ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Recenzje

Japonia. Kraj możliwości. Oblicza świata

O Japonii napisano już tyle, że największym problemem kolejnej książki nie jest brak tematów, lecz znalezienie takich, które nie zabrzmią jak powtórka z obowiązkowego zestawu. Tokio, shinkansen, sushi, gejsze, kwitnące wiśnie, automaty i toalety potrafią pojawić się w publikacjach o tym kraju z regularnością sezonowych dekoracji. Zofia Jurczak dobrze zdaje sobie z tego sprawę. W Japonii. Kraju możliwości nie próbuje więc stworzyć kompletnego portretu archipelagu, bo taki zamiar od początku skazany byłby na powierzchowność. Wybiera konkretne zjawiska, miejsca i historie, a następnie sprawdza, co można przez nie powiedzieć o kraju, który bardzo łatwo zamienić w kolekcję egzotycznych ciekawostek. To właśnie selekcja tematów stanowi największą siłę tej książki. Jurczak potrafi przejść od architektury i topografii do wysp, od wojennej historii do kąpieli, od jedzenia do kolei, a następnie zakończyć całość opowieścią o japońskich toaletach. Brzmi to jak program bardzo chaotycznej wycieczki, ale książka nie rozpada się na przypadkowe ciekawostki. Poszczególne rozdziały pokazują Japonię jako kraj, w którym praktyczność, estetyka, religia, pamięć historyczna i potrzeba ciągłego ulepszania rzeczywistości spotykają się w miejscach czasem zupełnie nieoczekiwanych. Jurczak najlepiej wypada wtedy, gdy bierze temat pozornie dobrze znany i pokazuje, że pod stereotypem kryje się znacznie ciekawsza historia. Nie wystarcza jej stwierdzenie, że japońskie pociągi są szybkie i punktualne. Interesuje ją rozwój kolei, technologiczne ambicje i mitologia narosła wokół transportowej perfekcji. Nie kończy opowieści o japońskiej kuchni na sushi i ramenie, lecz pokazuje przepływ wpływów, lokalne adaptacje oraz produkty, które dla Europejczyka mogą wyglądać jak żart marketingowy, a w Japonii stają się częścią regionalnej kultury. Podobnie jest z architekturą. Tokio nie zostaje przedstawione jako futurystyczna metropolia złożona z neonów, szklanych wież i atrakcji do fotografowania. Autorka zwraca uwagę również na jego chaotyczność, ciasnotę, ciągłą przebudowę i estetykę, która dla przybysza z Europy nie zawsze będzie piękna. To ważne, ponieważ Japonia wyjątkowo łatwo poddaje się idealizacji. W kulturze popularnej funkcjonuje jednocześnie jako technologiczna przyszłość, kraina dawnej duchowości i miejsce niemal obsesyjnego porządku. Jurczak nie burzy wszystkich tych obrazów, ale regularnie pokazuje, że każdy z nich wymaga dopowiedzenia. Dużo miejsca zajmuje historia, ponieważ bez niej współczesna Japonia pozostawałaby zbiorem osobliwości pozbawionych kontekstu. Pojawiają się zamki, klasztory, dawne metody produkcji, wyspy obciążone pamięcią oraz oczywiście Hiroszima i Nagasaki. Autorka nie próbuje jednak prowadzić czytelnika chronologicznie przez dzieje państwa. Historia pojawia się wtedy, gdy pomaga zrozumieć konkretne miejsce lub zachowanie. Dzięki temu nie zamienia się w szkolny wykład, lecz staje się narzędziem potrzebnym do rozszyfrowania teraźniejszości. Szczególnie dobrze wypadają wyspy. Japonia jako archipelag daje ogromne możliwości opowiadania o izolacji, lokalnej tożsamości, pamięci i osobliwościach rozwijających się z dala od największych miast. Jurczak potrafi zainteresować zarówno miejscami kojarzonymi z turystyczną ciekawostką, jak wyspy zamieszkane przez dużą liczbę kotów, jak również przestrzeniami znacznie cięższymi historycznie. Hashima nie potrzebuje dodatkowego upiększania. Sama jej historia wystarcza, by pokazać gwałtowność japońskiej industrializacji i łatwość, z jaką miejsce będące kiedyś symbolem rozwoju może zmienić się w opuszczony pomnik własnej epoki. Najbardziej udane rozdziały nie mówią czytelnikowi, że Japonia jest