ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Frenemy. Przyjaciel czy wróg?

Erika chce się dostać na Stanford jednak potrzebuje do tego stypendium. Nie uczy się wybitnie, nie ma super osiągnięć ani niczego czym mogłaby się wyróżnić jednak pojawia się dla niej szansa. Nowa dyrektorka szkoły oferuje jej stypendium w zamian za "dowody zbrodni" jednego z uczniów. Kuszące, prawda? Zniszczyć komuś życie by osiągnąć swój cel... Wszystko zaczyna się komplikować kiedy Erika poznaje bliżej owego ucznia i stają się sobie bliscy. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak ocenić tę książkę. Niby jest ona ok, ale mam tyle zastrzeżeń wobec głównej bohaterki, że już więcej nie można mieć. Jest ona kreowana na stanowcza, zdecydowana, odważną, a tak naprawdę jest płytkim dzieciakiem żerującym o uwagę rodziców... Nie umniejszam temu problemowi natomiast ja chyba jestem za stara by czytać o tak absurdalnych zachowaniach jakie ona przedstawiała. Fabuła miała dobre i stałe tempo choć miałam problem z wciągnięciem się w tę historię. Z początku bohaterowie można powiedzieć, że się nienawidzą jednak ja bym tego tak nie określiła. To Erika z góry założyła okropne rzeczy o tym chłopaku i od początku traktowała go źle i z góry. Nagle po wiecznych docinkach stają się najlepszymi przyjaciółmi co mnie też zdziwiło kiedy dla "nowej psiapsi" w odstawkę poszedł przyjaciel trwający przy nim od dzieciństwa. No dobra, pierwsza miłość ma swoje prawa... Kolejnym minusem jest to, że fabuła opierała się na jednym wielkim kłamstwie co aż raziło w oczy. Dobrze, że chociaż na koniec Autorka rozwiązała tę sprawę szczerą rozmową. Tylko czy nastolatki do których skierowana jest ta historia to zrozumieją? Mam duże wątpliwości odnośnie tej lektury...

recenzje_na_kolkach Gałek Agnieszka

I will wait for you

To spokojna, emocjonalna historia o uczuciach, tęsknocie i czekaniu. Nie ma tu dużo dynamicznej akcji, ale to wcale nie przeszkadza — największą siłą książki są emocje i klimat. Relacje są pokazane w bardzo naturalny sposób, bez przesadnego idealizowania, dzięki czemu wszystko wydaje się bardziej prawdziwe. Styl jest lekki i przyjemny, a jednocześnie potrafi poruszyć w tych cichszych momentach. To książka, którą czyta się spokojnie, bardziej dla klimatu i refleksji niż dla samej fabuły — i właśnie dlatego zostaje w głowie na dłużej.

peaches..smile Siecińska Roksana

Redemption of Sins

Jeśli miałabym opisać "Redemption of Sins" jednym zdaniem, powiedziałabym, że jest to o historia, która chce złamać ci serce, ale robi to trochę zbyt delikatnie, jakby bała się zostawić po sobie prawdziwy ślad. To trzeci tom serii, który wyraźnie skręca w inną stronę, zamiast lodowisk i sportowych emocji dostajemy szpitalne korytarze, wojenne wspomnienia i ludzi, którzy próbują poskładać się na nowo. Killian wraca z wojny bardziej jako cień samego siebie niż bohater, a Kiara od lat ratuje innych, choć sama niekoniecznie wie, jak poradzić sobie z własną przeszłością. I gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze niedokończona historia ich miłości. Brzmi intensywnie? Bo takie właśnie powinno być. I tu zaczyna się mały zgrzyt. Największą siłą tej książki są emocje, ale nie te wielkie, dramatyczne wybuchy, tylko te ciche, ukryte między słowami. Najbardziej poruszył mnie wątek małej Skye. To właśnie ona kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Jej historia jest surowa, momentami wręcz niewygodna, ale jednocześnie niesamowicie ludzka. To jeden z tych elementów, które zostają w głowie na długo po zamknięciu książki. Relacja Kiary i Killiana? Spokojniejsza, niż można by się spodziewać. I to akurat działa na plus, zamiast niekończących się dramatów dostajemy rozmowy. Normalne, potrzebne, momentami bardzo dojrzałe. Problem w tym, że trochę brakuje tu iskry. Niby wszystko jest na miejscu, ale trudno złapać z nimi głębszą więź. Mam też wrażenie, że ta historia próbuje złapać zbyt wiele srok za ogon. Wojna, trauma, strata, drugie szanse, relacje rodzinne, praca socjalna, to wszystko aż prosi się o rozwinięcie. A tutaj dostajemy raczej szkice niż pełne obrazy. Wątki pojawiają się, zarysowują i zanim zdążą wybrzmieć, to już znikają gdzieś w tle. Efekt? Czyta się szybko, płynnie i bez większego wysiłku, ale równie szybko ta historia gdzieś się rozmywa. Nie znaczy to, że to zła książka. Wręcz przeciwnie, ma w sobie coś „otulającego”. To taki typ historii, który dobrze sprawdzi się wieczorem, kiedy nie masz siły na ciężkie, przytłaczające lektury, ale nadal chcesz poczuć coś więcej niż tylko lekką rozrywkę. Szkoda tylko, że przy odrobinie większej objętości i głębi mogłaby być naprawdę mocna. To książka z ogromnym potencjałem, kilkoma naprawdę poruszającymi momentami i bohaterami, których da się polubić, ale trudno pokochać. Jeśli lubisz historie o drugich szansach i emocjach podanych w przystępnej formie, to warto spróbować. Jeśli jednak szukasz czegoś, co rozbije cię na kawałki, możesz poczuć lekki niedosyt

