Recenzje
Wybrzeże Chorwacji, Słowenii i Czarnogóry. Przewodnik - Celownik. Wydanie 1
Na rynku pojawił się ostatni już z tegorocznych Przewodników-Celowników, nowej serii Wydawnictwa Bezdroża, "Wybrzeże Chorwacji, Słowenii i Czarnogóry".
Od premiery pierwszego Celownika seria ta już zyskała uznanie w oczach odbiorców. Nowatorski sposób zwiedzania, który proponuje, sprawdza się świetnie w samodzielnym planowaniu tras i zarządzaniu swoim czasem w trakcie podróży.
Wschodnie wybrzeże Adriatyku to wspaniałe, lazurowe morze, tonące w gajach oliwnych tereny pełne malowniczych zatok, wysp i półwyspów oraz niepowtarzalne, portowe miasta o niezwykle barwnej i intrygującej historii. Połączenie Chorwacji, Słowenii i Czarnogóry w jeden, spójny region otwiera nowe możliwości jego poznania, ukazując wspólną historię oraz niezwykle bogate związki kulturalne i handlowe tych trzech państw.
Najnowszy Przewodnik-Celownik to atlas wybrzeża Adriatyku, plany miast i mapy wysp, opisy najciekawszych miejsc w regionie, ponad 170 kolorowych fotografii, zwięzłe informacje praktyczne oraz przejrzysty system odsyłaczy. Struktura publikacji została pomyślana tak, aby jak najłatwiejsze było powiązanie tego, z czym spotkamy się w terenie, z dostarczającym podstawowej wiedzy opisem. Przejrzysta forma, zwięzłe opisy i łatwe przechodzenie pomiędzy częścią opisową a mapami są niewątpliwym atutem tego tytułu.
Dotychczas w serii Celowników ukazały się przewodniki po miastach Europy: Rzymie, Pradze, Barcelonie, Paryżu i Budapeszcie.
Wschodnie wybrzeże Adriatyku to wspaniałe, lazurowe morze, tonące w gajach oliwnych tereny pełne malowniczych zatok, wysp i półwyspów oraz niepowtarzalne, portowe miasta o niezwykle barwnej i intrygującej historii. Połączenie Chorwacji, Słowenii i Czarnogóry w jeden, spójny region otwiera nowe możliwości jego poznania, ukazując wspólną historię oraz niezwykle bogate związki kulturalne i handlowe tych trzech państw.
Najnowszy Przewodnik-Celownik to atlas wybrzeża Adriatyku, plany miast i mapy wysp, opisy najciekawszych miejsc w regionie, ponad 170 kolorowych fotografii, zwięzłe informacje praktyczne oraz przejrzysty system odsyłaczy. Struktura publikacji została pomyślana tak, aby jak najłatwiejsze było powiązanie tego, z czym spotkamy się w terenie, z dostarczającym podstawowej wiedzy opisem. Przejrzysta forma, zwięzłe opisy i łatwe przechodzenie pomiędzy częścią opisową a mapami są niewątpliwym atutem tego tytułu.
Dotychczas w serii Celowników ukazały się przewodniki po miastach Europy: Rzymie, Pradze, Barcelonie, Paryżu i Budapeszcie.
turystyka.wp.pl 2010-06-16
Hiszpania. Fiesta i sjesta. Wydanie 1
Hiszpania i Grecja to najnowsze przewodniki wydane przez Bezdroża. Tak jak inne publikacje tego wydawnictwa są one doskonałym kompendium wiedzy dla osób, które wybierają się do tych południowych krajów. Można w nich znaleźć szereg przydatnych i praktycznych informacji.
Echo Miasta - Poznań . MI, 2010-06-17
Hiszpania. Fiesta i sjesta. Wydanie 1
Hiszpania to kraj nie tylko kojarzony z flamenco, winem i corridą. To kraj kontrastów, w którym spragniony wypoczynku i wrażeń turysta, znajdzie jednocześnie góry i morza, zielone wzgórza i upalną plażę. Nakładem Wydawnictwa Bezdroża ukazał się właśnie przewodnik po tym niebanalnym europejskim kraju - Hiszpania. Fiesta i sjesta". Znajdują się w nim informacje praktyczne, krajoznawcze i dokładne opisy poszczególnych regionów. Są też mapy, plany, ramki z ciekawostkami oraz słowniki.
