Recenzje
Nigdy nie mów nigdy
Lubię książki Penelope Ward - śledzę jej twórczość na bieżąco od wielu lat. Czytam regularnie, ale przyznam szczerze, że moim ulubionym tytułem chyba stał się właśnie "Nigdy nie mów nigdy"! Nie spodziewałam się po tym opisie takiego emocjonalnego roztrzaskania: ale w najlepszym możliwym stylu. A tu proszę, dostałam dużą ilość powodów do wzruszenia i nadzieję na lepsze jutro w trochę ponad trzystu stronach. Jedna z lepszych książek, jakie ostatnio czytałam - i chociaż skończyłam czytać jakoś w niedzielę, to dopiero dzisiaj byłam w stanie wziąć się za recenzowanie. Carly straciła swojego narzeczonego w wypadku samochodowym. Ostatnio zmarł także ojciec jej narzeczonego, z powodów naturalnych, ale został Scotty - dorosły facet z niskofunkcjonującym autyzmem, którym teraz nie ma się kto zająć. Nie ma ojca, nie ma brata, a ciotka chce umyć ręce... Carly doskonale wie, że powinna pomóc, bo gdyby miłość jej życia znalazła się na jej miejscu, zrobiłby to bez mrugnięcia okiem. Carly porzuca więc tymczasowo swoje życie i pojawia się w miasteczku, pod domem rodzinnym swojego zmarłego narzeczonego, by podjąć się nowych obowiązków. Na taki sam pomysł wpada jednak Josh - najlepszy przyjaciel zmarłego narzeczonego Carly. Wie, że potrzeba czasem wiele siły, by poradzić sobie z atakami Scottego, więc zamierza się poświęcić. I wpada na dziewczynę, z którą ma relację opartą raczej na wzajemnej niechęci. Tyle, że żadne z nich nie zamierza odpuścić. Zaczynają więc mieszkać w trójkę i próbują dostosować się do nowej rzeczywistości. A prawda jest taka, że gdy pewne fakty zaczynają wychodzić na jaw, trudno się wzajemnie nienawidzić... Staram się jak najbardziej ogólnikowo Was zachęcić - ale "Nigdy nie mów nigdy" to seria zaskakujących opisów trudów życia codziennego, które są połączone z powoli rodzącym się uczuciem, opartym przede wszystkim na zaufaniu i bezpieczeństwie. Można wiele pozytywnego opowiedzieć o nowej pozycji Penelope Ward - i będę to bardzo podkreślać. To nie jest zabawa w dom. To jest tworzenie domu. Trzy nowe osoby, całkowicie od siebie różne, poturbowane przez los i jeden dom, w którym się znaleźli, bo połączyła ich miłość do zmarłego człowieka, który został zabrany z tego świata zbyt wcześnie. Naprawdę miałam wrażenie, że chusteczka była potrzebna, by co jakiś czas wycierać sobie oczy. Bohaterzy w tej powieści także nie są czarno-biali. Są bez wątpienia bardzo realistyczni, świetnie wykreowani. Mają swoje wady, zalety i swego rodzaju obawy, szczególnie związane z tym, że relacja, która się między nimi pojawia tuż po tym, jak pewne rzeczy między sobą wyjaśniają, niepokojąco zaczyna przypominać sympatię... To nie do końca romans. To też sporo wątków obyczajowych. Nie ma tu zbyt wielu scen erotycznych, raczej jest to swego rodzaju slow burn, który zmierza do pewnego finału. Ale tak czy siak, zakończenie i taki obrót spraw były wręcz doskonałe: jakby idealnie szyte na miarę. Jedyny minus tej pozycji według mnie to kwestia wydania w oprawie bez skrzydełek - bo zwykle takie wydania najszybciej się psują i ulegają łatwym oraz przypadkowym uszkodzeniom. Nawet, jak się dba, to i tak trzeba dodatkowo chuchać i dmuchać, by utrzymać dany tytuł na wysokim standardzie wyglądu. Podsumowując: warto dać szansę "Nigdy nie mów nigdy" - bo ja zawsze mówię "tak" dla takich dobrych książek!
