Recenzje
Piętno Genevieve. Pod osłoną milczenia
Kolejna książka Moni, i zarazem kolejna, która skradła moje serce całkowicie. Twórczości Moniki, towarzyszy mi już bardzo długo, praktycznie od samego początku, mojej działaności w bookmediach. I zawsze będzie miała kawałek mojej duszy. To właśnie Seria Pozorów, uderzyła we mnie najmocniej. Już od pierwszych stron przepadłam, i z każdym kolejnym rozdziałem, utwierdzałam się w tym jeszcze bardziej. Klimat tej historii, jest świetny. Kocham styl pisania autorki, porusza ona wiele ważnych tematów, o których nie każdy chce mówić głośno. I mam tutaj na myśli, że jeśli Monika poruszy dany temat, to zostanie on doskonale opisany, oraz przedstawiony, a nie tylko powierzchownie będzie o tym kilka zdań. Piętno Genevieve, to historia dla której przepadłam, pod każdym względem. Monika zastosowała tutaj tyle, „zabiegów” autorskich, że nie mogłam się oderwać od czytania. Czułam się jakbym była zahipnotyzowana, przez styl pisania, który jest cudowny. Miałam wrażenie, że jestem obok bohaterów, oglądam wszystko z boku, przybrałam postać cichego obserwatora. Zatraciłam się w tej historii i nawet nie wiem, w którym momencie byłam już na ostatniej stronie. Po raz kolejny przepadłam, dla książki Moniki. Fabuła całej historii, trzyma w napięciu do samego końca, nie zabrakło tutaj wielu zwrotów akcji. Piętno, było dla mnie bardzo emocjonalną częścią, po zakończeniu pierwszego tomu, nie mogłam się doczekać kontynuacji losów Grace i Damiena. I oczywiście nie zabrakło tutaj wielu emocji, uwielbiam to w jaki sposób autorka, jest w stanie wywołać u mnie całą paletę emocji. Wiele rozmów, między bohaterami uderzyło we mnie, ale także niektóre sytuacje, które zostały opisane wywołały u mnie lawinę emocji, były momenty w których odczułam strach jak i przerażenie. Jeśli chodzi o naszych bohaterów, zacznę tutaj od Grace, uwielbiam ją całym sercem, skradła je już w pierwszym tomie, i podczas czytania tego, było identycznie. Powoli z każdą kolejną stroną, powoli dowiadujemy się więcej, dostajemy nowe informacje, które wywołują wiele emocji. Ta kobieta jest tak silną bohaterką, a przede wszystkim dobrą, zasługuje ona na wszystko co najlepsze. Bardzo mocno, wpłynęły na mnie jej przeżycia, i to chyba właśnie one wysyłały u mnie najwięcej emocji. Kocham to jak została wykreowana. Damien, o matko przepadłam dla niego całkowicie. W tej części, także dowiadujemy się o nim nowych rzeczy, poznajemy sekrety, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia. Jego podejście względem Grace, zostało tak cudownie przedstawione. Jeżeli chodzi o relacje tej dwójki, dostajemy więcej rozmów, powoli zaczynają się przed sobą nawzajem otwierać. Skradli moje serce całkowicie. Już nie mogę się doczekać, kolejnych tomów z serii!!!
