Recenzje
Etykieta w biznesie
W książce "Etykieta w biznesie" Adam Jarczyński przeprowadza nas przez zasady powitań, spotkań biznesowych, pisania służbowej korespondencji, przeprowadzania rozmów telefonicznych, spożywania posiłków i zachowywania się w internecie. To zaskakujące, ile życie daje nam okazji do pogwałcenia etykiety!
Nie warto raczej zostawać fanatykiem dobrych manier, jednak lekceważenie ich i tłumaczenie tego "spontanicznością" za dobrze na nasz zawodowy wizerunek nie wpłynie. Dlatego warto przezwyciężyć początkowy opór i zagłębić się w podręcznik Adama Jarczyńskiego.
Gazeta Ubezpieczeniowa Aleksandra Wysocka-Zańko, 2011-04-12
Jestem moją pracą. Rozrzućcie me prochy w sali konferencyjnej
Prawdę mówiąc, bardziej podoba mi się podtytuł książki "Jestem moją pracą", który brzmi "Rozrzućcie me prochy w sali konferencyjnej". Mimo energii, jaka tkwi w tytule (też niezłym...), dopiero "testamentowy" zapis oddaje urok tego dzieła, adresowanego zarówno do firm, które pragną wykorzystać możliwości swych pracowników, jak pracowników, którzy chcą jak najlepiej ustawić się w strukturach organizacyjnych. Zatrzymaj się na chwilę w gonitwie po szczeblach kariery i zastanów się, czy wierzysz w to, co robisz -proponuje autor. To lektura obiektywna, ale i wręcz... intymna.
Dziennik Łódzki .N, 2011-04-08
Fotografia artystyczna. Od inspiracji do obrazu
Zaczyna się zawsze łatwo - trójpodział, użyteczność filtra polaryzacyjnego, złota godzina. Tę wiedzę łatwo zdobyć, znajdziemy ją w wielu poradnikach. Stosujemy te porady i już mamy całkiem niezłe zdjęcia krajobrazowe. Ale co dalej? Co ma zrobić miłośnik pejzaży, który opanował już podstawy? Sięgnąć po „Fotografię artystyczną” Alaina Briota.
Fotografia artystyczna - to brzmi podejrzanie. Tytuł może odstraszać osoby węszące za nim wywnętrzanie się awangardowego artysty, przelewającego na papier cierpienia swojej nadwrażliwej świadomości. Bez obaw. Alain Briot jest artystą klasycyzującym - jego pejzaże są tradycyjne - raczej bliższe wielkim mistrzom malarstwa niż współczesnym eksperymentom twórczym. Owszem, żyje ze sprzedaży swoich prac na rynku kolekcjonerskim, co świadczy o tym, że jego zdjęcia są dobre.
Kwestie związane z rynkiem kolekcjonerskim zresztą pojawiają się w książce, ale uprzedzając obawy, zdradzę, że w niezbyt dużej objętości, a do tego są przedstawione w sposób przystępny i ciekawy nawet dla zdeklarowanego amatora. Może to być zresztą jedyna okazja do zapoznania się z kwestiami numerowania i limitowania dzieł sztuki w czasach doskonałości kopii cyfrowych.
Nauka patrzenia
Zacznijmy jednak od początku - a książka zaczyna się tam, gdzie powinna zacząć się nauka fotografowania. Nie, wcale nie budową aparatu, omówieniem rodzajów matryc, schematem działania przysłony. Książka zaczyna się omówieniem różnic w postrzeganiu świata przez człowieka a rejestracją tego samego przez aparat oraz podkreślaniem konieczności ćwiczenia, żeby nauczyć się przekładać to, co widzimy, na dwuwymiarowy kadr, jaki stworzy nam aparat. A także na odbitkę, jaką chcemy uzyskać w efekcie dalszej pracy nad ujęciem.
