ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Dług Josephine. W kajdanach lojalności

Przychodzę do Was z recenzją kolejnego tomu serii Pozorów od Moniki Rutki. Tak szczerze Wam powiem, że nie miałam dużych oczekiwań i w sumie nie cieszyłam się, aż tak bardzo na tę premierę, ponieważ liczyłam na kontynuację historii Grace i Damiena. Jednakże po kilku wcześniej opublikowanych fragmentach, bardzo się podekscytowałam tą częścią i zaczynając ją byłam jej ciekawa. Główna bohaterka jest silną i inspirującą postacią. Bardzo ją polubiłam i miło mi się ją czytało. Z kolei James to dla mnie tajemnica, jest to bohater, od którego bije wyrafinowanie i spokój, jednak niektóre karty już odkrył przed Josephine, a ja czekam na całą talię. Odkrywanie coraz nowych sekretów i intryg napędza książkę, a fabuła sama się kręci. Czekam na kolejny tom, bo wiele spraw jest do wyjaśnienia, a zakończenie pozostawiło mnie z otwartą buzią.

Bookstagram.Kamsy Misiuda Kamila

Korona Polskich Gór. Dziennik młodego zdobywcy

Ta książka wywołała we mnie zazdrość 🤣 Jest tak świetna, że sama chętnie wypełniałabym i rozwiązywała te zadania. Całe szczęście zazdrość jest tu tylko uczuciem pobocznym. Czuję ogromną ekscytację, bo nasze górskie wypady będą od teraz jeszcze bardziej wyjątkowe ❤️ Patrzenie na mojego małego piechura, który niestrudzenie pokonuje coraz dłuższe szlaki, sprawia, że czuję ogromną dumę. Myślę, że bez problemu ponownie wejdziemy na Ślężę i Wielką Sowę, żeby móc wbić pieczątki do Dziennika młodego zdobywcy. Ta książka ma wszystko, o czym marzy serce małego zdobywcy: uporządkowane szczyty górskie wraz z informacjami na ich temat, checklistę rzeczy do zabrania w góry, numery alarmowe, miejsce na pieczątki, zadania terenowe, krzyżówki tematyczne, wykreślanki i wiele więcej. Jest po prostu fantastyczna, więc nie będę lała wody, bo zwyczajnie brakuje mi słów. Zachwycam się, a moje wewnętrzne dziecko tańczy 😂❤️

