Życie w dawnym Krakowie - Kamil Stasiak

Kup ebooka

59.99 zł
47.99 zł (46,19 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Był 16 lipca 1461 roku, gdy starosta rabsztyński Andrzej Tęczyński, brat kasztelana krakowskiego, postanowił oddać płatnerzowi Klemensowi zbroję do wyczyszczenia, nie spodziewając się przy tym gwałtownego i tragicznego - również dla niego - obrotu sprawy. Gdy po wykonaniu usługi przyszło do odbioru pancerza, rzemieślnik zażądał dość wygórowanego wynagrodzenia - dwóch złotych. Tęczyński zapłacił jedynie szóstą część żądanej kwoty, czyli dziesięć groszy, i na domiar złego spoliczkował Klemensa, po czym udał się do krakowskiego ratusza złożyć skargę. Rajcy, chcąc wyjaśnić sprawę, wysłali pachołka, by sprowadził płatnerza. Szlachcic nie miał jednak zamiaru czekać i wyszedł. Po opuszczeniu ratusza na ulicy Brackiej natknął się na pachołka prowadzącego Klemensa, który na jego widok miał krzyknąć: "O panie obiłeś mię i wypoliczkował sromotnie w mym własnym domu, ale już mię nie będziesz bił, jak biłeś"1. To doprowadziło starostę do szału. Wespół z synem i towarzyszami pobili rzemieślnika mieczami i kijami tak dotkliwie, że padł na ziemię, a przechodnie musieli go dźwignąć i zanieść go do domu.

Świadkami wydarzenia byli dwaj rajcy, Mikołaj Kridlar i Walter Kesinger, którzy donieśli o sprawie do ratusza. Władze miasta natychmiast udały się na Wawel poinformować o zajściach królową Elżbietę Rakuszankę, ta zaś wezwała Tęczyńskiego i ustanowiła wadium w wysokości osiemdziesięciu tysięcy grzywien, do uiszczenia przez stronę, która naruszyłaby porządek w mieście. Wieść o pobiciu szybko jednak rozniosła się po Krakowie, rozpalając gniew jego mieszkańców. Pod ratuszem zebrał się oburzony tłum, a oliwy do ognia dolewał sam Tęczyński, który nie tylko nie zamierzał stawić się na zamku, ale także - w otoczeniu służby - przechadzał się po mieście. Rozwścieczeni krakowianie żądali od władz miasta działań, nie zdając sobie sprawy z potencjalnych konsekwencji pochopnych decyzji. Uzbrojony tłum, ignorujący wezwania rajców do uspokojenia nastrojów, narastał, co stłumiło odwagę Tęczyńskiego, który schronił się w domu rajcy Kesingera, tuż obok miejsca, w którym doszło do pobicia płatnerza. Towarzyszyli mu między innymi jego syn Jan oraz Spytko z Melsztyna. Owo miejsce nie wydawało się jednak szlachcicowi wystarczająco bezpieczne, więc - licząc, że tłum nie naruszy powagi świątyni - przemknął do kościoła Franciszkanów. Najpierw wraz z towarzyszami pobiegł na wieżę, po czym nagle stwierdził, że lepszym miejscem będzie zakrystia. Zanim do niej dotarł, krakowianie wdarli się do kościoła. Tęczyński próbował negocjacji z tłumem, lecz gdy nic nie dały, na widok zakonnika uchylającego drzwi do zakrystii rzucił się w jej stronę. Wówczas padł cios, który oskalpował mu głowę. Rozwścieczeni ludzie zaczęli się pastwić nad zwłokami, tłukąc je i kłując, czym popadnie, po czym zawlekli je ulicznym rynsztokiem pod ratusz. Towarzysze Tęczyńskiego bronili się na wieży, by po pewnym czasie wynegocjować odstawienie ich do władz miejskich.

Wieści o zajściach dotarły do Kazimierza Jagiellończyka przebywającego na Pomorzu, gdzie prowadził wojska przeciwko Krzyżakom, i spowodowały bunt towarzyszącej mu szlachty, która chciała wracać do Krakowa i ukarać mieszczan. Król załagodził sprawę, obiecując zwołanie sądu po powrocie. Pod koniec 1461 roku rozpoczęła się rozprawa. Mimo że zgodnie z przywilejami powinna być prowadzona według prawa magdeburskiego na wawelskim zamku, odbyła się na sejmie w Nowym Korczynie, na który wezwano rajców. Na nic zdały się starania władz miasta o postępowanie zgodne z prawem. Pod naciskiem szlachty zapadł niekorzystny dla Krakowa wyrok, nakładający na miasto osiemdziesiąt tysięcy grzywien kary i skazujący na śmierć winnych. A tych należało najpierw wytypować i sformułowanie to nie jest przesadą, ponieważ ich wybór nie miał wiele wspólnego z poszukiwaniem prawdziwych winowajców. Zresztą nawet jeśli komuś przyszłoby do głowy wskazywać jako winnego płatnerza Klemensa, byłby to próżny trud, gdyż ów przezornie uciekł do Wrocławia, a następnie do Żagania. Miasto opuścił także rajca Mikołaj Kridlar, który udał się do Melsztyna. Piętnastego stycznia 1462 roku na Wawelu ścięto sześciu mieszczan, w tym trzech rajców, których winę potwierdził pod przysięgą Jan Rabsztyński, syn Andrzeja Tęczyńskiego. Ogromna kara finansowa została zapłacona tylko w niewielkiej części2.

Mogłoby się wydawać, że współcześnie podobny tumult, skierowany przeciwko pyszałkowatemu przedstawicielowi elity, byłby niemożliwy, tak jak jeszcze do 2019 roku wydawało się, że obecnych miast nie dotyczy już problem wielkich epidemii zdolnych zachwiać posadami nie tylko służby zdrowia, ale także całym naszym trybem życia. Wiele szczegółów z dziejów dawnego Krakowa - mimo że zdają się one odległe - może sporo powiedzieć o ludzkiej naturze i skłonić nas do refleksji.

Opisana powyżej sprawa Andrzeja Tęczyńskiego wywołuje wrażenie czegoś nadzwyczajnego w życiu miasta, oderwanego od codzienności. I rzeczywiście, tak gwałtowny atak przeciwko szlachcicowi nie ma precedensu w historii Krakowa. Mówi nam jednak wiele o tym, jak się żyło w piętnastowiecznym polskim mieście. Zwraca też uwagę na relacje między klientem a wykonującym usługę rzemieślnikiem - niewolne od napięć, zwłaszcza jeśli zleceniodawca czuł przewagę wynikającą z jego społecznej pozycji. Pokazuje, jak niewiele było trzeba, żeby nawarstwiające się emocje przerodziły się w gwałtowny wybuch tłumu. Daje świadectwo nierówności wynikających z usankcjonowanych prawem stosunków między grupami społecznymi, ujawniając przy tym dramatyczne skutki sytuacji, w której podskórne poczucie niesprawiedliwości znajduje wreszcie ujście. W końcu uchyla kurtynę, umożliwiając nam zobaczenie fragmentu sceny, na której będzie się rozgrywać opisane w niniejszej książce codzienne życie krakowian. Widzimy zatem Rynek jako centrum wydarzeń, miejsce sprawowania władzy w mieście, ale także gromadzenia się tłumu, przenosimy się do klasztoru Franciszkanów, który tym razem nie spełnił roli bezpiecznego azylu, trafiamy na rynsztok ulicy Brackiej - symbol hańby Andrzeja Tęczyńskiego, potem zaś na górujący nad miastem Wawel, gdzie zapadały najważniejsze decyzje i gdzie w tej historii wydano niesprawiedliwy wyrok.

Z oczywistych względów pokażemy tylko wycinek codzienności - procesy, które kształtowały to, co zwykle musiało zaprzątać głowę mieszkańców, jak miejsce do zamieszkania, metody pracy, duchowość czy relacje międzyludzkie. Posługując się jednostkowymi historiami, nie będziemy się starać przekonywać, że są one pełną reprezentacją dawnego stylu życia, a jedynie damy sobie szansę poznania wycinka losów konkretnych, podobnych nam osób. Opowiemy więc historię większości krakowian, choć nie mamy możliwości wniknięcia w codzienne perypetie nawet niewielkiego odsetka osób mieszkających w mieście do końca XVIII wieku. Warto o tym pamiętać, by tworząc własne wyobrażenie o dawnym stylu życia, nigdy nie ufać mu w pełni. W końcu ludzie ci różnili się między sobą, tak jak my różnimy się od sąsiadów czy współpracowników, a różnorodność ta jest uchwytna tylko w części.

