ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Korea Południowa. Kraj bez teraźniejszości. Oblicza świata

Korea Południowa od wielu lat rozbudza wyobraźnię ludzi na całym świecie. Stała się destynacją, o której marzą miliony. I na ten moment nie ma żadnych znaków, które wskazywałyby na jakiekolwiek zmiany. A co na to sama zainteresowana? Jak Korea prezentuje się dzisiaj? Czy to „dzisiaj” w ogóle istnieje? Nie będę ukrywała, że skusiłam się na ten tytuł, bo zwyczajnie dałam się wciągnąć w to koreańskie szaleństwo i pochłaniam wszystko, co wpadnie mi w ręce i przybliża mi ten konkretny zakątek świata. Publikacja Filipa Daneckiego i Jeong-in Choi jawiła mi się jako książka, która może zdradzić coś, czego próżno szukać na wielu stronach reklamujących Koreę Południową jako azjatycki raj. I absolutnie się nie pomyliłam. Korea Południowa. Kraj bez teraźniejszości to zdecydowanie nie jest książka na jeden wieczór. Nawet nie na dwa. I nie chodzi o to, że treść jest nudna czy nużąca. W odkrywaniu zakamarków i tajemnic tego kraju bardziej przeszkadza mniejsza niż zazwyczaj czcionka. Oczy niestety, chociaż złaknione wiedzy, nie dają rady. Ale może to nawet lepiej? Bo można sobie tę podróż po Krainie Spokojnego Poranka wydzielać i delektować się słowem pisanym oraz informacjami, którymi dzielą się autorzy. A jest tutaj naprawdę ogrom informacji. I to ubranych w słowa tak, że trudno oderwać się od lektury, nim nie skończy się chociaż jednego rozdziału traktującego o wybranym przez autorów zagadnieniu. Filip Danecki i Jeong-in Choi przybliżają czytelnikom mentalność Koreańczyków i to, jak przeszłość wpłynęła na kształt obecnego społeczeństwa. Pozwalają zajrzeć za woal, jakim okryta jest prawdziwa Korea, ta, która stanowi codzienność jej obywateli. Historia Korei Południowej jest szalenie ciekawa. Naznaczona wyrzeczeniami i ciężką pracą. Bólem, niepewnością i strachem o lepsze jutro. I choć Koreańczycy w kilka dekad zmienili oblicze zrujnowanego kraju w jedną z najprężniej rozwijających się gospodarek, nie zapomnieli o tym, co ich ukształtowało. W społeczeństwie wybrzmiewają echa przeszłości, które nieustannie mieszają się z postępem technologicznym i wpływami z Zachodu, co czyni Koreę Południową interesującą, budzącą podziw, a jednocześnie nie zawsze łatwą do zrozumienia. Co jednak ważniejsze i co zdecydowanie do mnie przemówiło, to fakt, iż Filip Danecki i Jeong-in Choi pokazują tę mniej barwną i błyszczącą stronę tego kraju, ale robią to w sposób neutralny. Dają bowiem przestrzeń czytelnikowi na wyrobienie sobie zdania w oparciu o fakty i informacje zamieszczone w tej publikacji. Nie opowiadają się po którejś ze stron. Po prostu pokazują, jak to wygląda i skąd się to wzięło, niekiedy wtrącając porównania do Polski, by lepiej zobrazować omawiane zagadnienie. Z racji tego, że jestem ogromną fanką folkloru i ezoteryki, najciekawsze były dla mnie informacje związane z wpływem szamanizmu, konfucjanizmu, buddyzmu, a nawet chrześcijaństwa na obecny obraz koreańskiego społeczeństwa oraz na to, jak przeszłość kształtowała kolejne pokolenia i jak wpływa na wybory współczesnych Koreańczyków. Korea Południowa. Kraj bez teraźniejszości to interesująca publikacja pokazująca Koreę Południową od strony, której wielu nie zna, czerpiąc wiedzę z internetu, K-popu i K-dram, które zawładnęły światem, w tym sercami i umysłami Polaków. Filip Danecki i Jeong-in Choi przybliżają czytelnikom ten kraj, pokazując, że za tym marketingiem i blichtrem stoją zwykli ludzie, którzy próbują odnaleźć się w teraźniejszości łączącej przeszłość i nieustający pęd ku przyszłości. To idealna publikacja dla lubujących się w literaturze podróżniczej, która pokazuje realia w miejsce barwnych zdjęć wprost z folderów biur podróży. Polecam.

