Życie patyczaków ubranych w czarne rurki - Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin

Kup ebooka

36.90 zł
30.90 zł (30,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

* * *

Zuzanna Bijoch jest gwiazdą, top modelką, która cho­dzi na wybie­gach u naj­więk­szych pro­jek­tan­tów. Brała udział w gwiaz­dor­skim reality show. Napi­sała powieść o tym, jak to jest być modelką. To nie lite­ra­tura faktu, ale jak zapew­nia Bijoch, nic nie zostało zmy­ślone.

Sama jest gwiazdą, ale w wywia­dach opo­wiada, że czas gwiazd mija. Nie mija jed­nak czas mode­lek. Ubra­nia, buty, kosme­tyki, biżu­te­ria, to wszystko samo się nie zapre­zen­tuje. W cza­sach powszech­nych nowo­cze­snych tech­no­lo­gii, kiedy wszystko można zro­bić na kom­pu­te­rze, do pre­zen­to­wa­nia ubrań wciąż są potrzebne żywe osoby, które staną, zapo­zują, przejdą się, obrócą. Pod tym wzglę­dem nic się nie zmie­niło od cza­sów pierw­szych poka­zów stro­jów w XIX wieku.

Zmie­nia się za to spo­łeczna pozy­cja modelki. Te, które zostały gwiaz­dami, nie ogra­ni­czają się do pozo­wa­nia. Wyko­rzy­stują swoją sławę do tego, by robić coś wię­cej, chęt­nie dzia­łają na rzecz zwie­rząt czy walki z pato­lo­giami w świe­cie mody. O Anji Rubik mówi się nie tylko modelka, ale też akty­wistka. Napi­sała edu­ka­cyjny porad­nik o sek­sie dla mło­dzieży. Bywa uczest­niczką demon­stra­cji i akcji na rzecz praw kobiet, na przy­kład prawa do abor­cji. Kiedy nauczy­cielka aka­de­micka, socjo­lożka i femi­nistka Agnieszka Graff zapy­tała swo­ich stu­den­tów, kto jest dla nich ikoną femi­ni­zmu, nie odpo­wie­dzieli, że na przy­kład Marta Lem­part, liderka Strajku Kobiet, za którą dzie­siątki tysięcy osób wyszły na ulice w pro­te­ście prze­ciw zaostrza­niu prawa abor­cyj­nego. Dla stu­den­tów ikoną femi­ni­zmu jest Anja Rubik, która swój pro­test zazna­czyła na okładce pol­skiej edy­cji modo­wego maga­zynu "Voque", pozu­jąc nago z czer­woną racą w ręce.

Jest jesz­cze tro­chę rów­nie wiel­kich, roz­po­zna­wal­nych mode­lek. Wiele z nich roz­bły­sło dawno temu i wciąż nie scho­dzi z pie­de­stału. Zmiany oby­cza­jowe i spo­łeczne spra­wiły, że 40-let­nia top modelka wciąż jest gwiazdą. Można być doj­rzałą kobietą i speł­niać kanony piękna. Jed­nak czas gwiazd powoli mija. Jak pisze Zuzanna Bijoch: "Pro­duk­cja supermode­lek sta­nęła. Casting direc­to­rzy sza­cow­nych domów mody prze­ści­gają się w wyszu­ki­wa­niu nowych twa­rzy". Modelki zmie­niają się rów­nie czę­sto, jak kolek­cje w odzie­żo­wych sie­ciów­kach. Taniej jest zna­leźć nowe, niż prze­pła­cać za te z wysoką pozy­cją.

Jest jesz­cze Insta­gram. On żyje innym życiem niż wiel­kie maga­zyny mody, które kreują kariery. Insta­gram jest dostępny dla każ­dego, tam nie trzeba się dostać, tam trzeba zdo­by­wać fol­lo­wer­sów. Marki, które szu­kają mode­lek poza agen­cjami, na wła­sną rękę, zaczy­nają od spraw­dza­nia sta­ty­styk na Insta­gra­mie. Ta, która ma fol­lo­wer­sów idą­cych w tysiące, zwięk­sza swoją szansę na kon­trakt.

