ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Fotografia obnażona. Mistrzowskie sesje aktu

Poniżej prezentujemy wywiad z Radosławem Brzozowskim, przeprowadzony na okazję 14. Targów Książki w Krakowie i wydania, nakładem Wydawnictwa Helion, książki "Fotografia obnażona. Mistrzowskie sesje aktu". Co lub kto Pana podkusił, żeby w wieku lat 13-tu złapać aparat Zenit do ręki i rozpocząć przygodę z fotografią? Szczerze to chyba wrodzona niechęć do sprzętu, który nie działa. Tata kupił ten aparat, ale nie bardzo potrafił go obsłużyć, a ja nie lubię sprzętu, który nie działa. Bardzo szybko okazało się, że robienie zdjęć to świetna zabawa i tak oto kolejne Zenity stały się niemal najlepszymi przyjaciółmi. W chwili obecnej ma Pan zapewne całą baterię aparatów i obiektywów, ale który z tych, jakie przewinęły się przez Pana ręce wzpomina Pan z największą czułością lub rozrzewnieniem? Aparat to tylko narzędzie do zapisywania obrazu. Jeden robi to trochę lepiej, inny trochę gorzej, ale jeśli dobrze poznać humory posiadanego aparatu, prawie każdym da się zrobić dobre zdjęcia. Tak naprawdę nigdy nie zwracałem przesadnej uwagi na sprzęt. Jeśli pyta Pan o sympatię to najsilniej wrył mi się w pamięć Zenit, który dostałem na 18te urodziny (w połączeniu z niemieckimi obiektywami robił całkiem dobre zdjęcia), bo z niego korzystałem najdłużej i Minolta, którą nie zdążyłem się nacieszyć zanim wpadła w ręce złodzieja. Trójmiejska Szkoła Fotografii - był Pan aż tak nabuzowany chęcią działania i chciał w sposób użyteczny wykorzystać nagromadzoną energię, czy raczej na chłodno uznał Pan, że brakuje tego typu placówki w Polsce? Na spożytkowanie posiadanej energii zawsze znajdowałem mnóstwo sposobów i można powiedzieć, TSF był jednym z nich. Szczególnie, że powoli zaczynałem dochodzić do wniosku, że czas na zmianę dotychczasowego zawodu. Przede wszystkim jednak uważałem, że w trójmieście, bo tu zaczęliśmy działalność, brakowało dobrej szkoły fotografii. Ponieważ od blisko dwudziestu lat jestem nauczycielem, połączenie pasji do fotografii z doświadczeniem dydaktycznym wydawało się czymś naturalnym. Kolejnym krokiem było znalezienie naprawdę dobrej klasy współpracowników i sukces TSF był murowany. Potwierdza to z resztą fakt, że w tym roku otworzyliśmy filię naszej placówki w Bydgoszczy. Czy naukę i kontakt z żywym człowiekiem można jakoś porównać do próby nauki za pośrednictwem książek? Na pewno można, ale porównanie takie skupi uwagę przede wszystkim na różnicach. W szkolnictwie dużo mówi się na temat zanikającego kontaktu z mistrzem, magicznej relacji pomiędzy uczniem a mistrzem właśnie i to są kluczowe elementy dla rozwoju większości z nas. W szkolnictwie artystycznym dyskusja na temat tworzonych przez uczniów prac, sugestie wykładowcy i jego krytyka mają znaczenie kluczowe. W porównaniu z nauką w szkole książka to podręcznik; użyteczna pomoc dydaktyczna, czasami ′ściągawka′ podpowiadająca rozwiązania, ale na pewno nie substytut dla pracy z wykładowcą. Dla osoby chodzącej do szkoły książka jest przydatna, ale częstokroć nie jest ona niezbędna. Niestety nie wszyscy mają możliwość uczęszczania do szkoły i nie mówię tu tylko o nauce fotografii. Czasami nie pozwalają na to obowiązki zawodowe, czasami sytuacja finansowa, a czasami zwyczajnie w miejscu, w którym mieszkamy nie ma odpowiedniej szkoły. W przypadku nauki fotografii sytuację komplikuje fakt, że szkół fotografii jest bardzo niewiele, a jeszcze mniej dobrych. Dla wszystkich, którzy do szkoły pójść nie mogą książka okazuje się nieoceniona. Nauka z samym podręcznikiem jest o wiele trudniejsza, wymaga więcej samozaparcia i prawdopodobnie nie okaże się równie skuteczna jak praca pod okiem Mistrza, ale też może przynieść dobre rezultaty. Przejdźmy do Pana ostatniej książki „Fotografia obnażona. Mistrzowskie sesje aktu”. Czemu akurat akt, a nie na przykład fotografowanie przyrody? Wrzuca Pan swego czytelnika od razu na głęboką wodę, bo choć po drodze znaleźć można całą litanię porad, to przyznać Pan musi, że to nie najłatwiejszy kawałek chleba. Tu bardzo łatwo, szczególnie młodym adeptom fotografowania, przekroczyć granicę pewnej przyzwoitości. Pańskie ostatnie zdanie stanowi tu chyba odpowiedź. Bardzo łatwo jest przekroczyć granicę więc porady i podpowiedzi są tym ważniejsze. Ponadto na akcie cały czas tworzy swego rodzaju odium; niechętnie pokazuje się wystawy o tej tematyce, wydawcy ostrożnie podchodzą do publikowania książek. Wystarczy wejść do Empiku czy innej księgarni, a znajdziemy tam mnóstwo albumów poświęconych właśnie fotografii przyrodniczej, zdjęciom architektury, ale poza rewelacyjnymi albumami Wacława Wantucha nie znajdziemy