Żydzi, Piłsudski, Propaganda. Zakazana historia Bitwy Warszawskiej 1920 - Brunon Różycki, Jarosław Kornaś, Ireneusz Lisiak, Tomasz Formicki
34.90 zł

34.90 zł

Reflow text when sidebars are open.
Jarosław Kornaś: Powszechnie znany jest aspekt zaangażowania generała Józefa Hallera w organizowanie i werbunek do Armii Ochotniczej w 1920 r., w trakcie wojny polsko-bolszewickiej. W jednej ze swoich książek zwrócił Pan uwagę na kompleksowy charakter aktywności Błękitnego Generała w kontekście tego, co współcześnie nazywane jest walką informacyjną. Dlaczego? Skąd taki pomysł?
Tomasz Formicki: W trakcie badań i studiów nad tym obszarem walki informacyjnej, który w dokumentach normatywnych Paktu Północnoatlantyckiego nazywany jest operacjami psychologicznymi (psychological operations - PSYOPS), skoncentrowałem się na zagadnieniu prowadzenia tego typu aktywności w trakcie wojny polsko-bolszewickiej i Bitwy Warszawskiej 1920 r. Dostrzegłem wówczas, że kunsztem, by nie rzec, maestrią w tym zakresie wykazał się gen. Józef Haller. W kontekście walki informacyjnej w wojnie polsko-bolszewickiej uwaga Polaków koncentruje się na aspekcie walki wywiadów i kontrwywiadów oraz ogromnych sukcesach polskiego radiowywiadu. Pomimo że powszechnie znana jest rola gen. Hallera w organizowaniu Armii Ochotniczej i pobudzaniu szerokich mas do wsparcia wysiłku zbrojnego, to kwestia aktywności generała w wymiarze kompleksowego i usystematyzowanego działania w ramach operacji psychologicznych do tej pory była praktycznie przemilczana. Dlatego w 2017 r., który był Rokiem Generała Józefa Hallera, postanowiłem uczcić tego jednego z najwybitniejszych dowódców w historii polskiego oręża, pisząc książkę, w której ukazałem Jego ogromne zasługi w tym obszarze walki informacyjnej, jakim są konsolidacyjne wojskowe operacje psychologiczne.
Zanim przejdziemy do omawiania aktywności Błękitnego Generała w tym zakresie, uporządkujmy tematycznie naszą rozmowę, aby uniknąć chaosu semantycznego. Czym jest walka informacyjna i czym są operacje psychologiczne?
Operacje psychologiczne są jednym z obszarów szeroko rozumianej walki informacyjnej. Walka informacyjna jest to całokształt działań ofensywnych i defensywnych, prowadzących do uzyskania przewagi informacyjnej nad przeciwnikiem i osiągnięcia zamierzonych celów politycznych, militarnych, gospodarczych itd. Z kolei operacje psychologiczne (zwane również oddziaływaniem informacyjno-psychologicznym) są jednym z obszarów realizacji szeroko rozumianej walki informacyjnej. Jest to planowe wykorzystanie informacji i technik psychologicznych w celu wywarcia wpływu na postawy i zachowanie zarówno przeciwnika, jak i własnych sił zbrojnych oraz społeczeństwa. Oddziaływanie informacyjno-psychologiczne jest procesem ciągłym i może być realizowane jawnie i skrycie.
Czy operacje psychologiczne w trakcie działań wojennych są "wynalazkiem" epoki nowożytnej, czy wówczas, w 1920 r., były novum, czy też stosowano je wcześniej?
Wbrew pozorom operacje psychologiczne jako element realizowania szeroko pojętej walki informacyjnej stosowane były już w starożytności. W VI w. przed Chrystusem chiński myśliciel i strateg Sun Zi napisał traktat "Sztuka wojny", który po dziś dzień jest wykładany i analizowany na prestiżowych uczelniach nie tylko o charakterze wojskowym czy dyplomatycznym, ale również ekonomiczno-gospodarczym. Otóż Sun Zi zwraca w nim uwagę adeptów strategii, że "Osiągnąć sto zwycięstw w stu bitwach nie jest szczytem osiągnięć. Największym osiągnięciem jest pokonanie wroga bez walki". "Dlatego najwyższą sztuką jest zwyciężyć armię wroga bez wydania bitwy. Zająć miasto wroga bez oblegania i zająć tereny jego państwa bez inwazji". Pomimo że ? traktatu "Sztuka wojny" dotyczy działań zbrojnych, to pozostała część instruuje, jak poprzez walkę informacyjną obezwładniać psychologicznie przeciwnika tak, aby nie było potrzeby ataku zbrojnego na jego kraj, a nawet jeśli byłaby konieczność inwazji, to należy zrobić to tak, aby morale narodu zaatakowanego kraju było tak osłabione, że nie będzie on zdolny do skutecznej obrony.
Podsumowując odpowiedź na zadane przez Pana pytanie, to na przestrzeni dziejów, od starożytności po czasy nam współczesne, w wojskowości stosowano ten element walki informacyjnej, jakim są operacje psychologiczne. One oczywiście ewoluowały wraz z rozwojem technologicznym, ale wykorzystywane były już od starożytności jako wsparcie działań zbrojnych.
Siłą rzeczy rodzi się pytanie: czy operacje psychologiczne rzeczywiście są tak skuteczne? Czy angażowanie w ich realizację sił i środków faktycznie przynosi efekty współmierne do poniesionych nakładów wyłożonych na ich prowadzenie?