Podobno czas wybie­gów też mija. Pan­de­mia przy­spie­szyła zmiany. Kiedy pokazy nie mogły się odby­wać, nowe kolek­cje pre­zen­to­wano na Insta­gra­mie. I tak może już zostać. Pokaz to gigan­tyczna pro­duk­cja, ogromne koszty. Na Insta­gra­mie pod­czas rela­cji online ubra­nia sprze­dają insta girl, czyli dziew­czyny z armią fol­lo­wer­sów. Tłumy zapro­szo­nych gości na poka­zie to nic w porów­na­niu z zasię­gami tych dziew­czyn w inter­ne­cie. Po co więc pako­wać pie­nią­dze i ener­gię w pokazy? Ich cał­ko­wity koniec jesz­cze nie nad­szedł, ale to moż­liwa przy­szłość. Na razie dwa światy funk­cjo­nują obok sie­bie.

* * *

Branżę modową czeka nie­jedna rewo­lu­cja. Zmie­nia się pod napo­rem prze­mian oby­cza­jo­wych, które prze­obra­żają rów­nież inne branże, na przy­kład fil­mową, w któ­rej przed­mio­towe trak­to­wa­nie mło­dych kobiet było wszech­obecne. Teraz trzeba liczyć się z tym, że takie złe oby­czaje zostaną ujaw­nione i potę­pione. Modelki rów­nież coraz czę­ściej decy­dują się na com­ming outy doty­czące róż­nych pato­lo­gii ich świata. Mówią gło­śno o swo­ich zabu­rze­niach odży­wia­nia, o mole­sto­wa­niu. Nie­trudno się domy­ślić, że to plaga w zawo­dzie, który opiera się na pracy pięk­nym cia­łem, jed­nak wcze­śniej o tym nie mówiono.

Branża się zmie­nia, bo zmie­nia się też świat. Popraw­ność poli­tyczna nie pozwala już tole­ro­wać przed­mio­to­wego trak­to­wa­nia, prze­mysł modowy, który polega prze­cież na tym, że kobiety i męż­czyźni służą do poka­zy­wa­nia ubrań, będzie musiał się do tego przy­sto­so­wać. Już zaczyna.

Marka bie­liź­niar­ska Vic­to­ria's Secret zre­zy­gno­wała nie­dawno ze swo­ich legen­dar­nych Anioł­ków. Była to grupa dwu­dzie­stu naj­lep­szych, wybra­nych mode­lek, które repre­zen­to­wały firmę na wybie­gach, w tele­wi­zji, w wywia­dach. Wystę­po­wały w spek­ta­ku­lar­nych, urzą­dzo­nych z baro­ko­wym roz­ma­chem poka­zach, zaaran­żo­wa­nych jak spek­takl teatralny, z aniel­skimi skrzy­dłami, roze­śmiane, kuszące. Aniołki były jak rodzina, jak uprzy­wi­le­jo­wana elita mode­lek. W ponad­dwu­dzie­sto­let­niej histo­rii ist­nie­nia Anioł­ków tylko czter­dzie­stu jeden dziew­czy­nom udało się osią­gnąć ten sta­tus.

Rodzina jed­nak oka­zała się pato­lo­giczna. Wychu­dzone dziew­czyny opo­wia­dały mediom o nie­ludz­kich die­tach koniecz­nych do tego, żeby wyglą­dać zja­wi­skowo w bie­liź­nie, o mole­sto­wa­niu sek­su­al­nym w fir­mie. Szczyt marzeń mode­lek oka­zy­wał się być szczy­tem ich uprzed­mio­to­wie­nia. Wize­ru­nek marki upa­dał, sprze­daż malała. Aż pre­zes Vic­to­ria's Secret Mar­tin Waters oświad­czył: "Porzu­camy to, czego pra­gną męż­czyźni, na rzecz tego, o czym marzą kobiety. Od sek­sow­nych pro­duk­tów dla wybra­nych po coś sek­sow­nego dla wszyst­kich".

I Anioł­ków w dotych­cza­so­wej postaci nie będzie. W ich miej­sce przy­szedł Kolek­tyw Vic­to­ria' Secret, czyli sie­dem rzecz­ni­czek. Dotych­cza­sowe kry­te­rium wyboru pole­ga­jące na oce­nie ciała zastą­piło nowe - wybiera się postać, oso­bo­wość. Rzecz­niczki Vic­to­ria' Secret to aktorka, pił­karka, przed­się­bior­czyni, akty­wistka LGBT, modelka trans­pł­ciowa.