Nasza historia zatrzymuje się w chwili wchłonięcia Krakowa przez Austrię w ramach trzeciego rozbioru. Jeszcze długo później Polacy mieli być społeczeństwem wiejskim, wszak nawet po drugiej wojnie światowej 69% ludności mieszkało na wsi, a pierwszy spis ludności, który wykazał przewagę mieszkańców miast, odbył się w 1970 roku. Opisując więc losy ogółu dawnych krakowian i mając intencję opowiadania o większości, w istocie mówimy o wycinku społeczeństwa. Ten wycinek był ważny ze względu na handlową, rzemieślniczą, kulturalną i rozwojową rolę miast. Nie mógłby jednak istnieć bez ścisłego związku z rolniczym zapleczem i korzystania z pracy tej wiejskiej większości. Będąc krakowianami, na ogół mamy niewiele wspólnego z opisanymi w książce ludźmi. Duża mobilność społeczna powoduje, że tylko w niewielkim stopniu jesteśmy ich bezpośrednimi potomkami. Kierujemy się też innymi wartościami, a nasza codzienność znacznie się różni nawet od tej sprzed dwustu pięćdziesięciu lat, nie mówiąc już o dalszym horyzoncie czasowym. Śledząc jednak życie dawnych krakowian, odnajdujemy klucze do specyfiki miasta choćby dlatego, że ich codzienne wybory ukształtowały jego przestrzeń, a ta wpływa na tożsamość i sposób życia obecnych mieszkańców miasta. Wciąż kontynuujemy niektóre z zapoczątkowanych wówczas tradycji, spotykając się na pochodzie lajkonika czy słuchając hejnału, nawet jeśli tylko w radiowej audycji. Możemy ponadto wyciągnąć wiele wniosków odnoszących się do naszej codzienności. Czasem będą to wzory do naśladowania, niekiedy ostrzeżenia, być może najczęściej dotyczące kształtowania stosunków międzyludzkich, często na zasadzie wywyższenia jednych kosztem upokorzenia innych.

Rytm codzienności zmienia się wolniej niż sytuacja polityczna czy systemy gospodarcze. Gdy już jednak niezauważalnie zmieni swój takt, oddziałuje na wszystkich tak mocno, że porównując przyzwyczajenia nasze i naszych poprzedników, nie sposób nie dostrzec skali różnic. Przyjrzyjmy się im zatem, aby poczuć charakter dawnego Krakowa.

Zanim powstał Kraków

Życie okolicznych mieszkańców w pradziejach

Przed VI wiekiem naszej ery

Uzyskanie wglądu w życie pierwszych ludzi mieszkających na terenach obejmujących obszar dzisiejszego Krakowa z pewnością jest kuszące, zwłaszcza że ich codzienność musiała najbardziej odbiegać od tego, co jest nam znane współcześnie. Jednocześnie zawdzięczamy bardzo dużo naszym przodkom: od techniki rozpalania ognia, przez stworzenie garncarstwa, zastosowanie koła w transporcie, udomowienie zwierząt, rozwój upraw, po opracowanie metod przetapiania metali. Aby stworzyć lub podejrzeć u innych te wszystkie kluczowe dla naszego życia wynalazki, potrzeba było wielu tysięcy lat.

Ten skromny pierwszy rozdział obejmuje okres wielokrotnie dłuższy niż pozostałe części książki i opisuje życie ludzi, zanim jeszcze powstało miasto i pojawiła się jego nazwa. Odtwarzając ich losy, musimy polegać jedynie na odkryciach archeologicznych - bardzo cennych, lecz trudnych w interpretacji i siłą rzeczy wyrywkowych. Wiele śladów obecności człowieka nie przetrwało, zwłaszcza te wykonane z materiałów organicznych, które w wielu okresach historycznych musiały stanowić przytłaczającą większość. Wiele zostało zniszczonych, gdy powstawały nowe obiekty. Często dewastacja cennych stanowisk następowała relatywnie niedawno, na przykład półtora wieku temu w trakcie wznoszenia obiektów Twierdzy Kraków.

Wiele jest jeszcze do odkrycia, a to, co w przyszłości zostanie wydobyte na światło dzienne, zapewne zmieni nasze spojrzenie na codzienność dawnych ludzi. To zaś, co już odnaleziono, pozwala nam odtworzyć jedynie proste fakty, jak wymiary i techniki wznoszenia domu. Reszty musimy się domyślić: jak dużo czasu w nim spędzali, ilu było jego mieszkańców, jak cieszyli się z narodzin dziecka czy często sprzątali? Brakujące elementy próbujemy uzupełniać porównaniami i dedukcją, co czasem może prowadzić na manowce. Niekiedy sięgamy po przykłady z terenów leżących poza granicami współczesnego Krakowa, staramy się jednak za bardzo nie oddalać, jedynie sporadycznie spoglądając kilkadziesiąt kilometrów dalej.

Od trzeciego rozdziału będziemy opowiadać o społeczeństwie feudalnym, które także nie było niezmienne. Jednak czytając dwa pierwsze rozdziały, warto zwrócić uwagę na ogromną różnorodność społeczności, które wybrały okolice obecnego Krakowa na swój dom. Zobaczymy, że wcale nie mamy do czynienia z nieustającym pochodem od koczowniczych łowców do osiadłych rolników, od grup mniejszych do większych, od mniej do bardziej zhierarchizowanych. Zresztą kategorie te wcale nie muszą świadczyć o rozwoju, a przyjmowane rozwiązania - choć z pewnością wynikały również z tradycji tych ludów - były świadomym wyborem przedstawicieli społeczności dostosowujących się do lokalnych warunków. Nowo pojawiające się grupy czasami zajmowały tereny już uprzednio opuszczone, niekiedy przepędzały lub wyniszczały wcześniejszych mieszkańców, ale także często łączyły się z zastaną na miejscu społecznością, przejmując część jej codziennych zwyczajów i aplikując własne.

Pierwsi mieszkańcy

Gdy pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku archeolodzy przebadali jaskinię Tunel Wielki w Ojcowskim Parku Narodowym, ocenili, że odnalezione tam krzemienne narzędzia mają 40 tysięcy lat. Dopiero niedawno się okazało, że znajdujące się przy nich szczątki zwierząt należą do gatunków takich jak wilk mosbacheński czy inny psowaty - likaon, które żyły na tych terenach pół miliona lat temu. Ponowne wykopaliska, przeprowadzone w 2018 roku, potwierdziły to datowanie. Są to nie tylko jedne z najstarszych śladów obecności przodków człowieka na ziemiach polskich, ale także materialne dowody ich umiejętności wykorzystywania narzędzi1. Zanim w okolicach współczesnego Krakowa pojawili się neandertalczycy, mieszkali tu przedstawiciele gatunków Homo erectus i Homo heidelbergensis2. Liczne jaskinie występujące w obrębie Jury Krakowsko-Częstochowskiej i Bramy Krakowskiej, służące za schronienie, sprzyjały rozwojowi pierwszych społeczności3. Groty te znamy i dziś, jeśli jednak przeniesiemy się nawet niekoniecznie kilkaset tysięcy, a kilkadziesiąt tysięcy lat wstecz, zastaniemy ukształtowanie terenu, które raczej nie wyda nam się znajome. W wielu miejscach warstwa lessu była znacznie płytsza, przez co teren był bardziej skalisty. Obrazu warunków, w jakich żyli neandertalczycy, dopełniał panujący wówczas klimat: chłodniejszy i bardziej suchy od tego, do którego przywykliśmy w Krakowie. Okolicę pokrywały bory iglaste, przypominające tajgę, i stepy z rzadka poprzetykane pojedynczymi drzewami, a w szerokiej dolinie Wisły rozpościerały się bagna i szuwary.

U wylotu grot, pod skalnymi nawisami, neandertalczycy tworzyli proste szałasy z drewnianych żerdzi i skór, zajmujące powierzchnię około dwóch na pięć metrów, grzejąc się przy ognisku w kilkunastoosobowych grupach4. Zapewne podobnie wyglądało obozowisko małej grupy z Jaskini Ciemnej 115 tysięcy lat temu, gdy nagle na sześcioletnie dziecko wyskoczył lew jaskiniowy, który dotychczas czaił się w pobliżu. Nieprzygotowani do obrony członkowie grupy nie mieli szans w walce z drapieżnikiem, którego rozmiary o jedną czwartą przekraczały wielkość współczesnego lwa. Nie mogli także pomóc śmiertelnie rannemu dziecku, przy którym stał gotowy do kolejnego ataku wielki kot. Pozostało im tylko salwowanie się ucieczką. Gdy lew skończył ucztę, do resztek ofiary zleciały się ptaki. Jeden z nich tak łapczywie zaspokajał swój głód, że w całości połknął palec ręki. To jeden z możliwych scenariuszy zdarzeń, które doprowadziły do odnalezienia w Jaskini Ciemnej najstarszych na ziemiach polskich szczątków ludzkich. Były to paliczki neandertalskiego dziecka, częściowo przetrawione przez ptaka. Niezależnie od dokładnego przebiegu zdarzeń, znalezisko to pokazuje, że pierwsi mieszkańcy okolic współczesnego Krakowa znajdowali się w łańcuchu pokarmowym znacznie niżej niż my.

Nie oznacza to jednak, że byli bezbronnymi, potulnymi stworzeniami. Zdarzało im się polować na duże drapieżne zwierzęta, między innymi na niedźwiedzie jaskiniowe. Walka z tak wielkim drapieżnikiem wymagała od nich kooperacji, co dowodzi istnienia dobrej współpracy w ramach małych społeczności pierwotnych. Łowcy uniemożliwiali zwierzęciu wyjście z groty, zastawiając je prostą palisadą, po czym atakowali niedźwiedzia dzidami i bolasami5. Ta ostania broń to kamienne kule połączone rzemieniami. Odpowiednio rzucona, nie tylko zadawała rany, ale oplatając się wokół ofiary, krępowała jej ruchy. Po upolowaniu niedźwiedzia w ruch szły krzemienne noże, służące do oddzielania futra i ćwiartowania mięsa. Zapewne myśliwi i członkowie ich rodzin nie gardzili również szpikiem kostnym. Dieta była uzupełniana owocami, które udawało się znaleźć w lesie. Jak się ocenia, kilkunastoosobowa grupa penetrowała teren w promieniu około 10 kilometrów od obozowiska. Z czasem pojawiły się grupy ludności zamieszkujące przez dłuższy czas tak zwane obozowiska podstawowe, z których ich członkowie wyprawiali się na polowania, mieszkając wówczas w tymczasowych schronieniach łowieckich. Niekiedy wyprawy te musiały być dosyć odległe, skoro przy krakowskiej ulicy Mikołaja Kopernika odkryto nóż z krzemienia występującego na Wyżynie Wołyńskiej, oddalonej o ponad 400 kilometrów6. Natomiast przy ulicy Królowej Jadwigi, na terenie neandertalskiego obozowiska, odnaleziono palenisko przykryte kopułą. Był to prawdopodobnie rodzaj pieca wędzarniczego7, w którym mieszkańcy konserwowali żywność, przygotowując się na przetrwanie okresu obfitującego w mniej udane polowania.