dziwna. Pokazują raczej, dlaczego pewne rzeczy wydają nam się dziwne dopiero wtedy, gdy patrzymy na nie z zewnątrz. To istotna różnica. Publikacje o Japonii bardzo często budują atrakcyjność na katalogowaniu osobliwości. Wtedy kraj staje się gabinetem kuriozów zamieszkanym przez ludzi robiących rzeczy, które mają przede wszystkim zadziwiać Europejczyka. Jurczak zwykle idzie krok dalej i próbuje znaleźć kontekst kulturowy, historyczny albo praktyczny. Dobrym przykładem są kąpiele i podejście do nagości. Z europejskiej perspektywy łatwo potraktować japońskie zwyczaje kąpielowe jako kolejną egzotyczną ciekawostkę. Tymczasem sposób korzystania z łaźni, źródeł termalnych czy przestrzeni wspólnych mówi bardzo dużo o granicach prywatności, czystości i społecznych rytuałach. Podobnie temat erotyki nabiera sensu dopiero wtedy, gdy zostanie wyjęty z prostego schematu mówiącego o rzekomo pruderyjnym albo przeciwnie, wyjątkowo swobodnym społeczeństwie. Japonia znów okazuje się trudniejsza do opisania jednym zdaniem. Kuchnia daje autorce sporo okazji do lżejszej narracji. Są produkty regionalne, mniej oczywiste historie potraw i japońska zdolność do przejmowania rzeczy z zewnątrz, a następnie nadawania im lokalnego charakteru. Szczególnie dobrze pokazuje to fenomen wariantów smakowych popularnych słodyczy. Setki wersji KitKata brzmią jak przykład konsumpcyjnego szaleństwa, ale po bliższym przyjrzeniu stają się także częścią rynku lokalnych pamiątek. Smak może reprezentować prefekturę równie skutecznie jak magnes czy pocztówka. To właśnie takie fragmenty dobrze oddają sens tytułowego kraju możliwości. Japonia Jurczak nie jest państwem, w którym wszystko jest lepsze, bardziej rozwinięte albo bardziej niezwykłe. Jest miejscem wyjątkowo intensywnego przetwarzania pomysłów. Rzeczy zapożyczone mogą zostać dopracowane, zmienione, wyspecjalizowane albo całkowicie włączone do miejscowej kultury. Japonia fascynuje tu nie dlatego, że tworzy wszystko od podstaw, lecz dlatego, że potrafi brać cudze rozwiązania i robić z nimi coś bardzo własnego. Autorka dobrze wykorzystuje również tematy, które mogłyby wyglądać jak gotowy materiał na internetową listę ciekawostek. Japońskie toalety są najlepszym przykładem. Można o nich napisać kilka zabawnych zdań o podgrzewanych deskach i panelach sterowania, ale Jurczak idzie dalej, pokazując technologiczne ambicje związane z higieną i zdrowiem. To zabawne zakończenie książki, ale nie pozbawione sensu. Mała, codzienna rzecz ponownie okazuje się miejscem, w którym spotykają się technologia, wygoda i obsesyjne ulepszanie istniejących rozwiązań. Podobnie kolej nie zostaje sprowadzona do opowieści o punktualności. To akurat bardzo potrzebne, ponieważ mit idealnie funkcjonującego japońskiego transportu powtarzany jest tak często, że stał się częścią turystycznego folkloru. Jurczak interesują również techniczne ambicje Japonii, rozwój pociągów dużych prędkości oraz projekty, które pokazują, że obecne osiągnięcia nie są traktowane jako ostateczny punkt rozwoju. W tej części książki dobrze widać fascynację państwem, które nawet z codziennej infrastruktury potrafi zrobić element narodowej opowieści o nowoczesności. Nie wszystkie tematy są równie mocne i trudno byłoby oczekiwać, że przy tak szerokim zakresie każdy rozdział zainteresuje czytelnika w takim samym stopniu. Konstrukcja książki pozwala jednak na pewną swobodę. To zbiór opowieści, który można dawkować. Nie trzeba czytać go w tempie powieści, bo poszczególne części mają własne dominanty i często funkcjonują niemal samodzielnie. Z tego powodu przerwanie lektury na kilka dni nie powoduje poczucia zagubienia. Ma to również drugą stronę. Książka nie tworzy jednego spójnego argumentu o Japonii. Nie prowadzi od punktu wyjścia do wielkiej syntezy, która na końcu