Nie mam najmniejszych wątpliwości, że operacje psychologiczne przynoszą oczekiwane efekty, oczywiście pod warunkiem, że realizowane są przez ludzi kompetentnych, znających rzemiosło walki informacyjnej. Jednym z przykładów na skuteczność takich działań jest zdobycie przez Daesh (tzw. Państwo Islamskie) irackiego Mosulu w 2014 r. - liczącej 3000 lat wielokulturowej metropolii, gdzie mieszkało 1 mln 800 tys. ludzi. Nadciągnięcie watah Daesh na tę aglomerację miejską poprzedziła zsynchronizowana akcja propagandowa w Internecie. Mieszkańcy Mosulu oglądali w mediach społecznościowych materiały multimedialne skierowane do nich: egzekucje na obrońcach innych miejscowości dokonywane przez dżihadystów z Daesh, ścinanie głów, krzyżowanie, podrzynanie gardeł czy palenie żywcem.
W teorii iracka armia była gotowa bronić miasto przed oddziałami Daesh. Garnizon w Mosulu liczył około 10 tys. żołnierzy, którzy w Internecie regularnie oglądali, jaki los spotkał tych, którzy przeciwstawiali się dżihadystom. Oglądali te potworności i widzieli też szybkie tempo, w jakim posuwały się oddziały wroga.
Siłą rzeczy przygniatająca większość żołnierzy zaczęła zadawać sobie pytania: czy powinni walczyć, czy uciekać? Wróg jeszcze się nie pojawił, a w ich głowach zagnieździł się strach. Zaczęli się wymykać z miasta, a po chwili strużka zbiegów zamieniła się w rwący potok uciekających. Tysiące żołnierzy salwowało się ucieczką, z czego większość pozostawiła broń i sprzęt. Za nimi ruszyli policjanci. Wśród cywilnych mieszkańców w końcu wybuchła panika. Z miasta uciekło prawie pół miliona cywilów. Gdy na obrzeżach Mosulu pojawiły się oddziały Daesh, miasta broniła zaledwie garstka dzielnych żołnierzy i policjantów, których dżihadyści bez trudu pokonali. Nie była to bitwa, ale masakra, skwapliwie sfilmowana i udokumentowana przez komórki operacji psychologicznych Daesh. Oczywiście materiały te wykorzystano propagandowo, oznajmiając całemu światu ogrom swego triumfu. Pokazano stosy broni i amunicji oraz setki amerykańskich nowoczesnych pojazdów.
Co się okazało? Oddziały Daesh, które zdobyły Mosul, liczyły... 1500 dżihadystów. Tylu wystarczyło, aby zdobyć dużą aglomerację miejską. Armię iracką pokonała nie liczebna siła przeciwnika, ale przede wszystkim strach i brak skoordynowanych działań informacyjno-psychologicznych w sferze integrującej własne siły zbrojne i ludność cywilną.
Wróćmy do zaangażowania gen. Hallera w walkę informacyjną i operacje psychologiczne w Bitwie Warszawskiej i wojnie polsko-bolszewickiej. W jakim miejscu można tę postać - używając języka potocznego - uplasować, aby czytelnik zrozumiał istotę jej aktywności w tych działaniach?
Żeby zrozumieć ogromną rolę gen. Hallera w tych działaniach, najpierw trzeba chociaż w stopniu podstawowym znać istotę wojskowych operacji psychologicznych, które dzielą się na dwa podstawowe rodzaje: dezintegrujące i konsolidacyjne. Operacje o charakterze dezintegrującym mają na celu rozbicie spójności społeczeństwa i armii kraju atakowanego oraz osłabienie ducha walki zarówno wśród żołnierzy, jak i ludności cywilnej. Ten rodzaj oddziaływania informacyjnego wobec Polaków stosowały w 1920 r. bolszewickie organy odpowiedzialne za operacje psychologiczne oraz polski wywiad wojskowy wobec wojsk bolszewickich.
Z kolei operacje konsolidacyjne mają na celu zintegrowanie społeczeństwa wokół wysiłku zbrojnego oraz pobudzanie ducha walki zarówno we własnych siłach zbrojnych, jak i w społeczeństwie. Właśnie ten rodzaj operacji psychologicznych realizowała strona polska, a czołową postacią i równocześnie jej twarzą był gen. Józef Haller.
Należy również wziąć pod uwagę fakt, że w roku 1920 tego rodzaju aktywność, mająca charakter oddziaływania informacyjno-psychologicznego, nie była nazywana operacjami psychologicznymi, ale określano ją agitacją czy wojną propagandową. Ze względu na to, że współczesne nauki wojskowe oraz dokumenty normatywne NATO określają tego typu aktywność mianem operacji psychologicznych, taką nazwę stosuję w omawianiu aktywności Błękitnego Generała.
Jak to wyglądało formalnie? W jakiej konkretnej strukturze - z punktu widzenia walki informacyjnej - uplasowany był generał?
Operacja psychologiczna konsolidująca naród polski i pobudzająca ducha bojowego Wojska Polskiego w momencie, gdy do akcji wszedł gen. Haller, odbywała się w oparciu o trzy filary: podmioty podległe gen. Hallerowi w ramach Generalnego Inspektoratu Armii Ochotniczej i Obywatelskiego Komitetu Obrony Państwa, służb przeznaczonych do walki informacyjnej (wywiad i kontrwywiad) oraz duchowieństwa rzymskokatolickiego.
