ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Dziewczyna Caleba

Weronika Krzempek „Dziewczyna Caleba” to książka, która od pierwszych stron próbowała dobrać mi się do serca (swoją drogą zaczęłam ją kiedyś na Wattpadzie i jakie było moje zdziwienie, że ja już to czytałam, nie całość ale jednak 🤭). I przez chwilę naprawdę jej się to udawało. Było delikatnie, było smutno, było to poczucie straty, które wisi w powietrzu i nie daje oddychać pełną piersią. Przyznam szczerze, na samym początku miałam mocne skojarzenie z Promyczkiem i Gusem od Kim Holden. Klimat żałoby, pustki po kimś, kto był całym światem, i to uczucie, że wszystko po nim boli bardziej. Nie mówię, że to ta sama historia, bo absolutnie nie, ale ten vibe gdzieś mi mignął i nie chciał odpuścić. Brooke to bohaterka, którą łatwo polubić. Taka dziewczyna z krwi i kości, poobijana przez życie, próbująca jakoś się pozbierać po stracie bratniej duszy. Ucieczka z Nowego Jorku, zmiana uczelni, próba odcięcia się od toksycznych sytuacji rodzinnych i wspomnień, które ciągle wracają. Rozumiałam ją. Czułam jej zmęczenie i tę potrzebę, żeby w końcu zacząć oddychać po swojemu. Motyw listy Caleba bardzo mnie kupił. Serio. Jest w tym coś pięknego i jednocześnie cholernie bolesnego. Spełnianie marzeń kogoś, kogo już nie ma, to przecież rozdrapywanie ran, ale też próba domknięcia czegoś, co zostało brutalnie przerwane. I właśnie tutaj widziałam ogromny potencjał na emocjonalne bum! No i tu dochodzimy do momentu, w którym muszę być szczera. Tych emocjonalnych ciosów brakowało mi po drodze. Chciałam głębszych wejść w emocje bohaterów, większego zanurzenia w żałobie, w poczuciu winy, w relacjach, które aż się proszą o rozłożenie na czynniki pierwsze. Momentami miałam wrażenie, że historia przechodzi obok najboleśniejszych tematów trochę za szybko, jakby bała się przycisnąć czytelnika mocniej. Szczególnie jeśli chodzi o Caleba. On jest osią całej tej opowieści, a mimo to bardziej go czułam jako ideę niż realną postać. Brakowało mi go. Jego głosu, wspomnień, obecności, czegokolwiek, co sprawiłoby, że jego strata naprawdę rozłoży mnie na łopatki. Colton to z kolei postać, z którą miałam relacje hate-love. Rozumiem jego uzależnienia, jego wewnętrzny chaos i poczucie, że nie zasługuje na nic dobrego, ale momentami miałam wrażenie, że to właśnie ten wątek za bardzo przejmuje stery całej historii. Trochę kosztem emocji, na które czekałam gdzie indziej. Styl autorki jednak bardzo mi się podobał. Książkę czyta się szybko, płynnie, bez zgrzytów. Dialogi brzmią naturalnie, a całość nie nuży. To jedna z tych historii, które po prostu się pochłania, nawet jeśli w głowie co jakiś czas pojawia się myśl, że można było pójść głębiej. I teraz najważniejsze. Bo kiedy już myślałam, że ten emocjonalny cios jednak mnie ominie, przyszła końcówka… No zakończenie mnie zszokowało i szczerze ta historia, az się prosi o come back po 10 latach. Jestem ciekawa czy jest może taki plan… Ale wracając do meritum jak na debiut jest naprawdę dobrze. Widać, że Weronika Krzempek ma wrażliwość, pomysł i potrafi budować klimat. Widzę tu ogromną przestrzeń do rozwoju i jeśli kolejne książki pójdą jeszcze głębiej emocjonalnie, to ja w to wchodzę bez wahania. „Dziewczyna Caleba” to opowieść o stracie, żałobie i próbie posklejania siebie na nowo. Nie idealna, momentami zachowawcza, ale szczera. A zakończenie? Ono zostaje w głowie.