Gdy neandertalczycy pojawili się w okolicy obecnego Krakowa, potrafili już rozniecać ogień i tworzyć proste kamienne narzędzia. W tej drugiej dziedzinie wiele można było jeszcze poprawić. Bardzo wcześnie omawiany obszar stał się miejscem powstania innowacyjnej w swoim czasie technologii wytwarzania narzędzi codziennego użytku. Na terenie obozowiska w Piekarach niedaleko Tyńca odnaleziono ślady sprzed 190-140 tysięcy lat, świadczące o wykorzystaniu przez neandertalczyków tak zwanej techniki wiórowej. Zamiast odłupywać z kamienia drobniejsze fragmenty, aby doprowadzić do powstania pożądanego kształtu, zaczęli oni tak odbijać części od rdzenia, że same odpadające odłamki, przybierające formę cienkich i ostrych wiórów, nadawały się doskonale do wykorzystania. Zastosowanie tej technologii wyprzedziło o kilkadziesiąt tysięcy lat osiągnięcia Homo sapiens, nie rozprzestrzeniła się jednak na większym obszarze8. Być może to właśnie dostęp do poddającego się łupaniu surowca był dla neandertalczyków motywacją do tego, by zapuszczać się na niegościnne, chłodne tereny sąsiadujące z lodowcem i osiedlać się tam.

W jaskini Stajnia w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej odnaleziono zęby jej mieszkańców sprzed 71-82 tysięcy lat. Wraz z pobratymcami korzystali oni z noży tylcowych - celowo tępionych z jednej strony. Posiadali także zapas wstępnie obrobionych krzemiennych brył, do wykorzystania na później, co oznacza, że potrafili z wyprzedzeniem planować działania, ale i świadczy o tym, że byli z owym miejscem związani przez dłuższy czas. Narzędzia wykorzystywali nie tylko do obróbki żywności, lecz również w czynnościach higienicznych. Odnalezione zęby noszą ślady świadczące o wygrzebywaniu spomiędzy nich resztek jedzenia za pomocą rybiej ości lub fragmentu kości, na przykład ptasiej9. Oprócz obróbki kamienia cenną umiejętnością było osadzanie narzędzi na drewnianych drzewcach, ułatwiających rzucanie na duże odległości, oraz oprawianie ich na kościanych uchwytach, dzięki którym łatwiej było korzystać z narzędzi precyzyjnych. Skóra, którą pierwsi osadnicy pozyskiwali w trakcie polowań, była wykorzystywana między innymi do wytwarzania odzienia, które przepasywano rzemieniami. O ile większość elementów stroju nosili futrem na zewnątrz, o tyle wyjątkiem były buty, w których futro przylegało do ciała właściciela10.

Łowcy mamutów

Z czasem obecność neandertalczyka zanikła. Być może przez pewien czas występował on tutaj wspólnie z nowo przybyłym człowiekiem współczesnym. Na terenie Krakowa i okolic znajdują się ślady ludności, której przynależność gatunkowa jest trudna do ustalenia. Część z ówczesnych ludzi nie zamieszkiwała na stałe okolicy, a jedynie przybywała tu na polowania - grupy te nie pozostawiły po sobie śladów obróbki krzemienia. Najwyraźniej wykorzystywane narzędzia przynieśli ze sobą ze swoich głównych siedzib. W niektórych miejscach dwa gatunki człowieka nawiązywały ze sobą kontakty, w tym płodziły mieszane potomstwo, czego ślady do dziś znajdujemy w naszym kodzie genetycznym, nie sposób jednak określić, jak wyglądało to na interesującym nas obszarze.

Pod Wzgórzem bł. Bronisławy przechadzało się stado pięciotonowych ssaków. Nagle na jednego z dumnie kroczących mamutów ze skarpy spadły drewniane oszczepy zakończone krzemiennymi grotami. Stado rzuciło się do ucieczki, lecz ranny osobnik nie miał wystarczająco dużo sił, aby wydostać się z potrzasku. Szybko został otoczony przez grupę Homo sapiens. Mimo desperackich prób obrony wielkie zwierzę otrzymywało kolejne ciosy. W końcu padło martwe. Myśliwi przeszli do kolejnego etapu, oddzielając cenne zasoby, które miały im zrekompensować wysiłek.

Polowano nie tylko dla mięsa, ale także dla skóry i kości, które mogły znaleźć liczne zastosowania. Kraków jest jednym z zaledwie kilku miejsc na świecie, gdzie w szczątkach mamutów odnaleziono materialny dowód polowania na te zwierzęta przez człowieka. W jednej z kości odkrytej pod Wzgórzem bł. Bronisławy tkwił fragment krzemiennego grotu broni, która ugodziła ssaka 25 tysięcy lat temu11. Możliwe, że ludzie polujący na tym terenie celowo płoszyli i zaganiali zwierzęta pod znajdującą się tam skarpę, która miała stać się śmiertelną pułapką. Prawdopodobnie osadnicy wykorzystywali również mamuty, które padły z przyczyn naturalnych. Dawniej zwierzętom tym przypisywano zwyczaj gromadzenia się w określonych miejscach tuż przed śmiercią, co miałoby być odpowiednikiem zachowań współczesnych słoni. Cmentarzyska słoni są jednak legendą, stąd i podobne zachowania u mamutów należy uznać za mit, a miejsca nagromadzenia ich szczątków - za skutek działań ludzi. W wypadku stanowiska z krakowskiej ulicy Vlastimila Hofmana ich rezultatem było nagromadzenie ponad 20 tysięcy mamucich szczątków należących do co najmniej stu trzynastu osobników.

Nad skarpą, z której polowano na wielkie ssaki, około 24 tysięcy lat temu znajdowało się obozowisko łowców reprezentujących kulturę grawecką. Przygotowując swoje schronienia, musieli oni brać pod uwagę klimat, znacznie chłodniejszy od współczesnego. Średnia temperatura lipca nie przekraczała 10 stopni Celsjusza, zimą zaś spadała poniżej minus 20 stopni12. W związku z tym szkielet okrągłego szałasu o średnicy około 5 metrów, wykonywany z ciosów i długich kości mamutów, mieszkańcy obkładali nie tylko skórami, ale także darnią, którą wzmacniali kolejnymi kośćmi ułożonymi na zewnątrz13. Całość stabilizowano przy podstawie ciężkimi kamieniami. Tak wyizolowane schronienie miało utrzymywać ciepło wytwarzane przez około dziesięć zamieszkujących je osób. Przed szałasem znajdowało się miejsce na ognisko. Jego rozpalenie wiązało się dla mieszkańców ze sporym wysiłkiem i nie chodzi tu tylko o krzesanie płomienia. Musieli najpierw zebrać odpowiednią ilość opału. Ze względu na klimat okolicę pokrywała tundra z nielicznymi pojedynczymi drzewami. W związku z tym, dorzucając do ognia, korzystali nie tylko z gałęzi, ale także z darni czy resztek nieprzydatnych w innym celu kości upolowanych zwierząt.

Polowanie wymagało odpowiednich narzędzi. W tym zakresie naszym łowcom również musiał doskwierać brak drewna. Motywowało to do tak dużej jego oszczędności, że nawet strzały łączyli oni z krzemiennymi grotami za pomocą kościanych opraw i żywicy14. Dzięki temu po trafieniu w ofiarę promień odpadał i mógł być ponownie wykorzystany do wykonania kolejnej strzały. Oczywiście, jeśli stosowano strzały, musiały już istnieć łuki, będące nowością wprowadzoną przez przedstawicieli kultury graweckiej15. Mieszkańcy obozowiska na terenie obecnej ulicy Vlastimila Hofmana rozdzielali już miejsce zamieszkania z szałasami od przestrzeni służącej wytwórczości. Były to specjalnie przygotowane stanowiska, osłonięte ogrodzeniami z mamucich kości i skóry, w których odłupywali krzemienne wióry, wykonywali kościane oprawy czy obrabiali skóry lisów polarnych. Spotykamy tu kolejną innowację techniczną - narzędzia powstałe nie tyle w wyniku odłupywania, ile w procesie gładzenia kamienia, które upowszechniły się dopiero ponad 10 tysięcy lat później16.

