Recenzje
Pod maską kłamstw
To już moja kolejna przeczytana książka od Kingi i z każdą kolejną zakochuję się w jej twórczości jeszcze bardziej. Kocham jej styl pisania - jest lekki, przyjemny, a jednocześnie bardzo angażuje. Nie było momentu, w którym czułabym się znudzona fabułą, bo co chwilę pojawiały się ciekawe elementy. Byłam tak bardzo zajęta poznawaniem dalszych losów Hayley i Ryana, że nawet nie zauważyłam, kiedy dobrnęłam do końca. Uwielbiam kreację tych bohaterów! Hayley to kobieta, która już na pierwszych stronach wzbudziła moją sympatię. Znalazła się w ciężkim położeniu w swoim życiu, ale walczyła z całych sił, by rozwiązać wszystkie problemy. Podjęła decyzję o powrocie do Nowego Jorku, do miasta, którego nienawidziła, ale wróciła tam, bo wiedziała, że inaczej nie będzie w stanie ruszyć dalej. Była inteligentną kobietą - wiedziała, że musi poświęcić coś aby wyjść na prostą. Jest to postać zdeterminowana, odważna, ale jednocześnie pełna wrażliwości i z dobrym sercem. Nie ma rzeczy, która zniechęciłaby mnie do tej dziewczyny. Ryan to skomplikowana postać. Bardzo mnie zaintrygował, od samego początku był otoczony aurą tajemniczości. Bawiło mnie to, jak dokuczał Hayley i jak wystawiał ją na próby. Moment, w którym kazał jej zrecenzować zabawki erotyczne? KOCHAM! Śmiałam się wtedy do łez. Czasami miałam ochotę mu coś zrobić, ale z drugiej strony nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Z pozoru jest twardym, aroganckim mężczyzną, ale pod tą skorupą ukrywa się ciepły, troskliwy i momentami uroczy chłopak. Relacja między nimi jest poprowadzona w niesamowity i przykuwający uwagę sposób. Autorka stopniowo wprowadzała do ich więzi uczucie, by ta rozwijała się bardzo powoli. Powoli obdarzali siebie zaufaniem, kierowali wobec siebie drobne gesty, które rozczulały moje serce. Ogromny plus za to, że to wszystko zostało napisane w naturalny, niewymuszony sposób, przez co podczas każdej bliższej sceny między nimi wyczuwalne było napięcie i pożądanie. Kinga w świetny sposób manipulowała bohaterami, ale również mną. Podczas pewnej sceny byłam pełna zachwytu, miałam ochotę się śmiać, aby po chwili to wszystko przerodziło się w płacz przez to, co się tam wydarzyło. Pojawiło się mnóstwo momentów pełnych smutku, a ja odczuwałam to na własnej skórze tak bardzo, że czułam się jakbym sama brała udział w tej historii. Mimo, że to naprawdę krótka pozycja, to tempo jest dużym plusem. Nie było tutaj żadnego przeciągania scen czy niepotrzebnych opisów. Dostałam konkrety, które były przeplatane ze zwrotami akcji. Pojawiły się różne nieporozumienia, komplikacje czy kłótnie, które pobudzały moją ciekawość, a wtedy już kompletnie nie mogłam odłożyć tej książki. Spicy elementy bardzo mnie zaskoczyły, ponieważ były rozegrane w subtelny sposób, co idealnie pasowało do tej dwójki. Były świetnym dodatkiem do historii. Jeśli szukacie lekkiej i krótkiej książki, która pobudzi wasze wszystkie zmysły, to koniecznie sięgnijcie po "Pod maską kłamstw". 5/5
Echo potępienia
„Echo potępienia” to moje pierwsze zetknięcie z twórczością autorki. Już sam opis książki bardzo mnie zainteresował. Na co dzień rzadko sięgam po fantastykę i wcześniej nie spotkałam się z powieścią skupioną wokół aniołów i demonów. Była to dla mnie spora odmiana, ale wspominam ją bardzo pozytywnie. Poznajemy Emily - główną bohaterkę, która na co dzień pracuje jako dziennikarka i prowadzi raczej spokojne, uporządkowane życie. Wszystko jednak nagle wywraca się do góry nogami w chwili, gdy na jej ciele z dnia na dzień pojawia się tajemnicze znamię. Od tego momentu wszystko się zmienia - koszmary zaczynają przenikać do rzeczywistości, w otoczeniu Emily dochodzi do morderstw podejrzanie powiązanych z niewyjaśnioną śmiercią ojca. Dziewczyna postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i próbując, zrozumieć kto stoi za morderstwami, przekonuje się, że sytuacja jest o wiele cięższa i poważniejsza niż się spodziewała. Fabuła dość niespodziewanie szybko mnie oczarowała - już od pierwszych stron nie mogłam się oderwać, ponieważ autorka nie skupiła się na zwykłym, codziennym życiu bohaterki, lecz od razu na nagłych zmianach, które wszystko komplikowały. Świat, który autorka wykreowała, okazuje się niezwykle nieprzewidywalny i z każdą kolejną stroną odkrywałam coraz więcej zaskakujących, a