Recenzje
Poznaj swoją złość, Pinku! Książka o złości i innych emocjach dla dzieci i dla rodziców trochę też
Pinku to sympatyczny bohater z jednym spiczastym uchem i drugim okrągłym. Chodzi do trzeciej klasy i ma trójkę najlepszych przyjaciół - Bingo, Leo i Lulkę. To właśnie z nimi przeżywa różne emocje - zarówno te przyjemne, jak i trudne. W tej części Pinku bliżej przygląda się złości. Towarzyszy mu mama, która zadaje ważne pytania i pomaga zrozumieć, co się dzieje w sercu i w głowie stworka. Każde opowiadanie kończy się zadaniami do samodzielnego wykonania, które uczą, jak radzić sobie z emocjami w praktyce. Czego dowie się czytelnik dzięki Pinkowi? 🩵że każda emocja jest ważna, 💙że to, co inni o nas mówią, nie zawsze jest prawdą, 🩵że przerwa w chwili złości pomaga się uspokoić, 💙że można nad nią panować, wracając do równowagi, 🩵że warto troszczyć się o siebie, 💙że złość bywa motywacją do działania i walki o swoje, 🩵czym jest empatia, 💙jak myśli wpływają na emocje, 🩵że czasem ktoś specjalnie próbuje nas zdenerwować - i można po prostu to zignorować, 💙że strata również może powodować złość, 🩵że radość sprawia, iż łatwiej poradzić sobie z trudnymi emocjami. Książka zawiera 16 opowiadań, pełnych sytuacji bliskich dzieciom, dzięki czemu łatwo im się z nimi utożsamić. To nie tylko lektura, ale i przestrzeń do wyrażania własnych emocji i przemyśleń. Seria o Pinku wspiera dzieci w nauce rozumienia siebie i swoich uczuć, a całość dopełniają kolorowe, ciepłe ilustracje, które zachwycą każdego czytelnika.
Sklep dla samotnych serc. Riverside Lane #1
🍂„Sklep dla samotnych serc” opowiada historię Amber, która po zwolnieniu z pracy w Nowym Jorku postanawia wrócić do rodziców. Po drodze odwiedza jednak swoją chrzestną Cathy w urokliwym Cranbridge w Anglii. Tam ponownie spotyka jej syna, Josha, i decyduje się zostać na dłużej, by pomóc im w prowadzeniu sklepu. 🍂Historia wciąga od pierwszych stron, choć akcja rozwija się powoli. Zamiast nagłych zwrotów akcji czy dramatycznych wydarzeń poznajemy przemyślenia bohaterów. Dzięki temu opowieść nabiera lekkiego, sielankowego klimatu, w którym wyraźnie czuć jesień i spokój małej miejscowości. 🍂Uczucie między Amber a Johnem rozwija się powoli i naturalnie. W ich relacji nie ma dramatycznych zwrotów akcji ani kłótni, ale napięcie wyraźnie widać w gestach, spojrzeniach i słowach. Dobrze było przeczytać o takiej spokojnej, dojrzewającej więzi, która wniosła do mojego czytelniczego świata odrobinę świeżości. Zabrakło mi jednak odrobiny odwagi z ich strony oraz wyraźniejszego okazywania uczuć drugiej osobie 🍂To romans dla osób, które nie przepadają za scenami erotycznymi. Tutaj ich nie znajdziemy i moim zdaniem to także jest zaletą. Autorka pokazuje, że miłość można ukazać bez takich opisów. 🍂Książka doskonale pasuje do jesiennego klimatu. Podczas lektury można poczuć atmosferę tej pory roku, dlatego to idealna propozycja na długie, spokojne wieczory. Ja bawiłam się przy niej bardzo dobrze i chętnie polecam ją wam do przeczytania. Ocena: 7/10
The ASMR (Arrogant-Sexy-Messy-Roommate)
The ASMR (Arrogant-Sexy-Messy-Roommate)
Książka jest przedstawiona w książkowych mediach, jako komedia romantyczna idealna na jesienne wieczory z przedstawieniem black cat girl & golden retriever boy energy. A żeby tak się stało, to musi być jakiś początek. Wszystko rozpoczyna się od jednego planu, który na samym wstępie książki, jest już od tygodnia w działaniu. Otóż wspomniana Parker ma zamieszkać razem z jej przyjaciółką Jordan w jednym domu, a bardziej Parker ma zająć parter jednego mieszkania, a Jordan będzie piętro wyżej. Jak wiadomo, oprócz planu głównego trzeba mieć też plan awaryjny. Na wszelki wypadek, gdyby jedna z dziewczyn na przykład dostała się na Harvard, a nie chciałaby zostawiać drugiej samej z płaceniem czynszu. Jordie, bo o niej mowa, wiedząc, że nie może zostawić przyjaciółki samej, znajduje na jej miejsce godnego według niej kandydata. Jest nim jej przyjaciel z