ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Joomla! System zarządzania treścią

Sięgając po tę publikację poznamy kulisy powstania Joomli!, uzyskamy informacje o strukturze systemów CMS, a także dowiemy się, gdzie można znaleźć wykaz stron przygotowanych w oparciu o to rozwiązanie. System Joomla! to propozycja dla użytkowników zainteresowanych szybkim tworzeniem rozbudowanych serwisów internetowych. Oferuje wiele modułów i zapewnia możliwość łatwego aktualizowania treści. Autor wyjaśnia, jakie oprogramowanie należy zainstalować w systemach Windows i Linux w celu przygotowania środowiska pracy. Przybliża składniki standardowej witryny utworzonej w ramach systemu oraz udziela wskazówek związanych z dostosowaniem go do własnych potrzeb. Czytelnicy dowiadują się, w jaki sposób należy instalować dodatkowe komponenty oraz uczą się wzbogacania witryny o takie elementy jak forum dyskusyjne, kalendarz. Sporo miejsca poświęcono tworzeniu galerii. Znajdziemy tu również wskazówki związane z budową e-sklepu, przygotowywaniem szablonów oraz z tworzeniem i instalowaniem własnych rozszerzeń.
magazynt3.pl Tomasz Galanciak, 2011-08-27

Optymalizacja funkcjonalności serwisów internetowych

Przy stale zwiększającej się liczbie serwisów internetowych użytkownicy światowej sieci zyskują coraz większy wybór. W praktyce oznacza to, ze twórcy witryn w przypadku popełniania błędów projektowych muszą liczyć się z utrata klientów na rzecz lepiej przygotowanej konkurencji. Jakie czynniki warunkują zatem powodzenie internetowych przedsięwzięć Z pewnością należy zadbać o wysoka jakość oferowanych treści i atrakcyjna oprawę graficzna, lecz fundamentalna role odgrywa funkcjonalność serwisu i związana z nią wygoda użytkowania. W osiągnięciu sukcesów na tym polu wspomaga webmasterów Jakob Nielsen, postrzegany przez specjalistów jako światowy guru w dziedzinie funkcjonalności stron WWW. Wraz ze specjalistką do spraw doświadczeń użytkowników, pracująca z nim w firmie, Nielsen Norman Group przygotował książkę, w której zgromadzone zostały praktyczne wskazówki dotyczące projektowania wygodnych w użytkowaniu witryn. Wydana w kolorze pozycja rozpoczyna się od wyjaśnienia czym jest funkcjonalność, jak była postrzegana kilka lat temu i jak wpływa obecnie na popularność serwisów internetowych. Następnie autorzy przechodzą do ujawnienia źródeł danych, w oparciu o które formułują wnioski związane z zasadami tworzenia stron WWW. Szczegółowo opisują przebieg badan i wyjaśniają dlaczego tak istotne jest prowadzanie testów z udziałem użytkowników. Na bazie poczynionych obserwacji pokazują jak użytkownicy korzystają z witryn i uświadamiają webmasterom ile czasu poświecą przeciętny internauta na przekonanie się czy ma do czynienia z wartościowym serwisem. Kolejnym etapem jest ponowne przyjrzenie się ponad trzydziestu najbardziej znaczącym problemom związanym z funkcjonalnością, które zostały zdefiniowane w latach 90. Znamienny jest fakt, iż cześć z nich nie tylko nie straciła na znaczeniu, lecz stała się jeszcze bardziej istotna. W przypadku kilku innych zmianie uległy zachowania użytkowników i webmasterów, a swoje piętno odcisnął również postęp technologiczny. Czytelnicy uczą się następnie nadawania problemom priorytetów i rozpoznawania, które z nich w największym stopniu szkodzą ich projektom. Pomocne wskazówki zostały podzielone na kilka obszarów tematycznych. Autorzy wyjaśniają jak usprawnić wyszukiwanie udostępnianych materiałów, dzielą się uwagami na temat nawigacji i architektury informacji oraz podkreślają znaczenie typografii dla uzyskania i podtrzymania dobrego wrażenia podczas przeglądania witryny. Uczą również sztuki przygotowywania tekstów na potrzeby internetu i sporządzania precyzyjnych, oczekiwanych przez klientów informacji o produktach. Odnoszą się tez do właściwego rozmieszczania elementów serwisu i wskazują potrzebę zachowania odpowiednich proporcji miedzy nowoczesnymi technikami multimedialnymi a rzeczywistymi potrzebami użytkowników. Jakob Nielsen po raz kolejny udowodnił, ze nie bez powodu jest uznawany za światowej klasy specjalistę. Dostarczył czytelnikom wartościowe porady ułatwiające tworzenie przyjaznych w użyciu serwisów internetowych. Rozważania związane m.in. z nawigacja, wyszukiwaniem informacji i typografia poparł nie tylko wynikami badan, lecz również licznymi przykładami. Wskazując powszechnie popełniane błędy umożliwił wyciąganie wartościowych wniosków, przekładających się na poprawę jakości własnych projektów. Wada książki jest jej stosunkowo wysoka cena (99 zł). Warto jednak zauważyć, iż w przypadku przedsięwzięć o charakterze komercyjnym pozyskana w trakcie jej lektury wiedza szybko doprowadzi do sytuacji, w której zakup tej pozycji będzie postrzegany jako udana inwestycja.
magazynt3.pl Tomasz Galanciak, 2011-08-27