Mama na Planszy Głuszczyk Dorota

Muza rockmana

Sięgając po „Muzę rockmana”, byłam przekonana, że czeka mnie po prostu lekka historia miłosna z muzycznym tłem, taka idealna na jeden, może dwa wieczory. Taka, która umili czas, trochę rozczuli, trochę rozbawi i pozwoli na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Tymczasem dostałam coś o wiele mocniejszego. Prawdziwy rollercoaster emocji, który nie tylko mnie wciągnął, ale też kilka razy autentycznie ścisnął za serce. To jedna z tych książek, które zaczynasz z nastawieniem na przyjemny romans, a kończysz z ciężarem emocji, wzruszeniem i tym nieprzyjemnie pięknym uczuciem, że ta historia została z tobą na dłużej. I przyznam się, uroniłam przy niej kilka łez. To, co zrobiło na mnie największe wrażenie, to fakt, że ta powieść wcale nie jest prostą historią o zakochiwaniu się. Owszem, romans jest tu bardzo ważny, ale pod warstwą przyciągania, rozmów i rodzącego się uczucia kryje się coś znacznie głębszego. To opowieść o tym, jak bardzo nasze życie potrafią naznaczyć decyzje podjęte przez innych ludzi. O tym, że czasem ponosimy konsekwencje cudzych wyborów, cudzych błędów, cudzej słabości i właśnie w tym tkwi największa niesprawiedliwość. Bo można być niewinnym, a mimo to musieć dźwigać ogromny ciężar. Ta książka bardzo mocno pokazuje, że przeszłość nie zawsze należy tylko do tych, którzy ją stworzyli czasem najmocniej uderza w tych, którzy nie mieli na nią żadnego wpływu. Powieść podkreśla, jak bohaterowie muszą zmierzyć się z konsekwencjami decyzji innych osób i z tajemnicami, które rzutują na ich życie. Ogromnie podoba mi się również to, że Penelope potrafi zaskoczyć. Naprawdę nie spodziewałam się tego, co wydarzyło się w tej książce a to, moim zdaniem, jest już spory wyczyn. W czasach, gdy tak wiele romansów opiera się na podobnych schematach, naprawdę trudno mnie czymkolwiek zdziwić. A tutaj? Udało się. To nie jest zwrot akcji wrzucony po to, żeby zaszokować czytelnika. To taki moment, po którym człowiek zatrzymuje się na chwilę i myśli: tego absolutnie się nie spodziewałam. Bohaterowie to kolejny ogromny atut tej książki. Emily Applewood od początku wzbudza sympatię. Jest młoda, ale jednocześnie silna, wrażliwa, naturalna i autentyczna; nie zna świata wielkich gwiazd od podszewki, nie zachwyca się nim bezmyślnie i właśnie dlatego tak dobrze wypada na tle rockowego otoczenia. Jest delikatna, ale nie słaba. Pogubiona, ale nie bezwolna. Jest też dość mocno poturbowana przez życie. Ma jednak w sobie coś bardzo prawdziwego i chyba właśnie dlatego tak łatwo ją polubić. Tristan Daltrey z kolei nie jest tylko stereotypowym rockmanem z plakatu. Owszem, ma wszystko, czego można się spodziewać po gwieździe rocka jest starszy, charyzmatyczny, ma surowy wygląd, tatuaże i charakterystyczny głos, wiele kobiet no i jest obiektem westchnień. Ale jednocześnie jawi się jako ktoś spokojny, dojrzały i bardzo uważny. Nie jest wydmuszką zbudowaną z seksapilu i sławy. To bohater, w którym widać emocjonalną głębię, zmęczenie życiem na pokaz i potrzebę autentycznej więzi z ludźmi, którzy niczego od niego nie chcą. I właśnie dlatego tych dwoje od razu się lubi, a ja, jako czytelniczka od razu lim kibicowałam. Między nimi nie ma tylko fizycznego przyciągania czy typowego dla romansów iskrzenia. Ich relacja rozwija się przez rozmowy, przez obecność, przez wzajemne dostrzeganie w sobie czegoś więcej. Bardzo doceniam też to, że „Muza rockmana” nie opiera się wyłącznie na romantycznych kliszach. To historia o bólu, o tajemnicach, o próbie pogodzenia się z przeszłością, ale też o wybaczeniu i o tym, że bez niego trudno pójść dalej. Autorka pokazuje, jak ważne jest przepracowanie bólu i nauczenie się życia mimo ciężaru przeszłości. I rzeczywiście, ta książka ma w sobie emocjonalną szczerość, której się nie spodziewałam. Podsumowując: spodziewałam się lekkiego romansu, a dostałam historię, która naprawdę mną poruszyła. To książka o miłości, ale nie tylko. To również opowieść o niesprawiedliwości losu, o konsekwencjach cudzych decyzji, o dźwiganiu ciężarów, których wcale nie powinno się nieść. To historia, która zaskakuje, boli i wzrusza, a przy tym daje bohaterów, których naprawdę da się polubić od pierwszych stron. Jeśli ktoś szuka romansu z emocjonalną głębią, tajemnicą i bohaterami, którzy nie są papierowi, to „Muza rockmana” zdecydowanie jest tytułem wartym uwagi.

