"Życie jest moją inspiracją" - wywiad z Agnieszką Łepki, autorką powieści "Domek nad jeziorem Borzymskim"
Spis treści
Czy można całe życie spełniać oczekiwania innych i wciąż nie zatracić siebie? „Domek nad Jeziorem Borzymskim” Agnieszki Łepki to poruszająca powieść o kobietach, które próbują wyrwać się z ograniczeń narzuconych przez rodzinę, społeczne stereotypy i własne lęki. W rozmowie z Ebookpoint autorka opowiada o kulisach powstawania książki wydanej nakładem Novae Res, inspiracjach czerpanych z codzienności, budowaniu wiarygodnych bohaterek oraz o tym, dlaczego czasem to właśnie bohaterowie przejmują kontrolę nad historią.
O czym opowiada książka Domek nad Jeziorem Borzymskim?
Wywiad z Agnieszką Łepki
W „Domku nad Jeziorem Borzymskim” pokazuje Pani kobiety, które mierzą się
z oczekiwaniami narzucanymi przez rodzinę i otoczenie. Czy podczas pisania bardziej zależało Pani na opowiedzeniu historii dwóch sióstr, czy na pokazaniu zjawiska, które wciąż dotyka wielu kobiet?
Agnieszka Łepki: Bywam naocznym świadkiem sytuacji, w których kobiety rezygnują z siebie, by zadowolić partnerów, dzieci czy rodziców. Poprzez tę historię chciałabym im przekazać, że powinny myśleć również o sobie. Może się bowiem zdarzyć, że psychika nie wytrzyma napięcia.
Oliwia i Monika podejmują zupełnie inne życiowe decyzje, a mimo to obie zmagają się z poczuciem, że nie żyją po swojemu. Czy uważa Pani, że źródłem takich schematów częściej jest wychowanie, czy presja, którą odczuwamy już jako dorośli?
AŁ: Jedno i drugie. Pokolenie, które ma dziś 40-50 lat było wychowywane w szacunku do rodziców. Kiedyś nie dyskutowało się z seniorami, tylko wykonywało polecenia. Nie oznacza to jednak, że wykonywało się je z chęcią. Po takim wychowaniu pozostaje presja, którą odczuwamy np. pod wpływem rodziców. Chcielibyśmy zrobić coś po swojemu, ale rodzic ze swojej perspektywy wie „lepiej”. Mamy więc do wyboru: nie ustępować (z wyrzutami sumienia) lub posłuchać rodziców i złościć się na siebie za uległość.
W powieści Borzym jest czymś więcej niż miejscem na mapie – staje się przestrzenią, w której bohaterka może na nowo odnaleźć siebie. Czy w Pani życiu również istnieje takie miejsce, które daje poczucie ukojenia lub wolności?
AŁ: 25 lat temu przeprowadziłam się z bloku w mieście do małego domku na jego obrzeżach. Dom był stary, zaniedbany. Żeby go odbudować, włożyliśmy z moim partnerem mnóstwo serca i ciężkiej pracy tak zwaną metodą gospodarczą. Usytuowany blisko lasu i pięknych pól, od początku był naszym miejscem na ziemi. Tu odpoczywam, tu piszę lub czytam książki. Zawsze przebywam w tym miejscu z wielką przyjemnością, a gdy jestem daleko, przyciąga niczym magnes.
Czy jest scena albo wątek z „Domku nad Jeziorem Borzymskim”, który okazał się dla Pani szczególnie trudny do napisania?
AŁ: Miałam problem z pisaniem o przemocy i gwałcie. Musiałam mocno uruchomić wyobraźnię, żeby sobie to wszystko poukładać.
W tej powieści równie ważne jak wydarzenia są emocje bohaterek. Pisząc, najpierw planuje Pani przebieg fabuły, czy pozwala, aby to postacie prowadziły historię?
AŁ: Planuję przebieg fabuły w punktach. Później jednak pozwalam, by moje bohaterki przejmowały stery. Zaczynają żyć własnym życiem i bywa, że zakończenie zaskakuje mnie samą, zwłaszcza gdy waham się pomiędzy dwoma rozwiązaniami.
Czy zdarza się Pani zrezygnować z ciekawego zwrotu akcji tylko dlatego, że nie pasowałby do charakteru bohaterów?