publikacji poświęconych dobremu aktowi. Ciężko się dziwić, że nasze pojęcie o fotografii aktu jest niejednokrotnie kształtowane przez pisemka, których okładki trzeba zakrywać przed położeniem na ladzie. Podobnie rzecz ma się z podręcznikami; wystarczy przejrzeć ofertę tak dużego wydawnictwa jak Helion; mamy podręczniki poświęcone różnym zagadnieniom związanym z fotografią, ale niemal za każdym razem są one omawiane na przykładzie przyrody czy portretu. Czy trudno jakąś sumę życiowych doświadczeń zamknąć na 192 stronach książki? Czy to wiedza pełna, czy może wymaga uzupełnienia, które wkrótce - w postaci kolejnego tytułu - pojawi się na księgarskich półkach? Nigdy nie próbowałem umieszczać w książce sumy doświadczeń życiowych. Zaznaczam to z resztą we wstępie. Fotografia jako taka czy nawet fotografia aktu to tematy zbyt obszerne by wyczerpać, czy próbować wyczerpać je w jednej książce. Myślę z resztą, że jest to zadanie dla krytyków fotografii, a nie dla fotografów. Fotografia Obnażona to tak naprawdę wstęp do tematu, wprowadzenie do studyjnej fotografii aktu i taki był jej cel od początku. Natomiast o to, czy pojawi się kolejny tytuł poświęcony tematyce aktu czy fotografii studyjnej proszę zapytać wydawcę. Jak ważny w pracy z modelką / modelem jest sprzęt, jak oświetlenie, jak wreszcie jakość wzajemnej relacji. Czy można to zamknąć w jakiś wartościach procentowych udanej sesji? W książce bardzo starałem się podkreślać, że sprzęt ma znaczeniem drugo-, a nawet trzeciorzędne. Pamiętam jak kiedyś jeden z młodych fotografów stwierdził, że gdyby miał taki aparat jak ja to też robiłby takie zdjęcia. W czasie rozmowy okazało się, że korzystamy z tego samego modelu aparatu. Bardzo ważne jest dobre zrozumienie światła (w końcu fotografia to malowanie światłem), dobra nad nim kontrola. Wielkie znaczenie ma tak zwane ′oko′, umiejętność dostrzeżenia dobrego zdjęcia przed naciśnięciem spustu migawki czy stworzenia go poprzez odpowiednie ułożenie ciała modelki i oświetlenia. Tak samo z resztą jest w przypadku wszelkich rodzajów fotografii. Natomiast w fotografii aktu absolutnie najważniejsze jest zaufanie i dobra relacja z modelem czy modelką, dobra atmosfera w studio. Jest to niezbędne w każdej sytuacji, gdy fotografujemy ludzi, natomiast w akcie nabiera szczególnego znaczenia, ponieważ wymaga on największej dozy zaufania. Modelka nie tylko jest odarta z ochronnej warstwy ubrania, ale również musi ufać, że fotograf korzystnie pokaże jej nagość, że zdjęcia będą ładne i gustowne, i że nie podkreślą tych elementów jej ciała, z którymi wiążą się kompleksy, a tych wszyscy mamy pod dostatkiem. Jest Pan tłumaczem książek fachowych o Photoshopie. Jak bardzo znajomość tego programu pomaga w pracy fotografa? Jaki jest Pana stosunek do bezczelnego wręcz poprawiania urody i retuszowania mankamentów gwiazd, gwiazdeczek i celebrytów? Bardzo obszerny temat. Znajomość Photoshopa oczywiście bardzo się przydaje, chociaż staram się go używać oszczędnie. Nie lubię, gdy Photoshop stanowi sposób na ratowanie nieudanych zdjęć, natomiast uważam go za wspaniałe narzędzie do wzmacniania działania zdjęć znakomitych. Moim celem, nie zawsze możliwym do osiągnięcia, jest tworzenie zdjęć, które mógłbym powtórzyć aparatem analogowym i ograniczenie edycji do takich samych działań, jakie można wykonać w ciemni. Myślę z resztą, że fakt, iż przygodę z fotografią zacząłem w ciemni i nadal z przyjemnością do niej wchodzę, ma co najmniej równie duży wpływ na moją fotografię jak znajomość Photoshopa. Jeśli natomiast chodzi o poprawianie mankamentów urody, do pewnego stopnia robiliśmy to zawsze, chociaż ogół odbiorców naszych zdjęć nie miał tego świadomości. Na negatywie też dokonywano retuszu, ogromny wpływ na wygląd postaci ma i zawsze miało oświetlenie, makijaż, umiejętnie dobrany strój czy fryzura. Wystarczy porównać zdjęcia M. Monroe jakie znamy z gazet czy plakatów z tymi wykonanymi po sesji. Natomiast to, co widzimy obecnie w gazetach często przekracza wszelkie granice dobrego smaku. Przecież większość z tych drastycznie przeszopowanych zdjęć jest zwyczajnie brzydka? Ma Pan swoje ulubione modelki, modeli, czy może wychodzi Pan z założenia, że najlepsza sesja dopiero przed Panem? Nie sądzę bym potrafił wskazać jedną czy dwie ulubione modelki. Z niemal wszystkimi dziewczynami pracowało mi się świetnie, a sesje stanowiły okazję do poznania wielu niesamowitych osób. Z wieloma modelkami udało mi się z resztą współpracować kilkukrotnie, z innymi mam w planach kolejne sesje, jak chociażby z Kasią, której zdjęcie widnieje na okładce książki. Natomiast mam nadzieję, że najlepsza sesja jeszcze przede mną.
DużeKa REDnacz, 2010-11-09