Firma zapo­wie­działa też, że będzie pro­mo­wać cia­ło­po­zy­tyw­ność. Co zabawne, na dowód tego zaan­ga­żo­wała na pokaz modelkę w roz­mia­rze... 38. No ale po raz pierw­szy zapre­zen­to­wano modelkę o pięk­nej syl­wetce, jed­nak nie wychu­dzoną.

Marki szu­kają już wię­cej niż tylko dobrego wyglądu. Jeśli modelki są ich amba­sa­dor­kami, ocze­kują od nich odpo­wied­niego zacho­wa­nia, popu­lar­no­ści, odpo­wied­niego wize­runku. Modelka ma mieć twarz i ciało, ale także fol­lo­wer­sów, oso­bo­wość, ma brać udział w akcjach publicz­nych, z któ­rymi marka się utoż­sa­mia. Nie­dawno firma Rese­rved nie tylko zwol­niła w try­bie natych­mia­sto­wym modela, ale jesz­cze usu­nęła jego zdję­cia ze strony inter­ne­to­wej za skan­da­liczną wypo­wiedź o kobie­tach i gwał­tach. Zor­ga­ni­zo­wa­nie sesji look­bo­oko­wej to ogromne koszty, a mimo to firma wyrzu­ciła wszyst­kie zdję­cia do kosza z powo­dów wize­run­ko­wych. Współ­pracę z tym mode­lem zakoń­czyła też jego agen­cja Rebel Models, która natych­miast ogło­siła to publicz­nie.

* * *

Branża modowa pro­du­kuje co roku nowe armie mode­lek. Dba o to, żeby klientki i klienci kupo­wali nowe kolek­cje ubrań zarówno z luk­su­so­wych buti­ków, jak i popu­lar­nych sie­ció­wek. Modelki muszą poka­zać zmie­nia­jące się co pół roku kolek­cje. Modelka jest klu­czo­wym ele­men­tem tego prze­my­słu, jed­nak nie­ko­niecz­nie naj­więk­szą wygraną. To ona jest na pierw­szej linii, jed­nak nie roz­daje ról. Modelki mają aspi­ra­cje aktor­skie, gwiaz­dor­skie, chcą pra­co­wać w tele­wi­zji. Nie­które zostają w branży jako foto­grafki, wła­ści­cielki agen­cji, pro­jek­tantki. Inne odcho­dzą i zaj­mują się innym biz­ne­sem. To zawód na krótko, ale może być dobrym star­tem w życie. Jeśli ma się szczę­ście, można dużo zaro­bić.

To nie jest jed­nak praca dla każ­dego. Nie wystar­czy być ład­nym, trzeba być sil­nym. Bo można też dużo stra­cić - poczu­cie wła­snej war­to­ści, zdro­wie fizyczne i psy­chiczne, rela­cje ze zna­jo­mymi, bo praca modelki to cią­głe wyjazdy. Można utra­cić późne dzie­ciń­stwo albo nasto­let­nią mło­dość, bo ta praca to przy­spie­szone doj­rze­wa­nie.

Na pewno trzeba wie­dzieć, jak się w tym świe­cie poru­szać.

Byłam dumna, kiedy kilka lat temu zauwa­ży­łam, jak moja szes­na­sto­let­nia obec­nie córka spraw­nie prze­miesz­cza się po mie­ście. Wystar­czył jej adres, żeby z pomocą apli­ka­cji tele­fo­nicz­nej dostać się do dowol­nego miej­sca. Od kilku lat sama jeź­dzi na różne zaję­cia dodat­kowe, mel­duje się w recep­cji, uma­wia się z pro­wa­dzą­cymi. Roz­róż­nia wszyst­kie rodzaje bile­tów na koleje i wie, jakimi kolej­kami można jeź­dzić na bilety miej­skie. Jak ktoś się dziwi, co w tym trud­nego, to niech sam spró­buje.

Czy to zna­czy, że mogła­bym spo­koj­nie patrzeć, jak wsiada w samo­lot i leci sama do Medio­lanu, Paryża, Nowego Jorku czy Tokio? Na wycieczkę szkolną, kurs języ­kowy, zor­ga­ni­zo­wany wyjazd waka­cyjny - tak. Ale nie do pracy! Moja szes­na­sto­let­nia córka cho­dząca w poje­dynkę po Medio­la­nie, Paryżu, Nowym Jorku czy Tokio w poszu­ki­wa­niu adre­sów, pod któ­rymi odby­wają się spo­tka­nia rekru­ta­cyjne, nie mie­ści się w gra­ni­cach mojej wyobraźni.