Bookparadise.pl Natalia Zaczkiewicz

Suma wszystkich strat. Jak ukształtowało cię dzieciństwo

„Suma wszystkich strat...” to pozycja, z której dowiadujemy się o wpływie doświadczeń z dzieciństwa na nasze dorosłe życie i relacje oraz poznajemy więź między ciałem i emocjami a tworzeniem się mechanizmów obronnych. „Twój charakter to nie Ty — to wyuczony w dzieciństwie sposób na przetrwanie. Odkryj, co naprawdę kryje się pod maską codziennych zachowań”. Książka została podzielona na część teoretyczną i praktyczną. Na początku mamy opisy siedmiu stylów wraz z przykładami, jak wygląda życie osoby reprezentującej dany styl. Ta część książki bardzo mi się podobała, bo charakterystyki pomagały lepiej zrozumieć, jak konkretna osoba funkcjonuje w różnych sytuacjach. W każdym rozdziale poznajemy, zarówno mocne, jak i słabe strony osoby reprezentującej dany typ charakteru oraz potencjał, który może w sobie odkryć. Na końcu każdego rozdziału znajduje się quiz z komentarzem do jego wyników, dzięki któremu możemy sprawdzić, w jakim stopniu odnajdujemy się w danym stylu. To nie jedyne ćwiczenie zawarte w tej książce, ale według mnie najciekawsze. Autorka poświęciła wiele miejsca ćwiczeniom dostosowanym do poszczególnego stylu, których jest całkiem sporo. Wśród nich znalazłam kilka interesujących, a niektóre nie przypadły mi do gustu. Warto wybrać te ćwiczenia, które nas zainteresują, myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Dzięki połączeniu teorii z praktyką książka jest bardziej wartościowa, gdyż poza uświadomieniem pewnych rzeczy pomaga pracować nad sobą bez oceniania i wpędzania w poczucie bycia gorszym. Analizując wszystkie style zawarte w tej książce, odnalazłam w sobie połączenie kilku z nich. Najbardziej pasuje do mnie styl myśliciela, ale łącze w sobie również cechy z kilku innych stylów i jest to normalne. Autorka wspomina, że najczęściej właśnie jesteśmy połączeniem kilku stylów. To moja druga książka od tej autorki i nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo była jeszcze lepsza niż poprzednia. Pani Anna pisze ciekawie, bez oceniania i przekazuje wartościowe informacje, o których jeszcze nigdzie indziej nie czytałam. Książka będzie idealna dla osób zainteresowanych psychologią, takich jak ja, a także tych, którzy chcą lepiej poznać samych siebie, zrozumieć emocje i schematy działania w życiu codziennym. Uważam, że jest to lektura warta przeczytania przez każdego, im więcej wiemy, tym bardziej świadomie postępujemy i lepiej rozumiemy siebie i innych.