Przedstawiciele kultury graweckiej rozprzestrzenili się na dużych obszarach Europy, a ich wytwory zaskakują stopniem unifikacji. Wszędzie tworzyli kobiece figurki o obfitych kształtach, "paleolityczne Wenus", które dawniej były uważane za przejaw kultu płodności, być może wyobrażenie Wielkiej Bogini Matki, a nawet poszlakę dominacji matriarchatu. Niektórzy badacze wskazują również inne możliwości. I tak, na przykład, właściciele figurek mogli stosować je jako zabawki lub odpowiednik dawnej pornografii, a niewykluczone, że różne przedstawienia rzeźbiarskie miały odmienne zastosowania. Najbliżej Krakowa podobne figurki odnaleziono w Wilczycach koło Sandomierza i w Jaskini Obłazowej w Nowej Białej17.

Wróćmy jednak do odkryć z terenu obecnego Krakowa. W obozowisku przy ulicy Vlastimila Hofmana odnaleziono kościane i kamienne przedmioty z symetrycznymi nacięciami, których symboliczne znaczenie mogłoby być swoistą notatką18. I choć nie są one tak sugestywne, jak kobiece figurki, również mogą świadczyć o rozwoju abstrakcyjnego myślenia. Nie są to zresztą najstarsze jego przejawy w okolicach obecnego Krakowa. Dla przykładu, lokatorzy Jaskini Mamutowej w Wierzchowie nawiercali otwory w zębach różnych zwierząt, by wykonać zawieszki, a płytki z kości mamuta nakłuwali, tworząc zagłębienia i dziury układające się we wzór. Podobny charakter ma płytka sprzed ponad 40 tysięcy lat, znaleziona w jaskini Stajnia na terenie współczesnej wsi Mirów, którą właściciel ozdobił dwoma większymi otworami i co najmniej pięćdziesięcioma mniejszymi zagłębieniami. Być może są one śladem myślenia symbolicznego, oznaczającego początki magicznych praktyk, a może miały bardziej praktyczny wymiar i stanowiły sposób rejestrowania zjawisk astronomicznych czy danych pomagających w polowaniach19.

Pechowi przybysze z odległej krainy

Gdy 20 tysięcy lat temu ostatnie zlodowacenie osiągnęło maksimum, warunki życia na obszarze obecnego Krakowa stały się tak trudne, że osadnictwo zanikło na blisko dwa tysiąclecia, pozostawiając pobliskie tereny wolnymi od obecności człowieka. Zresztą i później okolice były zamieszkiwane dość sporadycznie i raczej tymczasowo. O nieprzychylności panujących tu warunków miała się przekonać grupa przedstawicieli kultury magdaleńskiej, która około 15 tysięcy lat temu dotarła do Jaskini Maszyckiej, znajdującej się 15 kilometrów od obecnego Krakowa. Grupa ta liczyła prawdopodobnie niecałe dwadzieścia osób, w tym mniej więcej połowę stanowiły dzieci. Zanim tu dotarła, przemierzyła ogromne połacie Europy, przemieszczając się zapewne z terenów obecnej Francji. Materiały, z których były wykonane ich przedmioty, pochodziły z terytoriów obejmujących około 23 tysięcy kilometrów kwadratowych. Motywacją do podjęcia tak odległej wyprawy było zapewne polowanie na suhaki, antylopy o charakterystycznym wydłużonym nosie przypominającym trąbę20. W Jaskini Maszyckiej spotkał ich tragiczny koniec, którego śladem są rozłupane czaszki i porzucone cenne przedmioty. Nie wiemy, czy którykolwiek członek grupy przeżył. Nawet jeśli tak było, nie miał odwagi powrócić po porzucony dobytek. A był on bardzo interesujący: na kościanych grotach ich właściciele wyryli zdobienia, podobnie na fragmencie żebra. Jednym z najciekawszych przedmiotów jest jednak tak zwane berło rogowe - wykonane z fragmentu poroża, które w miejscu załamania ma duży otwór21. Jego nazwa jest wynikiem przyjęcia założenia, że mogło ono być symbolem władzy. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że jego charakterystyczny otwór służył na przykład do prostowania strzał. Sądzi się również, że berło mogło mieć znaczenie rytualne, że było symbolem płodności lub wręcz zabawką erotyczną. Prawdopodobnie sprawcami paleolitycznej masakry byli członkowie innej grupy, którzy z zaskoczenia zaatakowali przybyszów, czego dowodem są odkryte na kościach ślady po ciosach krzemiennymi grotami. Czasem się sugeruje, że napastnicy byli kanibalami, o czym miałyby świadczyć nadpalenia na kościach i znajdujące się na nich zadrapania twardymi narzędziami22, istnieje jednak inna możliwość. Mogło wszak chodzić o konkurencję o tereny łowieckie, niechęć wobec przybyszów czy inny zatarg, rozwiązany brutalnie - wiążący się nie tylko z morderstwem, ale także ze zbezczeszczeniem zwłok.

Pierwsi rolnicy

W czasie, gdy wydarzyła się masakra w Jaskini Maszyckiej, lądolód ustępował. Jego czoło znajdowało się wówczas na Pomorzu. Przez kolejne kilka tysiącleci, kiedy klimat stopniowo się ocieplał, tereny wokół współczesnego Krakowa były słabo zaludnione. Zmiana nastąpiła około 7,5 tysiąca lat temu, kiedy to wśród żyjących w bardzo prostych warunkach społeczności pojawili się ludzie niosący cywilizacyjną zmianę. Przybyli oni z południa, znad Dunaju, i reprezentowali nowy, osiadły tryb życia. Po raz pierwszy człowiek był związany z miejscem, miał szansę urodzić się, żyć i umrzeć w tej samej okolicy. Na omawianych terenach napotkał on gęste i różnorodne lasy, w których zakładał niewielkie rolnicze osady, tworzące wyspy wśród morza drzew. Najczęściej znajdowały się one w dolinie, w niewielkiej odległości od rzeki. Mieszkańcy praktykujący nowy sposób życia zyskiwali również motywację, by inwestować w siedziby znacznie trwalsze niż szałas. W osadzie wznosili więc dwa, trzy podłużne domy, wspierające się na słupowej konstrukcji, które miały po kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt metrów długości. Belki w więźbie dachowej wiązali ze sobą i pokrywali strzechą. Wewnątrz, wzdłuż ścian, znajdowały się zagłębienia, które powstawały, gdy mieszkańcy wybierali glinę do izolacji. Stopniowo zapełniały się one wyrzucanymi przez osadników zużytymi narzędziami czy naczyniami. Pozostałości te są przykładem jeszcze jednej zmiany w życiu ludzi, związanej z rewolucją neolityczną. Mimo że otaczali się mniejszą liczbą przedmiotów, niż zwykliśmy to robić współcześnie, to i tak było ich nieporównanie więcej, niż mogła posiadać jakakolwiek grupa koczowników. Zużyte przedmioty, które dla stale przemieszczających się osób stanowiły zbędne obciążenie, trafiały teraz do zagłębienia pod ścianą, stanowiącego miejsce na rzeczy z kategorii "może jeszcze się przyda". Opisany wcześniej słupowy budynek użytkowała rodzina składająca się z kilkunastu osób, osadę z kolei zamieszkiwało kilkudziesięciu ludzi. Dom stanowił schronienie również dla zwierząt, a poddasze mogło służyć osadnikom za magazyn23. Ślady podobnych budynków, zamieszkiwanych przez przedstawicieli kultury ceramiki wstęgowej rytej, odnaleziono na Olszanicy i na obszarze dzisiejszej Nowej Huty, a w nieodległej Modlnicy jedna z dwóch osad składała się z aż sześciu długich domów.

Oczywiście cechą osiadłego trybu życia była zmiana relacji zachodzących między przyrodą a człowiekiem, który znajdował środki, by wpływać na zasoby oferowane przez wybrane do życia tereny. Powstanie rolnictwa otworzyło nowe możliwości. Ograniczeniem był jednak stopień rozwoju techniki. Pierwsi ludzie osiadli stosowali uprawę kopieniaczą. Bardziej niż współczesne rolnictwo przypomniała ona praktyki znane nam z ogrodów działkowych. Osadnicy stosowali jedynie ręczne narzędzia: motyki i kopaczki, musieli więc dobierać odpowiednio wilgotne i żyzne gleby, by móc wytworzyć wystarczającą ilość pożywienia24. Przy dość niskiej efektywności uprawiany obszar nie był zbyt rozległy, stąd pola rozciągały się w promieniu około 500 metrów od osady. Mieszkańcy wysiewali na nich przede wszystkim pszenicę płaskurkę i samopszę oraz jęczmień, w mniejszym zakresie pszenicę orkisz, proso, groch, soczewicę, len i mak, ten ostatni być może również na potrzeby wytwarzania narkotyków. Zachwaszczenie zbiorów potwierdza, że pola uprawne znajdowały się w bezpośredniej bliskości lasów. Na potrzeby zwierząt hodowlanych płody z własnych upraw osadnicy uzupełniali magazynowaniem zebranego siana i liści. Przy zagrodach trzymali oni głównie mniejsze zwierzęta: owce i kozy, rzadziej świnie, towarzyszyły im również psy. Hodowla tak skutecznie zaspokajała potrzeby żywieniowe, że rola łowiectwa w pozyskiwaniu mięsa spadła poniżej 10%. Wciąż istotny był jednak udział dzikich roślin, na przykład jagodowych i oleistych25.