A tak wła­śnie wygląda zazwy­czaj praca mode­lek. Nasto­la­tek, które uzgad­niają z mate­ma­tyczką i polo­nistką mate­riał do samo­dziel­nego prze­ro­bie­nia, które roz­pa­ko­wują walizkę w miesz­ka­niu dzie­lo­nym z innymi nasto­lat­kami z róż­nych miejsc świata i codzien­nie rano budzą się w obcym mie­ście, żeby szu­kać pracy. Czyli cho­dzić na castingi w poszu­ki­wa­niu kon­traktu, wypo­sa­żone jedy­nie w mapkę z zazna­czo­nymi punk­tami, w któ­rych powinny się tego dnia poja­wić.

A czy zja­dła śnia­da­nie? Nie zgu­biła się w mie­ście? Roz­wi­kłała sche­mat sieci metra? Nie zacze­piał jej ktoś? Skąd mia­ła­bym to wszystko wie­dzieć, gdyby moja szes­na­sto­let­nia córka poje­chała jako modelka do pracy w innym mie­ście w Euro­pie, Ame­ryce albo Azji?

Może moja szes­na­sto­let­nia córka odpo­wie­dzia­łaby mi na to tak: "Pokaż mi inną nasto­latkę, która ma świa­towe sto­lice w małym palcu, kiedy inni sie­dzą w szkole, ona lata po świe­cie, zara­bia, uczy się angiel­skiego, poznaje ludzi, radzi sobie, umie o sie­bie zadbać i zdo­bywa kom­pe­ten­cje na całe życie". Tak mniej wię­cej mówią mi modelki albo byłe modelki, z któ­rymi roz­ma­wia­łam, żeby napi­sać tę książkę. Ile znam rówie­śni­czek mojej córki, które miały sesję zdję­ciową na sawan­nie? Jedną, boha­terkę tej książki.

Jed­nak widząc bajkę o kró­lew­nie, nie mogę stra­cić z oczu smo­ków. A smok to przede wszyst­kim samot­ność. Nasto­latka wyjeż­dża daleko od domu, gdzie nie ma nikogo, komu zale­ża­łoby w pierw­szej kolej­no­ści na niej. Zawód modelki wymaga od niej, aby była nasto­latką, ale zacho­wy­wała się jak doro­sła. Musi samo­dziel­nie radzić sobie w pracy, w domu, w obcym mie­ście, pod­pi­sy­wać kon­trakty, roz­ma­wiać z pra­co­dawcą. To wła­śnie ten smok, który nazywa się samot­no­ścią.

Doro­słość jest wpi­sana w ten zawód. Doro­słość, czyli odpo­wie­dzial­ność za sie­bie w śro­do­wi­sku, które nie jest zain­te­re­so­wane dobrem nie­let­niej osoby, tylko dobrem kon­traktu. Kon­kret­nie - pie­niędzmi. Szes­na­sto­let­nia dziew­czyna na końcu świata za matkę ma agentkę, któ­rej zada­niem jest zaro­bić pie­nią­dze dla agen­cji.

A czy ktoś widział pokój nasto­latki? Albo ina­czej - czy ktoś widział posprzą­tany pokój nasto­latki bez przy­po­mi­na­nia, że ma posprzą­tać, albo bez zbli­ża­ją­cej się wizyty nowych zna­jo­mych? A wagary - czy ktoś widział nasto­latkę, która cho­dzi sumien­nie na wszyst­kie lek­cje wyłącz­nie z poczu­cia odpo­wie­dzial­no­ści? Czy ktoś widział nasto­latkę, która kła­dzie się wcze­śnie spać, bo wie, że następ­nego dnia musi wstać wcze­śnie rano? Ja znam nie­wielu takich doro­słych. A nasto­let­nia modelka musi być taką osobą. Kolejny smok nazywa się więc przy­spie­szona doro­słość. Modelka, wbrew temu, że wyobra­żamy ją sobie jako wcią­ga­jącą koka­inę Kate Moss, musi być roz­sądną i zor­ga­ni­zo­waną osobą, która zarzą­dza swoim życiem jak roz­bu­do­wana apli­ka­cja "to do" do efek­tyw­nego zarzą­dzania cza­sem.