czasem wręcz szokujących elementów. Bardzo spodobało mi się również to, że historia została przedstawiona z różnych perspektyw - ludzi, aniołów oraz upadłych aniołów. Dzięki temu możemy dostrzec, że nie są oni wyłącznie prostym symbolem dobra i zła. Autorka świetnie pokazuje, jak odmiennie wygląda rzeczywistość z punktu widzenia każdej z tych postaci. Książka, choć rozpoczyna się dość spokojnie i ponuro, stopniowo nabiera tempa, aż do samego końca, który całkowicie zmiótł mnie z planszy i pozostawił w szoku z wieloma pytaniami. Szczególnie spodobało mi się to, w jaki sposób autorka buduje napięcie. Każda kolejna strona przynosiła nowe wydarzenia, akcja stawała się coraz bardziej nieprzewidywalna, a emocje narastały, dzięki czemu przywiązywałam się coraz mocniej do głównych bohaterów. Fabuła nie jest mocno skupiona na relacji romantycznej Emily i Nathanaela, jednak widać, że ich więź odgrywa bardzo istotną rolę w całej historii, o której się dowiecie, gdy sami przeczytacie książkę. Podobało mi się to, że autorka nie przesadziła z wątkiem romantycznym, ale wplotła go w fabułę w taki sposób, że stał się jej naturalnym i ważnym dopełnieniem. Minusem była dla mnie narracja trzecioosobowa, która sprawiła, że momentami trudniej było mi w pełni wczuć się w emocje bohaterów. Dodatkowo autorka momentami niekiedy dodawała opisy, które według mnie nie były potrzebne, niewiele wnosiły do akcji, spowalniały tempo czytania. Nie mogę zaprzeczyć, że autorka prawdopodobnie celowo zostawiła sporo tajemnic, by zbudować napięcie przed kolejną częścią, ale przez ten brak odpowiedzi moja ciekawość tylko bardziej rośnie. Z jednej strony trochę mnie to frustruję a z drugiej, sprawia, że mocniej wyczekuje następnego tomu. Najchętniej sięgnęłabym po niego od razu, bo naprawdę chciałabym już poznać wszystkie brakujące elementy tej mrocznej układanki. Podsumowując, była to fantastyka, która totalnie mnie wciągnęła. Dostałam w niej prawie wszystko, czego oczekuję od książek tego gatunku: ciekawą fabułę, bohaterów, których naprawdę da się polubić (i którzy potrafią pokazać siłę), interesujące i inne motywy, tajemnice i trochę mroku. Gdyby ktoś zapytał mnie, czy polecam tę lekturę, bez dwóch zdań powiedziałabym tak! W dodatku uważam, że świetnie sprawdziłaby się na dużym ekranie, czuję, że taka ekranizacja mogłaby pozytywnie rozwalić internet. Teraz pozostaję mi czekać na drugi tam, a wam również życzę świetnej lektury!
Echo potępienia
„Czasem blask anioła bywa mroczniejszy niż cień demona…” Emily budzi się pewnego dnia z tajemniczym znamieniem na ciele - symbolem, który zna z własnych koszmarów. Ślad wydaje się nieść odpowiedzi na pytania, które dręczyły ją od lat: o śmierć ojca, o sny, w których ziemia drży, a cienie szepczą jej imię. Ale wraz z pojawieniem się znaku, świat Emily zaczyna pękać na kawałki. Do świata ludzi przybywają anioły. Nie są jednak tym, czego się spodziewamy - nie stróżami ani opiekunami, lecz niepokojącą zagadką. Ich blask fascynuje i kusi, ale kryje w sobie tajemnicę groźniejszą, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Emily, rozdarta między światłem a mrokiem, wyrusza na poszukiwanie prawdy, która może być dla niej wybawieniem… albo wiecznym potępieniem. �� Moje wrażenia: „Echo potępienia” to historia, która wciąga już od pierwszych stron swoim mrocznym, dusznym klimatem i pytaniami, które nie pozwalają zasnąć. K.E. December świetnie bawi się kontrastami - anioły nie są tu czystymi istotami światła, a cienie nie zawsze niosą zło. To opowieść o przeznaczeniu, które budzi grozę i fascynację jednocześnie, o walce z własnym lękiem i o miłości, która może rozświetlić nawet najciemniejsze zakamarki duszy. Uwielbiam to, jak autorka łączy elementy thrillera paranormalnego z subtelnym romansem - uczucie rodzi się w cieniu zagrożenia, a każda strona to mieszanka niepewności, pożądania i strachu. To zdecydowanie nie jest lekka opowiastka o aniołach - to mroczna podróż w głąb tego, co nieznane i niebezpieczne. ✨ Dlaczego warto przeczytać? ✔️ dla niepowtarzalnej atmosfery balansującej między snem a koszmarem, ✔️ dla bohaterki, której determinacja i lęk tworzą elektryzującą mieszankę, ✔️ dla fanów romansów z mrocznym twistem, gdzie światło i cień walczą o serce człowieka. �� Moja ocena: 8,5/10 - mroczna, emocjonalna, pełna napięcia zapowiedź trylogii, która obiecuje jeszcze więcej tajemnic i dramatów. „Cienie szepczą jej imię. Anioły nie są zbawieniem. A echo przeszłości brzmi jak wyrok…”