dzieciństwa - Cameron Payne. Myślicie, że będzie szło jak po maśle i od razu się zaprzyjaźnią? No cóż, to nie koncert życzeń, a pierwsze ich spotkanie to akcja-reakcja bohatera. Chłopak jednego dnia wprowadza się do siebie i kiedy chce na spokojnie przywitać się z nową współlokatorką- a w kolejnej sekundzie, wpada do mieszkania Parker, kiedy czuje unoszący się właśnie stamtąd smród spalenizny. Dziewczyna chciała na tę okazję zrobić ciasto, ale źle wymierzyła czas i jej drzemka przewyższyła czas pieczenia ciasta w piekarniku. No to co, pierwsze spotkanie mamy za sobą... Oczywiste jest, że potem zaczyna się dziać jeszcze więcej akcji. Czytając książkę, niekiedy czułam, że to bardziej turecka telenowela (wątek z mamą Parker) niż komedię romantyczną. Muszę powiedzieć, że na początku nie czułam do końca, że to jest dobry tytuł dla mnie i nie sądzę, by to wynikało z bohaterów, tylko z moich upodobań po prostu. Na szczęście później znalazłam małą nić porozumienia, żeby potem polubić się z nią. Zarówno Cameron, jak i Parker byli dobrze przedstawieni, było od nich czuć tę energię pokroju black cat u Parker i golden retriever u Camerona. Chociaż jedna sytuacja ze spotkaniem jego rodziny, cóż trochę mnie to zirytowało, że tak się chwalił lektorką, jakich książek jest Parker, ale kiedy jego brat chciał poznać tytuły, to już nie chciał dać, bo miały być jego. To było dziwne zagranie nawet jak na Camerona, bo rozumiem, że on przepadł dla Parker i chciał się pochwalić przed rodziną, ale audiobooki (przynajmniej te nagrane wcześniej przez Parker) są ogólnodostępne, więc nie może ot tak zagrozić swojemu bratu. Pomimo tego, przepadł dla tej dziewczyny i starał się być dla niej wszystkim i że nigdzie nie , co praktycznie robił, sprzątając mieszkanie, gotując, stając w jej obronie przy jej rodzinie i pokazując, że Parker jest wystarczająca dla niego, czy wymyślając coraz to nowsze słodkich określeń dla Parker. O miejscach honorowych powiem na końcu. Jeśli miałabym wybierać, kto jest moim ulubieńcem, wybrałabym Camerona, ale Parker była tuż za nim. Na początku szczerze się przyznam, nie przywykłam do jej zachowania, ale z czasem widać było co w niej siedzi. Możliwie, że już byłam lekko uprzedzona do niej, ponieważ jakaś jej część bardzo mnie uderzyła w przenośni. Jednakże nadal to Parker moim zdaniem naprawdę przeszła ogromną zmianę myślenia w książce i jest już w stanie wierzyć, że ktoś ją może pokochać jej chaos. Muszę też wspomnieć o przeszłości Camerona i dlaczego to on zamieszkał obok Parker. Dowiadujemy się trudnych rzeczy, np. jak musiał sobie radzić przez toksyczne działania jednej osoby w książce. Problem nie tyle, co stalkingu, co takiego zabierania przestrzeni drugiej osoby w sposób, który został nam zrzucony w The ASMR to problem, którego nie można bagatelizować, czy robić z tego żartów, ponieważ jest to uciążliwy problem, który zmienia ofiarę w ciągły stan zaalarmowania. Styl pisania jest lekki i przejrzysty. Idąc dalej z fabułą, mój humor powoli łączył się z humorem zawartym w książce. Zawarty został też kontrast pomiędzy wypowiadaniem się Parker czy Camerona, a właśnie rodziną Parker (chodzi o jej mamę i jej upodobania religijne). Widać tej jesienny klimat i własnie tą pracę Parker jako lektorki audiobooków i twórczyni filmów ASMR i przyznam, że fajnie było czytać coś w takim wykonaniu. Zwłaszcza kiedy Cameron obiecał wpaść na nagrania do Parker, a ona wzięła udział w filmowaniu ujęcia na kanał Camerona, który sam uprawia kalistenikę. Same jego filmy są w szczytnym celu, aby pomagać ludziom w takim wzięciu się za siebie, to tylko my możemy zmienić nawyki, które później dadzą rezultat. Nie tylko ze zdrowym ciałem, ale też i zdrowym umysłem. Co mogę jeszcze dodać to, że rzeczywiście ta relacja była zdrowa, oczywiście biorąc pod uwagę, że był to udawany związek (przez mamę Parker), ale nadal nie było czuć takich negatywnych emocji, takich naprawdę negatywnych, a nie takich własnych humorach i żartach.