pozwoliłaby odpowiedzieć, czym ten kraj właściwie jest. Jurczak raczej pokazuje, że taka odpowiedź byłaby podejrzanie prosta. Każdy kolejny temat komplikuje obraz powstały wcześniej. Nowoczesność istnieje obok rytuału, technologiczny rozwój obok miejsc pamięci, kultura konsumpcyjna obok duchowości, a umiłowanie porządku obok miejskiego chaosu. W tym sensie książka sprawdza się znacznie lepiej jako zaproszenie do dalszych poszukiwań niż jako kompendium. Po przeczytaniu rozdziału o konkretnej wyspie, zwyczaju czy wydarzeniu łatwo poczuć potrzebę sprawdzenia czegoś jeszcze. Dla mnie jest to zaleta. Dobra książka popularna nie musi kończyć tematu. Powinna raczej pokazać, gdzie warto dalej kopać. Problem pojawia się tam, gdzie głos samej autorki ustępuje miejsca cudzym wypowiedziom. W książce znajduje się dużo cytatów i nie wszystkie są równie potrzebne. Starsze źródła, świadectwa i historyczne relacje potrafią bardzo dobrze uzupełniać temat, szczególnie gdy pokazują zmianę sposobu myślenia albo pozwalają usłyszeć głos ludzi z konkretnej epoki. Gorzej, gdy cytat jedynie potwierdza obserwację, którą Jurczak mogłaby przekazać własnymi słowami. Największym problemem książki jest właśnie to, że miejscami autorka niepotrzebnie oddaje przestrzeń innym, choć sama potrafi opowiadać wystarczająco ciekawie. Przy większym ograniczeniu zapożyczonych fragmentów narracja byłaby bardziej zwarta i osobista. Bogata bibliografia pokazuje solidne przygotowanie, ale brak klasycznych przypisów przy jednoczesnej dużej liczbie cytowanych głosów może pozostawić pewien niedosyt u czytelnika, który chciałby dokładniej śledzić źródła. Szkoda również warstwy fotograficznej. Przy książce tak mocno związanej z miejscem, architekturą i lokalnymi osobliwościami aż prosi się o bogatszy materiał wizualny. Fotografii jest niewiele, a czarno biała forma nie zawsze pomaga w opowieści o kraju, którego estetyka często opiera się przecież na intensywnym użyciu koloru, światła i kontrastów. W rezultacie podczas lektury łatwo samodzielnie szukać obrazów opisywanych miejsc. Można potraktować to jako dowód skuteczności narracji, ale lepiej byłoby, gdyby przynajmniej część tej potrzeby zaspokajała sama publikacja. Nie zmienia to ogólnego wrażenia. Japonia. Kraj możliwości jest dobrze przygotowaną, przystępną książką dla osób, które chcą wyjść poza najbardziej podstawową wiedzę o Japonii, ale niekoniecznie są gotowe na specjalistyczne opracowania poświęcone pojedynczym zagadnieniom. Początkujący znajdą tutaj dobre wprowadzenie, natomiast osoby mające już za sobą kilka książek o Japonii prawdopodobnie i tak trafią na rzeczy, o których wcześniej nie czytały. To chyba najważniejszy komplement, jaki można wystawić publikacji o kraju opisanym już na setki sposobów. Jurczak nadal potrafi czymś zaskoczyć. Nie zawsze dlatego, że wybiera temat zupełnie nieznany. Częściej dlatego, że przy znanym temacie znajduje boczne wejście, którym wcześniej nikt nas nie prowadził. Najlepiej działa więc nie jako książka wyjaśniająca Japonię, lecz jako książka pokazująca, dlaczego Japonii nie da się wyjaśnić jednym zestawem stereotypów. To państwo pełne sprzeczności tylko wtedy, gdy z góry zakładamy, że nowoczesność powinna wykluczać tradycję, a rozwój technologiczny musi oznaczać zerwanie z dawnymi rytuałami. Dla samych Japończyków te elementy często nie są przeciwieństwami. Jurczak potrafi opowiadać o tym lekko i bez nadmiernego akademickiego ciężaru. Czasem wybiera temat zabawny, czasem makabryczny, czasem zupełnie codzienny. Nie każda historia zostaje równie mocno w pamięci, ale razem tworzą obraz kraju znacznie bardziej interesującego niż jego turystyczna wersja. Po tej książce niekoniecznie będzie się Japonię lepiej rozumiało. Za to znacznie trudniej będzie uważać, że już się ją rozumie.
