Recenzje
Polska. Zielony Przewodnik Michelin. Wydanie 1
Nad morze czy w góry Nad jezioro czy może do parku bądź puszczy?
Te i podobne pytania zadajemy sobie, planując urlop lub weekendowy wypad. Odpowiedzi możemy znaleźć w najnowszej, drugiej edycji Zielonego Przewodnika Michelin ..Polska", wydanego przez krakowskie Wydawnictwo Bezdroża.
Każde miejsce opisane w przewodniku - obiekt turystyczny, hotel, restauracja czy sklep - zostało sprawdzone przez francuskich i polskich podróżników, którzy zbierali informacje do publikacji. Wszystkie atrakcje turystyczne polecane w przewodniku Michelin otrzymały ocenę od zera do trzech gwiazdek, przy czym trzy gwiazdki oznaczają miejsca unikatowe, które należy koniecznie odwiedzić. Dzięki systemowi gwiazdek turysta otrzymuje cenną, praktyczną wskazówkę, na co należy zwrócić uwagę i co zobaczyć w pierwszej kolejności, np. gdy dysponuje niewielką ilością czasu na zwiedzanie.
Te i podobne pytania zadajemy sobie, planując urlop lub weekendowy wypad. Odpowiedzi możemy znaleźć w najnowszej, drugiej edycji Zielonego Przewodnika Michelin ..Polska", wydanego przez krakowskie Wydawnictwo Bezdroża.
Każde miejsce opisane w przewodniku - obiekt turystyczny, hotel, restauracja czy sklep - zostało sprawdzone przez francuskich i polskich podróżników, którzy zbierali informacje do publikacji. Wszystkie atrakcje turystyczne polecane w przewodniku Michelin otrzymały ocenę od zera do trzech gwiazdek, przy czym trzy gwiazdki oznaczają miejsca unikatowe, które należy koniecznie odwiedzić. Dzięki systemowi gwiazdek turysta otrzymuje cenną, praktyczną wskazówkę, na co należy zwrócić uwagę i co zobaczyć w pierwszej kolejności, np. gdy dysponuje niewielką ilością czasu na zwiedzanie.
AUTO FIRMOWE 2010-05-01
Proszę, kup mi psa! Co robić, gdy nasza pociecha chce mieć czworonoga
Proszę, kup mi psa
Są dwa pytania, których rodzicie najbardziej obawiają się usłyszeć od swoich pociech. Pierwsze: skąd się biorą dzieci Drugie: czy mogę dostać pieska Tak przynajmniej twierdzi Cheryl Peterson, autorka książki pt.: "Proszę, kup mi psa". Czy rzeczywiście jest się czego bać "Właściwy pies i właściwe dziecko mogą stworzyć wspaniały związek oparty na zabawie, miłości i zrozumieniu. To doświadczenie, które możesz zapewnić swojemu dziecku" - przekonuje autorka "Proszę kup mi psa".
Okładka książki "Proszę, kup mi psa" /materiały promocyjne Sposób na groszek z talerza
I by nie pozostać gołosłownym, wymienia dziesięć prawd o dzieciach i psach. Oto najważniejsze z nich: dzieci uczą się bezwarunkowej miłości; dzieci uczą się cierpliwości; psy pomagają dzieciom zrozumieć cykl życia - w tym śmierć; małe dzieci, które mają zwierzątka, są mniej podatne na astmę i alergie. I wreszcie ostatnia, wymagająca odrębnego zdania: pies to świetny sposób na pozbycie się groszku z talerza, kiedy rodzice tego nie widzą...
Sprawna i zabawna narracja
No dobrze - tylko jak znaleźć "właściwego" psa (bo do szukania "właściwego" dziecka nie zachęcamy; to które mamy, wystarczy odpowiednio ukierunkować...) Z książką Cheryl Peterson to całkiem proste - w "Proszę, kup mi psa" znajdziemy cały zestaw porad, dotyczących wyboru. Dowiemy się również, jak przygotować - dom i dziecko - na przybycie pupila. A wszystko w ramach sprawnej, momentami bardzo zabawnej narracji.
