - na Wolbrom. Pod Wolbromiem natarcie V oraz I Korpusu nadchodzącego od północy zatrzymała twarda obrona oddziałów rosyjskiego XIV Korpusu. W walkach tych brali udział Polacy, którzy w większości tworzyli 13 Infanterie-Regiment, pułk piechoty zwany "Krakowskie Dzieci" lub mniej oficjalnie "Staszki" - wsławili się oni krwawymi walkami zakończonymi zdobyciem wsi Gołaczewy.
W tym samym czasie pod Krzywopłotami i Bydlinem polscy legioniści z IV i VI Batalionu 1 Pułku Legionów bronili swoich pozycji3 przed nacierającymi oddziałami rosyjskimi 18 Dywizji Piechoty XIV Korpusu. W początkowym stadium bitwy legioniści wyprowadzili atak w kierunku Załęża celem rozpoznania sił przeciwnika, a następnie przeszli do skutecznej obrony, oczekując na wynik natarcia sił austro-węgierskich z kierunku Ryczowa. Po dwóch dniach obrony VI Batalion Legionów wsparł natarcie 32 Ladwehr Infanterie-Regiment, które doprowadziło do zajęcia terenów leśnych koło miejscowości Domaniewice. Po bitwie oddziały legionowe przeszły do rezerwy.
Pomnik ku czci poległych legionistów na cmentarzu wojennym w Bydlinie, 2017 r. (archiwum autora)
W Zawierciu słychać było bijącą od północnego zachodu artylerię. Oddany niedawno do użytku dworzec kolejowy został spalony przez Niemców, zniszczono też sieć telegraficzną. W samym mieście stacjonowały w odwodzie oddziały 8 Infanterie-Regiment, które zakwaterowały się na terenie fabryk włókienniczych. Wymaszerowały one 17 listopada w kierunku toczącej się bitwy pod Parkoszowicami. Były to elementy 4 Infanterie Division należącej do II Korpusu, która wraz z Grupą Tschurtschenthalera prowadziła ciężkie walki obronne. W tym czasie najkrwawsze boje toczyły się głównie w pasie od Wolbromia do Kotowic. W miejscowościach od Wolbromia4 przez Kromołów5 do Kotowic6 powstawały szpitale polowe oraz cmentarze. Zaczęli napływać ranni, zaczęły się też powiększać cmentarze, na których niedawni przeciwnicy zgodnie spoczywali obok siebie. Również w Zawierciu powstał szpital polowy, utworzony przez służby medyczne II Korpusu jako Feldspital 8/27. Na miejskim cmentarzu założono kwaterę wojenną, gdzie spoczęło ok. 130 żołnierzy, głównie austriackich. Po krwawych listopadowych zmaganiach, na przełomie listopada i grudnia, wojska utknęły w okopach, przechodząc do walk pozycyjnych, i dopiero atak niemiecki w kierunku Iłowa i Łowicza na północy oraz zwycięska ofensywa limanowsko-łapanowska w Galicji zmusiły armie rosyjskie do odwrotu, który odbył się jednak w sposób zorganizowany.
Jesienią i zimą okolica stała się niebezpieczna i ojciec zabronił nam chodzenia gdziekolwiek samemu. Pamiętam, jak sąsiedzi mówili, że nie wolno chodzić po polach, bo kule karabinowe latają dookoła i ludzi ranią. Ulicami łaziły jakieś obdartusy w mundurach, którym lepiej było nie wchodzić w drogę, ojciec mówił, że to dezerterzy. Zresztą całe Zawiercie pełne było ludzi, którzy tylko żebrali i kręcili się bez żadnego pożytku, spali oni po lasach i [w] norach, które sobie kopali. Po polach błąkały się konie, które poranione i głodne zdychały, zatruwając powietrze trupim odorem.
