Recenzje
Bill Gates. Wizja. Władza. Pieniądze. O wpływach, biznesie i tym, co niejawne
Fever Dream (Emerald Lake #1)
Ja osobiście nie jestem fanką programów rs, ale kowbojskim reality show bym nie pogardziła - taki Ranczo Romans okazał się naprawdę świetnym pomysłem na format, chociaż początkowo byłam trochę sceptyczna czy to ma szansę wypalić. Ale w wykonaniu Elsie? Złoto, lasso i diamenty. Jak ja tęskniłam za książkami autorki! Od ostatniej minęło już sporo czasu i wciąż kręci mi się w oku łezka na myśl o Chestnut Springs, ale muszę przyznać, że ta nowa seria zapowiada się obiecująco - bo skoro już pierwszy tom zgarnął max gwiazdek, to co dopiero następne? Nie mogę się doczekać. Ale najpierw troszkę o „Fever Dream” i bohaterach, którzy skradli moje serce. Emmett B. (kto wie, ten wie) to kowboj z krwi i kości (od Elsie innych nie dostaniemy!). Od zawsze czuje się czarną owcą w rodzinie, chociaż nikt z jego bliskich nie daje mu tego odczuć. A jednak on wciąż próbuje być trochę mniej… niewystarczający. I dlatego postanawia poświęcić swoje (nie tak dobre) imię, godność i wartości, biorąc udział w programie typu „Rolnik szuka żony”, ale w wersji kowbojskiej, tylko po to, aby zarobić mnóstwo pieniędzy. Pieniędzy, których jego rodzina potrzebuje, aby nie zbankrutować i aby nie musieć każdego dnia martwić się o przyszłość rancza. Pieniędzy, za które jego dziadkowie będą w stanie utrzymać farmę, stajnie i zwierzęta. Pieniędzy, które w tym momencie są ważniejsze niż wszystko inne. Emmett nie zastanawia się długo nad podpisaniem kontraktu, który przez najbliższe tygodnie wywróci jego spokojne życie do góry nogami i zmusi do odgrywania roli mężczyzny zainteresowanego randkowaniem i znalezieniem miłości swojego życia. Nawet jej nie szukał. Nie łudził się więc, że odnajdzie ją wśród kilkunastu kandydatek, które przed kamerami będą starały się zdobyć jego serce. I w zasadzie… miał rację. A jednocześnie jej nie miał. Bo uczucie, przed którym tak uparcie się bronił, pojawiło się niespodziewanie na planie filmowym. Ale nie do jednej z kobiet, którą miał wybrać, tylko… do jednej z producentek programu. Julii. Nie tak całkiem obcej, bo w przeszłości połączył ich już jeden epizod, o którym ona chciałaby zapomnieć. Nie tak całkiem w zasięgu, bo to siostra jego największego rywala. A mimo to… „Potrzebowałem tego. Potrzebowałem jej. Żeby poczuć… nas.” Jakie to było cudowne! Kocham książki Elsie za to, że nawet z pozoru najprostsza historia potrafi mocno poruszyć i chwycić za serce. W jej powieściach jest tak mnóstwo emocji przez to, że każdy z bohaterów ma swój bagaż i walczy z własnymi demonami z przeszłości. Tym razem to Julia była bardziej poturbowana przez życie, ale na szczęście odnalazła swojego kowbojskiego Romeo i choć trochę to trwało, to droga do ich miłości była takim plasterkiem na moje serce. I okej, było tu kilka dram, ale większość pod publiczkę - pamiętajmy, że fabuła to kręcenie miłosnego reality show - więc nie martwiłam się o ostateczne wybory bohaterów. Ufam Elsie, wybierając jej książki i ani razu się jeszcze nie zawiodłam. To naprawdę mega komfortowa, bardzo emocjonalna i pełna pięknych momentów historia. No i wiadomo, że ta łezka w oku się zakręci i to nie jeden raz. „ - Myślałem, że dam radę. Myślałem, że to nie będzie miało znaczenia, a potem… - Poznałeś kogoś, kto ma znaczenie.” W ranczerskich romansach, szczególnie tych od Elsie Silver, kocham klimat małego miasteczka i to, jak ogromne znaczenie w życiu bohaterów odgrywa rodzina. Relacja Emmetta z dziadkami i rodzeństwem urzekła mnie niemal tak samo, jak ta z Julią, a jego gotowość do poświęcenia dla dobra bliskich rozłożyła mnie na łopatki. Autorka potrafi pisać męskie postaci, bo chociaż ci kowboje mają sporo wad, to jednocześnie są w tym tak idealni i traktują swoje kobiety z tak ogromnym szacunkiem, że kapelusze z głów. Tylko kowbojskie zostają (kto wie, ten wie). I co tu dużo mówić? Jestem w miłości, bo to kolejny kowbojski romans od Elsie, który przeżywałam całą sobą - na zmianę śmiejąc się i płacząc, a przy tym wzdychając do ujeżdżacza byków razem z Julią. Wybierzcie się na to niezapomniane rodeo do Emerald Lake i przeżyjcie przygodę życia - ja już czekam na następną, bo… coś mi mówi, że szykuje się fajny age gap z profesorkiem (a jak nie w drugiej, to pewnie w trzeciej części?) Czytajcie kochani, bo to jedna z tych książek, które nie powinny stać zbyt długo na półce!
