Recenzje
Złość odczarowana. Zrozum ją, zaakceptuj i wykorzystaj
Złość odczarowana. Zrozum ją, zaakceptuj i wykorzystaj
„Złość odczarowana. Zrozum ją, zaakceptuj i wykorzystaj” Ewy Szyndlarewicz to książka, którą czytało mi się naprawdę przyjemnie. Serio, zero poczucia, że ktoś wali mądrościami z podręcznika psychologii, a ty siedzisz i przysypiasz. Pani Ewa pisze w sposób jasny, lekki i przede wszystkim zrozumiały. Wszystko jest podane tak, że czytelnik nie ma poczucia, że musi mieć doktorat z psychologii, żeby ogarnąć temat. I to już jest duży plus. Na pierwszy rzut oka uwagę przyciąga samo wydanie, estetyczne, porządne, takie, że chce się po nie sięgnąć. A kiedy już to zrobisz, okazuje się, że w środku kryje się coś naprawdę wartościowego. Autorka nie tylko tłumaczy, skąd bierze się złość i dlaczego jest nam potrzebna (bo nie oszukujmy się, każdy z nas ją czuje i to często), ale też podsuwa konkretne sposoby radzenia sobie z nią. Nie zostawia czytelnika z suchą teorią, tylko dorzuca ćwiczenia i praktyczne wskazówki. Dzięki nim książka nie jest tylko czymś, co przeczytasz i odłożysz na półkę, ale narzędziem, z którego naprawdę można korzystać. I to jest właśnie największy plus tej pozycji, ona nie moralizuje, nie mówi ci: „Nie wolno się złościć, bo to złe”. Wręcz przeciwnie: pokazuje, że złość jest emocją jak każda inna, że ma swoje źródła i sens, a zamiast ją tłumić czy wypierać, lepiej nauczyć się z nią pracować. Czytając, dowiedziałam się nie tylko, jak lepiej radzić sobie z własną złością, ale też jak podchodzić do ludzi, którzy mają z nią problem. To otwiera głowę i naprawdę może pomóc w codziennych relacjach. Co do minusów… trudno mi coś wymienić, bo książka spełniła swoje zadanie. Nie było tu nic, co by mnie zirytowało (a to w sumie zabawne w kontekście tematu). Może jedyne, czego mi zabrakło, to jakieś większe zaskoczenie, coś, co wywróciłoby moje myślenie o emocjach do góry nogami. Ale szczerze? To bardziej moje oczekiwania niż realny brak. Podsumowując = to pozycja dla każdego. Nieważne, czy chcesz zrozumieć, skąd bierze się twoja własna złość, czy jesteś osobą, która szuka praktycznych narzędzi, żeby ogarniać codzienne sytuacje. Nie ma znaczenia, ile masz lat i czym się zajmujesz, każdy coś dla siebie stąd wyciągnie. Ja oceniam ją na mocne 7/10, a przede wszystkim cieszę się, że to książka, do której można wracać i za każdym razem korzystać z ćwiczeń czy wskazówek.
Pierwsze kroki menedżera. Jak zadbać o wyniki, zespół i siebie
The ASMR (Arrogant-Sexy-Messy-Roommate)
“The ASMR” to książka, przy której bawiłam się w miarę dobrze. Fabuła tej książki była przewidywalna, jak to w romansach (czego się spodziewałam), ale niektóre wątki sprawiły, że mimo tej przewidywalności wciągnęłam się w historię opisaną przez autorki. Jednak oprócz fabuły są też bohaterowie i tu sytuacja się trochę komplikuje. O ile główna bohaterka- Parker, dziewczyna nagrywająca audiobooki i ASMR-y, była całkiem okej i polubiłam ją od pierwszych stron, to drugi główny bohater już mnie momentami irytował. Cameron nie był najgorszym bohaterem, jednak momentami zachowywał się dziwnie. Do tego co chwilę wymyślał nowe przezwiska dla Cameron, co mnie najbardziej irytowało. Chciałabym tu jeszcze zwrócić uwagę na najlepszą przyjaciółkę bohaterów- Jordan. Sprawiła ona, że nawet Cameron w tej książce. Jordan miała wynajmować z Parker dom, jednak jej plany się zmieniły i miała wyjechać na Harvard zamiast zostać z przyjaciółką. To mnie nie dziwi, bo plany się zmieniają. Jednak dziewczyna zamiast powiedzieć o tym Parker od razu jak się o tym dowiedziała, znalazła dla przyjaciółki współlokatora i powiedziała o tym na ostatnią chwilę. Jordan dodatkowo pozwoliła Parker myśleć, że Cameron to dziewczyna (co początkowo było dla Parker istotne, że bedzie mieszkać z dziewczyną) i do tego chciała wyjechać zanim bohaterowie mieli się poznać. Gdyby nie ta sytuacja Parker i Cameron mogli się nie poznać, ale myślę, że mogliby się poznać w inny sposób, również dzięki Jordan. Postać ta sprawiła, że nawet irytujący Cameron nie był w moich oczach aż tak złą postacią, bo wyszedł z tej sytuacji obronną ręką, a nawet dogadał się z Parker. Mimo Jordan i momentami Camerona przyjemnie czytało się tą książkę. “The ASMR” napisana jest przyjemnym językiem, a fabuła choć przewidywalna to momentami naprawdę wciągała.
