Recenzje
Serce na wodzy. Ranczo Srebrzyste Sosny #1
"Serce na wodzy" Ranczo Srebrzyste Sosny tom 1 - Paisley Hope 4,5/5 ⭐ "- Każdego z nas czeka określona liczba okrążeń słońca, Nash, i nigdy nie wiesz, kiedy twoja okazja, by coś zrobić, przepadnie na dobre." Ona rozstaje się z narzeczonym i wraca na rodzinne ranczo.. A on zakończył karierę hokejową i jest wszędzie, gdzie tylko ona się obejrzy.. CeCe Rae i Nash 🤍 Dlaczego nikt mi wcześniej nie powiedział, że kowbojski romans to taka dobra zabawa?! Mogłam już dawno otworzyć swoje serce na kowbojów - chociaż w tym przypadku to był kowboj na pół etatu - i podkochiwać się w tych seksownych mężczyznach! W każdym razie.. zakochałam się w tym klimacie. Małe miasteczko, gdzie każdy każdego zna, a plotki rozchodzą się z prędkością światła, o czym przekonałam się już w pierwszym rozdziale.. Do tego ranczo, rodzinna atmosfera i imprezy w barze.. A w tym wszystkim CeCe Rae, która wróciła do domu i zdała sobie sprawę, że to właśnie Laurel Creek jest jej miejscem. Po licznych zdradach swojego narzeczonego i śmierci swojego taty postanowiła porzucić życie, które.. tak naprawdę wcale jej nie satysfakcjonowało. W rodzinnym domu już czekał na nią Nash Carter - mężczyzna, który był częścią jej rodziny od lat. Mężczyzna, który dokuczał jej i wraz z jej braćmi odganiał od niej każdego chłopaka. Mężczyzna, którego jej rodzina przyjęła z otwartymi ramionami, gdy zawalił się jego nastoletni świat i postawiła go na nogi.. I chociaż Nash zawsze traktował ją trochę jak młodszą siostrę.. To teraz dostrzega, że mała CeCe jest kobietą.. Kobietą, która działa na niego jak nikt inny 😈 "Pieprzć gwiazdy, nie ma nic piękniejszego niż ona." To nie była idealna historia. Przez pierwsze pięćdziesiąt stron miałam trochę problem, żeby wkręcić się w styl autorki. Jednak kiedy już się wczułam.. przepadłam kompletnie! Nash Carter to kolejny chodzący i oddychający ideał, którego chciałabym wyjąć z tej cholernej książki i mieć tylko dla siebie. On zrobiłby dla CeCe dosłownie wszystko! Wiecie co jest dla mnie największym dowodem miłości? Te drobne gesty. A wiecie co robił Nash? Zostawiał rankiem na jej ganku kawę bo wiedział, że bez niej nie funkcjonuje! 😭 Specjalnie jechał do kawiarni i kupował jej tą cholerną kawę! 😭 To jest dla mnie największy dowód miłości! "Gdy jesteśmy tylko we dwoje, wszystko wydaje się tak naturalne, że zaczynam wierzyć, iż naprawdę jest tylko moja. Moja jedna jedyna, niepowtarzalna. Wierzę, że mogę zatrzymać ją przy sobie na zawsze. Że zawsze będzie do mnie wracać i nigdy jej nie stracę." A CeCe Rae? To taka osóbka.. pełna ciepła i radości, która chce szczęśliwego, rodzinnego życia. Taka zwykła, prosta dziewczyna, którą chciałabym mieć za przyjaciółkę.. Oni cholernie do siebie pasują 🤍 I chociaż ich relacja totalnie mnie kupiła.. tak sceny zbliżenia? Ojojoj.. Czasem było spoko. Czasem czytałam te spicy scenki i sama miałam wypieki na twarzy. Ale czasem padał taki tekst, że nie wiedziałam, czy mam umrzeć z zażenowania, czy zacząć się głośno śmiać.. Matko i córko, jakby mężczyzna tak do mnie powiedział - nawet Nash! - to chyba zapadłabym się pod ziemię, a moje libido spadłoby na poziom -100.. Ale wiecie.. pomijając te żenujące teksty, to było też mega gorąco! 🥵 Liczyłam też na trochę większą dramę, gdy ich związek wyszedł na jaw - głównie ze strony jej braci.. Ale to takie małe minusiki. I tak bawiłam się świetnie! Nie wiem, o kim będzie kolejny tom.. ale w sumie to liczę na Wade'a i Ivy! Albo Ginger i Cole'a 😈 To było naprawdę dobre rozpoczęcie serii, a moje serce zdecydowanie zostało w Laurel Creek.. To co? Mam tu książkary, które kochają kowbojskie klimaty? Jeśli tak, to zdecydowanie musicie poznać Nasha i CeCe 🤠 "Moim pierwszym błędem było zakochanie się w nim bez pamięci. Drugim zaś oczekiwanie, że będzie kimś, kim nie jest."