Instagram Frelas Sylwia

Uwięzieni w grach relacyjnych. Jak wygrać bliskość

Od początku procesu socjalizacji jesteśmy kształtowani do spełniania czyiś oczekiwań, do przestrzegania norm społecznych, do dostosowywania się do sytuacji, ról społecznych, wartości znaczących dla nas osób. Robimy to zupełnie nieświadomie, by zostać zaakceptowanym, zauważonym, być w relacji. Jednak czyniąc to zabijamy cząstkę siebie- swoje potrzeby, emocje, to, kim naprawdę jesteśmy. "Każdy z nas przyswaja w życiu wzorce i metody postępowania, które mu pokazują, jaką rolę ma do odegrania w życiu i jak ją zagrać (...)." W kontaktach społecznych gramy emocjami, gestami, przekonaniami, tym, co mówimy, słyszymy, myślimy. Gramy role, w które weszliśmy w dzieciństwie według znanych nam wzorców. 📢 "A nie mówiłam?", 📢 "Jestem taki zmęczony", 📢 "Tak, ale...", 📢 "Patrz, co przez ciebie zrobiłem!", 📢 "Gdyby nie ty...", 📢 "Ja tylko...", 📢 "Jestem taki głupi", to tylko kilka przykładów gier, które zna każdy z nas. Mogą mieć one różny przebieg, bo każdy z nas ma inną historię, ale motto gry pozostaje to samo. Podczas rozmów według schematu, czujemy gniew, upokorzenie, splątanie, osamotnienie, przytłoczenie, bezsilność, przekraczanie naszych granic, rozczarowanie, lęk, smutek, rozgoryczenie, żal lub jeszcze inne trudne uczucia. Bo nie możemy być sobą. Nie możemy zaspokoić swoich potrzeb. Udajemy, choć możemy nawet o tym nie wiedzieć. Porażka. Gra komunikacyjna zawsze kończy się porażką dla każdej ze stron. I dopóki nie uświadomimy sobie tego nieświadomego budowania relacji, będziemy wracać do gry, jakbyśmy byli od niej uzależnieni. "Gry (...) pozwalają w bezpieczny sposób próbować odzyskać to, czego w środku tak bardzo pragniemy." Pocieszeniem jest jednak to, że grę można przerwać w każdej chwili. Można też w nią w ogóle nie wchodzić, jeśli wcześniej zauważymy swoje predyspozycje i wrażliwe punkty. Nie musimy grać, by otrzymywać w relacji to, czego potrzebujemy. Będąc świadomym siebie i uważnym na drugiego człowieka możemy odzyskać autentyczność oraz wpływ. W obudzeniu się, wyjściu z utartych schematów, pod którymi kryją się rany z przeszłości może pomóc nam książka "Uwięzieni w grach relacyjnych. Jak wygrać bliskość" cenionej polskiej psycholożki, psychoterapeutki, trenerki empatycznej komunikacji, autorki licznych poradników- Agnieszki Kozak oraz trenera, coacha, autora poradników- Zbigniewa Rećko. Ci Autorzy czerpią z nurtu analizy transakcyjnej Eric'a Berne'a, przedstawiając codzienne rozmowy, jak i sytuacje, które mogą być charakterystyczne dla nas, bądź naszych rozmówców. Czytając tę publikację, możemy skonfrontować się ze swoimi ukrytymi potrzebami, uczuciami, wspomnieniami. Możemy usłyszeć i zobaczyć siebie. "Poszukać nowych słów. To początek tworzenia nowego świata- tworzenia, zamiast odtwarzania gry, która nie daje oddechu." W tej książce, w dwóch grach, odnalazłam siebie. "Uwięzieni w grach relacyjnych" dotknęła moich głębokich ran. Rozdrapała je, bolało okropnie. Aż musiałam wziąć kartkę i długopis i wyrzucić z siebie emocje. Tradycyjnie też, notowałam wszystko, co dla mnie ważne- mnóstwo się tego zebrało! Lektura jednak wraz z pojawiającą się świadomością oczyściły te brudy, które zostały z przeszłości, by nastąpił proces zdrowienia. Jeszcze nie wiem, czy zostaną blizny... Pewnie tak, bo rany były głębokie. Ale może już nie będzie tak boleć... A Ty, w jaką grę jesteś uwikłany, uwikłana?

odkrywczamama.blogspot.com Agata Kujawska