Poznanie Alicji
Kiedy studiowałem w Szkole Bankowej, wpadła mi w oko Alicja - blondynka o ładnej twarzy, idealnie wykrojonych ustach i kształtnych piersiach. Była moim ideałem kobiety; kiedy pierwszy raz ją zobaczyłem, można powiedzieć, że się w niej zakochałem. Nasza znajomość tak naprawdę zaczęła się nie na nudnych wykładach z ekonomii czy statystyki, ale podczas długich podróży pociągiem. Pamiętam, jak pierwszy raz spotkałem ją w pociągu. Był poniedziałek - zimowy poranek chłodził oszronione chodniki i przyprószone śniegiem trotuary oraz korony drzew, obraz za oknem przesuwał się zupełnie jak w fotoplastikonie, a ja siedziałem wpatrzony w pola osrebrzone białymi czapami śniegu.
Obok mnie usiadła Alicja i zaczęliśmy rozmawiać. Coraz bardziej koncentrowałem się na jej niecodziennym fizys - wąskich, mocno zarysowanych kredką ustach, dużych oczach i blond włosach, których końcówek co jakiś czas dotykała. Nie mogłem oderwać wzroku od dużych piersi, które wyzwalały we mnie pożądanie - z trudem trzymałem je na wodzy. Pierwsza konwersacja w pociągu była na tyle miła, że odtąd już zawsze wracaliśmy razem z zajęć, rozmawiając. Spotykaliśmy się w drodze na uczelnię, a powroty do naszych domów już nigdy nie były samotne. Mieszkała w Gdyni-Leszczynka i pamiętam, jak wysiadała, machając mi na pożegnanie.
Ja później odprowadzałem ją wzrokiem przez szybę. Nasze rozmowy z tematów uczelnianych robiły się coraz bardziej intymne. Koleżeńska relacja przerodziła się w przyjacielską, a ta bardzo szybko przybrała romantyczny charakter. Zostaliśmy parą.
Po roku przyjeżdżałem do Alicji przed zajęciami. Witała mnie ładną figurą, bluzką opinającą się na piersiach i ustami, w których zanurzałem swoje. Po namiętnym pocałunku znikaliśmy w małym, ponad czterdziestometrowym mieszkaniu w bloku. Mieszkała w nim z rodzicami, a ja często u nich przesiadywałem. Było już po zajęciach, więc pouczyliśmy się, a potem oglądaliśmy film w pokoju. Chwila intymności - pocałunki i ciepło własnych ciał. Leżeliśmy na łóżku, marząc o intymnych momentach. Jednak rodzice byli w pokoju obok, co nas krępowało. Do środka weszła jej mama.
- Tutaj masz kołdrę i poszwę, Jarku. Liczę, że będziecie spać osobno - powiedziała, skanując mnie wzrokiem.
- Oczywiście, proszę pani.
Jak wyszła, spojrzeliśmy się na siebie z Alicją i wybuchnęliśmy śmiechem.
Raz pamiętam taką scenę. To jeszcze było w czasie, gdy oficjalnie ze sobą nie byliśmy. Kupiłem dużą maskotkę, pluszową mysz, i wsiadłem z nią do pociągu. Duża, pluszowa postać siedziała obok mnie na siedzeniu. Przyciągała wzrok. Miała sto sześćdziesiąt centymetrów, więc nie dało się jej nie zauważyć. W Gdyni wyszedłem z nią pod pachą i udałem się na osiedle Alicji. Pod blokiem zauważyłem jej ówczesnego chłopaka, który czekał na nią w starym maluchu. Zadzwoniłem po nią - wyszła do mnie, zaskoczona podarunkiem. Zdziwiona, rzuciła mi się na szyję i pocałowała namiętnie. Po chwili minął nas stary maluch z chłopakiem w środku. Odrzucony młodzieniec był poruszony i smutny.