W wymiarze wojskowym akcję oddziaływania informacyjno-psychologicznego o charakterze konsolidacyjnym, którą skierowano do żołnierzy Wojska Polskiego, podjął utworzony 1 kwietnia 1920 r. Wydział Propagandy Sekcji Politycznej. Wydziałowi podlegały Okręgowe Biura Propagandy zorganizowane przy Dowództwach Okręgów Generalnych. Z kolei operacje na obszarach objętych działaniami frontowymi i na terenach zajętych przez siły bolszewickie prowadził Oddział II Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego. Oddziaływanie informacyjno-psychologiczne konsolidacyjne skierowane do żołnierzy WP, leżało w kompetencji Sekcji II, czyli Biura Prasowego, i Sekcji VI - Biura Propagandy i Opieki nad Żołnierzem. Zadaniem oddziaływania informacyjno-psychologicznego dezintegrującego, wymierzonego w siły bolszewickie, obarczony był Wydział VI Propagandy Zewnętrznej Sekcji II - Biura Wywiadowczego Oddziału II NDWP.
Z wyżej wymienionymi organami ściśle współpracowały polskie organizacje oświatowe, instytucje zajmujące się cenzurą korespondencji oraz podsłuchami połączeń telefonicznych i telegraficznych. We współpracę z polskimi organami oddziaływania informacyjno-psychologicznego zaangażowany był także Centralny Urząd Filmowy. Na szczeblu najwyższego polskiego dowództwa dostrzegano zatem zalety oddziaływania informacyjno-psychologicznego w prowadzeniu walki zbrojnej, co znalazło odzwierciedlenie zarówno w organizacji, jak i strukturze oraz zadaniach postawionych wojskowym służbom specjalnym.
Oficerowie Wojska Polskiego zaangażowani w oddziaływanie informacyjno-psychologiczne ściśle współpracowali z wywiadem i kontrwywiadem. To właśnie z tych źródeł planiści czerpali informacje potrzebne do przygotowania i przeprowadzenia operacji psychologicznych konsolidacyjnych wobec własnych wojsk i dezintegrujących wobec sił bolszewickich.
Obok aktywności podmiotów podległych gen. Hallerowi oraz wojskowych organów przeznaczonych do walki informacyjnej, trzecim, bardzo ważnym, filarem polskiej operacji informacyjno-psychologicznej konsolidacyjnej był Kościół katolicki i polskie duchowieństwo rzymskokatolickie. Z perspektywy historycznej można śmiało postawić tezę, że bez wsparcia ze strony tysięcy księży w skali całego kraju zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej byłoby niemożliwe.
Praktycznie we wszystkich parafiach w Polsce rozpoczął się swoisty szturm modlitewny do nieba w intencji ocalenia ojczyzny i zwycięstwa nad bolszewizmem. Przybrało to niemal rozmiar krucjaty. Kapłani z ambon głosili, że to jest nie tylko wojna o charakterze stricte politycznym, ale zderzenie cywilizacji. Bolszewizm z tej perspektywy przedstawiany był wiernym zgromadzonym w świątyniach jako barbarzyńska ideologia, która jeśli zwycięży, to będzie niszczyć wszystko to, co składa się na wielowiekową chrześcijańską tradycję Polski. W tym wymiarze była to wojna sprawiedliwa - krucjata Polaków w obronie cywilizacji łacińskiej przed antycywilizacją bolszewizmu.
Pomijając aspekt duchowy i teologiczny, należy podkreślić, że Kościół rzymskokatolicki oraz duchowieństwo wykonało tytaniczną pracę w operacji psychologicznej konsolidującej naród. Po pierwsze, uwzględnić trzeba fakt, iż wówczas środki masowego przekazu nie były rozpowszechnione na wielką skalę. Przekaz informacyjny odbywał się za pomocą gazet, ulotek i plakatów. Szerokie masy nie miały dostępu np. do radia. Dlatego ambona w kościele była znakomitym narzędziem przekazu informacyjnego. Jeśli weźmie się pod uwagę niekwestionowany autorytet, jakim w tamtym czasie cieszyli się kapłani w społeczeństwie, to można uznać, iż oddziaływanie informacyjno-psychologiczne w kościołach było o wiele skuteczniejsze niż na wiecach i masówkach organizowanych przez podmioty społeczne. Po drugie: bardzo ważnym aspektem był fakt, iż podczas nabożeństw, procesji i pielgrzymek ludzie zaczynali dostrzegać, jaką dysponują siłą jako masa - tłum. Ma to bardzo duże znaczenie z punktu widzenia psychologicznego i pobudzania w ludziach nie tylko wiary w zwycięstwo, ale inspirowanie ich do konkretnych działań.
Symbolem zaangażowania duchowieństwa rzymskokatolickiego w wysiłek obrony Polski stał się ks. Ignacy Skorupka, który zginął z krzyżem w ręku, prowadząc polskich żołnierzy w natarciu na pozycje bolszewickie.
Omówił Pan zaangażowanie polskiego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego oraz duchowieństwa rzymskokatolickiego. A jak wyglądało zaangażowanie podmiotów podległych gen. Hallerowi?