Co nie ozna­cza, że nie dosta­nie koka­iny. Jest dobra do tłu­mie­nia uczu­cia głodu. I to też może usły­szeć nasto­latka od agentki, która zastę­puje jej mamę. Bierz koka­inę, żeby zabić głód - nie­które tak radzą. Na szczę­ście rzadko. Naj­czę­ściej mówią, żeby zdrowo jeść. Zdrowo, czyli nisko­ka­lo­rycz­nie, ale z war­to­ściami odżyw­czymi, czyli błon­ni­kiem, bo długo daje poczu­cie syto­ści. O zdro­wiu nie­let­nia osoba sły­szy, kiedy agentka regu­lar­nie ją mie­rzy. Jeśli przy­bę­dzie jej cen­ty­metr w bio­drach, na castin­gach nie ma szans na zdo­by­cie zle­ceń. Po pro­stu nie zmie­ści się w ubra­nia. A ubra­nia są prze­cież w tej branży naj­waż­niej­szymi pod­mio­tami, boż­kami, a nawet grec­kimi bogami. Trzeba je czcić i trzeba przed nimi drżeć, aby zgrać się z nimi w cen­ty­metrach.

No i smok oce­nia­nia. Dwa razy byłam na roz­mo­wie kwa­li­fi­ka­cyj­nej, raz, kiedy mia­łam trzy­dzie­ści sześć lat, a drugi raz, kiedy byłam po pięć­dzie­siątce. Wie­dzia­łam już, co umiem, ile jestem warta, w czym jestem mocna i jak ukryć to, co jest moją sła­bo­ścią. A jed­nak czu­łam się jak przed wyso­kim sądem połą­czo­nym z nauczy­cie­lem od mate­ma­tyki, któ­rego ni­gdy nie zapo­mnę, bo przy nikim innym nie czu­łam się taka mała. Ja, doj­rzała, świa­doma swo­jej siły i kom­pe­ten­cji osoba, źle znio­słam oby­dwie roz­mowy kwa­li­fi­ka­cyjne i do dziś racjo­na­li­zuję sobie, dla­czego wtedy nie zosta­łam przy­jęta.

A rówie­śniczki mojej szes­na­sto­let­niej córki mają na dru­gie imię wysoka wraż­li­wość. Dotkniesz je pal­cem, a one mówią, że to roz­pa­lone żelazo. Popro­sisz, żeby wyszły z psem, a one ci powie­dzą, że ich nie­na­wi­dzisz. Zapy­tasz, czy wygod­nie im w tych spodniach, a zaczną krzy­czeć, że są takie grube.

I te nasto­latki z emo­cjami jak wul­kany, naje­żone czuł­kami wychwy­tu­ją­cymi we wszyst­kim ocenę, a już zwłasz­cza kry­tykę ich wyglądu, dostają pracę, któ­rej istotą jest nie­ustanne oce­nia­nie. Orga­ni­za­tor castingu potrze­buje ciała, które jak naj­le­piej zapre­zen­tuje jego ubra­nia - tyle widzi, kiedy do pomiesz­cze­nia wcho­dzą nasto­let­nie osoby. I albo ciało zostaje oce­nione dobrze, albo ciało się nie nadaje. I tak wiele razy dzien­nie.

Jest jesz­cze kilka innych smo­ków. Smok mole­sto­wa­nia to foto­graf, który krok po kroku dociera do miej­sca, w któ­rym pro­test prze­ciwko pozo­wa­niu topless będzie "nie­pro­fe­sjo­nalny". Smok zabu­rzeń odży­wia­nia to ocze­ki­wane wymiary.

W tym zawo­dzie w ostat­nich latach wiele się zmie­niło. Na zagra­niczne kon­takty raczej nie jeż­dżą już trzy­na­sto­latki. Ubrań nie pre­zen­tują tylko żywe wie­szaki. W wiel­kich witry­nach skle­pów z odzieżą są zdję­cia osób z kilo­gra­mami, z latami, z nie­peł­no­spraw­no­ściami. Prze­mysł modowy zare­ago­wał na kry­tykę, przy­jął do wia­do­mo­ści, że zaraża klien­tów nie­re­al­nymi ocze­ki­wa­niami wobec sie­bie, gdy pre­zen­tuje swoje święte ubra­nia na model­kach, na któ­rych leżą one naj­le­piej, czyli na wychu­dzo­nych dzie­ciach. Ogła­sza, że jest cia­ło­po­zy­tywny.