kawerna Marek Tokarz

Nieplanowany układ

K O C H A N I E Camilla Campbell, trzydziestojednoletnia prawniczka jest nieszczęśliwa. Jej przyjaciele Ash i Charlie biorą ślub, a ona ma wrażenie, że przegrała własne życie. Czuję się samotna, dlatego tym łatwiej ulega urokowi brata panny młodej, z którym kiedyś łączył ją krótki romans. Bryan nie zaproponuje Camilli nic poza niezobowiązującym seksem. Nie jest zwolennikiem stałych związków i stabilizacji. Jej to nie przeszkadza - chce wziąć dłuższy urlop, zadbać o zdrowie, znaleźć faceta na stałe i urodzić dziecko. W teorii brzmi świetnie, w praktyce nawet odpoczywanie okazuje się trudne. Wtedy z pomocą przychodzi Bryan. Czy nieplanowany układ może okazać się czymś więcej? Camilla, młoda, ambitna kobieta, która dość mocno określiła swój plan na przyszłość - chociaż rozumiem skąd jej potrzeba założenia rodziny, tak niestety czas, który sobie wyznaczyła był trochę nierealny. Nie zmienia to faktu, że współczuje jej każdej randki i spotkanego faceta 😅 Bryan, mężczyzna, który do tej pory traktował życie na luzie. Praca, imprezy, jednonocne przygody, a teraz gdy wrócił do rodzinnego miasta na stałe, coś się zmienia. Uwielbiam jego relacje z rodzeństwem, sarkastyczne poczucie humoru, ale także to, że bardzo szybko wyciągał wnioski, jeśli w danej sytuacji zawinił. Chociaż nie do końca kupuję ich relacje romantyczną - on cały czas powtarzał, że nie chce zobowiązań, ona, że Bryan się do tego nie nadaje, tak przyznam, że ich przyjaźń jest cudowna. Uwielbiam momenty ratowania Cami z nieudanych randek (naprawdę nieudanych), jego propozycję i zaangażowanie. Uwielbiam ich wspólnie spędzony czas, a chemia między nimi jest niezaprzeczalna. Fajna lektura, która pokazuje jak pracoholizm wpływa na nasze życie, jak nasze pragnienia z czasem się zmieniają, a osiągnięcie danego celu nie zawsze jest łatwą drogą. Jedyne co, przyczepię się do wątku z terapią - był dla mnie bezsensu, zwłaszcza, że słuchaliśmy samych kłamstw. Poza tym, fajnie spędziłam z nimi czas 😁 PS nie wiem czemu, ale Charlie też mnie przeraża 😂 

Zaczytana.mejdzi Kierońska Magda

Opos Schrödingera. Jak zwierzęta przeżywają i rozumieją śmierć

Najciekawsze pytanie dotyczące śmierci wcale nie brzmi, czy zwierzęta jej doświadczają. Oczywiście, że doświadczają. Widzą zabitych członków stada, unikają drapieżników, polują, tracą potomstwo i natrafiają na martwe ciała. Znacznie trudniej odpowiedzieć, czy rozumieją, co właściwie się wydarzyło. Czy wiedzą, że organizm, który przestał oddychać, już nie zacznie? Czy potrafią pojąć nieodwracalność śmierci? I czy do uznania, że zwierzę rozumie śmierć, naprawdę potrzebujemy od niego całego bagażu pojęć, który przez tysiące lat stworzył człowiek? Susana Monsó w Oposie Schrödingera nie próbuje udowadniać, że szympans zastanawia się nad własną śmiertelnością, a słoń rozważa sens istnienia. Robi coś dużo ciekawszego. Kwestionuje nasze kryteria i zamiast pytać, czy zwierzęta rozumieją śmierć tak jak człowiek, zastanawia się, ile właściwie trzeba rozumieć, żeby można było powiedzieć, że posiada się pojęcie śmierci. To pozornie niewielkie przesunięcie całkowicie zmienia rozmowę, bo odbiera człowiekowi rolę jedynego wzorca, do którego trzeba przykładać wszystkie pozostałe gatunki. Opos Schrödingera znajduje się gdzieś pomiędzy etologią, psychologią porównawczą i filozofią umysłu. Monsó korzysta z obserwacji zachowania zwierząt, badań oraz eksperymentów, ale nie tworzy katalogu ciekawostek. Przypadki szympansów, drapieżników, ofiar czy tytułowego oposa służą jej przede wszystkim do rozważenia tego, jakie wnioski wolno nam wyciągać