Pojawienie się pierwszych rolników z kultury ceramiki wstęgowej rytej przyniosło powstanie nowych narzędzi niezbędnych do uprawy ziemi. Nie wprowadzili oni jednak rewolucyjnych zmian w zakresie materiałów wykorzystywanych do ich produkcji. W dalszym ciągu używali drewna i krzemieni. Osadnicy z Olszanicy zlokalizowali swoją siedzibę w pobliżu złóż jurajskiego krzemienia, z którego wytwarzali siekierki do wyrębu, motyki w kształcie szewskiego kopyta, którymi uprawiali pola, skrobacze do oprawiania skór i noże26. Swoistą rewolucją było jednak wypalanie ceramiki. Osadnicy formowali ją ręcznie, po czym prowadzili wypał w ognisku27. Już wcześniej ludzie znali sposoby na przenoszenie wody i innych płynów, na przykład w zwierzęcych żołądkach czy skórzanych workach, jednak nie były one żaroodporne. Gliniane naczynia zmieniły ich życie, umożliwiając relatywnie łatwe gotowanie, które dało alternatywę dla pieczenia i pozwoliło przygotowywać wywary. Nam zaś umożliwiło łatwiejszą obserwację zmian w gustach mieszkańców, którzy przed wypaleniem gliny chętnie zdobili ją wzorami. Pierwsi osiadli mieszkańcy ryli ornamenty, tworząc linie proste i falowane. Nie był to jednak jedyny przejaw ich zmysłu estetycznego. Przygotowali na przykład naszyjniki, jako paciorków używając krzemieni czy muszli. Wykorzystywali również ochrę, zdobiąc nią prawdopodobnie ubrania i ciało. Większą wagę zaczęli przywiązywać do pochówków swoich zmarłych, przy których odnajdujemy wspomniane ozdoby. Zwykle zwłoki grzebano w ziemi, ale w Modlniczce archeolodzy natrafili na jedyny na ziemiach polskich dowód ciałopalnych pochówków przedstawicieli kultury ceramiki wstęgowej rytej28.

Osadnicy z Pleszowa dali nam przykład, że byli w stanie wyjść poza poziom ozdób o charakterze geometrycznym, zostawiając glinianą figurkę przedstawiającą postać kobiety29. Podobna, nawet ładniejsza i starsza, pochodzi z nieodległej Modlnicy. W obu można rozpoznać twarz, piersi i ozdoby na plecach, figurki noszą również ślady pokrywających je niegdyś barwników. Zmieniające się mody dotyczące zdobień ceramiki potwierdzają przybywanie na teren obecnego Krakowa grup ludzi reprezentujących kolejne kultury, między którymi często występowały okresy braku zasiedlenia. Jedni nakłuwali wgłębienia tworzące serie wstęg, kolejni pokrywali ścianki guzami, inni pozostawili swoje garnki gładkie, jeszcze inni żłobili ornament promieniście rozchodzący się od zwężonego dna.

Warzą sól, sypią rondele

Nie znamy warunków, w jakich około 6,5 tysiąca lat temu z południa przybyli w okolice dzisiejszego Krakowa reprezentanci kultury lendzielskiej. Jasne jest jednak, że znajdujące się na powierzchni gruntu krzemienie przestały wystarczać do wytwarzania narzędzi. Mieszkańcy terenów wokół obecnych Jerzmanowic sięgnęli więc po zasoby ukryte pod ziemią, tworząc pierwsze niewielkie kopalnie odkrywkowe. Wokół nich rozciągały się warsztaty obrabiające kamień, produkujące dziesiątki tysięcy wiórów, które trafiały na rozległe tereny. Kolejnym skarbem, który w podobnym czasie został wykorzystany na okolicznych terenach, była sól. Wypływała ona wówczas wraz z wodą ze źródeł w Baryczy i Wieliczce, a przygotowanymi przez mieszkańców rowkami dopływała do basenów. Tu niezbędny okazał się wynalazek ceramiki. Osadnicy zbierali solankę do brykietarek - specjalnych naczyń, które umieszczali nad ogniskami, odparowując sól30. Produkt ten, niezwykle ważny ze względu na właściwości konserwujące, dla okolicznej ludności niósł dodatkowe korzyści wynikające z możliwości eksportu. Otwierał także drogę do powstania serowarstwa31. Nowi mieszkańcy pierwsi wykorzystywali także miedziane przedmioty. Najpewniej jednak nie byli ich wytwórcami, a jedynie sprowadzali je z terenów Siedmiogrodu i Alp Wschodnich32.

Te nowe przedsięwzięcia pozwalały na wzrost zamożności ludzi i liczby zbytkownych przedmiotów, które posiadali, świadczących o rozwoju ich kultury materialnej. Wytwarzali więc gliniane ołtarzyki na czterech nogach oraz liczne figurki przedstawiające ludzkie postaci33. Miejsca pochówków przekształcały się już w cmentarzyska, a osadnicy hojnie i różnorodnie wyposażali groby swoich zmarłych. Pochówki z dominującymi narzędziami o konkretnym przeznaczeniu wskazują, że wybrani przedstawiciele społeczności zaczęli się specjalizować w określonych pracach, tworząc grupę rzemieślników34. Prawdopodobnie jakąś religijną funkcję pełniły rondele tworzone przez przedstawicieli kultury lendzielskiej i występującej równolegle w okolicy obecnego Krakowa kultury malickiej. Były to okrągłe ziemne konstrukcje o średnicy kilkudziesięciu metrów, powstałe w wyniku wykopania rowów, niekiedy otoczone palisadą, z czterema wejściami. Duża liczba symetrycznie umieszczonych wejść pozwala sądzić, że nie pełniły one funkcji obronnych. Być może dla użytkującej je społeczności stanowiły ułatwienie w obserwacji zjawisk astronomicznych, a może mieszkańcy spotykali się w nich, by odprawiać obrzędy lub ustalać najważniejsze dla wspólnoty decyzje. To właśnie osadnicy z kultury malickiej stworzyli rondel odnaleziony w Targowisku w pobliżu Krakowa35, ulepili również odnalezioną na tym terenie amforę, na której schematycznie przedstawiono ludzką postać, zapewne kobietę, biorąc pod uwagę symbolicznie zaznaczone piersi.

Na wozie

Nowi przybysze, którzy zamieszkiwali interesujące nas tereny, odwrotnie niż poprzednicy, przybyli z północy i reprezentowali kulturę pucharów lejkowatych. Pojawili się ponad pięć i pół tysiąca lat temu. Pierwsi wykorzystali bydło jako siłę pociągową. Możliwość uprawy większego areału, jaką uzyskali dzięki użyciu radła zaprzężonego w woły, była tym istotniejsza, że zmieniał się klimat. Wciąż był on ciepły, jednak coraz bardziej suchy. Ówczesne bydło miało jeszcze wiele wspólnego z turami i było wykorzystywane również do ciągnięcia pierwszych czterokołowych wozów. Rolnicze skupiska ludności z terenów Krakowa nie były największymi w regionie - ustępowały choćby osadzie z odległych o około 50 kilometrów Bronocic, w której mieszkało blisko pięćset osób36. Wśród nich zaś ta, która na glinianym naczyniu utrwaliła najstarszy znany wizerunek wozu, potwierdzając użycie tego wynalazku na naszych terenach. O ile skuteczne zastosowanie koła przyszło ówczesnym osadnikom w miarę szybko, o tyle przyswojenie umiejętności przetapiania metali do produkcji narzędzi trwało dość długo. Wynikało to między innymi z braku łatwo dostępnych złóż naturalnych. Importowane przedmioty przetapiane przez mieszkańców stały się pierwszym, skromnym źródłem surowca. Sprawniej mieszkańcom okolic Krakowa sprzed 5,5 tysiąca lat poszło rozpowszechnienie tkactwa, o czym świadczą, znajdowane między innymi w Mogile, liczne gliniane przęśliki - ciężarki, które mieszkańcy mocowali na wrzecionach, by zwiększyć bezwładność i zapobiec zsuwaniu się nici37.

Na tle wytworów kultury lendzielskiej i malickiej ich sztuka prezentowała się dość skromnie, co dziwi tym bardziej, gdy spojrzy się na ich rozbudowany system gospodarczy, ze sprzętami rolniczymi i z wozami ciągnionymi przez woły. Korzystali oni z garnków charakterystycznie zwężających się w stronę dna. Niektóre z nich dźwigano, trzymając za ansa lunata - ozdobne półksiężycowe uszy. Kobiety nosiły niekiedy biżuterię z marmurkowych paciorków, a swoje stroje obszywały muszlami. Te relatywnie skromne przejawy zaspokajania potrzeb estetycznych kontrastują z rozbudowanymi zwyczajami pogrzebowymi. Pięć i pół tysiąca lat temu między innymi w Słonowicach, Zagaju Stradowskim, Rudnie Górnym, Karwinie czy Dębianach osadnicy wznosili wielkie trapezowe grobowce o długości kilkudziesięciu metrów. Zarówno ściany, jak i dach konstruowali z drewnianych pali, pokrycie okładając dodatkowo darnią. U wejścia ustawiali głazy, a zmarłą osobę kładli na kamiennym bruku, przykrywając ją kolejną warstwą ułożonych kamieni38. Większość znanych nam grobowców jest oddalona od Krakowa o 30-60 kilometrów, co pozwala przypuszczać, że tereny obecnego miasta nie znajdowały się wówczas w centrum wydarzeń, ale w czasie badań przy budowie drogi S7 na podobną konstrukcję natrafiono także w nieodległym Giebułtowie39. Grobowce są ważnym sygnałem zmiany społecznej, możemy bowiem zauważyć odmienny charakter najbardziej reprezentacyjnych budowli tworzonych przez poszczególne wspólnoty. Wcześniejsze rondele prawdopodobnie nie były poświęcone żadnej konkretnej osobie, odwrotnie niż grobowce będące formą oddania szczególnej czci, zapewne przywódcy. Sugeruje to, że mamy już do czynienia ze społeczeństwem bardziej hierarchicznym, którego struktura mogła wynikać również z wierzeń osadników, skoro pozycja władcy była wciąż istotna po jego śmierci. W swoich procedurach magicznych mogli wspierać się roślinami halucynogennymi - ślady osadów z ich spalania znaleziono na łyżkach i fajkach kultury pucharów lejkowatych między innymi w Złotej niedaleko Sandomierza. Tamtejsi mieszkańcy tworzyli również flasze do złudzenia przypominające główki makówek, które mogły służyć do przechowywania opium40. Podsumowując: 3,5 tysiąca lat przed naszą erą spotykamy zorganizowaną społeczność, która porzuciła nomadyczny tryb życia, podporządkowującą się liderowi, uprawiającą ziemię za pomocą narzędzi i zwierząt, które również ciągnęły po wyznaczonych ścieżkach wozy przewożące surowce i materiały, w tym zapewne budulec do wznoszenia wielkich grobowców, a członkowie tej społeczności w celach religijnych lub dla relaksu zażywali narkotyki. Jest to wizja różniąca się od powszechnych wyobrażeń tych odległych czasów na ziemiach polskich.