XD, jak mówią nasto­latki. Wiel­kie witryny skle­powe to jedno, a codzien­ność - dru­gie. Kiedy prze­glą­damy ofertę skle­pów odzie­żo­wych w inter­ne­cie, zwiewne sukienki poka­zują zwiewne dziew­częta, co jakiś czas tylko sąsia­du­jące z dziew­czyną wyraź­nie nie chudą. Norma pozo­staje tak samo wychu­dzona, cia­ło­po­zy­tyw­ność jest dodat­kiem. Prze­mysł modowy dba o swój wize­ru­nek, idzie w ślad za spo­łecz­nymi prze­mia­nami. W skle­pach można kupić ubra­nia bez podziału na płeć, ale o więk­sze roz­miary łatwo tylko w teo­rii.

Czy warto być modelką? Moje roz­mów­czy­nie mówią, że tak, opo­wia­dają o tym, jak o przy­go­dzie życia. Ale nie wszyst­kie. Nie­które przy­znają, że koszt jest zbyt duży. A jedna z nich, która sty­li­zuje modelki do sesji zdję­cio­wych, dodaje, że nie pozwoli, by jej córka wyko­ny­wała ten zawód.

Żeby zro­zu­mieć świat mode­lek, trzeba znać pod­sta­wowe poję­cia. Na począ­tek więc bran­żowy słow­nik wyra­żeń.

Agen­cja

Staj­nia mode­lek. Dziew­czyny (i chło­paki) pod­pi­sują kon­trakt z agen­cją, a ona zała­twia im pracę w Pol­sce i za gra­nicą, korzy­sta­jąc z kon­tak­tów z agen­cjami pośred­ni­czą­cymi mię­dzy nią a klien­tami. W agen­cji są zazwy­czaj białe ściany obwie­szone zdję­ciami jej pod­opiecz­nych, booke­rzy, któ­rzy rezer­wują dziew­czy­nom (i chło­pa­kom) prace, sco­uci, foto­grafki i foto­gra­fo­wie, a w tych naj­waż­niej­szych - cha­ry­zma­tyczni wła­ści­ciele, bogo­wie model­ko­wego życia i śmierci.

(Żeby lepiej wyja­śnić ten kli­mat, przy­ta­czam cytat z mojej roz­mowy tele­fo­nicz­nej z wła­ści­cie­lem agen­cji:

- Dzień dobry, piszę książkę o model­kach, pań­stwa agen­cja jest jedną z naj­waż­niej­szych agen­cji w Pol­sce. Mogli­by­śmy poroz­ma­wiać?

- Pani nie ma o tym zie­lo­nego poję­cia. Jasne, że ja mam, ale mnie się nie chce pani tego opo­wia­dać. Nie, nie będę z panią roz­ma­wiał, a beze mnie ta książka nie ma sensu, więc pani jej nie napi­sze. Z kim pani już roz­ma­wiała? Nie, no to są jakieś obrzeża. Cen­trum jest u mnie, ale ja nie będę pani opo­wia­dał o życiu pry­wat­nym moich naj­waż­niej­szych mode­lek. Aha, to co w takim razie panią inte­re­suje? A pani w ogóle umie pisać? Jakie książki pani napi­sała? Nic mi to nie mówi, to też nie, to też, o tę zapy­tam zna­jomą, która robi filmy, powie mi, czy to coś warte. Jeśli będzie mi się chciało, ode­zwę się.

Roz­łą­czył się.

Pierw­szy raz w pracy dzien­ni­kar­skiej spo­tyka mnie takie... No cóż, po pro­stu cham­stwo. Dzwo­nię do zna­jo­mej, która pisuje o świe­cie mody.

- Cześć, widzia­łam kie­dyś twój arty­kuł o tej agen­cji, roz­ma­wia­łaś z wła­ści­cie­lem. Ja nie mogę się otrzą­snąć. Zaraz po "dzień dobry" bez powodu i bez­in­te­re­sow­nie chciał mnie poni­żyć. A ja prze­cież jestem doro­sła, doj­rzała i dzwo­nię jako dzien­ni­karka, która może z nim poroz­ma­wiać, ale nie musi. Jak on w takim razie trak­tuje zalęk­nione nasto­latki, które są od niego cał­ko­wi­cie zależne?

- On jest znany z tego, że taki jest. Ze mną roz­ma­wiał tak samo. Ale jak modelka rokuje, że da mu zaro­bić, robi się dla niej bar­dzo miły).

Booker

Pośred­nik mię­dzy modelką a klien­tem.