The ASMR (Arrogant-Sexy-Messy-Roommate)
Jeden dom. Dwoje współlokatorów. Parker uwielbia czarny kolor, cmentarze, jesień i grobowy humor. Cameron uwielbia sport, swoją rodzinę, dobry humor… I Parker. A kiedy w wyniku przypadkowego zdarzenia, Cameron przedstawia się jako narzeczony dziewczyny, sprawy trochę się komplikują. Enemies to lovers? Nie. Zdecydowanie nie. Slow burn? Też niekoniecznie. I właśnie od tego chciałabym zacząć. Tytuł reklamowy sugeruje slow burn, jednak w moim odczuciu zupełnie na to nie zasługuje. Slow burn to powoli rozwijająca się relacja, stopniowo narastająca namiętność i emocjonalne napięcie. Tutaj wszystko dzieje się zbyt szybko, by można było tak to nazwać. Nasza dwójka poznaje się w bardzo spektakularny sposób. W końcu kto by chciał, w dniu wprowadzenia się, ratować swój nowy dom przed spaleniem, bo jakaś wariatka zasnęła na kanapie z ciastem w piekarniku i ASMR na słuchawkach? Mimo chwilowej niechęci do siebie, romantyczne podejście Camerona do Parker możemy zauważyć już około setnej strony we fragmencie z jego starszym bratem. Omijamy etap “trzymania się za rączki”, przechodzimy do etapu spania ze sobą w jednym łóżku dla pozorów, bycia zbyt blisko siebie (też dla pozorów), całowania i dotykania, badania granic. Cameron to typowy golden retriever boy. Bardzo charyzmatyczny i otwarty bohater, u którego mięśnie nie przysłaniają zdolności logicznego myślenia. Jest zabawny, opiekuńczy i bardzo emocjonalny, a dla swojej cmentarnej kobiety rzuciłby się w ogień. Podoba mi się back story, myślę, że tłumaczy w wystarczający sposób jego podejście do życia. Jednak charakterem wiele mi brakuje do Camerona, dlatego jestem team Parker. UWIELBIAM humor, jaki oferuje mi ta książka. Podczas fragmentu z pierwszym liścikiem pogróżką, którą dostała Coldy, popłakałam się ze śmiechu. Zobaczyłam te błędy ortograficzne i jestem prawie pewna, że to był pomysł Magdy. A pisząc na początku o “grobowym humorze” Parker, nie żartowałam. To najbardziej pyskata i rzucająca gromy oczami postać damska z jaką się spotkałam. Jest niesamowita. Chociaż osobiście nie używałabym zniczy jako świec. Czytając “The ASMR” czułam się jak podczas czytania komedii romantycznych Penelope Ward (to komplement, uwielbiam Penelope Ward). Moje wymaganie odnośnie słodkich scen również zostało spełnione — scena ze zdjęciem rodzinnym, scena pocałunku w deszczu, scena, podczas której Cameron tłumaczy Parker, że jest wartościowa i piękna, scena kolacji przy zniczach. Nawet smuty, których unikam, były opisane w “smaczny” sposób i ani razu, z naciskiem na “ani razu” się nie skrzywiłam! Końcówka rozbawiła i rozczuliła jednocześnie. Nie wyobrażam sobie dla nich innego zakończenia, nawet jako naczelna fanka rozczarowań i bólu rozdzierającego serce. Myślę, że ta książka była mi potrzebna na swój pokrętny sposób — żeby odpocząć, dać na luz i przestać myśleć. Czekam na historię Jordie i Cassa z niecierpliwością. Dobra robota, dziewczyny!