Czasem osadnicy, czasem koczownicy

Ponad 5 tysięcy lat temu osadnikom zaczęło brakować miejsc odpowiednich do rozwoju rolnictwa. Pokryło się to ze zmianami klimatycznymi. Mieszkańcy częściowo sami byli winni zmniejszenia areału obszarów korzystnych dla upraw - intensywne wylesianie i rolnicze wykorzystanie terenów spowodowało wysuszenie i wyjałowienie gleby. Nawet w opuszczonych okolicach nie było warunków odtwarzania się zwartych zbiorowisk leśnych. Osiadły rolniczy tryb życia znalazł się w odwrocie. Nastał czas nomadów, przemieszczających się ze swoimi stadami w poszukiwaniu odpowiednich pastwisk41. W tym okresie ludziom coraz częściej towarzyszyły udomowione już wcześniej konie. Podczas wędrówek koczownicy napotykali grupy osiadłej ludności, powoli przejmując jej zwyczaje. Początkowo uprawa stała się dla nich jedynie uzupełniającym źródłem pożywienia, ale w ciągu kilku stuleci proporcje się odwróciły. W danym okresie zwyczaje poszczególnych grup mogły się różnić: w sąsiedztwie mniejszych cieków często na znaczeniu zyskiwała hodowla, podczas gdy wokół większych rzek powstawały bardziej stabilne osady, których mieszkańcy czerpali przeważającą część pożywienia z upraw. Było tak wśród przedstawicieli zarówno kultury ceramiki sznurowej, jak i kultury trzcianeckiej, których osadnictwo znamy między innymi z terenów dzisiejszej Nowej Huty.

Świadkiem tych burzliwych procesów może być masowy grób z podkrakowskich Koszyc, w którym pochowano piętnaście osób, mężczyzn, kobiet i dzieci - reprezentantów kultury amfor kulistych sprzed około 4,8 tysiąca lat. Ich ciała były ułożone bardzo starannie. Dzieci, najmłodsze w wieku mniej więcej dwóch lat, umieszczono w ramionach matek. Co jednak bardziej wstrząsające, zwłoki nosiły ślady mordu dokonanego przez uderzenie ostrym narzędziem w głowę. Grób był bogato wyposażony w siekiery, dłuta i ceramikę. Dwa metry dalej znajdował się pochówek, w którym umieszczono szczątki siedmiu świń. Mimo że wiele wskazuje na zabójstwo o charakterze rytualnym, zwłaszcza że niektóre otwory w czaszkach zostały prawdopodobnie celowo powiększone już po śmierci, dokładniejsze badania ujawniły ślady przeszycia strzałami z krzemiennymi grotami. Ten trop prowadzi nas z kolei do przypuszczenia, że zmarli stali się ofiarami najazdu. Wszystkich łączyło pokrewieństwo lub powinowactwo, a do grobu złożyli ich ludzie, którzy nie byli im obcy, gdyż rodzeństwa zostały pochowane obok siebie. Czas, w którym zginęli, z jednej strony pokrywa się z okresem nieurodzaju ziemi uprawnej, który musiał być przyczyną konfliktów, z drugiej zaś - z momentem migracji nomadów, reprezentantów kultury ceramiki sznurowej, których działania przybierały nierzadko agresywną formę42. Tę wersję uprawdopodabnia fakt, że badania genetyczne wykazały, że zamordowani ludzie należeli do żyjących już wcześniej na tych terenach społeczności rolniczych. Jak to się jednak stało, że ich krewni uniknęli zagłady i byli w stanie wrócić, aby dokonać pochówku? Czy napastnicy udali się dalej, a może w grę wchodziły jakieś lokalne porachunki? Jakkolwiek było, o ofiarach wiemy całkiem sporo: mieli brązowe oczy, ciemne włosy i ciemną karnację, większość kobiet wychowywała się w innych miejscach, co wskazuje na patrylokalność, czyli zwyczaj zamieszkiwania kobiety w domu partnera. Co ciekawe, pochodziły one z dość odległych i różnorodnych terenów: okolic dzisiejszych miejscowości Sandomierz, Ostrowiec Świętokrzyski, Zamość, Hrubieszów i Rzeszów43, co wskazywałoby na dużą mobilność społeczną i szeroki zakres kontaktów.

Potencjalni napastnicy, należący do społeczności ceramiki sznurowej, wytworzyli grupę wojowników, którzy po śmierci byli układani na prawym boku, z toporem umieszczonym przy plecach, często również z grotami strzał. W trakcie walki prawdopodobnie wykorzystywali przede wszystkim łuki, topory traktując jako broń pomocniczą. Odpowiadali oni za obronę swojej grupy, ale także napadali znienacka i łupili inne społeczności44. Mimo swoich wędrownych zwyczajów posiadali rozbudowane rytuały pogrzebowe, w których ponownie uwidacznia się społeczna hierarchia. Nakazywała ona usypywanie dla wybranych członków grupy kurhanów, które kryły w sobie jamę grobową. To, jak głębokie były relacje między żywymi a ich przodkami, pokazuje otoczenie. Wokół kurhanu często pojawiały się okrągły rów i palisada. Uważa się, że rów miał chronić żywych przed niebezpiecznym duchem zmarłego w pierwszym okresie po jego śmierci, gdy ciało ulegało rozkładowi. Później, gdy duszę zmarłego włączano w poczet opiekuńczych przodków, wznoszono palisadę, a wewnątrz kręgu odbywały się obrzędy45. Aby odnaleźć ślady podobnych praktyk, ponownie musimy udać się ponad 40 kilometrów od Krakowa - do Pałecznicy i w okolice Wiślicy.

Na terenie Krakowa, konkretnie w Bieżanowie, odnaleziono idola chlebkowatego, który należał do mieszkańca reprezentującego kulturę trzcianecką. Nie wiemy dokładnie, do czego służył niewielki przedmiot o kształcie sześcianu z zaokrąglonymi narożnikami, z otworem i prostym wzorkiem. Najprawdopodobniej odgrywał jakąś rolę rytualną, ale w związku z tym, że w Europie podobne idole były odnajdywane wzdłuż szlaków handlowych, niektórzy sugerują, że mógł stanowić oznaczenie ilości towaru46.

Niewiele możemy powiedzieć o wyglądzie siedzib ludzi, którzy przez kilkaset lat przebywali na interesującym nas terenie. Ich pasterski, nomadyczny tryb życia pozostawił po sobie dość skromne ślady. Trwałe osadnictwo pojawiło się ponownie około 3,9 tysiąca lat temu, wraz z ukształtowaniem się kultury mierzanowickiej, która powstała stopniowo dzięki kontaktom koczowników z sąsiednimi osiadłymi kulturami. Główne osady jej reprezentantów były rozsiane w terenie mniej więcej co 4 kilometry i składały się z kilku zagród. Gdzieniegdzie obok znajdowały się osady mniejsze i sezonowe47. Na tym tle wyróżnia się obronna osada w Sadowiu, niecałe 20 kilometrów na północ od Krakowa. Blisko pięciohektarowy obszar na pagórku mieszkańcy otoczyli rowem dwumetrowej głębokości. W miejscu, gdzie dostęp był najłatwiejszy, podwoili umocnienie, a z pozyskanej ziemi usypali wał. Między znajdującymi się wewnątrz osady zabudowaniami a wałem rozciągał się kilkudziesięciometrowy pusty pas ziemi, na którym zapewne pasły się zwierzęta48. Wznosząc nowy dom, mieszkańcy wykorzystywali zarówno technikę zrębową (w poziomo układanych belkach wycinali zręby, którymi były łączone narożniki ścian), jak i technikę sumikowo-łątkową (w ustawionych pionowo w pewnej odległości belkach wycinali prowadnice, po czym wpuszczali w nie deski stanowiące ścianę). Budynek miał powierzchnię jedynie kilkunastu metrów kwadratowych, oferując schronienie rodzinie liczącej od siedmiu do dziewięciu osób. Codzienność osadników w dużym stopniu rozgrywała się na polu lub w zagrodzie, w której kopali czasami jamę pełniącej funkcję spichlerza - głęboka na 2 metry komora zwężała się ku górze, gdzie znajdował się otwór tak mały, że ledwie można się było przezeń przecisnąć. W zagrodzie poza zwierzętami planowano miejsce na ognisko, czasem również umieszczano warsztat tkacki czy żerdź do wieszania garnków49. Społeczności zamieszkiwały wspomniane siedziby długotrwale, w czym upewniają nas tworzone przez nie w sąsiedztwie osad wielopokoleniowe cmentarzyska.