Zaczytanamadziasta Stanilewicz Magdalena

Vibe coding i przyszłość kodowania. Od programisty do dewelopera ery AI

EM poleca (#58) Addy Osmani „Vibe coding i przyszłość kodowania” autor: Wiesław Seweryn · Opublikowano 10 czerwca 2026 · Zaktualizowano 5 czerwca 2026 Czym jest, a czym nie jest vibe coding? Vibe coding to sposób tworzenia oprogramowania, w którym główną rolę odgrywa współpraca z AI, a nie ręczne pisanie każdej linijki kodu. Zamiast skupiać się na precyzyjnej składni języka programowania, opisujesz intencję, a model generuje kod, który potem poprawiasz, testujesz i rozwijasz. To podejście stało się popularne, bo dobrze pasuje do współczesnych narzędzi programistycznych opartych na dużych modelach językowych. W praktyce oznacza to pracę bardziej skupioną na celu niż na syntaktyce i semantyce języka: TY mówisz, co ma powstać, a AI pomaga dojść do rozwiązania. Na czym polega vibe coding? Vibe coding opiera się na dość luźnym, iteracyjnym procesie dochodzenia do celu. Programista nie musi od razu projektować całej architektury i ręcznie implementować wszystkiego od zera; zamiast tego buduje rozwiązanie krok po kroku, często poprzez krótkie polecenia po polsku lub angielsku, a potem ocenia wynik i kieruje dalszymi zmianami. W takim modelu pracy ważniejsze stają się: opis problemu, umiejętność zadania właściwego pytania modelowi AI, szybkie testowanie wygenerowanego kodu, kontrolowanie jakości tego, co AI na nasz rozkaz stworzyła. Vibe coding i klasyczne programowanie różnią się przede wszystkim tym, kto „prowadzi” proces tworzenia kodu: w klasycznym programowaniu robi to człowiek, a w vibe codingu dużą część implementacji przejmuje AI, a programista steruje kierunkiem pracy poprzez opisy planowanej funkcjonalności i poprawki. W praktyce oznacza to szybszy start, ale też mniejszą bezpośrednią kontrolę nad tym, co powstaje. Skąd się wziął termin vibe coding? Termin spopularyzował Andrej Karpathy, opisując nowy styl pracy z kodem wspomaganym przez AI. Sama idea wyrasta z prostej obserwacji, że coraz więcej pracy programistycznej polega nie tylko na pisaniu kodu, ale też na operowaniu narzędziami, które ten kod współtworzą. To nie jest całkiem nowy pomysł w sensie filozoficznym, bo już wcześniej istniały narzędzia automatyzujące część pracy programisty. Różnica polega na tym, że dzisiejsze modele językowe potrafią tworzyć bardziej złożone fragmenty aplikacji na podstawie naturalnego języka, co znacznie obniża próg wejścia. Jak vibe coding wygląda w praktyce W praktyce vibe coding często zaczyna się od krótkiego opisu zadania, na przykład: „zrób prosty formularz logowania”, „napisz skrypt do czyszczenia plików CSV” albo „stwórz API do zarządzania listą zadań”. Model generuje kod, użytkownik go uruchamia, poprawia, doprecyzowuje wymagania i powtarza cykl. Taki sposób pracy bywa bardzo skuteczny przy: prototypowaniu, małych narzędziach „do użytku wewnętrznego”, projektach hobbystycznych, szybkim sprawdzaniu pomysłu. Przy większych systemach wymaga jednak ostrożności, bo wygenerowany kod może być poprawny tylko częściowo, mieć ukryte błędy albo nie pasować do architektury projektu. Zalety vibe codingu Największą zaletą vibe codingu jest tempo pracy. Można bardzo szybko przejść od pomysłu do działającego prototypu. Drugą zaletą jest niższy próg wejścia. Osoba, która nie zna