Papierowy Bluszcz Rakowska Adrianna

Gdynia. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców

Nawet jeśli często odwiedzamy dane miasto, a nawet jeśli w nim mieszkamy, wcale nie oznacza to, że naprawdę znamy wszystkie jego zakamarki. Możemy przemierzać te same ulice, mijać codziennie charakterystyczne budynki, spacerować po ulubionych parkach i plażach, a mimo to nie dostrzegać historii, ciekawostek i nieoczywistych znaczeń, które kryją się tuż obok nas. Przyzwyczajenie sprawia, że przestajemy zadawać pytania, a dobrze znane miejsca stają się jedynie elementem codziennego krajobrazu. I właśnie po to powstała książka „Gdynia. Nieprzewodnik dla turystów i mieszkańców” Bartosza Pieczyńskiego i Hanny Dzielińskiej - by na nowo rozbudzić ciekawość, zachęcić do uważnego patrzenia na (swoje)miasto i odkryć wszystkie te smaczki, które umykają nam podczas zwyczajnego spaceru. To zaproszenie do poznania Gdyni nie tylko od strony jej najbardziej rozpoznawalnych atrakcji zwykle oferowanych turystom, lecz przede wszystkim przez pryzmat opowieści, ludzi, miejsc i zdarzeń, które nadają temu miastu niepowtarzalny charakter. Gdynia jest miastem szczególnym. Z jednej strony młoda, nowoczesna, dynamiczna, zbudowana z rozmachem, powstała z odważnych marzeń o dostępie Polski do morza. Z drugiej - zakorzeniona w historii, pełna śladów przeszłości, lokalnych tradycji i nieoczywistych opowieści, które nie zawsze trafiają do popularnych opracowań. W 2026 roku, obchodząc stulecie uzyskania praw miejskich, staje się doskonałym bohaterem książki, która pozwala spojrzeć na nią szerzej niż przez pryzmat portu, modernistycznej architektury, Skweru Kościuszki czy letniego wypoczynku nad Bałtykiem. Autorzy nie próbują jednak stworzyć kolejnego klasycznego przewodnika, w którym czytelnik otrzymuje gotową trasę zwiedzania, listę najważniejszych zabytków i zestaw praktycznych wskazówek dla letników. Już sam tytuł zapowiada inne podejście. Nie mamy bowiem do czynienia z typowym przewodnikiem, lecz z opowieścią o mieście, które można poznawać na wiele sposobów, bez pośpiechu i bez konieczności podążania utartymi szlakami, a przede wszystkim - bez telefonu. Istotnym atutem publikacji jest spotkanie dwóch odmiennych perspektyw. Bartosz Pieczyński, geograf i artysta związany z Gdynią i zaangażowany w życie lokalnej społeczności, patrzy na miasto z pozycji człowieka, dla którego miasto to jest czymś więcej niż punktem na mapie. Jest przestrzenią osobistych doświadczeń, wspomnień, emocji i codziennych obserwacji. Hanna Dzielińska, dziennikarka i popularyzatorka wiedzy o miastach, historii, kulturze oraz architekturze, wnosi natomiast spojrzenie osoby z zewnątrz, wolnej od lokalnych przyzwyczajeń, za to wyposażonej w dociekliwość i umiejętność dostrzegania tego, co dla mieszkańców może być już oczywiste. Ten swoisty dwugłos pozwala uniknąć jednostronnej narracji. Gdynia nie jest tu ani wyłącznie przedmiotem sentymentalnego wspominania, ani nudnym tematem opracowania krajoznawczego. Jest żywym organizmem, oglądanym zarówno z bliska, jak i z pewnego dystansu. Organizmem, który może zachwycić wschodami słońca, pachnieć kawą z Może Kawy? czy zaciekawić istnieniem tajemniczych bunkrów. Organizmem pełnym sprzeczności, wręcz proszącym się o dokładne zbadanie. Autorzy prowadzą czytelnika przez różnorodne przestrzenie miasta, pokazując, że jego tożsamość nie kończy się na reprezentacyjnych ulicach i nadmorskich bulwarach. W książce znalazło się miejsce zarówno na architekturę modernistyczną, będącą jednym z najbardziej charakterystycznych elementów gdyńskiego krajobrazu, jak i na mniej oczywiste zakątki, schrony, bunkry czy miejsca, których znaczenie łatwo przeoczyć. Szczególnie interesujące jest zestawienie tego, co w Gdyni monumentalne i powszechnie rozpoznawalne, z tym, co niepozorne, ukryte, a niekiedy wręcz zapomniane. Właśnie w takich kontrastach ujawnia się prawdziwa specyfika miasta. Nie tworzą go bowiem wyłącznie obiekty, które trafiają na pocztówki, lecz także przestrzenie codzienne, ślady