AŁ: Raczej zmodyfikuję charakter bohaterów niż ciekawą akcję. Ważne, żeby zaskakiwać czytelnika, zaintrygować go, dać mu powieść pełną różnych emocji.
Czy należy Pani do autorek, które szczegółowo planują każdy etap powieści, czy raczej zostawia Pani miejsce na niespodzianki podczas pisania?
AŁ: Nie planuję szczegółowo każdego etapu powieści. Robię krótki plan i charakterystykę bohaterów zawierającą podstawowe informacje o nich. Zakończenie bywa zupełnie spontaniczne, gdyż potrafię zrezygnować z pierwotnego zamysłu i wprowadzić coś zupełnie nowego, co w ogólnym rozrachunku wychodzi książce na dobre.
Każda kolejna książka czegoś autora uczy. Czego „Domek nad Jeziorem Borzymskim” nauczył Pani jako pisarkę?
AŁ: „Domek nad Jeziorem Borzymskim” to moja piąta wydana powieść. Muszę przyznać, że do czasu jej wydania niewiele czasu i energii poświęcałam na reklamę w mediach społecznościowych. Dopiero przy tej powieści zmobilizowałam się do pracy przy tworzeniu kolejnych postów promujących książkę. Okazało się, że bardzo szybko skończył się nakład i trzeba było na szybko zlecić dodruk.
Czy podczas pisania myśli Pani o tym, jak czytelnicy odbiorą poszczególne sceny, czy dopiero po zakończeniu pracy oddaje im historię i pozwala żyć własnym życiem?
AŁ: Podczas pisania myślę wyłącznie o pisaniu. Na tym etapie jeszcze nie zastanawiam się nad tym, jak Czytelnicy odbiorą poszczególne sceny. Skupiam się na fabule. Czasem coś dopisuję, gdyż wydaje mi się, że treść jest mało zrozumiała. Zależy mi, żeby to była spójna i wzbudzająca emocje historia.
Co stanowi dla Pani inspirację do pisania?
AŁ: Życie jest moją inspiracją. Lubię rozmawiać z ludźmi. Lubię słuchać o ich sprawach, problemach, dylematach oraz o miłości. Bywa, że wystarczy jedno zdanie, z którego jestem w stanie wyczarować powieść.
Przeczytaj fragment książki Domek nad Jeziorem Borzymskim
Dzwoni moja komórka. Zerkam na wyświetlacz i krzywię się niemiłosiernie. Jest prawie dwudziesta druga. Nienawidzę odbierać telefonów późnym wieczorem. Zwykle jestem już wtedy w łóżku z… książką albo śpię. Ludzie jednak nie mają rozumu ani taktu, wdzierając się w prywatny świat innych o tej porze. A tak w ogóle udusiłabym gołymi rękami tego, kto wymyślił telefon. Tfu – komórkę! Nie chodziło mi o wynalazek Aleksandra Bella! Kabelek od tamtego można było po prostu wyciągnąć z kontaktu.
– Oliwia, jesteś tam? – odzywa się moja mama, ni to dramatycznym, ni to lękliwym głosem, a ja przewracam oczami (dobrze, że nie widzi). Ona bardzo lubi budować napięcie. – Przed chwilą dzwoniła do mnie babcia Zyta. Umarła jej przyjaciółka, Fryderyka. Wiesz… ta ze wsi… Do babci z kolei zadzwonił notariusz, który zajmuje się testamentem.
– No i? – cedzę przez zęby. Mam wielką ochotę opieprzyć rodzicielkę. Z taką nowiną zdecydowanie mogła poczekać do jutra. Początkowo nie bardzo wiem, o kim mówi. Nawet myślę sobie, że o tej porze niewiele mnie obchodzi jakaś tam nieboszczka i nawet jutro z tego powodu nie będzie efektu „wow”.
– Notariusz chce się z tobą widzieć. Ponoć Fryderyka uwzględniła cię w testamencie, a dokładnie zostawiła ci wszystko – mówi na jednym wydechu. – Dałam mu twój numer telefonu, ale chciałam cię uprzedzić, żebyś nie wywinęła jakiegoś numeru przez telefon.