Alicja dostała lepiej płatną pracę w City Banku w charakterze kierowniczki skarbca. Ja nadal uczyłem się i nie pracowałem, pozostając na garnuszku rodziców. Tamten okres obfitował w parę epickich, wspólnych wyjazdów: wakacje na Kaszubach, wyjazd w góry i na sylwestra pod Warszawę. Alicja chciała być ze mną, dlatego rzuciła wszystko i przeprowadziła się do mnie do Lęborka. Bez znajomych ani pracy pojechała do obcego miasta za mną. Ja wówczas rozkręcałem firmę. Dwa lata później otworzyłem oddział firmy w Trójmieście. Przez jej rodzinę ten ruch był uznawany jako bezsensowny i mieli do mnie o to pretensje. Ona przeprowadziła się do Lęborka, a ja dwa lata później wracam z firmą do Trójmiasta.
Byłem wówczas mocno sfokusowany na prowadzeniu biznesu, pracowałem od szóstej do dwudziestej w tygodniu, a także w soboty, i na tym skupiałem swoją uwagę. Alicja chciała stabilizacji i lubiła spędzać czas w domowych pieleszach przy książce czy filmie, a w weekendy jechać na spacer do Łeby czy do pobliskiego lasu. Ja po aktywnym tygodniu wolałem iść do klubu na tańce, aby przy alkoholu się zrelaksować i zapomnieć o problemach. Trochę zaczęło nam się wszystko rozjeżdżać. Mój znajomy doradził nam, żebyśmy zdecydowali się na dziecko, co miało nam pomóc uleczyć naszą relację.
Mieliśmy inne dążenia. Alicja była minimalistką, która ceniła sobie bezpieczeństwo i spokój. Ja byłem nastawionym na rozwój firmy biznesmenem z żyłką sportowca. Coraz częściej w związku pojawiały się tąpnięcia, aż cała relacja zaczęła się sypać. Gdy urodził się mój syn, nam już nie było po drodze. Podjęliśmy decyzję o rozstaniu, a ja musiałem walczyć o kontakt z synem, bo Alicja utrudniała nasze spotkania.
Otworzyłem nowy oddział firmy w Szczecinie. Miałem więcej pracy i wynająłem mieszkanie, żeby móc doglądać raczkującego biznesu. Mieszkałem w Szczecinie i wracałem do Lęborka tylko na weekendy. Nasza relacja była w kiepskiej kondycji, próbowaliśmy to ratować dzieckiem - Alicja zaszła w ciążę i oczekiwaliśmy swojego potomka.
Pamiętny sylwester. Mieszkanie w bloku zmieniło się w ekskluzywną restaurację z balonami i serpentynami zwisającymi z żyrandola. Szedłem z butelką wódki i szampana po podłodze pokrytej konfetti. Znajomi, muzyka, alkohol. Moja ciężarna partnerka śmiejąca się podczas rozmowy z Jolą. Mając coraz bardziej w czubie, schodziłem na intymne tematy; potok słów przetaczał się przez moje gardło, takty Modern Talking wydostawały się przez balkon na małe, lęborskie osiedle zbudowane z wielkiej płyty. Po drugiej w nocy, gdy Alicja już spała, a w domu zostały jedynie niedobitki znajomych, zacząłem rozmawiać z Jolą. Ładna brunetka z wydatnym biustem i ustami pomalowanymi karmazynową szminką wdzięczyła się do mnie i niewinnie ze mną flirtowała. Rozmowa, flirt, a później skrócenie dystansu. Konwersacja przerodziła się we wzajemne dotykanie się, a później seks w jednym z pokoi. Wziąłem Jolę i łapczywie rozpiąłem jej stanik - jej piersi znalazły się w mojej buzi, pieściłem jej sutki i szybko zdjąłem majtki. Zabezpieczyłem się i zacząłem poruszać się w jej powabnym ciele. Wbijała we mnie paznokcie i stękała, co ja tłumiłem ręką, zasłaniając jej usta. Zrobiliśmy to dwukrotnie, a następnie leżeliśmy obok siebie, przytulając się i rozmawiając, jak zwykle czynią kochankowie po wspólnie spędzonej nocy.
