ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Sycylia. Plaże, gaje oliwne i antyczne miasta. Wydanie 1

Przed jakimkolwiek wyjazdem zagranicznym warto dowiedzieć się czegoś o kulturze, obyczajach i zabytkach państwa, które zamierzamy odwiedzić. W dalekich wojażach dobry przewodnik to rzecz absolutnie niezbędna, a niestety nie zawsze uda nam się wyłowić rzetelną pozycję pośród wielu dostępnych na rynku poradników. Wydawnictwo Bezdroża przygotowało informator, który pomoże zaplanować niezapomnianą wyprawę na Sycylię, uwzględniając indywidualne gusta i preferencje wyjeżdżających. Przewodnik podzielony został na kilka działów, oznaczonych różnymi kolorami, dzięki czemu odnalezienie właściwego zagadnienia nie sprawia problemów. Pierwsze strony dotyczą ogólnych informacji o tym jak powinniśmy przygotować się do podróży, gdzie możemy znaleźć niedrogi nocleg, jak wygląda publiczny transport we Włoszech itp. Muszę odnotować, że podano dokładne adresy i nazwy pensjonatów z opisem ich położenia, co znacznie ułatwia planowanie wakacyjnego wyjazdu. Oprócz wzmianek praktycznych, autorki skupiły się również na pamiątkach, które warto z Sycylii przywieźć oraz na charakterystyce geograficznej wyspy. Podoba mi się, że informator Agnieszki Fundowicz i Agnieszki Masternak oprócz niezbędnych wskazówek o najatrakcyjniejszych zabytkach, kulinarnych przysmakach i najsłynniejszych targowiskach zawiera także szereg porad kulturoznawczych, przybliżających zwiedzającym obyczaje Sycylijczyków. Dzięki temu dowiedziałam się jak mieszkańcy wyspy obchodzą katolickie święta, jak postrzegają Polaków oraz jakie stereotypy o Włochach są rozpowszechnianie. Nie mogło zabraknąć również wzmianki o słynnej mafii, z którą związki ma ponoć aż milion Sycylijczyków. Przewodnik doskonale spełnia swoją rolę poprzez podział na regiony. Każdy, kto planuję odwiedzić Sycylię może zapoznać się z informacjami o danej części wyspy i niewielkimi, ale szczegółowymi mapkami regionu. Autorki zadbały również o liczne ciekawostki związane z konkretnym miejscem lub zabytkiem, urozmaicając suche fakty poprzez intrygujące podania lub miejscowe legendy. Niestety przewodnik ten jest niewielkiego formatu, wydrukowany drobną czcionką. Po kilkunastu minutach czytania odczuwałam zmęczenie, więc nie mogę ocenić tej publikacji zupełnie pozytywnie. Ciekawe informacje, wykraczające poza standardowe teksty z większości przewodników sprawiają, że warto zapoznać się z tym poradnikiem przed wyjazdem na Sycylię. Żałuję jednak, że wydawnictwo nie zdecydowało się na większy, bardziej czytelny format.
Sztukater.pl Dosiak