Echo Miasta - Kraków 2010-06-17
Sekrety mistrza fotografii cyfrowej. W dążeniu do perfekcji
Do poradników fotograficznych podchodzę z dużą rezerwą. Bardzo wiele z nich pisanych jest w sposób, który potrafiłby zniechęcić do fotografii nawet najbardziej zagorzałego jej pasjonata. Autorzy lansując się w roli wszechwiedzących guru podają częstokroć „jedyne słuszne” zasady czyli te, w które sami wierzą nie uznając, że może istnieć coś poza ich spojrzeniem na fotograficzne zagadnienia. W rezultacie poradniki takie zabijają kreatywność, a to ona przecież stoi u podstaw wszelkich wynalazków, które z czasem stają się regułą. Tym samym naprawdę dużym zaskoczeniem jest poradnik „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” napisany przez Scotta Kelby’ego.
Przede wszystkim kreatywności wcale nie gasi, ale wprost do niej zachęca. Kelby nie jest fotograficznym purystą i to natychmiast zjednuje mu moją sympatię. „Otóż, jeśli kupisz jeden z takich nietypowych obiektywów, to z pewnością sam zaczniesz eksperymentować z fotografowaniem nim różnych rzeczy. Także tych, których >>nie powinno<< się nimi fotografować.
I bardzo słusznie - to przecież twoje obiektywy i warto by sprawdzić ich możliwości w różnych sytuacjach” - pisze. Uff! Jaka ulga. Po lekturze rozlicznych poradników fotograficznych należałoby przecież popaść w głęboką depresję po niekanonicznym użyciu sprzętu, a tutaj odmiana: pozwalają nam bawić się fotografią, robić po swojemu i jeszcze mówią, że to dobrze! Kelby, mówiąc krótko, nie podchodzi do fotografii jak do dziedziny wiedzy tajemnej, ale jak do radosnego hobby, które może i powinno sprawiać wiele frajdy. Warto więc zagłębić się dalej w jego rady.
Na początku „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” mogą sprawić dość chaotyczne wrażenie. Już we wstępie autor odwołuje się do swoich poprzednich książek, co powoduje pewien zamęt, całość skonstruowana jest bez wyraźnego klucza - to raczej zbiór różnorodnych wskazówek na wiele tematów - od zasad kompozycji po porady co spakować do teczki foto w przypadku określonego rodzaju zdjęć do wykonania. Ale i w tym szaleństwie jest metoda. Szeroki wachlarz zaleceń wprawdzie nie penetruje dokładnie określonego zagadnienia, ale uwypukla aspekty najistotniejsze, a zarazem te, które mogą najbardziej interesować początkującego miłośnika fotografii.
Zachęca do tej książki także i styl w jakim została napisana. Kelby deklaruje we wstępie, że komponuje ją tak, jakby mówił o fotografii do swojego przyjaciela i w istocie nie jest to pusta deklaracja. Tekst czyta się szybko, jest łatwy, przystępny, zupełnie pozbawiony niepotrzebnej terminologii, która tylko budzi frustrację u osób nie pragnących zostać magistrem fotografii. Do diabła, przecież nie każdy musi mieć chęć by się w tej dziedzinie doktoryzować i autor poradnika „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” całkowicie to rozumie. Żartuje z żargonu profesjonalistów, śmieje się z zawodowców-szpanerów, którzy więcej o fotografii gadają niż robią zdjęć. Ma wielki dystans do reprezentowanej przez siebie dziedziny, a posiadaną wiedzę przekazuje bez pozy wspomnianego w tytule mistrza, ale w istocie tak, jakby doradzał lubianemu kumplowi. Z tych przyczyn książka ta będzie się z pewnością podobać wszystkim, którzy chcą robić lepsze zdjęcia dobrze się przy tym bawiąc. Zdecydowanie polecam.
Przede wszystkim kreatywności wcale nie gasi, ale wprost do niej zachęca. Kelby nie jest fotograficznym purystą i to natychmiast zjednuje mu moją sympatię. „Otóż, jeśli kupisz jeden z takich nietypowych obiektywów, to z pewnością sam zaczniesz eksperymentować z fotografowaniem nim różnych rzeczy. Także tych, których >>nie powinno<< się nimi fotografować.
I bardzo słusznie - to przecież twoje obiektywy i warto by sprawdzić ich możliwości w różnych sytuacjach” - pisze. Uff! Jaka ulga. Po lekturze rozlicznych poradników fotograficznych należałoby przecież popaść w głęboką depresję po niekanonicznym użyciu sprzętu, a tutaj odmiana: pozwalają nam bawić się fotografią, robić po swojemu i jeszcze mówią, że to dobrze! Kelby, mówiąc krótko, nie podchodzi do fotografii jak do dziedziny wiedzy tajemnej, ale jak do radosnego hobby, które może i powinno sprawiać wiele frajdy. Warto więc zagłębić się dalej w jego rady.