Później mamy rozdział o świetle - może niekoniecznie odkrywczy i nie wnoszący wiele nowego, czego by nie było już wcześniej w innych książkach, ale bez niego książka byłaby niepełna.
Kompozycja w kolorze oraz czerni i bieli to już zupełnie nowe jakości. Przedstawienie przez Briota modeli kolorów i ich powiązanie z fotografią wydaje mi się najpełniejsze wśród wydanych u nas poradników fotograficznych i najbardziej praktyczne (jeśli w ogóle można mówić o praktyczności modeli kolorów). Na końcu tego (i każdego innego) rozdziału są ćwiczenia dla czytelnika, które mają mu pomóc w nauce praktycznego wykorzystywania przedstawionej wiedzy. Moje osobiste gratulacje za wydrukowanie na schematach w tej części niebieskiego jako niebieskiego - niektórym wydawcom to się nie udaje.
Część o fotografii czarno-białej to znowu nauka patrzenia w specyficzny sposób. Ponownie autor proponuje nietypowe narzędzia wspomagające oko fotografa. Pokazuje też, że drogi konwersji do czerni i bieli mogą być różne, a tym samym prowadzić do bardzo odmiennych fotografii. Sporo miejsca poświęca kwestii tego, które kompozycje „działają” w wersji monokolorowej, a które po prostu są lepsze jako barwne.
O samym komponowaniu Briot pisze wychodząc daleko poza popularne banały o trójpodziale i złotym podziale. Zamiast tego prezentuje metody budowania kadrów w oparciu m.in. o wieloplanowość, linie wiodące i tworzenie relacji między przedstawionymi obiektami.
Jak robimy zdjęcia...
Parafrazując bohatera Moliera, który całe życie mówił prozą, ale o tym nie wiedział, każdy wykonując zdjęcie realizuje proces twórczy, składający się z kilku elementów. W modelu Briota są to inspiracja, kreatywność, wizja i styl. Autor nie tylko definiuje je, ale też przedstawia skutki niedorozwoju któregoś z tych elementów, a także omawia czynniki pozwalające je rozwijać i ćwiczyć. Ta część książki jest unikatowa, cenna i najmniej techniczna. Jest to też temat zupełnie niezrozumiały dla początkujących i nieoceniony dla zaawansowanych.
...i o nich dyskutujemy
Kolejny unikat to porady autora na temat relacji z publicznością, a zwłaszcza dyskutowania o zdjęciach, szczególnie w takich aspektach jak „nielegalne” techniki, obróbka komputerowa i „prawdziwa” fotografia. Propozycje Alaina Briota są tu zarówno ciekawe, jak i bardzo zdecydowane. Warto zwrócić uwagę, że pochodzą one od dojrzałego artysty, który dobrze wie „dokąd jedzie”.
Błędy proste i bardziej wyrafinowane
Nie wszystkie fragmenty są równie interesujące, co zresztą nieuchronne w każdym poradniku. Tutaj można sobie darować rozdział na temat żmudnych metod ustalania czasu i miejsca wschodu i zachodu słońca - gdy dostępny jest darmowy program „The Photographer′s Ephemeris”, mordowanie się z tabelami nie ma wielkiego sensu.
Dyskusyjna jest część porad w generalnie bardzo ciekawym rozdziale „Przypadłości zdjęć”. Autor tam np. walczy z prześwietleniami, zablokowanymi tonami, poszarpanym histogramem i postuluje korzystanie z 16-bitowego zapisu zamiast 8-bitowego. Tyle, że na zdjęciach (s. 348-349) nie widać wcale obiecanej poprawy, jasne partie są tak samo wypalone, a rozjaśnione cienie sprawiają, że ogólny kontrast jest niższy, a efekt wygląda dla mnie trochę jak niezbyt udany HDR. Niekoniecznie podważa to kompetencje autora - zapewne większość jego prac przyjmuje postać finalną na wysokiej jakości drukarkach atramentowych, a tutaj po prostu „poległ” na ograniczeniach offsetowego CMYK-a i nie pomógł nawet dobrej jakości papier, na jakim wydrukowana jest książka. Fotografia to sztuka wizualna i jeśli czegoś nie widać, to tego nie ma - dotyczy to zarówno problemów, jak i metod ich naprawy.