Innymi słowy - chcesz kupić dziecku psa Przeczytaj Cheryl Peterson.
Są dwa pytania, których rodzicie najbardziej obawiają się usłyszeć od swoich pociech. Pierwsze: skąd się biorą dzieci Drugie: czy mogę dostać pieska Tak przynajmniej twierdzi Cheryl Peterson, autorka książki pt.: "Proszę, kup mi psa". Czy rzeczywiście jest się czego bać "Właściwy pies i właściwe dziecko mogą stworzyć wspaniały związek oparty na zabawie, miłości i zrozumieniu. To doświadczenie, które możesz zapewnić swojemu dziecku" - przekonuje autorka "Proszę kup mi psa".
Okładka książki "Proszę, kup mi psa" /materiały promocyjne Sposób na groszek z talerza
I by nie pozostać gołosłownym, wymienia dziesięć prawd o dzieciach i psach. Oto najważniejsze z nich: dzieci uczą się bezwarunkowej miłości; dzieci uczą się cierpliwości; psy pomagają dzieciom zrozumieć cykl życia - w tym śmierć; małe dzieci, które mają zwierzątka, są mniej podatne na astmę i alergie. I wreszcie ostatnia, wymagająca odrębnego zdania: pies to świetny sposób na pozbycie się groszku z talerza, kiedy rodzice tego nie widzą...
Sprawna i zabawna narracja
No dobrze - tylko jak znaleźć "właściwego" psa (bo do szukania "właściwego" dziecka nie zachęcamy; to które mamy, wystarczy odpowiednio ukierunkować...) Z książką Cheryl Peterson to całkiem proste - w "Proszę, kup mi psa" znajdziemy cały zestaw porad, dotyczących wyboru. Dowiemy się również, jak przygotować - dom i dziecko - na przybycie pupila. A wszystko w ramach sprawnej, momentami bardzo zabawnej narracji.
Innymi słowy - chcesz kupić dziecku psa Przeczytaj Cheryl Peterson.
Facet.interia.pl 2010-05-13
Zaklinacz psów. Podaj łapę, waruj, siad, czyli szkolenie czworonoga
Łamanie zwierzęciu ducha nie jest konieczne, aby móc żyć z nim w harmonii - tak brzmi pierwsze zdanie książki "Zaklinacz psów", autorstwa Paula Owensa i Normy Eckroate.
Dlaczego więc tak postępujemy Czy nasze przekonanie o skuteczności tej metody nie jest przypadkiem przykrywką dla chęci wykazania ludzkiej wyższości i fizycznej dominacji Wiele na to wskazuje...
Przewaga metod pozytywnych Nie kaleczmy zwierzęcia i własnej duszy - apelują autorzy "Zaklinacza psów". I przekonują - można inaczej! O tym, co się kryje za tym "inaczej", jest właśnie cytowana książka.
Okładka książki "Zaklinacz psów" /materiały promocyjne Podstawa tej filozofii to szkolenie przez nagradzanie. I bynajmniej nie jest to fanaberia czy zbytni humanitaryzm. Takie podejście bowiem w coraz większym stopniu zyskuje podstawę naukową. Badania przeprowadzone w 2004 r. przez naukowców z Uniwersytetu w Bristol "(...) silnie wskazują na przewagę metod pozytywnych nad metodami awersyjnymi (co oznacza również użycie kar fizycznych)" - czytamy w "Zaklinaczu...".
Szarpanie zawsze brutalne
Kary, na dłuższą metę, nie tylko są nieskuteczne. Mają również niezwykle destrukcyjny wpływ na zwierzę, jego fizyczną kondycję i jakość życia.
Weźmy przykład szarpania smyczy - cytowany przez autorów behawiorysta William Campbell dowodzi, że szarpnięcie wcale nie musi być silne, aby wywołać uraz. Zwykłe szarpniecie "oznacza skoncentrowany nacisk około siedmiu kilogramów wywarty z prędkością 10 metrów na sekundę na psie gardło i kręgosłup szyjny".
Zacznijmy od "Zaklinacza..."