Objęcie przez generała funkcji Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej (GIAO) w dniu 6 lipca 1920 r. i przewodniczącego Obywatelskiego Komitetu Obrony Państwa (OKOP) wiązało się z całym szeregiem przedsięwzięć. Przede wszystkim skonsolidowano i zsynchronizowano wysiłki różnych instytucji państwowych oraz wojskowych i całego szeregu organizacji społecznych i środowiskowych. Kluczową postacią tych przedsięwzięć był właśnie generał Haller. Osią, wokół której konsolidowano Polaków, był zaciąg do Armii Ochotniczej i pobudzanie ducha walki nie tylko wśród żołnierzy, ale również cywilnej części narodu polskiego w celu wsparcia wysiłku zbrojnego w walce z bolszewizmem. Operację psychologiczną konsolidacyjną wspierało wielu wybitnych pisarzy i poetów. I tak szefem Referatu Prasowego Generalnego Inspektoratu Armii Ochotniczej został sławny pisarz Stefan Żeromski. Swoje talenty w służbie tej operacji psychologicznej oddali tacy pisarze i poeci jak Kornel Makuszyński, Maria Dąbrowska, Emil Zegadłowicz, Artur Oppman (Or-Ot), Leopold Staff czy Jan Kasprowicz. Wielu wybitnych muzyków czy plastyków również włączyło się w prace komórek oddziaływania informacyjno-psychologicznego koordynowanych przez gen. Hallera. Pisali oni na łamach czasopism wojskowych, takich jak "Żołnierz Polski" czy "Ochotnik".
Jak skuteczny w działaniu był Błękitny Generał, świadczy fakt, iż już w pierwszym tygodniu trwania werbunku, w dniach 10-17 lipca, zgłosiło się ponad 30 tys. ochotników. Finalnie w szeregi Armii Ochotniczej wstąpiło ponad 100 tys. osób, w tym z samego Górnego Śląska - 14 tysięcy.
Powierzenie Błękitnemu Generałowi funkcji przewodniczącego Obywatelskiego Komitetu Obrony Państwa i nominowanie na Generalnego Inspektora Armii Ochotniczej było strzałem w dziesiątkę. Był najlepszym kandydatem na to stanowisko. Do odegrania roli spiritus movens operacji informacyjno-psychologicznej, mającej na celu konsolidację narodu i zmobilizowanie do walki z bolszewizmem oraz tchnięcie ducha wiary w zwycięstwo, predestynowały generała wielka popularność, jaką cieszył się praktycznie we wszystkich warstwach polskiego społeczeństwa. Legenda Błękitnego Generała, jaką był owiany, świadomość społeczeństwa, iż walczył z wszystkimi trzema zaborcami, niepodważalny autorytet, jaki miał w harcerstwie, "Sokole" i Polskim Czerwonym Krzyżu oraz głęboka religijność były dobrze widziane w masach ludowych przesiąkniętych tradycyjną wizją świata.
Zatrzymajmy się przy kwestii pisarzy, publicystów, poetów i ludzi ze świata kultury, którzy swoje talenty oddali pod dowództwo gen. Hallera w ramach GIAO. Czy był to autorski pomysł generała, aby zaangażować ludzi kultury do operacji psychologicznej?
Nie, gdyż już w czasie I wojny światowej alianci, zarówno Brytyjczycy, Francuzi, jak i Amerykanie, korzystali z talentów ludzi szeroko pojętej kultury w tego typu działaniach. Brytyjczycy do operacji psychologicznych wspierających działania zbrojne zaangażowali takich literatów i publicystów jak: Herbert George Well, Artur Conan Doyle, czyli autor przygód Sherlocka Holmesa, John Galsworthy (autor "Sagi rodu Forsyte'ów") i popularny w Polsce w kręgach konserwatywnych Gilbert Keith Chesterton.
Artur Conan DoyleBadając aktywność gen. Hallera w operacji psychologicznej konsolidującej, starałem się znaleźć informacje na temat, czy przechodził on szkolenie w tym zakresie. Na nic takiego się nie natknąłem. Pozwala to postawić następującą tezę, że gen. Haller najprawdopodobniej czerpał z doświadczeń sił alianckich z okresu I wojny światowej, gdy pierwszy raz w historii działania psychologiczne w ramach operacji wojskowych były zastosowane w sposób kompleksowy, usystematyzowany i zsynchronizowany. Nie można też wykluczyć, iż swoje działania w ramach operacji informacyjno-psychologicznych konsultował z oficerami armii francuskiej, którzy byli obecni w Polsce podczas trwania wojny polsko-bolszewickiej.
John GalsworthyNajbardziej prawdopodobna wydaje się teza, że generał, jako osoba nieprzeciętnie inteligentna, pracowita i niebojąca się innowacyjnych rozwiązań, obserwował, szczególnie podczas trwania I wojny światowej, rozwój tej dziedziny wojskowości, jaką są operacje informacyjno-psychologiczne. We właściwym momencie, gdy sytuacja tego wymagała, implementował je na polski grunt, dostosowując określone techniki oddziaływania informacyjno-psychologicznego do realiów i uwarunkowań, jakie wówczas panowały w naszym kraju.
Jakie wyzwania stały przed gen. Hallerem i Generalnym Inspektoratem Armii Ochotniczej?