Daj się poznać od najlepszej strony. Krótki kurs autopromocji i lansu

Autorka obala wiele mitów związanych z autoprezentacją. Wielu ludzi nie wykorzystuje swojego potencjału z powodu nieśmiałości lub przekonań, związanych ze sztuczną pokorą. Niewielu ludzi potrafi być szczerze i autentycznie dumnych i zadowolonych z siebie, a to jak przekazuje nam autorka książki jest podstawą do budowania własnej marki. Książka jest prowokacyjna, nietuzinkowa i obala wiele schematów społecznych, szczególnie tych które funkcjonują w Polsce. Dodatkowa korzyść to odpowiedzialność jaką odzyskujemy dzięki tej lekturze. Okazuje się, że winy za swoje niepowodzenia nie ma sensu zrzucać na sytuację polityczną, na innych ludzi czy na niesprzyjające okoliczności. Książka oddaje czytelnikowi odpowiedzialność za swoje życie i zachęca do aktywnego działania. Dobrze pokazuje jak tworzyć projekcje i wizerunek. Warto przy tym wszystkim pamiętać, że wizerunek jest dodatkiem do pasjonującego życia i że to nie opakowanie jest najważniejsze, a to co oferujesz tak naprawdę. Więc pamiętając o spójności i uczciwości możesz śmiało przeczytać tą książkę, bo z całą pewnością poznasz wiele ciekawych pomysłów i technik.
sfbcc.org.pl Rafał Daniluk, 2011-01-04