Dług

Koszty orga­ni­za­cji wyjazdu modelki na castingi orga­ni­zo­wane za gra­nicą przez agen­cję na miej­scu. W koszt długu wcho­dzą bilety na samo­lot, miesz­ka­nie, dru­ko­wa­nie kom­po­zy­tek, czyli wizy­tó­wek modelki ze zdję­ciem. Modelka naj­pierw zara­bia na spłatę długu, a dopiero potem na sie­bie. Jeśli nie zarobi na dług, nie musi go zwra­cać, ale też wraca do domu bez pie­nię­dzy.

Forma

Stan, w któ­rym modelka ma naj­wy­żej 90 cen­ty­me­trów w bio­drach, 50 cen­ty­me­trów w udach, pła­ski, umię­śniony brzuch, zdrową cerę, błysz­czące włosy, duże oczy bez siń­ców, ogo­lone nogi, równo spi­ło­wane paznok­cie. Żeby być w for­mie, trzeba dużo tre­no­wać na siłowni, więc modelka w for­mie ma też dobrą formę w tra­dy­cyj­nym rozu­mie­niu tego słowa.

Książka

Port­fo­lio. "Robić książkę" to poje­chać na wyjazd, na któ­rym nic się nie zarobi (albo nie­wiele), ale za to powstaną zdję­cia do książki. Każda modelka musi mieć swoją książkę, więc bez­płatne sesje do niej są potrzebne.

Scout

Osoba, która zacze­pia dziew­czyny w pociągu, kinie, gale­rii han­dlo­wej i pro­po­nuje kon­takt z agen­cją. Scout szuka nowych twa­rzy, a te w branży modo­wej są nie­zbędne jak stały dopływ paliwa do łódki moto­ro­wej. Kariera mode­lek trwa krótko, więc nowe modelki są potrzebne zawsze, bo dzięki nim łódka pły­nie.

* * *

Mówią osoby, które od lat pra­cują w tej branży:

Sty­listka

pro­du­centka sesji zdję­cio­wych do pre­sti­żo­wych maga­zy­nów mody

Żeby być modelką, trzeba być foto­ge­nicz­nym, nie­ko­niecz­nie ład­nym. Trzeba dobrze wycho­dzić na zdję­ciach.

Foto­grafka

Teraz liczy się pomysł na sie­bie, jak się wyróż­nić, poka­zać, ważna jest cha­ry­zma. To decy­duje, czy modelka osią­gnie suk­ces. Jed­nak nie wszystko zależy od dziew­czyny. Są sprawy, które decy­dują o jej karie­rze, na które ona nie ma wpływu. Nie­stety. W jed­nym sezo­nie jest gwiazdą, a w innym znika, ale nie dla­tego, że przy­tyła, że się roz­le­ni­wiła. Wystar­czy, że mija moda na jej typ urody. Nic nie może z tym zro­bić, to nie zależy od niej. Ale efekt jest taki, że jesz­cze wczo­raj miała mnó­stwo pracy, a dziś nikt się nią nie inte­re­suje.

Bywa też, że dziew­czyny zmie­niają pomysł na sie­bie. Mają czter­na­ście, pięt­na­ście lat, jesz­cze nie wie­dzą, co chcą w życiu robić, i eks­pe­ry­men­tują, a potem wyco­fują się, wybie­rają naukę, pla­nują karierę w innym zawo­dzie. Kal­ku­lują, że uroda i warunki nie są dane na wiele lat, a prze­cież w modzie wła­śnie to jest potrzebne.

Sty­listka

pro­du­centka sesji zdję­cio­wych do pre­sti­żo­wych maga­zy­nów mody

Mało która modelka zostaje gwiazdą. Teraz już nawet nie ma takich gwiazd, jak kie­dyś. Mode­lek jest bar­dzo dużo i zaj­mują się codzienną harówką. Jeż­dżą na przy­kład na "joby" do Nie­miec, gdzie robią masowe sesje dla sie­ció­wek z ciu­chami, butami, dla dro­ge­rii, do fol­de­rów rekla­mo­wych. Praca trwa po kil­ka­na­ście godzin dzien­nie, nie ma w niej nic z magii pokazu. W ogóle mode­ling bar­dzo się zmie­nił przez spe­cja­li­za­cję. Potrzebne są na przy­kład modelki dłoni albo samych ust, można pozo­wać cały dzień i nie mieć ani jed­nego zdję­cia całej syl­wetki.