Druga pensja z sieci. Jak rozpocząć i rozwinąć działalność w internecie, nie rezygnując z aktualnej pracy

„Kiedyś było tak, że aby dorobić sobie trochę pieniędzy, trzeba było podjąć drugą pracę. To oznaczało, że człowiek wracał zmęczony po pracy do domu, szybko zjadał obiad i biegł w drugie miejsce na następne kilka godzin. Oczywiście jeśli chcesz, też możesz pracować w takim trybie - ale nie jest to konieczne". Przywołany cytat pochodzi z książki „Druga pensja z sieci. Jak rozpocząć i rozwinąć działalność w internecie, nie rezygnując z aktualnej pracy", napisanej przez Davida Lindahla i Jonathana Rozeka, amerykańskich specjalistów od marketingu, zajmujących się m.in. doradztwem biznesowym. W tym pisaniem książek, takich właśnie jak ten poradnik dla stawiających pierwsze kroki w internetowym biznesie. Oczywiście wszelkie poradniki w stylu "jak to zrobić, by się nie narobić i jeszcze zarobić" budzą zrozumiałą nieufność. Czasem warto jednak zaryzykować (zwłaszcza że ryzyko jest niewielkie - książkę można wypożyczyć z biblioteki) i sprawdzić, co też autorzy mają do powiedzenia. Zwłaszcza w sferze tak jeszcze nowej i dającej niezwykłe możliwości, jaką jest niewątpliwie internet. A rady Lindahla i Rozeka wydają się oczywiste, przez to zaś - przekonujące. Rozkręcenie niewielkiego internetowego biznesu nie wymaga wielkich nakładów, ani finansowych, ani czasowych. Nie wymaga nawet specjalnej pomysłowości. Oczywiście przy założeniu, że nie mamy zamiaru w ciągu paru dni zarobić milionów, ale poprzestać (początkowo) na małym, które -jak wiadomo - „jest piękne". „Ty musisz tylko znaleźć kilkaset lub może kilka tysięcy ludzi na całym świecie, żeby zarobić całkiem sporą sumkę na swoim produkcie" - piszą autorzy. Zwracając uwagę na wiele istniejących już nisz rynkowych, w których można się zadomowić: „Jak wiesz, ludzie traktują swoje hobby z ogromną pasją. Jeśli jesteś fanem orchidei, wędkarstwa muchowego, psów rasy Jack Russell Terrier albo czegokolwiek innego, nie tylko chętnie kupisz kolejny egzemplarz do swojej kolekcji, ale wręcz będziesz go poszukiwał". Trudno się z tym twierdzeniem nie zgodzić, hobbyści to znakomity target, o czym wiedzą chociażby gracze komputerowi, potrafiący zarobić miliony na odsprzedaży istniejących tylko wirtualnie uczestniczących w danej grze postaci czy tzw. artefaktów. By nie wspomnieć o bardziej tradycyjnych filatelistach bądź numizmatykach, często wręcz ryzykujących więzienie dla zdobycia upragnionego okazu. By zarobić w internecie trzeba więc mieć jakieś hobby lub się na czymś znać. Nie musi to jednak być wiedza prawdziwie ezoteryczną jaką niewątpliwie jest chociażby znajomość filatelistycznych niedodruków. Wystarczy wiedza potoczną na przykład dotycząca posługiwania się jakimś modelem telefonu komórkowego. „Wyobraź sobie facetów siedzących przy barze i próbujących zrobić wrażenie na kolegach (albo dziewczynach) wyjątkowymi rzeczami, które potrafią zrobić na swoim BlackBerry albo iPhonie. Nie wydaje ci się, że taki mężczyzna byłby gotów zapłacić 7 dolarów za to, żeby oczarować damę siedzącą na drugim końcu baru " - pytają retorycznie autorzy, podsuwając (bezpłatnie) prościutki pomysł na napisanie i sprzedawanie praktycznych instrukcji. Bo właśnie pisanie instrukcji to - zdaniem autorów - najprostszy i najtańszy sposób na rozpoczęcie internetowej działalności. Zwłaszcza w czasach, gdy niemal każde urządzenie ma wielką ilość nadmiarowych możliwości, których z instrukcji fabrycznych nijak nie da się nauczyć. Inny sposób to publikacja i sprzedaż fotografii, najbardziej nawet banalnych, a wielu ludziom potrzebnych - oni są gotowi je kupić, zwłaszcza gdy cena nie przekracza dolara. „Teraz dziesiątki tysięcy fotografów mogą umieszczać na swoich stronach internetowych swoje zdjęcia segregując je według kategorii, takich jak arbuzy, zabawa czy irytacja. Kiedy wejdziesz na taką stronę i wpiszesz: zirytowany, zobaczysz setki zdjęć ludzi, którzy wyrywają sobie włosy z głowy, krzywią się itp. (...) Niedawno czytałem o doktorancie z Uniwersytetu Browna, który w czasie wolnym od studiowania zarabia kilkaset tysięcy dolarów rocznie, robiąc zdjęcia świata, który go otacza. Za każdą fotografię dostaje tylko kilka centów, ale przez te kilka lat umieścił w Internecie tysiące zdjęć - są wśród nich takie, które kupiło już kilka tysięcy ludzi" - piszą autorzy. Biznes? Ależ to bardzo proste - chciałoby się więc zawołać po lekturze tej książki. Oczywiście proste dopóty, dopóki nie przekroczymy pewnej bariery ilościowej. Pomijając nawet możliwość zainteresowania się nami przez ZUS czy urząd skarbowy, wchodzimy w sferę bardziej skomoplikowaną. Ale i na to jest rada - na przykład lektura książki Marka Jankowskiego „Pułapki small biznesu. 133 mity, które niszczą Twoją firmę". Ale to już lektura dla bardziej zaawansowanych. Ja w każdym razie zaraz coś napiszę, wrzucę do internetu i - zacznę przeglądać oferty biur organizujących ekskluzywne wycieczki... Stać mnie na to, by było mnie stać.
Dziennik Polski WŁODZIMIERZ JURASZ, 2011-08-24