Problemy, do których trzeba dojrzeć
Mimo drobnych zastrzeżeń uważam tę książkę za wybitną i jedną z najcenniejszych pozycji dla pejzażystów - a szczególnie zaawansowanych pejzażystów - jakie pojawiły się na naszym rynku. Nie jest to jednak pozycja dla każdego - Briot podaje drogi do rozwiązania problemów, które będą zupełnie niezrozumiałe dla początkujących fotoamatorów.
Digital Foto Video Piotr Dębek, 2011-04-07
Najmocniejsze ogniwo. Jak stać się niezastąpionym zawsze i wszędzie
Drogi Seth,
Przeczytałem, już jakiś czas temu, Twoją książkę „Najmocniejsze ogniwo” i chciałbym się podzielić z Tobą i wszystkimi zainteresowanymi, kilkoma, na jej temat, uwagami. Wybacz szczerość, ale tak zostałem skonstruowany, a znalazłem w niej Twoje nawoływanie do autentyczności, a tym samym do szczerości.
Książkę otrzymałem z wydawnictwa Onepress z prośbą o recenzję, a uważam, że autor jest najlepszym adresatem recenzji… Czytałem tę książkę początkowo z pewnym wahaniem, bo jestem już po lekturze Twoich „Plemion 2.0” i po tytule spodziewałem się, że teraz szerzej piszesz o przywództwie. Jakże się myliłem. Przekonałem się o tym bardzo szybko.
Więcej czasu zajęło mi zrozumienie, że nie nawołujesz do bojkotu kapitalizmu i gospodarki wolnorynkowej. Początkowa Twoja, bardzo słuszna, krytyka korporacji jest doskonale uzasadniona i całkowicie się z nią zgadzam.
Masz całkowitą rację, że korporacje potrzebują miernych pracowników przede wszystkim po to, aby obniżyć cenę. Pozwól, że przypomnę Ci Twoje słowa z Plemion 2.0 o przywództwie w firmie Apple. Przecież produkty tej firmy są droższe niż „konkurencji”, choć uważam, że konkurencji w kategorii nie mają.
Wracam jednak do „Najmocniejszego ogniwa”. Przepraszam za tak późne zrozumienie, że książka nie opisuje sytuacji zastanej i nie jest poradnikiem jak się odnaleźć w świecie korporacji. Nawołujesz w niej każdego z czytelników do odkrycia w sobie artysty w tym co robi. Do wyjścia ze status quo w jakim tkwimy i wzbudzenia w sobie pasji.
Bardzo Ci dziękuję za tę książkę, bo odmieniła moje postrzeganie zupełnie. Już w połowie złapałem się na tym, że czytam niektóre rozdziały kilka razy. Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciw temu, że będę Cię cytował na zajęciach, zwłaszcza dla studentów, którzy jeszcze nie muszą się „wydobywać” z marazmu status quo.
Uważam, że tę książkę musi przeczytać każdy kto chce coś w życiu osiągnąć, kto chce zostawić jakiś ślad po sobie. Jesteś, podobnie jak ja, skażony marketingiem ale udaje Ci się tę manierę marketingową dobrze schować. Nie ukrywasz jej jednak, zgodnie z zasadą autentyczności. Musisz jednak się zgodzić, że zmienia to sposób postrzegania świata.
Raz jeszcze bardzo dziękuję, książka jest genialna, doskonała, ucząca a nie pouczająca, a przede wszystkim wywołująca zastanowienie i myślenie. Nie wiem jak to możliwe, że dopiero teraz ją napisałeś.