dawnych funkcji, lokalne historie i pozornie błahe szczegóły. Ważnym elementem tej opowieści jest również Gdynia sprzed Gdyni. Zanim powstało nowoczesne miasto portowe, istniała tu wieś, krajobraz nadmorski i społeczność, której życie toczyło się w zupełnie innym rytmie. Zrozumienie tej wcześniejszej historii pozwala lepiej pojąć skalę przemian, jakie dokonały się na tym terenie w stosunkowo krótkim czasie. Gdynia nie pojawiła się przecież w próżni. Jej współczesna tożsamość wyrasta z połączenia dawnych korzeni, wielkich inwestycji, migracji, ambicji gospodarczych i społecznych oraz codziennych doświadczeń kolejnych pokoleń mieszkańców. Zwrócenie uwagi na te warstwy sprawia, że miasto przestaje być jedynie przykładem udanego projektu urbanistycznego, a staje się opowieścią o ludziach i ich relacji z miejscem. Nieprzypadkowo wśród tematów pojawiają się również morze, marynarze, piasek, sztormy i port. Trudno bowiem opowiadać o Gdyni, pomijając jej nadmorskie położenie i związki z morską gospodarką. Morze nie jest tu jedynie atrakcyjnym tłem dla turystycznych fotografii, lecz jednym z najważniejszych czynników kształtujących charakter miasta. Wpływa na jego przestrzeń, historię, sposób funkcjonowania i codzienność mieszkańców. Autorzy dostrzegają jednak, że nawet tak oczywisty element gdyńskiej tożsamości może kryć wiele nieznanych czytelnikowi historii. Zamiast ograniczać się do podkreślania morskiego charakteru miasta, zachęcają do przyjrzenia się temu, jak ten charakter powstawał i jak przejawia się w różnych aspektach życia. Na uwagę zasługuje także różnorodność podejmowanych tematów. Obok zagadnień historycznych, architektonicznych i urbanistycznych pojawiają się kwestie związane z kulturą, lokalnymi zwyczajami, gastronomią, a nawet codziennymi absurdami. Bunkry sąsiadują z pizzą, poważne refleksje z anegdotami, a sentymentalne wspomnienia z obserwacjami, które potrafią wywołać uśmiech. Taka konstrukcja sprawia, że książka nie staje się monotonnym wykładem o dziejach miasta. Pozwala za to uchwycić jego wielowymiarowość i pokazać, że lokalna historia nie musi być opowiadana wyłącznie podniosłym tonem. Czasem najwięcej o miejscu mówi właśnie szczegół, który na pierwszy rzut oka wydaje się nieistotny, albo historia, której trudno byłoby szukać w oficjalnych opracowaniach. Dużą zaletą „Nieprzewodnika” jest jego forma. Zamiast narzucać czytelnikowi jedną ścieżkę zwiedzania, autorzy proponują swobodniejsze poznawanie miasta, oparte na ciekawości i indywidualnym zainteresowaniu. Publikacja liczy 200 stron i została podzielona na części tematyczne, obejmujące między innymi przestrzenie, warstwy historii oraz ludzi i miejskie doświadczenia. Dzięki temu można czytać ją zarówno od początku do końca, jak i sięgać po wybrane fragmenty, traktując je jako inspirację do własnych poszukiwań. Nie jest to książka, która ma zastąpić spacer czy bezpośredni kontakt z miastem. Jej rolą jest raczej przygotowanie czytelnika do tego, by podczas kolejnej wizyty patrzył uważniej, dostrzegał więcej i zadawał pytania, na które wcześniej nie szukał odpowiedzi. I choć brakuje mi tu zdjęć, to z drugiej strony ich brak sprawia, że pragniemy odwiedzić opisywane miejsca, wyruszając natychmiast w podróż. Największą wartością tego Nieprzewodnika jest przypomnienie, że każde miasto ma więcej niż jedną historię. Obok tej oficjalnej, zapisanej w podręcznikach i widocznej na pomnikach, istnieje historia codzienności, lokalnych wspomnień, zapomnianych miejsc i osobistych doświadczeń. Dopiero ich połączenie pozwala zbliżyć się do zrozumienia charakteru danego miejsca. Bartosz Pieczyński i Hanna Dzielińska proponują właśnie takie spojrzenie na Gdynię - nie jako na zestaw atrakcji turystycznych, lecz jako na przestrzeń, w której przeszłość nieustannie spotyka się z teraźniejszością, a wielka historia przeplata się z drobnymi, często zabawnymi szczegółami. Dlatego też jest to publikacja, po którą warto sięgnąć zarówno przed pierwszą wizytą w Gdyni, jak i po wielu latach mieszkania w tym mieście.

