Recenzje
Jedz mądrze, żyj zdrowo! Kompleksowy przewodnik świadomego odżywiania
Jedzenie emocjonalne i inne podjadania. Jak poprawić swoje relacje z jedzeniem
Surogatka
W "Surogatce" Penelope Ward ponownie zabiera nas do klimatycznej Anglii, gdzie spotkamy bohaterów znanych może niektórym z "Arystokraty".😊 Tym razem jednak będzie do historia Sigmunda, który stanie przed nieoczekiwanym dylematem... Jego (eks?)teściowie chcą zostać dziadkami, korzystając z zamrożonych jajeczek zmarłej przed pięcioma laty córki. Pragną, aby to Sigmund był ojcem dziecka, co początkowo jest dla niego niewyobrażalne. Postanawia jednak przemyśleć temat i poznać lepiej znalezioną przez starszą parę surogatkę. Abby to dwudziestopięciolatka, która jest gotowa poświęcić niemal rok swojego życia, przeprowadzić się ze Stanów do Anglii i urodzić dziecko Britney. Jednak już pierwsze spotkanie Abby i Sigmunda jest dość nieudane i wydaje się, że cały plan nie wypali, jednak... Jednak coś się zmienia. Ostatecznie decydują się na ten krok, rozpoczynając tym samym relację, która szybko przekroczy granice współpracy i jakiegokolwiek profesjonalizmu. 🫢 Co jednak dalej? Czy Sigmund zdecyduje się wychować dziecko, czy początkowy plan oddania go teściom pozostanie aktualny?🤔 Cóż, w tej kwestii nie byłam na końcu zaskoczona i myślę, że Wy również domyślacie się, jak to wszystko się potoczy.😉 Zacznijmy jednak od początku. Uważam, że pomysł na fabułę autorka miała świetny, bardzo oryginalny i dający duże pole do popisu pod względem emocjonalnym. Zmarła żona, będąca miłością życia Sigmunda i kobieta, która ma nosić ich wspólne dziecko? To musi się udać!😁 Mam jednak wrażenie, że ten potencjał nie został do końca wykorzystany. Może trochę za szybko, jak na mój gust, bohaterowie dali się ponieść emocjom, jednocześnie - co mi lekko nie pasowało - nie myśleli w ogóle o przyszłości. Świadomie skazywali kogoś na cierpienie, albo jego, albo ją, albo dziecko, albo właściwie wszystkich i nie zdawali się tym przejmować. Żałuję, że nie wykazali ani trochę rozwagi i nie mówię o powstrzymywaniu się, tylko rozmowie, skupieniu się na prawdziwych uczuciach. Zabrakło mi też lepszego rozwinięcia tematu surogacji, jak i samej ciąży. Tak, wiem, że ciąża to nie choroba, bla, bla, bla, ale mimo wszystko jest to wyjątkowy stan i każda kobieta, która go doświadcza, doświadcza też różnych myśli, objawów, musi w pewien sposób zmienić swoje życie. Tu miałam wrażenie, że było zero przygotowania, zero choćby głupiego zastanowienia się czy wszystko można robić, jeść itd. Wyszło to trochę nienaturalnie i nierealistycznie. Ostatnie rzeczy, co do których mam zarzuty, to sam język oraz tłumaczenie. Podobnie jak przy "Arystokracie", miałam wrażenie, że dialogi to taki ping-pong. I cała książka się z nich składa. Mało opisów, mało przemyśleń bohaterów, a przecież pole do tego było ogromne. Najgorsze jednak było tłumaczenie. Nie będę się nad tym rozwodzić, jednak czuję się w obowiązku Was ostrzec, że jeśli nie lubicie pewnych określeń, to tu na pewno się pojawią. Cały wachlarz, od majteczek, przez maszty, po drągi. 😅 I nie, to nie jest kwestia tekstu autorki, tylko tłumaczenia, bo to do tłumacza należy dobór słów i dobry tłumacz wie, że nie zawsze dosłowny ekwiwalent jest najlepszym wyborem, zwłaszcza jeśli potem wychodzą teksty i wyrażenia, których nikt w danym kontekście nie używa. To tyle z negatywów, trochę ich jest, ale wbrew pozorom, moja ocenia nie będzie niska. Nadal to świetny pomysł na romans, nadal było to mnóstwo wzruszających momentów, nadal świetnie się bawiłam i kibicowałam bohaterom. Był piękny, sielski, angielski klimat, urocze relacje ze znajomymi, z niektórymi członkami rodziny oraz pewną cudowną staruszką.🥰 Całość podobała mi się też bardziej, niż "Arystokrata", a do książek Penelope Ward mam duży sentyment, więc nie przestanę ich czytać. 😁 7/10💛
Surogatka
