ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Na szlaku z Janem Pawłem II. 22 trasy piesze, rowerowe i kajakowe po Polsce. Wydanie 1

Aż 22 trasy - piesze, rowerowe i kajakowe - zawiera przewodnik Na szlaku z Janem Pawłem II. Z tą książką można wybrać się zarówno w góry, jak i nad jeziora. Nie mogło też w niej zabraknąć ukochanych papieskich Wadowic i Krakowa. Turystom podążającym papieskimi szlakami pomocne będą mapki, ilustracje i szereg ciekawostek, przybliżających miejsca związane z polskim papieżem.
Gość Niedzielny szb, 2012-09-09

Alchemia portretu. Warsztaty Bolesława Lutosławskiego

Książkę „Alchemia portretu” Bolesława Lutosławskiego wielokrotnie mijałem na półkach księgarń, ale nigdy nie przekonała mnie do siebie na tyle, żebym był skłonny zapłacić za nią 59 zł. Może to przez moją pobieżną, pospieszną selekcję zawsze przegrywała z innymi książkami. Dopiero dzięki uprzejmości wydawnictwa Helion, miałem przyjemność zetknąć się z tą książką na dłużej. I zrozumiałem, jak wiele straciłem, ulegając pochopnym sądom.

Z pewnością nie jest to pozycja bibliograficzna, którą można docenić pospiesznie przeglądając ją w księgarni. Wymaga nieco głębszej relacji. To jedna z tych książek, które skłaniają do refleksji, nie dając gotowych odpowiedzi.

Bolesław Lutosławski to fotograf z ogromnym doświadczeniem. Pracował jako fotograf już w latach 70. publikując w takich czasopismach jak: „Przekrój”, „The Independent”, „The Guradian”, „Vogue”, „Newsweek”, „Polityka”, „Harpers & Queen” czy „The Illustrated London News”.

Tytuł książki „Alchemia portretu” traktuje o tym, o czym autor ma najwięcej do powiedzenia. Ludzie, bowiem, regularnie przewijają się przez jego fotograficzną twórczość. Wchodzi on z nimi w intymne relacje, przez co jego portrety są niezwykle osobiste. Książka nie jest jednak tylko i wyłącznie albumem fotograficznym. Autor podzielił ją na 24 rozdziały, w których w bardzo ciekawy sposób opowiada przeróżne historie z życia zarówno swojego jak i swoich modeli. Nie brakuje opisów samego przebiegu poszczególnych sesji, wrażeń po pierwszym spotkaniu, czy wreszcie szczegółów warsztatu fotograficznego. Nie koncentruje się jednak Bolesław Lutosławski na technicznych aspektach swojej pracy, bo nie o to w tej książce chodzi. Wykłada, co prawda, podstawy warsztatu fotografa w charakterystyczny dla siebie sposób, ale na pewno nie jest to poradnik w ścisłym znaczeniu tego słowa i nie należy tej książki tak traktować.

Jest za to w niej jakaś magia, niezwykły klimat, który autor tworzy w każdym rozdziale, w każdym opisie sesji, klimat, tak ulotny, że często może być niezauważony, dlatego jak już pisałem na początku, do książki tej należy podchodzić uważnie.

W jednym rozdziale autor zastanawia się nad zasadnością powstawania portretów:

„Przeglądałem książki z portretami i zadawałem sobie pytanie: Dlaczego powstają portrety? Nadal się nad tym zastanawiam... za każdym razem, kiedy spotykam moich modeli, kiedy wyjmuję sprzęt, sprawdzam światła, ustawiam parametry ekspozycji, ostrość obrazu i kiedy przyciskam spust migawki. Nie jest to myśl gnębiąca, nie czuję się oprawcą ani tytanem, wiem bowiem, że fotografując, zawsze odnoszę się do moich modeli z szacunkiem, ponieważ to oni są moją inspiracją i to oni pozwolili, żeby im zrobił zdjęcia.”

Podkreśla przy tym Lutosławski: „Ich portrety nie są moimi bajkami o nich, wystylizowanymi obrazami, ale autentycznymi wizerunkami kobiet i mężczyzn, których spotkałem na drodze życia. Są moim hołdem dla piękna indywidualności człowieka.”

Bolesław Lutosławski zdaje sobie sprawę z tego, że praca jego modeli, czyli pozowanie, wcale nie jest takie proste i wymaga obdarzenia fotografa zaufaniem, otwarcia się przed nim. W książce wspomina on jak to

”Amerykański fotograf, Irving Penn, mówił, że to, co modele skrywają pod swoją maską podczas sesji fotograficznej , jest przeważnie wspanialsze i ciekawsze, niż im samym się wydaje. I dlatego pracował z nimi długo, cierpliwie szukając ujawnienia ich wewnętrznego bogactwa.”