Pomnik ku czci żołnierzy austriackich i rosyjskich na cmentarzu wojennym w Kromołowie, 2017 r. (archiwum autora)
Cmentarz wojenny w Kotowicach, 2017 r. (archiwum autora)
Walki spowodowały napływ uchodźców, pojawił się problem bezdomnych, którzy próbowali w okolicznych lasach i na polach bytować w wykopanych ziemiankach. Władze wojskowe usiłowały temu zapobiec, organizując przytułek i kuchnię dla bezdomnych oraz zatrudniając ich do prac przy naprawie dróg. Po bitwie, już na wiosnę, przyszła epidemia tyfusu, która jeszcze bardziej powiększyła okoliczne cmentarze, doprowadziła też do ewakuacji wojska. W tym czasie Zawiercie przeszło w całości pod jurysdykcję niemiecką. Na początku maja 1915 r. ruszyła ofensywa niemiecka w rejonie Gorlic, która odsunęła wojnę daleko na wschód. 24 sierpnia 1915 r. zostało utworzone Cesarsko-Niemieckie Generalne Gubernatorstwo Warszawskie, na którego czele stanął gen. Hans Hartwig von Beseler.
Wojna nie zahamowała rozwoju Zawiercia, ale spowodowała, że sytuacja miejscowych rolników się zmieniła. Chłopi korzystali masowo z państwowych i dworskich serwitutów, które jednak powoli były likwidowane, począwszy od grudnia 1910 r., kiedy to komisarz powiatowy Segorcow podzielił wiejskie pastwisko ogólne, obejmujące 60 dziesięcin, które rolnicy z Zawiercia otrzymali w zamian za serwituty. Zabieg ten umożliwił przemianowanie wsi Zawiercie w osadę. Ponieważ w okolicy nie było hodowców bydła, władze powiatowe mogły przeznaczyć nieużytkowane pastwisko pod grunty budowlane8. Akcja likwidacji serwitutów, kontynuowana przez Niemców i przez władze polskie po odzyskaniu niepodległości, zakończyła się w 1920 r. Wraz z końcem wojny, który przyniósł wolną Polskę, rodzina Nocuniów postanowiła skorzystać z okazji, jaką była zamiana gruntów, i przeniosła się wraz z kilkoma rodzinami między Przedbórz a Wielgomłyny, gdzie na nowo rozpoczęła swoje chłopskie życie.
Dalsza część w wersji pełnej
Wstęp
Publikacja ta jest opisem służby i drogi życiowej mojego ciotecznego dziadka Jana Nocunia, który w dzieciństwie był moim opiekunem i wzorem do naśladowania. Losy i bieg historii prowadziły go przez życie niełatwą drogą, a mimo to pamiętam go jako człowieka pogodnego i obdarzonego niezwykłą siłą woli. Wartości, jakimi kierował się w życiu, są mi drogie do dziś.
Pracę nad niniejszą książką rozpocząłem kilka lat temu, kiedy przy porządkowaniu rodzinnych pamiątek przeglądałem zdjęcia mojego dziadka z czasów służby w Straży Granicznej. Uświadomiłem sobie wtedy, jak niewiele wiem o jego życiu. Poza kilkunastoma relacjami, które zapamiętałem z dzieciństwa, i kilkoma zdjęciami nie dysponowałem niczym więcej. Swą pracę osnułem właśnie wokół zapamiętanych wspomnień opowiadanych przy okazji rodzinnych spotkań. Są one w tekście wydzielone w formie przytoczeń. Pozostała część książki opiera się w całości na dokumentach archiwalnych, dostępnych publikacjach oraz wspomnieniach rodzin bohaterów niniejszej pracy, wymienionych we wstępie i w bibliografii. Jedynie rozdział poświęcony działaniom we wrześniu 1939 r. jest próbą odtworzenia szlaku bojowego wronieckich strażników. Zbieranie materiałów do książki było fascynującą przygodą, dzięki której poznałem prawdziwych pasjonatów historii, rodziny szanujące swoją tradycję oraz ciekawe miejsca na mapie Polski.