Maskarada
"Maskarada" czyli książka, o której nie wiem co napisać, bo okazała się zupełnie czymś innym, niż się spodziewałam. To jedna z tych historii, po które sięgam z zapałem, przelatują mi strony w mgnieniu oka, a na końcu mam jedno, wielkie niedowierzanie i nie wiem jak ubrać myśli w słowa. Ja tu liczyłam na jakiś gorący romans, a po przeczytaniu w mojej głowie kłębi się tylko myśl "Co tu się odwaliło? Co to było?" 😱🫣 I mam więcej pytań niż odpowiedzi. Nie rozumiem głównej bohaterki i jej zachowania, a jednocześnie kibicowałam jej, żeby miała swój happy end. W "Maskaradzie" dzieje się bardzo dużo, często decyzje bohaterów mogą wydawać się niezrozumiałe, ale finalnie wychodzi całkiem niezła akcja, a na końcu zostajemy z wypisanym niedowierzaniem na twarzy. Generalnie ja tu liczyłam na jakiś gorący romans, zupełnie inną historię, a dostałam w zasadzie książkę pełną intryg, zamieszania, tajemnic i akcji, które mnie wciągnęły i sponiewierały. Odłożyłam ją na półkę i dalej nie wierzę w to, co przeczytałam. Cała fabuła opiera się na dalszych losach Avy, poznajemy głębiej niebezpieczny świat, do którego trafiła i z którego próbuje się wyplątać. Pojawia się delikatny wątek erotyczny, bo romantycznym bym go z całą pewnością nie nazwała. Uczucia między bohaterami są dla mnie niezrozumiałe i pojawiły się znienacka jak piorun na niebie. Kto tę książkę oznaczył na LC jako romans/obyczaj? No nie ma mowy🤣 Tu akcja goni akcję, zawirowań jest mnóstwo i ja to jak najbardziej kupuję! Ale można się zdziwić, jeśli ktoś myśli, że uświadczy tu gorącego romansu. Jeśli natomiast chodzi o główną bohaterkę, to Ava wchodzi w grę zniszczenia organizacji od środka, ale mam wrażenie, że jej psychika jest tak zjechana po doznaniach życia, że balansuje pomiędzy chcę ich zniszczyć/przelecę prawnika, który ma swoje za uszami/finalnie wsadzę do paki tylko tych, co mi pomagali, a na końcu będę cieszyła się domem i spokojem za pieniądze z handlu ludzi, który chciałam udaremnić. I że właściwie dwie odpowiedzialne za te czyny osoby oraz grubo biorące w nich udział, będą wolne. Generalnie jej postać jednocześnie mnie intrygowała, a z drugiej strony irytowała nielogicznym zachowaniem. No ale jak tu się spodziewać logiki, kiedy doznała takich traum w swoim życiu 🫠 "Maskarada" jest książką nieoczywistą, zaskakującą, wywołującą szok i niedowierzanie, ale jednocześnie mocno wciągającą. Jej fabuła jest oryginalna, a pióro autorki lekkie, co sprawia, że pochłania się ją ekspresowo. To jedna z tych książek, które zostawiają czytelnika z mętlikiem w głowie. Nie dostałam historii, której się spodziewałam, ale dostałam coś zupełnie innego, pełną chaosu, napięcia i zwrotów akcji opowieść, która momentami przyprawiała mnie o niedowierzanie. To nie jest lekki, gorący romans, na który nastawiałam się na początku, tylko historia pełna tajemnic, trudnych decyzji i moralnych dylematów. Nie wszystko mnie przekonało, nie wszystkie wybory bohaterów rozumiałam, a Ava wielokrotnie wystawiała moją cierpliwość na próbę, ale jednocześnie nie mogłam przestać czytać i chciałam wiedzieć, dokąd to wszystko zmierza. „Maskarada” zdecydowanie nie jest książką dla każdego, ale jeśli lubicie historie, które potrafią zaskoczyć, namieszać w głowie i zostawić Was z pytaniem „co ja właśnie przeczytałam?”, to może być coś dla Was. Ja odkładam ją z poczuciem totalnego chaosu, ale też z satysfakcją, bo dawno żadna książka nie wywołała we mnie aż tylu sprzecznych emocji
