„Nic oprócz krwi i mroku nie miało dla mnie znaczenia”
Zapraszam na recenzję książki „The Darkside of Death” Wiktorii Nowak
Przyznam się szczerze, że na co dzień gustuję w lżejszych romansach, zaś sięgnięcie po książkę z kategorii dark romans jest zawsze dla mnie wyzwaniem. Przy tej pozycji zaciekawiły mnie w szczególności motywy; bowiem nigdy nie spotkałam się z „pięcioma pokutami”, a sam w sobie opis książki pozostawiał uczucie ciekawości.
*
Emily Rose poznajemy w momencie, w którym po dwóch latach próby ułożenia sobie życia po horrorze, jaki przeżyła w Las Vegas, zaczyna wychodzić na prostą. Wymarzone studia i przyjaciele u boku. Jednak przeszłość jest jak pajęcza sieć z ukrytym właścicielem. Raz niezniszczona porządnie, będzie powracać, a na samą Emily czeka już ktoś, komu bardzo mocno zaszła za skórę.
*
Pierwsze kartki dały uczucie chłodu, mroku oraz tego, czym była promowana książka. Powrót Cadena sprawił, że ciarki przeszły przez moje plecy, bowiem czułam, że miał w zanadrzu plan, jak uprzykrzyć życie Rose, ale w tak dotkliwy sposób, by go popamiętała. I tutaj pojawia się problem, bo od słów do czynów daleka droga. W momencie, gdy „plan” Cadena zaczął się realizować, czuć było pogardę, niechęć oraz pragnienie zemsty. Jednak im w głąb, tym odnosiłam wrażenie, że tego mroku ubywa, podobnie jak obywało opisów. W momentach stricte ekstremalnych brakowało mi szerszego opisania uczuć wewnętrznych Emily lub dostawałam perspektywę Cadena, gdzie zdecydowanie potrzebowałam „oczu” tej „dręczonej” strony. Im dalej w historię, tym wyczuwałam w głównym bohaterze wycofanie oraz niepewność, a wydaję mi się, że po działaniach Emily, niechęć Cadena powinna zostać wzmożona. Zwłaszcza na etapie tych „pięciu pokut”. Stąd tak naprawdę mam mieszane uczucia.
*
Zaś z drugiej strony rozumiałam zabieg, jakoby Emily miała być bohaterką silną, nie pokazującą emocji swojemu przeciwnikowi. Przeszła przez prawdziwe piekło i na pewne działania czy zachowania uodporniła się.
Bardzo zaciekawiła mnie postać Sylvie, która wprowadzała do tej książki coś jeszcze bardziej ekscytującego. Zaś pozostali bohaterowie byli mi mniej bliscy lub pozostali bez większego zapamiętania.
Mimo wszystko, uważam, że jak na „drugi” debiut Wiktorii, to jest on całkiem udany. Autorka zrobiła znaczny progres, zarówno pod względem stylu jak i poprawności, choć nie zabrakło w tej pozycji błędów, które mam nadzieję na dalszym etapie będą eliminowane. Ode mnie 4/5
kari_czyta Charchut Karina