Sesje Bolesława Lutosławskiego były bardzo krótkie, zdarzały się nawet 10 minutowe, ale ich autor poszukuje tego samego, co Irving Penn, ponieważ twierdzi, że „portret jest wizualnym zanotowaniem chwili, w której osobowość człowieka naturalnie, z wewnętrznego przekonania, ujawnia swoją pełnię.”

Książka „Alchemia portretu” na pewno będzie cenną lekturą dla fotografów oraz wszystkich zainteresowanych człowiekiem i jego wnętrzem, wszak genialny fotograf, Richard Avedon, powiedział o twórczości Lutosławskiego: „Piękne, niezwykłe fotografie... pełne głębi uczuć”, co wydaje się być wystarczającą rekomendacją.
fatalista.com.pl 2012-09-11

Obudź w sobie lidera. Jak przejąć kontrolę nad swoim życiem i odnieść sukces

Każdy żołnierz nosi buławę w tornistrze - głosi znane powiedzenie Napoleona. Niestety, nie każdy potrafi ją tam znaleźć. Ale wielu szuka, czego dowodzi wielkie zainteresowanie rozmaitymi kursami z podstaw przywództwa. Właśnie ta książka może w poszukiwaniu owej buławy pomóc. Nie tylko przyszłym menedżerom i dyrektorom, którzy chcą przewodzić innym i osiągnąć sukces zawodowy, ale także osobom najzwyczajniej nieśmiałym, borykającym się z problemami. Autor pomaga znaleźć odpowiedź na kilka ważnych pytań.
dziennikpolski24.pl Włodzimierz Jurasz, 2012-09-06

ProBlogger. Jak czerpać zyski ze swojego bloga

(...) Jeśli powyższe przykłady zachęciły kogoś do założenia własnego błoga, to namawiani do lektury poradnika „ProBlogger. Jak czerpać zyski ze swojego błoga" Darrena Rowse i Christa Garretta. Autorzy, specjaliści od lat działając) i zarabiając) w blogosferze, podpowiadają, w jaki sposób zdobywać reklamy i pozyskiwać reklamodawców, jak promować stronę na portalach społecznościowych i pisać w sposób przyciągający czytelników.
Magazyn Literacki Książki .ET, 2012-08-01

Grafika wektorowa. Szkolenie podstawowe

Wiem, że musieliście długo czekać na tą recenzję, jednakże czytam książki właściwie po kolei, więc trochę to nieraz zajmuję tym bardziej, że w międzyczasie prowadzę normalne życie. Mieliśmy już web design, psychologie, matematykę, spróbujmy czegoś nowego. No może z tą nowością przesadziłem, bo już na blogu mam kilka recenzji książek traktujących o grafice jednak do tej pory nie było nic o grafice wektorowej. Lubię od czasu do czasu pogrzebać w tej grafice to też, zainteresowałem się tą książką. Poza samym „grzebaniem w wektorach” dużą przyjemność sprawia mi oglądanie prac lepszych ode mnie (a tych jest wielu) też jeśli chodzi o grafikę wektorową, gdyż jak powszechnie wiadomo najbardziej znaną grafiką wektorową są logo’a firm! Grafika wektorowa pozwala skalować tak projekty, by można było je np. wykorzystać na wizytówce, bądź na banerze wiszącym od góry do dołu bloku mieszkalnego bez straty jakości. Pozycja jest dość interesująca, jeżeli ktoś chciałby poznać kilka trików tworzenia grafiki wektorowej, nie tylko chodzi tu o logo, ale również o wszelkiego rodzaju inne ilustracje, np wymyślonych stworzeń czy ornamentów. Mamy różne programy do tego rodzaju grafik, wśród wielu najbardziej znanymi płatnymi są Adobe Illustrator czy Corel Draw, z darmowych Inkscape. W tej książce główną rolę odgrywa Illustrator (gdyż to tym programem posługuje się autor), ale analogicznie nauki płynące z książki można wcielić w życie, gdy używa się innych programów. Książkę można również traktować jako źródło inspiracji, a to ze względu na miłe dla oka ilustracje stworzone przez Von Glitschka.

O autorze zdań kilka

Von Glitschka jest bardzo znanym ilustratorem w branży graficznej. Jego prace zdobywały liczne nagrody i były publikowane na łamach najbardziej znanych czasopism graficznych na świecie. Ten grafik z 23 letnim stażem w tej dziedzinie wykładał również na konferencjach „How Design” czy „Adobe MAX”. Jego głównym narzędziem jest wyobraźnia, zaraz po niej znajduje się ołówek, którym Von zdobywa wierzchołki gór lodowych grafiki! Jego ilustracje robią ogromne wrażenie. Po jego projektach widać kreatywność, zapał do pracy, masę poświęconego czasu i olbrzymią, naprawdę olbrzymią wyobraźnię. Więcej informacji na pewno znajdziecie na jego stronie internetowej www.vonglitschka.com.