z zachowania innych gatunków. Autorka interesuje się więc nie tylko tym, co zwierzę robi, ale również tym, jak my to zachowanie interpretujemy i jakie własne założenia nieświadomie do niego dokładamy. Dlatego książka wymaga cierpliwości. Autorka nie zaczyna od najbardziej spektakularnych historii, lecz najpierw porządkuje podstawy. Zastanawia się, czym jest pojęcie, jak możemy badać umysły zwierząt i na jakiej podstawie stwierdzamy, że dany organizm coś rozumie. Rozkłada problem na części, definiuje terminy i wraca do nich później, gdy zaczyna analizować konkretne zachowania. Dla czytelnika oczekującego lekkiej książki popularnonaukowej może być to początkowo rozczarowujące, ale właśnie na tej skrupulatności opiera się cała konstrukcja wywodu. Monsó nie chce powiedzieć nam, co zwierzęta czują wobec śmierci. Chce pokazać, jak łatwo człowiek sam utrudnia sobie zobaczenie tego, co zwierzęta naprawdę mogą rozumieć. To rozróżnienie jest bardzo istotne, bo pozwala odejść od sentymentalnych interpretacji i skupić się na procesach poznawczych. Książka nie szuka wzruszeń za wszelką cenę. Znacznie bardziej interesuje ją to, co da się obronić logicznie i naukowo. Centralnym elementem argumentacji jest minimalne pojęcie śmierci. Ludzkie rozumienie śmierci składa się z wielu elementów. Wiemy między innymi, że dotyczy wszystkich żywych organizmów, że jest nieodwracalna i że oznacza ustanie procesów życiowych. Dochodzą do tego kwestie własnej śmiertelności, przyszłości, czasu czy przekonań religijnych. Monsó pyta jednak, które z tych elementów są naprawdę niezbędne, jeśli chcemy mówić jedynie o podstawowym rozpoznawaniu śmierci. Dochodzi do wniosku, że dwa mają znaczenie podstawowe. Pierwszym jest niefunkcjonalność, czyli rozumienie, że martwe ciało przestaje wykonywać czynności właściwe żywemu organizmowi. Drugim jest nieodwracalność, a więc świadomość, że jeśli organizm umarł, nie powróci już do poprzedniego stanu. To wystarczy, aby mówić o najbardziej podstawowej formie rozumienia śmierci. Zwierzę nie musi więc wiedzieć, że kiedyś samo umrze, nie potrzebuje pojęcia wieczności, pogrzebu ani metafizyki. Jeśli potrafi rozpoznać różnicę między organizmem żywym a martwym oraz rozumie, że ta zmiana jest trwała, spełnia minimalne wymagania. Właśnie tutaj ludzka wyjątkowość zaczyna się chwiać. Przez lata kolejne zdolności przedstawiano jako coś właściwego wyłącznie człowiekowi. Posługiwanie się narzędziami, kultura, racjonalność czy skomplikowane relacje społeczne miały stanowić granicę oddzielającą nas od innych zwierząt. Badania stopniowo tę granicę przesuwały, a Monsó przekonuje, że podobnie może być z pojęciem śmierci. Nie chodzi przy tym o całkowite zrównanie ludzkiego i zwierzęcego doświadczenia, ale o odejście od założenia, że każda bardziej złożona zdolność musi być z definicji wyłącznie nasza. Dużą część książki autorka poświęca błędom popełnianym podczas interpretowania zwierzęcych zachowań. Najbardziej oczywistym jest antropomorfizm. Widzimy zwierzę siedzące przy martwym towarzyszu i natychmiast opisujemy jego zachowanie za pomocą ludzkich emocji. Mówimy o żałobie, pożegnaniu, smutku. Monsó nie proponuje jednak prostego rozwiązania polegającego na odrzuceniu każdej takiej interpretacji, ponieważ istnieje także odwrotny błąd, czyli antropektomia. Polega on na odmawianiu zwierzętom cech lub zdolności tylko dlatego, że kojarzymy je przede wszystkim z człowiekiem. Do tego dochodzi antropocentryzm. Człowiek traktuje własny sposób poznawania świata jako wzorzec, do którego wszystkie inne umysły powinny się zbliżać. Jeżeli wymagamy od zwierząt, żeby rozumiały