Nowy Rok. Skacowany jadłem śniadanie w kuchni - za roletami rozciągał się obraz sennego Lęborka. Miałem wrażenie, że całe miasto leczy kaca po sylwestrowej zabawie. Był Nowy Rok, nowe plany i postanowienia dominowały w rozmowach, a ja siedziałem nad kanapką z szynką i kubkiem herbaty. W mojej głowie rozbłysły fleszbeki: intymne zbliżenie z Jolą, widok jej zgrabnych nóg uginających się pod moimi ruchami, kształtne piersi, które pieściłem. Alicja z wielkim brzuchem udała się do drugiego pokoju. Sprzątała mieszkanie, będące jednym wielkim pobojowiskiem po imprezie. Odkurzała z podłogi konfetti, zbierała puste butelki i poprawiła kapę na kanapie.
- Jarek, podejdź tu na chwilę - powiedziała.
Wstałem i pociągnąwszy sowity łyk herbaty, poszedłem do małego pokoju. Ujrzałem Alicję, trzymającą w ręku naszyjnik ze szlachetnymi kamieniami.
- Czyje to jest? - zapytała, wbijając we mnie zimny wzrok.
Zebrałem w sobie siły, westchnąłem i odpowiedziałem.
- Przespałem się z Jolą wczoraj.
- Przespałeś się?! - odpowiedziała, jakby nie do końca rozumiała.
- Alicja, już od jakiegoś czasu się od siebie oddalamy i nie widzę już dla nas szans. Chcę odejść, ale będę dbać o ciebie i nasze dziecko. Będę ci pomagał.
Odpowiedział mi mocny szloch. Alicja usiadła na kanapie i ukryła twarz w dłoniach. Płakała przed dłuższy czas. Próbowałem ją uspokoić, ale kazała mi sobie iść.
Poszedłem do sypialni i wyciągnąwszy dużą walizkę, zgarnąłem rzeczy do jej wnętrza. Po chwili byłem już gotowy do wyjścia. Przytuliłem Alicję i wyszedłem. Ona była zdruzgotana i zaskoczona nie tyle zdradą, co moim odejściem. Na odchodne zapytała, czy zostawię jej psa, który był wystawiany przez nas na licznych wystawach jako champion. Zgodziłem się i ulotniłem w gęstym powietrzu Lęborka.
Z Jolą nie byłem - później dla mnie pracowała, ale tylko przez pewien czas spotykaliśmy się towarzysko.
W okresie bycia z Alicją myślałem, że "to jest to". Z czasem doszedłem do wniosku, że to nie może być obiektywnie prawdziwe, bo to była pierwsza miłość. Uświadomiłem sobie, że to było zauroczenie. Dowodem na poparcie tej tezy był fakt, że nigdy nie potrafiłem jej powiedzieć "kocham cię". Nigdy nie usłyszałem też tego wyznania z ust Alicji. Po prostu chcieliśmy być ze sobą, tworzyć coś razem. Alicja była pierwszą kobietą, z którą chciałem być. Byłem nią zauroczony, poznawaliśmy swoje przyzwyczajenia i siebie nawzajem.
Z perspektywy lat patrzę na to szerzej i stwierdzam, że przeciwieństwa się przyciągają, ale tylko w fizyce. W związkach to nie działa... Mieliśmy inne charaktery, dążenia i potrzeby. Ja byłem maksymalistą, ona minimalistką. Dla niej jakieś zdarzenie, które nie było złe, stawało się automatycznie pozytywne. Dla mnie było co najwyżej neutralne - ja chciałem więcej od życia, chciałem rozwijać firmę, zarabiać dużo, jeździć po świecie, imprezować. Alicja wolała zostać w domu czy iść na spacer i niewiele potrzebowała od życia. To nie mogło się udać, bo między nami był dysonans. Uważam, że najfajniejszą rzeczą, jaka nam wyszła, były nasze dzieci. Za to jestem jej wdzięczny.