Efekty W 1992 r. Anders Hallgren zbadał 400 psów - 252 miało uraz kręgosłupa. Spośród nich aż 65 proc. wykazywało zaburzenia behawioralne (wśród psów o zdrowych kręgosłupach - tylko 30 proc.). Aż 78 proc. psów, określanych jako agresywne lub nadaktywne, miało urazy kręgosłupa...
Przerażające, prawda Nie brnijmy więc w schemat łamania czworonoga. Stosujmy metody pozytywne! A zacznijmy od lektury "Zaklinacza psów".
Przewaga metod pozytywnych Nie kaleczmy zwierzęcia i własnej duszy - apelują autorzy "Zaklinacza psów". I przekonują - można inaczej! O tym, co się kryje za tym "inaczej", jest właśnie cytowana książka.
Okładka książki "Zaklinacz psów" /materiały promocyjne Podstawa tej filozofii to szkolenie przez nagradzanie. I bynajmniej nie jest to fanaberia czy zbytni humanitaryzm. Takie podejście bowiem w coraz większym stopniu zyskuje podstawę naukową. Badania przeprowadzone w 2004 r. przez naukowców z Uniwersytetu w Bristol "(...) silnie wskazują na przewagę metod pozytywnych nad metodami awersyjnymi (co oznacza również użycie kar fizycznych)" - czytamy w "Zaklinaczu...".
Szarpanie zawsze brutalne
Kary, na dłuższą metę, nie tylko są nieskuteczne. Mają również niezwykle destrukcyjny wpływ na zwierzę, jego fizyczną kondycję i jakość życia.
Weźmy przykład szarpania smyczy - cytowany przez autorów behawiorysta William Campbell dowodzi, że szarpnięcie wcale nie musi być silne, aby wywołać uraz. Zwykłe szarpniecie "oznacza skoncentrowany nacisk około siedmiu kilogramów wywarty z prędkością 10 metrów na sekundę na psie gardło i kręgosłup szyjny".
Zacznijmy od "Zaklinacza..."
Efekty W 1992 r. Anders Hallgren zbadał 400 psów - 252 miało uraz kręgosłupa. Spośród nich aż 65 proc. wykazywało zaburzenia behawioralne (wśród psów o zdrowych kręgosłupach - tylko 30 proc.). Aż 78 proc. psów, określanych jako agresywne lub nadaktywne, miało urazy kręgosłupa...
Przerażające, prawda Nie brnijmy więc w schemat łamania czworonoga. Stosujmy metody pozytywne! A zacznijmy od lektury "Zaklinacza psów".
Facet.interia.pl 2010-05-13
Tresura psów
Tresura psów. I kto tu kogo prowadzi na smyczy?
No właśnie - ile razy oglądaliśmy na ulicy panie i panów, ciągniętych przez własne psy? Ba, uderzmy się w pierś - ile razy nam się zdarzyło być na pasku pupila?
Ciągnięcie na smyczy, to tylko jeden z grzechów, które można przypisać naszym czworonożnym przyjaciołom. Do katalogu niepożądanych zachowań każdy właściciel dorzuciłby coś innego: szczekliwość, lękliwość, problemy z zachowaniem czystości, uciekanie, skakanie na ludzi, czy wreszcie - podkopywanie się w każdym możliwym miejscu. Ileż krwi nas to kosztuje...
Smakołyki i kliker
Nie ulegajmy złości i nie rozwiązujmy problemów siłą - radzi Gerilyn J. Blankiewicz w książce "Tresura psów. I kto tu kogo prowadzi na smyczy?". Lepsza jest tzw.: metoda klikerowa. Aby zacząć ją stosować, musimy wyposażyć się w zapas smakołyków i kliker - małe, plastikowe pudełeczko z metalową klapką, która po przyciśnięciu kciukiem sprężynuje, wydając charakterystyczny dźwięk (klikanie).
Jasno i precyzyjnie
Brzmi tajemniczo? Cóż, istotą tej metody jest, uwaga, targetowanie... Ale dobrze, nie chcemy was zniechęcić niezrozumiałym słownictwem. Zapewniamy zatem - w książce Gerilyn J. Blankiewicz wszystko jest jasno i precyzyjnie wyjaśnione.