śmierć dokładnie tak jak my, to wynik badania ustalamy jeszcze przed jego rozpoczęciem. Monsó próbuje więc znaleźć drogę pomiędzy naiwnym uczłowieczaniem a równie naiwnym odmawianiem zwierzętom każdej bardziej złożonej zdolności poznawczej. To jeden z najmocniejszych elementów książki, bo zmusza do krytycznego spojrzenia nie tylko na zwierzęta, ale również na nasze własne przyzwyczajenia interpretacyjne. Śmierć zwierząt najbardziej interesuje nas zwykle wtedy, gdy przypomina ludzką tragedię. Szczególne zainteresowanie wywołują szympansy pozostające przy zmarłych członkach grupy, słonie interesujące się kośćmi swoich pobratymców czy walenie długo utrzymujące kontakt z martwym potomstwem. To zachowania niezwykle sugestywne, ale Monsó zwraca uwagę, że żałoba i rozumienie śmierci nie są tym samym. Możliwe jest silne emocjonalne reagowanie na utratę bez pełnego rozumienia tego, co się wydarzyło, tak samo jak możliwe jest rozpoznawanie śmierci bez reakcji przypominającej ludzką żałobę. To ważne, ponieważ badania śmierci zwierząt przez długi czas koncentrowały się głównie na gatunkach społecznych, których zachowania najłatwiej interpretować za pomocą naszych własnych doświadczeń. Monsó kieruje uwagę także na przemoc, polowanie i unikanie zagrożenia. Drapieżnik musi orientować się, czy jego ofiara nadal żyje, a ofiara funkcjonuje w świecie, w którym błędna ocena przeciwnika może zakończyć się śmiercią. Zwierzęta zabijają w trakcie polowania, walk o terytorium i konfliktów wewnątrzgatunkowych, więc jeśli interesuje nas zdolność odróżniania życia od śmierci, takie sytuacje są równie ważne jak reakcje na zwłoki bliskiego osobnika. Śmierć nie jest dla natury wyłącznie doświadczeniem straty. Jest również informacją. Czasem mówi, że zagrożenie minęło, czasem że pojawiło się źródło pokarmu, a czasem że trzeba natychmiast uciekać. To właśnie szersze spojrzenie pozwala autorce wyjść poza najbardziej oczywiste i medialne przykłady zwierzęcej żałoby. Najbardziej efektownym przykładem pozostaje tytułowy opos. Kiedy zwierzę znajdzie się w sytuacji bez wyjścia, może wejść w stan tanatozy. Nieruchomieje, jego funkcje życiowe spowalniają, język zmienia kolor, a ciało zaczyna wydzielać zapach kojarzący się z rozkładem. Opos wygląda jak martwy i potrafi pozostawać w tym stanie nawet mimo fizycznego kontaktu. Nie jest to jednak zwykłe udawanie, bo cały organizm zostaje podporządkowany stworzeniu możliwie wiarygodnej imitacji zwłok. Znacznie ciekawsze jest pytanie, dlaczego taka strategia działa. Jeżeli drapieżnik odróżnia żywą zdobycz od martwego lub rozkładającego się organizmu, imitowanie śmierci może uratować życie. Ewolucyjny sukces tanatozy zależy więc częściowo od zdolności poznawczych zwierzęcia, które ma zostać oszukane. Cała sztuczka ma sens tylko dlatego, że inne zwierzę potrafi zaklasyfikować ciało jako martwe i odpowiednio zmienić swoje zachowanie. To jeden z najbardziej eleganckich argumentów w całej książce. Monsó wykorzystuje ten przykład jako argument na rzecz tezy, że podstawowe rozumienie śmierci może być w świecie zwierząt znacznie bardziej rozpowszechnione, niż przywykliśmy zakładać. Śmierć jest przecież jednym z najbardziej powszechnych zjawisk biologicznych. Zwierzęta mają z nią kontakt od milionów lat, polują, są atakowane, obserwują martwe organizmy, tracą potomstwo i spotykają ciała innych osobników. Z ewolucyjnego punktu widzenia umiejętność odróżnienia życia od śmierci może być po prostu przydatna. W tym miejscu warto jednak jasno powiedzieć, czym Opos Schrödingera nie jest. Nie jest książką złożoną z poruszających opowieści o zwierzętach