Zdrowie masz we krwi! Jak żyć w zgodzie z grupą krwi

Jeść same białka, a może tylko tłuszcz? Zrezygnować z owoców czy postawić na głodówkę. A może jeść zgodnie z grupą własnej krwi? O nie, kolejna dieta! Nie lubię diet. Nie stosuję żadnych. I dlatego nie lubię o nich czytać - bo to dla mnie większa fikcja niż ta literacka. Ale dostałam książkę do ręki. Przeczytałam z ciekawości. Z dużą dozą sceptycyzmu, na dobry początek. I zaskoczyłam się. Bo o ile nastawienie miałam naprawdę bojowe i byłam gotowa spierać się w myślach z autorką (a jeśli byłoby trzeba, także na głos), o tyle w trakcie czytania moja chęć walki nieco osłabła. Co nie znaczy, że w kilka godzin zmieniłam się w zagorzałą fankę jedzenia zgodnego ze swoją grupą krwi, ooo nie. Ale... Ale od początku. O co chodzi? W skrócie: dawno temu była tylko jedna grupa krwi - A. Z niej po jakimś czasie zaczęły wykształcać się inne: B, AB i 0. Dieta zgodna z grupą krwi opiera się na założeniu, że to, co dla jednego człowieka jest dobre, dla drugiego wcale nie musi takie być. Nie wszyscy lubią kurczaka albo pieczoną paprykę. Idąc dalej, w zależności od tego, jaką mamy grupę krwi, jeśli chcemy być zdrowi, pozwalczać wszystkie choróbska i dobrze się czuć, powinniśmy sięgać po inne produkty. Bo to ta właśnie różnorodność jest gwarantem dobrego samopoczucia. Dotyczy to zresztą nie tylko jedzenia, ale też uprawianego sportu czy sposobów radzenia sobie ze stresem.