Mowa w niej zresztą nie tylko o samej metodzie - aby właściwie ją stosować, musisz poznać profil własnego czworonoga. W "Tresurze psów..." znajdziesz odpowiedź na pytanie - jaki jest twój pies? Życzymy zatem trafnego profilowania. I sukcesów w stosowaniu klikera.
No właśnie - ile razy oglądaliśmy na ulicy panie i panów, ciągniętych przez własne psy? Ba, uderzmy się w pierś - ile razy nam się zdarzyło być na pasku pupila?
Ciągnięcie na smyczy, to tylko jeden z grzechów, które można przypisać naszym czworonożnym przyjaciołom. Do katalogu niepożądanych zachowań każdy właściciel dorzuciłby coś innego: szczekliwość, lękliwość, problemy z zachowaniem czystości, uciekanie, skakanie na ludzi, czy wreszcie - podkopywanie się w każdym możliwym miejscu. Ileż krwi nas to kosztuje...
Smakołyki i kliker
Nie ulegajmy złości i nie rozwiązujmy problemów siłą - radzi Gerilyn J. Blankiewicz w książce "Tresura psów. I kto tu kogo prowadzi na smyczy?". Lepsza jest tzw.: metoda klikerowa. Aby zacząć ją stosować, musimy wyposażyć się w zapas smakołyków i kliker - małe, plastikowe pudełeczko z metalową klapką, która po przyciśnięciu kciukiem sprężynuje, wydając charakterystyczny dźwięk (klikanie).
Jasno i precyzyjnie
Brzmi tajemniczo? Cóż, istotą tej metody jest, uwaga, targetowanie... Ale dobrze, nie chcemy was zniechęcić niezrozumiałym słownictwem. Zapewniamy zatem - w książce Gerilyn J. Blankiewicz wszystko jest jasno i precyzyjnie wyjaśnione.
Mowa w niej zresztą nie tylko o samej metodzie - aby właściwie ją stosować, musisz poznać profil własnego czworonoga. W "Tresurze psów..." znajdziesz odpowiedź na pytanie - jaki jest twój pies? Życzymy zatem trafnego profilowania. I sukcesów w stosowaniu klikera.
Facet.interia.pl 2010-05-14
Barcelona. Przewodnik - Celownik. Wydanie 1
Ukazał się kolejny przewodnik po Barcelonie - stolicy Autonomicznego Regionu Katalonia i drugim pod względem wielkości mieście Hiszpanii. Tym razem w serii "Przewodniki - celowniki" krakowskiego wydawnictwa Bezdroża.
Napisany przez tę samą autorkę, której przewodnik „Katalonia, Barcelona, Costa Brava i Costa Dorada” wydany również przez tę samą oficynę w serii „wakacyjnej”, niedawno omawiałem.
Przypomnę, że oceniłem go wysoko, jako napisany ciekawie, kompetentnie oraz ze znawstwem tematu. To samo mogę potwierdzić i w tym przypadku.
Autorka „Barcelony” zastosowała się do reguł przyjętych w tej serii przewodników łączących atlas centrum miasta i indeks ulic z leksykonem największych atrakcji turystycznych uzupełnionych - w sumie ponad 160 - kolorowymi zdjęciami większości z nich. No i, oczywiście, zwięzłymi informacjami praktycznymi. Ale wprowadziła do tych reguł, moim zdaniem udaną, innowację.
Powodując zresztą sprzeczność z tym, co wydawca zapowiada na tylnej okładce, a rzeczywistą treścią przewodnika. W zapowiedzi tej czytamy bowiem, że zawiera on „Alfabetyczny leksykon 135 największych atrakcji turystycznych”, a faktycznie ułożony on został według dzielnic miasta, co okazuje się dopiero w trakcie lektury.
W tej ( i nie tylko ) sytuacji brak w tym przewodniku alfabetycznego indeksu nazw jest jego poważną wadą. Podobnie jak używanie wyłącznie miejscowych nazw atrakcji turystycznych ( dopiero przy opisach części z nich znajdują się ich polskie tłumaczenia ) i to nie w porządku alfabetycznym powoduje, że w pierwszej chwili czytelnik zastanawia się bezradnie: czego i gdzie ma szukać.