jeszcze dobrze składni języka, może budować proste narzędzia, ucząc się przy okazji, jak działa kod w danym języku. To bardzo duża zaleta, zwłaszcza w przypadku „młodych” programistów. Trzeci plus to kreatywność: łatwiej eksperymentować, porównywać warianty i testować różne pomysły. Wady i ograniczenia vibe codingu Vibe coding nie zastępuje inżynierii oprogramowania. Bez kontroli kodu łatwo wygenerować coś, co działa tylko „na chwilę”, a później jest trudne do utrzymania, rozwijania albo zabezpieczenia. Najczęście popełniane błedy to: błędy logiczne, przegapione halucynacje modeli, brak spójnej architektury przy tworzeniu większego projektu, problemy z zapewnieniem bezpieczeństwa kodu, Dlatego vibe coding najlepiej traktować jako narzędzie do przyspieszania pracy, a nie jako pełny zamiennik samego programisty. Vibe coding jest świetny do prototypowania, szybkiego budowania narzędzi i eksperymentowania z pomysłami. Klasyczne programowanie lepiej sprawdza się tam, gdzie liczy się długoterminowa stabilność, czytelność, bezpieczeństwo i pełna kontrola nad systemem. Mniej zaś pasuje do projektów krytycznych albo takich, gdzie liczy się pełna przewidywalność, audytowalność i ścisła kontrola nad każdym elementem kodu. Vibe coding nie jest po prostu promptowaniem. Dobry vibe coding wymaga rozumienia, co kod robi, jakie ma ograniczenia i kiedy model zaczyna się mylić. O czym jest ta książka „Vibe coding i przyszłość kodowania” Addy Osmaniego to książka dla osób, które chcą zrozumieć, jak AI zmienia sposób tworzenia oprogramowania. Nie jest to książka „o promptach dla początkujących”, ale przewodnik po pracy programisty w erze AI, z naciskiem na praktykę, ograniczenia i odpowiedzialne użycie modeli do codziennej pray programisty. Książka opisuje pełne spektrum pracy z AI: od vibe codingu, czyli pracy opartej na intencjach i języku naturalnym, po kontrolowaną inżynierię wspomaganą przez modele. Autor tłumaczy, jak formułować polecenia dla AI, jak oceniać wygenerowany kod i jak łączyć jego fragmenty w spójny projekt. Ważnym wątkiem poruszanym przez autora są błędy modeli, halucynacje oraz metody zachowania jakości i bezpieczeństwa generowanego kodu. Mocne strony Największą zaletą omawianej książki jest to, że nie sprzedaje AI jako czarodzieja, zastępcy programisty, tylko pokazuje realny sposób pracy z narzędziami takimi jak Copilot czy Claude Code. Książka jest rozsądnym przewodnikiem dla osób, które chcą używać AI do prototypowania, przyspieszania pracy i lepszego projektowania oprogramowania. Dodatkowym plusem jest omówienie etyki i własności intelektualnej generowanego kodu. Wrażenia końcowe Podsumowując, „Vibe coding…” to dobre wprowadzenie do nowego stylu pracy programisty. Jej wielką zaletą jest krytyczne podejście do „twórczości” AI i rzeczowe wyjaśnienie, jak korzystać z niej bez utraty kontroli nad jakością kodu. Jeśli interesuje Cię przyszłość programowania z AI, to jest to pozycja warta uwagi. Addy Osmani „Vibe coding i przyszłość kodowania. Od programisty do dewelopera ery AI” Wydawnictwo Helion 2026 Notka o autorze: Addy Osmani jest liderem zespołu inżynieryjnego w Google kierującego pracami nad przeglądarką Chrome. Jest doświadczonym programistą-praktykiem, autorem wielu książek. Jego publikacje znacząco wpłynęły na jakość warsztatu programistycznego tysięcy programistów.