Furia psychopaty
Furia psychopaty Chociaż na początku nie pokładałam w tej książce dużych nadziei tak teraz po przeczytaniu wiem, że to było błędne, bo historia zawarta w tej książce bardzo mnie porwała. Była naprawdę, wciągając i interesująca. A nie byłam do niej przekonana, dlatego że moja relacja z książkami, które zawierają romans mafijnych jest dość skomplikowana, ponieważ z jeden strony kocham książki tego typu, ale z drugiej mam wrażenie, że wszystkie one są takie same. Takie też miałam na początku wrażenie z tą książką. Chciałam ją przeczytać ze względu na to, że lubię taki motyw, ale nie nastawiłam się za bardzo, bo czułam, że nic mnie tu nie zaskoczy i będzie to kolejna taka sama historia. Jednak, jak się okazało z każdym kolejnym rozdziałem byłam w błędzie. Bo ta historia chodź na początku podobna do innych okazał się zupełnie inna. I na nowo dzięki niej pokochałam motyw mafijny. Historia była naprawdę poruszająca, trzymająca w napięciu i bardzo wciągająca. Książka opowiada o głównej bohaterce Juli, która przez ojca zostaje zmuszona do zamieszkania z obcym mężczyzną w ramach zapłaty za długi ojca. Jej oprawca okazuje się mężczyzną, który ma wielkie udziały w mafii. Jestem one bezwzględny i pragnie zemsty na ojcu poprawnej dziewczyny. Nie spodziewa się jednak, że oprócz zemsty poczuje inne uczucia do Julii, które nieco skomplikują sprawy. Między bohaterami zaczyna dochodzić do zbliżeń i zaczynaj rozumieć, że łączy ich coś więcej. Niestety niedługo będzie dane im się nacieszyć uczuciami, ponieważ przeszkody, jakie będą musieli pokonać okażą się bardzo ciężkie. Uważam, że książka jest warta przeczytania i zapoznania się z dokładnymi losami naszych bohaterów, jak i poznania jej zakończenia. Zdecydowanie mogę polecić tę książkę i z czystym sumieniem przyznać jej 5 gwiazdek. Pokochałam tę historię i uważam, że jest to najlepszy romans mafijny, jaki czytałam do tej pory.
Sklep dla samotnych serc. Riverside Lane #1
„Wiedziałam, że kiedy tutaj przyjedziesz, wszystko zmieni się na lepsze”. Kiedy coś się kończy… Nowy początek? Tylko gdzie zacząć? Cicha i spokojna wieś w Anglii. Kilka samotnych serc. On. I jeden mały sklep na Riverside Lane. Czy Cranbridge wypuści ją ze swych objęć? „Sklep dla samotnych serc” nie jest książką, która porywa i zaskakuje. Nie… To książka, przy której się odpoczywa. Ma w sobie całą masę spokoju i ciepła, a także prawdy. Pokazuje, że w swojej samotności wcale nie jesteśmy sami. Żałoba, choroba, niepewność, zagubienie, niemoc… Są ludzie tacy jak my. Możemy ich spotkać na ulicy, w domu obok, pobliskim sklepie lub książce, takiej jak ta. Samotność powoli znika, a pojawia się nadzieja i to jest naprawdę ważne. Czasem potrzebujemy właśnie takiej historii, wcale nie przyspieszonego bicia serca i rumieńców, a spokoju i ciepła. Historie, takie jak ta Amber i Josha, czyta się w jesienny deszczowy dzień pod kocem i przy zapalonych świecach lub kominku. Przytulasz kubek z ciepłą herbatą, słuchasz deszczu bębniącego w szyby i czytasz, tak po prostu. Jeden wieczór, kilka uśmiechów i spokój, którego tak pragniemy. Tylko tyle. A może aż tyle? Jest to opowieść nie tylko o miłości, a o przemianie, niespełnionych marzeniach, samotności, empatii, życzliwości i pracy. Ten malutki sklep powoli zmieniał nie tylko swój wygląd, ale także relacje ludzi w nim przebywających. Niektóre serca przestały być samotne, szkice ożyły, a przyjaźń powoli przeradzała się w coś więcej. Wątek romantyczny był bardzo delikatny i nieśmiały. Pierwsze spotkanie po latach sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Później czułam ciepło w sercu. Wsparcie, szalone pomysły, przyjaźń i niepewność. To było urocze. Ona potrzebowała tego sklepu, a on potrzebował jej… Czy kiedyś to dostrzegą? Polubiłam tą urokliwą i klimatyczną wioskę Cranbirdge oraz jej ciekawych mieszkańców. Tak jak główna bohaterka chyba po prostu potrzebowałam odwiedzić to miejsce, a nawet o tym nie wiedziałam. Nie miałam żadnych oczekiwań. Pochłonęłam tę sympatyczną historię w trzy godziny, odpoczęłam i sporo się uśmiechałam. Cieszę się, że ją poznałam. Z przyjemnością sięgnę po kolejne książki z serii „Riverside Lane”. Polecam!