Równocześnie „Indeks pozostałych ( 186 ) obiektów”, którym nie poświęcono w przewodniku osobnych informacji, chociaż wiele z nich wspomniano w ramach prezentacji atrakcji turystycznych, jest w porządku alfabetycznym. Dopiero więc czytając główną część przewodnika „Atrakcje Barcelony” można zorientować się, dlaczego autorka zastosowała taką, a nie alfabetyczną kolejność ich prezentacji. Moim zdaniem powinno to zostać wyjaśnione na początku "Indeksu obiektów opisanych w tekście". A ponadto ich nazwy uzupełnione w tym miejscu, chociażby w nawiasach, o polskie tłumaczenia.
Jak już wspomniałem, autorka do schematu tej serii przewodników wprowadziła innowację. Zabytki, budowle, muzea i inne obiekty prezentuje bowiem nie, jak w innych które dotychczas czytałem i omawiałem, w porządku alfabetycznym ich nazw w skali całego miasta, lecz kolejno jego najważniejszych dzielnic. A nie uwzględnienie najciekawszych dzielnic np. Paryża, przewodnik - celownik po którym omawiałem kilka dni temu, uważałem za poważny błąd.
Porządek prezentacji obiektów przyjęty przez autorkę „Barcelony” jest logiczny i znakomicie ułatwia zarówno zwiedzanie, jak i wcześniejsze przygotowanie się do niego. Ale czytelnik - turysta powinien o tym wiedzieć od samego początku lektury. Po zapoznaniu się bowiem z „Historią Barcelony” przedstawioną na 9 stronach z ilustracjami, otrzymuje informacje ( + zdjęcia ) o najciekawszych obiektach i miejscach kolejno.
Na Starym Mieście - z uwzględnieniem odrębnie jego czterech części: Barri Gòtic, Casc Antic i La Ribera, La Rambla oraz El Raval. Poprzedzone krótkimi, 1 - stronicowymi prezentacjami każdej z nich. A następnie innych dzielnic centrum miasta: Wybrzeże, Eixample i Gràcia oraz Montjuïc i Sants. Dopiero w rozdziale „Ciekawe zakątki w innych częściach miasta” omówiono je w porządku alfabetycznym nazw. Trochę to skomplikowane, ale ma sens i rzeczywiście ułatwia poznawanie Barcelony.
Dodam, że w tekst przewodnika włamano obszerniejsze, 2 - stronicowe informacje monotematyczne, znane już z przewodnika wakacyjnego po Katalonii: „Pablo Picasso i Barcelona”, „Szlakiem barcelońskich targów”, „Katalońska secesja”, „Tajemnice niedokończonej świątyni Sagrada Familia” oraz „Twórczość Joana Miró”. A także, w ramkach na żółtym tle, krótkie pytania i ciekawostki dla dzieci.
W „Informacjach praktycznych” autorka poleca noclegi i gastronomię w konkretnych obiektach w poszczególnych dzielnicach miasta oraz informuje o dojazdach do niego, kulturze i rozrywkach - w tym Barcelonę dla dzieci, zakupach itp. Na końcu przewodnika jest mini słowniczek polsko - hiszpańsko - kataloński.
Napisany przez tę samą autorkę, której przewodnik „Katalonia, Barcelona, Costa Brava i Costa Dorada” wydany również przez tę samą oficynę w serii „wakacyjnej”, niedawno omawiałem.
Przypomnę, że oceniłem go wysoko, jako napisany ciekawie, kompetentnie oraz ze znawstwem tematu. To samo mogę potwierdzić i w tym przypadku.
Autorka „Barcelony” zastosowała się do reguł przyjętych w tej serii przewodników łączących atlas centrum miasta i indeks ulic z leksykonem największych atrakcji turystycznych uzupełnionych - w sumie ponad 160 - kolorowymi zdjęciami większości z nich. No i, oczywiście, zwięzłymi informacjami praktycznymi. Ale wprowadziła do tych reguł, moim zdaniem udaną, innowację.