Na początku „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” mogą sprawić dość chaotyczne wrażenie. Już we wstępie autor odwołuje się do swoich poprzednich książek, co powoduje pewien zamęt, całość skonstruowana jest bez wyraźnego klucza - to raczej zbiór różnorodnych wskazówek na wiele tematów - od zasad kompozycji po porady co spakować do teczki foto w przypadku określonego rodzaju zdjęć do wykonania. Ale i w tym szaleństwie jest metoda. Szeroki wachlarz zaleceń wprawdzie nie penetruje dokładnie określonego zagadnienia, ale uwypukla aspekty najistotniejsze, a zarazem te, które mogą najbardziej interesować początkującego miłośnika fotografii.
Zachęca do tej książki także i styl w jakim została napisana. Kelby deklaruje we wstępie, że komponuje ją tak, jakby mówił o fotografii do swojego przyjaciela i w istocie nie jest to pusta deklaracja. Tekst czyta się szybko, jest łatwy, przystępny, zupełnie pozbawiony niepotrzebnej terminologii, która tylko budzi frustrację u osób nie pragnących zostać magistrem fotografii. Do diabła, przecież nie każdy musi mieć chęć by się w tej dziedzinie doktoryzować i autor poradnika „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” całkowicie to rozumie. Żartuje z żargonu profesjonalistów, śmieje się z zawodowców-szpanerów, którzy więcej o fotografii gadają niż robią zdjęć. Ma wielki dystans do reprezentowanej przez siebie dziedziny, a posiadaną wiedzę przekazuje bez pozy wspomnianego w tytule mistrza, ale w istocie tak, jakby doradzał lubianemu kumplowi. Z tych przyczyn książka ta będzie się z pewnością podobać wszystkim, którzy chcą robić lepsze zdjęcia dobrze się przy tym bawiąc. Zdecydowanie polecam.
Modny Kraków AK,
Sekrety mistrza fotografii cyfrowej. W dążeniu do perfekcji
Do poradników fotograficznych podchodzę z dużą rezerwą. Bardzo wiele z nich pisanych jest w sposób, który potrafiłby zniechęcić do fotografii nawet najbardziej zagorzałego jej pasjonata. Autorzy lansując się w roli wszechwiedzących guru podają częstokroć „jedyne słuszne” zasady czyli te, w które sami wierzą nie uznając, że może istnieć coś poza ich spojrzeniem na fotograficzne zagadnienia. W rezultacie poradniki takie zabijają kreatywność, a to ona przecież stoi u podstaw wszelkich wynalazków, które z czasem stają się regułą. Tym samym naprawdę dużym zaskoczeniem jest poradnik „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” napisany przez Scotta Kelby’ego.
Przede wszystkim kreatywności wcale nie gasi, ale wprost do niej zachęca. Kelby nie jest fotograficznym purystą i to natychmiast zjednuje mu moją sympatię. „Otóż, jeśli kupisz jeden z takich nietypowych obiektywów, to z pewnością sam zaczniesz eksperymentować z fotografowaniem nim różnych rzeczy. Także tych, których >>nie powinno<< się nimi fotografować.
I bardzo słusznie - to przecież twoje obiektywy i warto by sprawdzić ich możliwości w różnych sytuacjach” - pisze. Uff! Jaka ulga. Po lekturze rozlicznych poradników fotograficznych należałoby przecież popaść w głęboką depresję po niekanonicznym użyciu sprzętu, a tutaj odmiana: pozwalają nam bawić się fotografią, robić po swojemu i jeszcze mówią, że to dobrze! Kelby, mówiąc krótko, nie podchodzi do fotografii jak do dziedziny wiedzy tajemnej, ale jak do radosnego hobby, które może i powinno sprawiać wiele frajdy. Warto więc zagłębić się dalej w jego rady.
Na początku „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” mogą sprawić dość chaotyczne wrażenie. Już we wstępie autor odwołuje się do swoich poprzednich książek, co powoduje pewien zamęt, całość skonstruowana jest bez wyraźnego klucza - to raczej zbiór różnorodnych wskazówek na wiele tematów - od zasad kompozycji po porady co spakować do teczki foto w przypadku określonego rodzaju zdjęć do wykonania. Ale i w tym szaleństwie jest metoda. Szeroki wachlarz zaleceń wprawdzie nie penetruje dokładnie określonego zagadnienia, ale uwypukla aspekty najistotniejsze, a zarazem te, które mogą najbardziej interesować początkującego miłośnika fotografii.