QulturaSlowa Justyna Gul

The Perfect Match

Słodka, komfortowa historia, w której możecie przenieść się do czasów licealnych i przeżywać razem z bohaterami ich rozterki. Pomiędzy Astrid a Ashtonem od zawsze trwała rywalizacja. Ona jest kapitanką swojej drużyny cheerleaderek, a on kapitanem drużyny koszykarskiej. Zostają zmuszeni do współpracy, przez co zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu, a ich dotychczasowe wyobrażenia o sobie nawzajem okazują się zupełnie nietrafione. Czy ich relacja ma szansę się rozwinąć i przerodzić w coś więcej? Czytając tę książkę, można przenieść się do szkolnych czasów, gdzie rywalizacja i walka o wygraną przeplatają się z nowym, rodzącym się uczuciem pomiędzy dwójką młodych ludzi. To historia o presji, wyrzeczeniach i ograniczeniach, które pojawiają się, gdy jest się sportowcem lub kapitanem drużyny. Astrid została pokazana jako silna i ambitna dziewczyna, która zawsze marzyła o zostaniu cheerleaderką. Lecz pod skorupą zimnej kapitanki kryje się dziewczyna, która czasami się boi, jest zmęczona i choć na chwilę chciałaby odpocząć od presji oraz obowiązków. Nigdy nie spodziewałaby się, że może znaleźć ucieczkę w jednej osobie, której przecież od zawsze nie znosiła. A Ashton? Wydawać by się mogło, że to typowy zarozumiały kapitan, na którego lecą wszystkie dziewczyny, lecz w rzeczywistości jest rodzinnym i kochanym chłopakiem, który zrobi dla najbliższych wszystko. I mimo że jego wybory nie zawsze były najlepsze, wiedział, kiedy trzeba przeprosić i naprawić swoje błędy. Ashton był uparty i nie poddawał się w dążeniu do tego, aby dziewczyna go polubiła i zobaczyła w nim kogoś więcej niż tylko koszykarza. Dawno nie czytałam o tak zdrowych relacjach głównych bohaterów z rodzicami. Oboje mieli w nich ogromne wsparcie i zawsze mogli na nich liczyć. Przyjaciele Astrid i Ashtona dodawali tej historii humoru, a ich relacje pokazywały, że przyjaźń może być piękną więzią opartą na wsparciu i pomocy, kiedy jest ona potrzebna. Jeśli macie ochotę przeczytać zwyczajną, lekką historię o utalentowanych bohaterach, presji, marzeniach, a przy tym o rodzącym się uczuciu pomiędzy dwójką ludzi, którzy od zawsze ze sobą rywalizowali, to sięgnijcie po „The Perfect Match”.