Książka i jej wygląd

Nie będę się tutaj za dużo rozpisywał. Powiem tylko, że książka ładnie wydana, sama okładka ma „brudną” teksturę co właściwie ciekawie się komponuje z kolorami tytułu i reszty. Kartki z papieru kredowego, z jednej strony to plus, ale często mnie to irytuje, gdy czytam przy włączonej lampce na biurku, te refleksy światła, odbijające się od kartek sprawiają, że nie widzę liter... Jednak nie tylko ta książka tak ma. Sam krój pisma jest krojem bezszeryfowym i co ciekawe dobrze się go czyta, oczy nie bolą. Jak widać dobrze dobrany font bezszeryfowy sprawia, że można nim pisać nawet książki!

Spis treści

Już po otwarciu książki mamy stronę z opiniami na jej temat znanych dyrektorów/grafików z branży. Na następnych kartach znajdziemy standardowo „Podziękowania” autora oraz „O autorze” czyli kilka słów o samym Von Glitschka. Przechodząc do spisu treści. Jest on podzielony na rozdziały i podrozdziały, no właściwie też nowości nie zasiałem. Rozdziałów w książce znajdziemy 9, każdy zatytułowany i tak zaczynając od rozdziału 1 „Krótka historia krzywych Beziera”, dalej „Narzędzia artysty”, „Metody analogowe w epoce cyfrowej”, „Przejdźmy do punktów”, „Analizowanie kształtów”, „Metody budowania obiektów”, „Odpowiedni styl”, „Bądź własnym dyrektorem artystycznym”, „ Dobre nawyki” no i na końcu mamy „Skorowidz”. Przed samym rozpoczęciem pierwszego rozdziału znajdziemy kilka stron poświęconych „Wstępowi”.

Autor zawarł już w nim cenne wskazówki oraz krótki opis jak to zwykle bywa dla kogo jest ta książka. Myślę, że warto to przeczytać, gdyż jest to wprowadzenie do książki, ale nie takie jak to zazwyczaj bywa – nudne, wręcz przeciwnie, całkiem ciekawe. Na końcu każdego działu mamy podrozdział „Przykłady”. W tych podrozdziałach na podstawie kilku ilustracji i opisach do nich autor jeszcze raz po krótce przypomina nam co było w głównej części rozdziału. Jeżeli ktoś byłby zainteresowany przejrzeniem spisu treści oraz kilku przykładowych stron tej pozycji to zapraszam do spisu treści

Krótka historia krzywych Beziera

Jeżeli nieraz zastanawialiście się skąd wzięły się krzywe Beziera i jaka jest ich historia tutaj znajdziecie odpowiedź. Von Glitschka przybliża nam historię tych krzywych. Czyli krótko o tym kto był ich prekursorem i jak na przestrzeni lat rozwijały się by teraz być główną częścią większości programów do grafiki. A jeżeli w ogóle nie wiecie co to są krzywe Beziera i do czego służą, to ten rozdział również będzie dla was, a nawet musicie go przeczytać, gdyż te krzywe przewijają się często i gęsto w dalszej części książki.

Narzędzia artysty

W tym rozdziale zajmiemy się programem do grafiki wektorowej. Jak już pisałem wyżej autor preferuje Adobe Illustrator, do którego zresztą robił beta testy! Poznamy tutaj główne ustawienia jakimi posługuje się Von oraz nazwy narzędzi bez których jego pracę nie powstałyby. Autor również podzieli się z nami nazwami kilku pluginów do Illustrator’a dzięki, którym, jego praca stała się szybsza i łatwiejsza, co za tym idzie nasza też może.

Metody analogowe w epoce cyfrowej

Von Glitschka jest grafikiem komputerowym, który nie rozstaje się z analogowymi narzędziami rysowania czyli po prostu ołówkiem czy długopisem. Praktycznie w całej książce powtarza nam, że najważniejszy jest wstępny rysunek, szkic, bazgroła, miniatura. Ten rozdział w całości poświęcony jest właśnie temu zagadnieniu.

Glitschka opisuje swój proces twórczy czyli całość jego przygody z tworzeniem ilustracji od zamówienia po cyfryzację w programie komputerowym do grafiki. W rozdziale tym dowiemy się jak ważną rolę w tworzeniu ilustracji wektorowej (i w zasadzie nie tylko wektorowej) jest to aby najpierw naszkicować coś „po staremu” czyli ołówkiem bądź długopisem. Zobaczymy jak autor dopracowuje każdy szczegół i jakim jest to priorytetem dla niego aby zrobić wszystko dokładnie jeszcze przed przerysowaniem ilustracji w programie graficznym.