Kłaniam się z szacunkiem
Maciek Tesławski
teslawski.wordpress.com Maciej Tesławski, 2011-04-06
Najmocniejsze ogniwo. Jak stać się niezastąpionym zawsze i wszędzie
Drogi Seth,
Przeczytałem, już jakiś czas temu, Twoją książkę „Najmocniejsze ogniwo” i chciałbym się podzielić z Tobą i wszystkimi zainteresowanymi, kilkoma, na jej temat, uwagami. Wybacz szczerość, ale tak zostałem skonstruowany, a znalazłem w niej Twoje nawoływanie do autentyczności, a tym samym do szczerości.
Książkę otrzymałem z wydawnictwa Onepress z prośbą o recenzję, a uważam, że autor jest najlepszym adresatem recenzji… Czytałem tę książkę początkowo z pewnym wahaniem, bo jestem już po lekturze Twoich „Plemion 2.0” i po tytule spodziewałem się, że teraz szerzej piszesz o przywództwie. Jakże się myliłem. Przekonałem się o tym bardzo szybko.
Więcej czasu zajęło mi zrozumienie, że nie nawołujesz do bojkotu kapitalizmu i gospodarki wolnorynkowej. Początkowa Twoja, bardzo słuszna, krytyka korporacji jest doskonale uzasadniona i całkowicie się z nią zgadzam.
Masz całkowitą rację, że korporacje potrzebują miernych pracowników przede wszystkim po to, aby obniżyć cenę. Pozwól, że przypomnę Ci Twoje słowa z Plemion 2.0 o przywództwie w firmie Apple. Przecież produkty tej firmy są droższe niż „konkurencji”, choć uważam, że konkurencji w kategorii nie mają.
Wracam jednak do „Najmocniejszego ogniwa”. Przepraszam za tak późne zrozumienie, że książka nie opisuje sytuacji zastanej i nie jest poradnikiem jak się odnaleźć w świecie korporacji. Nawołujesz w niej każdego z czytelników do odkrycia w sobie artysty w tym co robi. Do wyjścia ze status quo w jakim tkwimy i wzbudzenia w sobie pasji.
Bardzo Ci dziękuję za tę książkę, bo odmieniła moje postrzeganie zupełnie. Już w połowie złapałem się na tym, że czytam niektóre rozdziały kilka razy. Mam nadzieję, że nie będziesz miał nic przeciw temu, że będę Cię cytował na zajęciach, zwłaszcza dla studentów, którzy jeszcze nie muszą się „wydobywać” z marazmu status quo.
Uważam, że tę książkę musi przeczytać każdy kto chce coś w życiu osiągnąć, kto chce zostawić jakiś ślad po sobie. Jesteś, podobnie jak ja, skażony marketingiem ale udaje Ci się tę manierę marketingową dobrze schować. Nie ukrywasz jej jednak, zgodnie z zasadą autentyczności. Musisz jednak się zgodzić, że zmienia to sposób postrzegania świata.
Raz jeszcze bardzo dziękuję, książka jest genialna, doskonała, ucząca a nie pouczająca, a przede wszystkim wywołująca zastanowienie i myślenie. Nie wiem jak to możliwe, że dopiero teraz ją napisałeś.
Kłaniam się z szacunkiem
Maciek Tesławski
teslawski.wordpress.com Maciej Tesławski, 2011-04-06
Zaufanie 2.0. Jak wywierać wpływ, zdobyć lojalność klientów i kreować markę
Chris Brogan i Julien Smith to amerykańscy łowcy trendów. Udowadniają, że do gry o klienta wkraczają dziś agenci zaufania: marketerzy, działający przede wszystkim w Internecie. W swojej pracy koncentrują się na relacji z klientem i nie wywierają presji na odbiorców. Zamiast tego, sprawnie poruszając się w świecie technologii internetowych, nadają sprzedaży w sieci „ludzką twarz”.
Ważna, bo: nowe spojrzenie na relacje z klientami, wprowadza nowe pojęcie
THINKTANK rekomenduje: marketerom i liderom
Magazyn Think Tank