Oczarowane.literacko Skrochocka Karolina

Ajurweda na co dzień. Diagnoza i sztuka świadomego życia

Recenzja: Już od pierwszych stron pokazuje ją jako sposób patrzenia na człowieka, naturę i codzienne życie przez pryzmat harmonii, równowagi i wzajemnych zależności. Szczególnie zaciekawiło mnie odejście od prostego podziału na „zdrowie” i „chorobę”. Ajurweda przedstawiona jest tutaj jako spojrzenie na życie w ciągłym procesie, w którym znaczenie mają nie tylko ciało, ale również umysł, doświadczenia, emocje i sposób, w jaki odbieramy świat. . W książce pojawiają się też pojęcia takie jak dosze, guny, smaki, elementy czy ajurwedyjskie podejście do odżywiania. Autor/Autorka zapowiada ich wyjaśnienie bez sprowadzania ich wyłącznie do sztywnych etykiet, raczej jako wskazówki pomagające lepiej rozumieć siebie. Super, że autor rozwija też temat tradycyjnej diagnostyki ajurwedyjskiej i nie rzuca nas od razu na głęboką wodę. Zamiast suchego testu dostajemy fajne wyjaśnienie starożytnych metod: od zwykłej obserwacji ciała (darshana), przez dotyk i uproszczone badanie tętna (sparshana), aż po wywiad o naszym śnie i nawykach (prashna). Dzięki temu cały ten kwestionariusz ma sens i czuć, że stoi za nim konkretna, solidna wiedza. Kolejny plus za to, że autor rozwija temat suplementacji dla konkretnych typów konstytucyjnych, opisując na przykładzie doszy Kapha preparaty o działaniu rozgrzewającym i podkręcającym metabolizm. Zamiast ogólników dostajemy konkretną i świetnie wyjaśnioną listę klasyków ajurwedy, wśród których znajdziemy ostry miks imbiru i pieprzu Trikatu idealny na pobudzenie ognia trawiennego, oczyszczającą z toksyn żywicę Guggul oraz słynną Triphalę wraz z jej składnikiem Bibhitaki, która świetnie radzi sobie z ociężałością i leniwym trawieniem. 

brokatowe.strony Tomiak Karolina

Kalendarz Create Yourself 2027

Są takie kalendarze, które pomagają tylko sprawdzić, jaki mamy dzień. I są też takie, które sprawiają, że zaczynamy zastanawiać się, co właściwie chcemy z tym dniem zrobić. Kalendarz Create Yourself 2027 Mateusza Grzesiaka to połączenie planera, rozwoju osobistego i codziennej dawki refleksji. Każdy miesiąc skupia się na innym obszarze życia - od planowania, przez finanse i relacje, aż po duchowość czy uczenie się. Do tego mamy cytaty, wiedzę i ćwiczenia, które można naprawdę przełożyć na codzienne życie. Podoba mi się przede wszystkim to, że nie jest to kolejny kalendarz, który po kilku tygodniach ląduje w szufladzie. Zachęca do zatrzymania się, uporządkowania myśli i świadomego przyjrzenia się swoim celom. 464 strony, twarda oprawa i cały rok pracy nad sobą, brzmi jak coś więcej niż zwykły kalendarz. 📖✨ Jeśli lubicie planować, ale jednocześnie chcecie, żeby planowanie prowadziło do czegoś więcej, Create Yourself 2027 może Was zainteresować.

Zimnarecenzuje Zimna Katarzyna