Zachęca do tej książki także i styl w jakim została napisana. Kelby deklaruje we wstępie, że komponuje ją tak, jakby mówił o fotografii do swojego przyjaciela i w istocie nie jest to pusta deklaracja. Tekst czyta się szybko, jest łatwy, przystępny, zupełnie pozbawiony niepotrzebnej terminologii, która tylko budzi frustrację u osób nie pragnących zostać magistrem fotografii. Do diabła, przecież nie każdy musi mieć chęć by się w tej dziedzinie doktoryzować i autor poradnika „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” całkowicie to rozumie. Żartuje z żargonu profesjonalistów, śmieje się z zawodowców-szpanerów, którzy więcej o fotografii gadają niż robią zdjęć. Ma wielki dystans do reprezentowanej przez siebie dziedziny, a posiadaną wiedzę przekazuje bez pozy wspomnianego w tytule mistrza, ale w istocie tak, jakby doradzał lubianemu kumplowi. Z tych przyczyn książka ta będzie się z pewnością podobać wszystkim, którzy chcą robić lepsze zdjęcia dobrze się przy tym bawiąc. Zdecydowanie polecam.
Przede wszystkim kreatywności wcale nie gasi, ale wprost do niej zachęca. Kelby nie jest fotograficznym purystą i to natychmiast zjednuje mu moją sympatię. „Otóż, jeśli kupisz jeden z takich nietypowych obiektywów, to z pewnością sam zaczniesz eksperymentować z fotografowaniem nim różnych rzeczy. Także tych, których >>nie powinno<< się nimi fotografować.
I bardzo słusznie - to przecież twoje obiektywy i warto by sprawdzić ich możliwości w różnych sytuacjach” - pisze. Uff! Jaka ulga. Po lekturze rozlicznych poradników fotograficznych należałoby przecież popaść w głęboką depresję po niekanonicznym użyciu sprzętu, a tutaj odmiana: pozwalają nam bawić się fotografią, robić po swojemu i jeszcze mówią, że to dobrze! Kelby, mówiąc krótko, nie podchodzi do fotografii jak do dziedziny wiedzy tajemnej, ale jak do radosnego hobby, które może i powinno sprawiać wiele frajdy. Warto więc zagłębić się dalej w jego rady.
Na początku „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” mogą sprawić dość chaotyczne wrażenie. Już we wstępie autor odwołuje się do swoich poprzednich książek, co powoduje pewien zamęt, całość skonstruowana jest bez wyraźnego klucza - to raczej zbiór różnorodnych wskazówek na wiele tematów - od zasad kompozycji po porady co spakować do teczki foto w przypadku określonego rodzaju zdjęć do wykonania. Ale i w tym szaleństwie jest metoda. Szeroki wachlarz zaleceń wprawdzie nie penetruje dokładnie określonego zagadnienia, ale uwypukla aspekty najistotniejsze, a zarazem te, które mogą najbardziej interesować początkującego miłośnika fotografii.
Zachęca do tej książki także i styl w jakim została napisana. Kelby deklaruje we wstępie, że komponuje ją tak, jakby mówił o fotografii do swojego przyjaciela i w istocie nie jest to pusta deklaracja. Tekst czyta się szybko, jest łatwy, przystępny, zupełnie pozbawiony niepotrzebnej terminologii, która tylko budzi frustrację u osób nie pragnących zostać magistrem fotografii. Do diabła, przecież nie każdy musi mieć chęć by się w tej dziedzinie doktoryzować i autor poradnika „Sekrety mistrza fotografii cyfrowej” całkowicie to rozumie. Żartuje z żargonu profesjonalistów, śmieje się z zawodowców-szpanerów, którzy więcej o fotografii gadają niż robią zdjęć. Ma wielki dystans do reprezentowanej przez siebie dziedziny, a posiadaną wiedzę przekazuje bez pozy wspomnianego w tytule mistrza, ale w istocie tak, jakby doradzał lubianemu kumplowi. Z tych przyczyn książka ta będzie się z pewnością podobać wszystkim, którzy chcą robić lepsze zdjęcia dobrze się przy tym bawiąc. Zdecydowanie polecam.
Modny Kraków AK,
Kodeks Leonarda da Vinci
Pogadajmy, jak znawca przedmiotu z Leonardem da Vinci. Taką oryginalną formę obrał Cubeiro dla zaprezentowania - jak się okazuje, miejscami współczesnych i nowatorskich - myśli i poglądów wielkiego artysty i genialnego wynalazcy, malarza, architekta, filozofa, matematyka, geologa... (można by tak w nieskończoność).
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI N. 2010-06-11