Przez pewien czas nasze relacje sprowadzały się do spraw finansowych i poświęconych dzieciom. Alicja stała się słupem w mojej firmie, ponieważ ja z powodu długów zaciągniętych przez dawnego wspólnika nie mogłem założyć firmy na siebie. Zrobiła to poniekąd dla dzieci, poniekąd dla mnie. Wiem, że fakt, że stała się słupem mojej firmy, jest dowodem na to, że ufa mi bezgranicznie.
Alicja od dwóch lat ma męża i ostatnio zaproponowałem jej pracę, ponieważ była akurat w potrzebie. Ja także potrzebowałem pracownika. Stwierdziłem podczas rozmowy z nią, że "swojej firmy chyba nie oszuka", a ona przyznała mi rację. Moje dziecko powiedziało, że może nasza firma będzie firmą rodzinną i że tak musiało być. Mąż Alicji miał obiekcje co do tego, ale - jak widać - chyba to obgadali, bo od lipca Ala zaczyna pracę u mnie.
Nie jesteśmy ze sobą blisko dwie dekady. Przez ten okres nie zwierzaliśmy się sobie ze swojego życia. Wiem, że ona miała mi za złe, że ją zostawiłem, i przez pewien czas utrudniała mi kontakty z dziećmi, żeby się odegrać. Jednak ostatecznie negatywne emocje między nami odeszły w niebyt, a dziś jesteśmy w dobrych relacjach.
Odbyłem też rozmowę z moim ojcem. Wróciłem do małego mieszkania, w którym parę lat temu mieszkałem. Boazeria na ścianie i bibeloty oraz stara wykładzina sprawiały, że czułem się, jakbym cofnął się w czasie. Usiadłem naprzeciwko ojca, który w ciemnym kubraku i koszuli wystosował w moim kierunku deszcz epitetów. Był wkurwiony i zniesmaczony moim zachowaniem.
- Facet nie zostawia, kurwa, ciężarnej matki z dzieckiem i nie spierdala do Szczecina jak tchórz.
- Nam się już nie układało, tato.
- Większości małżeństw się nie układa, ale jakoś ze sobą wytrzymują. Trzeba było na terapię iść, a nie rozchodzić się. Spierdalaj z Lęborka, nie chcę cię tu więcej widzieć! - syknął przez zęby.
- Pierdol się, tato - odparłem i wyszedłem z mieszkania.
Następnego dnia po odejściu od Alicji mój ojciec kazał mi wynosić się z Lęborka. To symboliczne wyrzucenie z rodzinnego domu w tamtym czasie było bodźcem do działania, jednak z perspektywy czasu doszedłem do wniosku, że ojciec pozbawił mnie rodzinnego domu w sensie metafizycznym. To nie była in plus sytuacja, jak mi się pierwotnie wydawało... Pokłosiem tego zdarzenia był fakt, że nie przywiązałem się do żadnej nieruchomości - kupowałem i sprzedawałem. Przez dwadzieścia osiem lat mieszkania w Trójmieście, posiadałem aż dziewięć nieruchomości. Nie miało dla mnie znaczenia, gdzie mieszkam. Większość nieruchomości należała do mnie, ale ja te mieszkania wynajmowałem lub sprzedawałem. Po symbolicznym wyrzuceniu mnie z Lęborka przez ojca mieszkałem w firmie. Alicja została w mieszkaniu, które należało do niej - kupiła je w Lęborku po tym, jak sprzedała mieszkanie w Gdyni.
Po latach wiem, że wszystko, co wydarzyło się w moim życiu, wydarzyło się po coś. Nic, co materialne, mnie nie kręci. To, co chciałem, już miałem: samochody, domy, mieszkania, wyjazdy na egzotyczne wyspy... Życie ukształtowało mnie w taki sposób, że jestem spełniony, ale nie szczęśliwy. Moja definicja szczęścia brzmi: "być potrzebnym komuś fizycznie, czuć się kochanym i móc kochać". Choć jestem usatysfakcjonowany ze swojego życia, to nie czuję się szczęśliwy - to jest prawdziwie smutne i nostalgiczne.