NieSprzatamCzytam Kubacka Magdalena

Ptaki, które śpiewają nocą

Z twórczością Marty znam się od lat, czytałam trylogię flawless, czytałam stokrotki i mam raczej pozytywne wspomnienia z tą autorką. Strasznie zainteresowałam się jej najnowszą premierą, opis i okładka mnie do siebie przyciągnęły, dzięki czemu Ptaki trafiły w moje łapki. Jest to typowa książka Marty Jednocześnie delikatna, idealna dla młodzieży, ale i poruszająca trudne tematy, które mogą ową młodzież kierować we własnych decyzjach. Pomimo tego, że coraz rzadziej sięgam po takie młodzieżówki to bawiłam się całkiem okej. Nie było fajerwerków, nie jest to coś od czego nie mogłam się oderwać, ale przyjemnie spędziłam czas z Austinem i Savannah. Akurat kreację bohaterów uwielbiam i zresztą nie tylko przy tym tytule. Obydwoje świetnie się dopełniali, bardzo podobało mi się powolne otwieranie się i oswajanie Sav przed Austinem oraz podejmowanie prób wychodzenia z własnej strefy komfortu. GO GIRL!!! Co do Austina to po prostu bije od niego szacunek do kobiet, wrażliwość i troska. Cały czas wspierał kompankę w podróży całym sobą i dzięki niemu mogła zobaczyć inną stronę życia. Ich relacja jest pełna uczuć i niekoniecznie chodzi tu o uczucia miłosne. Najpiękniejsza w ich historii jest przyjaźń, czyli motyw, którym Marta operuje mistrzowsko. Pióro autorki jest przyjemne, lekkie, tak jak wcześniej mówiłam kolejny punkt idealny dla nastolatków, osób zaczynających przygodę z czytaniem. Całość otula swoim komfortem, ale nie zapominajmy o zakończeniu, które odbiera to ciepło i zostawia gęsią skórkę od chłodu lecz nic więcej wam nie zdradzę 🤫🤍

livka.books Krupa Oliwia

Sklep dla samotnych serc. Riverside Lane #1

Amber jest projektantką witryn sklepowych w Nowym Jorku. Pracuje w dużych domach towarowych i jest zadowolona przynajmniej ze swojej pracy... Bo czy życie tam jej się podoba? Hm... Niestety. Kobieta zostaje zwolniona, więc teraz postanawia jechać do rodziców... Jednak pierw zobowiązała się odwiedzić swoją matkę chrzestną, a przyjaciółkę swojej mamy... Cathy mieszka w Anglii w małej bardzo uroczej wiosce. Amber z wielkiego miasta trafia na wieś, cóż kontrast jest ogromny... Kobieta szybko, orientuje się, że sklep cioci jest w złym stanie... Zarówno wizualnym jak i finansowym, a ona ze swoją kreatywnością może pomóc cioci ... Z tym, że ciocia nie chce zmian, przez co jej konflikt z synem Joshem rośnie... Co z tego wyniknie? Czy Amber pomoże? A może ucieknie stamtąd? Czy będzie coś lub ktoś kto ją zatrzyma? Kochani, to bardzo przyjemna historia, delikatna, powolna, prawdziwa. Tak bym ją określiła. To coś dla fanów którzy lubią, jak relacje rozwijają się powoli. Tutaj było wręcz zbyt wolno. Czasami nawet irytowało mnie to, że Amber i Josh nie potrafią porozmawiać otwarcie, choć czuć było między nimi chemię oraz naprawdę wiele przeszli w związku z tym sklepem... I to bolało, że brakowało im odwagi walczyć o uczucia... Czy do tego doszło? Przekonajcie się sami! Mimo wszystko, nie można odmówić tej książce uroku, pięknych scereri, a nawet odrobinki nutki emocji, gdy mieszkańcy całej wioski będą walczyć z żywiołem.. 🥹. Bardzo przyjemnie spędziłam czas z tą książką! Ja po prostu pokochałam tą angielską wieś wraz z nimi, bo autorka przepięknie ją przedstawiła. Tak, że czytelnik widział ją oczami wyobraźni 🥹 Polecam ♥️