reagujących na śmierć. Takie przykłady się pojawiają, ale są materiałem do filozoficznej analizy. Monsó definiuje pojęcia, przewiduje zarzuty, przedstawia kontrargumenty i regularnie wraca do wcześniejszych założeń. To sprawia, że lektura bywa bardzo ciekawa, ale czasami również nużąca, zwłaszcza kiedy autorka ponownie wyjaśnia rozróżnienia wprowadzone kilkadziesiąt stron wcześniej. Niektóre fragmenty rzeczywiście sprawiają wrażenie bardziej rozbudowanego artykułu naukowego niż klasycznej książki popularnonaukowej. Jeżeli czytelnik lubi analizowanie argumentów, będzie to zaleta. Jeżeli przede wszystkim chce poznawać zachowania poszczególnych gatunków, może poczuć niedosyt. Sama dziedzina również stawia autorce ograniczenia, ponieważ śmierć w naturze trudno obserwować systematycznie, a część wiedzy pochodzi z pojedynczych przypadków. O szympansach, słoniach czy waleniowatych wiemy znacznie więcej niż o setkach innych gatunków. Monsó nie ukrywa tych problemów. Przeciwnie, wykorzystuje je do krytyki sposobu, w jaki rozwijała się tanatologia porównawcza. To uczciwe podejście, ponieważ autorka nie sprzedaje hipotez jako pewników. Pokazuje raczej, że dotychczasowe przekonanie o braku rozumienia śmierci u zwierząt było często równie spekulatywne jak pogląd przeciwny. W ten sposób książka staje się nie tylko opowieścią o zwierzęcych umysłach, ale też lekcją ostrożności w wyciąganiu wniosków. Ostatecznie Opos Schrödingera jest więc książką również o sposobie, w jaki człowiek myśli o samym sobie. Monsó nie próbuje udowodnić, że nie istnieją między nami różnice. Ludzkie rozumienie śmierci jest wyjątkowo rozbudowane, bo stworzyliśmy rytuały pogrzebowe, systemy religijne, filozofie, literaturę i symbole pozwalające mierzyć się ze świadomością własnego końca. Nie oznacza to jednak, że każda prostsza forma tego pojęcia musi być wyłącznie ludzka. Błędem nie jest zauważenie różnic między człowiekiem i innymi zwierzętami, lecz założenie, że każda różnica jest przepaścią. Ewolucja znacznie częściej tworzy stopniowe przejścia niż nagłe granice. Złożone ludzkie rozumienie śmierci mogło powstać poprzez rozwinięcie prostszych zdolności, które występują także u innych gatunków. W takim ujęciu człowiek nie jest jedynym właścicielem pojęcia śmierci, ale zwierzęciem, które doprowadziło je do wyjątkowo złożonej postaci. Opos Schrödingera nie jest książką idealnie płynną. Bywa powtarzalna, chwilami nadmiernie analityczna i wymaga większego skupienia, niż sugerują niewielkie rozmiary. Kto oczekuje lekkiej popularyzacji biologii, może być zaskoczony ilością filozofii, a kto szuka przede wszystkim faktów o konkretnych gatunkach, nie zawsze dostanie tyle, ile chciałby dostać. Podstawowy argument Monsó jest jednak zbudowany bardzo dobrze i z każdą kolejną częścią nabiera większej siły. Największą wartością książki jest to, że Monsó nie próbuje uczłowieczyć zwierząt. Próbuje przestać traktować człowieka jako jedyny poprawny model umysłu. Po tej lekturze trudno spojrzeć na zwierzę stojące przy martwym osobniku i z pełnym przekonaniem stwierdzić, że niczego nie rozumie. Tak samo nierozsądne byłoby automatyczne uznanie, że przeżywa dokładnie to samo co człowiek. Pomiędzy tymi skrajnościami pozostaje ogromna przestrzeń możliwości i właśnie ona okazuje się najciekawsza. Tytułowy opos nie zna paradoksu Schrödingera i nie potrzebuje go znać. Leży nieruchomo, wygląda jak trup i czeka, aż drapieżnik podejmie decyzję. Skoro ta sztuczka działa, być może nie powinniśmy już pytać wyłącznie, czy zwierzęta rozumieją śmierć. Znacznie ciekawsze jest pytanie, na ile różnych sposobów można ją rozumieć.