Na rynku jest taka masa książek o dietach, że za osoby, które chcą się odchudzić, albo po prostu zdrowo odżywiać, trzymam mocno kciuki. Bo nie pogubić się w tym gąszczu dietetycznych książek, to już jest nie lada sukces. W dodatku autor każdego poradnika pisze co innego. Jeden twierdzi, żeby nie pić kawy, bo szkodzi. Na co zaraz odzywa się drugi i przekonuje, że kawa jest co najmniej boskim napojem. Inny dochodzi do wniosku, że najlepiej będzie, jak zaczniemy pochłaniać tylko tłuszcz, na co zaraz kolejny odpowiada: "W białku siła!". Do chóru przyłączają się następni: a to jedz kolorowo, a to nie łącz tego z tym (albo właśnie łącz), a to wreszcie detoksuj się przez 21 dni koktailami warzywnymi albo nagotuj cały gar zupy z kapusty od razu na tydzień. Mmm, pycha. Natomiast ta książka przekonuje mnie o tyle, że w nie znalazłam w niej kategorycznych stwierdzeń pod tytułem "od kurczaka schudniesz, a od wieprzowiny będziesz tyć". Trafia do mnie to, że każdy potrzebuje tak naprawdę czegoś innego, żeby dobrze się czuć i mieć dużo energii. Dorota Augustyniak-Madejska tłumaczy to w ten sposób: nasze organizmy są tak skonstruowane, że w zależności od literaki, która mamy przed "Rh", trawimy jedne rzeczy szybciej, inne wolniej. Niektórzy ludzie od tego samego mogą mieć wzdęcia, inni wręcz przeciwnie - czują się świetnie. Zastanawiam się jednak na ile nasza tolerancja (bądź nietolerancja) niektórych produktów zależy od naszych przyzwyczajeń żywieniowych i kilku innych czynników poza samą grupą krwi, a na ile właśnie głównie od niej. Z drugiej strony, jeśli miałabym się zdecydować, czy jedzenie dostosowane do grupy krwi mnie przekonuje, czy też nie - to opowiedziałabym się po stronie kiwających potwierdzająco głowami. A przekonać choć w minimalnym stopniu takiego niedowiarka jak ja jest nie małym wyczynem.

Może to dlatego, że czytając tę książkę, wcale nie miałam wrażenia, że była pisana z obłędem czającym się na końcu pióra. Wręcz przeciwnie, jest bardzo logiczna. Spodobała mi się. Augustyniak-Madejska pisze tak, że rozumiem, o co chodzi. Wytłumaczyć coś najprościej na świecie jest najtrudniej. Autorka przedstawia różne mechanizmy działające w naszych organizmach. W prosty sposób pokazuje co się dzieje, gdy się przejadamy albo fundujemy sobie głodówkę, dlaczego jak jemy śmieciowe rzeczy, to mimo pełnego żołądka możemy zasłabnąć z braku energii. Wreszcie dlaczego nie można jeść w pośpiechu, bo tak zjedzone posiłki zwyczajnie się nie trawią i zalegają później kilka dni w jelitach, fundując nam różne sensacje trawienne i zamieniając nasz brzuch w balon.

Czyli: jest ciekawie. A przy tym jasno i zrozumiale. Jednych ta książka przekona, innych nie. Jedni pozostaną sceptyczni wobec odżywania pasującego do posiadanej grupy krwi, drudzy z miejsca zadeklarują się jej fanami. A jeszcze inni pozostaną gdzieś pośrodku. Przekonani, ale nie mający potrzeby robienia rewolucji na swoich talerzach. Tacy wezmą z książki co dobre, wyciągną wnioski i wykorzystają je do swoich potrzeb. Czy już wiecie, do której grupy ja się zaliczam? Wyczytałam w książce, że osobom z mojej grupy krwi, A, świetnie robią jagody i cytryny. A że nie mogłam się opanować, i przy okazji jagód, kupiłam też w hurtowych ilościach truskawki (ostatnie tego lata, to już końcówki!), zrobiłam ze wszystkiego koktail. Na zdrowie!
bookmeacookie.blogspot.com Kuchareczka

Moc coachingu. Poznaj narzędzia rozwijające umiejętności i kompetencje osobiste

Coaching to dziedzina dynamicznie rozwijająca się ostatnio także w Polsce, ale mimo to wciąż pozostająca dla wielu pojęciem mało czytelnym. Dobrze jest więc oddać się w ręce pięciu pań (Maja Wilczyńska, Jolanta Kućka, Małgorzata Nowak, Joanna Sawicka, Katarzyna Sztajer-wald), oddając się jednocześnie lekturze przygotowanego przez nie i Onepress poradnika „Moc coachingu. Poznaj narzędzia rozwijające umiejętności i kompetencje osobiste". Szybko zorientujemy się, iż pod okiem inspirującego coacha i poprzez samokształcenie wzbogaci się nasze myślenie, zaczniemy panować nad własnym zachowaniem, skracając drogę własną - tudzież prowadzonej przez siebie firmy - do zamierzonych celów.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2011-08-22