Recenzje
Bez nadziei. Chestnut Springs #5
„Bez nadziei” to poruszająca historia o ranach, które nie chcą się zagoić i nadziei, która przychodzi, gdy najmniej się jej spodziewasz. Główny bohater, Beau, to były żołnierz elitarnych jednostek, który wraca z piekła wojny i czuje się martwy wewnętrznie, jego relacja z Bailey, barmanką ze złamaną reputacją, najpierw wydaje się być grą, układem, a potem przemienia się w coś autentycznego. Książka daje odczuć, że miłość nie zawsze przychodzi wprost i łatwo, czasem to walka, przebaczenie sobie i drugiemu.
Długa droga w dół
Najgorszy koszmar 15 letniego Willa spełnia się, gdy widzi, jak jego brat Shawn zostaje postrzelony na ulicy, na jego oczach. Shawn wykrwawia się w ramionach swojej dziewczyny, a Will myśli tylko o trzech zasadach: 1. Nie płacz. 2. Nie donoś. 3. Zemścij się. Następnie Will sięga po broń Shawna, by zabić zabójcę brata i wchodzi do windy, ale czy jest gotowy na kolejny krok i morderstwo? Gdy Will schodzi po siedmiu piętrach swojego budynku, na każdym z nich spotyka siedem osób z jego przeszłości, które zginęły w tym samym cyklu przemocy, w który Will właśnie wkracza. Reynolds dobiera słowa ostrożnie i skrupulatnie, wiedząc, że ma ograniczony czas i przestrzeń na opowiedzenie swojej historii. Na krótkich stronach potrafi przedstawić nam indywidualne historie ludzi w windzie i wyjaśnić, co doprowadziło do ich śmierci, przedstawić ich osobiste wybory lub otoczenie, które doprowadziło ich do ubóstwa, życia w gangu lub po prostu niesprawiedliwości. Struktura książki jest powieścią wierszowaną, co ma ogromny wpływ na narrację. Każdy „rozdział” opisuje kolejne piętro w windzie, a Reynolds mistrzowsko przekazuje mnóstwo informacji w krótkich fragmentach. To trudna ale niezwykle wartościowa lektura. To taki rodzaj książki, która zmusi cię do myślenia jeszcze długo po jej przeczytaniu.
Puck Off
„Bo osobno jesteśmy silni, ale razem jesteśmy jeszcze silniejsi.” Często można spotkać się z regułą, że życie zawodowe powinno pozostać oddzielone od prywatnych relacji i nie są mile widziane bliższe zażyłości między pracownikami. Łatwo to powiedzieć, trudniej zrobić, bo jak wiadomo, życie lubi pisać własne scenariusze. W takiej sytuacji znalazła się bohaterka książki „Puck off” trzeciej odsłony serii o drużynie Nafciarzy z Edmonton. Rosie Gallagher dobrze wie, że w zawodowym świecie sportu liczy się profesjonalizm, dystans i chłodna głowa. Jest córką legendy hokeja Aidena Gallaghera, a do tego trener drużyny Nafciarzy - Lewis Tanner jest jej wujkiem, więc nie jest jej łatwo udowodnić, że pracę w dziale PR zdobyła własnym staraniem, a nie po znajomości. Musi na każdym kroku starać się wykonywać swoje zadania jak najlepiej, a i tak są takie osoby, które oceniają ją powierzchownie. I do tej pory jej się to udawało, aż do dnia, gdy pewnego dnia, w czasie lotu do Edmonton, poznała Matta Carlssona nowego napastnika kanadyjskiej drużyny NHL - EDMONTON OILERS. Mattowi nie jest łatwo zintegrować się z drużyną, bo jego nazwisko kojarzy się zawodnikom z jego bratem Linnusem, który w poprzednim sezonie zrobił sobie wrogów swoimi wyczynami. Nikt nie bierze pod uwagę, że Matt jest zupełnie inny, więc trudno mu zyskać sympatię, zwłaszcza kibiców. Jemu osobiście na tym nie zależy, ale trener i szefowa działu PR uważa, że należy ocieplić wizerunek nowych zawodników. I to zadanie otrzymuje Rosie, którego Matt od niemal pierwszego spotkania nazywa ją Różyczką. (I tu mała uwaga: w powieści to słowo jest napisane małą literą, a powinno być wyróżnione dużą, gdyż jest to nazwa własna. Pisane małą literą odnosi się na przykład do choroby.) W poprzednich odsłonach serii o drużynie Nafciarzy narracja prowadzona była wyłącznie z perspektywy kobiecej bohaterki, a głos drugiej strony pojawiał się jedynie w epilogu. Tym razem autorka postanowiła przełamać ten schemat, oddając część narracji Matthiasowi — co okazało się strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu zabiegowi zyskujemy pełniejszy obraz relacji, a sam Matthias przestaje być jedynie obiektem wewnętrznych rozterek Rose. Jego perspektywa doskonale uzupełnia historię, pokazując tym samym różnice między tym, co kobieta o nim myśli, jakie wyciąga wnioski, a tym, co faktycznie myśli Matt. Czytając opis tej części serii można przypuszczać, że znajdziemy w powieści „Puck off” typowe wątki oparte na jednej nocy ze znajomym, który jest częstym elementem w romansach. Jednak w wykonaniu pani Ludki Skrzydlewskiej nabiera on zupełnie innej otoczki. Okazuje się, że nie jest to motyw wyczerpany do końca i na tej bazie można stworzyć świetną historię. „Puck Off”, tak jak dwa wcześniejsze tomy „Puck me up" i „Puck luck” należy do cyklu, którego tłem jest świat sportu. Na okładce ani