Opada mi szczęka. Dopiero wtedy dochodzi do mnie, kto umarł i wspaniałomyślnie zostawił mi swój spadek. Choć to absurdalne, od razu wyobrażam sobie skrzynię pełną kosztowności w sezamie, do którego kluczem jest hasło: „sezamie, otwórz się!”. A ja przecież nie cierpię biżuterii. I niespecjalnie zawoalowana uwaga mamy o moim braku wychowania zupełnie mi umyka. Może i dobrze, bo pewnie zaraz byśmy się pokłóciły.
– Wkręcasz mnie – mówię. Mam gonitwę myśli. Zupełnie wbrew sobie wierzę, że jednak mam w życiu farta. Właśnie spada z nieba coś, co wcale mi się nie należało, a z pewnością oznacza poprawę mojej sytuacji finansowej. Gdzieś z tyłu mojej głowy kołacze się myśl, że Monika się zmartwi. Moja siostra uważa, że moje szczęście wpływa dopingująco na jej pecha. Im więcej udaje mi się w życiu, tym większy niefart ją ogarnia. Sądzę, że to wierutna bzdura, ale pewnie Monia nie słyszała o istnieniu samospełniającej się przepowiedni. Nie ma pojęcia, że jej własne czarne myśli napędzają negatywne zdarzenia. No, ale to nie mój problem. Chce uprawiać czarnowidztwo, to niech sobie uprawia.
– Zapisała ci swój dom.
– Nie miała bliższych w rodzinie? – mamroczę zdumiona.
– Miała przyrodniego brata, ale ten umarł, jak zapewne wiesz. – Mama się śmieje (niestety mam wrażenie, że sztucznie, jakby wcale nie cieszyła się z mojego szczęścia). – Nigdy nie wyszła za mąż. Tak naprawdę z bliskich miała tylko twoją babcię. Przyjaciółki z prawdziwego zdarzenia. Zresztą, co ja ci tłumaczę? Sama wiesz… Jako dzieci jeździłyście do niej z Moniczką…
– Uwielbiałam wakacje w Borzymiu. Lepsze od tych w kurortach…
– Prawda? Szkoda, że Fryderyka w tym testamencie Moniczki nie uwzględniła. Nic się w życiu tej dziewczynie nie udaje… Wiecznie ma pod górkę… Za to ty masz szczęście. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Powinno być na odwrót. Z twoim charakterem, jak ci drzwi zamkną, to albo oknem wejdziesz, albo drzwi wyważysz. Moniczka jest dużo subtelniejsza. No ale nic nie poradzę. Dlatego liczę na ciebie. Chyba się z nią podzielisz? – Rodzicielka wypluwa z siebie roszczenia niczym kałasznikow naboje.
Zastygam w bezruchu, zwieszam głowę i milczę. Z trudem powstrzymuję łzy. Znowu jest mi przykro, jak to bywa podczas większości rozmów z matką, która każdą moją cechę charakteru odbiera jako wadę, a mój sukces – jako porażkę… mojej siostry. Zaciskam zęby. Nie zamierzam bowiem składać żadnych obietnic pod wpływem chwili. Ona na szczęście nie ciągnie tematu. Żegnamy się w końcu. A ja odpływam myślami do Fredzi (nigdy nie myślałam o niej jako o Fryderyce) i moich wyjazdów do Borzymia. Tak naprawdę, nawet gdy dorosłam, nie zrezygnowałam z kontaktu z tą przemiłą starszą panią. Za czasów Wałkonika jeździłam do niej rzadziej niż w dzieciństwie, bo raz na kilka lat. A później przestałam. Wstyd się przyznać, ale gdy poznałam Tymona, byłam tam tylko raz, na samym początku. A i wtedy nie czyniła mi wyrzutów. To ja miałam je w głębi duszy. Już tego nie zmienię…
Fredzia była dla mnie kimś w rodzaju przyszywanej babci, która paradoksalnie dała mi więcej ciepła i miłości niż własna rodzina. Przywołuję w myślach jej obraz: siwiuteńka i zgarbiona wiekiem, niezwykle krucha, z wyrazem bezkresnej dobroci na twarzy. Nigdy się nie denerwowała, nie krytykowała. Zawsze pełna zrozumienia dla innych, nawet dla mojej matki i babci, kiedy faworyzowały Monikę, a przede mną stawiały kolejne obowiązki. Po prostu rekompensowała mi brak więzi w rodzinie. Dziś z przykrością myślę, że to zmarnowałam. Brałam, niewiele dając w zamian. Powinnam była poświęcać jej więcej czasu, tak jak ona robiła to dla mnie, gdy byłam dzieckiem. Jest mi wstyd.