Powodując zresztą sprzeczność z tym, co wydawca zapowiada na tylnej okładce, a rzeczywistą treścią przewodnika. W zapowiedzi tej czytamy bowiem, że zawiera on „Alfabetyczny leksykon 135 największych atrakcji turystycznych”, a faktycznie ułożony on został według dzielnic miasta, co okazuje się dopiero w trakcie lektury.
W tej ( i nie tylko ) sytuacji brak w tym przewodniku alfabetycznego indeksu nazw jest jego poważną wadą. Podobnie jak używanie wyłącznie miejscowych nazw atrakcji turystycznych ( dopiero przy opisach części z nich znajdują się ich polskie tłumaczenia ) i to nie w porządku alfabetycznym powoduje, że w pierwszej chwili czytelnik zastanawia się bezradnie: czego i gdzie ma szukać.
Równocześnie „Indeks pozostałych ( 186 ) obiektów”, którym nie poświęcono w przewodniku osobnych informacji, chociaż wiele z nich wspomniano w ramach prezentacji atrakcji turystycznych, jest w porządku alfabetycznym. Dopiero więc czytając główną część przewodnika „Atrakcje Barcelony” można zorientować się, dlaczego autorka zastosowała taką, a nie alfabetyczną kolejność ich prezentacji. Moim zdaniem powinno to zostać wyjaśnione na początku "Indeksu obiektów opisanych w tekście". A ponadto ich nazwy uzupełnione w tym miejscu, chociażby w nawiasach, o polskie tłumaczenia.
Jak już wspomniałem, autorka do schematu tej serii przewodników wprowadziła innowację. Zabytki, budowle, muzea i inne obiekty prezentuje bowiem nie, jak w innych które dotychczas czytałem i omawiałem, w porządku alfabetycznym ich nazw w skali całego miasta, lecz kolejno jego najważniejszych dzielnic. A nie uwzględnienie najciekawszych dzielnic np. Paryża, przewodnik - celownik po którym omawiałem kilka dni temu, uważałem za poważny błąd.
Porządek prezentacji obiektów przyjęty przez autorkę „Barcelony” jest logiczny i znakomicie ułatwia zarówno zwiedzanie, jak i wcześniejsze przygotowanie się do niego. Ale czytelnik - turysta powinien o tym wiedzieć od samego początku lektury. Po zapoznaniu się bowiem z „Historią Barcelony” przedstawioną na 9 stronach z ilustracjami, otrzymuje informacje ( + zdjęcia ) o najciekawszych obiektach i miejscach kolejno.
Na Starym Mieście - z uwzględnieniem odrębnie jego czterech części: Barri Gòtic, Casc Antic i La Ribera, La Rambla oraz El Raval. Poprzedzone krótkimi, 1 - stronicowymi prezentacjami każdej z nich. A następnie innych dzielnic centrum miasta: Wybrzeże, Eixample i Gràcia oraz Montjuïc i Sants. Dopiero w rozdziale „Ciekawe zakątki w innych częściach miasta” omówiono je w porządku alfabetycznym nazw. Trochę to skomplikowane, ale ma sens i rzeczywiście ułatwia poznawanie Barcelony.
Dodam, że w tekst przewodnika włamano obszerniejsze, 2 - stronicowe informacje monotematyczne, znane już z przewodnika wakacyjnego po Katalonii: „Pablo Picasso i Barcelona”, „Szlakiem barcelońskich targów”, „Katalońska secesja”, „Tajemnice niedokończonej świątyni Sagrada Familia” oraz „Twórczość Joana Miró”. A także, w ramkach na żółtym tle, krótkie pytania i ciekawostki dla dzieci.
W „Informacjach praktycznych” autorka poleca noclegi i gastronomię w konkretnych obiektach w poszczególnych dzielnicach miasta oraz informuje o dojazdach do niego, kulturze i rozrywkach - w tym Barcelonę dla dzieci, zakupach itp. Na końcu przewodnika jest mini słowniczek polsko - hiszpańsko - kataloński.
GLOBTROTER INFO CEZARY RUDZIŃSKI, 2010-05-10