To jest ciężka praca. Więk­szość z tych dziew­czyn, które dostały się do dobrych agen­cji, będzie haro­wać, ale niech zapo­mną o popu­lar­no­ści, blich­trze i sła­wie. Pie­nią­dze? Tak, nie­wy­klu­czone. Mogą świet­nie zaro­bić pod warun­kiem, że będzie praca, czyli że klienci będą je chcieli. Bo sam kon­trakt z agen­cją jesz­cze pracy nie daje.

Naj­wię­cej teraz jeź­dzi się do Azji, Korei, Japo­nii. Dziew­czyna zostaje tam wysłana przez swoją agen­cję i na miej­scu musi cho­dzić na castingi, żeby zna­leźć pracę. Jeśli znaj­dzie, dużo zarobi, jeśli nie, to nie zarobi wcale.

Dziew­czyny jeż­dżą chęt­nie na "joby" do Nie­miec, gdzie robią kata­logi, czyli sesje do kata­lo­gów sie­ció­wek odzie­żo­wych, obuw­ni­czych czy kosme­tycz­nych. Jest tego mnó­stwo, bo każdy pro­dukt beauty fashion wymaga osoby, która go zapre­zen­tuje. To żmudna praca, nie ma z tego uzna­nia, ale zara­bia się około 1200 euro za dzień. Pracy jest dużo, więc dziew­czyny zasu­wają jak motorki, ale dzięki temu mają nie­złe pie­nią­dze. Jeśli trafi ci się dobry kon­trakt kosme­ty­ków, możesz zaro­bić na miesz­ka­nie w War­sza­wie i kupić je za gotówkę.

Są też jed­nak takie, które mie­sią­cami nie pra­cują, dora­biają jako hostessy, a tam nie ma zarob­ków. To może wyni­kać na przy­kład z tego, że w poprzed­nim sezo­nie dziew­czyna zro­biła za dużo kata­lo­gów, wzięło ją trzy­dzie­ści popu­lar­nych marek, wszę­dzie była i się prze­ja­dła, więc następ­nego roku nie ma roboty. Albo uroda prze­mi­nie.

Sesje robimy w stu­dio w War­sza­wie albo wyjaz­dowe. Na wyjazd dobie­rasz modelkę, która jest nie tylko pra­co­wita, ale też fajna i miła. Wtedy na pla­nie panuje dobra atmos­fera. Wszy­scy się cie­szą na wyjazdy z Pol­ski.

Pierw­sza liga mode­lek jest cor­rect, praca idzie pro­fe­sjo­nal­nie. Tym mniej zna­nym, ale już oby­tym, lubi ude­rzyć sodó­weczka. Na przy­kład nie podoba jej się, jak ją ubie­ram. Tłu­ma­czę, że to jest sesja dla klienta, ma być tak, żeby jemu się podo­bało. Inne narze­kają, że zbyt ciężko pra­cują. Mówię takim dziew­czy­nom: "Masz 20 lat, podró­żu­jesz po świe­cie, dużo zara­biasz i jesteś obra­żona, że masz dużo zajęć?". Tu jest jak w każ­dej pracy, trzeba zro­bić, co jest do zro­bie­nia. Masz być przy­go­to­wana, w for­mie, szczu­pła, nogi ogo­lone, wyspana. Nie­raz przyj­dzie taka, która tego nie speł­nia. Impre­zo­wiczki na kacu zda­rzają się rzadko, ale jeśli już, to od razu widać po nich nie­prze­spaną noc. Dla­tego jak jeste­śmy na wyjeź­dzie na przy­kład w Hisz­pa­nii i ktoś pod­czas lun­chu pro­po­nuje wino, to nie lubię, gdy dziew­czyna pije, bo to można zauwa­żyć na jej twa­rzy już po dwóch lamp­kach.

FOTO­GRAFKA

Dużo się zmie­niło w ostat­nich latach. Nawet to, że do zawodu wcho­dzą też grub­sze i niż­sze dziew­czyny. Naj­więk­sza zmiana zaszła jed­nak w inter­ne­cie. Insta­gram zre­wo­lu­cjo­ni­zo­wał ten zawód.

STY­LISTKA

Słu­chaj, jak z nimi roz­ma­wiasz, mówią ci, dla­czego chcą być model­kami? Bo wiesz, ja tego zupeł­nie nie rozu­miem.