Jeśli chodzi o sferę wojskową, należy pamiętać, że oddziały Wojska Polskiego przed Bitwą Warszawską były praktycznie w ciągłym odwrocie i generowało to u wielu żołnierzy zwątpienie i brak wiary w możliwość zwycięstwa. Z punktu widzenia psychologii pola walki i dowodzenia sytuacja stała się dla Wojska Polskiego niebezpieczna, gdyż stanowiła podatny grunt dla bolszewickich operacji psychologicznych o charakterze dezintegrującym. Zresztą meldunki polskiego kontrwywiadu wojskowego z tamtego okresu wiele mówią o nastrojach panujących wówczas w szeregach WP: duże masy żołnierskie zaczęło ogarniać nie tylko zwątpienie, ale pojawiały się coraz liczniejsze dezercje i to nie pojedynczych żołnierzy, ale całych grup. W takiej sytuacji jest już tylko jeden krok do wybuchu paniki i chaosu. Z kolei w obszarze cywilnym bolszewicka propaganda trafiała na podatny grunt, gdyż polska wieś - pomimo współczesnej tendencji gloryfikowania okresu II Rzeczpospolitej - była po prostu biedna i wobec ludności wiejskiej bolszewicy stosowali przekaz pobudzający motywacje witalne i ekonomiczne. Podobnie było w miastach. Do tego nakładały się różnego rodzaju akcje strajkowe w fabrykach i innych sferach życia gospodarczego. Z perspektywy współczesnej musimy mieć świadomość, że Państwo Polskie wówczas dopiero się organizowało po 123 latach zaborów i wiele obszarów administracyjnych w jego funkcjonowaniu pozostawiało wiele do życzenia. Poza tym naród polski od wielu tygodni widział, że Wojsko Polskie jest w permanentnym odwrocie, a bolszewicy coraz bliżej. Nastroje były wówczas zatem nie najlepsze, najdelikatniej rzecz ujmując. Na frustracji mającej podłoże w zwyczajnej biedzie i ubóstwie dużych mas robotniczych żerowała bolszewicka propaganda i w wielu miejscach trafiała niestety na podatny grunt, o czym wspominał w swoich memuarach m.in. Wincenty Witos.
I właśnie to było kluczowe, obok zaciągu do Armii Ochotniczej, najtrudniejsze zadanie, które postawiono przed Błękitnym Generałem: zmiana nastrojów ogromnych mas polskich żołnierzy z apatii i braku wiary w zwycięstwo, w ducha walki, pobudzenie narodu polskiego, wyrwanie Go z marazmu, bierności i nastrojów defetystycznych oraz skonsolidowanie wokół wysiłku zbrojnego.
W jaki sposób praktycznie, to znaczy jakie techniki informacyjne i psychologiczne stosowały podmioty podległe gen. Hallerowi w tej polskiej wojskowej operacji psychologicznej konsolidującej naród polski?
Działania mobilizujące przybrały rozmiar zsynchronizowanej i zaplanowanej operacji informacyjno-psychologicznej konsolidacyjnej. Błękitny Generał i podlegające mu podmioty stosowały całą gamę technik informacyjnych i psychologicznych. Odwoływano się do stereotypów rycerza i męczennika. Do mitologii narodowej, czyli polskiego rycerstwa, Polski jako przedmurza chrześcijaństwa i obrońcy cywilizacji oraz etosu powstania styczniowego. Wszak jego weterani wydali odezwę do narodu, aby zaciągać się do Armii Ochotniczej i wspierali prace administracyjne GIAO i OKOP. Odwoływano się również do symboliki poprzez biało-czerwone kokardy powstańców styczniowych, które nosili na mundurach żołnierze Armii Ochotniczej oraz porównywanie polskich żołnierzy do rycerzy z wypraw krzyżowych, którzy bronią cywilizacji przed zalewem barbarzyństwa. Bazowano na przywiązaniu społeczeństwa polskiego do tradycji i religii katolickiej poprzez eksponowanie na sztandarach Armii Ochotniczej Najświętszego Serca Pana Jezusa. Eksponowano również na materiałach propagandowych (plakatach, ulotkach, pocztówkach, w czasopismach) oraz na proporcach i sztandarach biało-czerwone barwy oraz Orła symbolizującego godło Polski.
Zarówno w przekazie werbalnym, jak i wizualnym stosowano następujące techniki: odwoływano się do poczucia obowiązku i poświęcenia bazując na stereotypie Matki. W założeniu tej techniki matką jest Ojczyzna, którą powinno się bronić, podobnie jak i swojego ogniska domowego. Propagowano własną siłę i szlachetność, co wpisywało się w chrześcijańską doktrynę wojny sprawiedliwej. Odwoływano się również do wielkiej roli wspólnego, skonsolidowanego wysiłku całego narodu, który tylko zjednoczony może wypchnąć wroga poza granice Ojczyzny. Powoływano się na Boże poparcie - szczególnie podczas uroczystości o charakterze kościelnym, eksponowano okrucieństwo bolszewików, odhumanizowano przeciwnika przedstawiając np. na plakatach i ulotkach bolszewików jako czerwonego smoka, czerwoną bestię albo dzikiego barbarzyńcę. Stosowano zatem całe instrumentarium technik informacyjnych i psychologicznych w oparciu o zakotwiczone w świadomości Polaków mity, stereotypy i tradycje.
Siłą rzeczy rodzi się następujące pytanie: czy działanie zarówno podmiotów podległych generałowi, samego generała oraz polskich służb specjalnych w tym zakresie było etyczne? Wszak sam Pan stwierdził, że stosowano techniki informacyjne i psychologiczne.
Niepodjęcie walki w sferze oddziaływania informacyjno-psychologicznego przez stronę polską pozostawiłoby otwarte pole bolszewickim komórkom propagandowym, które bezkarnie mogłyby formatować świadomość olbrzymich grup społecznych naszego narodu. Byłoby to nie tylko zaniechaniem i ogromnym błędem, ale wystawieniem percepcji całego narodu na agresywną propagandę bolszewików. Techniki informacyjne i psychologiczne wykorzystywane w operacji psychologicznej, mające na celu pobudzenie ducha walki i konsolidację narodu polskiego, były stosowane w dobrym celu: zmobilizowania Polaków do obrony własnej Ojczyzny, własnych rodzin i własnego dobytku. Poza tym, to nie Polska była agresorem, ale bolszewicy, zatem działania polskich organów operacji psychologicznych były realizacją tego, co w nauczaniu Kościoła katolickiego nazywa się wojną sprawiedliwą.