mloda_mama_czyta Chojnowska Justyna

Słodka Melody

Recenzja książki „Słodka Melody” - Zuzanna Kulik ⭐️∞/5 „Słodka Melody” to nie jest zwykła historia romantyczna. To książka, która czuje, boli, koi i zostaje w sercu na długo po przeczytaniu ostatniej strony. Zuzanna Kulik stworzyła opowieść tak delikatną i jednocześnie intensywną emocjonalnie, że żadna klasyczna skala ocen nie jest w stanie jej objąć - stąd nieskończoność na pięć ⭐️. Melody Woods to bohaterka, z którą nie da się nie współodczuwać. Jej żałoba po stracie ukochanej babci jest pokazana w sposób niezwykle prawdziwy - bez patosu, bez uproszczeń. Każda myśl, każdy moment zagubienia i pustki brzmi autentycznie. To jedna z tych książek, które nie tylko opowiadają o bólu, ale pozwalają go poczuć. Motyw wspólnego zamieszkania z braćmi Sawyer dodaje historii napięcia i emocjonalnej głębi. Kontrast między ciepłym, bezpiecznym Justinem a skomplikowanym, zamkniętym w sobie Jordanem został poprowadzony perfekcyjnie. Jordan to bohater, który zawsze widział tylko ją - nawet wtedy, gdy nie potrafił tego okazać. Relacja między nim a Melody to powolne, bolesne, ale piękne „slow burn”, pełne niedopowiedzeń, wspomnień z dzieciństwa i uczuć, które nigdy tak naprawdę nie zniknęły. Autorka z ogromną wrażliwością pisze o pierwszej miłości, o strachu przed odrzuceniem i o tym, jak przeszłość potrafi kształtować nasze zachowanie. Każdy gest, każde spojrzenie i każde milczenie między bohaterami ma znaczenie. To historia o dorastaniu, o leczeniu ran i o tym, że miłość nie zawsze przychodzi wtedy, gdy jesteśmy na nią gotowi - ale dokładnie wtedy, gdy jej najbardziej potrzebujemy. „Słodka Melody” to książka miękka jak letnie światło, a jednocześnie intensywna jak emocje, które rozrywają serce od środka. To opowieść o stracie, nadziei i uczuciu, które było obecne od zawsze, nawet jeśli nikt nie potrafił go nazwać. ∞/5⭐️ - za emocje, za bohaterów, za delikatność i za historię, która gra w sercu jeszcze długo po zakończeniu lektury. 🌻💛

librescosoul Stolarczyk Apolonia

Uwięziona. Bez wyboru

Trochę zmiany, wracam (na chwilę) do mroczniejszych klimatów. Przed Nami Romans w wersji starszy facet jest właścicielem młodszej kobiety. Luiza dalej jest pod władzami Dragona. Jednak dalej wierzy że uda Jej się uciec. Próbuje wiele razy, kombinuje jak tylko może. Jednak każdy Jej sprzeciw powoduje kompilacje. A uległość jest nagradzana dobrym traktowaniem i kupowaniem różnych rzeczy. Dragon oznajmia że wezmą ślub czy tego chce czy nie. Jednak czy do tego dojdzie? A może Jakub oda Luizę komuś innemu? Dobra lektura gwarantowana. Nie sposób się nudzić przy tym tytule. Już człowieku wierzy w coś dobrego a tu... Niespodzianka. Postać kobieca napisana tak że nie trudno się oprzeć pokusie że nie jedna osoba już by się poddała dawno a ta walczy, kombinuje, ma dość ostry jezyk. A facet - no ten to ma charakterek - oddział psychiatryczny to pikuś. Widzę tu bardzo dużą manie na temat dziewczyny i robienie wszystkiego co się tylko da by Ją złamać. Nie wiem czemu zabierałam się za tą pozycje tak długo bo okazała się dla mnie strzałem w dziesiątkę i już poluje na 1 i 3 tom (taaaak, nie czytałam 1 tomu wiec mam już spoooory spojler tego co się tam działo). Lubię takie klimaty 😈 i sporo osób o tym wie

ksiazkowamaniapauli Lechowicz Paulina