Pierwsi kowale i odlewnicy

Chyba każdy zna osadę w Biskupinie, stanowiącą wręcz symbol kultury łużyckiej sprzed około 3 tysięcy lat. Tereny wokół obecnego Krakowa leżały na peryferiach strefy oddziaływania tej grupy i próżno tu szukać aż tak spektakularnych przykładów zabudowy. Niemniej jej reprezentanci będą tutaj mieszkać przez kilkaset lat, przyczyniając się do niespotykanego wcześniej zagęszczania stabilnego osadnictwa i zostawiając ślady w niemal każdej części współczesnego miasta, między innymi na Wawelu. Zakładane przez nich osady, najczęściej o charakterze otwartym, składały się z kilku zagród i były zamieszkiwane przez kilkadziesiąt osób. Kilkuosobowa rodzina gospodarowała na zagrodzie obejmującej średnio 600 metrów kwadratowych gruntu. Budowała tam dom o powierzchni około 30 metrów kwadratowych, często podzielony na część mieszkalną i oborę dla zwierząt. Zapasy składowano w piwniczkach, których niewielki otwór zabezpieczano drewnianą pokrywą i zadaszeniem, przeważnie ze strzechy i z plecionki. Plecionkowe mogły być również niskie ogrodzenia, którymi wyznaczano teren zagrody50. Duża gęstość osadnictwa powodowała, że obszary zagospodarowane przez poszczególne ludzkie osiedla nie były już samotnymi wyspami i często stykały się ze sobą. Prawdopodobnie sprzyjało to częstszym niż w poprzednich systemach gospodarczych okazjom do wzajemnych kontaktów, a w dalszym horyzoncie czasowym - do tworzenia wspólnot o zasięgu wykraczającym ponad samą osadę. Średnia długość życia mieszkańców wynosiła około dwudziestu lat, co wynikało wprawdzie z wysokiej śmiertelności dzieci, ale i tak mało kto dożywał wówczas czterdziestki51.

Zagęszczenie osadnictwa było możliwe dzięki intensyfikacji upraw. Sięgały one już nawet na kilometr od osady. Co czwarte pole się regenerowało, leżąc danego roku odłogiem. Niewykluczone, że najintensywniej wykorzystywane ziemie, położone najbliżej siedzib ludzkich, były specjalnie nawożone. Osadnicy wysiewali jęczmień oraz pszenicę płaskurkę i wymłócającą się pszenicę zwyczajną, a do tego proso, len, groch, soczewicę czy bobik. Długotrwała hodowla bydła doprowadziła do powstania ras o krótkich rogach - przodków współczesnych krów domowych. W najbardziej intensywnym okresie roku, w czasie żniw, osadnicy wychodzili na pola wyposażeni w krzemienne ostrza. Z czasem coraz częściej w ich rękach pojawiały się również sierpy wykonane z brązu, które przyspieszały zbiory.

Mieszkańcy terenów współczesnego Pleszowa przetapiali sprowadzany surowiec i wlewali go do specjalnych form, które służyły do wytwarzania ostrzy sierpów z brązu52. W podobny sposób powstawały również inne narzędzia, jak noże i siekierki, które po wyciągnięciu z formy twórca ostrzył i polerował na piaskowcowej płytce. Musimy jednak pamiętać, że osadnicy wciąż wykorzystywali bardzo dużo narzędzi krzemiennych, najczęściej wytwarzanych z nie najlepszego lokalnego surowca. Powróciła również praktyka warzenia soli, która przybrała jednak większą skalę. Sól miała dla mieszkańców duże znaczenie nie tylko jako przyprawa, ale przede wszystkim jako środek umożliwiający konserwację żywności.

Zapotrzebowanie na surowiec do wytapiania własnych narzędzi sprzyjało wymianie towarowej. Na tereny okalające dzisiejszy Kraków trafiały nie tylko surowce do przetworzenia, ale także gotowe wyroby, w tym pierwsze przedmioty żelazne. Najstarszy zabytek w okolicach został odnaleziony w podkrakowskich Aleksandrowicach. Najwięcej importów pochodzi od grupy halsztackiej, która zajmowała terytoria na północ od Alp - od współczesnej Francji aż po Rumunię. Poza wyrobami metalowymi napływającymi na teren współczesnego Krakowa nabywców znajdowała również piękna biżuteria z innych materiałów. Odkryte w Bieżanowie i Targowisku koło Wieliczki kolie składają się z ponad trzystu pięćdziesięciu szklanych paciorków, uzupełnionych elementami z bursztynu. W znalezisku z Targowiska zastosowano również skręt ze złotego drutu. Być może zostały one przywiezione pod Kraków aż z Niziny Padańskiej53. Krótszą drogę przebyły malowane naczynia ceramiczne, a wśród nich czerwony czerpak sprowadzony ze Śląska do osady w Modlniczce54.

Reprezentanci kultury łużyckiej palili ciała swoich zmarłych, a prochy umieszczali w glinianych popielnicach i w nich składali do ziemi. Była to część szerszego obrządku, który zapanował wówczas w znacznej części Europy. Na terenie obecnego Krakowa zwyczaje te nie były konsekwentnie stosowane przez mieszkańców, którzy nadal często chowali niespopielone zwłoki przodków. Rozwój osadnictwa kultury łużyckiej i długi okres stabilizacji sprzyjał budowie dobrobytu mieszkańców. Dzięki temu mogli oni poświęcić czas na pozyskanie przedmiotów zbytku, zwłaszcza biżuterii. Upowszechnienie metali jako surowców również odegrało tu ważną rolę. Na nadgarstkach kobiet pojawiły się bransolety z giętego drutu, na głowach można było niekiedy zobaczyć skórzane opaski ponaszywane brązowymi guzami, a elementy stroju spinano szpilami z ozdobnymi spiralnymi zakończeniami55. Najstarsze pochówki kultury łużyckiej nie wskazują na występowanie podziałów społecznych. Im dłużej trwała historia kilkusetletniego pobytu tych grup na interesujących nas terenach, tym częściej pojawiały się różnice w jakości wyposażenia grobów. Powodem jest prawdopodobnie powstanie większych wspólnot, a co za tym idzie - wykształcanie się starszyzn rodowych lub plemiennych, które czerpały większe zyski z wymiany towarowej. Wśród przedmiotów odnalezionych w osadzie w Modlniczce znajdowało się naczynie będące glinianym modelem buta. Tego typu wyroby są odkrywane na cmentarzyskach kultury łużyckiej. Biorąc pod uwagę to, że nie noszą one zachowanych śladów organicznych (pozostałości roślin i zwierząt), należy przyjąć, że nie były stosowane do składania darów grobowych. Osadnicy zapewne używali ich podczas ceremonii pogrzebowych, ale także w innych celach rytualnych. Znalezisko spod Krakowa jest o tyle interesujące, że większość odkrytych naczyń tego typu była nieco schematyczna, podczas gdy to używane na terenie obecnej Modlniczki jest stosunkowo dokładnym odtworzeniem skórzanego chodaka. Obuwie takie odnaleziono między innymi w kopalni soli w austriackim Hallstatt56, od którego nazwę bierze zaawansowana kultura halsztacka, cechująca się wspaniałymi dekoracyjnymi wyrobami z brązu, w tym zbrojami, mieczami i biżuterią, umocnionymi osadami, ale także wzmiankowanym górnictwem soli. W okresie, gdy w Europie Zachodniej rozwijała się kultura halsztacka, przedstawiciele mniej wyszukanej kultury łużyckiej znaleźli się na swoistych peryferiach, które jednak chętnie podpatrywały dokonania sąsiadów.

Zachowały się zabytki świadczące o tym, że w czasie praktyk o charakterze religijnym lub podczas uroczystości pogrzebowych ważnych dla społeczności osób osadnicy kultury łużyckiej urządzali specjalne uczty. Pozostałością po nich są głębokie ofiarne jamy, wypełnione szczątkami zwierząt ze śladami konsumpcji. Pojawiają się w nich również niespalone szczątki ludzkie, potraktowane podobnie, jak zwierzęce, co oznacza, że nie tylko były one częścią uroczystości ofiarnej, ale także w ramach rytuału przynajmniej częściowo je spożywano57. Dowodów podobnych praktyk dostarczają zabytki odnalezione w sporej jamie ofiarnej z osady w Modlniczce. W zagłębieniu o wymiarach około 17 metrów na 13 metrów znajdowały się kości ponad 1,2 tysiąca zwierząt: bydła, świń, kóz, owiec, psów, kotów, zająców czy koni, a wśród nich również szczątki pięciorga ludzi, noszące ślady konsumpcji58. Jeśli zostali zabici w celach ofiarnych, to otwarte pozostaje pytanie, czy byli rytualnie wytypowanymi członkami społeczności, czy osobami pojmanymi w wyniku konfliktu z innymi wspólnotami. Biorąc pod uwagę, że szczątki ludzkie były stosunkowo nieliczne w porównaniu z pozostałościami zwierząt, możemy uznać, że składanie tego typu ofiar zdarzało się stosunkowo rzadko. Musimy jednak wziąć pod uwagę fakt, że nie mamy tu do czynienia z dużym ośrodkiem, w którym odbywały się wielkie uroczystości, lecz z małą osadą, co pozwala podejrzewać, że zwyczaj ten był rozpowszechniony i mocno zespolony z praktykami religijnymi osadników. Być może był on jakoś związany z kultem słonecznym, przypisywanym niektórym ówczesnym kulturom. Wiąże się z nim motyw wozów, którymi solarne bóstwa miałyby się przemieszczać po nieboskłonie59. Czyżby właśnie do tego nawiązywał duży gliniany model szprychowego koła odnaleziony w Modlniczce60?