Ptaki, które śpiewają nocą
Stońce powoli chyliło się ku horyzontowi, barwiąc surowy, skalny krajobraz kanionu na pomarańczowo i zapewniając niezapomniany spektakl, ale Austin ledwo to zauważał. Pewnie nie zorientowałby się nawet, że słońce zachodzi, gdyby nie to, że zmieniło kolor włosów Savannah, padając na jej twarz przyprószoną bladymi piegami. 🌅Hejka słoneczka, dzisiaj przychodzę do was z recenzją cudownej historii, który sprawi że przestaniecie się bać „głupich” pomysłów. Okej więc zacznijmy od początku, główna bohaterka Savannah, rzuca narzeczonego chwilę przed ślubem. Poranek jej ślubu był ostatnim dniem jej normalnego życia, gdyby tamtej nocy nie przyśniłaby się jej zmarła siostra, wszystko byłoby kompletnie inne. Dziewczyna nie siadłaby w kampera i nie pojechała w wymarzoną podróż. Dziewczyna już w pierwszy dzień, jeszcze w sukni ślubnej spotyka Austina, który do typowych nie należy i odrazu zwróciła jego uwagę. Okazuje się że chłopak od dawna jest w podróży, i był aspirującym muzykiem. Dziewczyna przez podstęp chłopaka, rusza z nim w dalszą podróż i w ten oto sposób rozpoczyna się ich niezapomniana przygoda. Styl pisania Marty jest OBŁĘDNY, tej książki nie czytałam, przez tą książkę PŁYNĘŁAM. Wszystko było nieszablonowe i pełne szaleństwa, autorka zadbała żebyśmy się nie nudzili i sprawiła że nie mogłam się oderwać od tej historii, moje myśli od kiedy zaczęłam tą historię, krążyły cały czas wokół niej i nie powiem ucieszyło mnie to że pokochałam tą historię. Z stylem pisania Marty znam się tak naprawdę od jej początku- (Flaw)less, więc nie ma zaskoczenia że jest jedną z nielicznych autorek u których nie przeszkadza mi pisanie jako narrator trzecioosobowy, co więcej u Marty właśnie to kocham. I przechodzimy do bohaterów, którzy rozwalają wam głowę. Savannah, jest moją kruszynką. To jak cierpiała przez utratę siostry i to że musiała być idealna łamało mi serce. To jak bardzo ona była niedoceniana i stłamszona doprowadzało mnie do łez. Dziewczyna zawsze musiała być tą odpowiedzialną, tą mądrą, tą z stabilną pracą i życiem, kiedy tak naprawdę sama nie wiedziała czego chce. Uwielbiam to jak Marta opisała jej przemianę, to jak z czasem zaczęła poluzowywać granice narzucone przez innych i jak zaczęła żyć dla siebie i tak jak chciała a nie jak kazali inni, bo przecież nie wszystkie ptaki śpiewają w ciągu dnia, niektóre śpiewają nocą 🥹💗. Austin jest bardzo złożoną postacią, na pierwszy rzut oka widzimy optymistę bez problemów, który spełnia marzenia i nie przejmuje się opinią innych. Jednak to wrażenie jest bardzo złudne, z czasem gdy go poznajemy, widzimy coraz więcej, widzimy stratę, ból i pustkę, widzimy wypalenie i lęk przed jutrem. Austina uwielbiam za to jak potrafi otworzyć oczy na wiele spraw. Na to że mamy żyć dla siebie nie dla innych, że nie każdy musi być prawnikiem i założyć rodzinę i to też jest okej. Ale widzimy też jak często jeden mały błąd może zmienić WSZYSTKO . Fabuła skupia się głównie na podróży bohaterów, na rozwoju ich relacji i co kocham na rozwinięciu skrzydeł Sav. To w jaki naturalny i delikatny sposób ich relacja jako podróżników, jest przesłodki i delikatny. Kocham to ja się wspierali i pokazywali sobie inny sposób patrzenia na świat. Mamy tu mnóstwo ciężkich motywów, ale autorka ujęła je w bardzo miły do czytania sposób(wiecie o co chodzi) i sprawiła że niektóre rzeczy stały się naturalne. Widzimy np. Jak bohaterzy radzą sobie z stratą bliskiej osoby, to że po czyimś odejściu pozostaje ta pustka ale nie zawsze ona musi boleć, czasami może właśnie być naszym światełkiem w tunelu i dodawać nam otuchy. Książka JEST OBŁĘDNA. Ja się w niej zakochałam i mam ogromną nadzieję że i wy dacie bohaterom szansę pokazać wam inną metodę patrzenia na świat i na inny sposób rozwiązywania problemów (rzucie monetę hihi)I co więcej powiedzieć? POTRZEBUJĘ 2 CZĘŚCI NA JUŻ. KOCHAM I DO NASTĘPNEGO 💗🥹 🌅Ocena: 5/5⭐
Puck Off