Samochodem na weekend z Polski
Nie każda książka podróżnicza zaczyna się od pytania: „A może by tak gdzieś pojechać… ale bez stresu, bez lotniska, bez tłumów?” — ale ta właśnie tak. „Samochodem na weekend z Polski” to przewodnik dla tych, którzy nie chcą już słuchać znajomych opowiadających o swoich spontanicznych wypadach do Rumunii, tylko sami chcą wreszcie ruszyć w trasę. I najlepiej zrobić to bez konieczności tłumaczenia się komukolwiek. Autor, Patryk Korbel, nie sili się na poetyckie opisy ani filozoficzne rozważania o sensie podróży. Zamiast tego dostajemy konkret: dziewięć krajów, które można odwiedzić w jeden weekend, jeśli tylko ma się sprawne auto, trochę wolnego czasu i odrobinę odwagi. Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Austria, Litwa, Łotwa i Estonia — brzmi jak lista z lekcji geografii, ale w tej książce to gotowe scenariusze podróży. Każdy z nich opisany jest z taką dokładnością, że nawet najbardziej zagubiony kierowca powinien dotrzeć do celu. O ile nie zapomni ładowarki do telefonu, bo wtedy nawet najlepszy przewodnik nie pomoże. Nie da się ukryć, że książka ma charakter praktyczny. To nie jest lektura do poduszki, chyba że planujesz zasnąć z myślą o tym, czy masz w aucie trójkąt ostrzegawczy. Autor podpowiada, co warto mieć w schowku, jak przygotować się na ewentualne awarie, gdzie można spać „na dziko”, a gdzie lepiej zarezerwować nocleg. I robi to bez zbędnego moralizowania, za to z dużą dawką zdrowego rozsądku. Dla kogoś, kto pierwszy raz rusza za granicę bez biura podróży, to jak złota mapa — tylko bez błyszczącej okładki. A skoro już mowa o zdjęciach — są. I to całkiem dobre. Nieprzesadzone, nieprzefiltrowane, ale takie, które naprawdę oddają klimat miejsc. Widzisz zamek w Rumunii i myślisz: „Chcę tam być”. Patrzysz na mokradła w Estonii i czujesz, że to miejsce ma duszę. Fotografie nie są tylko ozdobą — są częścią opowieści. Pokazują, że Europa tuż za naszą granicą jest różnorodna, piękna i dostępna. Nawet jeśli czasem trzeba przejechać przez kilka godzin przez las, żeby to zobaczyć. Jeśli marzysz o podróży, ale boisz się, że zgubisz się na słowackiej wsi — ta książka jest dla Ciebie. Jeśli chcesz mieć kontrolę nad trasą, budżetem i playlistą w aucie — też dla Ciebie. A jeśli po prostu lubisz wiedzieć, co Cię czeka, zanim ruszysz w drogę — koniecznie przeczytaj. To przewodnik dla ludzi, którzy chcą podróżować po swojemu, ale niekoniecznie po omacku. Dla tych, którzy cenią niezależność, ale nie pogardzą dobrą radą. I dla tych, którzy wiedzą, że czasem warto skręcić w boczną drogę, nawet jeśli nie prowadzi do żadnej atrakcji turystycznej. Czy warto? Warto. Nawet jeśli nie planujesz wyjazdu w najbliższy weekend, ta książka sprawi, że zaczniesz o nim myśleć. A potem sprawdzisz stan oleju, zaplanujesz trasę i ruszysz — może nie od razu, ale z pewnością z większą pewnością siebie. Bo „Samochodem na weekend z Polski” to nie tylko przewodnik. To przypomnienie, że podróżowanie nie musi być skomplikowane. Czasem wystarczy chcieć, mieć sprawne auto i książkę, która podpowie, jak nie skończyć w rowie z mapą w ręku.