Sycylia. Plaże, gaje oliwne i antyczne miasta. Wydanie 2

Przed jakimkolwiek wyjazdem zagranicznym warto dowiedzieć się czegoś o kulturze, obyczajach i zabytkach państwa, które zamierzamy odwiedzić. W dalekich wojażach dobry przewodnik to rzecz absolutnie niezbędna, a niestety nie zawsze uda nam się wyłowić rzetelną pozycję pośród wielu dostępnych na rynku poradników. Wydawnictwo Bezdroża przygotowało informator, który pomoże zaplanować niezapomnianą wyprawę na Sycylię, uwzględniając indywidualne gusta i preferencje wyjeżdżających. Przewodnik podzielony został na kilka działów, oznaczonych różnymi kolorami, dzięki czemu odnalezienie właściwego zagadnienia nie sprawia problemów. Pierwsze strony dotyczą ogólnych informacji o tym jak powinniśmy przygotować się do podróży, gdzie możemy znaleźć niedrogi nocleg, jak wygląda publiczny transport we Włoszech itp. Muszę odnotować, że podano dokładne adresy i nazwy pensjonatów z opisem ich położenia, co znacznie ułatwia planowanie wakacyjnego wyjazdu. Oprócz wzmianek praktycznych, autorki skupiły się również na pamiątkach, które warto z Sycylii przywieźć oraz na charakterystyce geograficznej wyspy. Podoba mi się, że informator Agnieszki Fundowicz i Agnieszki Masternak oprócz niezbędnych wskazówek o najatrakcyjniejszych zabytkach, kulinarnych przysmakach i najsłynniejszych targowiskach zawiera także szereg porad kulturoznawczych, przybliżających zwiedzającym obyczaje Sycylijczyków. Dzięki temu dowiedziałam się jak mieszkańcy wyspy obchodzą katolickie święta, jak postrzegają Polaków oraz jakie stereotypy o Włochach są rozpowszechnianie. Nie mogło zabraknąć również wzmianki o słynnej mafii, z którą związki ma ponoć aż milion Sycylijczyków. Przewodnik doskonale spełnia swoją rolę poprzez podział na regiony. Każdy, kto planuję odwiedzić Sycylię może zapoznać się z informacjami o danej części wyspy i niewielkimi, ale szczegółowymi mapkami regionu. Autorki zadbały również o liczne ciekawostki związane z konkretnym miejscem lub zabytkiem, urozmaicając suche fakty poprzez intrygujące podania lub miejscowe legendy. Niestety przewodnik ten jest niewielkiego formatu, wydrukowany drobną czcionką. Po kilkunastu minutach czytania odczuwałam zmęczenie, więc nie mogę ocenić tej publikacji zupełnie pozytywnie. Ciekawe informacje, wykraczające poza standardowe teksty z większości przewodników sprawiają, że warto zapoznać się z tym poradnikiem przed wyjazdem na Sycylię. Żałuję jednak, że wydawnictwo nie zdecydowało się na większy, bardziej czytelny format.
Sztukater.pl Dosiak