Excel w biurze i nie tylko. Wydanie II

Sergiusz Flanczewski w swojej książce „Excel w biurze i nie tylko” przedstawia w jaki sposób można wykorzystywać praktycznie i efektywnie wszystkie możliwości programu Microsoft Excel. Prezentuje formuły i funkcje, ułatwiające dokonywanie skomplikowanych obliczeń. Tworzenie ofert, rachunków i list obecności, to tylko niektóre z możliwości, które oferuje program Microsoft Excel. Excel jako znakomity arkusz kalkulacyjny jest dziś w zasadzie niezbędny w każdym biurze. Program ten może być wykorzystywany do przeprowadzania miliona różnych operacji liczbowych, od prostych rachunków przychodów i rozchodów, obliczania podatku, aż po wydawanie dowodów dostawy i zaświadczeń o zarobkach. „Excel w biurze i nie tylko” to podręcznik pomagający w opanowaniu Excela 2007, począwszy od podstaw, aż po kwestie bardzo zaawansowane. Czytelnik znajdzie w książce informacje na temat tworzenia, usuwania i dostosowywania nowych arkuszy czy skoroszytów, wprowadzania, edycji i formatowania danych, stosowania formuł i funkcji oraz sortowania i filtrowania danych. Nauczy się tworzyć i wykorzystywać makra, wstawiać formanty, konstruować skoroszyty z wszelkimi danymi towarów, a także skoroszyty dotyczące rachunków czy zamówień. Głównym zastosowaniem Excela wcale nie są obliczenia. Potężne możliwości programu pozwalają na automatyzację wielu żmudnych czynności biurowych. Excel pozwala nie tylko na wykonywanie działań arytmetycznych, ale także świetnie radzi sobie z zarządzaniem danymi, w wielu sytuacjach zastępując wyspecjalizowane programy księgowe i bazy danych. Dlatego właśnie książka Sergiusza Flanczewskiego jest potrzebna każdemu użytkownikowi do sprawnego korzystania z tego programu.
sfbcc.org.pl Michał Piotrowiak, 2011-01-04

Książę

Kiedy pierwszy raz spojrzałem na tytuł miałem wrażenie, że będzie to długa rozprawka Niccolo Machiavelliego. Po paru stronach stwierdziłem, że treść jaka tam jest odnosi się do wydarzeń, które odbyły się przed XIV wiekiem. Czytając następne strony dowiedziałem się o księciach, królach jak podbijali i rządzili w Europie. Spory zastrzyk szczegółowej wiedzy historycznej, lecz także wiedzy na temat władzy: - jeśli jesteś pragmatykiem i w dziedzinie zarządzania sobą/ludźmi/firmą, książka jest dla Ciebie. - jeśli jesteś osobą, która musi podejmować bardzo trudne decyzje, książka jest dla Ciebie. - jeśli jesteś liderem grupy i kreujesz kierunek oraz wizję, książka jest dla Ciebie. Dlaczego? Mogę stwierdzić, że narzędzia oraz techniki, które były wykorzystywane w tamtych czasach nie są niczym innym jak tylko narzędziami. Czasy się zmieniły, lecz ludzie oraz chęć władzy pozostała identyczna. Jeśli chcesz mieć techniki oraz treściwy wstęp do tego jak podejmować strategiczne decyzje zapraszam do lektury. Będziesz wracał do niej nie raz! POLECAM!!!
sfbcc.org.pl Paweł Stańczuk, 2011-01-04

Prawo odwagi. Siła, która na zawsze odmieni Twoje życie

50 Cent - jeden z najpopularniejszych raperów na świecie - pomógł Robertowi Greenowi napisać książkę o „sile, która na zawsze odmieni Twoje życie”. Polskie powiedzenie mówi, że „do odważnych świat należy”. Przypadek amerykańskiego rapera to potwierdza. Choć wychował się w bardzo niebezpiecznej dzielnicy i dorastał w przerażających warunkach, odwaga pozwoliła mu najpierw przetrwać, a potem zdobyć szacunek innych. 50 Cent potrafił wzbudzić respekt najpierw jako diler narkotyków, później jako muzyk. Gdy jednak miał już kontrakt w kieszeni, został zaatakowany i dziewięciokrotnie postrzelony. Cudem przeżył i miał w sobie tak dużo siły, że szybko doszedł do siebie. Zmasakrowana twarz wywołała jednak zmianę w barwie jego głosu, poza tym wytwórnia muzyczna nie chciała wiązać się z podejrzanym typem, który ma wrogów gotowych go zabić. Kontrakt został zerwany. Czy na tym skończyły się muzyczne marzenia? Otóż nie! 50 Cent się nie poddał! Nie wrócił już do handlu narkotykami, ale całe swoje życie podporządkował muzyce. I w końcu doszedł na szczyt, choć startował z najgłębszego dołu. Jak to możliwe? Robert Greene poznał życiorys muzyka, obserwował rapera w różnych sytuacjach, rozmawiał z nim... I im więcej o nim wiedział, tym bardziej rosło w nim przekonanie, że za sukcesem muzyka stoi ponadprzeciętna odwaga. Na podstawie obserwacji 50 Centa oraz znanych postaci historycznych Greene opracował uniwersalne zasady, dzięki którym każdy może podążyć drogą odważnych ludzi. „Prawo odwagi” to książka o tym, jak pokonując własne lęki, możemy osiągać wymarzone cele, choćby te noworoczne!
Lokalna Marcin Pietraszek