Jan Nocuń urodził się w czwartkowy poranek 18 czerwca 1903 r. w Zawierciu, w domu Klemensa i Julianny. Jego życie wyznaczyły ramy stanów wojennych w 1905 i 1981 r., a wypełniły trzy wojny, w tym dwie światowe. Przeszedł drogę żołnierza zawodowego, funkcjonariusza Straży Granicznej, żołnierza września, jeńca stalagów, a po trudnej decyzji o powrocie do Polski - pracownika Urzędu Celnego, z którego jako przedwojenny podoficer został zwolniony w latach pięćdziesiątych XX w. Do końca życia marzył o wolnej Ojczyźnie, niestety nie dożył tej chwili. Ta książka ma być hołdem złożonym jemu i wszystkim osobom, którym nie dane było doczekać wolnej Polski, a nam ma przypomnieć, kto ją tworzył. Opisani tu ludzie oraz miejsca, w których pracowali, ukształtowały nasz kraj. Pamięć o nich zależy od nas.
Praca niniejsza jest owocem wspomnień rodzinnych oraz pracy w archiwach i placówkach muzealnych, takich jak:
Archiwum Państwowe w Gdańsku i Gdyni
Archiwum Państwowe w Poznaniu i Pile
Archiwum Państwowe w Szczecinie i Międzyzdrojach
Archiwum Straży Granicznej w Szczecinie
Centralne Archiwum Wojskowe Wojskowego Biura Historycznego w Warszawie
Centrum Rozwoju Lokalnego w Zawierciu
Dokumentationsstätte Stalag 326 (VI K) w Senne
Fundacja Ośrodka KARTA w Warszawie
Izba Celna w Szczecinie
Muzeum Bitwy nad Bzurą w Kutnie
Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku
Muzeum Częstochowskie
Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowiczach-Opolu
Muzeum Okręgowe w Pile
Muzeum Rybołówstwa Morskiego w Świnoujściu
Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie
Muzeum Ziemi Czarnkowskiej w Czarnkowie
Muzeum Ziemi Wronieckiej we Wronkach
Narodowe Archiwum Cyfrowe w Warszawie
Polska Agencja Prasowa
Urząd do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych
Urząd Stanu Cywilnego w Zawierciu
Urząd Morski w Szczecinie
Wydział Ksiąg Wieczystych w Czarnkowie.
Pragnę podziękować następującym osobom za ogromny wkład w pracę nad tą książką:
Iwonie Biegun z Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu,
Waldemarowi Bocheńskiemu z Warszawy,
Helmutowi Brauerowi z Lubeki,
Markowi Fijałkowskiemu z Muzeum Okręgowego w Pile,
Włodzimierzowi Gapskiemu z Drawska,
Arkadiuszowi Gorączce z Gulcza,
Włodzimierzowi Hulai z Kołomyi,
Sebastianowi Jastrzębskiemu z Puszczykowa,
Małgorzacie i Jerzemu Kaźmierczakom z Lubasza,
Irenie Konopce z d. Prus ze Świnoujścia,
Romanowi Bolesławowi Konopce ze Świnoujścia,
Piotrowi Kozłowskiemu z Przemyśla,
Piotrowi Krystkowi z Drawskiego Młyna,
Oliverowi Nicklowi z Senne,
Halinie Nowak z Gulcza,
Wiesławowi Paluchowskiemu ze Stowarzyszenia Historycznego "Pułk 37",
Józefowi Plucińskiemu ze Świnoujścia,
Konradowi Podwysockiemu ze Stowarzyszenia Historycznego "Pułk 37",
Karolinie Rążewskiej-Golik z Muzeum Ziemi Czarnkowskiej w Czarnkowie,
Tomaszowi Rychłowskiemu z Międzyzdrojów,
Gabrielowi Sędkowskiemu z Opola,
Małgorzacie i Krzysztofowi Sobocińskim z Płocka,
Włodzimierzowi Stegmanowi z Ciszkowa,
Jackowi Szewelukowi ze Świnoujścia,
Elżbiecie Wałach ze Świnoujścia,
Mariuszowi Wojno z Sannik.
Dziękuję również całej mojej rodzinie za cierpliwość i wsparcie, a największe podziękowania składam mojej ukochanej małżonce.