Alchemia portretu. Warsztaty Bolesława Lutosławskiego

Tajemnica. Kilka tygodni temu. Wchodzę do księgarni... Na półkach setki pozycji dotyczących fotografii. Stojąc przed ich równym rzędem, wodząc palcem od lewej do prawej w poszukiwaniu czegoś, co mnie natchnie do właściwego wyboru - widzę piękne wydawnictwa: strojne w piórka, profesjonalne, zachęcające do kupna. I wśród nich to jedno – elektryzujące z okładki tytułem i mistycyzmem spojrzenia. Od pierwszego wejrzenia czuję tą szczególną al-chemię i za wszelką cenę chcę się dowiedzieć, kim właściwie jest ta piękna pani? Może w książce dowiem się więcej na jej temat? Zatem postanowione. Zapakować! "Alchemia portretu. Warsztaty Bogusława Lutosławskiego." - czeka na mnie cierpliwe w kuchni do poranka następnego dnia. Otwieram pierwsze strony przy śniadaniu i kawie, a w kilka chwil później zapominam, po co właściwie siadałem do stołu. Wciąga. Wciąga jak diabli. Autor już w dedykacji zdradza, w jakim kierunku podąży, a ja czuję, że to książka skierowana wprost do mnie. Już po wprowadzeniu wiem, że przeczucie mnie nie zawiodło. Lutosławski z niebywałą lekkością pióra przeskakuje od "zarania dziejów", poprzez pytania o naturę fotografa i potencjał fotografii, do szacunku i odpowiedzialności jaką niesie ze sobą portretowanie poznawanych w trakcie sesji ludzi. Potem, zamiast wygłaszać wykład z wysokości profesorskiej katedry o tym: jak?, zachęca do zadania sobie pytania: dlaczego? I dalej opowiada o swoich początkach w fotografii, o mistrzach poszukiwanych i mistrzach odnalezionych w różnych momentach życia. O spotkaniach z nimi i jak wpłynęły one na jego fotografię... Fragment z tego rozdziału to kwintesencja moich własnych poszukiwań: "Kto wie, może kiedy robiłem te zdjęcia, podświadomie zrozumiałem, że jedynie intymność porozumienia ma znaczenie, że jedynie spotkanie drugiego człowieka warte jest zapamiętania (...)" Ucieszyłem się i wzruszyłem, że na szlaku, który kiedyś (być może nieświadomie) obrałem, nie jestem sam i znajdę na nim doświadczonego przewodnika. Mistrza. Podążyłem za nim w głąb książki. Jej autor zaprasza mnie do swojego świata, opisuje własną drogę w fotografii, metody oraz sprzęt jakich używał i używa. Pisze. Pisze arcyciekawie o nawiązywaniu relacji z portretowanymi przez siebie osobami oraz o sposobach jakich używa by ową relację utrwalić. To wszystko na tle fotografii tak głęboko naznaczonych jego charakterystycznym spojrzeniem. Poznałem też w końcu opowieść o powstaniu portretu kobiety z okładki – już noszę się z przeczytaniem jej książek, gdyż okazała się być pisarką. Nawet nie zwróciłem uwagi, kiedy trzeba było wstać od stołu, zrobić miejsce kolacji i pożegnać się chwilowo z książką ostatnim rozdziałem pod tytułem "Marzyciele". Długo nie mogłem znaleźć odpowiednich słów, które oddałyby istotę tej pozycji wydawniczej. Po kilku dniach przeczytałem Alchemię jeszcze raz, w poszukiwaniu kamienia filozoficznego fotografii portretowej, bo wydawało mi się, że przecież musi być gdzieś ukryty między słowami. Na próżno. W końcu rozszerzyłem swoje poszukiwania i dotarłem do autorskiego blogu twórcy (boleslawlutoslawski.blogspot.com) i właśnie tam znalazłem piękną myśl na pointę. Myśl, która według mnie jest serum prawdy, jest owym kamieniem filozoficznym Alchemii portretu. Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć jej wolne tłumaczenie mojego autorstwa: Portretowanie ludzi jest jak uczucie zapadania na miłość. Zakochanie - czasem przelotne a czasem na lata… lecz zawsze wybuchające nagle, tymi wszystkimi upajającymi emocjami oraz uwagą jaką poświęcamy TEJ drugiej Osobie równocześnie eliminując [z kadru] wszystko inne. Jak stworzyć książkę o fotografii, która zamiast uczyć będzie inspirować? Gdyby ktoś mi zadał tak skonstruowane pytanie miesiąc temu, to miałbym ogromny problem z odpowiedzeniem na nie. Dziś, po przeczytaniu "Alchemii portretu", taka odpowiedź jest dla mnie oczywista i brzmi: właśnie tak, jak uczynił to Bogusław Lutosławski.
Fotoferia.pl Przemysław Walocha, 2011-11-10

Gry i zabawy

„Nareszcie coś innego niż telewizor i gry komputerowe”- mówi sam autor i ja się z nim zgadzam. Ta książka powinna się znaleźć w każdym domu- obojętnie czy są w nim dzieci czy nie. Na ponad 300 stronach zamieszczono aż 600 propozycji przeróżnych gier i zabaw. Są te bardziej znane (np. Ciuciubabka), są i zapomniane, które miło sobie przypomnieć z czasów swojego dzieciństwa (pamiętacie Kierki?), ale większość to (przynajmniej dla mnie) pomysły nowe i warte sprawdzenia! I tak znajdziemy tutaj pomysły na gry w szachy i warcaby, gry planszowe, gry karciane dla jednego, dwóch i wielu graczy, gry hazardowe, gry z użyciem kości i płytek, gry klubowe, z użyciem piłki, gry na otwartej przestrzeni, podwórkowe, samochodowe, piknikowe, na przyjęcia, na deszczowe dni, wodne, z okazji ślubu, spodziewanych narodzin dziecka oraz łamigłówki. Jak widzicie, jest w czym wybierać! Szczegółowy opis zasad zabawy oraz ramki, w których zawarte są istotne uwagi, ciekawostki czy wskazówki umożliwiają prawidłowy przebieg. Przy każdej propozycji gry podany jest sugerowany minimalny wiek oraz ilość graczy. Poradnik okaże się pomocny dla wszystkich zajmujących się organizowaniem czasu wolnego, czyli na pewno rodziców. A poza tym animatorów, wychowawców, nauczycieli i wszystkich lubiących się bawić. Polecam!!!
odkrywczamama.blogspot.com 2011-11-16