Biurowy tyran. Wredni szefowie z Chicago #1
„Biurowy tyran” Nicole Snow to książka, po którą sięgnęłam, spodziewając się lekkiej, romantycznej historii. I muszę przyznać, że dostałam dokładnie to, czego oczekiwałam — przyjemny, dobrze napisany romans, który czyta się z uśmiechem na ustach, ale raczej bez wielkich emocjonalnych fajerwerków. Historia Magnusa i Sabriny przypomina mi stare amerykańskie filmy romantyczne - lekkie, zabawne, z odrobiną napięcia i przewidywalnym, ale satysfakcjonującym zakończeniem. Idealne by odprężyć się w kilka jesiennych wieczorów. Motyw wrednego, gburowatego szefa i niepokornej, ale idealnej asystentki to oczywiście klasyka gatunku, ale Nicole Snow potrafiła przedstawić dość schematyczną historię w naprawdę wciągający i angażujący czytelnika sposób. W relacji głównych bohaterów iskrzy od samego początku, a jednocześnie rozwija się ona w sposób bardzo naturalny. Nie ma tu przerysowanej dramy ani przesadnego patosu - raczej stopniowe zbliżanie się dwojga ludzi, którzy pod maskami obojętności i wzajemnej niechęci ukrywają swoje emocje. Magnus, mimo że początkowo wydaje się typowym tytułowym tyranem, z czasem pokazuje swoją wrażliwszą stronę, a Sabrina, choć bywa niecierpliwa i sarkastyczna, okazuje się naprawdę ciepłą i lojalną osobą. Największym atutem tej książki jest styl. Nicole Snow pisze lekko, z wdziękiem i wyczuciem. Dialogi brzmią naturalnie, nie brakuje humoru, a chemia między bohaterami sięga gwiazd. Wszystko jest napisane ze smakiem i wyczuciem - spicy sceny mają w sobie klasę i subtelność, co bardzo doceniam. Autorka nie próbuje na siłę szokować, a prowadzi historię w taki sposób, że czytelnik po prostu czerpie rozrywkę z czytania jej opowieści. Z drugiej strony, nie mogę powiedzieć, że to książka, która zostanie ze mną na długo. Fabuła jest dość przewidywalna — łatwo zgadnąć, dokąd zmierza relacja bohaterów, a konflikty są raczej delikatne i po prostu niezbędne, by cokolwiek w tej historii się działo. Nie ma tu wielkich dramatów ani niespodziewanych plot twistów. To bardziej klasyczna opowieść o tym, jak dwoje ludzi z zupełnie różnych światów powoli się do siebie zbliża. Czy mi się podobało? Tak. Czy mnie zachwyciło? Nie do końca — ale nie każda książka musi zachwycać. „Biurowy tyran” to przyjemna, ciepła lektura, idealna na leniwe popołudnie, kiedy chce się oderwać od rzeczywistości. Za to właśnie lubię tę historię — za świetną rozrywkę, za ciekawie wykorzystany popularny książkowy motyw i za to, że przypomniała mi, dlaczego czasem dobrze jest sięgnąć po klasyczny biurowy romans.
Pod maską kłamstw
Podłożem historii Hayley i Ryan’a było kłamstwo, które zapoczątkowało natychmiastową niechęć przyszłego szefa dziewczyny. Urażona duma prezesa dała już swoje znaki na pierwszej konferencji, czy Hayley sprosta wymaganiom ? Co kryje się za maską nienawiści mężczyzny ? Pierwszy raz spotkałam się z stylem pisania Kingi Litkowiec i to co mogę o nim napisać to ,że był prosty, bywały takie momenty ,że aż za prosty. Od początku książki tak naprawdę można się domyślić zakończenia, które jest przewidywalne. Dobrze bawiłam się na tej książce, jest krótka więc można ją przeczytać na jeden wieczór. Jednakże brakowało mi jakiegoś pobocznego wątku. Teraz spotykamy dużo książek, które tak jak ta nie mają brzydko mówiąc nic do zaoferowania oprócz wątku, który jest powtarzany w 95% książek obyczajowych. To przyczynia się do tego ,że taką książkę odkładamy na półkę i zapominamy o jej istnieniu. Książka może nie jest najwyższych lotów, ale nie można zarzucić jest braku lekkości i czy tym namiętności, dlatego też może być fajną propozycją do czytania na rozluźnienie
Piekielne miejsce