(...)
Monika zazdrościła starszej siostrze wszystkiego. Nawet tego, że tamta jest rozwódką, podczas gdy młodsza Pachnicka mogła siebie nazywać tylko panną. Starą panną. A dlaczego? Bo niedoszły pan młody spieprzył sprzed ołtarza. Wpadł do kościoła chyba tylko po to, żeby sprawdzić, czy ona tam jest. Po co to zrobił? Żeby mieć satysfakcję? Żeby jeszcze bardziej ją upokorzyć? A potem po prostu uciekł, zostawiając ją ze wszystkimi opłatami za wesele. Kiedy ona kwitła w kościele, samolot już czekał, żeby wywieźć go w ciepłe kraje. Pieprzony tchórz! W tamtym momencie naiwnie pomyślała, że z nerwów dostał biegunki i że zaraz wróci. Chwilę potem uświadomiła sobie, że jej koszmar właśnie powrócił.
Obsesja matki ujawniła się krótko po ukończeniu przez Monikę szkoły średniej. Wychowana w innych – pełnych pruderii i zacofania – czasach głębokiej komuny starsza pani Pachnicka za wszelką cenę chciała wydać córkę za mąż. Uczepiła się myśli o żeniaczce jak rzep psiego ogona. Uruchomiła swoje znajomości i regularnie gnębiła latorośl, podtykając jej pod nos coraz to nowszych kandydatów na męża. Niestety żaden z nich nie podobał się Monice, co powodowało, że tyrady na temat staropanieństwa były stałym elementem rzeczywistości rodziny Pachnickich. Od nich zaczynał się dzień i na nich się kończył. Działo się tak do momentu, dopóki dziewczyna nie poznała Juliana. Związek z nim długo utrzymywała w tajemnicy, obawiając się (zresztą słusznie), że matka osaczy biednego chłopaka, nakłaniając do ślubu. I tak rzeczywiście się stało. Julian wpadł niczym mucha w sieć pająka i miał marne szanse, żeby się z niej wyplątać. A jednak mu się udało – czasem myślała z żalem młodsza Pachnicka.
Od ucieczki narzeczonego sprzed ołtarza minęło kilka lat. Dziewczyna nadal nie przebolała wstydu, jakiego się najadła. Mało tego! Doprowadzona przez matkę do ostateczności nieustannym załamywaniem rąk nad kwestią staropanieństwa, Monika postanowiła ulec, aby ją zadowolić. Po prostu wyjść za mąż i zamknąć ten temat raz na zawsze. O ile na początku puszczała mimo uszu biadolenie rodzicielki, o tyle ostatnio poczuła, że dłużej nie wytrzyma tej atmosfery oczekiwania i strachu. W głębi duszy też chciała za wszelką cenę udowodnić światu, że nie jest wybrakowana. Chciała znaleźć sobie męża i mieć go – jak się posiada wygodną kanapę czy fotel. Mamusi sprawić radość, a sobie zapewnić wreszcie święty spokój. To był jej cel. A do jego osiągnięcia został stworzony plan. Monika precyzyjnie określiła typ urody kandydata na męża oraz swój sposób działania. Najpierw były wyjścia do klubu i zarzucanie sieci. Potem umawianie się na randki w ciemno ze znajomymi znajomych, a następnie za pośrednictwem portalu randkowego. Niestety wciąż nic z tego nie wychodziło. Po kilku spotkaniach potencjalni „narzeczeni” brali nogi za pas, mimo że próbowała różnych metod zainteresowania ich sobą. Udawała nowoczesną kobietę z dużym temperamentem seksualnym. Coś na zasadzie krowy, co dużo ryczy, a mało mleka daje. Grała cnotkę – prawie zakonnicę. Siliła się na obojętność albo, dla odmiany, okazywała zaangażowanie. Jednak cokolwiek by robiła, po prostu chciała za bardzo.
(...)
Na rozmyślaniach o własnej egzystencji zeszło Monice kolejne pół godziny. Zniecierpliwiona pani Maria po raz kolejny wsunęła głowę do pokoju córki.