W "Surogatce" Penelope Ward ponownie zabiera nas do klimatycznej Anglii, gdzie spotkamy bohaterów znanych może niektórym z "Arystokraty".😊 Tym razem jednak będzie do historia Sigmunda, który stanie przed nieoczekiwanym dylematem... Jego (eks?)teściowie chcą zostać dziadkami, korzystając z zamrożonych jajeczek zmarłej przed pięcioma laty córki. Pragną, aby to Sigmund był ojcem dziecka, co początkowo jest dla niego niewyobrażalne. Postanawia jednak przemyśleć temat i poznać lepiej znalezioną przez starszą parę surogatkę. Abby to dwudziestopięciolatka, która jest gotowa poświęcić niemal rok swojego życia, przeprowadzić się ze Stanów do Anglii i urodzić dziecko Britney. Jednak już pierwsze spotkanie Abby i Sigmunda jest dość nieudane i wydaje się, że cały plan nie wypali, jednak... Jednak coś się zmienia. Ostatecznie decydują się na ten krok, rozpoczynając tym samym relację, która szybko przekroczy granice współpracy i jakiegokolwiek profesjonalizmu. 🫢 Co jednak dalej? Czy Sigmund zdecyduje się wychować dziecko, czy początkowy plan oddania go teściom pozostanie aktualny?🤔 Cóż, w tej kwestii nie byłam na końcu zaskoczona i myślę, że Wy również domyślacie się, jak to wszystko się potoczy.😉 Zacznijmy jednak od początku. Uważam, że pomysł na fabułę autorka miała świetny, bardzo oryginalny i dający duże pole do popisu pod względem emocjonalnym. Zmarła żona, będąca miłością życia Sigmunda i kobieta, która ma nosić ich wspólne dziecko? To musi się udać!😁 Mam jednak wrażenie, że ten potencjał nie został do końca wykorzystany. Może trochę za szybko, jak na mój gust, bohaterowie dali się ponieść emocjom, jednocześnie - co mi lekko nie pasowało - nie myśleli w ogóle o przyszłości. Świadomie skazywali kogoś na cierpienie, albo jego, albo ją, albo dziecko, albo właściwie wszystkich i nie zdawali się tym przejmować. Żałuję, że nie wykazali ani trochę rozwagi i nie mówię o powstrzymywaniu się, tylko rozmowie, skupieniu się na prawdziwych uczuciach. Zabrakło mi też lepszego rozwinięcia tematu surogacji, jak i samej ciąży. Tak, wiem, że ciąża to nie choroba, bla, bla, bla, ale mimo wszystko jest to wyjątkowy stan i każda kobieta, która go doświadcza, doświadcza też różnych myśli, objawów, musi w pewien sposób zmienić swoje życie. Tu miałam wrażenie, że było zero przygotowania, zero choćby głupiego zastanowienia się czy wszystko można robić, jeść itd. Wyszło to trochę nienaturalnie i nierealistycznie. Ostatnie rzeczy, co do których mam zarzuty, to sam język oraz tłumaczenie. Podobnie jak przy "Arystokracie", miałam wrażenie, że dialogi to taki ping-pong. I cała książka się z nich składa. Mało opisów, mało przemyśleń bohaterów, a przecież pole do tego było ogromne. Najgorsze jednak było tłumaczenie. Nie będę się nad tym rozwodzić, jednak czuję się w obowiązku Was ostrzec, że jeśli nie lubicie pewnych określeń, to tu na pewno się pojawią. Cały wachlarz, od majteczek, przez maszty, po drągi. 😅 I nie, to nie jest kwestia tekstu autorki, tylko tłumaczenia, bo to do tłumacza należy dobór słów i dobry tłumacz wie, że nie zawsze dosłowny ekwiwalent jest najlepszym wyborem, zwłaszcza jeśli potem wychodzą teksty i wyrażenia, których nikt w danym kontekście nie używa. To tyle z negatywów, trochę ich jest, ale wbrew pozorom, moja ocenia nie będzie niska. Nadal to świetny pomysł na romans, nadal było to mnóstwo wzruszających momentów, nadal świetnie się bawiłam i kibicowałam bohaterom. Był piękny, sielski, angielski klimat, urocze relacje ze znajomymi, z niektórymi członkami rodziny oraz pewną cudowną staruszką.🥰 Całość podobała mi się też bardziej, niż "Arystokrata", a do książek Penelope Ward mam duży sentyment, więc nie przestanę ich czytać. 😁 7/10💛
Mały człowiek, wielka sprawa. Odpowiedzi na 100 pytań, które zadaje sobie każdy rodzic
Jestem mamą 6-latka i 4-latka. Myślę, że okres największych buntów i tych wielkich-małych problemów minął to bywają jeszcze trudne momenty na które nie bardzo wiem jak reagować. Ta książka dała mi wiele spokoju i pomysłów na podejście do rozmowy i zachęcenia dziecka do współpracy. Ogromnie żałuję , że nie powstała kilka lat wcześniej, myślę , że wiele by mi ułatwiła :) Dzieciom zresztą też :) Ta książka daje nam zrozumienie. Dziecka, ale też… nas samych jako rodziców. Forma 100 pytań i odpowiedzi sprawia, że książkę czyta się bardzo lekko. Można ją czytać od deski do deski, ale też otworzyć w losowym miejscu - i niemal zawsze trafić na temat „na teraz”: złość, bunt, granice, zmęczenie rodzica, poczucie winy, presja otoczenia. Nie ma tu oceniania ani gotowych recept w stylu „zrób tak, a dziecko będzie grzeczne”. Są za to wyjaśnienia, dlaczego dziecko zachowuje się tak, a nie inaczej i co my - realni, zmęczeni, czasem bezradni rodzice - możemy z tym zrobić. Czytając, miałam poczucie, że ktoś siedzi obok i mówi: „To normalne. Nie jesteś złym rodzicem. Możesz spróbować inaczej.”