W swojej książce napisał Pan, że nastroje apatii i zwątpienia, zarówno w Wojsku Polskim, jak i w narodzie, zmieniły się w momencie, gdy operację psychologiczną konsolidacyjną rozpoczął gen. Haller. Na jakiej podstawie postawił Pan taką tezę?
Gilbert Keith ChestertonNa podstawie dwóch źródeł: raportów sytuacyjnych i meldunków polskiego kontrwywiadu wojskowego oraz wspomnień świadków ówczesnych wydarzeń. Generał Haller, zostając Generalnym Inspektorem Armii Ochotniczej i obejmując szefostwo Obywatelskiego Komitetu Obrony Państwa, błyskawicznie wziął podległe sobie podmioty w tryby żelaznej, wojskowej dyscypliny. Na pozytywne efekty dowodzenia Błękitnego Generała nie trzeba było długo czekać, bowiem to, co jeszcze kilka dni wcześniej wymagało długich, niekończących się dyskusji, sporów i targów partyjniackich, teraz działo się w tempie ekspresowym - natychmiast. Na terenie całego kraju zaczęły powstawać lokalne komitety obrony państwa. Tworzono je spontaniczne bądź z inspiracji władz rządowych lub wojskowych. W skład tych komitetów powoływano zwykle osoby cieszące się w miejscowych środowiskach znaczącym autorytetem. Główny wysiłek komitetów miał koncentrować się na werbowaniu ochotników do Armii Ochotniczej oraz zbieraniu środków na jej wyekwipowanie. W założeniach OKOP miał także zajmować się szerzeniem propagandy patriotycznej i idei własnego państwa, która szczególnie wśród ludności małych miasteczek i wsi nie była jeszcze powszechna.
Do wsparcia wysiłku zbrojnego w walce z bolszewizmem włączyły się szerokie masy Polaków praktycznie ze wszystkich grup i warstw społecznych. Do Armii Ochotniczej zaciągali się mieszkańcy wsi i miast, harcerze, członkowie Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół", młodzież studencka i robotnicza, członkowie PCK. Wspierano wysiłek zbrojny nie tylko zaciągając się w szeregi Armii Ochotniczej, ale również logistycznie. To była ogromna mobilizacja Polaków. Analizując zachowanie narodu polskiego w tym czasie można dostrzec całą masę szlachetnych, patriotycznych postaw, a niejednokrotnie i zabawnych.
Jednym z takich przykładów jest reakcja mieszkanek Włocławka, które bardzo mocno wzięły sobie do serca słowa odezwy gen. Hallera, w której apelował, aby każda polska kobieta była niczym Spartanka i zastosowały oryginalną metodę mobilizowania dekowników uchylających się przed zaciągiem do Armii Ochotniczej. Wydały odezwę do młodzieńców od 17. do 42. roku życia, bez różnicy stanowiska i wyznania, w której publicznie świadczyły, że będą pomiatały i pogardzały, będą ignorowały, lekceważyły, palcami wytykały, uważały za tchórzliwych łazików, pędziwiatrów i nieużytecznych chlebojadów, jeśli nie wstąpią do Armii Ochotniczej. Poinformowały każdego mężczyznę we Włocławku od lat 17 do 42, nienoszącego munduru, że musi się przed nimi wykazać legitymacją, iż stawał przed komisją zaciągową i został uznany za niezdolnego do wszelkiej służby wojskowej. Apelowały do mężczyzn, aby zrzucili zajęczą skórę i przywdziali mundur. Kobiety w charakterystyczny dla siebie sposób, nieuznający półśrodków, mobilizowały ochotników.
W świetle raportów sytuacyjnych i meldunków polskiego kontrwywiadu wojskowego nt. nastrojów w szeregach Wojska Polskiego oraz wspomnień świadków tamtych wydarzeń, jak chociażby Wincentego Witosa czy Marii Dąbrowskiej, daje się dostrzec, że zmiana nastrojów z apatii i zwątpienia w pobudzenie ducha walki i wiary w zwycięstwo nad bolszewizmem rozpoczęła się właśnie w tym momencie, gdy do akcji wszedł Błękitny Generał.
Jak wyglądała agresja dezinformacyjna bolszewików w 1920 roku? Jakie środki, techniki i metody stosowali bolszewicy w operacji psychologicznej mającej na celu dezintegrację polskiego narodu i obezwładnienie mentalne?
Bolszewicy próbowali dezintegrować, rozbijać spójność narodu polskiego poprzez propagandę skierowaną do ludności cywilnej i Wojska Polskiego, w której podkreślano różnice społeczne pomiędzy żołnierzami szeregowymi wywodzącymi się ze środowisk robotniczych i chłopskich a oficerami pochodzenia szlacheckiego.
Było to o tyle niebezpieczne dla spójności i integralności Wojska Polskiego, że nieprzyjacielscy planiści w zakresie oddziaływania psychologicznego ze szczególnym zainteresowaniem zawsze obserwują jakiekolwiek symptomy niechęci żołnierzy do kadry podoficerskiej i oficerskiej. Tego typu antagonizmy są gruntem dla wrogiego oddziaływania informacyjno-psychologicznego o charakterze dezintegracyjnym. W swojej socjotechnice propagandy bolszewicy wykorzystywali występującą w niektórych związkach taktycznych WP niechęć i nieufność szeregowych żołnierzy do kadry, uwypuklając fakt, iż większość oficerów wywodziła się z rodzin o pochodzeniu szlacheckim.