– Idziesz? Jajecznica stygnie.
– Idę, a jak zjem, wrócę do łóżka – zagroziła buńczucznie.
Matka machnęła ręką. Postawiła przed dziewczyną talerz z jedzeniem. Sama usiadła naprzeciwko.
– Miałam ci powiedzieć, czego się dowiedziałam – zaczęła, biorąc do ręki widelec.
– Mamo, nie mam dzisiaj siły na wysłuchiwanie rodzinnych historii. – Córka próbowała zbyć panią Marię. Miała serdecznie dość tych jej nudnych opowieści o ludziach, których nawet nie znała.
– Ale ta cię na pewno zainteresuje…
– Oj tam, oj tam…
– Oliwka otrzymała spadek po przyjaciółce babci. Będzie miała dom nad jeziorem.
– Cooo?! – Monika poderwała się od stołu. – Czy ona zawsze musi mieć w życiu więcej szczęścia ode mnie? Ja nie mam nic! Rzucił mnie narzeczony! Pracuję w gównianym miejscu za jeszcze bardziej gówniane pieniądze! Mieszkam kątem u ciebie, bo nie mam mieszkania. Tymczasem jej znowu się poszczęściło. Nagle spada jej z nieba dom z ogrodem? To wielka niesprawiedliwość! Powinna się ze mną podzielić! – wybuchła.
Ku przerażeniu matki podniosła talerz z jajecznicą z zamiarem ciśnięcia nim o podłogę, lecz w ostatniej chwili zrezygnowała i z powrotem postawiła go na stole. Pobiegła do swojego pokoju, zatrzaskując z hukiem drzwi. Tandetny obrazek z bursztynów, przywieziony przez panią Marię z sanatorium w Kołobrzegu, zakołysał się i spadł ze ściany. Miodowe drobiny rozsypały się po podłodze.
/ fragment
O Autorce
Agnieszka Łepki - Absolwentka pedagogiki Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach i studiów podyplomowych Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Zawodowo związana z pomocą społeczną. Mama i babcia. Zodiakalny wodnik. Mieszka w Dąbrowie Górniczej ze swoim partnerem i kotami. Chodzi własnymi ścieżkami, nie znosi hipokryzji i jest szczera do bólu.
W wolnym czasie albo pisze, albo czyta. Uważa, że dzień bez książki, to dzień stracony. Interesuje się motoryzacją, kocha podróże, przyrodę, taniec i jesienne grzybobrania. Nie znosi gotować. Jako nastolatka pisała „do szuflady” opowiadania o miłości. Powróciła do tworzenia po trzydziestu latach przerwy. Jak dotąd drukiem ukazały się jej 4 powieści: Inna, Na własnych warunkach, Lekarstwo na miłość i Pokochaj mnie wreszcie!.
Sprawdź wszystkie ebooki Autorki
Wpis we współpracy z Wydawnictwem Novae Res.
Zobacz nasze propozycje
-
-
ebook
0.17 zł
0.20 zł (-15%)(0,17 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
książka
41.40 zł
69.00 zł (-40%)(14,90 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
książka
29.95 zł
59.90 zł (-50%)(29,95 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
książka
53.40 zł
89.00 zł (-40%)(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
38.94 zł
64.90 zł (-40%)(32,45 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
35.40 zł
59.00 zł (-40%)(29,49 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
32.94 zł
54.90 zł (-40%)(27,45 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
49.98 zł
58.80 zł (-15%)(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
38.42 zł
49.90 zł (-23%)(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
32.94 zł
54.90 zł (-40%)(27,45 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
34.14 zł
56.90 zł (-40%)(28,44 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
książka
59.40 zł
99.00 zł (-40%)(49,50 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
29.94 zł
49.90 zł (-40%)(24,95 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
26.99 zł
29.99 zł (-10%)(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
23.94 zł
39.90 zł (-40%)(19,95 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
35.94 zł
59.90 zł (-40%)(29,95 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
50.39 zł
55.99 zł (-10%)(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
26.99 zł
29.99 zł (-10%)(9,90 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
książka
119.40 zł
199.00 zł (-40%)(14,90 zł najniższa cena z 30 dni)
-
-
-
ebook
-
audiobook
-
książka
35.40 zł
59.00 zł (-40%)(29,49 zł najniższa cena z 30 dni)
-