Titek i wulkan złości
„Titek i wulkan złości” — książka, którą powinni przeczytać wszyscy rodzice trzylatków. Tak, WSZYSCY. Czy Wasze dzieci czasem wybuchają jak mały, domowy wulkan? 🌋 Krzyk, tupanie, płacz, ciało napięte jak struna… a Ty stoisz obok i myślisz: „Co teraz zrobić, żeby to przeszło?” Właśnie dlatego pokochałam serię TITEK. To nie są „kolejne książeczki o emocjach”. To przewodnik, który pokazuje dziecku co właściwie dzieje się w jego środku, a rodzicom daje gotowe narzędzia, jak reagować z empatią zamiast bezsilności. W części „Titek i wulkan złości” maluch uczy się, że złość nie jest „zła”. Jest normalna, potrzebna i… możliwa do opanowania! Autorki prowadzą dzieci krok po kroku: ✨ jak nazwać to, co czuję ✨ jak poradzić sobie, gdy emocje robią się za duże ✨ jak ćwiczyć cierpliwość i spokojne reakcje ✨ jak budować poczucie mocy i sprawstwa A najlepsze? Każda historia ma praktyczne ćwiczenia i pomysły do wspólnego działania z rodzicem. Zero moralizowania. Dużo czułości. Dużo wsparcia. Dużo „Jestem obok, poradzimy sobie”. Dla rodziców przygotowano też psychologiczne wskazówki, które SERIO pomagają towarzyszyć dziecku w emocjach bez kar, krzyku i poczucia winy. Jeśli szukasz książki, która pomoże Wam przejść przez emocjonalne burze z większym spokojem — to jest strzał w dziesiątkę.
Titek poznaje przedszkole
Czy Wasze dziecko chodzi już do przedszkola, czy ten etap dopiero przed Wami? Rozpoczęcie przedszkola to dla wielu dzieci i ich rodziców ważny, ale jednocześnie pełen emocji moment. Strach przed nieznanym, pierwsze rozstania i nowe obowiązki mogą budzić niepokój i dlatego książka "Titek poznaje przedszkole" jest wartościową propozycją dla rodzin przygotowujących się do tego etapu. To już kolejna część przygód Titka, która trafiła do naszej biblioteczki. Choć temat przedszkola jest u nas jeszcze dość odległy, uważam, że warto już teraz oswajać dziecko z tym, co je kiedyś czeka. Dzięki takim książkom maluch może poznać przedszkolną codzienność bez stresu, a pierwsze rozmowy o tym nowym etapie stają się naturalne i pełne ciekawości. Główny bohater, mały Titek, przeżywa uczucia doskonale znane przyszłym przedszkolakom. Początkowy lęk stopniowo ustępuje miejsca ciekawości i radości z odkrywania nowego świata. Autorka w pełen empatii sposób pokazuje, że obawy są czymś naturalnym, a każdą zmianę można oswoić krok po kroku. Dużym atutem książki jest jej walor edukacyjny. Czytelnik poznaje codzienność przedszkola: poranne pożegnania z rodzicami, wspólne zabawy, posiłki, odpoczynek oraz nawiązywanie pierwszych przyjaźni. Dziecko może lepiej wyobrazić sobie, jak wygląda dzień w przedszkolu, co pomaga zmniejszyć stres i buduje poczucie bezpieczeństwa. Na uwagę zasługuje również sposób przedstawienia emocji. Urszula Młodnicka zachęca najmłodszych do rozpoznawania i nazywania własnych uczuć, pokazując, że każda emocja jest ważna i zasługuje na zrozumienie. To cenna lekcja nie tylko dla dzieci, ale także dla rodziców, którzy dzięki książce mogą łatwiej rozmawiać z pociechami o ich obawach i doświadczeniach. Całość dopełniają pełne szczegółów ilustracje Agnieszki Waligóry. Doskonale oddają one nastrój opowieści, przyciągają uwagę najmłodszych i pomagają lepiej zrozumieć emocje bohaterów. Oswajanie nowych doświadczeń poprzez wspólne czytanie to świetny sposób na budowanie poczucia bezpieczeństwa i pozytywnego nastawienia do zmian.