Próbowano dezintegrować polską armię, dzieląc ją na "złych" oficerów wywodzących się ze szlachty i "dobrych" żołnierzy szeregowych, ośmieszając (używano takich zwrotów jak np. "jaśniepańskich synków, oficerków waszych") oraz odczłowieczając przeciwnika przez sugestie, iż kadra oficerska WP to ludzie bez litości nie tylko dla jeńców, ale także dla swych podkomendnych wywodzących się z warstw robotniczych i chłopskich. Równocześnie zastosowano technikę eksponowania własnej siły i szlachetności próbując przekonać polskich żołnierzy, że bolszewicy dobrze traktują jeńców. Jest to modelowy przykład wykorzystania podstawowego założenia socjotechniki w działaniach psychologicznych skierowanych do armii przeciwnika: nie powinno doprowadzać się do kolizji z poczuciem wierności żołnierskiej, a wręcz przeciwnie - powinno nasuwać żołnierzowi możliwość wytłumaczenia sobie tej wierności na swój sposób (np. prawdziwa wierność polega na tym, aby przeżyć, a więc poddać się). W ten sposób w swoim przekazie informacyjno-psychologicznym skierowanym do polskich żołnierzy szeregowych, których wielu pochodziło z rodzin chłopskich albo robotniczych, bolszewicka propaganda wykorzystywała stereotyp szlachecki. A więc stereotyp człowieka, który uzyskał awans społeczny, gwarantujący mu dożywotnio wyższą pozycję społeczną, niezależną od rezultatów jego działalności.
Jeżeli chodzi o ludność cywilną, to zmagała się ona z trudami codziennego życia, w nowej rzeczywistości odrodzonej, niepodległej Polski. Socjotechnikę propagandy opierano przede wszystkim na motywacjach witalnych i ekonomicznych dużych grup społecznych narodu polskiego, szczególnie jeśli chodzi o żyjące w ubóstwie masy chłopskie na wsi i robotnicze w miastach, na czym bezwzględnie żerowała bolszewicka propaganda. Nadzwyczajną aktywność wykazywały komórki komunistyczne działające na ziemiach polskich. Chłopom obiecywano ziemię, a robotnikom zakończenie władzy fabrykantów.
W oddziaływaniu informacyjno-psychologicznym konsolidacyjnym bolszewików do własnego narodu nagminnie stosowano stereotyp szlachecki. Na plakatach, w treści ulotek, gazet i na wiecach używano w pogardliwym tonie zwrotu "Polska panów", "polska szlachta". W ten sposób wytwarzano emocjonalną atmosferę niechęci do polskiego ziemiaństwa, podkreślając kwestię walki klasowej. Stosowano także jedną z technik z arsenału socjotechniki propagandy, jaką jest ośmieszanie i upokarzanie, w której przedstawiano godło Polski, Orła Białego, jako pokonanego i śmiertelnie zranionego. Na plakatach i rysunkach propagandy bolszewickiej przedstawiano Polskę jako np. utuczoną świnię lub widniała postać symbolizująca polskiego szlachcica bardzo grubego i chytrego. Wydawano także prasę skierowaną do żołnierzy bolszewickich: "Czerwona Gwiazda", "Czerwony Kawalerzysta", "Armia Czerwona".
W bolszewickie oddziaływanie informacyjno-psychologiczne zaangażowane były takie instytucje jak: Oddział Agitacyjno-Propagandowy Komitetu Centralnego RPK (b), tzw. AGIT-PROP, Ludowy Komisariat Oświaty, Zarząd Polityczny Rady Wojenno-Rewolucyjnej (PUR), Rosyjska Agencja Telegraficzna (ROSTA).
Wcześniej powiedział Pan, że gen. Haller był twarzą polskiej wojskowej operacji psychologicznej konsolidującej naród polski. Na jakiej podstawie postawił Pan taką tezę?
Dlatego, że ta operacja psychologiczna rozpoczęła się wówczas, gdy Błękitny Generał został Generalnym Inspektorem Armii Ochotniczej i przewodniczącym OKOP. Jak wcześniej wspomniałem, meldunki i raporty sytuacyjne polskiego kontrwywiadu jednoznacznie wskazują, że w momencie, gdy generał wszedł do akcji, nastroje i morale w szeregach polskiej armii zaczęły się diametralnie zmieniać na lepsze. Znamienny jest w tym przypadku jeden z raportów naszego kontrwywiadu na temat plakatów mobilizujących żołnierzy i cywilne masy Polaków do wysiłku zbrojnego, w którym napisano, że plakat przedstawiający Józefa Piłsudskiego zupełnie się nie nadaje. Z kolei w kontekście sławnego plakatu z gen. Hallerem, w którym wskazuje On palcem i wzywa: "Wstąp do wojska. Broń ojczyzny", kontrwywiadowcy raportowali, iż jest okazały, postać generała wybija na nim na plan pierwszy, cechuje go wyraźnie siła władania, że należy go eksponować jak Polska długa i szeroka, natomiast plakat z Piłsudskim, utrzymany w tonie ponurym, robi wrażenie postaci załamanej, przygniatającej nieszczęściem.