Spokój z każdym oddechem. Codzienne medytacje uzdrawiające życie

Oto kolejna książka z tych, o których w pełni będę mogła wypowiedzieć się dopiero za jakiś czas, gdyż to kolejna pozaycja, którą częściowa należy sprawdzić na własnej skórze. Jednak w odróżnieniu od książek relaksacyjnych, które do tej pory czytałam, ta jest bardziej... uduchowiona niż praktyczna. "7 dróg do relaksacji" oraz "Droga do wewnętrznej równowagi" to książki pisane przez ludzi trochę takich jak ja: szukających sposobu, jak nie dać się codzienności, kombinujących, jak uwolnić się od stresu i zachować spokój. Dwie poprzednie książki były bardziej zbiorem technik i rad. Natomiast Thich Nhat Hanh to Mistrz, co widać na pierwszy rzut oka - prawda, że widać :)? To, co pisze w "Spokoju z każdym oddechem" to rozważania, wskazówki, jak cieszyć się każdym dniem, jak znaleźć przyjemność w pozornie prozaicznych czynnościach, takich jak przygotowywanie śniadania czy mycie zębów. Autor wiele miejsce poświęca na ćwiczenie uważności, które jest niczym innym, jak po prostu byciem tu i teraz, w teraźniejszości. Tylko na nią bowiem mamy wpływ i to w niej zawiera się nasze szczęście. Tymczasem mamy skłonność do nadmiernego analizowania i rozpamiętywania tego, co już było i zamartwiania się tym, co dopiero będzie. A to bez sensu, gdyż nasze szczęście znajduje się w teraźniejszości, w dokładnie tej chwili. Wielokrotnie w tym tekście autor odwołuje się do buddyzmu, to właśnie na naukach Buddy opierają się jego teorie. I znów: to, co mi się podoba to fakt, że teksty zawarte w tej książce są dostosowane do współczesnych realiów. Autor pisze w którymś momencie wprost: jeśli nie chcesz specjalnie poświęcać czasu na praktyki duchowe, nie musisz tego robić. Ćwiczenia uważności i elementy medytacji możesz wykorzystać nawet w drodze do pracy: skup się na drodze, którą pokonujesz, zsynchronizuj oddech z krokami. W ogóle chciałam napisać, że odkąd wprowadzam w praktykę to, czego dowiaduję się z książek, rzadziej się denerwuje, rzadziej nawiedzają mnie czarne myśli, a jeśli już się pojawią, to wiem, co robić: wdech, wydech, spokój. Wdech, wydech, spokój. Niby niewiele, ale dobroczynne skutki świadomego oddychania i relaksacji zaczynam powoli odczuwać. I chociaż "Spokój z każdym oddechem" podoba mi się chyba najmniej z dotychczas prezentowanych pozycji, a to dlatego, iż jest to książka bardziej do przemyślenia i do "wgryzienia" się dokładnie w to, co autor pisze, to z pewnością jest to pozycja zasługująca na uwagę.
slowoczytane.blogspot.com Scarletka, 2011-11-16