kawerna Marek Tokarz

Miłość w galopie. Ranczo Srebrzyste Sosny #3

"miłość w galopie" to trzeci tom kowbojskich romansów z srebrzystych sosen, a ja po tej książce stwierdzam, że chętnie nadrobię dwa poprzednie 🙂‍↕️ książka paisley hope mnie zaskoczyła, bo jest pełna motywów, których fanką na ogół nie jestem - samotny ojciec, ślub w vegas po nieplanowanym one night stand, główny bohater z reputacją kobieciarza. ma też sporo rzeczy, które mnie w tym gatunku irytują, a jednak.. dobrze się na niej bawiłam. była lekką, miłą odskocznią, w sam raz na końcówkę lata. w kowbojskich romansach lubię przede wszystkim klimat rancza, zazwyczaj też małego miasteczka i rodziny z wyboru, i "miłość w galopie" wszystkie te okienka odhacza. cole i ginger się przyjaźnią, łączy ich reputacja tych chaotycznych, nieco dzikich i szalonych bohaterów, którzy się jeszcze nie ustatkowali. od początku czuć między nimi pewne przyciąganie, które próbują zdusić w zarodku ze względu na konwenanse i obawę przed zniszczeniem przyjacielskiej więzi. styl pisania paisley hope jest bardzo lekki i przyjemny, sporo w nim humoru. podobało mi się to, że relacje z rodziną i przyjaciółmi grają tu dużą rolę, ale nie są idealne. pokazuje to, jak męczące potrafi być zmaganie się z szufladkami, do których wrzuca bohaterów społeczeństwo, jednocześnie ze świadomością, że jest to w dużej mierze konsekwencją ich wcześniejszego zachowania, którym próbowali tuszować czy odwracać uwagę od nieprzepracowanych rzeczy. niektóre sceny były wzruszające i urocze, inne podnosiły na duchu. jest to jeden z tych pociesznych romansów, przy których można się zrelaksować, o ile nie oczekuje się od niego zbyt wiele. muszę jednak wspomnieć o tym, że spicy scen jest tu sporo, opisy są długie i szczegółowe i niestety jak już bohaterowie zaczną to nie potrafią skończyć 🫠 stało się to w pewnym momencie męczące, ale muszę oddać autorce to, że relacja bohaterów rozwijała się w dobrym tempie, trzymała w napięciu. może dzięki tej konkretnej parze, która miała jednak sporo do przepracowania, kłody pod nogi rzucały im ich reputacja, plotki, sytuacja rodzinna. wątek z mabel był rozczulający, dla fanów poprzedniego tomu jest tu pewnie sporo smaczków związanych z postaciami znanymi właśnie stamtąd i generalnie myślę, że jeśli lubicie "klasyczne" kowbojskie romanse, to ta książka ma sporą szansę się wam spodobać 🌞

fawncloves Adamczewska Olga

Odporność psychiczna dziecka. 65 ćwiczeń wzmacniających siłę, spokój i wiarę w siebie

Czy chcesz pomóc dziecku budować odporność psychiczną? Przedstawiam książkę dla dzieci Agnieszki Grzeli-Opalińskiej "Odporność psychiczna dziecka. 65 ćwiczeń wzmacniających siłę, spokój i wiarę w siebie". Ta pozycja jest workbookiem dla dzieci. Omawia siedem tematów: odporność psychiczną, poczucie własnej wartości, oddziaływanie myśl - emocja - zachowanie, sposób postrzegania i interpretowania zdarzeń, sposoby radzenia sobie ze stresem, hejt oraz asertywność. Każdy z nich składa się z opowiadania i ćwiczeń. Bardzo podobają mi się takie praktyczne książki dla dzieci, które wspierają ich rozwój psychiczny. Wnętrze książki jest kolorowe i moim zdaniem bardzo atrakcyjne dla dzieci. Na jednej stronie znajduje się tylko jedno ćwiczenie, więc dzięki temu nie mamy wrażenia przytłoczenia. Część ćwiczeń dzieci mogą wykonywać razem z rodzicami. Polecam. 

twoja_lepsza_przyszlosc Milska Monika