🖤 RECENZJA 🖤 Cześć, kochani dziś przychodzę, do was z kontynuacją piekielnej dylogii „Piekielne Miejsce” jest to fabuła, która wciąga w mroczny i pełen napięcia świat intryg oraz niebezpieczeństw. Autorka idealnie łączy wątki sensacyjno-kryminalne z emocjonalnym romansem, co sprawia, że historia Sam i Patricka jest intensywna i bardzo ciekawa. Główna bohaterka, zmaga się z przeszłością, staje przed wieloma wyzwaniami, które zmuszają ją do konfrontacji nie tylko z zewnętrznymi zagrożeniami, ale także z własnymi demonami. Jej relacje rodzinne są skomplikowane, a tajemnice, które skrywa, dodają głębi całej opowieści. Nie zabraknie również wątku pożądania, który na każdym kroku rozpala zmysły. Relacje między bohaterami są pełne napięcia, chemii i skrywanych zakazanych uczyć. Uwielbiam styl autorki z poczuciem humoru, w którym pisze, a i ciętych ripost nie brakuje, dzięki czemu książkę czyta się jeszcze z większym zainteresowaniem. Czy Sam i Patrick mają szansę na szczęście? Co czeka dziewczynę w nowym miejscu? Czy przeszłość ją dopadnie? Jakie tajemnice skrywa Sam? Czy ta historia będzie miała swój happy end? Sam i Patrick w dalszym ciągu są uparci i żadne z nich nie chce ustąpić temu drugiemu. Uwielbiam takich temperamentnych bohaterów, a ta dwójka to zdecydowanie para wybuchowa. Śledziłam rozwój relacji Sam i Patricka od samego początku byłam ciekawa, co będzie dalej między nimi, czy uda im się coś stworzyć razem. Każdy rozdział sprawiał, że siedziałam jak na szpilkach, nie wiedząc, co się wydarzy, dalej do tego akcja tu pędzi jak szalona, co mi się podobało. Muszę przyznać, że momentami osoba Patricka mnie drażniła i jego zachowanie wobec Sam. Bohaterowie drugoplanowi Oliwia i Tom również w ciekawy sposób przedstawieni z wielką chęcią bym przeczytała o nich w osobnej powieści. Jeśli chodzi o zakończenie, to co tu się wydarzyło, to ja nie wiem, tego kompletnie się nie spodziewałam, jestem w dużym szoku. 😯 „Piekielne Miejsce” to emocjonująca podróż przez skomplikowane relacje, tajemnice i niebezpieczeństwa, które czekają na bohaterkę, na każdym kroku. Anna Wolf udowadnia, że potrafi tworzyć historie, które poruszają i intrygują, pozostawiając z niecierpliwością oczekującego na dalszy rozwój wydarzeń. Gorąco polecam. ❤️ ⭐ 9/10
Echo potępienia
„Echo potępienia” to pierwszy tom trylogii „Drzewo życia”autorstwa K.E December, który łączy w sobie motywy paranormalne, fantasy i romansu. Lea, młoda kobieta, która prowadzi pozornie zwyczajne życie — do czasu, gdy zaczynają nawiedzać ją dziwne wizje i sny. Kobieta odkrywa na swoim ciele tajemnicze znamię, które zdaje się łączyć ją z siłami, o których istnieniu dotąd nie miała pojęcia. Równocześnie w mieście dochodzi do serii niewyjaśnionych zdarzeń i zgonów, a ślady wskazują na coś, co wykracza poza ludzkie zrozumienie. Lea zostaje wciągnięta w sam środek konfliktu między aniołami, upadłymi i ludźmi, którzy próbują utrzymać kruchą równowagę między światłem a mrokiem. Na jej drodze pojawia się tajemniczy mężczyzna, którego przeszłość skrywa więcej sekretów, niż mogłoby się wydawać. Jego obecność budzi w Lei sprzeczne uczucia — od nieufności po fascynację — i zmusza ją do konfrontacji z własną naturą oraz przeznaczeniem. Bohaterka zaczyna rozumieć, że nic nie jest takie, jak się wydaje: granica między dobrem a złem zaciera się, a wybory, których dokonuje, mogą zaważyć nie tylko na jej życiu, ale na losach całego świata. Powieść stopniowo odkrywa sekrety przeszłości i ukazuje, że „potępienie” nie zawsze oznacza koniec — czasem jest początkiem nowej drogi. „Echo potępienia” to solidny start trylogii: autorka łączy elementy śledztwa, nadprzyrodzonych znaków, aniołów i zmagań głównej bohaterki, stworzonej na styku światła i mroku. Pomysł i klimat zdecydowanie działają na korzyść książki, choć pewne aspekty — jak tempo czy wątek romantyczny — mogą nie trafić do każdego. Jeśli jesteś otwarty/otwarta na świat, w którym wiele jest niedopowiedziane i kolejne tomy mają potencjał, warto sięgnąć. Jeśli natomiast oczekujesz pełnej samodzielnej historii z zamkniętym wątkiem i mocnym romansem — być może lepiej poczekać, aż cała trylogia będzie dostępna.