portal popularnonaukowy Seweryn Wiesław

Ptaki, które śpiewają nocą

𝐀𝐮𝐭𝐨𝐫 :: @martalabecka_autorka 𝐍𝐚𝐳𝐰𝐚 :: „𝐏𝐭𝐚𝐤𝐢, 𝐤𝐭𝐨́𝐫𝐞 𝐬́𝐩𝐢𝐞𝐰𝐚𝐣𝐚̨ 𝐧𝐨𝐜𝐚̨“ 𝐒𝐮𝐠𝐞𝐫𝐨𝐰𝐚𝐧𝐲 𝐰𝐢𝐞𝐤 :: 𝟏𝟒+ 𝐌𝐨𝐣𝐚 𝐨𝐜𝐞𝐧𝐚 :: ∞ / 𝟓 𝐖𝐲𝐝𝐚𝐰𝐧𝐢𝐜𝐭𝐰𝐨 :: @wydawnictwo.beya 𝐎𝐩𝐢𝐬 𝐨𝐝 𝐰𝐲𝐝𝐚𝐰𝐜𝐲 𝐳𝐧𝐚𝐣𝐝𝐮𝐣𝐞 𝐧𝐚 𝟑 𝐬𝐥𝐚𝐣𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚(𝐦𝐨𝐳̇𝐞 𝐳𝐚𝐰𝐢𝐞𝐫𝐚𝐜́ 𝐬𝐩𝐨𝐣𝐥𝐞𝐫𝐲):: ۶ৎ⋆.𐙚 ̊ 𝙳𝚣𝚒𝚊𝙸𝚘 𝚜𝚒𝚎̨ 𝚝𝚘 𝚗𝚊 𝚝𝚢𝚕𝚎 𝚌𝚣𝚎̨𝚜𝚝𝚘 , 𝚣̇𝚎 𝙰𝚞𝚜𝚝𝚒𝚗 𝚣𝚊𝚌𝚣𝚊̨𝙸 𝚙𝚘𝚍𝚎𝚓𝚛𝚣𝚎𝚠𝚊𝚌́, 𝚣̇𝚎 𝚝𝚘 𝚂𝚊𝚟𝚊𝚗𝚗𝚊𝚑 𝚓𝚎𝚜𝚝 𝚌𝚊𝙸𝚢𝚖 𝚓𝚎𝚐𝚘 𝚜́𝚠𝚒𝚊𝚝𝚎𝚖. ۶ৎ⋆.𐙚 ̊ Miałam 𝐠𝐢𝐠𝐚𝐧𝐭𝐲𝐜𝐳𝐧𝐢𝐞 𝐨𝐜𝐳𝐞𝐤𝐢𝐰𝐚𝐧𝐢𝐚 co do tej książki, ponieważ pokochałam każdą wcześniejszą książkę Marty i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że się 𝐧𝐢𝐞 𝐳𝐚𝐰𝐢𝐨𝐝𝐈𝐚𝐦!!<3 ۶ৎ⋆.𐙚 ̊ Kocham to, jak prowadzona jest relacja 𝐀𝐮𝐬𝐭𝐢𝐧𝐚 i 𝐒𝐚𝐯𝐚𝐧𝐧𝐚𝐡 przez całą książkę. Czuć to, że było tam napięcie i miłość, zanim ktokolwiek się do tego przyznał. Nie odczuwałam też żadnego oddalania wyznania miłości na siłę, a bardzo zwracam na to uwagę, bo bardzo tego nie lubię😭 ۶ৎ⋆.𐙚 ̊ 𝐒𝐚𝐯𝐚𝐧𝐧𝐚𝐡 jest naprawdę 𝐛𝐚𝐫𝐰𝐧𝐚̨ postacią. Emocje można odczuwać razem z nią. To ile nosi w sobie 𝐛𝐨́𝐥𝐮 doprowadzało mnie do 𝐩𝐈𝐚𝐜𝐳𝐮… ۶ৎ⋆.𐙚 ̊ 𝐀𝐮𝐬𝐭𝐢𝐧 również ma za sobą 𝐜𝐢𝐞̨𝐳̇𝐤𝐚̨ 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐬𝐳𝐈𝐨𝐬́𝐜́, ale się nie poddaje. Było to wszystko bardzo ładnie opisane, co chyba najbardziej skradło moje serducho. O niektórych rzeczach dowiadujemy się dopiero w połowie lub pod koniec książki, ale nie sprawia to, że chcemy czytać tylko dlatego, że to na sobie wymuszamy, ale dlatego, że naprawdę chcemy. ۶ৎ⋆.𐙚 ̊ Za 𝐤𝐨𝐧́𝐜𝐨́𝐰𝐤𝐞̨… nienawidzę Marty😭💔 Nie no, tak naprawdę ją uwielbiam (tak jak ona uwielbia sprawiać czytelnikom ból). ۶ৎ⋆.𐙚 ̊ Już nie mogę doczekać się kolejnego tomu, bo jestem pewna, że będzie 𝐆𝐄𝐍𝐈𝐀𝐋𝐍𝐘!!🥹❤🩹 (𝐌𝐨𝐣𝐚 𝐨𝐩𝐢𝐧𝐢𝐚 𝐰 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐲𝐦 𝐳𝐝𝐚𝐧𝐢𝐮 𝐛𝐞𝐳 𝐬𝐩𝐨𝐣𝐥𝐞𝐫𝐨́𝐰) Jeśli szukacie książki, która 𝐰𝐜𝐢𝐚̨𝐠𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐚𝐬 𝐨𝐝 𝐩𝐢𝐞𝐫𝐰𝐬𝐳𝐲𝐜𝐡 𝐬𝐭𝐫𝐨𝐧 to trafiliście idealnie!!<3

@.booksbyyyola Dyduch Aleksandra