Przejdźmy do punktów

Z tego rozdziału wyniesiemy naukę na temat punktów. Jeżeli nie wiecie o czym mówię, to chodzi po prostu o punkty narzędzia „Pióro”. Podzielimy je sobie na 2 grupy, a autor omówi czym się różnią oraz jak dobrze wykorzystać punkt, aby efekt końcowy był efektem jakiego oczekiwaliśmy. W samym rozdziale będzie wszystko opisane na zasadzie przykładowych ilustracji, jak jest zrobione dobrze, a jak źle.

Analizowanie kształtów

Na kartach rozdziału piątego możemy się już spodziewać kilku przydatnych lekcji i sztuczek w celu ułatwienia sobie przerysowywania naszego obrazka namalowanego ołówkiem na postać cyfrową. Nauczymy się używać metody zegarowej, której autorem jest sam Von Glitschka czyli nasz autor tej książki. Metoda zegarowa ułatwi nam znajdowanie miejsc na nasze punkty. Kolejną rzeczą jaką nauczymy się w tej części naszej lektury jest właśnie pozycjonowanie punktów podstawowych. To ostatnie sformułowanie i metoda zegarowa idą ze sobą w parze, więc warto przeczytać ten rozdział.

Metody budowania obiektów

Tutaj poznamy dwie kolejne metody, których używa autor do przerabiania swoich prac na postać cyfrową. Mianowicie są to prócz metody zegarowej i pozycjonowania punktów podstawowych, których nauczyliśmy się w poprzednim rozdziale, metody punkt po punkcie oraz tworzenie kształtów z gotowych obiektów.

Dodatkowo mamy tutaj kilka grafik, na których Von Glitschka pokazuje, jak on sobie z nimi poradził stosując owe metody. W tym rozdziale, mamy więc już praktyczne przykłady tworzenia grafik w programie graficznym.

Odpowiedni styl

Teraz odejdziemy nieco od samego projektowania, analizowania kształtów i budowania obiektów. Zajmijmy się sprawami ogólnymi. Zapewne często słyszysz od innych zdania typu „stwórz swój własny styl”. Otóż całkiem inne zdanie na ten temat ma Von Glitschka, jakie zdanie? No tego nie mogę zdradzić bo to byłby już tak zwany „spojler”. W każdym bądź razie rozdział ten poświęcony jest między innymi przemyśleniom autora na powyższy problem. Do tego jeszcze Von wymienia kilka styli, z którymi dane mu było się zmierzyć na potrzeby różnego typu grafik dla klientów, które po krótce opisuje.

Bądź własnym dyrektorem artystycznym

W tym rozdziale uświadomimy sobie jak powinniśmy projektować i jak dokładnymi grafikami musimy stawać się, by nasze ilustracje coraz bardziej przypominały perfekcyjne dzieła sztuki. Właściwie można to przenieść na inne dziedziny grafiki nie tylko jeśli chodzi o rysunek wektorowy. Poznamy tutaj takie metody jak „świeżym okiem” albo błędy typu „wizualne napięcie” wszystko to by nasze prace stawały się coraz to lepszymi projektami!

Dobre nawyki

Pod tytułem „Dobre nawyki” w tym rozdziale kryje się wiele rzeczy, które powinniśmy robić już mechanicznie bądź starać się to robić. W każdym bądź razie Glitschka w tym rozdziale wymienia nawyki dotyczące opcji w programie graficznym, zapisywania plików, ustawiania warstw itd. Wszystkie te rzeczy są przydatne i myślę, że nie jednego grafika (jeżeli jeszcze nie ma takich nawyków) argumenty autora książki przekonają do tego by zaczął takie nawyki stosować.


Podsumowanie

Jeśli chodzi o tą książkę to mnie osobiście się podobała. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić to co chwila formułowania typu „o tym i o tym będziemy mówić w rozdziale 8”, „o tych rzeczach mówiliśmy w rozdziale 3” itd. To naprawdę było męczące, bo „odnośniki” takowe występowały na każdym kroku. Jednak nie wpłynęło to na zawartość merytoryczną książki. Można ją z pewnością polecić ilustratorom tym komputerowym i tym z klasycznym podejściem. Polecam książkę też ze względu na bogaty zbiór grafik, które mogą posłużyć jako inspirację, jak to już pisałem w pierwszych akapitach moich wypocin. Grafiki zawarte w tej pozycji naprawdę są bardzo ciekawe i ładne, bardzo mi się podobały, lubię ten styl grafik, który autor też najbardziej preferuje lecz potrafi też zrobić grafiki innego typu (zresztą sami przeczytacie). Jeszcze jedną zaletą tej lektury jest to iż można pobrać z serwera wydawnictwa kilka przykładowych grafik w formacie .ai czyli plikach Adobe Illustratora.
creativebook.pl 2012-09-05