Ale pyszne! Tata gotuje

Gdy miałyśmy z siostrą kilka lat, pewnej soboty nasza mama musiała wyjść na cały dzień. Zostałyśmy w domu z tatą. Wszystko było ok., do momentu pierwszego posiłku. Tata, który nigdy nie wtrącał się w sprawy kulinarne, miał według wskazówek mamy przygotować (po raz pierwszy?) jajecznicę. Niby nic prostszego, niby nie może się nie udać... A jednak... Głodni musieliśmy czekać na powrót mamy (pamiętacie jeszcze, jak nie było pizzy na telefon?!). Od kilku lat gotowanie stało się modne. Gotują gwiazdy na ekranach TV, szefowie kuchni zdradzają swoje kulinarne sekrety, księgarnie i kioski mają w ofercie „kilogramy” książek i czasopism doskonalących umiejętności gotowania. Ale czy dociera to do zapracowanych, zmęczonych (i 100% męskich żeby nie było ;) ) mężów i ojców naszych dzieci? Raczej na zasadzie „O zobacz kochanie, Nigela ugotowała to i tamto. Może zrobimy to w niedzielę na obiad?”. Przychodzi niedziela, cieszysz się, że wspólnie zrobicie coś razem. Wchodzicie do kuchni. Nie wymagasz wiele- niech tylko poda Ci nóż do filetowania. Ale słyszysz „Kochanie, a który to?”. No dobra, to niech sklaruje masło. „YYY co mam zrobić?”- pyta samiec. I już masz dosyć. Niech wyjdzie już z Twojego terytorium i pójdzie oglądać mecz, bo inaczej nie zjecie obiadu do wieczora! I jak tu wyjść w porze obiadowej, zostawiając tatę z dziećmi? Trzymam w ręce jedyny poradnik kulinarny adresowany właśnie do tatusiów! A w nim facet tłumaczy facetom jak robić zakupy produktów żywnościowych, pokazuje i objaśnia funkcjonowanie podstawowego sprzętu kuchennego, wyjaśnia co jak kroić, co to jest deglasacja, klarowanie, blanszowanie i inne. Książka przedstawia zdecydowanie męskie podejście- oto przykład: „Gotowanie jest jak wymiana świec zapłonowych. Początkowo wydaje się, że to zadanie dla ekspertów. Potem, któregoś dnia, ktoś wręcza Ci odpowiednie narzędzia, udziela kilku cennych wskazówek, aż nagle zdajesz sobie sprawę, że wymiana świec to banalna sprawa.”- pisze autor. Poza tym podaje mnóstwo prostych przepisów na pyszne dania dla całej rodziny, na przykład na śniadanie- francuskie tosty czy frittatę. Na drugie śniadanie do szkoły, pracy- kanapkę klubową z indykiem lub sałatkę szefa kuchni. Na obiad- pierś z kurczaka piccata albo brudny ryż. Na deser można przyrządzić ciasto lodowo- lemoniadowe lub muffinki. A na kolację- pumpernikiel z rodzynkami. Brzmi skomplikowanie, ale uwierzcie, że przepisy są niezwykle proste! I oczywiście jest ich więcej niż wspominam powyżej. Ponadto nasi mężczyźni znajdą tu zdjęcia i wskazówki, jak nakryć do stołu, dowiedzą się krok po kroku jak przygotować kolację na 12 osób lub urządzić przyjęcie urodzinowe dziecka! Czyż nie warto mieć takiej książki na półce w kuchni? Odkładam już ten poradnik i przekazuję go Mężowi. Choć gotuje świetnie i profesjonalnie obsługuje kuchenne sprzęty, jakoś rzadko to robi. Trzeba to zmienić! A krokiem pierwszym do tego jest wręczenie mu książki „Ale pyszne! Tata gotuje”. Jest ona dostępna między innymi tutaj. Muszę jeszcze wspomnieć o moim Tacie! Kilka lat temu okazało się, że drzemie w nim talent kulinarny! Gotuje najlepszy bigos, piecze pyszną pieczeń ze schabu na winie i … mniam mniam! A wyobraźcie sobie jaką ma radochę, gdy się go chwali... Kiedyś nie pomyślałabym nawet, że mój tata potrafi wyczarować takie pyszności. A jednak!
odkrywczamama.blogspot.com 2011-11-03