Nieco ponad 2,5 tysiąca lat temu przeminął okres świetności kultury łużyckiej i prawdopodobnie duży w tym był udział koczowniczych Scytów. Ten znany z wojowniczości lud, choć pojawił się w okolicy współczesnego Krakowa tylko przelotnie jako agresor, mógł silnie wpłynąć na okoliczne osadnictwo. Przy okazji - byli to pierwsi ludzie na interesującym nas obszarze, których nazwa nie pochodzi od archeologów, a jest określeniem z epoki. O charakterze ich bytności świadczy fakt, że pozostawili po sobie głównie charakterystyczne trójgraniaste groty strzał, odnajdywane w osadach kultury łużyckiej61.

Przyczyną kryzysu osadnictwa kultury łużyckiej nie musiały być tylko scytyjskie najazdy. Nie bez znaczenia była zapewne również zmiana klimatu, który stał się chłodniejszy i bardziej wilgotny. Przedstawiciele kultury łużyckiej nie zniknęli całkowicie, ale ich osadnictwo gwałtownie się przerzedziło. Ważną nowinką, którą Scytowie przywieźli na interesujące nas tereny, były konopie siewne, sprawdzające się jako narkotyk i roślina włóknodajna.

Dalsza część dostępna w pełnej wersji.

Przypisy

Wstęp

1 Za: J. Ptaśnik, Obrazki z przeszłości Krakowa, "Biblioteka Krakowska", nr 21, Kraków 1902, s. 7.

2 Ibidem, s. 6-28.

Zanim powstał Kraków

1 Narzędzia krzemienne, które zostały odnalezione w polskiej jaskini, mają pół miliona lat, https://www.national-geographic.pl/artykul/narzedzia-krzemienne-ktore-zostaly-odnalezione-w-polskiej-jaskini-maja-pol-miliona-lat-221019042609 [dostęp: 4 marca 2023 roku].

2 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni. O archeologicznych tajemnicach ziem polskich, Kraków 2022, s. 17.

3 J. Wyrozumski, Dzieje Krakowa, t. 1, Kraków 1992, s. 23-24.

4 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski: przewodnik po wystawie, katalog zabytków, red. J. Rydzewski, Kraków 2005, s. 138.

5 Ibidem, s. 99.

6 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski, t. 1: Najdawniejsze dzieje ziem polskich (do VII w.), Kraków 1998, s. 68.

7 Ibidem, s. 65.

8 Ibidem, s. 64.

9 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni..., s. 18-20.

10 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 149.

11 S. Zdziebłowski, Odkryto pierwszy w Europie dowód, że człowiek polował na mamuty, http://scienceinpoland.pap.pl/aktualnosci/news%2C32312%2Ckrakow-odkryto-pierwszy-w-europie-dowod-ze-czlowiek-polowal-na-mamuty.html [dostęp: 22 lipca 2023 roku].

12 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 83.

13 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 138.

14 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 106.

15 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 77.

16 Ibidem, s. 83

17 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni..., Kraków 2022, s. 27-28.

18 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 78-83.

19 Czy w Jaskini Stajnia odkryto jedną z najstarszych ozdób w Eurazji?, https://archeologia.com.pl/czy-w-jaskini-stajnia-odkryto-najstarsza-ozdobe-na-swiecie/ [dostęp: 14 stycznia 2023 roku].

20 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 84.

21 Ibidem.

22 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni..., s. 34; S. Chochorowski, Rzut poziomy i przekrój pionowy Jaskini Maszyckiej, https://ma.krakow.pl/announcement/jaskinia-maszycka/ [dostęp: 13.05.2024]

23 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 140.

24 Ibidem, s. 108.

25 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 113-114.

26 Ibidem, s. 108-109.

27 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 178.

28 Krakowscy archeolodzy odkryli unikatowe cmentarzysko neolityczne, https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C342978%2Ckrakowscy-archeolodzy-odkryli-unikatowe-cmentarzysko-neolityczne.html?fbclid=IwAR03ET-Jtq-evE2YNYOkb-6D9g7yf-uSl2eUMYCKVF2sZi-G4Z1welDQkvA [dostęp: 23 stycznia 2023 roku].

29 M. Kaczanowska, Sprawozdanie z badań wykopaliskowych prowadzonych w 1971 r. w Nowej Hucie na stanowisko 18 (Nowa Huta-Pleszów), "Sprawozdania Archeologiczne Nowej Huty" 1976, t. 28, s. 246.

30 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 114.

31 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni..., s. 50-51.

32 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 144.

33 M. Godłowska, Grób kultury lendzielskiej z Krakowa-Nowej Huty, stanowisko 17 Pleszów, "Sprawozdania Archeologiczne Nowej Huty" 1978, t. 30, s. 24-25.

34 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 114.

35 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni..., s. 55-56.

36 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 119-124.

37 B. Buchard, Wyniki badań wykopaliskowych w osadzie kultury pucharów lejkowatych na stan. 1 w Niedźwiedziu, gm. Słomniki, woj. krakowskie, w latach 1965-1973, "Sprawozdania Archeologiczne Nowej Huty" 1977, t. 29, s. 77.

38 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 205.

39 B. Kołodziej, Małopolskie. Odkrycia archeologiczne przy okazji budowy S7 Moczydło-Miechów, https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C98042%2Cmalopolskie-odkrycia-archeologiczne-przy-okazji-budowy-s7-moczydlo-miechow [dostęp: 5 lutego 2024 roku].

40 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni..., s. 57.

41 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 26-27.

42 M.M. Przybyła, P. Włodarczyk, A. Szczepanek, A. Gołas, Kto zginął? Kto zabił? Próba podsumowania, [w:] Koszyce, stanowisko 3. Przemoc i rytuał u schyłku neolitu, "Ocalone Dziedzictwo Archeologiczne", t. 4, Kraków 2013, s. 257-266.

43 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni..., s. 68-70.

44 R. Skrzynecki, Tożsamość wojownika w grupie krakowsko-sandomierskiej kultury ceramiki sznurowej, "Folia Historica Posnanensia" 2014, t. 19, s. 156-172.

45 J. Czebreszuk, M. Szmyt, Kurhan, rów i palisada w tradycji kultury ceramiki sznurowej. Próba rekonstrukcji "scenariuszy rytualnych", [w:] Kurhany i obrządek pogrzebowy w IV-II tysiącleciu p.n.e., red. H. Kowalewska- Marszałek, P. Włodarczyk, Kraków 2011, s. 124-125.

46 M.M. Przybyła, M. Bryrska-Fudali, Znalezisko idola chlebkowatego ze stanowiska 15 w Krakowie-Bieżanowie, [w:] Via Archaeologica. Źródła z badań wykopaliskowych na trasie autostrady A4 w Małopolsce. Od epoki brązu do czasów nowożytnych. Wybrane odkrycia i znaleziska, red. J. Chochorowski, Kraków 2015, s. 11-18.

47 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 74-75.

48 S. Zdziebłowski, Najstarsza osada obronna z epoki brązu na terenie Polski ma ponad 4 tys. lat, https://naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C410563%2Cnajstarsza-osada-obronna-z-epoki-brazu-na-terenie-polski-ma-ponad-4-tys-lat.html [dostęp: 25 lutego 2023 roku].

49 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 141.

50 Ibidem, s. 142.

51 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 162.

52 J. Wyrozumski, Dzieje Krakowa..., s. 31.

53 J. Górski, Podkrakowska enklawa wczesnej kultury łużyckiej w świetle wyników najnowszych badań terenowych na trasie autostrady A4, "Śląskie Sprawozdania Archeologiczne" 2018, t. 60, nr 1, s. 58.

54 M. Byrska-Fudali, M.M. Przybyła, Badania ratownicze na stanowisku 2 w Modlniczce, gm. Wielka Wieś, Raport 2007-2008, t. 1, Warszawa 2012, s. 516-518.

55 Pradzieje i wczesne średniowiecze Małopolski..., s. 160.

56 M. Byrska-Fudali, M.M. Przybyła, Badania ratownicze na stanowisku 2 w Modlniczce..., s. 520.

57 J. Dąbrowski, Osady ludności kultury łużyckiej jako obiekty kultowe, "Przegląd Archeologiczny" 2001, t. 49, s. 35-46

58 M. Byrska-Fudali, M.M. Przybyła, Badania ratownicze na stanowisku 2 w Modlniczce..., s. 527.

59 A. Krzemińska, Grody, garnki i uczeni..., s. 125.

60 M. Byrska-Fudali, M.M. Przybyła, Badania ratownicze na stanowisku 2 w Modlniczce..., s. 520.

61 P. Kaczanowski, J.K. Kozłowski, Wielka historia Polski..., s. 162.