Jest w tym raporcie naszego kontrwywiadu wojskowego pewna symbolika... Plakat z Piłsudskim był przygnębiający, z kolei plakat z Błękitnym Generałem optymistyczny, pobudzający ducha bojowego i wiarę w zwycięstwo. 12 sierpnia 1920 r. Wódz Naczelny Józef Piłsudski przeszedł załamanie i zrzekł się dowodzenia, opuszczając Warszawę. Swoją dymisję złożył na ręce premiera rządu RP Wincentego Witosa. Sytuacja stała się dla Polski bardzo niebezpieczna. Premier Witos wykazał się wielką rozwagą i roztropnością, nie ujawnił bowiem złożonej przez Józefa Piłsudskiego dymisji. Z punktu widzenia prowadzenia operacji informacyjno-psychologicznej było to najmądrzejsze wyjście z sytuacji. Łatwo przewidzieć, jakie nastroje zapanowałyby wśród walczących na froncie żołnierzy Wojska Polskiego i ludności cywilnej, gdyby dotarła do nich informacja o takim zachowaniu Naczelnego Wodza. W związku z zaistniałą sytuacją Witos wypełniał funkcję premiera, naczelnika państwa oraz naczelnego wodza, ale dowództwo operacyjne powierzył gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu, który był szefem Sztabu Generalnego. Przez trzy dni nie było żadnych śladów aktywności Piłsudskiego, który odezwał się dopiero 15 sierpnia ze swojej Kwatery Głównej. Decydujące dla losów całej operacji warszawskiej wydarzenia rozegrały się w dniach 13-15 sierpnia. Dzięki geniuszowi strategicznemu gen. Rozwadowskiego u bram Warszawy nastąpił odwrót działań wojennych i rozpoczął się pościg za wojskami bolszewickimi.
Dlatego smutny jest fakt, że ten jeden z najwybitniejszych dowódców w historii polskiej wojskowości, gen. Tadeusz Rozwadowski, nie ma pomnika w centrum Warszawy, że nie jest w należyty sposób, tak jak na to zasługuje, uczczony przez współczesne pokolenie. W tym miejscu pozwolę sobie na taką małą impresję: moim marzeniem jest, aby powstał kopiec gen. Rozwadowskiego, np. na wschodnich przedmieściach Warszawy albo w Ossowie. Ten wybitny Polak bez wątpienia na to zasługuje.
Na czym polegał fenomen skuteczności gen. Hallera w tej operacji psychologicznej? Gdzie leży klucz do zrozumienia tego, że masy Polaków tak mu zaufały i podążyły za Jego wezwaniem do wsparcia wysiłku zbrojnego w walce z bolszewizmem?
Zarówno teoria, jak i praktyka walki informacyjnej uczą, że jeśli głoszone hasła, tezy i wezwania nie mają pokrycia w rzeczywistości, to nawet najlepiej dobrane techniki przekazu informacyjnego, najbardziej wysublimowane sztuczki socjotechniczne, nie przyniosą - z punktu widzenia strategicznego - oczekiwanych rezultatów. Mało tego, może to się odwrócić przeciwko temu, kto jest nadawcą tego typu przekazu, odbiorca wraz z upływem czasu i okoliczności jest bowiem w stanie zweryfikować głoszone hasła ze stanem faktycznym i dojść do wniosku, że kierowany do niego przekaz informacyjny nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Dlatego klucz do odpowiedzi na zadane przez Pana pytanie, moim zdaniem, leży w życiowej postawie gen. Hallera. Polska wieś, chłopi znali generała jako człowieka czynu. Wszak pamiętali, jak bardzo zaangażowany był w rozwój polskiej wsi, wprowadzanie nowoczesnych, jak na ówczesne czasy, technologii rolniczych, jak jeździł po Polsce i organizował Kółka Rolnicze oraz polską spółdzielczość. Polski chłop lubiący konkrety właśnie te konkrety od gen. Hallera zaangażowanego w społecznikostwo otrzymywał i w chwili próby w 1920 r. o tym pamiętał.
Harcerstwo, członkowie "Sokoła", poznali generała jako świetnego dowódcę, instruktora wojskowego i organizatora. Żołnierze Wojska Polskiego znali go jako oficera, który walczył z wszystkimi trzema zaborcami oraz dowódcę legendarnej Błękitnej Armii. Polskie duchowieństwo miało do niego zaufanie, był bowiem człowiekiem, który nie tylko, że mówił o Ewangelii, ale przede wszystkim żył nią, prowadząc głębokie życie duchowe. Generał cieszył się zaufaniem praktycznie we wszystkich warstwach polskiego społeczeństwa, które widziało w nim człowieka, któremu można ufać. Wówczas był najlepszą osobą do skutecznego przeprowadzenia tego typu operacji, ponieważ w oczach Polaków jawił się nie jako agitator-propagandysta, ale człowiek, który swoją postawą zaświadczał prawdziwości deklaracji i haseł, które proklamował.
W tym kontekście warto zwrócić uwagę na fakt, iż jego 13-letni syn Eryk, który był harcerzem, zaciągnął się jako ochotnik. Służył jako ochotnik-łącznik w Inspektoracie Harcerskim. W trakcie Bitwy Warszawskiej generał wraz z synem pojawili się na linii frontu. Miało to duże znaczenie dla morale żołnierzy, którzy widzieli, iż gen. Haller nie jest prymitywnym propagandystą, ale za jego słowami podążały czyny, czego dowodem było m.in. oddanie 13-letniego syna do służby w obronie kraju.
Błękitny Generał był potwierdzeniem pewnej prawidłowości, którą można dostrzec badając historię wojskowości. Otóż historia nie zna dowódców o światowej sławie, którzy by nie byli ulubieńcami swoich żołnierzy. Wszyscy ci wybitni dowódcy, którzy złotymi literami zapisali się w annałach sztuki wojennej, oprócz reprezentowania mistrzostwa w strategii i taktyce znali również drogę do dusz i serc żołnierzy, którymi dowodzili. Wykazywali się prawdziwą wirtuozerią w kształtowaniu wysokiego ducha bojowego swoich podkomendnych, u których potrafili wzbudzać głębokie zaufanie do siebie. Czyny i dokonania gen. Józefa Hallera są potwierdzeniem tej reguły.