Nigdy nie mów nigdy
Nigdy nie mów nigdy
Sklep dla samotnych serc. Riverside Lane #1
Amber po zwolnieniu z pracy wybiera się do rodziców, który osiedlili się na drugim końcu świata. Po drodze mama prosi by zatrzymała się chwilowo w Anglii u swojej matki chrzestnej Cathy, która jest zarazem jej najlepszą przyjaciółką. Dziewczyna się zgadza i ląduje na totalnym odludziu. W porównaniu do Nowego Jorku gdzie jak każdy myśli była w raju tutaj jest zupełnie inaczej. Cathy wraz z synem Joshem prowadzi sklep, który coraz gorzej prosperuje i Amber wcale się nie dziwi patrząc na to jak to wygląda. Postanawia poprawić parę rzeczy, a wtedy wszystkie plany się zmieniają. Z tygodniowego pobytu robi się miesięczny bo Cathy postanawia wyjechać i prosi dziewczynę by pomogła Joshowi, co więcej pozwala na drastyczne zmiany. Z racji, że dekorowanie to dosłownie całe życie Amber dziewczyna się zgadza i cieszy się szczęściem kobiety. Josh porzucił dotychczasowe życie gdy po śmierci ojca jego mama zachorowała. Został z nią w Cranbridge i dosłownie się dusił. Jednak jego sumienie nie pozwalało zostawić matki samej z tym wszystkim. Wręcz chronił ją przed informacjami jak źle jest naprawdę. Gdy pojawia się Amber z którą znają się od dzieciństwa coś zaczyna się zmieniać. Zdecydowanie myślałam, że będzie to dość nudna pozycja mimo, że opis książki zdecydowanie mnie skusił. Jednak po przeczytaniu kilku rozdziałów naprawdę się wciągnęłam. Jest to zdecydowanie "cute" pozycja, którą czyta się szybko i przyjemnie. Sama bohaterka może trochę wkurzać bo czasami zachowuje się jak nieśmiała nastolatka, którą najlepiej zaprowadzić za rączkę. Kobieta zdecydowanie nie wierzy w siebie i swoje możliwości. Pojawia się tutaj również problem znęcania się w szkole, które wbrew pozorom jak widać po bohaterce rzutuje na całe życie. Amber była tak prześladowana, że gdy zupełnie przypadkiem spotyka osobę która się nad nią znęcała w szkole, w tej wiosce dosłownie zamiera ze strachu. Jednak w końcu udaje jej się przeciwstawić i uwierzyć w siebie z pomocą przyjaciół. Znajduje również miejsce w którym w końcu zaczyna się czuć jak w domu. Z drugiej strony był Josh, który w sumie również był taki dość irytujący. Mimo iż zaczynał coś czuć do Amber nie odzywał się w tym temacie ani słowa i zdecydowanie nie robił nic w tym kierunku. Udawał, że te uczucia nieistnieją a inni również to widzieli. Okładka jest równie urocza jak treść i zdecydowanie nawiązuje do historii. Posumowując mimo irytujących bohaterów historia i sposób w który książka jest napisana bardzo wciąga i podobała mi się. Na pewno zostanie na mojej półce.
The ASMR (Arrogant-Sexy-Messy-Roommate)
Szukacie idealnej książki na jesienne wieczory to ''The ASMR'' będzie idealnym wyborem. W tej historii poznajemy Parker, dziewczynę lubiącą mroczne klimaty, zakochaną w jesieni z bardzo ciężkim gburowatym charakterem. Miała wynająć dom wraz z przyjaciółką, lecz plany uległy zmianie i jej nowym współlokatorem ma zostać Cameron. Parker bała się, że nie polubi się z nową współlokatorką, jakie miała zdziwienie, że CAMERON to mężczyzna przystojny mężczyzna. Ich pierwsze spotkanie było bardzo ciekawe. Później było aby tylko lepiej, przez jeden incydent muszą udawać parę zakochanych narzeczonych. Czy bohaterowie dadzą sobie radę w zaistniałej sytuacji? ,,The ASMR'' jest to cudowna komedia połączona z romansem. Dawno nie czytałam książki gdzie od samego początku do samego końca miałam uśmiech na twarzy. Dużą rolę odgrywają tu wykreowani bohaterowie. Autorki wykonały dobrą robotę są charakterni, z pazurem każdy niesie inną aurę wokół siebie. Motyw grumphy&sunshine pokazany w 100%. Parker to roztrzepana, mroczna dziewczyna, kochająca jesień, cmentarze i zna wiele rodzajów tortur w razie czego jak by ją ktoś wkurzył. Ona była niepowtarzalna, w domu u niej nie znajdziemy świec do romantycznej kolacji a znicze :D. Natomiast Cameron wesoły, pomocny facet, który za wszelką cenę chciał przebić się przez mroczną aurę swojej współlokatorki. Ich duet dostarczył wiele zabawnych scen, dialogów, które na długo zostaną w mojej pamięci. Fabuła była lekka, dla mnie bardzo odświeżająca. Przy tej książce naprawdę nie da się nudzić. Nie znajdziecie w niej żadnych plot twistów, mocno dramatycznych wydarzeń, ale tu nie jest to potrzebne. Autorki rewelacyjnie poprowadziły historię tej dwójki. ,,The ASMR'' to książka, która idealnie sprawdzi się na jeden jesienny wieczór. Więc jeśli szukasz lekkiego romansu z dużą dawką humorku to się nie zastanawiaj. Polecam z czystego sumienia.