„Puck Off” to kolejna część serii, do której mam ogromny sentyment i po którą zawsze wracam z przyjemnością. Czytałam poprzednie tomy i naprawdę bardzo mi się podobały, więc do tej książki podchodziłam już z konkretnymi oczekiwaniami. Na szczęście Ludka Skrzydlewska po raz kolejny pokazała, że świetnie czuje się w lekkim, pełnym humoru romansie z tym charakterystycznym klimatem, który tak łatwo rozpoznać. Od pierwszych stron czuć jej styl: żywe dialogi, naturalne przepychanki słowne, zwroty akcji, które wciągają, i bohaterowie, którzy wydają się prawdziwi. Rosie Gallagher to chodzący chaos — impulsywna, zabawna, pełna energii, a jednocześnie bardzo ludzka. Nie sposób jej nie polubić. Z kolei Matt Carlsson jest jej zupełnym przeciwieństwem: spokojny, poukładany i twardo stąpający po ziemi. Ta ich różnica charakterów tworzy świetną chemię i sprawia, że każdą wspólną scenę czyta się z wypiekami na twarzy. Nie brakuje także tematów trudnych i moim zdaniem takie sceny zostały napisane z należytym szacunkiem i uwagą, na którą zasługują. 🫶🏻 Skrzydlewska ma naprawdę dobre wyczucie tempa, wydarzenia płyną naturalnie, bez przestojów, ale też bez przesady — całość czyta się tak przyjemnie, że można połknąć książkę w jeden wieczór, mając jednocześnie poczucie, że to dopracowana i pisana z sercem historia. „Puck Off” to idealna kontynuacja serii — trzyma klimat wcześniejszych części i spełnia oczekiwania fanów, a jednocześnie wnosi świeżość: nowe żarty, nowe emocje, nowe problemy i zupełnie nową energię między bohaterami. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy lubią hokeistów oraz twórczość Ludki. 🤍
Rok 1984
Rok 1984 George Orwell Ta książka zajęła mi więcej czasu, niż chciałabym przyznać - i co gorsze - nie wniosła do mojego życia niczego odkrywczego. Niezwykła waga manipulacji i silny klimat dystopii. Dostajemy historię, która zamyka społeczeństwo w klatce, przekazuje twarde poglądy i otwiera oczy na żądzę władzy. To książka, po której pierwsza myśl brzmi: „nie chciałabym żyć w takim miejscu”. A potem dociera do nas, że odzwierciedlenie wydarzeń już rozgrywa się w naszym świecie — zmienia kształt i przybiera różne formy, ale istnieje tuż obok nas, od lat. Z pewnością jest to ciężka historia: brutalne wydarzenia, niesmaczne opisy, a także monotonność, która w stworzonym świecie jest nieunikniona. Mnie osobiście ogromnie się dłużyła. Potrafiłam przewidzieć, co nastąpi, a wiele zdań wylanych przez autora było jedynie uporządkowanym zbiorem myśli, które od dawna — rzadziej lub częściej — mielę w swojej głowie. Z pewnością dostarcza pola do dyskusji, pozwala na porównania z rzeczywistością i pomaga zrozumieć siłę manipulacji. Warto poznać, warto przemyśleć. Ogromny podziw za stworzenie nowomowy — moja głowa plątała się przy każdej możliwej zasadzie tego języka.
Titek i magia świąt
Czy Wasze dzieci potrafią cierpliwie czekać? Większość maluchów ma z tym mały problem 😉 ale spokojnie — to zupełnie naturalne. Cierpliwość to przecież coś, czego dopiero się uczą. 🙂 Poznajcie już piątą część serii o Titku — małym żółtym stworku w niebieskiej bluzie i czerwonych spodniach. „Titek i magia świąt” — Ula Młodnicka, Aga Waligóra. W wigilijny poranek mama Titka krząta się od samego rana w kuchni i opowiada mu, co tego dnia ich czeka. Titek jednak myśli tylko o prezentach! Najchętniej rozpakowałby je natychmiast. Niestety, musi poczekać. W międzyczasie piecze z siostrą i tatą pierniczki, ale tu również musi czekać. Przed nimi jeszcze ubieranie choinki, nakrywanie do stołu, przygotowania i wizyta gości. Dopiero potem wspólna kolacja, a na samym końcu — to, co dzieci kochają najbardziej — prezenty. To książka, która idealnie oddaje to, co dzieje się w wielu domach — dziecięcą niecierpliwość, świąteczny rozgardiasz, zapach pierniczków i ogrom emocji. 🙂 To opowieść, która uczy dzieci cierpliwości, a przy okazji wprowadza je w świat świątecznych tradycji. Na końcu czekają na rodziców praktyczne wskazówki, jak wspierać maluchy w tym procesie i pomagać im oswajać emocje. Całość dopełniają przepiękne ilustracje Agi Waligóry, które idealnie oddają ciepły, świąteczny klimat tej historii.