w opisie nie ma nazwy wspólnej dla wszystkich części, więc nadałam im tytuł „Nafciarze z Edmonton”. W trzeciej odsłonie tej serii autorka zwraca naszą uwagę nie tylko drużynę sportową, ale też na zaplecze, które jest ważnym elementem składowym sukcesów zespołu. z finezją pokazuje kulisy funkcjonowania drużyny, podkreślając znaczenie pracy ludzi stojących za sukcesem zawodników. To właśnie dzięki tej warstwie fabularnej historia nabiera głębi i autentyczności. Nasza uwaga skupia się przede wszystkim na rozgrywkach między głównymi bohaterami, ale w tle toczą się też inne sprawy, które przysparzają problemów, wystawiając ich tworzące się uczucie na próbę. Nie znajdziemy tu rozwlekłych opisów, które niepotrzebnie zapełniają strony i spowalniają akcję, wręcz przeciwnie -- wciąż coś się dzieje, nawet jeżeli nie są to zapisy konkretnych rozmów, a każda scena ma swoje znaczenie. Dialogi są żywe, często zabawne, wywołujące uśmiech, ale też bywają bolesne, smutne, ale zawsze mające sens. Bohaterowie od pierwszych stron wzbudzają sympatię, a ich rozwój emocjonalny jest przedstawiony z dużą wrażliwością, humorem i żarem. Matt nie raz wzrusza swoją postawą, rozczula i rozbawia, natomiast Rosie, mimo że sympatyczna, to jednak bywało, że podejmowała decyzje wzbudzające zdziwienie. Zwłaszcza w początkowej fazie ich znajomości, gdy zachowywała się jak nastolatka bojąca zmierzyć się z rzeczywistością. Ogromnym plusem jest obecność innych osób, które poznaliśmy wcześniej, a teraz tworzą barwne tło dla rozwoju relacji Rosie i Matta, więc możemy dowiedzieć się, co u nich się dzieje. Pani Skrzydlewska pisze z lekkością, ekspresją i humorem. Jej styl jest przystępny, a jednocześnie pełen emocji i trafnych obserwacji. Tempo przebiegu fabuły nie pozwala na nudę, bo wciąż coś się dzieje niemal, a zwroty akcji, choć czasem przewidywalne, potrafią zaskoczyć. Porusza ważne kwestie życiowe, których nie będę tutaj wymieniać, bo zbyt dużo musiałabym zdradzić z ekspresyjnie biegnących wydarzeń. Przede wszystkim świetnie pokazuje, jak trudno jest oddzielić sprawy zawodowe od tych bardziej osobistych, gdy uczucia zaczynają mieszać szyki, a serce bije zdecydowanie za szybko. I właśnie ten konflikt między rozsądkiem a emocjami napędza całą historię. Autorka z dużą wrażliwością pokazuje, jak trudno jest utrzymać zawodowy dystans, gdy serce zaczyna bić szybciej, a uczucia nie chcą podporządkować się regułom.
Recenzownik. Mój książkowy journal
⭐ Ocena: 5/5 Jeśli jesteś książkarą z prawdziwego zdarzenia, Recenzownik mój książkowy journal od Marty Sztandar-Bielawskiej to pozycja absolutnie obowiązkowa. To nie jest zwykły notes — to przepięknie zaprojektowany, inspirujący i przemyślany planer dla każdego, kto kocha czytać, analizować i dokumentować swoje literackie podróże. Już od pierwszych stron widać, że autorka doskonale rozumie potrzeby czytelników. Journal łączy w sobie funkcjonalność, estetykę i kreatywną przestrzeń do wyrażania siebie. Znajdziemy tu sekcję recenzji, czytelnicze wyzwania, ulubieńców, trackery, a także strony DIY, które pozwalają dodać coś od siebie — naklejki, notatki, rysunki czy cytaty. Wszystko to sprawia, że prowadzenie Recenzownika staje się nie tylko przyjemnością, ale i inspirującym rytuałem. Ogromnym plusem jest to, że journal jest gotowy do użycia od razu - nie musisz spędzać godzin na projektowaniu układów stron, jak w klasycznym bullet journalu. Wszystko zostało przemyślane i zaprojektowane tak, by użytkownik mógł od razu zacząć wypełniać swoje książkowe plany. Estetyka wykonania również zasługuje na najwyższą ocenę. Recenzownik jest dopracowany w każdym szczególe - od papieru wysokiej jakości po piękne, przyjazne dla oka grafiki. To idealny prezent dla każdego mola książkowego, który lubi porządkować swoje czytelnicze życie i czerpać z tego radość. 📚 Podsumowując: Recenzownik mój książkowy journal to prawdziwa perełka wśród planerów czytelniczych. Łączy praktyczność z kreatywnością, motywuje do regularnego czytania i sprawia, że każda przeczytana książka zyskuje swoje wyjątkowe miejsce. Marta Sztandar-Bielawska stworzyła narzędzie, które inspiruje i zachwyca - idealne dla każdego, kto traktuje czytanie jak pasję, a nie tylko hobby. 💫 Ocena końcowa: 5/5 - absolutny must-have dla każdej książkoholiczki!
Whispers on Ice
“Whispers on ice”~Lori Rave⛸💜 Historia Hope i Logana urzekła mnie już od pierwszych stron. To w jaki sposób autorka przedstawiła problemy samotnych rodziców oraz to z jakimi trudnościami muszą zmagać się oni na codziennie, łapie za serca. Mogłoby się wydawać, że opis książki opisuje całą jej fabułę, jednak wszystkie wątki poboczne rozbudowują ją o miliony przeżyć reszty bohaterów. Mała Ruby nie tylko skradła serce Hope ale i moje. Ocena: 4⭐/5⭐